Przez całe praktycznie dzieciństwo wychowywałam się bez ojca. Kiedy byłam nastolatką moja mama ponow

Przez całe praktycznie dzieciństwo wychowywałam się bez ojca. Kiedy byłam nastolatką moja mama ponownie wyszła za mąż ale jej nowy mąż okazał się być alkoholikiem, którego bardzo się bałam. Teraz mam 30 lat i wciąż brakuje mi takiej relacji ojciec - córka. Nie potrafię zaspokoić tej potrzeby. Nawet związek z partnerem nie daje mi tego czego szukam. Czasami czuję się jak mała dziewczynka, która czeka na ojca, który ją ochroni i zaopiekuje się nią. Nie wiem co zrobić, żeby zapełnić tę pustkę. Proszę o radę.

48 odpowiedzi


Dzień dobry, istnieje zjawisko zwane syndromem martwego ojca, którego rola nie została dokonana w procesie Pani rozwoju. Drugi mąż Pani mamy był osobą nieprzewidywalną dla Pani. Żeby bardziej zrozumieć mechanizmy, które wówczas Panią chroniły a dziś mogą przeszkadzać dobrze jest znaleźć adekwatną dla siebie terapię.

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

To, czego Pani doświadcza, jest zrozumiałe w kontekście Pani historii. Dorastanie bez dającego poczucie bezpieczeństwa ojca mogło pozostawić silną potrzebę opieki, ochrony i bliskości. Jednocześnie warto zauważyć, że partner nie będzie w stanie wypełnić tej pustki w taki sposób, w jaki mogłaby Pani tego potrzebować. Partner może dawać bliskość, bezpieczeństwo i wsparcie, ale nie może cofnąć Pani do dzieciństwa i stać się ojcem, którego wtedy zabrakło. Dlatego nawet w bliskiej i bezpiecznej relacji może pojawiać się poczucie niedosytu, jeśli oczekujemy od niej zaspokojenia potrzeb związanych z doświadczeniami z dzieciństwa. W takiej sytuacji pomocna może okazać się psychoterapia. Nie po to, żeby w jakiś sposób pozbyć się tej potrzeby, ale żeby lepiej zrozumieć, czego właściwie Pani dziś potrzebuje, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na Pani relacje i w jaki sposób można stopniowo budować w sobie poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i własnej wartości. Ważną częścią takiej pracy może być również przeżycie i uznanie tego, czego Pani jako dziecko nie dostała i czego być może nadal Pani brakuje. Życzę Pani dużo dobrego i powodzenia w dalszej drodze


Pustka, którą Pani czuje, to brak „dobrego, wspierającego ojca”. Zamiast tego w Pani psychice powstała luka, do której dorosła część osobowości stale próbuje wlać dawno spóźnioną opiekę. Dziecko naturalnie potrzebuje idealizować ojca, by zbudować w sobie poczucie siły. U Pani ten proces został gwałtownie przerwany – najpierw przez nieobecność biologicznego ojca, a potem przez postać ojczyma-alkoholika, który zamiast chronić, stał się źródłem zagrożenia. Wydaje się, że podjęcie psychoterapii byłoby najlepszym rozwiązaniem.

mgr Magda Pilszak

mgr Magda Pilszak

psychotraumatolog

Warszawa

Umów wizytę

Dzień dobry, to, że w dorosłym życiu nadal odczuwa Pani brak relacji z ojcem, jest zrozumiałe, szczególnie po dorastaniu bez jego obecności i późniejszym doświadczeniu lęku w relacji z kimś, kto miał spełniać jego rolę. Potrzeba bycia zaopiekowaną, chronioną i ważną dla kogoś jest podstawową potrzebą dziecka i może pozostać bardzo silna, nawet w dorosłości. Dziś nie chodzi o to, żeby tę pustkę po prostu „zapełnić” (czy to inną osobą, czy konkretnymi aktywnościami). Warto natomiast zastanowić się, czego dokładnie Pani wtedy potrzebowała (bezpieczeństwa, troski, zainteresowania czy poczucia, że jest Pani ważna) i szukać sposobów, aby te potrzeby dziś zaspokajać w bezpiecznych relacjach, ale, co jest ważne, także samodzielnie. W pracy nad tym pomocna może okazać się psychoterapia, podczas której można lepiej zrozumieć te doświadczenia i nauczyć się inaczej odpowiadać na potrzebę, która nadal się w Pani odzywa. Pozdrawiam,


Dzień dobry, dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. To, co Pani opisuje, jest zrozumiałe. Dorastanie bez bezpiecznej relacji z ojcem, a następnie doświadczenie lęku wobec ojczyma mogło pozostawić niezaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa, opieki i bycia ważną dla bliskiej osoby. Warto jednak uważać na myślenie, że tę pustkę powinien wypełnić partner. Partner może dawać miłość, bliskość i poczucie bezpieczeństwa, ale nie jest w stanie „odtworzyć” brakującego dzieciństwa. Próba uzyskania od związku tego, czego zabrakło w relacji z rodzicem, może z czasem prowadzić do dużej zależności emocjonalnej i rozczarowania. To nie oznacza jednak, że jest Pani skazana na życie z tą pustką. W psychoterapii można bardzo konkretnie pracować nad takimi doświadczeniami: przeżywaniem straty, potrzebą opieki i bezpieczeństwa, przekonaniami dotyczącymi własnej wartości oraz tym, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają obecnie na relacje. W tym przypadku szczególnie warto rozważyć terapię schematów, która pracuje m.in. z niezaspokojonymi potrzebami emocjonalnymi i utrwalonymi wzorcami wyniesionymi z dzieciństwa. Ważnym elementem może być również stopniowe uczenie się dawania sobie tego, czego kiedyś zabrakło: troski, ochrony, łagodności i poczucia, że własne potrzeby są ważne. Nie zastąpi to ojca, którego Pani nie miała, ale może sprawić, że ta potrzeba przestanie tak boleśnie kierować dorosłym życiem. I być może celem nie musi być całkowite „zapełnienie pustki”. Czasami bardziej realistycznym i pomocnym celem jest pogodzenie się z tym, że pewnego doświadczenia zabrakło, przeżycie związanej z tym żałoby i zbudowanie w dorosłym życiu poczucia bezpieczeństwa w inny sposób. Wszystkiego dobrego :)

mgr Szymon Szymczonek

mgr Szymon Szymczonek

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

Cześć, tutaj trzeba przerobić parę kwestii np. takich jak dlaczego tak się czujesz, dlaczego oczekujesz że partner ci zastąpi tą pustkę itd. Jak się rozłoży to na czynniki pierwsze wtedy będzie można popracować nad tym co się dzieje. Nie szukaj wypełnienia w drugiej osobie, przeważnie rozwiązanie jest w nas.


Warto przyjrzeć się temu, jakie myśli i potrzeby uruchamiają się dziś w sytuacjach, w których pojawia się poczucie bycia małą, bezradną dziewczynką. Ważne jest również rozróżnienie potrzeby bliskości i bezpieczeństwa od przekonania, że tylko druga osoba może tę potrzebę zaspokoić. W terapii można pracować nad budowaniem poczucia bezpieczeństwa, własnej wartości i przekonania „potrafię zadbać o siebie”, jednocześnie ucząc się korzystać ze wspierających relacji. Ta pustka nie musi zostać zapełniona przez kogoś – można stopniowo nauczyć się budować w sobie poczucie, że dziś jest Pani dorosłą osobą, która może dać sobie ochronę i troskę, których kiedyś zabrakło.


Dzień dobry Pani. Bardzo trafnie opisała Pani swój problem i towarzyszące jemu emocje. Zgadzam się z Panią, że pustka, która jest wynikiem braku ojca, jest bardzo dojmująca i w żaden sposób nie do zaspokojenia samodzielnie lub przez związek. W nurcie Gestalt istnieje pojęcie „wewnętrznego dziecka” które odzwierciedla między innymi braki z dzieciństwa. Właśnie tymi deficytami zajmuje się terapeuta w czasie terapii. Zachęcam Panią do podjęcia terapii w tym kierunku, bo jak słusznie pani zauważyła nikt nie zdoła tej pustki zapełnić. Życzę powodzenia i determinacji.


Dzień dobry. Czytam o ogromnym deficycie miłości i bliskości od ważnej postaci, jaką dla każdego dziecka jest ojciec. Próby zapełnienia tej pustki w innej relacji są w pewnym sensie zrozumiałe (i wcale nie takie rzadkie), myślę jednak, że kluczowe jest raczej zaakceptowanie tej relacji z ojcem takiej, jaka ona faktycznie była (nawet jeśli fizycznie nie było kontaktu), niż bezskuteczne próby "wynagrodzenia" sobie czegoś lub obsadzenia kogoś innego w tej roli. To obciążające dla relacji, a jednocześnie cementujące pewne Pani przekonania o sobie, którym warto się przyjrzeć. Interesujące wydaje mi się, jak ten "brak ojca" na Panią oddziałuje, co dla Pani oznacza. Nie bez znaczenia jest też w tym kontekście relacja z mamą lub innymi znaczącymi dorosłymi, np. jej partnerem, dziadkami, nauczycielami itp. Myślę,że psychoterapia może tu sporo wnieść. W razie potrzeby zapraszam do kontaktu, możemy się temu przyjrzeć wspólnie. Pozdrawiam!


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, ma nazwę i ma wyjaśnienie. Nie jest przesadą, nie jest niedojrzałością i nie jest czymś, co powinno było minąć wraz z dorosłością. Zacznę od rzeczy, która wydaje mi się w tym najważniejsza. Pisze Pani, że czuje się czasem jak mała dziewczynka czekająca na ojca. To bardzo trafny opis i chcę powiedzieć, dlaczego tak właśnie jest. Poczucie bezpieczeństwa nie jest przekonaniem, które można sobie wyrobić. Jest doświadczeniem, które układ nerwowy zapisuje w dzieciństwie — przez to, że ktoś dorosły był obecny, przewidywalny i reagował. Jeśli tego doświadczenia zabrakło, dorosłość niczego nie nadpisuje. Człowiek może być samodzielny, kompetentny, może świetnie sobie radzić — a jednocześnie nosić w sobie część, która nadal czeka na kogoś, kto przejmie ciężar. To nie jest wybór ani słabość. To jest luka w doświadczeniu, nie wada charakteru. U Pani doszło do tego jeszcze coś, co warto nazwać osobno. Kiedy była Pani nastolatką, w domu pojawił się mężczyzna, którego się Pani bała. To znaczy, że miejsce ojca nie zostało puste — zostało zajęte przez zagrożenie. Dla układu nerwowego to nie jest to samo. W pierwszym przypadku brakuje doświadczenia opieki. W drugim doświadczenie jest, ale mówi: dorosły mężczyzna w domu to ktoś, przy kim trzeba uważać. Te dwie rzeczy razem tworzą bardzo trudny układ — tęsknotę za opieką i jednoczesną czujność wobec tego, kto miałby ją dać. To prowadzi wprost do zdania, że nawet związek z partnerem nie daje Pani tego, czego Pani szuka. Nie da się. I to jest chyba najważniejsza rzecz, jaką mogę tu napisać. Nie dlatego, że partner jest niewłaściwy albo za mało się stara. Dorosły związek nie może odtworzyć relacji z okresu, w którym mózg dopiero uczył się, czym jest bezpieczeństwo. Partner może być czuły, obecny i troskliwy — i to będzie dobre, ale będzie dorosłą bliskością, nie ojcowską opieką. Kiedy oczekujemy od partnera, żeby zapełnił tę konkretną lukę, zwykle dzieje się jedno z dwóch: albo rośnie w nas rozczarowanie, bo to nigdy nie wystarcza, albo pojawia się lęk przed utratą, bo obarczyliśmy jedną osobę zadaniem, którego nie da się wykonać. Pyta Pani, co zrobić, żeby zapełnić tę pustkę. Powiem uczciwie: nie da się jej zapełnić w sposób, o którym Pani myśli — czyli znaleźć kogoś, kto wreszcie da to, czego zabrakło. Ta droga prowadzi do coraz większego rozczarowania. Da się natomiast zrobić coś innego: zbudować to poczucie bezpieczeństwa od środka, powoli i inaczej niż w dzieciństwie. To nie jest to samo, co „poradzić sobie samej". To jest praca, w której układ nerwowy dostaje nowe doświadczenie — powtarzalne, przewidywalne, bezpieczne. W dobrej relacji terapeutycznej albo w pracy z ciałem to jest realne, choć powolne. Konkretnie proponuję trzy rzeczy. Konsultacja psychologiczna, najlepiej u osoby pracującej z doświadczeniem dorastania w rodzinie z problemem alkoholowym. To obszar dobrze opisany, z konkretną metodyką. Warto wprost zapytać specjalistę, czy pracuje z tym tematem. Przestać wymagać tego od partnera — i powiedzieć mu, o co chodzi. Nie po to, żeby cokolwiek naprawiał, tylko żeby przestał być mierzony miarą, której nie może spełnić. To zwykle bardzo odciąża związek. Zauważać momenty, w których czuje się Pani bezpiecznie. Nie chodzi o wielkie przeżycia. Chodzi o zwykłe sytuacje, w których ciało odpuszcza: rozmowa z kimś zaufanym, spokojne miejsce, obecność kogoś, przy kim nie trzeba uważać. Te momenty są materiałem, z którego buduje się nowe doświadczenie bezpieczeństwa. Zwykle mijają niezauważone, bo szukamy czegoś dużo większego. Na koniec jedno. Ta część Pani, która czeka na ojca, nie jest problemem do usunięcia. Ona powstała po to, żeby Pani przetrwała dzieciństwo, w którym nikt dorosły nie wziął na siebie tego ciężaru. Nie trzeba jej zwalczać. Trzeba jej dać to, czego wtedy nie dostała — tylko już nie od ojca, bo to nie jest możliwe, ale od Pani i od bezpiecznych ludzi wokół. Serdecznie pozdrawiam.


To, co Pani opisuje, jest zrozumiałe. Dziecko, które nie miało bezpiecznej i wspierającej relacji z ojcem, często jako dorosły nadal odczuwa tęsknotę za kimś, kto da poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i oparcia. Nie jest to oznaka słabości, lecz niezaspokojonej potrzeby emocjonalnej. Warto jednak pamiętać, że żaden partner nie jest w stanie zastąpić ojca ani naprawić doświadczeń z dzieciństwa. Kiedy oczekujemy od związku zaspokojenia tej dawnej potrzeby, łatwo pojawia się rozczarowanie, mimo że relacja może być dobra. To, że czasem czuje się Pani jak mała dziewczynka, może oznaczać, że ta część Pani wciąż potrzebuje troski i ukojenia. Dobrą drogą jest stopniowe uczenie się dawania sobie tego, czego kiedyś zabrakło, a także budowanie relacji z ludźmi, przy których może się Pani czuć bezpiecznie i akceptowana. Jeżeli ta pustka jest bardzo silna i towarzyszy Pani od lat, warto rozważyć psychoterapię. Praca nad doświadczeniami z dzieciństwa i stylem przywiązania często pomaga zmniejszyć ten ból oraz budować relacje oparte bardziej na partnerstwie niż na poszukiwaniu utraconego rodzica. Proszę pamiętać, że nie da się zmienić przeszłości, ale można stopniowo zmienić jej wpływ na teraźniejszość. To proces, który wymaga czasu, ale wiele osób dzięki niemu zaczyna odczuwać więcej spokoju i bezpieczeństwa w swoim dorosłym życiu.


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo silna tęsknota za relacją, której w dzieciństwie Pani zabrakło — za obecnością ojca, poczuciem ochrony, bezpieczeństwa i byciem dla kogoś ważną córką. Tego doświadczenia nie da się po prostu „zapełnić” jednym nowym związkiem. Partner również nie jest w stanie dać Pani dokładnie tej relacji ojciec–córka, której zabrakło wcześniej. To nie oznacza jednak, że z tą tęsknotą nic nie można zrobić. Pomocne może być najpierw rozpoznanie, czego konkretnie potrzebuje Pani w tych momentach, kiedy czuje się Pani jak mała dziewczynka czekająca na ojca. Czy chodzi przede wszystkim o poczucie bezpieczeństwa? O to, żeby ktoś się Panią zaopiekował? O możliwość oparcia się na kimś? O bycie zauważoną i ważną? Kiedy potrzeba staje się bardziej konkretna, łatwiej zobaczyć, które jej części można dzisiaj zaspokajać w dorosłym życiu — poprzez bliskie relacje, bezpieczne więzi, proszenie o wsparcie, własne granice i stopniowe budowanie poczucia, że może Pani również sama siebie chronić i o siebie zadbać. Jednocześnie może pozostać żal po tym, czego Pani nie dostała. Nie każdą stratę trzeba „naprawić”. Czasem ważną częścią pracy jest również uznanie, że czegoś bardzo potrzebnego rzeczywiście zabrakło i że można to przeżyć bez wymagania od obecnego partnera, żeby wypełnił rolę ojca. Jeżeli czuje Pani, że ten brak mocno wpływa na obecne relacje albo wraca w nich w podobny sposób, warto przyjrzeć się temu spokojniej podczas konsultacji psychologicznej. Można wtedy rozdzielić to, czego zabrakło kiedyś, od tego, czego potrzebuje Pani jako dorosła osoba dzisiaj — i zobaczyć, co z tej drugiej części można realnie zacząć budować. Bogusław Kwitkowski atencja.online


Dzień dobry, to, co Pani opisuje, można rozumieć jako niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebę bezpiecznej, stabilnej więzi z ważnym dorosłym. Dziecko potrzebuje nie tylko fizycznej obecności rodzica, ale również doświadczenia, że ktoś jest dostępny, przewidywalny, chroni je, interesuje się jego przeżyciami i daje poczucie: „nie jestem sama, mogę na kimś polegać”. W Pani historii zabrakło relacji z ojcem, a późniejsza obecność uzależnionego męża mamy zamiast bezpieczeństwa wiązała się z lękiem. Wczesne doświadczenia relacyjne wpływają na to, czego później oczekujemy od bliskich osób oraz jak przeżywamy bliskość, oddalenie czy możliwość utraty relacji. Jeżeli ważna potrzeba bezpieczeństwa i opieki pozostawała przez długi czas niezaspokojona, w dorosłości mogą pojawiać się silne emocje – smutek, tęsknota, lęk, poczucie osamotnienia czy pustki – oraz myśli typu: „potrzebuję kogoś, kto się mną zaopiekuje”, „sama sobie nie poradzę”, „chcę wreszcie poczuć, że ktoś mnie chroni”. To może tłumaczyć Pani doświadczenie „małej dziewczynki czekającej na ojca”. Ważne jest również to, że partner nie może w pełni zastąpić brakującego rodzica. Próba zaspokojenia tej potrzeby wyłącznie poprzez związek może przynosić chwilowe ukojenie, ale często nie usuwa poczucia pustki, ponieważ jej źródło znajduje się w znacznie wcześniejszych doświadczeniach. W psychoterapii można przyjrzeć się temu, jak dawne doświadczenia wpływają obecnie na Pani potrzeby, emocje, myśli, wybory i relacje. Praca może obejmować rozpoznawanie uruchamiających się schematów, przeżycie i nazwanie niezaspokojonych potrzeb oraz stopniowe rozwijanie zdolności do dawania sobie bezpieczeństwa, troski, ochrony i wsparcia, których kiedyś zabrakło. Nie oznacza to rezygnacji z potrzeby bliskości z innymi, lecz budowanie takiej relacji ze sobą i z ludźmi, w której brak z przeszłości nie musi już kierować teraźniejszością. Jeżeli czuje Pani, że ten temat nadal silnie wpływa na Pani samopoczucie lub relacje, warto przyjrzeć się mu w psychoterapii. Zapraszam również do bezpośredniego kontaktu – możemy wspólnie zastanowić się, jak Pani doświadczenia z dzieciństwa wpływają na obecne potrzeby i relacje oraz jak można nad tym pracować. Pozdrawiam, zapraszam do konsultacji online lub stacjonarnie.


Dzień dobry, relacja ojciec–córka jest ważna zarówno dla małej dziewczynki, jak i dla dorosłej kobiety, dlatego to, co Pani opisuje — głęboko odczuwaną tęsknotę za bliskością i poczuciem bezpieczeństwa, których zabrakło w dzieciństwie — jest bardzo zrozumiałe. Warto dać sobie przestrzeń na wsparcie.


Porzucenie przez ojca to ogromna strata i bardzo Pani współczuję. Z tego, co Pani pisze dzieciństwo z osobą uzależnioną w domu to też było trudne doświadczenie. Życie w takim otoczeniu nie daje poczucia bezpieczeństwa i stabilności. To wszystko zostawia ślad. Ma Pani rację - żaden związek partnerski nie zastąpi relacji z ojcem. I kiedy nieświadomie oczekujemy od partnera, że będzie dla nas "tatą", to bardzo obciąża relację. To, co Pani opisuje wygląda na "ranę porzuceniową" - to ta część w nas, która wciąż czeka na opiekę. Sugeruję rozważenie psychoterapii. W bezpiecznej relacji z terapeutą będzie mogła Pani wyrazić stłumione emocje i doświadczyć tego, czego wtedy zabrakło. To pomaga lepiej zrozumieć siebie, swoje emocje i budować dojrzalsze relacje - także z partnerem. Trzymam kciuki!


To, co Pani opisuje, może być śladem bardzo ważnej, niezaspokojonej w dzieciństwie potrzeby bezpieczeństwa, opieki i obecności ojca. Takiej pustki często nie da się wypełnić wyłącznie relacją partnerską, ponieważ jej źródło sięga wcześniejszych doświadczeń. Warto rozważyć psychoterapię, w której można stopniowo przyjrzeć się tym potrzebom, uczuciom i relacjom oraz przepracować to, czego zabrakło Pani w dzieciństwie. To może pomóc z czasem budować poczucie bezpieczeństwa bardziej także w sobie, a nie tylko szukać go w drugiej osobie.


To, co Pani opisuje, może być związane z niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebą bezpieczeństwa, opieki i obecności ojca, która w dorosłym życiu nadal pozostaje bardzo żywa. Partnerowi trudno będzie wypełnić tę pustkę, ponieważ jest to potrzeba należąca bardziej do Pani dziecięcej części i historii niż do obecnej relacji. Myślę, że psychoterapia mogłaby być dobrym miejscem, żeby przyjrzeć się temu doświadczeniu, przeżyć związany z nim żal i stopniowo budować w sobie poczucie bezpieczeństwa, którego wtedy zabrakło. Nie chodzi więc o to, żeby tę pustkę szybko czymś lub kimś zapełnić, ale żeby lepiej ją rozumieć i nauczyć się inaczej się nią opiekować.


Partner to nie ojciec, dlatego nawet jakby bardzo się starał, to może nie być w stanie zaspokoić Pani potrzeby tej szczególnej relacji. Jednocześnie Pani oczekiwanie, aby to zaspokojenie płynęło z jego strony, może (choć nie musi!) negatywnie wpływać na związek. W takich sytuacjach proponujemy terapię, aby w jej bezpiecznych granicach "przepracować" żałobę po ojcu, którego nie było. Z wyrazami najlepszych serdeczności, Filip Grabowski


Dzień dobry, być może moja odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca, ale relacje, które tworzy Pani teraz, w dorosłym życiu nie zastąpią relacji z ojcem, nie zaspokoją tej potrzeby. I nie powinny, bo to zupełnie innego rodzaju relacje. Warto mieć to na uwadze, żeby nie narzucić na bliską osobę oczekiwań i pragnień, których ze względu na naturę relacji nie będzie w stanie spełnić. Dobra wiadomość jest taka, że dla swojego "wewnętrznego dziecka" można być dobrym, ciepłym rodzicem samemu, na przykład w trudnych sytuacjach zastanawiając się, co powiedziałby Pani dobry ojciec. Jest to zdecydowanie temat, który można omówić z psychologiem i pracować nad samodzielnym zaleczeniem tej rany :) Pozdrawiam ciepło!


Dzień dobry. To, czego Pani doświadcza, może być bardzo bolesne i jednocześnie całkowicie zrozumiałe w kontekście Pani historii. Brak bezpiecznej, wspierającej relacji z ojcem, a później doświadczenie lęku wobec ojczyma mogły sprawić, że potrzeba ochrony, zaopiekowania i poczucia bezpieczeństwa pozostała niezaspokojona. Warto jednak pamiętać, że tej pustki nie musi Pani „zapełniać” innym człowiekiem. Partner nie jest w stanie stać się ojcem, którego Pani nie miała, i oczekiwanie, że związek zaspokoi tę konkretną potrzebę, może prowadzić do jeszcze większego poczucia braku. W pracy terapeutycznej można natomiast stopniowo przyjrzeć się tej „małej dziewczynce”, która nadal czeka na ochronę i opiekę. Ważne jest zrozumienie, czego dokładnie wtedy zabrakło, jak te doświadczenia wpływają dziś na relacje, poczucie własnej wartości i sposób przeżywania bliskości, a następnie budowanie w sobie poczucia bezpieczeństwa i sprawczości. Nie chodzi więc o to, żeby przestać potrzebować bliskości czy wymazać tęsknotę za ojcem. Chodzi raczej o to, aby ta potrzeba przestała kierować Pani życiem i żeby dorosła Pani mogła zaopiekować się sobą w sposób, którego kiedyś tak bardzo potrzebowała. Jeśli czuje Pani, że chciałaby się temu bliżej przyjrzeć, zapraszam na konsultację online. Pracuję z tematyką relacji, doświadczeń z dzieciństwa, lęku oraz trudności w budowaniu poczucia bezpieczeństwa. Wspólnie możemy spokojnie przyjrzeć się temu, co dziś dzieje się w Pani relacjach i skąd bierze się ta silna potrzeba opieki.


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, może być związane z niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebą bezpieczeństwa, opieki i stabilnej relacji z ważnym dorosłym. Taka potrzeba nie zawsze znika wraz z dorosłością i czasem ujawnia się właśnie jako poczucie pustki, tęsknoty czy bycia „małą dziewczynką”, która nadal czeka na ochronę. Warto przyjrzeć się temu w terapii nie po to, aby „zastąpić” brakującą relację z ojcem, ale żeby zrozumieć, jak te doświadczenia wpływają dziś na Pani emocje, związki i sposób szukania bezpieczeństwa. Z czasem można też budować bardziej wewnętrzne poczucie oparcia i uczyć się zaspokajać część tych potrzeb w dorosły, bezpieczny sposób. Jeśli chciałaby Pani nad tym pracować, konsultacja psychologiczna lub psychoterapia byłyby dobrym miejscem, żeby zacząć.


To, czego doświadczasz, jest bardzo zrozumiałe. Można być dorosłą, samodzielną kobietą, a jednocześnie wciąż nosić w sobie potrzebę bycia zaopiekowaną przez ojca. W Twojej historii szczególnie ważne jest to, że nie chodzi tylko o brak ojca, ale również o brak poczucia bezpieczeństwa. Najpierw dorastałaś bez niego, a później mężczyzna, który pojawił się w jego miejscu, zamiast dawać ochronę, stał się źródłem lęku. To mogło pozostawić bardzo silną tęsknotę za kimś, przy kim można poczuć: „jestem bezpieczna, ktoś nade mną czuwa”. Ważne jest jednak to, co sama zauważasz - partner nie może dać Ci tego, czego szukasz. I nie powinien pełnić roli „brakującego ojca”. Może być troskliwy, wspierający i opiekuńczy, ale nie jest w stanie naprawić tego, czego zabrakło w dzieciństwie. Próba uzyskania tego od partnera może sprawiać, że nawet dobra relacja nie będzie przynosiła pełnego ukojenia. Być może potrzebujesz więc nie tyle „zapełnić pustkę”, ile przeżyć żałobę po relacji ojciec-córka, której nie miałaś. To oznacza uznanie, że naprawdę potrzebowałaś obecnego, bezpiecznego ojca - jego zainteresowania, ochrony, troski i poczucia, że jesteś dla niego ważna - oraz pozwolenie sobie na smutek i złość z powodu tego, że tego nie dostałaś. Jednocześnie trzeba stopniowo przyjąć bardzo bolesną prawdę, że dziś nie da się już cofnąć czasu i dostać tego doświadczenia dokładnie tak, jak potrzebowałaś go jako dziecko. Żaden człowiek nie będzie w stanie w pełni tego zastąpić. Nie oznacza to jednak, że masz przestać potrzebować innych. Warto raczej rozdzielić „potrzebuję ojca” od „potrzebuję tego, co chciałam od niego dostać”. Bezpieczeństwo, troskę, bliskość, wsparcie czy poczucie, że nie jesteś sama, można budować w dorosłym życiu poprzez różne relacje, ale także poprzez rozwijanie w sobie zdolności do zaopiekowania się sobą. Zwróciłabym też uwagę na tę część Ciebie, którą opisujesz jako „małą dziewczynkę czekającą na ojca”. Nie trzeba jej zawstydzać ani próbować się jej pozbyć. Warto pytać: „Czego ona teraz potrzebuje?” Czy ochrony, pocieszenia, zainteresowania, przytulenia, poczucia, że ktoś jest obok? Rozpoznawanie tych potrzeb może pomóc znaleźć dla nich bardziej dorosłe i bezpieczne sposoby zaspokajania. Myślę, że to może być bardzo wartościowy temat psychoterapii - nie po to, żeby sprawić, że przestaniesz tęsknić za ojcem, ale żeby ta tęsknota przestała kierować Twoimi dorosłymi relacjami. Nie musisz wymazać tego braku. Możesz nauczyć się żyć z nim w taki sposób, żeby nie oznaczał już ciągłego czekania, aż ktoś wreszcie przyjdzie i Cię ochroni.


Dzień dobry! To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. Brak ojca w dzieciństwie, a później obecność w domu osoby, której Pani się bała, mogły pozostawić w Pani bardzo silną tęsknotę za czymś, czego wtedy zabrakło- poczuciem bezpieczeństwa, opieki, ochrony i obecnością kogoś, na kim można się oprzeć. Warto zauważyć, że być może nie chodzi już tylko o brak konkretnej relacji „ojciec–córka”, ale właśnie o te potrzeby, które miały zostać w niej zaspokojone. Ta część Pani, która czasami czuje się jak mała dziewczynka czekająca na ojca, może nadal szukać bezpieczeństwa, którego kiedyś nie dostała. Partner, nawet najbardziej kochający, nie jest jednak w stanie wypełnić tego miejsca w taki sposób, jakiego potrzebowało dziecko. I nie oznacza to, że z Pani związkiem jest coś nie tak. Próba zaspokojenia tej potrzeby wyłącznie poprzez relację partnerską może pozostawiać ciągłe poczucie niedosytu, ponieważ partner nie może stać się rodzicem, którego kiedyś zabrakło. Myślę, że warto byłoby przyjrzeć się temu doświadczeniu podczas psychoterapii. Nie po to, żeby przestała Pani tęsknić albo przekonała siebie, że „nic się nie stało”, ale żeby zrozumieć, jak brak bezpiecznej relacji z ojcem wpływa dziś na Pani emocje, związki i potrzebę bycia zaopiekowaną. Z czasem można nauczyć się dawać sobie coraz więcej tego poczucia bezpieczeństwa i oparcia, którego kiedyś zabrakło. Nie każdą pustkę po dzieciństwie da się po prostu „zapełnić”. Można jednak ją zrozumieć, przeżyć i sprawić, żeby nie kierowała już w takim stopniu dorosłym życiem. Pozdrawiam serdecznie.


Jest ojciec, ale..... bardzo trudny do skontaktowania. Ta tesknota jest dlatego taka mocna, bo nie moze Pani w dobry dla siebie sposob skontaktowac sie z wlasnym pelnym doswiadczeniem wewnetrznym dotyczacym tej relacji. Teraz wydawac by sie moglo, ze przed Pania stoi dlugi i trudny okres poszukiwania/nawiazywania kontaktu z tym uwewnetrznionym, nawet jak wydaje sie, ze prawie nieobecnym, ojcem. Prosze rozwazyc nawiazanie bezpiecznej relacji w terapii indywidualnej, w ktorej ten obszar zostanie dobrze zaadresowany, poglebiony, wyciagniety bardziej na powierzchnie, aby mogla Pani z tej relacji lepiej dla siebie korzystac. Da sie to przepracowac.

mgr Krzysztof Hanusyk

mgr Krzysztof Hanusyk

psychoterapeuta

Wrocław

Umów wizytę

Taka potrzeba może być śladem doświadczeń z dzieciństwa: braku bezpiecznej relacji z ojcem oraz późniejszego życia w lęku przy uzależnionym ojczymie. Partner nie jest w stanie wypełnić roli ojca i próba znalezienia w związku takiej opieki może pozostawiać Panią z ciągłym poczuciem niedosytu. W pracy psychologicznej można przyjrzeć się temu, czego dokładnie brakowało, jak ta potrzeba wpływa dziś na relacje oraz jak budować poczucie bezpieczeństwa i oparcia także w sobie. Nie chodzi o „wymazanie” tej tęsknoty, ale o to, żeby przestała kierować Pani dorosłym życiem. Jeśli Pani chce, zapraszam na konsultację online, to dobry temat do spokojnego przepracowania a ja jestem od takich spraw ekspertem..


Dzień dobry, To, o czym Pani pisze, to bardzo bolesna, ale niezwykle częsta rana z dzieciństwa. Kiedy dorastamy bez bezpiecznego ojca, a w jego miejsce pojawia się lęk przed uzależnionym ojczymem, w dorosłym życiu pozostaje ogromna, niezaspokojona tęsknota za ochroną, bezwarunkową opieką i ukojeniem. Bardzo trafnie zauważyła Pani, że nawet związek z partnerem nie daje tego, czego Pani szuka. Partner nie jest w stanie – i nie powinien – wchodzić w rolę ojca. Kiedy nieświadomie przenosimy tę potrzebę na relację partnerską, stawiamy drugą stronę przed zadaniem niemożliwym do spełnienia, a w nas samych włącza się ta bezradna „mała dziewczynka”, która wciąż czeka na ratunek. To rodzi ciągłe rozczarowanie, bo żaden dorosły mężczyzna nie wypełni luki po nieobecnym rodzicu z przeszłości. Tej pustki nie da się zapełnić kimś z zewnątrz. Prawdziwe ukojenie zaczyna się wtedy, gdy to dorosła, 30-letnia kobieta w Pani zaczyna przejmować rolę bezpiecznego opiekuna dla tej zranionej, małej części siebie. Oznacza to naukę dawania sobie samej ochrony, stawiania granic, wyrozumiałości i poczucia stabilności, którego zabrakło w domu rodzinnym. Przejście przez ten proces wymaga jednak przeżycia swoistej żałoby – pogodzenia się z tym, że tamtego dzieciństwa i bezpiecznego taty już Pani nie dostanie. To głęboka, emocjonalna droga, dlatego niezwykle pomocna bywa w tym współpraca ze specjalistą. W bezpiecznej, profesjonalnej relacji zyskuje się przestrzeń, by na spokojnie przyjrzeć się tym lękom, zaopiekować trudne emocje i krok po kroku budować dojrzałe poczucie bezpieczeństwa w samej sobie. To, że tak szczerze i świadomie potrafi Pani nazwać swoje emocje, to wspaniały punkt wyjścia. Ma Pani w sobie siłę, by krok po kroku dać sobie to poczucie bezpieczeństwa, na które zawsze Pani zasługiwała. Pozdrawiam ciepło, mgr Agnieszka Rek, psycholog


Dorastanie bez ojca i późniejsze doświadczenie życia z kimś, kogo się bałaś, ,zostawia poczucie braku, które nie znika wraz z dorosłością. Tęsknota za relacją ojciec–córka jest naturalną potrzebą bezpieczeństwa i oparcia, a partner nie jest w stanie jej zastąpić, bo to zupełnie inny rodzaj więzi. To, że mimo dorosłości czujesz się czasem jak mała dziewczynka czekająca na kogoś, kto ją ochroni, nie świadczy o słabości, tylko o tym, że ta część Ciebie nigdy nie dostała tego, czego potrzebowała. Najbardziej pomaga praca nad tym, żeby stopniowo budować w sobie poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzną opiekę, której wtedy zabrakło. To proces, który wymaga czasu, ale jest możliwy w terapii, do której Cię serdecznie zachęcam. Trzymam kciuki!


Dobry wieczór. Myślę, że to jak najbardziej zrozumiałe, że w obliczu takich doświadczeń życiowych może Pani odczuwać pewną nieusuwalną, "niezasypywalną" pustkę. Myślę też, że psychoterapia może być dla Pani podwójnie dobrym pomysłem. Po pierwsze po to aby w praktyczny i symboliczny zaopiekować się uczuciami i potrzebami wspomnianej małej dziewczynki. Po drugie, by rozwinąć i zintegrować symboliczny obraz mężczyzny, którego opieki ww. dziewczynka nigdy nie zaznała. Pozdrawiam i powodzenia.

mgr Michał Hajdyła

mgr Michał Hajdyła

psychoterapeuta

Gdańsk

Umów wizytę

To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. W dzieciństwie zabrakło Pani nie tylko obecności ojca, lecz także poczucia bezpieczeństwa, ochrony i bezwarunkowej troski. Doświadczenie życia z uzależnionym ojczymem mogło tę tęsknotę jeszcze bardziej pogłębić. Dorosły związek nie jest jednak w stanie w pełni zaspokoić potrzeby, która powinna zostać zaspokojona w relacji rodzica z dzieckiem. Partner może dawać miłość, bliskość i wsparcie, ale nie może stać się ojcem ani naprawić dzieciństwa. Warto stopniowo uczyć się rozpoznawać, czego potrzebuje ta mała dziewczynka, przeżyć żal po tym, czego nie otrzymała, a jednocześnie budować w sobie dorosłą część, która potrafi ją chronić, uspokajać i otaczać troską. Pomocne może być pytanie: „Czego w tej chwili oczekuję od ojca i jak mogę dziś dać sobie choć część tego w bezpieczny, dorosły sposób?”. Taka praca bywa trudna do wykonania samodzielnie, dlatego warto rozważyć psychoterapię. Nie po to, aby przestać tęsknić, lecz aby ta tęsknota nie kierowała Pani relacjami, wyborami i poczuciem własnej wartości. To, co Pani czuje, nie świadczy o niedojrzałości. Jest śladem ważnej potrzeby, która przez wiele lat pozostawała niezauważona. Pozdrawiam ciepło, Edyta Zawodna I terapia par I psycholog I mediator związków me4health


Witam, poczucie bycia małym, dziecięcym w życiu dorosłym jest objawem niezaspokojenia potrzeb rozwojowych z tego etapu. Coś jest nie skończone. Zresztą Pani bardzo dobrze to opisuje, czuje..tą pustkę, brak. W procesie psychoterapii realnie doświadczamy, dzięki różnym technikom i profesjonalnego towarzyszeniu specjalisty, tego, co jest potrzebne by móc pójść dalej, dojrzeć. Przeszłości nie zmienimy, samo nie zniknie, czas tu nie uleczy...droga ważnych doświadczeń na psychoterapii. To proponuję sprawdzić. Ciepło Panią pozdrawiam, Katarzyna Fenzel psycholog, psychoterapeuta z "POMOCNEGO MIEJSCA" w Poznaniu


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe w kontekście doświadczeń z dzieciństwa. Brak dostępnego ojca, a później życie z dorosłym, którego Pani się bała, mogły pozostawić bardzo silną potrzebę bezpieczeństwa, ochrony i opieki. Problem polega na tym, że potrzeby, która miała zostać zaspokojona w relacji dziecka z rodzicem, nie da się w pełni „nadrobić” poprzez znalezienie odpowiedniej osoby dorosłej. Partner może być bliski, troskliwy i wspierający, ale nie powinien przejmować roli ojca. Jeśli od związku zaczynamy oczekiwać tego rodzaju opieki, łatwo pojawia się rozczarowanie, zależność albo poczucie, że nadal „czegoś brakuje”, nawet w dobrej relacji. To, że czasami czuje się Pani jak mała dziewczynka czekająca na kogoś, kto ją ochroni, może być ważnym sygnałem. W psychoterapii można przyjrzeć się właśnie tej części Pani doświadczenia: czego wtedy najbardziej brakowało, czego Pani potrzebowała od dorosłych, czego się Pani bała i w jaki sposób te doświadczenia wpływają dziś na relacje, poczucie bezpieczeństwa oraz oczekiwania wobec innych ludzi. Istotnym elementem takiej pracy bywa również przeżycie żalu po tym, czego w dzieciństwie nie było. Czasem przez wiele lat próbujemy znaleźć sposób, żeby wreszcie dostać od kogoś to, czego kiedyś potrzebowaliśmy. Dopiero uznanie, że tej konkretnej historii nie można już napisać od początku, pozwala stopniowo budować bezpieczeństwo inaczej: w relacji ze sobą, w dorosłych więziach, w umiejętności proszenia o wsparcie i jednocześnie opiekowania się sobą. Nie chodzi więc o to, żeby przestała Pani potrzebować bliskości i opieki. Raczej o to, żeby te potrzeby mogły być przeżywane w dorosły sposób, bez konieczności szukania w partnerze rodzica. Jeżeli ta tęsknota jest silna i wpływa na Pani związki lub poczucie własnej wartości, psychoterapia może być dobrym miejscem do pracy nad doświadczeniem braku ojca, poczuciem bezpieczeństwa, potrzebami emocjonalnymi oraz wzorcami relacyjnymi. Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska psycholożka, psychoterapeutka w szkoleniu integracyjnym, interwentka kryzysowa


To, co Pani opisuje, jest bardzo ważnym doświadczeniem związanym z niezaspokojoną potrzebą bezpieczeństwa i bliskości w dzieciństwie. Brak obecnego i wspierającego ojca, a dodatkowo dorastanie w obecności osoby nadużywającej alkoholu, mogły wpłynąć na to, jak dziś przeżywa Pani relacje i własne potrzeby emocjonalne. To, że w dorosłości pojawia się tęsknota za opieką, ochroną i poczuciem bycia ważną, jest zrozumiałe. Część Pani może nadal nosić w sobie doświadczenie tej małej dziewczynki, która potrzebowała wsparcia i stabilności. Nie oznacza to jednak, że ta potrzeba musi zostać zaspokojona wyłącznie przez partnera. Pomocne może być stopniowe budowanie poczucia bezpieczeństwa w sobie: uczenie się zauważania własnych potrzeb, troszczenia się o siebie i rozwijania przekonania „mogę być dla siebie wsparciem”. Warto również przyjrzeć się temu, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na wybór partnerów i oczekiwania wobec relacji. Psychoterapia może być szczególnie pomocna w przepracowaniu tych doświadczeń — nie po to, aby wymazać przeszłość, ale aby zbudować bardziej bezpieczną relację ze sobą i innymi ludźmi. Ta pustka, którą Pani opisuje, może stopniowo zostać wypełniona nie przez zastępczą rolę kogoś innego, ale przez większe poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i wewnętrznej stabilności.


To, czego Pani doświadcza, jest zrozumiałą konsekwencją braku bezpiecznej relacji z ojcem i życia w napięciu obok osoby nadużywającej alkoholu. Tej pustki nie trzeba „zapełniać” partnerem — można ją stopniowo zaopiekować w terapii. Warto poszukać psychoterapeuty pracującego z traumą relacyjną, przywiązaniem lub doświadczeniami z dzieciństwa. Celem nie jest zastąpienie ojca, ale zbudowanie w sobie poczucia bezpieczeństwa, prawa do potrzeb i przekonania, że zasługuje Pani na troskę bez konieczności jej wypraszania. Wczesne doświadczenia relacyjne mogą wpływać na późniejsze poczucie bezpieczeństwa i funkcjonowanie w bliskich związkach. Na teraz proszę spróbować zauważać te momenty z czułością: „To nie jestem bezradna dorosła ja — to moja młodsza część potrzebuje ochrony”. To ważny pierwszy krok.


Dzień dobry, To, co Pani opisuje, jest niezwykle głębokim i w pełni zrozumiałym doświadczeniem. Tęsknota za bezpiecznym ojcem jest jedną z najbardziej podstawowych potrzeb dziecka, a gdy w jego miejscu pojawia się osoba budząca lęk, uwięzione w nas dziecko nie przestaje czekać - po prostu niesie ten brak w dorosłe życie. Czucie się jak mała dziewczynka czekająca na ochronę to naturalna reakcja psychiki na niezaspokojone w przeszłości potrzeby. Szukanie figury ojcowskiej w partnerze jest częstą pułapką, jednak żaden dorosły związek nie jest w stanie nasycić tej konkretnej potrzeby, co rodzi jedynie rozczarowanie. Niestety nikt z zewnątrz nie cofnie czasu, ale kluczem do zażegnania tej pustki jest nauczenie się, jak dać tej małej dziewczynce w sobie to, czego wtedy zabrakło: poczucie bezpieczeństwa, ukojenie i akceptację. Właśnie na tym procesie skupia się Terapia Schematów, która wydaje się idealnym kierunkiem w Pani sytuacji. Wykorzystuje się w niej technikę tzw. powtórnego rodzicielstwa (limited reparenting). W bezpiecznych warunkach terapeuta pomaga bezpiecznie dotrzeć do tego skrzywdzonego „wewnętrznego dziecka”, zaopiekować się jego ranami i krok po kroku wykształcić w Pani postawę „dojrzałego dorosłego”. Dzięki temu dorosła Pani stanie się z czasem dla samej siebie najlepszym, najbezpieczniejszym schronieniem, a dawna pustka przestanie wreszcie boleć. Pozdrawiam serdecznie, Mateusz Kucharski


Dzień dobry. W Pani słowach słychać tęsknotę za poczuciem bezpieczeństwa, opieką i pewnością, że jest ktoś, na kim można polegać. Nieobecność ojca, a później strach przed mężem mamy mogły pozostawić te potrzeby niezaspokojone. To, że dziś czuje się Pani czasem jak mała dziewczynka czekająca na ochronę, nie oznacza niedojrzałości. Może być sposobem przeżywania bólu, który nadal potrzebuje uwagi i zrozumienia. Partner może dawać miłość i wsparcie, ale relacja partnerska nie zastąpi w pełni utraconej relacji ojciec–córka. Warto przyjrzeć się, czego najbardziej Pani szuka: ukojenia, akceptacji, ochrony czy poczucia, że nie zostanie Pani sama w trudnej chwili. Nazwanie tych potrzeb pomaga stopniowo oddzielać dawną tęsknotę od tego, czego potrzebuje Pani w obecnym związku. W psychoterapii można dać miejsce żalowi po tym, czego zabrakło, oraz pracować nad budowaniem wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa i korzystaniem ze wsparcia bliskich. Nie musi Pani radzić sobie z tym sama ani zmuszać się do „zamknięcia przeszłości”. Zapraszam na konsultację. Jako psycholog i psychoterapeuta z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem w pracy pomocowej proponuję uważną rozmowę, w której będzie miejsce na Pani tęsknotę, lęk i potrzeby. Wspólnie przyjrzymy się temu, jak przeszłe doświadczenia wpływają na dzisiejsze relacje, i ustalimy, jaka pomoc będzie dla Pani odpowiednia.


Dzień dobry, takie doświadczenie wychowywania się bez obecności ojca może mieć aktywny wpływ na życie, nawet w dorosłym wieku. Czego Pani właśnie doświadcza. Trudno jest zdalnie odpowiedzieć na pytanie, jak można zapełnić te pustkę, gdyż każdy jej inaczej doświadcza i w związku z nią ma inne potrzeby, które warto poznać i nauczyć się o nie dbać. Zapraszam na konsultację, zajmuję się tym obszarem doświadczeń człowieka.


Dzień dobry. To, że odczuwa Pani tęsknotę za ojcem, jest bardzo zrozumiałe. Jeśli w dzieciństwie zabrakło bezpiecznej, wspierającej relacji z ojcem, taka tęsknota może pozostać również w dorosłym życiu. Zwłaszcza że późniejsza relacja z ojczymem zamiast poczucia bezpieczeństwa przyniosła Pani lęk. Partner nie jest jednak w stanie w pełni wypełnić miejsca po relacji z ojcem - i być może dlatego, mimo bliskości w związku, nadal czuje Pani, że czegoś brakuje. Pomocne może być stopniowe przyglądanie się temu, czego najbardziej Pani wtedy potrzebowała: ochrony, zainteresowania, akceptacji, poczucia, że ktoś jest po Pani stronie. Ważnym krokiem może być zaakceptowanie, że tak właśnie było i że nie da się zmienić przeszłości. Można jednak odnajdywać poczucie bliskości, troski i bezpieczeństwa w różnych relacjach - także w obecnym związku - a przede wszystkim stopniowo budować je w relacji z samą sobą. Warto też dać sobie prawo do smutku po czymś, czego Pani nie dostała. Taka pustka nie zawsze znika od razu, ale można nauczyć się żyć z nią tak, żeby coraz mniej kierowała Pani relacjami i poczuciem własnej wartości.


To zrozumiałe, że dorastanie bez ojca, a następnie w obecności osoby, której się Pani bała, mogło pozostawić niezaspokojoną potrzebę bezpieczeństwa, ochrony i bycia ważną. Partner nie jest w stanie w pełni naprawić braku relacji z ojcem i jeśli próbujemy uzyskać od związku to, czego zabrakło w dzieciństwie, możemy nieustannie czuć niedosyt, nawet przy kochającej osobie. Warto więc nie tyle szukać kogoś, kto wypełni tę pustkę, ile stopniowo budować poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości również w sobie - to jest rola zdrowych rodziców, jednak nie oznacza to, że nie jesteśmy sami tego zbudować (choć niewątpliwie jest trudniej). Pomocna może być w tym psychoterapia, aby lepiej zrozumieć, czego dokładnie Pani potrzebuje i nauczyć się dawać sobie część tego, czego kiedyś zabrakło.


Dzień dobry, to, co Pani opisuje, może być bardzo głęboko związane z doświadczeniem braku bezpiecznej relacji z ojcem oraz z późniejszym dorastaniem w obecności osoby nadużywającej alkoholu, której się Pani bała. Takie doświadczenia mogą wpływać na sposób budowania bliskości, poczucie bezpieczeństwa i potrzeby emocjonalne także w dorosłym życiu. To, że ma Pani 30 lat, nie oznacza, że potrzeba bycia zauważoną, chronioną i zaopiekowaną powinna po prostu zniknąć. Jeśli w dzieciństwie zabrakło stabilnej, bezpiecznej relacji z ważnym dorosłym, część tych potrzeb może pozostać niezaspokojona i powracać szczególnie w trudnych momentach. Warto też pamiętać, że partner nie jest w stanie zastąpić ojca ani „wypełnić” całej tej pustki. Próba uzyskania od partnera tego, czego zabrakło w dzieciństwie, może prowadzić do frustracji po obu stronach, nawet jeśli relacja jest dobra. W pracy psychologicznej można przyjrzeć się temu, jak brak ojca i doświadczenia związane z alkoholem w domu wpłynęły na Pani sposób przeżywania relacji, poczucie własnej wartości, lęk przed odrzuceniem oraz potrzebę opieki i bezpieczeństwa. Można również uczyć się stopniowo budować to poczucie bezpieczeństwa w sobie, zamiast szukać jednej osoby, która miałaby całkowicie zaspokoić tę potrzebę. Zapraszam Panią na konsultację. Jako mgr psycholog, psychotraumatolog, terapeuta ds. uzależnień i współuzależnionych oraz psychoterapeuta w trakcie certyfikacji w nurcie poznawczo-behawioralnym mogę pomóc Pani przyjrzeć się tym doświadczeniom i zrozumieć, dlaczego ta potrzeba jest nadal tak silna. Nie chodzi o to, żeby przestać potrzebować bliskości czy opieki. Chodzi raczej o to, aby stopniowo zbudować w sobie większe poczucie bezpieczeństwa i nauczyć się tworzyć relacje, w których bliskość nie będzie jednocześnie próbą nadrobienia całego braku z dzieciństwa. Zapraszam na wizytę. Możemy spokojnie przeanalizować Pani historię i ustalić, jaki kierunek pracy będzie dla Pani najbardziej pomocny.


Tęsknota za bezpiecznym, opiekuńczym ojcem jest całkowicie naturalną reakcją na doświadczenie emocjonalnego porzucenia w dzieciństwie oraz przebywania w atmosferze zagrożenia, jaką stwarzał ojczym. Postać "małej dziewczynki", która wciąż czeka na ochronę, to część Pani osobowości, której emocjonalne potrzeby nigdy nie zostały zaspokojone przez kluczowych dorosłych. Niestety żaden partner w dorosłym życiu nie będzie w stanie stanąć w roli ojca, a nakładanie na relację partnerską tej oczekiwanej funkcji często prowadzi do rozczarowań oraz kryzysów w związku. Pustki po braku ojca nie da się wymazać z przeszłości, ale można zmienić sposób, w jaki ta rana wpływa na Twoją teraźniejszość, poprzez tzw. proces uczenia się stawania się dorosłym, opiekuńczym rodzicem dla samej siebie. Kluczowym krokiem jest psychoterapia, która stworzy bezpieczną przestrzeń do przeżycia żałoby po braku idealnego ojca i przepracowania lęku przed zagrożeniem. W trakcie terapii stopniowo wzmacnia się strukturę "zdrowego Dorosłego" – tej części Pani, która potrafi zauważyć potrzebę bezpieczeństwa i dać małej dziewczynce w Pani ochronę, akceptację oraz ukojenie. Gdy zacznie Pani świadomie dostarczać sobie troski, wyznaczać granice i dbać o własne bezpieczeństwo, wewnętrzne dziecko przestanie wypatrywać ratunku z zewnątrz. Zbudowanie tej wewnętrznej oazy wymaga czasu i wsparcia specjalisty, ale jest drogą, by odzyskać spokój, dorosłą autonomię i poczucie spełnienia w relacjach.


Związek z partnerem nie może a nawet nie powinien zaspokoić potrzeby posiadania ojca. Na pewno jest Pani trudno z takim doświadczeniem życiowym. Relacje z rodzicami budują przecież nasze podejście do relacji w ogóle. Polecam Pani porozmawianie z psychoterapeutą. Konsultacje mogą być okazją do tego, żeby spokojnie ustalić, jak ten pierwotny brak wpływa na Pani obecne życie, utrudnia budowanie związku, czerpanie z niego satysfakcji.


To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. Brak bezpiecznej relacji z ojcem, a później doświadczenie lęku w domu, mogły sprawić, że potrzeba ochrony, bliskości i zaopiekowania pozostała bardzo silna. Można natomiast stopniowo zrozumieć, czego dziś potrzebuje ta część Pani, która nadal czeka na bezpieczeństwo i opiekę, oraz nauczyć się odpowiadać na te potrzeby w bardziej wspierający sposób. Warto przyjrzeć się temu w psychoterapii szczególnie, że doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać również na obecne relacje. Jeśli chciałaby Pani lepiej zrozumieć źródło tej potrzeby i znaleźć sposób na budowanie większego poczucia bezpieczeństwa w sobie, zapraszam na konsultację. W bezpiecznej relacji terapeutycznej możemy wspólnie przyjrzeć się Pani doświadczeniom i temu, czego dziś Pani potrzebuje.


Dzień dobry, to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo głęboka tęsknota za relacją, której zabrakło Pani wtedy, kiedy najbardziej jej Pani potrzebowała. Za poczuciem, że jest obok ktoś silny, bezpieczny, kto ochroni, wesprze i po prostu będzie. I chyba ważne jest tutaj jedno: partner nie jest w stanie w pełni wypełnić miejsca po ojcu. Nawet bardzo dobra relacja może nie uspokoić tej części Pani, która nadal czeka na coś, czego nie dostała w dzieciństwie. Czasami zamiast próbować „zapełnić tę pustkę”, warto przyjrzeć się jej z kimś bezpiecznym i spróbować zrozumieć, czego dokładnie Pani wtedy zabrakło i jak dziś może Pani stopniowo budować w sobie poczucie bezpieczeństwa, opiekować się własnymi potrzebami i tworzyć relacje, w których nie musi Pani ciągle czekać, aż ktoś ją uratuje. Myślę, że wsparcie specjalisty, mogłoby być tutaj bardzo dobrym miejscem do przepracowania tej tęsknoty. Nie po to, żeby zapomnieć o tym, czego Pani nie dostała, ale żeby ta historia nie musiała już tak mocno wpływać na Pani dorosłe życie. Pozdrawiam serdecznie.

mgr Joanna Wolff

mgr Joanna Wolff

psycholog

Jelenia Góra

Umów wizytę

Porusza Pani kwestię czucia się jak mała dziewczynka, która wciąż czeka na ojca. Zastanawiam się, na kogo właściwie Pani czeka dziś i czego oczekuje od tego, który miałby przyjść. Być może warto zatrzymać się właśnie przy tym czekaniu. Możemy spróbować przyjrzeć mu się wspólnie.


To, czego Pani doświadcza, może być bardzo głęboką tęsknotą za bezpieczeństwem, ochroną i bezwarunkową bliskością, których zabrakło w dzieciństwie. Tej pustki nie trzeba jednak „zapełniać” inną osobą — można stopniowo nauczyć się budować w sobie poczucie bezpieczeństwa i zdrową relację z własnymi potrzebami. Warto przyjrzeć się temu bliżej, ponieważ doświadczenia z dzieciństwa mogą wpływać na to, czego szuka Pani dziś w relacjach i dlaczego sama bliskość partnera nie przynosi ukojenia. Zapraszam Panią na konsultację psychologiczną. W bezpiecznej atmosferze możemy wspólnie przyjrzeć się tej potrzebie i poszukać sposobu, aby nie musiała Pani już całe życie czekać na kogoś, kto da Pani poczucie bezpieczeństwa.


Dzień dobry. Czasami nasze rodziny nie wyglądają tak, jakbyśmy im i sobie tego życzyli, co powoduje poczucie straty, stając się źródłem frustracji, tęsknoty i napięcia. Nasi partnerzy nie są naszymi rodzicami i nie mogą wypełniać brakujących puzzli naszego rozwoju i doświadczeń. To, co Pani opisuje jest bolesnym doświadczeniem. Dorastanie bez bezpiecznej relacji z ojcem, doświadczanie krzywdzenia emocjonalnego ze strony ojczyma może pozostawiać nie tylko potrzebę relacji ojciec- córka ale także tęsknotę za ochroną, bezpieczeństwem, stabilizacją i ustrukturyzowaniem swojego życia. Relacja z partnerem może być źródłem bliskości ale nie rekompensaty utraconych relacji, nie naprawi braków z dzieciństwa, nie nakarmi odczuwanej pustki. Bardzo ważne jest przyjrzenie się temu, czego dokładnie poszukuje Pani w relacjach oraz co to znaczy ze relacja z partnerem nie daje Pani tego, czego Pani szuka? Nierzadko powielamy relacje, w których potrzebując bliskości i opieki wybieramy relacje, jakie cechuje niedostępność emocjonalna czy dystans. Warto rozpoznawać aktualnie potrzeby tamtej małej siebie, dziewczynki, która się boi, czuje opuszczona i potrzebuje bliskości i ochrony od aktualnych potrzeb dojrzałej kobiety. To poczucie bezpieczeństwa jest celem, którego nie zbuduje Pani uzyskując je z zewnątrz lecz poszukując go w samej sobie, w czym pomocna jest psychoterapia lub pogłębiona praca psychologiczna nad doświadczeniami, które Pani opisała oraz aktualnymi wzorcami bliskich relacji z mężczyzną. Pozdrawiam.


To co opisujesz jest niezaspokojoną potrzebą, która związana jest z pierwotną relacją jaką nawiązujemy z rodzicami. Żadna książka, osoba nie będzie w pełni zaspokajać tej pustki. Wyobrażam sobie jakie to musi być trudne doświadczać tej pustki, która pewnie często jest niekończącą się próżnią w sercu. Co powinnaś to podjąć psychoterapię w nurcie terapii schematów. Ona zajmuje się schematem deprywacji emocjonalnej. Dzięki niej i nawiązaniu powolutku więzi z terapeutą będziesz mogła -pozwolę sobie na bezpośredniość, będziesz mogła uleczyc tą ranę, która nigdy sama się nie zagoi a może jeszcze wdać się w nią gangrena :( będziesz mogła doświadczyć na stopie formalnej powtórnego rodzicielstwa czyli nawiązać więć, która pozwoli przepracować schematy i zaopiekować się tą czułą i spragnioną miłości częścią. Jeśli chciałabyć to zachęcam do kontaktu ze mną. Pracuje w nurcie CBT i w terapii schematów. Jeśli nie to zachęcam do poszukania takiego terapeuty. Samodzielnie samo nie zniknie, biblioterapia takze nie będzie skuteczna, bo tutaj więź jest do reparacji. Więź pierwotna. Wszystkiego dobrego i ściskam cieplutko !


Dzień dobry. To, czego doświadczyła Pani w dzieciństwie, brzmi jak bardzo trudne i samotne doświadczenia. Dziś może Pani mocno odczuwać brak relacji z ojcem i tęsknotę za poczuciem bezpieczeństwa, opieką i bliskością. To może być bardzo bolesne, szczególnie kiedy ma Pani poczucie, że podobnych potrzeby nie udaje się zaspokoić również w obecnych relacjach. Nie chodzi jednak o to, żeby zapomnieć o tych doświadczeniach czy udawać, że nie miały znaczenia. Warto raczej przyjrzeć się temu, czego Pani nadal potrzebuje, za czym Pani tęskni i jak przeżywa Pani ten brak dzisiaj. Nie zawsze takie potrzeby da się po prostu „zapełnić” inną osobą. Czasem ważne jest przede wszystkim to, żeby mieć przestrzeń, w której można o tym spokojnie mówić i zostać z tym doświadczeniem zauważoną i zrozumianą.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.