Witam po 5 latach związku tuż przed zaręczynami moja dziewczyna mnie zdradziła, reprezentuje dosyć u
Witam po 5 latach związku tuż przed zaręczynami moja dziewczyna mnie zdradziła, reprezentuje dosyć unikowy styl przywiązania, cała sytuacja wydarzyła się gdy przebodźcowałem ją swoimi problemami (zwierzałem jej się z tego co mnie przytłaczało, i w efekcie sama czuła się osaczona i przytłoczona), romans nie trwał długo bo około tygodnia, po powrocie z Holandii chciała ze mną zerwać ale nie potrafiła mi tego powiedzieć, dała mi tylko listę swoich myśli. Powiedziała mi także, że najpiękniejsze co może sobie w życiu wyobrazić to spędzenie ze mną reszty życia i zestarzenie się, ale z drugiej strony nie czuje teraz zauroczenia mną i sama nie wie co czuje do mnie, do niego, do samej siebie bo mocno się zmieniła, nie skreśla nas ale teraz nie potrafi ze mną być, staram się ją zrozumieć i dać jej dystans, ale sam reprezentuję lękowy styl przywiązania i jest to dla mnie ciężkie. Wiem że nie stworzy z tym innym stałej relacji bo on mieszka na stałe w Holandii, a ona w Polsce, dalej docenia moje wsparcie i zaangażowanie, ale powiedziała że na ten moment woli wrócić do roli przyjaciół zanim sama zrozumie czego chce, kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie spędzić go z nikim innym, ale takie życie w zawieszeniu mnie przytłacza, próbuję pracować nad sobą, ale tracę motywację bez niej. Rozmawiałem też o tym z przyjaciółmi, wszyscy mówią że po czymś takim powinienem zakończyć związek i urwać kontakt, ale dalej darzę ją niepoliczalną miłością, nie potrafię być na nią zły, przebaczyłem jej zdradę wręcz od razu, nawet zaoferowałem pomoc w odnalezieniu samej siebie. Kilka dni które spędziliśmy razem przypomniały jej jaka jest szczęśliwa ze mną, ale gdy tylko wyjechała do miasta w którym studiuje znowu zrobiła się zdystansowana i oschła, nie umiem się skupić na swoich obowiązkach bo żyję miłością i nadzieją, ale z drugiej strony to ta miłość i nadzieja dają mi motywację do życia. Co robić? Cały czas odpowiada na każde moje pytanie nie wiem.
41 odpowiedzi
Dzień dobry, Przeżywa Pan teraz zapewne wstrząs emocjonalny lub czuje olbrzymią niepewność zwłaszcza gdy narzeczona odpowiada obecnie „nie wiem”. Zdrada w związku, zwłaszcza po 5 latach wspólnego budowania zaufania i w tak przełomowym momencie, jakim są plany o zaręczynach, to prawie zawsze rodzaj kryzysu. Zapewne w jednej chwili mógł rozpaść się dotychczasowy obraz partnera oraz wizja bezpiecznej przyszłości, którą wspólnie planowaliście. W tym momencie w Pana głowie może panować chaos lub „huśtawka emocji” – od złości i poczucia krzywdy, po paraliżujący lęk oraz powaracające pytanie: „co dalej?”. Warto wg mnie uznać to w tej sytuacji za absolutnie naturalne. Jako psycholog pracujący z parami w nurcie TSR (Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach) oraz w obszarze interwencji kryzysowej, zawsze powtarzam, że w tak silnych emocjach nie należy podejmować ostatecznych decyzji o rozstaniu ani o natychmiastowym wybaczeniu. Pierwszym krokiem jest zabezpieczenie swoich emocji i zatrzymanie ewentualnego narastania fali kryzysu. Co można zrobić w tej sytuacji?Jeśli oboje czujecie, że mimo ogromnego bólu chcielibyście zrozumieć, co się wydarzyło i wspólnie się zastanowić czy ten związek ma jeszcze szansę, kluczowa jest bezpieczna i neutralna przestrzeń. Samodzielne rozmowy w domu często kończą się bolesnymi kłótniami, które często tylko pogłębiają rany. Terapia par po zdradzie nie służy szukaniu winnego, (choć przyznanie się do ewentualnych win może pomóc). Zwykle pomaga jasne przyjrzenie się faktom i sprawdzenie w bezpieczny emocjonalnie sposób, czy jesteście w stanie – krok po kroku – zacząć odbudowywać zaufanie na zupełnie nowych, szczerych warunkach. Warto pamiętać, że niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiecie w przyszłości, nie musi Pan przechodzić przez ten kryzys samemu. Mimo, że przyjaciele zapewne dobrze Panu życzą nie sądzę by dobre było korzystanie z krótkich rad typu „ zakończ to” lub jakichkowliek innych, zwłaszcza że pisze Pan, że nadal kocha narzeczoną. To co Pan napisał w tej kwestii nadal nie przesądza jakie będą decyzje Was obojga ale warto się skonsultować by lepiej przyjrzeć się sytuacji i nie podjąć pochopnych decyzji, Jeśli potrzebujecie lub Pana sam potrzebuje poukładać myśli to warto skonsultować tę sytuację, ze specjalistą. Życzę odwagi i wytrwałości w przeżywaniu trudnych emocji oraz docelowo podjęcia najlepszych dla siebie decyzji Z wyrazami szacunku Jacek Czapski
Dzień dobry. To, co Pan opisuje, wygląda na bardzo trudną sytuację, ponieważ nie mierzy się Pan wyłącznie ze zdradą czy rozstaniem, ale przede wszystkim z brakiem jednoznacznego zakończenia relacji. Z jednej strony słyszy Pan, że partnerka wyobraża sobie wspólne życie z Panem, z drugiej – że obecnie nie potrafi być w związku i nie wie, co czuje. Taka niejednoznaczność może bardzo silnie podtrzymywać nadzieję i jednocześnie uniemożliwiać przeżycie straty. Style przywiązania mogą częściowo pomagać zrozumieć Państwa reakcje, ale uważałabym, aby nie wyjaśniać nimi całej sytuacji. Jej wycofanie nie musi wynikać wyłącznie z unikowego stylu przywiązania, podobnie jak Pana potrzeba kontaktu nie oznacza, że robi Pan coś niewłaściwego. Za zdradę odpowiada osoba, która jej dokonała – przeciążenie partnerki Pana problemami może być ważnym elementem kryzysu w związku, ale nie czyni Pana odpowiedzialnym za jej decyzję o romansie. Najbardziej zwraca moją uwagę zdanie: „żyję miłością i nadzieją”. W połączeniu z tym, że bez niej traci Pan motywację, może to oznaczać, że Pana funkcjonowanie zaczyna być bardzo silnie uzależnione od tego, jak ona danego dnia zachowuje się wobec Pana. Kiedy jest blisko – pojawia się nadzieja i ulga. Kiedy się oddala – pojawia się lęk i potrzeba odzyskania kontaktu. W takim układzie bardzo trudno spokojnie ocenić, czego Pan potrzebuje od relacji. Nie musi Pan dzisiaj decydować, że przestaje ją kochać ani definitywnie zamykać drzwi. Warto jednak postawić granicę sytuacji, w której jedna osoba zastanawia się, czy chce związku, a druga pozostaje w gotowości i czeka na jej decyzję. Przyjaźń bezpośrednio po pięcioletnim związku również może być dla Pana bardzo bolesna, jeśli w rzeczywistości nie chce Pan być jej przyjacielem, tylko partnerem i traktuje kontakt jako możliwość odzyskania związku. Być może najważniejsze pytanie na ten moment nie brzmi więc: „Jak sprawić, żeby ona wiedziała, czego chce?”, ponieważ na to nie ma Pan wpływu. Bardziej pomocne może być: „Jakich warunków potrzebuję, żeby nie zgubić siebie, kiedy ona nie wie, czego chce?” Może Pan kochać tę osobę, wybaczyć jej i jednocześnie ograniczyć kontakt. Dystans nie musi być karą ani próbą wywołania tęsknoty. Może być sposobem odzyskania własnej równowagi i dania obojgu przestrzeni na sprawdzenie, czego rzeczywiście chcecie. Jeśli kiedyś miałby nastąpić powrót do związku, warto, żeby wynikał z jasnej decyzji dwóch osób, a nie z tego, że jedna czeka wystarczająco długo na decyzję drugiej. Jeżeli natomiast przez „motywację do życia” ma Pan na myśli coś więcej niż brak energii i motywacji – np. pojawiają się myśli, że bez niej nie chce Pan żyć, myśli o śmierci lub zrobieniu sobie krzywdy – proszę potraktować to jako sygnał wymagający pilnej rozmowy ze specjalistą i bezpośredniego wsparcia. W takiej sytuacji nie warto zostawać z tym samemu. Psychoterapia mogłaby być tutaj pomocna nie po to, żeby przekonać Pana do rozstania albo do powrotu, ale żeby pomóc oddzielić miłość do partnerki od lęku przed jej utratą i odzyskać możliwość podejmowania decyzji również z perspektywy własnych potrzeb.
Dzień dobry, myślę że dobrym rozwiązaniem tej sprawy będzie postawianie teraz na siebie, przepracowanie tego co się wydarzyło, dlaczego, relacji, stylu przywiązania. Złapanie szerszej perspektywy na ten ciąg przyczynowo skutkowy będzie dla Pana najlepszym rozwiązaniem. W razie czego służę pomocą i zapraszam na konsultację :) ps. Proszę dać sobie czas i dziewczynie też
Dzień dobry, To, przez co Pan teraz przechodzi, to potężny emocjonalny rollercoaster. Rozumiem ból i chęć ratowania tej relacji za wszelką cenę, ale proszę spojrzeć na tę sytuację z boku, bez filtra lęku przed odrzuceniem: Wziął Pan na siebie całą odpowiedzialność za jej zdradę. Mówienie, że partnerka zdradziła, bo „przebodźcował ją Pan problemami”, to pułapka myślowa. Dzielenie się trudnościami po 5 latach związku to norma. Zdrada była wyłącznie jej autonomicznym wyborem, a nie „skutkiem” Pana emocji. Układ, w którym ona mówi „zostańmy przyjaciółmi” i na każde pytanie odpowiada „nie wiem”, to dla Pana emocjonalna poczekalnia. Dziewczyna ma Pana stałe wsparcie, ciepło i poczucie bezpieczeństwa, a Pan zostaje ze zranieniem, brakiem wyłączności i paraliżującym napięciem. W ten sposób nie buduje się szacunku ani miłości. Im bardziej Pan czeka, wybacza wszystko od ręki i oferuje pomoc w „odnalezieniu siebie”, tym większą presję i dystans ona będzie czuć. Unikowy styl reaguje ucieczką na nadmierną dostępność. Co zrobić w tym momencie? - Postawić jasną granicę i urwać kontakt, przynajmniej na jakiś czas. Nie po to, by nią manipulować, ale by ratować siebie. Proszę powiedzieć wprost: „Bardzo cię kochałem i zależało mi na nas, ale nie potrafię być twoim kolegą ani żyć w zawieszeniu. Skoro nie wiesz, czego chcesz, muszę zadbać o siebie i potrzebuję pełnego odcięcia kontaktu”. - Dać jej wreszcie poczuć brak: Dopóki jest Pan na każde zawołanie, ona nie ma nawet szansy skonfrontować się z tym, co tak naprawdę straciła. - Zająć się swoim lękiem przed stratą: Pana priorytetem nie powinno być teraz ratowanie dziewczyny, tylko zaopiekowanie się sobą. Warto rozważyć kilka konsultacji z psychologiem/psychoterapeutą, by popracować nad lękowym stylem przywiązania i poczuciem własnej wartości. Zasługuje Pan na relację opartą na pewności i szacunku, a nie na bycie w wiecznej rezerwie. Pozdrawiam ciepło, mgr Agnieszka Rek, psycholog
Dzień dobry, to, co Pan opisuje, jest bardzo trudną sytuacją — nie tylko ze względu na zdradę, ale również dlatego, że po pięciu latach związku i planowaniu wspólnej przyszłości został Pan w dużej niepewności. Partnerka z jednej strony mówi o potrzebie dystansu i nie wie, czego chce, z drugiej pozostawia nadzieję na wspólną przyszłość. W takim zawieszeniu bardzo trudno odzyskać spokój i skupić się na własnym życiu. Mam wrażenie, że bardzo dużo uwagi poświęca Pan teraz próbie zrozumienia partnerki — jej stylu przywiązania, zachowania, uczuć, tego, dlaczego się wycofuje i co mogło doprowadzić do zdrady. Być może częściowo bierze Pan również odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, pisząc, że „przebodźcował ją Pan swoimi problemami”. Warto jednak te rzeczy rozdzielić. Trudności w relacji zawsze można wspólnie analizować, natomiast decyzja o zdradzie należała do partnerki i nie jest Pana odpowiedzialnością. Przy lękowym stylu przywiązania niepewność drugiej osoby może być szczególnie trudna. Każdy moment bliskości daje wtedy nadzieję i ulgę, a kolejne wycofanie może jeszcze silniej uruchamiać lęk przed utratą. Łatwo wówczas coraz bardziej koncentrować się na tym, co ona czuje, czy tęskni, czy wróci i co można zrobić, żeby jej nie stracić. W efekcie własne samopoczucie zaczyna w dużej mierze zależeć od jej kolejnego ruchu. To, że nadal ją Pan kocha i nie potrafi po prostu zerwać kontaktu, jest zrozumiałe. Pięciu lat bliskiej relacji nie da się emocjonalnie zakończyć z dnia na dzień. Jednocześnie miłość i przebaczenie nie oznaczają, że musi Pan bezterminowo pozostawać w sytuacji, która Pana rani. Najważniejsze pytanie nie brzmi więc teraz: „co zrobić, żeby ona do mnie wróciła?”, tylko **co dzieje się teraz z Panem i czego Pan potrzebuje, żeby nie zgubić siebie w oczekiwaniu na jej decyzję**. Na jej „nie wiem” nie znajdzie Pan odpowiedzi za nią. Może Pan natomiast zacząć odzyskiwać wpływ na własne życie i zastanowić się, jakie granice są Panu potrzebne, żeby ta sytuacja nie pochłaniała Pana całkowicie. Myślę, że to byłby bardzo dobry moment na psychoterapię — nie po to, żeby ktoś powiedział Panu, czy ma Pan odejść, czy czekać, ale żeby pomóc Panu przejść przez zdradę, lęk przed utratą i tę ogromną niepewność bez podporządkowywania całego swojego życia temu, jaką decyzję ostatecznie podejmie partnerka. Pozdrawiam serdecznie
To, co Pan opisuje, wygląda na bardzo bolesne „zawieszenie” między rozstaniem a nadzieją na powrót. W takiej sytuacji warto mniej skupiać się na odgadywaniu, czego ona chce, a bardziej na tym, czego Pan potrzebuje i jakie granice są dla Pana bezpieczne. „Przyjaźń” tuż po zdradzie i rozstaniu często podtrzymuje nadzieję i utrudnia odzyskanie równowagi. Dystans nie musi oznaczać definitywnego końca - może być potrzebny, żeby oboje mogli rzeczywiście sprawdzić, czego chcą. Jeśli trudno Panu funkcjonować, spać, pracować lub cała motywacja zaczyna zależeć od tej relacji, warto skorzystać z konsultacji psychologicznej.
To co Pan opisuje może bardzo obciążać emocjonalnie. W takiej sytuacji warto oprzeć się przede wszystkim na tym, co partnerka komunikuje obecnie - potrzebuje dystansu i czasu na podjęcie własnej decyzji. Próby przekonywania jej lub pozostawanie w ciągłym oczekiwaniu mogą podtrzymywać Pana napięcie i nadzieję. Warto uszanować jej granice, a jednocześnie zadbać o własne i zastanowić się, jak długo jest Pan gotowy pozostawać w takiej niepewności. Pomocna może być rozmowa z psychologiem, aby przejść przez tę sytuację i przyjrzeć się własnym potrzebom oraz lękowi przed utratą relacji.
Opisuje Pan bardzo trudną i emocjonalnie obciążającą sytuację. Po pięciu latach związku pojawiła się zdrada, niepewność co do dalszej relacji, poczucie utraty bezpieczeństwa oraz silne napięcie związane z tym, że partnerka sama nie potrafi obecnie określić, czego chce. W takiej sytuacji mogą pojawiać się bardzo intensywne emocje, trudności z koncentracją, ciągłe analizowanie słów i zachowań drugiej osoby, potrzeba uzyskania jednoznacznej odpowiedzi oraz silne wahania między nadzieją a lękiem. To, co Pan opisuje, pokazuje, jak bardzo ważna jest dla Pana ta relacja i jak dużą rolę odgrywa obecnie w Pana codziennym funkcjonowaniu. Warto też pamiętać, że style przywiązania mogą pomagać w rozumieniu niektórych reakcji, ale nie wyjaśniają całej sytuacji. Zarówno dystans partnerki, jak i Pana silna potrzeba bliskości mogą wynikać z wielu różnych czynników, emocji i wcześniejszych doświadczeń. Istotne jest również rozdzielenie dwóch kwestii. To, że partnerka mogła czuć się przeciążona Pana problemami, jest jednym z elementów dynamiki relacji. Nie oznacza to jednak automatycznie, że ponosi Pan odpowiedzialność za jej decyzję o zdradzie. Z Pana opisu wynika również, że bardzo silnie reaguje Pan na zmiany w jej zachowaniu. Kiedy pojawia się bliskość, wraca nadzieja i poczucie szczęścia. Kiedy partnerka staje się bardziej zdystansowana, rośnie napięcie, niepewność i trudność w skupieniu się na innych obszarach życia. Taki stan może być bardzo wyczerpujący emocjonalnie. Jeżeli na większość pytań partnerka odpowiada obecnie „nie wiem”, może to oznaczać, że sama nie ma jeszcze jasności co do swoich uczuć i decyzji. W takim momencie szczególnie trudne może być oczekiwanie na jednoznaczną odpowiedź, której druga osoba sama jeszcze nie posiada. Warto przyjrzeć się temu, co dzieje się obecnie w Panu. Jak wpływa na Pana życie pozostawanie w tej niepewności, czego najbardziej się Pan obawia, czego potrzebuje Pan w relacji, co daje Panu poczucie bezpieczeństwa i jakie znaczenie ma dla Pana fakt, że motywacja do życia jest obecnie tak silnie związana z nadzieją na odbudowanie związku. Miłość do drugiej osoby może być bardzo silna, ale jednocześnie może współistnieć z bólem, lękiem, poczuciem zawieszenia i ogromną potrzebą odzyskania wewnętrznej równowagi. To właśnie te obszary warto spokojnie rozpoznać i zrozumieć, bez presji na natychmiastowe podejmowanie decyzji.
Zdrada ze strony bliskiej osoby i kryzys w związku mogą być bardzo trudnymi doświadczeniami, warto więc, by zadbał Pan o siebie i swoje zasoby radzenia sobie z obecną sytuacją. Warto zwrócić się o wsparcie psychologiczne - zależnie od Pana preferencji, może Pan prywatnie zgłosić się do wybranego specjalisty lub skorzystać z form wsparcia dostępnych nieodpłatnie, jakimi w wielu miejscach w Polsce jest pomoc psychologiczna świadczona w Centrach Zdrowia Psychicznego lub interwencja kryzysowa w Ośrodkach Interwencji Kryzysowej. Jeśli kryzysowi w związku w Pana odczuciu towarzyszą również inne, osobiste i - co ważne - utrwalone, czyli powtarzające się od dawna trudności, warto rozważyć kontakt z psychoterapeutą; w przeciwnym wypadku wystarczająca może być pomoc psychologiczna. Bardzo ważne, by zadbał Pan o siebie na co dzień: w miarę możliwości rozmawiał i spędzał czas z zaufanymi, wspierającymi osobami, upewnił się, że ma Pan nieco czasu na zajęcia, które pozwalają się Panu wyciszyć lub przynoszą Panu satysfakcję, dbał o dobry sen, pełne posiłki i regularny tryb życia. Jeśli byłoby tak, że zarówno Pan, jak i Partnerka, są zdecydowani pozostać w związku i pracować nad nim, a jednocześnie jest Państwu trudno samodzielnie wskazać dalszy kierunek lub zrozumieć podłoże problemów w związku albo swoje oczekiwania, dobrym kierunkiem może być terapia par u akredytowanego specjalisty/specjalistów, która pomogłaby Państwu lepiej się zrozumieć i pracować nad związkiem tak, by jego funkcjonowanie lepiej odpowiadało Państwa możliwościom i potrzebom.
Mam wrażenie, że najtrudniejsze jest teraz dla Pana nie tyle to, co ona zrobiła, ile życie w ciągłym zawieszeniu i próba odczytywania każdego jej gestu jako nadziei albo oddalenia. Być może warto na chwilę zostawić pytanie, czy ona wróci, i zapytać siebie, co dzieje się z Panem, kiedy całe poczucie sensu i motywacja zaczynają zależeć od jej obecności. Rozumiem potrzebę dania jej przestrzeni, ale Pan również ma prawo potrzebować jasności i postawić granicę temu, jak długo może pozostawać w roli przyjaciela, jednocześnie czekając na decyzję osoby, którą kocha. Jej ciągłe „nie wiem” może być prawdziwe, ale nie oznacza, że Pan musi razem z nią pozostawać w tym „nie wiem”. Nie namawiałbym ani do natychmiastowego zerwania kontaktu, ani do walki o nią za wszelką cenę — raczej do odzyskiwania własnego życia, nawet jeśli na początku będzie ono boleśnie puste. Być może właśnie wtedy okaże się, czy między Państwem może powstać coś nowego, czy też przede wszystkim Pan potrzebuje nauczyć się być przy sobie również wtedy, kiedy ona się oddala.
Zdrada, niepewność i utrata poczucia bezpieczeństwa w relacji często wywołują silny kryzys emocjonalny. Widać też, że bardzo stara się Pan zrozumieć perspektywę partnerki i nie reagować wyłącznie złością, co świadczy o dużej empatii. Jednocześnie warto zauważyć, że styl przywiązania może wpływać na sposób funkcjonowania w relacjach, ale nie jest usprawiedliwieniem zdrady. Podobnie Pana otwartość w mówieniu o swoich trudnościach nie oznacza, że ponosi Pan odpowiedzialność za decyzję partnerki o wejściu w romans. To były dwie odrębne kwestie. Obecnie wydaje się, że największym źródłem cierpienia nie jest sama zdrada, lecz życie w niepewności. Partnerka mówi, że nie wie, czego chce, jednocześnie proponuje przyjaźń i pozostawia otwartą możliwość powrotu. Dla osoby z bardziej lękowym stylem przywiązania taki stan zawieszenia bywa wyjątkowo wyczerpujący, ponieważ podtrzymuje nadzieję, ale nie daje poczucia bezpieczeństwa. Warto zadać sobie pytanie nie tylko, czy chce Pan czekać, ale również jak długo jest Pan w stanie to robić bez poważnych kosztów dla własnego zdrowia psychicznego. Miłość nie wymaga rezygnacji z własnych potrzeb. Potrzeba jasności, stabilności i wzajemnego zaangażowania jest równie ważna jak uczucia. To bardzo dobry krok, że próbuje Pan pracować nad sobą. Dobrze jednak, aby ta praca nie była motywowana wyłącznie chęcią odzyskania partnerki, lecz również troską o siebie. Niezależnie od tego, jak potoczy się ta relacja, będzie Pan potrzebował własnych zasobów i poczucia, że potrafi funkcjonować także poza związkiem. Jeżeli partnerka rzeczywiście potrzebuje czasu, ma do tego prawo. Pan natomiast ma prawo określić własne granice i powiedzieć, że długotrwałe pozostawanie w niepewności jest dla Pana zbyt obciążające. Czasem największym wyrazem miłości do drugiej osoby jest uszanowanie jej decyzji, ale największym wyrazem szacunku do siebie jest zadbanie o własne dobro. Jeżeli od dłuższego czasu ma Pan trudności z koncentracją, motywacją i codziennym funkcjonowaniem, warto rozważyć konsultację z psychologiem. W tak trudnym kryzysie wsparcie specjalisty może pomóc nie tylko przeżyć rozstanie lub odbudowę relacji, ale przede wszystkim odzyskać poczucie wpływu na własne życie.
Dzień dobry! Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że próbuje Pan obecnie wykonać ogromną pracę polegającą na zrozumieniu swojej partnerki: jej stylu przywiązania, emocji, zagubienia, potrzeby dystansu, romansu, tego, dlaczego przy Panu zachowuje się inaczej niż po powrocie do swojego miasta… Tymczasem trochę ginie w tym wszystkim pytanie: a co dzieje się z Panem i czego Pan potrzebuje? Zacznę też od jednej ważnej rzeczy. To, że dzielił się Pan z partnerką swoimi problemami i mogło być tego dla niej za dużo, może być informacją o czymś, nad czym warto pracować w relacji. Nie jest natomiast przyczyną jej zdrady. Za zdradę odpowiada osoba, która podejmuje decyzję o przekroczeniu granic związku. Styl przywiązania również może pomagać nam zrozumieć pewne zachowania, ale nie powinien służyć do zdejmowania z człowieka odpowiedzialności za jego decyzje. Mam też wrażenie, że znalazł się Pan w bardzo trudnym miejscu: partnerka mówi „nie wiem”, a Pan próbuje z tego „nie wiem” zbudować odpowiedź. Tylko że „nie wiem” również jest pewną informacją. Na ten moment ona nie potrafi lub nie chce podjąć decyzji o byciu z Panem. Jednocześnie Pan pozostaje emocjonalnie w związku. Kocha ją Pan, czeka, analizuje jej zachowanie, zauważa zmianę tonu wiadomości, kiedy wyjeżdża, próbuje interpretować wspólnie spędzone dni i szuka sygnałów świadczących o tym, że uczucie wraca. Przy lękowym stylu przywiązania taka sytuacja może być szczególnie trudna, ponieważ niepewność bardzo mocno aktywuje system przywiązania. Każde zbliżenie może wtedy dawać ogromną ulgę i nadzieję, a każde wycofanie partnerki ponownie uruchamiać lęk. I w ten sposób można utknąć na bardzo długo w emocjonalnej poczekalni. Nie powiem Panu: „proszę natychmiast zakończyć tę relację”, ponieważ decyzja należy do Pana. Nie powiem też: „proszę na nią czekać”, bo to oznaczałoby zgodę na życie w zawieszeniu, które – jak sam Pan pisze – już teraz bardzo Pana przytłacza. Zachęcałabym natomiast do postawienia granicy. Granica nie jest karą, szantażem ani próbą zmuszenia jej do powrotu. Może brzmieć mniej więcej tak: „Rozumiem, że nie wiesz, czego chcesz i potrzebujesz przestrzeni. Ja natomiast wiem, że nie potrafię być teraz Twoim przyjacielem, ponieważ nadal jestem w Tobie zakochany. Dlatego również potrzebuję ...." - i tutaj dobrze by było gdyby Pan określił czego jest Panu potrzeba. Myślę, że bycie ,,przyjacielem" dla kogoś kogo darzy się uczuciem jest naprawdę trudne. I warto sobie postawić pytanie czy Pan jest na to gotowy, czy to nie będzie coś w rodzaju czekania w pierwszym rzędzie na moment, kiedy druga osoba być może zmieni zdanie. A wtedy każda wiadomość, spotkanie czy cieplejszy gest zaczynają być analizowane pod kątem: „Czy to znaczy, że do mnie wraca?”. Zwróciłabym też szczególną uwagę na zdanie: „tracę motywację bez niej” oraz na to, że miłość i nadzieja dają Panu motywację do życia. Rozumiem, że po pięciu latach związku trudno nagle wyobrazić sobie rzeczywistość bez drugiej osoby. Jednak niezależnie od tego, czy ostatecznie będziecie razem, dobrze byłoby odzyskać kawałek życia, który nie zależy od jej decyzji. Praca nad sobą nie powinna być projektem pod tytułem „stanę się lepszy, żeby ona wróciła”. Powinna być czymś, co robi Pan dla siebie. I jeszcze jedna rzecz: przebaczenie zdrady jest jak najbardziej możliwe. Natychmiastowe przebaczenie nie zawsze jednak oznacza, że zdążyliśmy zdradę emocjonalnie przeżyć. Czasami jest sposobem na ochronę relacji przed utratą: „jeśli nie będę zły, jeśli zrozumiem, jeśli wybaczę, jeśli dam jej przestrzeń i pomogę jej odnaleźć siebie, może jej nie stracę”. Warto więc dać sobie również prawo do własnego bólu, rozczarowania czy złości – nawet jeśli nadal bardzo ją Pan kocha. Miłość do drugiego człowieka i decyzja o pozostawaniu z nim w relacji to dwie różne rzeczy. Można kogoś bardzo kochać i jednocześnie uznać, że sposób, w jaki obecnie wygląda ta relacja, jest dla nas zbyt bolesny. Nie musi Pan dzisiaj odpowiadać sobie na pytanie: „Czy mam ją skreślić na zawsze?”. Być może ważniejsze jest inne: „Jakiej granicy potrzebuję dzisiaj, żeby nie spędzić kolejnych tygodni lub miesięcy, czekając, aż ktoś inny zdecyduje, jak będzie wyglądało moje życie?”. Bo ona może jeszcze przez jakiś czas odpowiadać „nie wiem”. Pan natomiast może zacząć odpowiadać sobie na pytanie: „A czego ja chcę i na co jestem gotowy się zgodzić?” Pozdrawiam ciepło, MR
Dzień dobry, rozumiem, że jest Pan teraz w bardzo trudnym miejscu: między miłością, nadzieją i potrzebą ratowania relacji a bólem po zdradzie oraz brakiem jasności, co dalej. To naturalne, że przy tak silnym zaangażowaniu trudno się skupić na sobie i codziennych obowiązkach. Warto jednak oddzielić dwie rzeczy: partnerka mogła czuć się przeciążona Pańskimi trudnościami i mieć potrzebę większej przestrzeni, ale to nie czyni Pana odpowiedzialnym za jej zdradę. Styl przywiązania może pomóc zrozumieć, dlaczego ktoś wycofuje się z bliskości, ale nie powinien służyć usprawiedliwianiu zachowań, które ranią drugą osobę. Dziś kluczowe wydaje się nie tyle ustalenie, co ona „naprawdę czuje”, lecz zauważenie, co ta sytuacja robi z Panem. Jej „nie wiem” może być szczere, ale dla Pana oznacza ciągłe napięcie i życie w oczekiwaniu. Ma Pan prawo potrzebować jasności, bezpieczeństwa i relacji, w której obie osoby chcą być obecne. Proszę też nie wymagać od siebie, że musi Pan natychmiast przestać ją kochać, złościć się na nią czy definitywnie podjąć decyzję. Miłość i zranienie mogą istnieć równocześnie. Warto natomiast wrócić do pytania: „Co będzie dla mnie dobre, jeśli jej decyzja nie zmieni się przez kolejne tygodnie lub miesiące?”. To pytanie nie odbiera nadziei, ale pomaga odzyskać wpływ na własne życie. Myślę, że bardzo wspierająca byłaby dla Pana indywidualna psychoterapia. Nie po to, by ktoś powiedział Panu, czy ma Pan zostać czy odejść, ale aby mógł Pan przejść przez tę sytuację bez tracenia siebie i oprzeć swoje poczucie wartości oraz motywację do życia także na czymś więcej niż jej decyzji. Pozdrawiam ciepło, Edyta Zawodna I terapeutka par I psycholożka I mediatorka związków me4health
Warto dać partnerce przestrzeń, ale jednocześnie zadbać o własne granice i określić, jak długo jest Pan w stanie czekać w tej niepewności. Nie powinien Pan uzależniać swojej motywacji do życia i pracy nad sobą wyłącznie od możliwości powrotu do związku. Niezależnie od jej decyzji warto pracować nad własnym stylem przywiązania i odzyskiwaniem poczucia bezpieczeństwa w sobie. W tej sytuacji pomocna mogłaby być indywidualna psychoterapia, która pozwoli Panu przejść przez kryzys i podjąć decyzje zgodne również z Pana potrzebami, a nie tylko nadzieją na odzyskanie partnerki.
To, czego Pan obecnie doświadcza, jest bardzo trudne, szczególnie po pięciu latach związku i przy lękowym stylu przywiązania, który może nasilać potrzebę uzyskania jasności i bliskości. Warto jednak oddzielić dwie kwestie: problemy w relacji mogły wpływać na jej samopoczucie, ale nie są usprawiedliwieniem dla zdrady. Za tę decyzję odpowiada ona. Skoro mówi, że obecnie nie chce być w związku i potrzebuje czasu, warto uszanować jej decyzję, ale jednocześnie zadbać o siebie. Pozostawanie w roli „przyjaciela, który czeka” może utrzymywać Pana w ciągłym napięciu i nadziei. Nie musi Pan jej skreślać ani przestać kochać, może Pan po prostu przestać zawieszać własne życie na jej decyzji. Proszę spróbować skierować uwagę z pytania „czego ona chce?” na „czego ja potrzebuję?”. W tym momencie najważniejsze jest odzyskanie własnej równowagi, powrót do codziennego funkcjonowania i postawienie granic, które ochronią Pana przed dalszym cierpieniem. W razie trudności warto rozważyć indywidualną konsultację psychologiczną.
Dzień dobry. W Pana opisie jest bardzo dużo miłości, nadziei i prób zrozumienia partnerki. Myślę jednak, że warto na chwilę odłożyć pytanie: „czy ona do mnie wróci?” i przyjrzeć się temu, co wiadomo dzisiaj. Partnerka mówi obecnie, że nie potrafi być z Panem, chce wrócić do relacji przyjacielskiej i na pytania dotyczące przyszłości odpowiada „nie wiem”. Jednocześnie Pan pozostaje w stanie oczekiwania, który zaczyna odbierać Panu zdolność skupienia się na własnym życiu. Nie zakładałbym z samego opisu, że wszystko można wyjaśnić Państwa „stylami przywiązania”. Podobnie nie brałbym na siebie odpowiedzialności za jej zdradę. To, że dzielił się Pan swoimi problemami i mogło to być dla niej obciążające, jest jednym tematem. Decyzja o zdradzie była jej działaniem i jej odpowiedzialnością. Nie można również wiedzieć, że jej relacja z drugim mężczyzną się nie powiedzie tylko dlatego, że mieszkają w różnych krajach. To jest przyszłość, której Pan obecnie nie kontroluje. Najważniejsze wydaje mi się inne rozróżnienie: może Pan nadal ją kochać i jednocześnie nie zgadzać się na życie w bezterminowym zawieszeniu. Miłość nie zobowiązuje Pana do pozostawania w roli przyjaciela, powiernika czy osoby czekającej, aż partnerka kiedyś zdecyduje, czego chce. Przebaczenie również nie oznacza, że musi Pan zrezygnować z własnych granic albo z konsekwencji tego, co wydarzyło się w związku. Jeżeli kontakt z nią za każdym razem odnawia nadzieję, a późniejszy dystans powoduje kolejne załamanie, warto zastanowić się, czy proponowana „przyjaźń” rzeczywiście jest teraz dla Pana możliwa. Czasami potrzebny jest dystans nie po to, żeby drugą osobę ukarać albo skłonić do powrotu, ale żeby odzyskać możliwość funkcjonowania niezależnie od jej kolejnej wiadomości. Zadałbym sobie jedno pytanie: jeżeli przez najbliższe kilka miesięcy jej odpowiedzią nadal będzie „nie wiem”, czy chcę w taki sposób przeżyć te miesiące? Nie musi Pan dzisiaj decydować, czy przestanie ją kochać ani czy kiedyś będzie z kimś innym. Może Pan natomiast zdecydować, jakie warunki kontaktu są dla Pana obecnie do udźwignięcia. Jeżeli czuje Pan, że cała motywacja do codziennego życia zaczyna zależeć od nadziei na jej powrót, warto przyjrzeć się temu podczas konsultacji psychologicznej — nie po to, żeby ktoś powiedział Panu, czy ma Pan ją „skreślić”, ale żeby odzyskać własny punkt oparcia i móc podjąć decyzję również wtedy, gdy ona nadal nie potrafi podjąć swojej. Pozdrawiam! Bogusław Kwitkowski atencja.online
Dzień dobry, z tego, co Pan pisze, widać, że jest Pan teraz w bardzo trudnym miejscu, z jednej strony nadal jest ogromne uczucie i nadzieja na odbudowanie związku, z drugiej niepewność i brak jasnej odpowiedzi ze strony partnerki. Myślę, że warto tutaj na chwilę oddzielić pytanie „czy ona do mnie wróci?” od pytania „co ta sytuacja robi ze mną?”. Nie ma Pan obecnie wpływu na to, czego partnerka chce ani kiedy będzie potrafiła to określić. Ma Pan natomiast wpływ na to, jak długo i na jakich zasadach chce Pan pozostawać w zawieszeniu. To, że przebaczył Pan zdradę i nadal ją kocha, nie oznacza, że musi Pan natychmiast kończyć tę relację. Jednocześnie miłość nie wymaga rezygnowania z własnych granic. Bycie „przyjacielem” osoby, z którą nadal chce się być w związku, może być bardzo bolesne i podtrzymywać nadzieję, zamiast pozwalać odzyskać równowagę. Warto również uważać, żeby całej odpowiedzialności za zdradę nie przypisywać temu, że dzielił się Pan z partnerką swoimi problemami. Można w związku czuć się przeciążonym, można potrzebować przestrzeni, można zdecydować o rozstaniu, natomiast zdrada jest odrębnym wyborem. Widzę też, że bardzo dużo Pana energii jest obecnie skupione wokół niej, jej uczuć i tego, co zdecyduje. Być może właśnie nad tym warto popracować, żeby niezależnie od tego, jak potoczy się ta relacja, odzyskał Pan poczucie stabilności, możliwość skupienia się na swoim życiu i motywację, która nie będzie zależna wyłącznie od jej obecności. Jeżeli chciałby Pan, możemy przyjrzeć się temu spokojnie podczas konsultacji, także temu, jak reaguje Pan na dystans partnerki, jak postawić granice w obecnej sytuacji i jak poradzić sobie z niepewnością bez podejmowania pochopnej decyzji o zakończeniu związku. Wszystkiego dobrego Tomasz Pastok
Dzień dobry, rozumiem, dlaczego tak trudno jest Panu odpuścić tę relację; po 5 latach związku nie da się emocjonalnie przestawić tylko dlatego, że wydarzyła się zdrada albo dlatego, że bliscy mówią, że powinien Pan odejść. Jednocześnie chciałbym zwrócić Pana uwagę na coś bardzo ważnego: Pana partnerka powiedziała wprost, że na ten moment nie chce naprawiać związku i potrzebuje sama ustalić, czego chce od życia. W takiej sytuacji najbezpieczniejsze dla Pana nie jest przekonywanie jej, pomaganie jej odnaleźć siebie ani pozostawanie w roli przyjaciela, podczas gdy w środku nadal czeka Pan na jej powrót. Można kochać drugą osobę i jednocześnie uznać, że obecny układ zaczyna Pana niszczyć. To, że wybaczył Pan zdradę, nie oznacza też, że musi Pan teraz bezterminowo czekać. Na Pana miejscu potraktowałbym jej deklarację bardzo poważnie i na pewien czas rzeczywiście zrobił krok w tył - nie jako karę czy sposób, żeby zaczęła za Panem tęsknić, lecz żeby odzyskać własny grunt pod nogami. Ograniczenie kontaktu może być tutaj znacznie zdrowsze niż pozostawanie w takim układzie: kilka dobrych dni razem ponownie rozbudza u Pana nadzieję, a jej późniejszy chłód zostawia Pana jeszcze bardziej rozbitego. Nie musi Pan dzisiaj podejmować decyzji „na całe życie”. Wystarczy zdecydować, że na razie nie będzie Pan organizował swojego życia wokół jej niezdecydowania. Jeżeli po czasie oboje Państwo rzeczywiście będziecie chcieli wrócić do związku, wtedy warto rozmawiać już nie tylko o uczuciach, ale o konkretnym odbudowywaniu zaufania i najlepiej zrobić to również na terapii par. Jeżeli natomiast przez najbliższe tygodnie nadal nie będzie Pan w stanie normalnie pracować, uczyć się, spać czy funkcjonować bez ciągłego skupienia uwagi na niej, potraktowałbym to jako dobry moment na własną konsultację psychologiczną, aby Pana życie ponownie przestało zależeć od tego, jaką decyzję ona danego dnia podejmie. Pozdrawiam serdecznie, Maciej Gajewski
Dzień dobry, w tym co Pan pisze czuć dużo bólu, jakby Pan znajdował się w potrzasku. Trwanie w niepewności czy straci Pan bliską osobę czy nie musi być bardzo trudne. W takiej sytuacji ważne jest, żeby Pan pomyślał czego Pan potrzebuje. Zrobienie czegoś dla siebie w momencie, gdy nie czuje Pan motywacji może być trudne, ale nie którym właśnie aktywność pomaga wzbudzić tą motywacje. Żeby Panu lepiej i adekwatniej pomóc potrzebowałabym, żeby Pan więcej im opowiedział. Jeśli ma Pan chęć to zapraszam na spotkanie. 6a8f3fdf0956d.bookero.pl
Po pięciu latach związku, zdradzie i nagłej utracie poczucia bezpieczeństwa lękowy system przywiązania może bardzo silnie się uruchomić; naturalne jest więc ciągłe szukanie odpowiedzi na pytanie, co poszło nie tak. Jednocześnie warto przyjąć, że jej „nie wiem” może być autentyczne i że kolejne pytania niekoniecznie przyniosą Panu ukojenie. To, że mogła czuć się przeciążona Pana problemami, jest czymś, nad czym może Pan pracować, ale nie oznacza, że jest Pan odpowiedzialny za jej zdradę, gdyż była to jej decyzja. Najważniejsze teraz jest jednak to, żeby nie pozostawał Pan w zawieszeniu i nie uzależniał swojego funkcjonowania od tego, czy partnerka wróci. Nie musi Pan dziś przestawać jej kochać ani definitywnie kończyć tej relacji na zawsze. Może Pan mieć nadzieję na przyszłość, ale jednocześnie zacząć odbudowywać swoje życie niezależnie od jej decyzji, a z myślą o sobie. Warto zadać sobie przede wszystkim pytanie: „co mogę zrobić, żeby w tej sytuacji, żeby mi było lepiej?”. To Pana dobrostan liczy się teraz najbardziej i jest jedyną rzeczą, na którą może Pan wpłynąć i to Pan ze sobą spędzi resztę życia niezależnie od tego, czy Państwo do siebie wrócą. Powodzenia :)
Dzień dobry, dziękuję, że dzieli się Pan swoją historią. Bardzo mi przykro, że doświadczył Pan zdrady po 5 latach związku, domyślam się, że to musiał być dla Pana duży cios. Jednocześnie chciałabym uwrażliwić na to, że nie jest Pan za tę zdradę odpowiedzialny. Nie odpowiem Panu na pytanie, co ma Pan robić dalej z tą relacją, ale widzę możliwość odzyskania sprawczości w tej niepewnej sytuacji. Mogę pomóc Panu znaleźć odpowiedzi na inne pytania, np. czego Pan teraz potrzebuje i jak sobie może radzić, kiedy stracił poczucie bezpieczeństwa i pewność wspólnej przyszłości. Niepokoi mnie natomiast fragment Pana wypowiedzi o tym, że bez niej traci Pan motywację, a jednocześnie, że to miłość i nadzieja dają Panu motywację do życia. Chciałabym to dobrze zrozumieć: czy ma Pan na myśli przede wszystkim utratę motywacji do pracy nad sobą i codziennych obowiązków, czy pojawiają się u Pana również myśli, że bez niej nie chce Pan żyć lub że życie nie ma sensu? Jeśli pojawiają się takie myśli, proszę nie zostawać z nimi samemu. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia proszę zadzwonić pod 112 albo zgłosić się do najbliższego SOR-u. Może Pan również skorzystać z całodobowego Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym lub telefonu zaufania dla dorosłych. Jeżeli bezpośrednie zagrożenie możemy wykluczyć, wtedy możemy przyjrzeć się temu, jak przejść przez ten trudny dla Pana czas w sposób, który pozwoli Panu stopniowo odzyskiwać równowagę i poczucie wpływu na własne życie.
Bardzo Ci współczuję, bo jesteś w niezwykle trudnym miejscu: z jednej strony nadal kochasz, masz nadzieję i widzisz wszystko, co było między Wami dobre, a z drugiej żyjesz w ciągłym zawieszeniu, które odbiera Ci spokój i możliwość normalnego funkcjonowania. Myślę, że warto tu oddzielić dwie rzeczy. Możesz rozumieć jej zagubienie, styl przywiązania, przeciążenie czy potrzebę dystansu — ale to nie oznacza, że masz bezterminowo czekać, aż ona zdecyduje, czego chce. Zdrada i późniejsze „nie wiem” są realnym zranieniem, którego nie unieważnia fakt, że nadal ją kochasz. Najbardziej niepokoi mnie to, że całą energię kierujesz teraz na nią: próbujesz ją zrozumieć, pomóc jej odnaleźć siebie, dać przestrzeń, niczego nie naciskać i jednocześnie utrzymać nadzieję. A gdzie w tym wszystkim jesteś Ty i Twoje potrzeby? Bycie „przyjacielem” osoby, z którą nadal chcesz tworzyć związek, często nie jest żadną neutralną przyjaźnią. To raczej przedłużenie oczekiwania i życie od wiadomości do wiadomości. Masz pełne prawo powiedzieć: „Kocham Cię, ale nie potrafię być obok Ciebie w roli przyjaciela i czekać, aż zdecydujesz, czy mnie wybierasz”. Nie musisz jej karać, złościć się ani przestawać kochać. Możesz jednocześnie kochać i postawić granicę. Dystans nie musi być manipulacją mającą sprawić, żeby zatęskniła. Może być sposobem na odzyskanie siebie. I chyba właśnie to byłoby teraz najważniejsze: nie podejmować decyzji za nią i nie próbować zasłużyć na jej powrót, tylko sprawdzić, czego Ty potrzebujesz, aby relacja była dla Ciebie bezpieczna i wzajemna. Bo do odbudowania związku potrzeba dwóch osób, które tego chcą — sama miłość jednej z nich, nawet ogromna, niestety nie wystarczy.
Dzień dobry, w opisanej sytuacji zwróciłbym uwagę przede wszystkim na to, aby nie brał Pan na siebie odpowiedzialności za decyzję partnerki o zdradzie. Trudności w relacji mogą mieć wiele przyczyn i warto je później analizować, ale nie są tym samym co odpowiedzialność za zachowanie drugiej osoby. Jednocześnie powtarzające się „nie wiem” warto potraktować jako informację o tym, że obecnie partnerka nie jest gotowa jednoznacznie opowiedzieć się za związkiem. Dla Pana, przy silnym zaangażowaniu emocjonalnym, pozostawanie w takiej niepewności może być szczególnie obciążające. Nie musi Pan teraz decydować, czy zakończyć tę relację na zawsze. Warto natomiast zastanowić się, jakie granice kontaktu pozwolą Panu odzyskać większą równowagę i nie uzależniać swojego codziennego funkcjonowania od tego, czy partnerka akurat się zbliża, czy wycofuje. Można kochać drugą osobę i jednocześnie chronić siebie. Te dwie rzeczy się nie wykluczają.
To niezwykle trudna sytuacja, w której połączenie Twojego lękowego stylu przywiązania z jej unikowym tworzy wyniszczające błędne koło. Im bardziej szukasz bliskości i jasności, tym bardziej ona się wycofuje. Pamiętaj, że jej zdrada i brak gotowości na relację nie są Twoją winą. Chociaż to trudne, jedyną drogą do odzyskania równowagi jest postawienie jasnych granic i przeniesienie uwagi z niej na samego siebie.
Dzień dobry, Bardzo współczuję Panu tej sytuacji. Przeżywanie zdrady, połączone z nagłym chłodem ze strony osoby, którą kocha Pan nad życie, to ogromny cios i naturalne jest, że czuje się Pan teraz całkowicie zagubiony, osamotniony i pozbawiony energii. To w pełni zrozumiałe, że w odruchu serca od razu Pan wybaczył i starał się wziąć część winy na siebie. W stanie silnego lęku przed stratą robimy wszystko, byle tylko zatrzymać bliską osobę. Proszę jednak nie być dla siebie surowym. To, że dzielił się Pan swoimi trudnościami, nie jest powodem do zdrady, a Pana wrażliwość i gotowość do pomocy świadczą o sile uczucia. Problem polega na tym, że Pan stara się teraz udźwignąć emocje za Was oboje. Pana partnerka sama pogubiła się w swoich przeżyciach i wycofała się za dystans (co przy unikowym stylu jest częstą reakcją na przytłoczenie), a odpowiedź „nie wiem” zostawia Pana w bardzo bolesnym zawieszeniu. Propozycja przyjaźni na ten moment może być trudna do dźwignięcia, bo trudno być przyjacielem kogoś, kogo pragnie się poślubić. Taki stan potęguje tylko stres i napięcie. W tak głębokim kryzysie najważniejsze jest teraz zaopiekowanie się sobą, a nie rozwiązywanie całego związku na raz. Nie musi Pan dzisiaj podejmować drastycznych decyzji ani palić za sobą mostów. Warto jednak powoli przesuwać uwagę z jej potrzeb na własne zdrowie psychiczne. Jeśli czuje Pan, że opadł z sił, bardzo pomocna może być konsultacja z psychoterapeutą. Razem ze specjalistą - w bezpiecznych warunkach i bez presji - łatwiej będzie Panu ugruntować się w tych trudnych emocjach, odzyskać odrobinę spokoju oraz wypracować taki dystans, który pozwoli Panu przetrwać ten czas bez zatracania samego siebie. Proszę pamiętać, że Pana emocje są teraz najważniejsze i zasługuje Pan na pełne wsparcie. Pozdrawiam serdecznie, Mateusz Kucharski
To, co Pan opisuje, brzmi jak sytuacja, w której jednocześnie doświadcza Pan ogromnej miłości, straty, lęku i nadziei. I chyba właśnie ta mieszanka sprawia, że tak trudno znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie, które przyniosłoby choć trochę spokoju. Z jednej strony bardzo wyraźnie widać, że kocha Pan swoją partnerkę i jest gotowy zrobić bardzo dużo, żeby dać tej relacji jeszcze szansę. Z drugiej — obecna sytuacja stawia Pana w bardzo trudnym położeniu: ona nie wie, czego chce, a Pan próbuje wytrzymać w oczekiwaniu, aż ona to zrozumie. Przy lękowym stylu przywiązania taka niepewność może być szczególnie obciążająca, bo każdy dystans, chłodniejsza wiadomość czy odpowiedź „nie wiem” może uruchamiać ogromny lęk i potrzebę szukania kolejnych odpowiedzi. Chciałabym też zwrócić uwagę na jedną rzecz: wybaczenie zdrady i miłość do niej nie oznaczają, że musi Pan natychmiast podejmować decyzję o rozstaniu. Ale równie ważne jest to, żeby w tym wszystkim nie zgubić siebie. Można kochać kogoś bardzo mocno i jednocześnie potrzebować granic, bezpieczeństwa oraz jasności co do tego, na jakich zasadach ma wyglądać relacja. Być może najważniejszym pytaniem na ten moment nie jest więc „czy ona jeszcze mnie kocha?” ani „czy do mnie wróci?”, tylko: „czego ja potrzebuję, żeby przejść przez tę sytuację w sposób, który nie będzie mnie niszczył?” To jest właśnie coś, nad czym można bardzo konkretnie pracować podczas terapii — przyjrzeć się Pana lękowi przed utratą, potrzebie bliskości, temu, jak przeżywa Pan niepewność, a także temu, gdzie kończy się wspieranie drugiej osoby, a zaczyna rezygnowanie z własnych potrzeb. Możemy również spokojnie uporządkować to, co wydarzyło się w związku, bez oceniania Pana ani partnerki i bez narzucania Panu decyzji, którą „powinien” Pan podjąć. Nie musimy na pierwszej sesji odpowiadać na pytanie, czy ten związek ma przyszłość. Możemy zacząć od tego, żeby Pan sam przestał czuć się tak, jakby całe Pana życie było uzależnione od odpowiedzi, której ona obecnie nie potrafi Panu dać. Jeżeli czuje Pan, że chciałby Pan to poukładać z kimś, zapraszam do kontaktu i umówienia pierwszej konsultacji.
Dzień dobry, może być przydatna rozmowa o oczekiwaniach i wyobrażeniach na temat Waszej relacji, o tym jak ma ona wyglądać i czego każdy z Was potrzebuje od drugiej osoby. Warto rozważyć konsultację dla pary podczas której psychoterapeuta pomoże w rozmowie, zwłaszcza w opanowaniu silnych emocji.
Warto zastanowić się, co rzeczywiście czujesz w tej sytuacji. Niekoniecznie pytać o poradę innych, tylko iść za głosem tego, co w Tobie wybrzmiewa. Usiądź ze swoimi emocjami i obejrzyj je z każdej strony. Zadaj sobie pytania: - Czego oczekujesz od swojej partnerki i czy Twoja obecna partnerka spełnia te oczekiwania? - Za co kochasz obecną partnerkę? - Czy to za co pokochałeś ją 5 lat temu, dzisiaj jest aktualne? - Czy czujesz się kochany i szanowany w tej relacji? Zapytaj swojej intuicji, co powinieneś zrobić w tej sytuacji? Co jest dla Ciebie najlepsze? Intuicja często nam podpowiada dobre odpowiedzi. Napisałeś, że przez obecną sytuację nie możesz skupić się na obowiązkach. To się często zdarza, gdy dzieje się w naszym życiu coś silnego emocjonalnie. Warto wtedy pamiętać, by znaleźć czas na zajęcie się czymś co oczyści nasze myśli. W tym celu zachęcam do regularnej aktywności fizycznej (w ulubionej formie), a dla wyciszenia proponuję prowadzoną medytację lub relaksację Jacobsona na YouTube.
To, co Pan przeżywa, jest bardzo bolesne. Zdrada, utrata poczucia bezpieczeństwa i życie w niepewności to jedne z trudniejszych doświadczeń w relacji. Nic dziwnego, że trudno Panu skupić się na codziennych obowiązkach i że emocje są teraz tak silne. Z opisu wynika, że partnerka sama mówi, iż nie wie, czego chce i jakie ma uczucia. Jednocześnie zdradziła Pana, chciała zakończyć związek, a obecnie proponuje pozostanie przyjaciółmi. Niezależnie od tego, jakie są przyczyny jej zachowania (kryzys, styl przywiązania czy zagubienie), oznacza to, że na ten moment nie jest gotowa na budowanie z Panem stabilnej relacji. Warto zwrócić uwagę na jedną rzecz – bierze Pan na siebie dużą odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, pisząc, że "przebodźcował" ją swoimi problemami. Otwieranie się przed partnerem i dzielenie trudnościami jest naturalnym elementem bliskiego związku. To nie usprawiedliwia zdrady. Za decyzję o zdradzie odpowiedzialność ponosi osoba, która jej dokonała. Pisze Pan również, że reprezentuje lękowy styl przywiązania, a partnerka unikający. Taka kombinacja często prowadzi do bardzo bolesnego cyklu – im bardziej jedna osoba szuka bliskości, tym bardziej druga się oddala. W efekcie obie strony cierpią, a oczekiwanie na zmianę może trwać bardzo długo. Najtrudniejsze w Pana sytuacji wydaje się nie samo rozstanie, lecz pozostawanie w zawieszeniu. Nadzieja daje Panu siłę, ale jednocześnie uniemożliwia rozpoczęcie procesu dochodzenia do siebie. Dopóki partnerka nie podejmie jednoznacznej decyzji i nie będzie gotowa odbudowywać zaufania konkretnymi działaniami, warto zastanowić się, czy utrzymywanie codziennego kontaktu nie przedłuża Pana cierpienia. Zamiast koncentrować się na pytaniu "jak odzyskać partnerkę", zachęcałbym do zadania sobie pytania: "Czego ja potrzebuję, aby czuć się bezpiecznie i być w zdrowej relacji?". Miłość jest bardzo ważna, ale sama nie wystarcza do stworzenia satysfakcjonującego związku. Potrzebne są również wzajemne zaangażowanie, zaufanie i gotowość obu stron do budowania relacji. Jeżeli zauważa Pan, że trudności z koncentracją, obniżony nastrój i poczucie uzależnienia od tej relacji utrzymują się, warto rozważyć konsultację z psychologiem lub psychoterapeutą. Praca nad własnym stylem przywiązania może pomóc nie tylko przetrwać obecny kryzys, ale także budować w przyszłości bardziej bezpieczne i satysfakcjonujące relacje – niezależnie od tego, jak zakończy się ta historia.
To, że dzielił się Pan z partnerką swoimi problemami, mogło być dla niej obciążające, ale nie oznacza, że ponosi Pan odpowiedzialność za jej zdradę. Styl przywiązania może pomagać zrozumieć zachowanie, lecz go nie usprawiedliwia. Obecnie najbardziej wyniszczające wydaje się pozostawanie w zawieszeniu. Partnerka mówi „nie wiem”, a Pan próbuje odzyskać jej bliskość, przez co każda oznaka ciepła budzi nadzieję, a każde oddalenie wywołuje kolejne cierpienie. Powrót do roli przyjaciół prawdopodobnie nie będzie teraz neutralną przyjaźnią, skoro nadal ją Pan kocha i oczekuje odbudowania związku. Warto odbyć jedną spokojną rozmowę i zapytać nie o to, co partnerka czuje w każdej chwili, lecz czy chce podjąć konkretną próbę odbudowania związku. Jeśli nie potrafi się na to zdecydować, ma Pan prawo wyznaczyć granicę i ograniczyć lub czasowo przerwać kontakt. Nie musi Pan przestać jej kochać ani złościć się na nią, aby chronić siebie. Przebaczenie zdrady nie wystarcza do odbudowania relacji. Potrzebne są decyzja obojga, szczerość, odpowiedzialność i stopniowe odzyskiwanie zaufania. Terapia par może pomóc, ale tylko wtedy, gdy oboje chcą sprawdzić możliwość dalszego bycia razem. Panu natomiast pomocna byłaby również terapia indywidualna, aby odzyskać oparcie w sobie i nie uzależniać całej motywacji do życia od decyzji partnerki. Jeżeli słowa o traceniu motywacji do życia oznaczają myśli o zrobieniu sobie krzywdy, proszę nie pozostawać z tym samemu i pilnie skontaktować się z numerem alarmowym 112, pogotowiem lub najbliższym ośrodkiem interwencji kryzysowej.
Rozumiem, jak ogromny ból, chaos i wycieńczenie emocjonalne towarzyszą Panu w tej sytuacji. Znalazł się Pan w klasycznym, niezwykle bolesnym klinczu psychologicznym, który w literaturze terapeutycznej nazywa się tańcem lękowo-unikowym. Pana styl przywiązania pod wpływem zagrożenia odrzuceniem (zdrada, dystans) nakazuje Panu za wszelką cenę walczyć o bliskość, naprawiać relację, wybaczać natychmiast i szukać usprawiedliwień dla partnerki. Z kolei jej styl przywiązania sprawia, że w momencie przeciążenia emocjonalnego ("przebodźcowania") reaguje ona ucieczką, odcięciem uczuć, a w tym przypadku – zdradą, która dla osób unikowych bywa podświadomym sposobem na zniszczenie zbyt bliskiej i przytłaczającej relacji. Zapraszam Pan do siebie - najpierw samego, abyśmy porozmawiali o Panu, Pana oczekiwaniach, nadziejach i rozczarowaniach. Jeżeli Pana Partnerka chce porozmawiać, zapraszam także Państwa na konsultacje dla par.
Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. W tej sytuacji warto rozdzielić dwie kwestie: uczucia do partnerki oraz decyzję o tym, w jakiej relacji chce Pan obecnie funkcjonować. Można bardzo mocno kogoś kochać, wybaczyć zdradę i jednocześnie uznać, że życie w ciągłym oczekiwaniu na decyzję drugiej osoby jest dla Pana zbyt obciążające. To, że partnerka mówi „nie wiem”, może rzeczywiście oznaczać, że sama nie ma jeszcze jasności co do swoich uczuć i potrzeb. Nie da się jednak tej niepewności rozwiązać za nią poprzez większe wsparcie, cierpliwość czy kolejne rozmowy. Warto też uważać na tłumaczenie jej zachowania wyłącznie unikowym stylem przywiązania. Styl przywiązania może być pomocnym sposobem rozumienia pewnych wzorców, ale nie wyjaśnia ani nie usprawiedliwia zdrady i nie pozwala przewidzieć, jaką decyzję podejmie. Szczególnie ważne wydaje się to, że obecna sytuacja bardzo mocno wpływa na Pana funkcjonowanie. Jeżeli całe życie zostaje podporządkowane nadziei, że partnerka wróci, a jej dystans powoduje utratę motywacji i trudności ze skupieniem się na codziennych obowiązkach, warto zadbać również o siebie, niezależnie od tego, jak ostatecznie potoczy się ten związek. Pomocna może być własna psychoterapia, nie po to, żeby przestać ją kochać czy „wymazać” uczucia, ale żeby odzyskać trochę stabilności i przyjrzeć się temu, dlaczego pozostawanie w zawieszeniu jest tak trudne. Nie musi Pan również podejmować decyzji pod wpływem opinii znajomych ani natychmiast kończyć kontaktu. Jednocześnie ma Pan prawo postawić granicę i powiedzieć, że nie jest w stanie funkcjonować w roli przyjaciela, podczas gdy wciąż pozostaje Pan emocjonalnie zaangażowany i czeka na możliwość powrotu do związku. Dystans może być potrzebny nie jako kara dla partnerki, ale jako sposób zadbania o własne funkcjonowanie. Warto również pamiętać, że nawet jeśli ostatecznie pojawi się możliwość odbudowania związku, samo uczucie nie będzie wystarczające. Potrzebna byłaby wspólna gotowość do rozmowy o zdradzie, odpowiedzialności za jej konsekwencje, granicach, potrzebach obojga oraz o tym, jak miałoby wyglądać odbudowywanie zaufania. Na ten moment nie musi Pan znać odpowiedzi na pytanie, czy ten związek się uratuje. Ważniejsze może być odzyskanie możliwości normalnego funkcjonowania niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie partnerka. Wszystkiego dobrego :)
Dzień dobry. Na pewno warto dawać tej osobie przestrzeń i pracować nad swoimi reakcjami na to, co się dzieje w relacji. Nie chodzi o to, żeby nagle się rozstawać, robić jakieś dramy. Ale też nie chodzi o to, żeby cierpieć w relacji, która nie daje tego, czego Panu potrzeba. Zachęcam do spotkania z psychologiem, albo nawet do serii spotkań, dzięki którym przyjrzy się Pan dynamice tej relacji, zrozumie Pan swoją rolę w niej i rozważy różne możliwości dalszego postępowania i znajdzie Pan swoją drogę ku dobrej relacji.
Dzień dobry. Jeśli dziewczyna reprezentuje unikowy styl przywiązania, to polecam, aby zaproponował jej Pan pójście na terapię, aby mogła lepiej siebie zrozumieć. Z tego co Pan opisuje to widać, że dziewczynie jest się trudno odnaleźć w swoich emocjach. W takiej sytuacji nie pozostaje nic innego niż dać jej przestrzeń. Rozumiem, że obecnie przeżywa pan stratę a lękowy styl przywiązania, może znacznie utrudniać pogodzenie się z rozstaniem. W gruncie rzeczy jest Pan bezpieczny bez względu na to czy dziewczyna z panem jest czy nie, tylko to poczucie bezpieczeństwa należy w sobie odnaleźć. Obecnie mówi Pan, że nie wyobraża sobie pan spędzić tego życia z nikim innym. To naturalne poczucie, które pojawia się wtedy, kiedy się do kogoś mocno przywiążemy, miłość często przybiera charakter uzależnienia. Dziewczyna dawała panu to, czego nie mógł pan uzyskać w pojedynkę. Jeśli była to jedna z pierwszych miłości to naturalne, że pojawia się takie poczucie, że nikt nie może zastąpić tego, co poczuł Pan z tą osobą. Natomiast w gruncie rzeczy jest pan w stanie nawiązać inną relację, z której będzie pan czerpał podobne uczucia. Należy tutaj włożyć trochę pracy w to, aby zrozumiał Pan co się dokładnie zadziało emocjonalnie i jak z tym postępować. Oczywiście zapraszam do rozmowy.
Sytuacja, w której się Pan znalazł, jest niezwykle obciążająca emocjonalnie. Doświadczenie zdrady ze strony bliskiej osoby tuż przed przełomowym momentem, jakim miały być zaręczyny, przynosi głębokie zranienie, dezorientację i poczucie utraty gruntu pod nogami. To, co Pan opisuje zawieszenie między nadzieją a odrzuceniem, silny lęk przed utratą relacji, gotowość do wybaczenia i branie na siebie odpowiedzialności za kryzys (poprzez myślenie o „przebodźcowaniu” partnerki) jest bardzo charakterystyczną i naturalną reakcją dla lękowego stylu przywiązania. W momencie, gdy partnerka dystansuje się i wycofuje, u osoby z lękowym stylem uruchamia się silna potrzeba ratowania więzi za wszelką cenę, nawet kosztem własnych granic i cierpienia. Życie w stanie ciągłej niepewności i czekanie na decyzję drugiej osoby jest wyniszczające dla układu nerwowego. Sprawia, że cała energia życiowa zostaje przekierowana na analizowanie zachowań partnerki, co uniemożliwia skupienie się na codziennych obowiązkach i niszczy poczucie własnej wartości. Dlaczego warto rozważyć podjęcie psychoterapii? Odzyskanie oparcia w sobie: Psychoterapia pomaga przenieść środek ciężkości z partnerki na Pana. Pozwala przestać żyć wyłącznie nadzieją na zmianę po jej stronie i zacząć budować poczucie bezpieczeństwa w samym sobie. Zrozumienie własnego stylu przywiązania: Praca ze specjalistą umożliwia dokładne przyjrzenie się temu, dlaczego lęk przed opuszczeniem jest tak paraliżujący i dlaczego ma Pan skłonność do natychmiastowego wyprzedzania potrzeb partnerki przy jednoczesnym zaniedbywaniu własnych granic. Przepracowanie traumy zdrady i odrzucenia: Zdrada jest poważnym zranieniem więzi. Próba szybkiego wybaczania bez realnego przepracowania trudnych emocji (złości, smutku, żalu) często prowadzi do tłumienia własnego cierpienia. Nauka stawiania zdrowych granic: Terapia daje narzędzia do wyjścia z roli „pojawiającego się na zawołanie” wsparcia czy przyjaciela w momencie, gdy potrzebuje Pan partnerki życiowej, a nie relacji w zawieszeniu. Przyjaciele często dają proste rady, sugerując natychmiastowe zerwanie kontaktu, ponieważ widzą Pana cierpienie. Psychoterapeuta nie będzie jednak narzucał gotowych scenariuszy ani oceniał Pana wyborów. Stworzy bezpieczną, wolną od oceniania przestrzeń, w której uporządkuje Pan natłok myśli, zrozumie dynamikę tego związku i podejmie decyzje zgodne z Panem, a nie podyktowane wyłącznie lękiem przed samotnością. Podjęcie terapii w tym momencie to nie rezygnacja z miłości, ale wyraz dojrzałej troski o siebie w sytuacji, w której własne zasoby emocjonalne uległy wyczerpaniu.
Dzień dobry, doświadczenie zdrady jest bardzo trudne dla każdej relacji. Rozumiem, że straciłeś poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie nadal bardzo zależy ci na partnerce i chcesz z nią być. Z kolei twoja partnerka ma teraz wątpliwości i sama do końca nie wie, czego by chciała i potrzebowała. Nie naciskaj na nią. To, co się wydarzyło wpłynęło na was oboje i partnerka potrzebuje przestrzeni i czasu, żeby to na spokojnie przemyśleć i zastanowić się co dalej. Wiem, że przyjęcie tego może być trudne, ale nie masz wpływu na jej wybory. Napisałeś, że próbujesz jej pomóc odnaleźć siebie. Rozumiem, że ją kochasz i chcesz ją wspierać, ale to ona sama musi znaleźć odpowiedź. Nie możesz swoją miłością doprowadzić jej do decyzji o powrocie.Daj czas sobie i jej. Spróbuj skupić się bardziej na sobie. Zastanów się, co możesz zrobić, żeby nie uzależniać swojego funkcjonowania od tego, czy ona zdecyduje się do ciebie wrócić, czy nie. Jeśli potrzebujesz o tym szerzej porozmawiać to umów się na spotkanie z psychologiem. Trzymam kciuki i życzę powodzenia. Pozdrawiam serdecznie, Joanna Szlasa-Więczaszek
Dzień dobry, To, czego Pan doświadcza, jest bardzo trudne. Po pięciu latach związku, zdradzie i nagłej utracie wspólnej wizji przyszłości może być bardzo trudno znaleźć w sobie spokój i odpowiedź na pytanie, co dalej. Rozumiem też, że nie chce Pan przekreślać tej relacji tylko dlatego, że wydarzyło się coś bardzo bolesnego. Jednocześnie chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz. W tej chwili bardzo dużo Pana uwagi jest skierowane na próbę zrozumienia jej: co czuje, czego chce, czy wróci, czy jest to związane z jej stylem przywiązania. Tymczasem ona sama mówi „nie wiem” i na ten moment nie jest gotowa być w związku. Tego „nie wiem” nie da się za nią rozstrzygnąć ani swoją miłością, wsparciem czy cierpliwością doprowadzić do konkretnej odpowiedzi. Myślę, że warto uszanować jej potrzebę dystansu, ale jednocześnie zadbać o własne granice. Bycie „przyjacielem” w sytuacji, w której nadal bardzo Pan kocha i żyje nadzieją na powrót, może być dla Pana niezwykle bolesne. Być może potrzebna jest również Panu przestrzeń – nie jako kara dla niej ani próba wywołania jej tęsknoty, ale po to, żeby mógł Pan zacząć odzyskiwać własne życie niezależnie od tego, jaką decyzję ona ostatecznie podejmie. I jeszcze jedno – to, że ją Pan kocha i potrafił jej wybaczyć, jest ważne i nie musi Pan tej miłości w sobie niszczyć. Ale miłość do drugiego człowieka nie powinna oznaczać rezygnacji z siebie. Można kogoś bardzo kochać, a jednocześnie powiedzieć: „Nie wiem, co będzie z nami, ale nie chcę przez ten czas zawieszać własnego życia”. Zamiast szukać kolejnej odpowiedzi na jej „nie wiem”, spróbowałabym teraz zadać sobie inne pytania: czego ja potrzebuję, żeby czuć się bezpiecznie? Na jaką relację jestem gotowy, a na jaką nie? Jak chciałbym być traktowany, jeśli mamy kiedyś spróbować odbudować związek? I co mogę zrobić dzisiaj dla siebie, niezależnie od jej decyzji? Jeśli trudno jest Panu odzyskać równowagę i skupić się na swoim życiu, zachęcam do rozmowy z psychoterapeutą. Nie po to, żeby przekonać Pana do rozstania, ale żeby miał Pan miejsce, w którym może Pan przeżyć tę sytuację i odzyskać kontakt ze sobą, zamiast pozostawać całkowicie zależnym od tego, co wydarzy się między Państwem. Jeśli chciałby Pan przyjrzeć się temu bliżej, zapraszam na konsultację. Z pozdrowieniami, Kornelia Cichoń Psycholożka
Dzień dobry. Z Pana opisu wynika, że znalazł się Pan w bardzo trudnym emocjonalnie zawieszeniu – pomiędzy miłością i nadzieją na odbudowanie związku a brakiem jasnej deklaracji ze strony partnerki. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji trudno skupić się na codziennym życiu. Warto jednak oddzielić odpowiedzialność za problemy, które były w relacji, od odpowiedzialności za zdradę – decyzja partnerki o przekroczeniu granic związku nie jest konsekwencją tego, że dzielił się Pan z nią swoimi trudnościami. Być może teraz ważniejsze od szukania odpowiedzi na pytanie, czego chce partnerka, byłoby przyjrzenie się temu, czego potrzebuje Pan i jak długo jest Pan gotowy pozostawać w sytuacji niepewności. Terapia mogłaby pomóc Panu przejść przez ten kryzys, odzyskać poczucie oparcia w sobie i dopiero z tego miejsca podejmować decyzje dotyczące tej relacji.
Witam po 5 latach związku tuż przed zaręczynami moja dziewczyna mnie zdradziła, reprezentuje dosyć unikowy styl przywiązania, cała sytuacja wydarzyła się gdy przebodźcowałem ją swoimi problemami (zwierzałem jej się z tego co mnie przytłaczało, i w efekcie sama czuła się osaczona i przytłoczona), romans nie trwał długo bo około tygodnia, po powrocie z Holandii chciała ze mną zerwać ale nie potrafiła mi tego powiedzieć, dała mi tylko listę swoich myśli. Powiedziała mi także, że najpiękniejsze co może sobie w życiu wyobrazić to spędzenie ze mną reszty życia i zestarzenie się, ale z drugiej strony nie czuje teraz zauroczenia mną i sama nie wie co czuje do mnie, do niego, do samej siebie bo mocno się zmieniła, nie skreśla nas ale teraz nie potrafi ze mną być, staram się ją zrozumieć i dać jej dystans, ale sam reprezentuję lękowy styl przywiązania i jest to dla mnie ciężkie. Wiem że nie stworzy z tym innym stałej relacji bo on mieszka na stałe w Holandii, a ona w Polsce, dalej docenia moje wsparcie i zaangażowanie, ale powiedziała że na ten moment woli wrócić do roli przyjaciół zanim sama zrozumie czego chce, kocham ją nad życie i nie wyobrażam sobie spędzić go z nikim innym, ale takie życie w zawieszeniu mnie przytłacza, próbuję pracować nad sobą, ale tracę motywację bez niej. Rozmawiałem też o tym z przyjaciółmi, wszyscy mówią że po czymś takim powinienem zakończyć związek i urwać kontakt, ale dalej darzę ją niepoliczalną miłością, nie potrafię być na nią zły, przebaczyłem jej zdradę wręcz od razu, nawet zaoferowałem pomoc w odnalezieniu samej siebie. Kilka dni które spędziliśmy razem przypomniały jej jaka jest szczęśliwa ze mną, ale gdy tylko wyjechała do miasta w którym studiuje znowu zrobiła się zdystansowana i oschła, nie umiem się skupić na swoich obowiązkach bo żyję miłością i nadzieją, ale z drugiej strony to ta miłość i nadzieja dają mi motywację do życia. Co robić? Cały czas odpowiada na każde moje pytanie nie wiem.
Dzień dobry. To, co Pan opisuje, jest bardzo trudne, bo jednocześnie przeżywa Pan zdradę, utratę poczucia bezpieczeństwa i niepewność, czy ten związek jeszcze istnieje. Dla osoby z lękowym stylem przywiązania właśnie takie „zawieszenie” bywa szczególnie obciążające — każde „nie wiem” podtrzymuje nadzieję, ale nie daje żadnego oparcia. Najważniejsze jest to, żeby nie brał Pan odpowiedzialności za jej zdradę. To, że zwierzał się Pan ze swoich problemów i że ona mogła czuć się przeciążona, mogło być trudnością w relacji, ale nie usprawiedliwia zdrady. Za tę decyzję odpowiada ona. Jej obecne komunikaty są bardzo ambiwalentne: z jednej strony mówi o wspólnej przyszłości, z drugiej nie chce związku i nie wie, co czuje. Być może naprawdę jest pogubiona, ale dla Pana skutek jest ten sam — pozostaje Pan w stanie ciągłego oczekiwania. I tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: czy rola „przyjaciela” jest dla Pana naprawdę do udźwignięcia? Jeśli nadal ją Pan kocha i liczy na powrót, taka przyjaźń może być bardzo bolesna. Każdy ciepły gest będzie dawał nadzieję, a każdy chłód będzie uruchamiał lęk. To może przedłużać cierpienie. Może Pan powiedzieć jej coś w tym rodzaju: „Rozumiem, że nie wiesz teraz, czego chcesz. Szanuję to. Ale ja nie potrafię funkcjonować jako przyjaciel, kiedy nadal chcę związku. Potrzebuję dystansu, żeby zadbać o siebie. Jeśli kiedyś będziesz wiedziała, że chcesz realnie odbudować relację, wtedy możemy do tego wrócić.” To nie jest ultimatum ani kara. To granica. Warto też rozdzielić kilka rzeczy: - można nadal kochać i jednocześnie nie godzić się na życie w zawieszeniu; - można przebaczyć zdradę i jednocześnie uznać, że zaufanie wymaga odbudowy; - można mieć nadzieję, ale nie opierać całego życia na tym, czy druga osoba wróci. Jeśli kiedyś mielibyście odbudować związek, potrzebne będą nie tylko uczucia, ale konkretne działania z obu stron: jasna decyzja, odpowiedzialność za zdradę, szczerość, praca nad komunikacją i gotowość do zmiany. Same dobre chwile spędzone razem nie wystarczą. Bardzo ważne jest też to, że pisze Pan, że bez niej traci motywację. To sygnał, że teraz warto skierować część energii na siebie — terapię, codzienny rytm, obowiązki, relacje z innymi, aktywność. Nie po to, żeby „zapomnieć”, ale żeby Pana życie nie było całkowicie zależne od jej decyzji. Jeśli zauważa Pan, że nie może się skupić, spać, jeść, wykonywać obowiązków albo że bez tej relacji życie wydaje się pozbawione sensu, warto skorzystać z pomocy psychologa. W takiej sytuacji szczególnie przydatna może być praca nad lękowym stylem przywiązania i tolerowaniem niepewności. Najważniejsze: nie musi Pan przestać jej kochać, żeby przestać czekać bez końca. Miłość nie zobowiązuje do pozostawania w relacji, w której tylko jedna osoba wie, że chce być razem.
To, że zwierzał się Pan partnerce ze swoich trudności, nie czyni Pana odpowiedzialnym za jej zdradę. Odbudowa związku wymaga udziału obojga; Pana miłość i wybaczenie nie wystarczą, jeśli ona obecnie nie chce nad relacją pracować. Określenia stylów przywiązania nie pozwalają przewidzieć jej decyzji. Warto ustalić, na czym ma polegać obecny kontakt i jak długo jest Pan gotów pozostawać w niepewności. Może Pan powiedzieć: „Zależy mi na Tobie, ale ta sytuacja mnie rani. Potrzebuję wiedzieć, czy podejmujemy pracę nad związkiem”. Ma Pan prawo ograniczyć kontakt, jeśli podtrzymuje on cierpienie. Ponieważ trudno Panu skupić się na obowiązkach, warto zadbać o własne wsparcie psychologiczne i kontakt z bliskimi, niezależnie od tego, co postanowi partnerka.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.








