Czy terapia par w mom przypadku ma sens. Jestem w związku nieformalnym od 5 lat. Od 2 lat jest międ

Czy terapia par w mom przypadku ma sens. Jestem w związku nieformalnym od 5 lat. Od 2 lat jest między nami dużo stresów i obojgu ciężko się dogadać. Nie ma bliskości i często się się je czepiamy. Ogólny kryzys którego żadne z nas rozwiązać nei potrafi. Zastanawiam się czy warto udać się na terapię czy raczej rozstanie będzie lepszym rozwiązaniem. Nie mamy właściwe większych wspólnych spraw. Każde żyje na swój rachunek, dzielimy tylko opłaty i zakupy na pół. Ja potrzebuję bliskości o szczerość, on ucieka, unika, nie rozmawia szczerze. Ja wybucham, krzyczę, on ucieka unika, nie rozmawia, nie wraca. Problemy od dawna są zmaaitane pod dywan. Ja w tej dynamice uważam że łatwiej jest się rozstać , bo wiem że praca nad związkiem bedize dużo więcej od nas wymagać. Ale jestem na to gotowa, nie chce od razu skreślać wspólnego czasu. A jemu wszystko jedno, mowize mu nanie zależy ale nie widzę tego. O terapii tylko mruknął, nie jest wielkim fanem. Może iść. A temat rozstania zbywa. Ja jestem zmęczona tym jak żyjemy, czuje się samotna i nie iwem już jak z nim rozmawiać.

52 odpowiedzi


To, co Pani opisuje, wygląda na utrwalony od dłuższego czasu sposób funkcjonowania w relacji, w którym Pani szuka kontaktu i rozmowy, a partner raczej wycofuje się i unika konfrontacji, co z kolei nasila złość i poczucie osamotnienia. Myślę, że mimo zmęczenia warto rozważyć wspólną terapię, pod warunkiem że partner będzie gotowy choćby spróbować się w nią zaangażować. Terapia nie musi oznaczać decyzji o pozostaniu razem – może również pomóc Państwu zobaczyć, czy w tej relacji jest jeszcze przestrzeń na odbudowanie bliskości i wzajemnego zaangażowania. Być może dopiero wtedy będzie Pani mogła podjąć decyzję o pozostaniu lub rozstaniu z większą pewnością, że nie jest ona wynikiem wyłącznie obecnego kryzysu i zmęczenia.

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. Z opisu wynika, że problemem nie jest pojedyncza kłótnia, ale utrwalona dynamika: Pani potrzebuje rozmowy, bliskości i wyjaśnienia problemów, natomiast partner wycofuje się i unika rozmowy. Im bardziej Pani próbuje się zbliżyć, tym bardziej on się oddala, co z kolei zwiększa Pani frustrację i prowadzi do wybuchów. Taki schemat może bardzo mocno wyniszczać obie strony. W takiej sytuacji terapia par zdecydowanie może mieć sens – szczególnie jeśli nie ma jeszcze decyzji o rozstaniu i przynajmniej jedna ze stron jest gotowa sprawdzić, czy da się coś zmienić. Terapia nie ma jednak służyć przekonaniu Pani, żeby zostać za wszelką cenę. Może być również miejscem, w którym oboje spokojnie sprawdzicie, czy nadal chcecie budować ten związek i czy jesteście gotowi włożyć w to pracę. Warto też zwrócić uwagę na jedną rzecz: nie da się uratować związku w pojedynkę. Pani może zmienić sposób komunikowania się, pracować nad wybuchami i własnymi reakcjami, ale jeśli partner konsekwentnie odmawia rozmowy, unika problemów i nie chce podjąć żadnej pracy nad relacją, możliwości będą mocno ograniczone. Można więc zaproponować mu bardzo konkretnie: „Nie chcę teraz decydować, czy się rozstajemy. Chciałabym dać nam szansę i spróbować kilku spotkań terapii par, żeby zobaczyć, czy możemy coś zmienić. Jeśli nie, będziemy mieli większą jasność, co dalej.” To może być łatwiejsze do zaakceptowania niż przedstawianie terapii jako „ostatniej deski ratunku”. Jednocześnie warto, żeby Pani sama odpowiedziała sobie na pytanie: gdyby nic się między nami nie zmieniło przez kolejne 2–3 lata, czy chciałabym nadal żyć w takim związku? To może powiedzieć więcej niż pytanie, czy rozstanie byłoby teraz łatwiejsze.

mgr Szymon Szymczonek

mgr Szymon Szymczonek

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

Terapia pary ma sens szczególnie wtedy, gdy żadna ze stron nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji o rozstaniu i pojawiają się wątpliwości dotyczące dalszego trwania związku. W takiej sytuacji terapia może pomóc lepiej zrozumieć, co dzieje się w relacji, jakie potrzeby i trudności stoją za obecnym kryzysem oraz czy istnieje przestrzeń do budowania wspólnej przyszłości. Czasami efektem terapii jest odbudowanie relacji i znalezienie nowego sposobu bycia razem. Innym razem wspólna praca prowadzi do decyzji o rozstaniu. Wówczas może pomóc przejść przez ten proces z większym poczuciem zrozumienia, szacunku do siebie i do drugiej osoby. Niezależnie od podjętej decyzji, terapia może być również cennym doświadczeniem na przyszłość – pozwala lepiej poznać siebie, swoje potrzeby, sposób funkcjonowania w relacji oraz mechanizmy, które wpływają na nasze związki. Zachęcam do rozpoczęcia od konsultacji – takie spotkanie często pomaga lepiej zrozumieć sytuację i podjąć decyzję, jakie kroki warto podjąć dalej. Warto pamiętać, że konsultacja nie zobowiązuje do kontynuowania terapii – w każdej chwili można z niej zrezygnować.


Terapia par to nie zawsze ciężka i długa praca. Często jest to kwestia rozmowy, która w końcu spowoduje, że partnerzy się usłyszą i zrozumieją. Pomaga w tym bardzo psycholog lub psychoterapeuta. Rozstać możecie się zawsze, ale kto wie...może nie trzeba wiele, aby ten związek zaczął być źródłem radości i satysfakcji dla obu stron? Trzymam kciuki!


Terapia ma jak najbardziej sens jeżeli oboje Państwo chcecie popracować nad relacja. Może na początek spisze sobie Pani za i przeciw bycia w tej relacji - może to ułatwi podjęcie decyzji?


Dzień dobry, to, co Pani opisuje — cykl, w którym szuka Pani bliskości i szczerości, a on się wycofuje i unika — to dokładnie ten rodzaj dynamiki, z którą terapia par potrafi pomóc. Warunkiem jest jednak rzeczywiste zaangażowanie obu stron, a to, co Pani pisze o jego podejściu, sugeruje, że to on musi sam podjąć tę decyzję. Niezależnie od tego, czy zdecydują się Państwo na terapię, czy na rozstanie, ważne jest, żeby nie podejmować tej decyzji w chronicznym zmęczeniu i samotności, które teraz Pani odczuwa.


Witam. Zalecałabym konsultację z terapeutą par, z pewnością ustali, czy terapia ma sens i czy Państwo podążacie "w tym samym kierunku". Potrzeba szerszego wywiadu z Panią i partnerem. Z poważaniem.Hajducka


Dzień dobry. Odpowiem najpierw wprost na pytanie, bo zadaje je Pani konkretnie: tak, terapia par w tej sytuacji ma sens, ale pod jednym warunkiem — że on pójdzie jako uczestnik, a nie jako osoba towarzysząca. I to jest właśnie rzecz, której na razie nie wiadomo. To, co Pani opisuje, to jeden z najlepiej rozpoznanych układów w pracy z parami: jedna osoba dąży, druga się wycofuje. Pani potrzebuje bliskości i szczerości, więc naciska, pyta, w końcu wybucha i krzyczy. On odsuwa się, milknie, wychodzi. Im mocniej Pani naciska, tym dalej on się cofa. Im dalej się cofa, tym bardziej Pani musi podnieść głos, żeby w ogóle się przebić. To błędne koło, w którym oboje robią dokładnie to, co pogarsza sytuację — i oboje robią to w dobrej wierze. Warto wiedzieć, że pod spodem dzieje się coś z ciałem. Podczas kłótni układ nerwowy niektórych osób reaguje wycofaniem: pobudzenie rośnie tak szybko, że dostęp do mówienia i myślenia po prostu się zamyka. Z zewnątrz wygląda to na obojętność albo złośliwość. Od środka to jest stan, w którym człowiek naprawdę nie ma czym rozmawiać. To nie jest usprawiedliwienie — nadal odpowiada za to, żeby wrócić do rozmowy, kiedy już może. Ale to tłumaczy, dlaczego „on ucieka, nie wraca" powtarza się mimo Pani wysiłków, i dlaczego kolejna próba przekonania go nic nie daje. Dlatego terapia par ma sens: sama rozmowa w tej dynamice już nie zadziała, bo dynamika sama się napędza. Potrzebna jest trzecia osoba, która zatrzyma to koło. Teraz o warunku. Pisze Pani, że o terapii tylko mruknął i że może iść. To nie to samo co „chcę spróbować". Terapia par działa, kiedy obie strony chcą czegoś od tej relacji. Kiedy jedna osoba przychodzi, żeby druga przestała naciskać, terapia zwykle staje się kolejnym miejscem, gdzie Pani mówi, a on milczy — tyle że drożej i z większym rozczarowaniem na końcu. Proponuję to sprawdzić, zanim Pani zdecyduje. Nie przez kolejną rozmowę o tym, czy mu zależy — na to pytanie już Pani odpowiedział słowami i to niczego nie rozstrzygnęło. Przez coś sprawdzalnego: czy on umówi jedną konsultację. Nie Pani. On. Znajdzie osobę, napisze, ustali termin. Jeśli to zrobi, jest materiał do pracy. Jeśli przez kilka tygodni nic się nie wydarzy, ma Pani odpowiedź, której nie da się już zbyć. Chcę też zwrócić uwagę na coś, o czym pisze Pani mimochodem. Nie macie większych wspólnych spraw, każde żyje na swój rachunek, dzielicie opłaty i zakupy na pół. Po pięciu latach to jest informacja sama w sobie. Nie o tym, że związek jest zły — o tym, że przez ten czas nie zbudowaliście wspólnego życia, tylko wspólne mieszkanie. To osobny temat do rozmowy i osobne pytanie: czy Wy oboje chcecie tego samego rodzaju związku. I rzecz, którą chcę powiedzieć wprost, bo w Pani wiadomości brzmi cicho: pisze Pani, że jest zmęczona i czuje się samotna. Samotność w związku bywa cięższa niż samotność po rozstaniu, bo ma się przy sobie kogoś, kto tego nie widzi. Niezależnie od tego, co zdecydujecie o terapii, warto zadbać o własne wsparcie. Konsultacja indywidualna nie jest krokiem w stronę rozstania ani przeciw niemu — jest miejscem, w którym można odzyskać jasność, zamiast podejmować decyzję ze zmęczenia. Na koniec o rozstaniu, o które Pani też pyta. Nie odpowiem, czy się rozstać. Ale powiem, co widzę: Pani jest gotowa na pracę i nie chce skreślać tych pięciu lat. To jest gotowość, którą warto sprawdzić do końca — właśnie po to, żeby nie wracać potem do myśli „a może gdybyśmy spróbowali". Jedna albo dwie konsultacje dadzą Pani informację, której teraz nie ma. Jeśli okaże się, że on nie chce, będzie to decyzja podjęta na podstawie faktów, a nie kolejnej domysłowej rozmowy. Serdecznie pozdrawiam.


Tak, terapia par w Państwa sytuacji ma sens, ponieważ od dłuższego czasu są Państwo uwikłani w schemat, z którego trudno samemu wyjść: Pani szuka bliskości i rozmowy, partner się wycofuje, co zwiększa Pani frustrację i prowadzi do wybuchów, a jego jeszcze bardziej skłania do unikania. Taki wzorzec można przepracować podczas terapii. Terapię można potraktować jako próbę sprawdzenia, czy są Państwo w stanie odbudować relację. Kluczowe jest jednak zaangażowanie obojga. W razie dalszych pytań zapraszam na konsultację.


Tak! Nie chodzi o to żeby za wszelką cenę „ratować” związek ale raczej o podjęcie próby rozeznania czy faktycznie ma to sens czy nie. Rozstać można się właściwie od ręki. Jeżeli jednak przez pięć lat byli Państwo razem, a mimo obecnego kryzysu jest w Pani jeszcze myśl: „nie chcę tego skreślać bez sprawdzenia, czy możemy funkcjonować inaczej”, potraktowałabym ją poważnie. Szczególnie jeśli do tej pory nie próbowali Państwo uporządkowanej pracy terapeutycznej. To, co Pani opisuje, brzmi jak dość typowe błędne koło relacyjne: Pani potrzebuje kontaktu, bliskości, szczerości i rozmowy → kiedy ich nie dostaje, narasta frustracja, pojawia się nacisk, złość czy krzyk → partner wycofuje się jeszcze bardziej, unika rozmowy lub znika → Pani czuje się jeszcze bardziej samotna i nieważna → napięcie rośnie. Z czasem obie osoby zaczynają reagować już nie tylko na konkretny problem, ale również na lata nagromadzonego żalu/frustracji. Wtedy rzeczywiście może pojawić się poczucie, że łatwiej byłoby się rozstać niż próbować cokolwiek naprawiać. Czasami takie rozwiązanie jest faktycznie najbardziej właściwe. Tyle że nie trzeba dzisiaj podejmować decyzji „terapia albo rozstanie na zawsze”. Można zacząć od kilku spotkań konsultacyjnych i potraktować je właśnie jako próbę odpowiedzi na pytanie: czy mamy jeszcze z czego budować ten związek i czy oboje tego chcemy? Przykładowo, w naszej poradni Blisko.ść pracę z parami zaczynamy m.in. od bardzo konkretnego określenia potrzeb i oczekiwań wobec relacji. Każda osoba osobno zastanawia się, czego właściwie potrzebuje od związku, co obecnie dostaje, czego jej brakuje i co sama jest gotowa dawać. Później wspólnie sprawdzamy: na ile potrzeby partnerów są ze sobą zbieżne, gdzie się różnią i czy da się te różnice pogodzić, czy partnerzy są w stanie odpowiadać na najważniejsze potrzeby drugiej osoby, czego każde z nich musiałoby się nauczyć lub co zmienić ii przede wszystkim --> czy obie strony rzeczywiście chcą podjąć tę pracę!? To ostatnie jest kluczową kwestią. Partner /ka nie musi być „fanem terapii” ani przychodzić z wielkim entuzjazmem. Wystarczy na początek autentyczne: „nie wiem, czy nam się uda, ale jestem gotowy/a sprawdzić”. Trudno natomiast prowadzić terapię par, jeżeli jedna osoba próbuje odbudować relację za dwoje, a druga pozostaje całkowicie obojętna na jej dalszy los. Warto również podkreślić, że zazwyczaj jest tak, że wchodzimy w relację z pewnym zestawem potrzeb, wyobrażeń i oczekiwań. Mijają 2, 5 czy 10 lat, zmienia się nasze życie, zmieniamy się my, a wraz z nami zmieniają się nasze potrzeby. Problem polega na tym, że pary bardzo rzadko robią tzw. „update związku” i pytają siebie nawzajem: Kim jesteśmy dzisiaj? Czego teraz potrzebujesz ode mnie? Czego ja potrzebuję od Ciebie? Jakiego związku każde z nas właściwie chce? Po kilku latach może się więc okazać, że dwie osoby funkcjonują obok siebie według zasad ustalonych dawno temu, choć żadnej z nich te zasady już nie służą. Terapia par może pomóc sprawdzić, czy da się stworzyć między Państwem nowy sposób bycia razem. A jeśli okaże się, że potrzeby są fundamentalnie różne albo jedna ze stron nie chce już inwestować w tę relację, terapia również może być wartościowa, ponieważ może pomóc podjąć decyzję o rozstaniu bardziej świadomie, spokojniej i z większym zrozumieniem tego, co wydarzyło się między Państwem. Dlatego w tej sytuacji nie stawiałabym sobie jeszcze pytania: „czy mam z nim zostać, czy odejść?”. Na początek zachęcam do refleksji pt. „Czy oboje jesteśmy gotowi dać sobie jeszcze chwilę czasu, odbyć kilka spotkań, żeby uczciwie sprawdzić, czy chcemy i potrafimy stworzyć z tego związku coś, w czym oboje będziemy chcieli dalej być?”. Jeśli odpowiedźbrzmi „tak, spróbujmy” (nawet bez wielkiego przekonania) moim zdaniem warto spróbować. Jeśli natomiast również na tak niewielką próbę odpowiedzią będzie unikanie, zbywanie tematu albo „wszystko mi jedno”, to również będzie dla Pani ważna informacja o tej relacji.


Z opisu wynika, że oboje znaleźli się Państwo w powtarzającym się schemacie – Pani szuka bliskości i rozmowy, natomiast partner wycofuje się i unika konfrontacji. Im bardziej jedna osoba próbuje rozwiązać problem, tym bardziej druga się oddala, co z kolei nasila frustrację i kolejne konflikty. Jest to jedna z częściej spotykanych dynamik w relacjach. Terapia par może mieć sens, jeśli obie strony są gotowe zaangażować się w proces i spróbować zrozumieć wzajemne potrzeby oraz sposób komunikacji. Nie oznacza to, że oboje muszą być równie zmotywowani na początku – czasem jedna osoba przychodzi z większą gotowością, a druga z ostrożnością lub sceptycyzmem. Kluczowe jest jednak to, czy partner będzie chciał aktywnie uczestniczyć w pracy nad relacją, a nie jedynie pojawić się na spotkaniach. Jednocześnie warto pamiętać, że terapia par nie ma na celu „uratowania związku za wszelką cenę”. Jej celem jest lepsze zrozumienie tego, co dzieje się między partnerami i sprawdzenie, czy istnieje przestrzeń do odbudowania relacji. Zdarza się, że dzięki terapii para odzyskuje bliskość, ale bywa też, że dochodzi do wniosku, iż rozstanie będzie najlepszym rozwiązaniem. W obu przypadkach może pomóc podjąć bardziej świadomą decyzję. W Pani wypowiedzi szczególnie wybrzmiewa zmęczenie, samotność i poczucie, że od dłuższego czasu to Pani podejmuje próby ratowania relacji. To ważny sygnał, którego nie warto ignorować. Dobrze byłoby zastanowić się nie tylko nad tym, czy związek da się uratować, ale również nad tym, czy partner jest gotów współtworzyć zmianę. Relacja wymaga zaangażowania obu stron. Jeżeli partner zgodzi się na terapię i będzie otwarty na pracę, warto dać sobie taką szansę. Jeśli jednak będzie konsekwentnie unikał rozmów, nie podejmował odpowiedzialności za zmianę i pozostawiał cały ciężar ratowania związku po Pani stronie, warto zadać sobie pytanie, czy taka relacja odpowiada Pani potrzebom i daje szansę na satysfakcjonującą przyszłość. Jeśli czuje Pani, że trudno jest uporządkować te emocje, dobrym krokiem może być również indywidualna konsultacja z psychologiem. Pozwoli ona spokojnie przyjrzeć się własnym potrzebom, granicom i temu, jaka decyzja będzie dla Pani najlepsza – niezależnie od tego, czy partner zdecyduje się na terapię par


Na podstawie tego, co opisujesz, nie podejmowałbym jeszcze decyzji o rozstaniu bez próby terapii, ponieważ widzę jeden bardzo istotny element: Ty nie piszesz „już go nie chcę”. Piszesz raczej: „Nie chcę już takiego związku.” To nie jest to samo. Jednocześnie istnieje jeden poważny problem: Ty jesteś gotowa pracować nad związkiem, a nie wiadomo, czy twój partner jest. „Mogę pójść na terapię” jest wystarczające, żeby zacząć. Nie musi być entuzjastą psychoterapii. Ale po kilku spotkaniach musiałoby się pojawić coś więcej niż fizyczna obecność na fotelu.


To, co Pani opisuje, brzmi jak związek, który od dłuższego czasu funkcjonuje w błędnym kole. Z jednej strony jest w Pani potrzeba bliskości, szczerości i rozmowy. Z drugiej strony partner wycofuje się, unika konfrontacji i zostawia problemy nierozwiązane. W takiej dynamice często obie osoby cierpią, choć pokazują to w zupełnie inny sposób. Sama terapia par ma sens wtedy, gdy obie osoby są gotowe przyjrzeć się swojej części odpowiedzialności za relację. Nie oznacza to, że obie muszą być równie entuzjastycznie nastawione. Często jedna osoba zgłasza się z większą motywacją, a druga podchodzi do terapii z dystansem. To jeszcze nie przekreśla szans na zmianę. Z Pani opisu wynika jednak coś bardzo istotnego. Nie jest Pani zmęczona samymi konfliktami, ale przede wszystkim samotnością w tej relacji. Pisze Pani, że nie wie już, jak z nim rozmawiać, że nie czuje bliskości, a partner nie podejmuje rozmów i zamiata problemy pod dywan. To może prowadzić do narastającej frustracji, która później znajduje ujście w krzyku i pretensjach. Z kolei jego wycofanie jeszcze bardziej nasila Pani poczucie opuszczenia. Jest to mechanizm bardzo często obserwowany w parach przeżywających kryzys. Zwróciło moją uwagę również to, że mówi Pani: „jestem gotowa pracować nad związkiem, nie chcę od razu skreślać wspólnego czasu”. To pokazuje, że mimo zmęczenia nadal widzi Pani wartość w tej relacji i chce dać jej szansę. Jednocześnie dostrzega Pani, że sama nie jest w stanie tej sytuacji zmienić. Terapia mogłaby być dobrym krokiem właśnie dlatego, że nie służy wyłącznie ratowaniu związku. Czasami pomaga odbudować relację, a czasami pomaga dwóm osobom dojść do wniosku, że rozstanie będzie dla nich najlepszym rozwiązaniem. W obu przypadkach daje przestrzeń do szczerej rozmowy, której, jak Pani pisze, od dawna między Wami brakuje. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy partner jest gotowy choćby spróbować. Nie musi być przekonany do terapii, ale ważne jest, czy będzie uczestniczył w spotkaniach z otwartością i gotowością do pracy. Jeżeli idzie wyłącznie po to, żeby „mieć to z głowy”, szanse na zmianę są znacznie mniejsze. Niezależnie od decyzji partnera zachęcałabym Panią również do rozważenia własnej terapii. Nie dlatego, że problem leży wyłącznie po Pani stronie, ale dlatego, że jest Pani bardzo obciążona emocjonalnie. Indywidualna terapia może pomóc lepiej zrozumieć swoje potrzeby, odzyskać poczucie wpływu i spokojniej podjąć decyzję, czy chce Pani dalej inwestować w ten związek. Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na pytanie, czy lepiej walczyć o relację, czy się rozstać. Natomiast z tego, co Pani opisuje, wydaje się, że warto dać sobie jedną, uczciwą próbę. Jeśli partner zgodzi się na terapię i rzeczywiście zaangażuje się w proces, może to być szansa na zmianę. Jeżeli natomiast mimo takiej próby nadal będzie unikał rozmowy, wycofywał się i nie podejmował odpowiedzialności za relację, będzie to również ważna informacja, która może pomóc Pani podjąć decyzję o przyszłości związku z większym spokojem i bez poczucia, że nie zrobiła Pani wszystkiego, co było możliwe.


Tak, myślę, że terapia par może mieć w Waszej sytuacji sens. I nie dlatego, że ktoś ma Was przekonać, żebyście za wszelką cenę zostali razem. Czasem przychodzimy na terapię właśnie dlatego, że już nie wiemy, czy jeszcze chcemy być w tej relacji. W Pani wiadomości najbardziej zatrzymało mnie zdanie: „czuję się samotna”. Bo można mieszkać razem, dzielić rachunki, robić zakupy i jednocześnie bardzo za kimś tęsknić mimo że siedzi obok. Nie wiem, czy Wasz związek powinien się skończyć. I myślę, że dziś Pani również nie musi tego wiedzieć. Można najpierw usiąść razem i spróbować zrozumieć, co właściwie wydarzyło się między Wami przez te ostatnie lata. Czy pod tym zmęczeniem, złością i wycofaniem jest jeszcze dwoje ludzi, którzy chcą się do siebie zbliżyć. A jeśli okaże się, że nie rozmowa również może pomóc dobrze się rozstać. Czasem na pierwsze spotkanie wystarczy jedno: nie wiedzieć, co dalej, ale chcieć to uczciwie sprawdzić.


Z terapii dla par każdy z was wychodzi wygrany. W takiej terapii nie chodzi o to aby pozostać w związku ale znaleźć rozwiązanie które będzie korzystne dla was obojgu. Nawet jeśli dojdziecie do wniosku na takich konsultacjach że najlepiej będzie aby każde z was poszło w swoją stronę to i tak terapia będzie dla was jakościowa bo rozstanie poprawi wasz komfort życia. Zapraszam do siebie :)


Terapia par może mieć sens, jeśli oboje jesteście gotowi realnie przyjrzeć się temu, co dzieje się między Wami. Nie musi służyć wyłącznie „ratowaniu związku” może też pomóc uczciwie ocenić, czy chcecie dalej być razem. Z opisu widać utrwalony schemat: Pani szuka kontaktu i naciska, partner wycofuje się, co zwiększa Pani frustrację i prowadzi do kolejnych wybuchów. Sam ten cykl może podtrzymywać kryzys. Kluczowe jest jednak to, czy partner rzeczywiście chce uczestniczyć w pracy nad relacją. Jeśli zgadza się tylko biernie, a poza gabinetem niczego nie chce zmieniać, możliwości terapii będą ograniczone. Warto potraktować kilka pierwszych spotkań jako próbę odpowiedzi na pytanie: „czy oboje jeszcze chcemy ten związek budować?”.


Dzień dobry, W Pani sytuacji terapia par ma jak najbardziej sens, ale nie jako gwarancja uratowania związku za wszelką cenę. Jej główną wartością jest w tym momencie pomoc w wyjściu z tego wyniszczającego zawieszenia i sprawdzenie, czy oboje macie jeszcze z czego i dla kogo odbudowywać tę relację. Od dwóch lat tkwicie w mechanizmie, z którego we dwoje bardzo trudno się wydostać. Im bardziej Pani czuje samotność i w bezsilności podnosi głos, tym głębiej partner ucieka w milczenie i uniki. Z kolei jego zamykanie się potęguje Pani złość. Życie pod jednym dachem jak współlokatorzy dzielący tylko rachunki i zamiatający problemy pod dywan po prostu z czasem odbiera siły. Warto spojrzeć na terapię par w Waszym kontekście z dwóch stron: Po pierwsze, to przestrzeń do zweryfikowania wzajemnych intencji. Partner mówi, że mu zależy, ale jednocześnie zbywa trudne tematy i nie wykazuje inicjatywy. Dla osoby o unikowym sposobie reagowania pójście do gabinetu bywa trudne, bo wymaga zmierzenia się z emocjami. Jeśli jednak oboje usiądziecie naprzeciwko neutralnego specjalisty, bardzo szybko okaże się, czy partner ma w sobie choć trochę gotowości do otwarcia się, czy też ten dystans jest już zbyt głęboki. Po drugie, nie musicie decydować się od razu na wielomiesięczny proces. Często wystarczą 3–4 spotkania konsultacyjne. Taki krótki czas pozwala zobaczyć, czy w ogóle pojawia się między Wami nić porozumienia. Jeśli okaże się, że Wasze drogi jednak się rozchodzą, terapia bywa też bardzo pomocnym miejscem do tego, by rozstać się w sposób dojrzały, bez poczucia winy i wzajemnego żalu. Warto na spokojnie zastanowić się, na ile wystarczy Pani jeszcze energii, by jednostronnie podtrzymywać tę relację, i czy wspólna konsultacja u specjalisty nie byłaby dla Was obojga dobrą okazją, by wreszcie szczerze nazwać to, co dzieje się między Wami od dwóch lat. Pozdrawiam ciepło, mgr Agnieszka Rek


Tak, terapia par w takiej sytuacji może mieć sens. Nie dlatego, że po pięciu latach związku „trzeba walczyć za wszelką cenę”, ale dlatego, że od dwóch lat jesteście w schemacie, z którego sami nie potraficie już wyjść. Ty próbujesz się zbliżyć, rozmawiać, wyjaśniać. Kiedy nie dostajesz odpowiedzi, napięcie rośnie i wybuchasz. On wtedy jeszcze bardziej się wycofuje. Problem zostaje nierozwiązany i po jakimś czasie wraca. Przy takim układzie bardzo łatwo dojść do momentu, w którym każda kolejna rozmowa uruchamia już cały bagaż poprzednich konfliktów. Wtedy nawet dobra wola nie zawsze wystarcza, żeby porozmawiać inaczej. Terapia par mogłaby Wam pomóc zobaczyć ten mechanizm z boku i sprawdzić, czy oboje jesteście gotowi coś w nim zmienić. Z tego, co piszesz, Ty jesteś już dość daleko w swoich przemyśleniach. Widzisz, co dzieje się z Tobą, zauważasz swoje wybuchy, rozumiesz też jego wycofanie. Jesteś zmęczona, ale jednocześnie nie chcesz od razu przekreślać związku. U niego tej gotowości na razie widać mniej. To nie musi od razu oznaczać, że terapia nie ma sensu. Nie każdy partner przychodzi na pierwsze spotkanie zmotywowany i przekonany. Czasem wystarczy, że jest gotowy rzeczywiście wziąć udział w kilku spotkaniach i uczciwie przyjrzeć się temu, co się między Wami dzieje. Natomiast ważne będzie to, czy za jego „mogę iść” pójdzie później jakiekolwiek zaangażowanie. Relacji nie da się naprawić wysiłkiem jednej osoby. Myślę też, że warto trochę zdjąć z siebie presję podejmowania dziś decyzji: albo terapia i ratowanie związku, albo natychmiastowe rozstanie. Możecie potraktować kilka spotkań jako próbę sprawdzenia, czy potraficie jeszcze ze sobą rozmawiać, czy jest między Wami gotowość do odbudowania bliskości i czy oboje widzicie sens dalszego bycia razem. To może być również pomocne wtedy, gdy ostatecznie okaże się, że chcecie się rozstać. Dobra terapia par nie ma za zadanie utrzymywać związku za wszelką cenę. Zwróciłabym uwagę jeszcze na Twoje poczucie samotności. Ono pojawia się w Twoim opisie bardzo wyraźnie. Długo próbujesz uzyskać kontakt, szczerość i rozmowę, a dostajesz wycofanie i brak odpowiedzi. W takiej sytuacji człowiek często zaczyna coraz mocniej naciskać, bo bardzo potrzebuje jakiejś reakcji. To później jeszcze bardziej napędza cały schemat. Jeśli partner zgodzi się na terapię par, warto spróbować. Nie musisz przy tym obiecywać sobie, że „uratowanie związku” będzie jedynym dobrym wynikiem. Możesz po prostu sprawdzić, czy po drugiej stronie jest jeszcze ktoś gotowy spotkać się z Tobą w tej relacji. Jeśli po kilku spotkaniach nadal będziesz miała poczucie, że tylko Ty próbujesz, to również będzie dla Ciebie ważna odpowiedź. Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska psycholożka, interwentka kryzysowa, psychoterapeutka w szkoleniu


Terapia par może być pomocna, jeśli oboje partnerzy są gotowi na wspólną pracę i chcą przyjrzeć się temu, co dzieje się między nimi. Nie jest jednak konieczne, żeby druga osoba była na nią gotowa, aby Pani mogła zacząć szukać wsparcia dla siebie. Terapia indywidualna może być przestrzenią, w której można spokojnie przyjrzeć się temu, co dzieje się w relacji – własnym potrzebom, emocjom, granicom oraz temu, jak oboje próbujecie radzić sobie z napięciem i konfliktem. Może też pomóc lepiej zrozumieć, czego Pani potrzebuje i na co ma wpływ, a na co nie. Nie musi Pani już teraz wiedzieć, czy chce Pani zostać w tym związku, czy odejść. Taką decyzję można podejmować stopniowo, mając więcej jasności co do własnych potrzeb i sytuacji.


Dzień dobry, Odpowiadając na Pani pytanie- terapia par może pomóc Państwu przyjrzeć się temu, w jaki sposób funkcjonujecie w konflikcie. Z opisu wynika, że Pani szuka kontaktu i rozmowy, a partner się wycofuje, co z kolei zwiększa Pani frustrację i "nakręca konflikt". Będąc w terapii możecie lepiej zrozumieć swoje potrzeby, nauczyć się rozmawiać bez wzajemnego ranienia i sprawdzić, czy możecie odbudować bliskość. JEDNAK bardzo ważne jest to, że że terapia par działa wtedy, kiedy obie osoby rzeczywiście chcą pracować nad relacją. Samo „mogę iść” przy jednoczesnym braku przekonania i zaangażowania może nie wystarczyć. Dlatego przed terapią warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy obie strony są gotowe zaangażować się w pracę nad związkiem. Pozdrawiam,


Szanowna Pani, bardzo dziękuję za szczere podzielenie się swoją sytuacją. To, co Pani opisuje – zmęczenie, poczucie samotności w związku, trudność w dogadaniu się mimo starań – to bardzo obciążający stan, i rozumiem, że zastanawianie się nad przyszłością tej relacji jest naturalnym krokiem. Odpowiadając wprost na Pani pytanie: tak, terapia par ma sens także w takiej sytuacji, jaką Pani opisuje – nawet jeśli ostatecznym efektem miałoby być rozstanie. Terapia par nie służy wyłącznie "ratowaniu" związku za wszelką cenę. Jej celem jest też m.in.: zrozumienie dynamiki, w jaką Państwo weszli (Pani wybuch – jego wycofanie to bardzo częsty, rozpoznawalny wzorzec w psychologii par), stworzenie przestrzeni do szczerej rozmowy o potrzebach, których teraz nie potraficie Państwo sobie wprost powiedzieć, a jeśli mimo pracy okaże się, że drogi się rozchodzą – świadome i mniej bolesne zakończenie relacji, z lepszym zrozumieniem siebie na przyszłość. Zwracam też uwagę na coś ważnego: to, że Pani partner niechętnie podchodzi do terapii, samo w sobie jest częścią tego wzorca unikania, o którym Pani pisze. To nie musi oznaczać, że mu "wszystko jedno" – często osoby wycofujące się w konflikcie boją się właśnie takich rozmów, bo nie mają narzędzi, by się w nich odnaleźć. Terapeuta par pracuje właśnie z tym – nie wymaga, by od razu "otworzył się" samodzielnie, tylko pomaga bezpiecznie do tego dojść. Ważne jest też to, że Pani deklaruje gotowość do pracy nad związkiem, mimo że to Pani rozważa również rozstanie – to bardzo dojrzała postawa. Zachęcałabym by dać sobie i związkowi szansę w postaci kilku sesji, zanim podejmie Pani ostateczną decyzję. Czasem już same pierwsze spotkania pozwalają zobaczyć, czy jest w tej relacji jeszcze przestrzeń do budowania bliskości, czy raczej terapia pomoże Państwu rozstać się w sposób, który nie zostawi tak dużo żalu i niedopowiedzeń.


Dzień dobry! Zacznę od tego, że terapia par w opisanej przez Panią sytuacji jak najbardziej może mieć sens. I wcale nie musicie przychodzić na terapię z przekonaniem, że za wszelką cenę chcecie uratować związek. Czasami pierwszym celem terapii jest właśnie sprawdzenie, czy obie osoby nadal chcą być razem i czy są gotowe podjąć pracę nad relacją. Czytając Pani wiadomość, mam przed oczami pewien bardzo charakterystyczny taniec. W terapii par EFT często przyglądamy się temu, jak partnerzy wpadają w powtarzający się cykl, w którym każdy kolejny krok jednej osoby uruchamia krok drugiej. Wyobraźmy więc sobie, że Państwa związek jest takim tangiem. Pani potrzebuje bliskości, szczerości i kontaktu. Kiedy ich Pani nie dostaje, zaczyna Pani mocniej o nie walczyć: pyta, naciska, czepia się, pojawia się złość, czasem krzyk. Partner doświadcza tego napięcia i robi swój krok – wycofuje się, unika rozmowy, zamyka się albo wychodzi. Pani widzi jego wycofanie i dostaje dokładnie ten komunikat, którego najbardziej się obawia: „nie zależy mu”, „znowu mnie zostawia z tym samą”, „jestem w tym związku sama”. Więc próbuje Pani jeszcze mocniej do niego dotrzeć. A im mocniej Pani próbuje, tym bardziej on się wycofuje. I tango trwa. Co ciekawe, oboje możecie w tym tańcu próbować chronić siebie i Waszą relację, tylko każde robi to w zupełnie inny sposób. Pani walczy o kontakt, a partner być może ucieka od konfliktu i napięcia. Problem polega na tym, że strategie, które mają Was chronić, zaczynają wzajemnie się napędzać. Po pewnym czasie przestajemy nawet pamiętać, kto pierwszy nadepnął komu na stopę. ;) W terapii EFT nie szukamy więc winnego. Próbujemy zobaczyć taniec, w którym utknęła para, zrozumieć, co uruchamia kolejne kroki i przede wszystkim zobaczyć, co znajduje się pod nimi. Bo pod „czepianiem się” bardzo często nie znajduje się potrzeba awantury, tylko: „Czy jestem dla Ciebie ważna?”, „Czy mogę na Ciebie liczyć?”, „Czy nadal mnie wybierasz?”. A pod wycofaniem nie zawsze znajduje się obojętność. Czasami jest tam bezradność, lęk przed kolejnym konfliktem, poczucie, że cokolwiek powiem, będzie źle, albo przekonanie: „nie potrafię jej dać tego, czego potrzebuje, więc lepiej się wycofam”. Oczywiście tego, co dzieje się po stronie Pani partnera, nie wiemy. I właśnie dlatego potrzebujemy jego w tej rozmowie. Terapia par nie będzie miała większego sensu, jeśli tylko Pani będzie próbowała naprawić związek, a partner będzie siedział obok i czekał, aż terapeuta „naprawi problem”. Do tanga nadal potrzeba dwóch osób. ;) Nie musi być wielkim fanem terapii, nie musi nawet przychodzić z entuzjazmem. Ważniejsze jest, czy jest gotowy przyjść, zaangażować się w rozmowę i sprawdzić, czy możecie nauczyć się tańczyć ze sobą inaczej. Zwróciłabym też uwagę na to, że stoi Pani przed wyborem: terapia albo rozstanie. Tymczasem terapia nie musi być deklaracją „zostajemy razem”. Może być przestrzenią, w której po raz pierwszy od dawna naprawdę sprawdzicie, co właściwie zostało między Wami pod tymi wszystkimi konfliktami, unikaniem i problemami zamiatanymi pod dywan. Pięć wspólnych lat jest czymś, czemu – jeśli oboje tego chcecie – można dać szansę. Ale sam wspólny czas nie jest również powodem, dla którego trzeba zostać razem za wszelką cenę. Dlatego na tym etapie nie zadawałabym sobie jeszcze pytania: „Czy powinnam z nim zostać, czy odejść?”. Zadałabym inne: „Czy oboje jesteśmy gotowi wejść na parkiet i spróbować nauczyć się innego tańca?”. Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, nawet jeśli po jego stronie jest to na razie trochę mało romantyczne „no dobra, mogę iść”, terapia par zdecydowanie może być miejscem, od którego warto zacząć. Pozdrawiam serdecznie :) MR


Dzień dobry. Z tego, co Pani opisuje, terapia par może mieć sens, ale nie dlatego, że automatycznie „uratuje związek”. Najważniejsze pytanie brzmi raczej: czy oboje jesteście gotowi naprawdę uczestniczyć w próbie zmiany tego, jak dziś funkcjonujecie razem. Opisuje Pani dość utrwalony schemat: Pani naciska, wybucha i domaga się rozmowy, partner się wycofuje, unika i nie wraca do tematu. Problemy zostają nierozwiązane, a każde z Państwa prawdopodobnie coraz bardziej utwierdza się w swoim sposobie reagowania. To jest właśnie sytuacja, w której terapia par może być pomocna — nie po to, żeby wskazać „winnego”, ale żeby zobaczyć ten schemat z boku i sprawdzić, czy oboje potraficie zacząć działać inaczej. Jednocześnie warto zachować realizm. Sama Pani gotowość do pracy nie wystarczy. Nie da się naprawić relacji w pojedynkę. Partner nie musi być zachwycony terapią, ale powinien przynajmniej być gotowy przyjść, mówić uczciwie i rzeczywiście sprawdzać, co może zmienić po swojej stronie. Dlatego nie stawiałbym tego jako prostego wyboru: „terapia albo rozstanie”. Terapia może być również sposobem na uzyskanie jasności, czy w tym związku jest jeszcze realna przestrzeń do odbudowy, czy raczej jedna osoba próbuje podtrzymywać coś, czego druga już nie chce aktywnie współtworzyć. Warto też zwrócić uwagę, że Pani zmęczenie i samotność są już ważną informacją. Nie chodzi tylko o to, czy „da się jeszcze uratować związek”, ale też o to, jak długo Pani chce funkcjonować w relacji, która w obecnej formie jest dla Pani tak obciążająca. Jeżeli partner jest gotowy pójść na terapię, można potraktować pierwsze spotkania nie jako deklarację „musimy być razem”, ale jako uczciwą próbę sprawdzenia, czy oboje jesteście gotowi wziąć odpowiedzialność za zmianę tego, co dziś między Wami nie działa. Jeżeli natomiast partner pozostaje bierny, unika zarówno rozmowy o terapii, jak i rozmowy o rozstaniu, wtedy Pani może potrzebować osobnej decyzji o tym, co zrobi po swojej stronie, jeśli on nadal nie będzie podejmował żadnej. Pozdrawiam! Bogusław Kwitkowski atencja.online


Tak, w opisanej sytuacji terapia par zdecydowanie może mieć sens. Nie po to, żeby za wszelką cenę ratować związek, ale żeby sprawdzić, czy oboje macie gotowość i zasoby, żeby coś w nim zmienić. Z opisu widać błędne koło: Pani potrzebuje rozmowy i bliskości, więc naciska, gdy partner się wycofuje; on z kolei wycofuje się jeszcze bardziej, gdy pojawia się napięcie. W efekcie oboje czujecie się coraz bardziej samotni i niezrozumiani. Warto byłoby przepracować ten schemat z terapeutą i dopiero wtedy podejmować decyzję o rozstaniu. Nie trzeba dziś decydować, czy zostać razem na zawsze. Można potraktować terapię jako próbę odpowiedzi na pytanie "Czy oboje jesteśmy gotowi coś zmienić i czy ten związek da się jeszcze odbudować ?" Jednocześnie ważne jest, żeby odpowiedzialność za zmianę nie spoczęła wyłącznie na Pani. Do pracy potrzebne jest zaangażowanie obojga.


Dzień dobry, w opisywanej sytuacji można rozważyć najpierw wspólną konsultację (dla pary) której celem będzie określenie potrzeb, oczekiwań każdego z Państwa w relacji. I ustalenie co jest potrzebne i najbardziej wskazane: praca nad związkiem na przykład poprzez uczestniczenie w procesie terapeutycznym, czy być może rozstanie a może jeszcze inny kierunek. Jedno spotkanie i obecność psychoterapeuty może być pomocne w określeniu tego, co chcecie Państwo dalej zrobić, może pomoc każdemu z Was nazwać potrzeby i powiedzieć sobie wzajemnie o nich.,


Dzień dobry, w opisanej przez Panią sytuacji terapia par zdecydowanie może mieć sens. Nie tylko po to, aby za wszelką cenę ratować związek, ale również po to, by spokojnie sprawdzić, czy między Państwem nadal istnieje gotowość do odbudowania bliskości, szczerości i wzajemnego zaangażowania. Wygląda na to, że utknęli Państwo w bardzo wyczerpującym schemacie: im bardziej Pani zabiega o kontakt i próbuje zostać usłyszana, czasem poprzez krzyk lub wybuch, tym bardziej partner się wycofuje. Im bardziej on unika rozmowy, tym większe stają się Pani samotność, złość i bezradność. Bez zatrzymania tej dynamiki każde z Państwa może coraz mocniej utwierdzać się w przekonaniu, że drugiej stronie nie zależy. Terapia ma jednak szansę pomóc tylko wtedy, gdy oboje będą gotowi przyjrzeć się własnemu udziałowi w tym, co dzieje się między Państwem. Partner nie musi być od początku przekonany do terapii. Ważne, aby był gotowy przyjść, rozmawiać i uczciwie sprawdzić, czy chce podjąć pracę nad relacją. Samo bierne uczestniczenie, bez gotowości do jakiejkolwiek zmiany, może nie wystarczyć. Pierwsze spotkania mogą służyć właśnie temu, aby nazwać problemy zamiatane dotąd pod dywan i odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy oboje chcemy jeszcze spróbować?”. Terapia par nie zawsze prowadzi do pozostania razem. Czasem pomaga odbudować więź, a czasem podjąć dojrzałą decyzję o rozstaniu. Nie musi więc Pani już dziś znać odpowiedzi. Jeżeli mogę Państwu pomóc w przyjrzeniu się tej relacji z perspektywy terapeutki par i mediatorki związków, zapraszam na konsultację. Pozdrawiam ciepło, Edyta Zawodna I terapeutka par I psycholożka I mediator związków me4health


Dzień dobry, myślę, że terapia jest dobrym pomysłem w momencie podejmowania decyzji o tak dużej zmianą jaką jest rozstanie. Wydaje się, że Państwo doszli do momentu, w którym sami nie mogą rozwiązać swoich trudności, stąd wsparcie z zewnątrz wydaje się właściwe. Natomiast proszę pamiętać, że terapia działa tylko jeśli wszyscy uczestnicy chcą zmiany i pracy nad relacją. Wszystkiego dobrego, Tomasz

mgr Tomasz Pisula

mgr Tomasz Pisula

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

Tak, terapia par w opisanej przez Pani sytuacji może mieć sens, choć niekoniecznie po to, żeby za wszelką cenę „uratować” związek. Z opisu wynika, że między Państwem od dłuższego czasu narasta pewien schemat: Pani potrzeba bliskości i wspólnego czasu zderza się z wycofaniem, brakiem rozmowy i prawdopodobnie innym sposobem przeżywania relacji partnera. Do tego dochodzi zmęczenie, poczucie samotności w związku i coraz większa frustracja po obu stronach. Terapia par może pomóc przede wszystkim zatrzymać ten schemat i zobaczyć, co właściwie dzieje się między Państwem. Nie chodzi o ustalenie, kto ma rację ani o to, żeby terapeuta powiedział partnerowi, że powinien bardziej się starać. Chodzi o stworzenie przestrzeni, w której oboje będziecie mogli powiedzieć, czego potrzebujecie, czego Wam brakuje i co sprawia, że coraz bardziej się od siebie oddalacie. Jednocześnie warto pamiętać, że terapia par nie zawsze prowadzi do pozostania razem. Czasami jej efektem jest odbudowanie relacji, a czasami lepsze zrozumienie, że każde z Was potrzebuje czegoś innego. W obu przypadkach może być jednak bardzo pomocna, szczególnie jeśli samodzielne rozmowy kończą się frustracją albo kolejnym wycofaniem. Jeśli ma Pani poczucie, że jest już zmęczona ciągłym zastanawianiem się, czy jeszcze walczyć, czy odpuścić, nie musi Pani podejmować tej decyzji przed zgłoszeniem się po pomoc. Możemy najpierw przyjrzeć się temu, co dzieje się w tej relacji i czego Pani właściwie potrzebuje. Jeśli partner nie jest obecnie gotowy na terapię par, można też zacząć od indywidualnej konsultacji żeby uporządkować własne emocje, potrzeby i możliwe dalsze kroki.


W opisanej sytuacji konsultacja dla par może mieć sens. Również po to, żeby ustalić, czy oboje chcecie dalej budować ten związek. Nie trzeba przychodzić z pewnością, że chce się zostać razem. Terapia może pomóc zarówno w odbudowie relacji, jak i w świadomym podjęciu decyzji o rozstaniu. Z Pani opisu wyłania się bolesny cykl: Pani szuka kontaktu, partner się wycofuje, narasta Pani samotność i frustracja, pojawia się krzyk, a on oddala się jeszcze bardziej. To możliwy sposób rozumienia Waszej sytuacji, wymagający poznania perspektywy obojga. Pani cierpienie zasługuje na uwagę, ale krzyk może ranić i nasilać dystans. Podobnie unikanie rozmów pozostawia problemy bez rozwiązania. Każde z Was odpowiada za własne zachowanie. Partner nie musi być entuzjastą terapii, żeby skorzystać z pierwszej konsultacji. Ważne jednak, czy za „mogę iść” pójdzie rzeczywista gotowość do uczestniczenia, słuchania i przyjrzenia się sobie. Może Pani powiedzieć: „Jestem samotna i nie chcę dalej żyć w ten sposób. Chcę sprawdzić z pomocą terapeuty, czy możemy coś zmienić. Czy umówimy wspólną konsultację?”. Brak wspólnego majątku czy formalnego związku nie odbiera sensu tej próbie. Jednocześnie pięć wspólnych lat nie zobowiązuje Pani do pozostawania w relacji, która nie odpowiada na Pani ważne potrzeby. Pani gotowość jest dobrym początkiem, ale nie zastąpi zaangażowania partnera. Jeśli on nadal będzie odkładał rozmowę i działanie, indywidualna konsultacja może pomóc Pani określić granice i podjąć własną decyzję. Rozstanie nie wymaga zgody obojga.


Witam! Dobra komunikacja , umiejętność ujawnienia swoich potrzeb, zarówno usłyszenia i zrozumienia potrzeb partnera to podstawa stabilizacji i rozwoju związku. Terapia Par metodą Olsona oznacza się dużą skutecznością , potwierdzona empirycznie, pomoże Pani i Pani mężu zweryfikować swoje emocje i oczekiwania, naprawić relacje i otworzyć nowe perspektywy dla rozwoju waszej rodziny.


Dobry wieczór, Oczywiście terapia par jak najbardziej ma sens. Problem, który Pani opisała, należy do dość standardowych i najczęściej wynika z tego, że nikt nas nie uczy, jak się kłócić, jak rozwiązywać swoje problemy czy mówić o swoich potrzebach i reagować na potrzeby drugiej osoby. Rozumiem również zdystansowane podejście Pani partnera, gdyż zwierzanie się obcej osobie może wydawać się dosyć specyficzne. Długość terapii par zależy przede wszystkim od ilości zgłoszonych problemów, a przede wszystkim od zaangażowania pary. Warto udać się na przynajmniej 10 spotkań, po których powinny być już widoczne pierwsze efekty. Po danej liczbie spotkań można świadomie podjąć decyzję o dalszej kontynuacji lub jej zakończeniu. Pozdrawiam, Wioletta Nawłoka


Terapia par w Waszym przypadku ma głęboki sens, ale nie po to, by za wszelką cenę ratować związek, lecz by jasno określić, czy oboje macie w sobie gotowość do podjęcia realnego wysiłku. Z opisanej przez Panią dynamiki wynika klasyczny schemat goniący-uciekający: Pani potrzeba bliskości wyzwala w Pani złość i krzyk, co z kolei nasila w nim lęk przed konfrontacją i wycofanie. Terapeuta może pomóc Wam bezpiecznie nazwać i zatrzymać to błędne koło, dzięki czemu przestaniecie zamiatać problemy pod dywan i zobaczycie, co naprawdę kryje się pod obojętnością oraz wybuchami. Brak wspólnych zobowiązań, takich jak kredyt czy dzieci, jest wbrew pozorom zaletą – pozwala Wam podjąć decyzję o byciu razem wyłącznie na podstawie autentycznej chęci i uczuć, a nie zewnętrznego przymusu. Kluczowe będzie jednak zbadanie postawy Pani partnera na pierwszych sesjach. Jego bierne zgadzanie się na terapię przy braku zaangażowania szybko weryfikuje, czy obojętność jest tylko maską obronną, czy realnym wypaleniem relacji. Musisz pamiętać, że terapia nie daje gwarancji sukcesu rozumianego jako uratowanie związku, ale często staje się przestrzenią do dojrzałego i mniej raniącego rozstania, jeśli okaże się, że Wasze cele są rozbieżne. Dla Ciebie ten krok może przynieść upragniony koniec stanu zawieszenia i poczucia samotności, dając odpowiedź, na czym stoisz i czy warto inwestować dalszą energię w tę relację. Jeśli czujesz w sobie siłę i nie chcesz skreślać tych 5 lat bez spróbowania wszystkich możliwości, umówienie konsultacji pary jest najbardziej dojrzałym i porządkującym ruchem, jaki możesz teraz wykonać.


Dzień dobry. Z tego, co Pani opisuje, słychać przede wszystkim ogromne zmęczenie i samotność w tej relacji. I myślę, że to jest bardzo ważne – nie tylko to, że się kłócicie, ale że od dłuższego czasu nie potraficie już dotrzeć do siebie, a problemy są odkładane na później. Opisuje Pani dość typowy mechanizm: Pani potrzebuje rozmowy i bliskości, więc próbuje się zbliżyć, naciska, w końcu wybucha, a partner wycofuje się i unika kontaktu. Im bardziej on ucieka, tym większa może być Pani frustracja i potrzeba rozmowy. I koło się zamyka. To nie oznacza, że winna jest jedna osoba – ale taki sposób funkcjonowania rzeczywiście może bardzo wyniszczać oboje. Czy terapia par ma sens? Moim zdaniem warto spróbować szczególnie że Pani sama mówi, że jest gotowa podjąć pracę i nie chce od razu przekreślać pięciu wspólnych lat. Terapia nie musi też oznaczać decyzji „musimy zostać razem”. Może być przestrzenią, żeby sprawdzić, czy między Wami jest jeszcze możliwość odbudowania bliskości, nauczyć się rozmawiać inaczej i zobaczyć, czego właściwie każde z Was chce. Natomiast terapia par wymaga choćby minimalnej gotowości obojga. Nie musi być wielkiego entuzjazmu – wystarczy czasem gotowość, żeby przyjść i sprawdzić. Jeśli partner mówi „może iść”, a jednocześnie nie podejmuje żadnego działania, warto zobaczyć, czy za tym pójdzie jakakolwiek realna gotowość do pracy. Nie namawiałabym Pani ani do pozostania, ani do rozstania tylko na podstawie tego opisu. Zastanowiłabym się raczej nad pytaniem: czy oboje jesteście gotowi zrobić coś, żeby Wasza relacja wyglądała inaczej niż teraz? Bo sama Pani gotowość może niestety nie wystarczyć. I jeszcze jedno – nie musi Pani już teraz podejmować ostatecznej decyzji o przyszłości związku. Można potraktować terapię jako próbę zatrzymania tego, w czym obecnie tkwicie, i sprawdzenia, czy jest jeszcze przestrzeń na odbudowanie relacji. A jeśli okaże się, że partner nie chce w żaden sposób się angażować, również będzie to dla Pani ważną informacją. To, że jest Pani zmęczona i ma Pani poczucie, że łatwiej byłoby odejść, jest zrozumiałe. Warto jednak dać sobie możliwość sprawdzenia, czy rzeczywiście rozstanie jest jedynym rozwiązaniem, zanim podejmie Pani taką decyzję.


Tak, terapia par w Waszym przypadku może mieć sens, pod warunkiem, że oboje chcecie i jesteście gotowi pracować nad związkiem :). Terapia może pomóc Wam przerwać ten schemat i sprawdzić, czy oboje jesteście gotowi realnie pracować nad związkiem. Możecie potraktować terapię jako próbę odpowiedzi na pytanie, czy ten związek da się odbudować. Ważne tylko, żebyś pamiętała, że nie jesteś w stanie zrobić tej pracy za Was dwoje, potrzebne jest zaangażowanie z obu stron.


Dzień dobry, Nie ma tutaj czarno-białych odpowiedzi czy warto podjąć terapię czy nie warto. Najważniejsze w takiej sytuacji jest chęć obojga partnerów do zaangażowania się w proces. Każdy ocenia to własną miarą i tym jakie ma zasoby i chęci. Pozdrawiam


Dzień dobry, z Pani opisu wynika, że znaleźliście się Państwo w utrwalonym błędnym kole: Pani, potrzebując bliskości i rozmowy, reaguje coraz większą frustracją i złością, partner natomiast wycofuje się i unika kontaktu. To z kolei nasila Pani poczucie osamotnienia i kolejne konflikty. W takiej sytuacji terapia par może mieć sens, ale pod warunkiem choć minimalnej gotowości obojga do przyjrzenia się relacji. Warto zaproponować partnerowi kilka spotkań z terapeutą par i potraktować je jako przestrzeń do spokojnego przyjrzenia się temu, co dzieje się w Państwa relacji i czy jest w niej gotowość do zmiany po obu stronach. Jeśli partner nie zdecyduje się na wspólną terapię, wartościowa może być również konsultacja indywidualna, która pomoże Pani lepiej rozpoznać własne potrzeby i granice.


Terapia pary jak najbardziej będzie w Państwa sytuacji pomocna. Terapeuta pomoże określić Wasze oczekiwania i potrzeby w relacji oraz nauczyć sposobu komunikacji. Powodzenia!


Dzień dobry! Terapia par może mieć sens, jeśli chce Pani sprawdzić, czy ten związek można odbudować - zanim podejmie Pani decyzję o rozstaniu. Nie muszą Państwo rozpoczynać terapii z założeniem, że za wszelką cenę mają Państwo pozostać razem. Można potraktować ją jako okazję do spokojnego i szczerego sprawdzenia, czy obie strony chcą jeszcze pracować nad relacją i co musiałoby się zmienić, aby czuć się w niej lepiej. Natomiast nawet wtedy terapia ma sens tylko wtedy, gdy partner rzeczywiście zgodzi się w niej uczestniczyć. Niestety nie może Pani wykonać tej pracy za Was dwoje, jeśli partner konsekwentnie nie będzie chciał rozmawiać, angażować się ani podejmować prób zmiany. Pozdrawiam serdecznie, Ewa Kaczorowska


Dzień dobry. Terapia par pozwoli odpowiedzieć na te pytania, czy zostać w związku, czy odejść. Będą Państwo mogli skonfrontować swoje oczekiwania, porozmawiać na najtrudniejsze tematy w bezpiecznych warunkach.

mgr Justyna Kisiel

mgr Justyna Kisiel

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

Odpowiadając krótko i wprost: terapia par w Waszym przypadku ma głęboki sens, ale nie jako gwarancja uratowania związku, lecz jako jedyny sposób na to, abyście zyskali jasność, czy powinniście być razem, czy też czas się rozstać. W psychologii często uznaje się, że dobra terapia par służy dwóm celom: naprawie relacji albo pomocy w podjęciu świadomej, dojrzałej decyzji o rozstaniu bez wzajemnego niszczenia się. Opisuje Pani klasyczną i niezwykle wyniszczającą dynamikę „goniący – uciekający”. Pani potrzebuje bliskości i szczerości, więc naciska (czasem wybuchając i krzycząc z bezsilności), a partner czuje się osaczony, więc ucieka, unika rozmów i „zamiata problemy pod dywan”. Taki układ bez pomocy z zewnątrz rzadko kiedy udaje się przełamać, ponieważ każde z Waszych zachowań napędza bolesną reakcję drugiej strony. Zapraszam Państwa do siebie, lub w pierwszej kolejności Panią samą aby zrewidować oczekiwania.


Dzień dobry, zdaje się że faktycznie macie państwo duże trudności w relacji. Pisze Pani, że nie wie czy terapia par ma sens- czy nie lepiej się rozstać, czy bycie razem nie jest zbyt trudne? Na podstawie tylko tego co Pani napisała trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ale czasem terapia par polega właśnie na odpowiedzi na zadane przez Panią pytanie- "czy warto dalej być razem?". Zachęcam do konsultacji par, dobry terapeuta zapewne pomoże poszerzyć perspektywę, aby podjąć bardziej świadomą decyzję.


Dzień dobry! Jeżeli oboje macie taką wolę i przestrzeń na to, warto wybrać się na serię spotkań z psychologiem lub psychoterapeutą jako para. Tematem tych spotkań może być próba rozwiązania konfliktu, ale można też zacząć od zastanowienia się, czy chcecie być razem, czy nie. Na pewno warto podjąć taką próbę, jeśli któreś z Was chciałoby w tym związku pozostać. Łatwiej będzie podjąć decyzję, niezależnie od tego, w którą stronę.

mgr Justyna Jannasz

mgr Justyna Jannasz

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

To, co Pani opisuje, wygląda na utrwalony schemat: Pani potrzebuje bliskości i rozmowy, narastające napięcie prowadzi do wybuchu, a partner w odpowiedzi jeszcze bardziej się wycofuje i unika kontaktu. W efekcie oboje zostajecie coraz dalej od siebie, a problemy przez długi czas pozostają nierozwiązane. W takiej sytuacji terapia par może być dobrym rozwiązaniem. Nie służy ona wyłącznie „ratowaniu związku”. Czasem pomaga również spokojnie zobaczyć, czy oboje nadal chcecie być razem i czy jesteście gotowi coś zmienić. Może stworzyć przestrzeń do rozmowy o rzeczach, o których w domu nie potraficie już rozmawiać bez kłótni lub wycofania. Ważne jednak, aby partner nie przyszedł na terapię wyłącznie po to, żeby mieć temat „z głowy”. Nie musi być jej entuzjastą, ale powinien być gotowy rozmawiać, przyglądać się swojemu zachowaniu i próbować wprowadzać zmiany. Pani sama nie jest w stanie naprawić relacji za dwie osoby. Nie trzeba też już teraz decydować: terapia albo rozstanie. Możecie potraktować kilka spotkań jako próbę odpowiedzi na pytanie, czy w tej relacji jest jeszcze przestrzeń do odbudowania bliskości, zaufania i wzajemnego zaangażowania. Najważniejsze jest jednak również to, że Pani zmęczenie, samotność i potrzeba bliskości są ważne. Warto nie tylko pytać „czy da się uratować ten związek?”, ale też „czy oboje rzeczywiście chcemy nad nim pracować?”. Od odpowiedzi na to pytanie bardzo wiele zależy.


Z tego, co Pani opisuje, terapia par może mieć sens — nie dlatego, że ma koniecznie „uratować” związek, ale żeby pomóc Państwu lepiej zrozumieć obecną dynamikę, nazwać potrzeby i sprawdzić, czy oboje chcecie i jesteście gotowi coś w niej zmienić. Opisuje Pani dość utrwalony schemat: Pani szuka kontaktu i rozmowy, on się wycofuje, co zwiększa Pani frustrację i prowadzi do wybuchów, a jego wycofanie się pogłębia. Do tego przez dłuższy czas problemy były odkładane na później. Taki wzorzec trudno zmienić samodzielnie. Warto jednak pamiętać, że terapia par wymaga choćby minimalnej gotowości obu osób. Nie da się przepracować związku za partnera. Można natomiast zaproponować jedno lub kilka spotkań konsultacyjnych i potraktować je jako przestrzeń do sprawdzenia, czy oboje chcecie podjąć próbę pracy nad relacją. Nie musicie też na tym etapie podejmować ostatecznej decyzji: „terapia albo rozstanie”. Terapia może również pomóc Państwu spokojnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten związek jest jeszcze relacją, którą oboje chcecie budować.


Myślę, że jak najbardziej terapia par byłaby tu pomocna, jeżeli oboje z Państwa wykazaliby taką chęć. Może ona popłynąć oczywiście w obu kierunkach - albo zdecydują się Państwo pracować nad pewnymi rzeczami popróbować albo uznacie, że rozstanie ma większy sens - wtedy też terapia może pomóc się do tego przygotować, "przetrawić", przeprowadzić Was przez ten proces. Można też oczywiście pomyśleć o terapii indywidualnej, by zaadresować ten kryzys.


Dzień dobry. Z Pani opisu wynika, że w relacji od dłuższego czasu powtarza się określony schemat, Pani potrzebuje rozmowy, bliskości i wyjaśnienia problemów, natomiast partner wycofuje się i unika kontaktu. To z kolei może zwiększać Pani napięcie i prowadzić do wybuchów, po których partner jeszcze bardziej się oddala. Warto przyjrzeć się temu, jak ten schemat powstał i co sprawia, że od dłuższego czasu pozostają Państwo w tym sposobie funkcjonowania. Jednocześnie przedstawia Pani swoją perspektywę, dlatego trudno na tej podstawie odpowiedzieć w czym "tkwi problem". Interesującym jest również jak tę sytuację widzi partner i co dzieje się po jego stronie. Pomocna może być konsultacja indywidualna, podczas której można spokojnie przyjrzeć się własnym potrzebom, oczekiwaniom i temu, jak Pani reaguje na zachowanie męża. Jeśli oboje są Państwo gotowi spróbować pracy nad związkiem, warto rozważyć konsultację lub terapię par. Nie chodzi w niej o ustalenie, kto jest winny ani o przesądzenie, czy powinni Państwo zostać razem. Można natomiast przyjrzeć się komunikacji, bliskości, sposobowi reagowania na konflikt i temu, co dzieje się między Państwem. Taka rozmowa może też pomóc sprawdzić, czy oboje widzą możliwość i chęć wprowadzenia zmian, a następnie wspólnie zastanowić się nad dalszym kierunkiem relacji.


Dzień dobry, z opisu wynika, że znaleźli się Państwo w bardzo utrwalonej dynamice: im bardziej Pani próbuje uzyskać bliskość, rozmowę i reakcję partnera, tym bardziej on się wycofuje, a jego wycofanie z kolei zwiększa Pani frustrację i napięcie. Taki schemat z czasem potrafi być bardzo wyczerpujący dla obojga. Terapia par może mieć w takiej sytuacji sens. Nie musi ona oznaczać założenia, że związek za wszelką cenę trzeba utrzymać. Czasem jej celem jest odbudowanie bliskości i komunikacji, a czasem lepsze zrozumienie tego, co dzieje się między partnerami i podjęcie bardziej świadomej decyzji dotyczącej dalszej relacji. To, że są Państwo w związku nieformalnym, nie ma tutaj większego znaczenia. Ważniejsze jest to, czy oboje są Państwo gotowi pojawić się na spotkaniach i przynajmniej spróbować przyjrzeć się temu, co dzieje się między Wami. Partner nie musi przychodzić z ogromnym entuzjazmem -czasem wystarczająca jest początkowo gotowość, aby uczestniczyć i sprawdzić, czy taka forma pracy ma dla niego sens. Warto też pamiętać, że po kilku pierwszych konsultacjach terapeuta par zazwyczaj pomaga określić, czego każda z osób oczekuje od terapii i czy oboje chcą pracować nad związkiem. Jeżeli okaże się, że cele partnerów są zupełnie różne, również może to być ważna informacja. Z tego, co Pani opisuje, nie chodzi więc tylko o pojedyncze kłótnie, ale o długotrwałe poczucie samotności, brak bliskości i trudność w prowadzeniu rozmów, które kończą się wybuchem jednej strony i wycofaniem drugiej. To są tematy, z którymi jak najbardziej można zgłosić się na konsultację par. Pozdrawiam serdecznie Beata Anna Cichy psycholog, psychoterapeutka


Widzę jak wyczerpująca i osamotniająca musi być dla Ciebie ta sytuacja. To zupełnie naturalne, że czujesz zmęczenie. Tkwienie w zawieszeniu, gdzie z jednej strony chcesz walczyć, a z drugiej zderzasz się z chłodem i unikami, jest niezwykle obciążające. Odpowiadajac, czy taka terapia miałaby sens - TAK,ale nie po to, by na siłę ratować relację, lecz by zyskać jasność i podjąć świadomą decyzję, w jedną lub w drugą stronę, ustalić dalsze kroki. Skoro w domu każde z was wpada w stałe role, obecność neutralnego psychoterapeuty tworzy warunki, w których partner może wreszcie usłyszeć Twoje potrzeby bez poczucia, że jest atakowany, a Ty możesz dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się za jego milczeniem, co za nim stoi. Prawdziwa praca nad związkiem wymaga gotowości obydwu stron. Jeśli partner pójdzie na terapię chłodno i bez przekonania, pierwsze spotkania szybko pokażą, czy jest w nim jakakolwiek wola zmiany. Podobnie z tobą - czy po spotkaniach widzisz nadzieję na zmianę, czy ta wizja straciła już ważność. Nawet jeśli terapia miałaby doprowadzić do wniosku, że rozstanie jest nieuniknione, to pozwoli wam rozstać się bez poczucia, że nie zrobiliście wszystkiego, co się dało.


Dzień dobry. W opisanej sytuacji terapia par zdecydowanie może mieć sens. Nie musi jednak oznaczać decyzji „musimy uratować związek”. Może być przestrzenią, w której przyjrzycie się temu, co dzieje się między Wami, dlaczego powtarza się schemat: Pani szuka kontaktu i reaguje coraz silniej, a partner wycofuje się i unika rozmowy. Terapia może pomóc sprawdzić, czy za tym kryzysem nadal jest gotowość obojga do budowania relacji i czy możecie stworzyć ją na innych zasadach. Czasem efektem terapii jest odbudowanie bliskości, a czasem podjęcie bardziej świadomej decyzji o rozstaniu. Ważne, żeby nie musiała Pani podejmować tej decyzji wyłącznie z poziomu zmęczenia i bezradności.


Przy tych trudnościach o których Pani wspomina, warto sięgać po takie rozwiązanie. Kiedy utknęliście w miejscu i nie potraficie rozwiązać konfliktów, odddalacie się od siebie, pojawia się trudność w komunikacji, a rozmowy kończą się złością lub milczeniem, jak najbardziej warto spróbować przyjrzeć się schematom, zrozumieć siebie i spróbować odbudować relacje. Terapia jednak nie musi oznaczać decyzji o pozostaniu razem, może pomóc zobaczyć czy są wspólne wartości i czy jest jeszcze przestrzeń na wzajemne zaangażowanie. A jeżeli jest, to wsparcie takie, może pomóc pogłębić relację i odbudować bliskość.


Dzień dobry. Z tego, co Pani opisuje, rzeczywiście jesteście w sytuacji, w której trudno jest już samodzielnie znaleźć drogę do siebie. Jest dużo napięcia, wzajemnych pretensji, wycofania i tematów, które przez długi czas były odkładane. Nic dziwnego, że czuje się Pani zmęczona i samotna w tym związku. Terapia par może mieć w takiej sytuacji sens. Nie dlatego, że ma za wszelką cenę uratować związek, ale dlatego, że może pomóc Państwu zobaczyć, co właściwie dzieje się między Wami i czy jest jeszcze gotowość, żeby coś razem zmienić. Czasem dopiero w bezpiecznej przestrzeni obie osoby są w stanie usłyszeć, czego naprawdę potrzebuje druga strona. Zwróciłabym jednak uwagę na jedną rzecz – terapia par wymaga przynajmniej pewnej gotowości obojga. Nie musi być ona od początku entuzjastyczna. Partner może mieć wątpliwości, może nie wierzyć w terapię, może bać się tego, co pojawi się w rozmowie. Ważne jest jednak, żeby był gotowy choćby sprawdzić, czy może to Państwu pomóc. Pani sama nie będzie w stanie wykonać pracy za dwoje. Opisuje Pani również bardzo charakterystyczny sposób reagowania: kiedy Pani próbuje się zbliżyć, porozmawiać i coś wyjaśnić, partner się wycofuje, a jego wycofanie powoduje u Pani jeszcze większą złość i potrzebę kontaktu. Wtedy on prawdopodobnie wycofuje się jeszcze bardziej. W takiej dynamice oboje możecie robić rzeczy, które zamiast przybliżać, jeszcze bardziej Was od siebie oddalają. Dlatego zanim podejmie Pani decyzję o rozstaniu, można spróbować jednego konkretnego kroku: zaproponować partnerowi kilka spotkań terapii par, nie jako deklarację „musimy uratować związek”, ale jako próbę uczciwego przyjrzenia się temu, co się z Wami dzieje. Po tych spotkaniach będziecie mogli zobaczyć, czy jest między Wami przestrzeń i chęć do dalszej pracy. A jeśli partner nie będzie chciał w tym uczestniczyć, warto również zadbać o siebie i skorzystać z indywidualnej konsultacji. Nie po to, żeby ktoś zdecydował za Panią, czy ma się Pani rozstać, ale żeby mogła Pani spokojnie przyjrzeć się temu, czego potrzebuje Pani od związku i gdzie przebiegają Pani granice. Nie musi Pani dzisiaj podejmować ostatecznej decyzji. Może Pani jednocześnie kochać tę osobę, być zmęczona tym, jak dziś wygląda Wasza relacja, i chcieć jeszcze sprawdzić, czy możecie stworzyć coś innego. Jeśli chciałaby Pani uporządkować to wszystko i przyjrzeć się swojej sytuacji, zapraszam na konsultację. Z pozdrowieniami, Kornelia Cichoń Psycholożka


Dzień dobry. Terapia par może mieć sens właśnie w takim momencie – nie trzeba przychodzić na nią z pewnością, że chce się za wszelką cenę pozostać razem. Czasem jej pierwszym celem jest sprawdzenie, co właściwie dzieje się w relacji i czy obie osoby widzą jeszcze przestrzeń oraz gotowość do pracy nad nią. Opisuje Pani powtarzający się między Państwem schemat: im bardziej Pani szuka kontaktu, rozmowy i bliskości, tym bardziej partner się wycofuje, co z kolei nasila Pani złość i frustrację. Z taką dynamiką można pracować, ale wymaga to zaangażowania obojga. Jeśli partner nie będzie chciał uczestniczyć w terapii par albo okaże się, że nie jest gotowy się w nią zaangażować, warto rozważyć również terapię indywidualną. Nie po to, żeby samodzielnie „naprawiać” związek, ale żeby przyjrzeć się własnym potrzebom, granicom i temu, czego Pani potrzebuje od relacji, a następnie podjąć bardziej świadomą decyzję, czy i na jakich warunkach chce Pani w niej pozostać. Terapia nie musi więc oznaczać ratowania związku za wszelką cenę. Może również pomóc odpowiedzieć na pytanie, czy jest jeszcze przestrzeń do jego odbudowania, czy zdrowszym rozwiązaniem będzie rozstanie.

mgr Agata Gwóźdź

mgr Agata Gwóźdź

psychoterapeuta

Mierzęcice

Umów wizytę

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.