Dzień dobry! Pół roku temu na portalu randkowym poznałem kobietę i między nami od razu pojawiła się
Dzień dobry! Pół roku temu na portalu randkowym poznałem kobietę i między nami od razu pojawiła się silna chemia. Istniały wprawdzie dwa problemy: odległość (160 km) oraz różnica wieku (ona 52 lata, ja 66), ale tego akurat nie widać, bo ja naprawdę wyglądam na mężczyznę młodszego o 20 lat. Tak samo było zresztą w seksie: ku jej wielkiemu zdumieniu (ona ma duży temperament) nasze łóżkowe potrzeby okazały się zbieżne. Przez ponad dwa miesiące nasza relacja opierała się prawie wyłącznie na seksie, który wg mojej partnerki był perfekcyjny. Jak bardzo była zadowolona widziałem to zresztą po jej reakcjach fizjologicznych. Czuła się całkowicie spełniona i szczęśliwa - wielokrotnie mi to okazywała. Przyjeżdżałem do niej wieczorami dwa/trzy razy w tygodniu i rano wracałem do domu. Jednakże ja zacząłem się coraz bardziej emocjonalnie angażować. Mówiłem jej więc, że nie chcę być tylko kochankiem (czułem się jak bohater filmu „Nocny kowboj”), lecz zależy mi na trwałym związku, że chcę zostać jej życiowym partnerem, wprawdzie z uwagi na moje obowiązki zawodowe nadal na odległość. To powodowało jej niechęć i „chłodzenie” naszej relacji, a nawet groźby zerwania. Powtarzała, ze ona nie jest jeszcze na to gotowa, bo przede wszystkim miała traumatyczne doświadczenia z byłym mężem i nie potrafiłaby obdarzyć mnie zaufaniem, a ponadto nie może (poza nocami) poświęcić mi czasu, bo oprócz pracy podjęła wyższe studia oraz pomaga córce w wychowaniu wnuków. To wszystko była prawda i ja doskonale rozumiałem, że na razie tak musi być. Pewnego razu powiedziała mi, że konsultowała całą sytuację ze swoimi córkami i one oceniają to bardzo negatywnie. Z tego co się dowiedziałem, wynikało, że córki robią wszystko, aby zniechęcić matkę do kontynuowania naszej relacji. Miedzy nami rosło napięcie. Jednakże pod koniec listopada sytuacja zmieniła się radykalnie na lepsze - powiedziała mi, że to za radą jej zaufanej przyjaciółki. I tak, nie były to już tylko noce: poznałem jej przyjaciół i niektóre osoby z jej rodziny; chodziliśmy do kina i na zakupy. Było naprawdę cudownie. Zaczęliśmy wreszcie rozmawiać o naszej dalszej przyszłości. W jej zachowaniu widziałem coraz większe emocjonalne zaangażowanie. Słyszałem już zresztą wcześniej, jak mówiła do koleżanki, że na nowo układa sobie życie. Niestety cudowny był tylko tydzień. Kiedy bowiem poprosiłem ją o zaproszenie mnie na Wigilię (ja sam jak palec – moja córka daleko za granicą, brak innych bliskich) jej reakcja była bardzo nieprzyjemna, wręcz agresywna. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zacząłem jednak naciskać i przypomniałem jej, że jeszcze w październiku obiecała mi wspólne Święta. W rezultacie – po ostrej kłótni - oświadczyła mi, że między nami to koniec, ponieważ ona chciała tylko luźnej relacji a nie poważnego związku. Od połowy grudnia właściwie się nie widujemy. Mój przyjazd do niej przed Świętami skończył się awanturą i jej fizyczną napaścią na mnie. Ale w Święta byłem u niej w pracy i dałem jej prezent; była bardzo zadowolona, serdeczna i okazywała mi mnóstwo czułości – całowaliśmy się, przytulaliśmy. Wydawało mi się, że jesteśmy pogodzeni. Niestety po Świętach zadzwoniła i powiedziała mi o definitywnym zerwaniu. Od tamtej pory wszystko jest dla mnie niejasne. Ona, kiedy ma dobry humor, daje mi do zrozumienia (przez telefon), że jak tylko ochłonie, to „będzie dobrze”. Ale kiedy się pokłócimy, to znowu zrywa i jest przy tym strasznie agresywna, ordynarna – jak zaproponowałem spotkanie. Ja bardzo to przeżywam, bo ją kocham i myślałem o naszej przyszłości. Nie wiem, co jest powodem całej tej sytuacji. Ona mówi, że „ już nie chce żadnego faceta i chce być sama”. Ale ja czuję, że nie o to chodzi, chociażby dlatego że ona uwielbia seks. Ona jeszcze teraz podkreśla, ze seks ze mną jest doskonały (mam wrażenie, że stosuje manipulację i karze mnie jego brakiem). Czy zatem chodzi o: - jej lęk przed bliskością, na której bardzo mi zależy - zmiany hormonalne wywołane menopauzą albo o chorobę, o której mi nie mówi - jednoznacznie negatywną postawę jej córek. Jedyny zarzut, jaki mi stawia, jest taki, że ja „za bardzo naciskałem na stworzenie związku i ona poczuła się przytłoczona”. Nie wiem, co mam teraz robić. Bardzo mi na niej zależy, ale chciałbym też zadbać o swój psychiczny dobrostan. Czy zatem mam liczyć na to, że ona ochłonie i jak mówiła „będzie dobrze”, czy lepiej nie czekać - jak najszybciej definitywnie się wycofać i spróbować szczęścia gdzie indziej. Chciałbym wreszcie podjąć ostateczną decyzję, ponieważ przeżywam silny stres i nie mogę normalnie funkcjonować. Dlatego proszę o radę.
18 odpowiedzi
Wszystkie rzeczy, o których Pan wspomina mogą być prawdopodobne, ale to nie nam (specjalistom) oceniać, która z tych opcji jest bliższa prawdy. Jako psycholog to co mogę Panu "zalecić" to spotkanie się z kimś, kto Pana wysłucha, spojrzy na całą sytuację jako jedność. Takie spotkanie np. z psychologiem mogłoby bardzo pomóc Panu w podjęciu decyzji - Pan jest specjalistą od swojego życia i doskonale wie co należy zrobić w tej sytuacji. Natomiast wsparcie osoby trzeciej i niezależnej w Waszej relacji mogłoby mieć ogromne znaczenie pomóc skupić się także na innych aspektach tego z czym się Pan mierzy, może dzięki temu osiągnie Pan spokój a podjęcie decyzji, które na ten moment wydają się bardzo trudne (niezależnie od tego, czy chce Pan o to walczyć czy odpuścić) będzie bardziej odpowiedzialne i przemyślanie.
To, co Pan opisuje, wygląda przede wszystkim na różnicę w oczekiwaniach i gotowości do bliskości. Ona wielokrotnie mówiła, że nie chce związku i czuje się przytłoczona naciskiem – a jednocześnie wraca wtedy, gdy relacja jest luźna i bez zobowiązań. Do tego pojawia się agresja i fizyczna napaść, co jest poważnym sygnałem ostrzegawczym i nie powinno być bagatelizowane. Jej zmienność („będzie dobrze” vs. „to koniec”) podtrzymuje Pana nadzieję, ale też wzmacnia stres i uzależnia emocjonalnie od niepewności. Jeśli zależy Panu na stabilnym, czułym partnerstwie, to obecnie ta relacja Panu tego nie daje. Dla własnego dobrostanu rozsądniejsze wydaje się być może wycofanie i danie sobie szansy na związek z kimś, kto chce tego samego co Pan – bez walki i bez lęku.
Z tego co Pan opisuje, nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ nie znana jest przeszłość partnerki i nie wiadomo do końca co jest przyczyną zachowań, które powyżej zostały przedstawione. Sprawa ta może wymagać czasu. Wiele zależy od tego, co chce druga strona. Proszę pamiętać, że Pana zaangażowanie nie musi oznaczać zaangażowania partnerki. Zawsze trzeba wysłuchać relacji drugiej strony. Jeśli Panu bardzo zależy na związku z osobą o której Pan pisze, to może pomogłoby wspólne udanie się do psychologa i skorzystanie z poradnictwa psychologicznego, czy też konsultacji. Osoby korzystające z pomocy specjalisty, często po jednej wizycie mówią, że wiele im się rozjaśniło. Pozdrawiam serdecznie i życzę, żeby wszystko się poukładało. Ma Pan wiele do przemyślenia.
Z psychologicznego punktu widzenia kluczowe nie jest to, dlaczego ona tak się zachowuje, lecz czy ta relacja jest dla Pana bezpieczna i stabilna emocjonalnie? Opisuje Pan dynamikę typu „przyciąganie–odpychanie”: okresy intensywnej bliskości przeplatają się z gwałtownym dystansem, agresją i zrywaniem. Taki wzorzec często występuje u osób z wysokim lękiem przed bliskością lub z nierozwiązanymi traumami relacyjnymi. Może on prowadzić do silnego uzależnienia emocjonalnego drugiej strony, ponieważ naprzemienne wzmacnianie (raz czułość, raz odrzucenie) bardzo silnie aktywizuje układ nagrody i stresu. Nie ma podstaw, by zakładać, że decydują tu hormony czy menopauza. To wyjaśnienie biologiczne upraszcza problem. Również wpływ córek może mieć znaczenie, ale ostateczne decyzje podejmuje dorosła osoba ;). Najważniejsze są trzy fakty: ona deklaruje, że nie chce związku, reaguje agresją, gdy temat wraca, pana dobrostan wyraźnie się pogarsza. Miłość nie powinna wiązać się z chronicznym napięciem, niepewnością i lękiem przed kolejnym zerwaniem. Jeżeli ktoś mówi wprost „nie chcę związku” i jednocześnie utrzymuje kontakt głównie na warunkach emocjonalnej zmienności, warto potraktować to poważnie. Z perspektywy zdrowia psychicznego bardziej chroniącą strategią jest wycofanie się i przerwanie tej huśtawki, zamiast czekania, aż „ochłonie”. Czekanie utrzymuje Pana w stanie zawieszenia i podtrzymuje nadzieję, która niestety nie ma stabilnych podstaw. Proponuję Panu zadać sobie jedno pytanie: Czy gdyby ta relacja już zawsze miała wyglądać dokładnie tak jak teraz, czy chciałby Pan w niej pozostać?. Decyzja powinna opierać się nie na potencjale, lecz na realnym wzorcu zachowań. Priorytetem dla Pana powinna być równowaga emocjonalna i poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli chciałby Pan bardziej zgłębić ten temat, to zapraszam do kontaktu :) Pozdrawiam Małgorzata Maria Nowak, psycholog.
Dzień dobry Panu. Nie chce ostatecznie przesadzać, ale z opisanych sytuacji wynika że zaangażował się Pan w toksyczny związek. Wielka namiętność przeplatana atakami agresji i wulgarności silnie na to wskazuje. Takie zachowania sugerują, że partnerka może być niestabilna emocjonalnie, obdarzając Pana swoją atencji i uwagą, by za chwilę zrywać zwiazek. Seks w takim związku pełni głównie funkcję redukcji napięcia. Dodam, że zwiększanie bliskości dla takiej osoby zwiększa również jej napięcie i prowadzi do eskalacji/kłótni (z reguły takie kłótnie nie mają żadnych realnych podstaw). Z koleji dystans i nie tak częste kontakty wywołują tęsknotę i chęć zbliżenia. Zupełnie inna sprawa jest fakt, że Pana partnerka jasno dała do zrozumienia czego od Pana i waszej relacji oczekuje. Oczywiście związki ewoluują i ma Pan prawo do negocjowania waszej relacji. Widzi Pan jedną dość jasno, że sytuacja się pogorszyła, więc można zakładać że przekracza to możliwości partnerki?! Warto też się zastanowić, dlaczego Pana taka partnerka/relacja pociąga?! Proszę moje uwagi potraktować jako hipotetyczne rozważania oraz inspiracje do głębszej refleksji. Zrozumienie i analiza tego co się między państwem dzieje wymaga raczej dłuższych konsultacji niż prostych odpowiedzi. Życzę Panu powodzenia i zrozumienia zarówno siebie jak i partnerki.
Decyzja jest zapewne dla Pana bardzo trudna. Czuje się Pan emocjonalnie zaangażowany w relacje z kobietą, od której otrzymuje Pan sprzeczne dla siebie sygnały. Z tego co Pan pisze, wyróżnia się Pan kondycją fizyczną i dobrostanem zdrowia psychicznego. Czy oczekuje Pan stabilnej relacji? Czy kobieta, w relację z którą się Pan zaangażował, jest w stanie sprostać Pańskim oczekiwaniom? Jeżeli czuje Pan potrzebę przepracowania sytuacji, popracowania nad poczuciem wartości , asertywnością, poczuciem harmonii ze sobą to zapraszam do kontaktu online
„Za bardzo naciskałem i ona poczuła się przytłoczona” – to zdanie brzmi niewinnie, ale w praktyce jest kluczowe. Ta relacja raz daje Panu poczucie bliskości, a za chwilę całkowicie je odbiera. I Pan próbuje ją ustabilizować rozmową o przyszłości. A ona w tym momencie się wycofuje. To raczej nie jest jednorazowa reakcja. Bardziej wygląda na układ lękowo-unikowy, czyli taki, w którym jedna osoba chce coraz więcej bliskości, a druga zaczyna się wtedy oddalać (Bowlby, 1969; Ainsworth et al., 1978). Pan robi krok do przodu: chce więcej, chce jasności, chce związku Ona robi krok do tyłu: potrzebuje przestrzeni, unika decyzji, mówi, że to za dużo. I to się powtarza. Być może dla niej łatwiejsza jest relacja bez zobowiązań. Taka, w której jest bliskość fizyczna, ale bez planów na przyszłość. Być może kiedy pojawił się temat świąt i wspólnego bycia „na serio”, włączył się u niej lęk. U części osób bliskość jednocześnie przyciąga i uruchamia potrzebę ucieczki. Część kobiet nie chce związku. Być może jej wcześniejsze doświadczenia nadal działają w tle. Czyli: kiedy robi się poważnie, pojawiają się napięcie, lęk i potrzeba wycofania. Być może wpływ córek jest poważny, a może to wygodna wymówka? Nie da się tego rozstrzygnąć z zewnątrz. NIe da się tego wymyślić. Ale widać jeden powtarzalny schemat. Kiedy Pan chce więcej • ona się oddala Kiedy Pan odpuszcza • ona wraca To jest wzorzec. I teraz najważniejsze. To nie jest pytanie, czy ona się zmieni. To jest pytanie, czy Pan chce w tym być. Bo w takim układzie relacja działa tylko wtedy, kiedy Pan ogranicza swoje potrzeby. A Pan chce związku. Można jeszcze próbować, czekać, dopasowywać się. Tylko koszt już Pan zna: napięcie, stres, brak poczucia bezpieczeństwa. a zatem! Czy chce Pan relacji, w której musi Pan pilnować, żeby nie chcieć za dużo? i moja osobista uwaga, nigdy nie można ignorować tego co ktoś mowi wprost: nie jestem gotowa na związek - to znaczy że nie jestem gotowa, to trzeba brać na poważnie (a nie: ja ją przekonam, ze mną będzie inaczej; zasłużę itp) Jeśli to Pana porusza, szerzej opisuję ten mechanizm na blogu temat: przywiązanie
Bardzo porusza to, co Pan opisuje. W tej historii jest ogrom emocji-namiętność, nadzieja, poczucie wyjątkowej więzi, a równocześnie odrzucenie, nagłe zerwania i silne napięcie. Taka sinusoida potrafi naprawdę wyczerpać psychicznie, zwłaszcza gdy człowiek myśli już o wspólnej przyszłości. Z Pana relacji widać wyraźnie, że zależy Panu na czymś trwałym i stabilnym. Partnerka natomiast, przynajmniej na poziomie deklaracji i zachowań raz się do tej wizji zbliża, a raz gwałtownie od niej ucieka. To rodzi ogromną niepewność. I niezależnie od tego, czy źródłem są jej wcześniejsze doświadczenia, wpływ rodziny, choroba czy lęk przed zobowiązaniem, efekt dla Pana jest ten sam= brak stabilności. Chciałbym ttuaj też zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Taki powtarzający się schemat „zerwanie – powrót – znowu zerwanie” bardzo silnie wiąże emocjonalnie, bo przeplata stratę z ulgą i nadzieją. Taka relacja może być silnie uzależniająca, mimo że rani.Drugą rzeczą jest to, że wspomina Pan o agresji, również fizycznej, co jest bardzo niepokojącym sygnałęm. Bliskość nie powinna wiązać się z przekraczaniem granic ani z lękiem przed kolejną reakcją partnerki. Zadaje Pan pytanie, czy czekać, aż partnerka ochłonie, ale być może ważniejsze jest inne pytanie: czy w obecnym kształcie ta relacja daje Panu poczucie bezpieczeństwa i szacunku? Bo nawet jeśli chemia i seksualne dopasowanie są wyjątkowe, to bez stabilności i wzajemnej gotowości do podobnego poziomu zaangażowania trudno budować coś trwałego. Czasem warto przeanalizować, czy dana relacja nam służy. Widzę, że jest Pan w dużym napięciu i bardzo chce podjąć ostateczną decyzję, żeby odzyskać spokój. W takich momentach pomocna bywa rozmowa, w której można na spokojnie oddzielić uczucia od faktów i zobaczyć swoje realne możliwości wpływu.Jeśli uzna Pan, że potrzebuje takiego wsparcia, pracuję z osobami w kryzysach relacyjnych online oraz stacjonarnie we Wrocławiu. Czasem kilka spotkań wystarcza, by wyjść z emocjonalnego chaosu i podjąć decyzję z większą pewnością siebie i troską o własny spokój wewnętrzny
Dzień dobry, Przede wszystkim bardzo współczuję Panu tego ogromnego emocjonalnego chaosu i napięcia. Sytuacja, w której relacja waha się od zachwytów i czułości po wybuchy agresji i odrzucenie, jest dla układu nerwowego wycieńczająca. Pana silny stres i trudności w codziennym funkcjonowaniu są w pełni naturalną reakcją na tak zwaną huśtawkę emocjonalną oraz sprzeczne sygnały, które Pan otrzymuje. Analizując zachowanie Pana partnerki, można dostrzec kilka bardzo czytelnych mechanizmów psychologicznych. Na pierwszym planie widoczny jest silny lęk przed bliskością i ponownym skrzywdzeniem. Kobieta po traumatycznym małżeństwie, posiadająca dorosłe dzieci i bogate własne życie, często buduje pancerz ochronny. Relacja oparta wyłącznie na atrakcyjnym seksie daje poczucie bezpieczeństwa i kontroli – jest przyjemna, ale nie zmusza do otwarcia serca i ryzyka ponownej porażki. Gdy zaczął Pan naciskać na wyższy poziom zobowiązania, wprowadzenie do życia rodzinnego (Wigilia) oraz nazwanie relacji związkiem, w jej układzie nerwowym włączył się sygnał alarmowy. Presja i naciski, nawet wynikające z najszczerszych uczuć i Pana samotności, wywołały w niej poczucie przytłoczenia i utraty autonomii, co objawiło się gwałtowną defensywą, a nawet agresją. Nie bez znaczenia jest tu także wpływ jej otoczenia oraz jej własna chwiejność emocjonalna. Sprzeciw córek, które prawdopodobnie z nieufnością patrzą na nową relację matki, tworzy w niej dodatkowe rozdarcie i poczucie winy. Z kolei nagłe przejścia od serdeczności i czułości (jak podczas spotkania w pracy) do ordynarnych odrzucań i groźby zerwania pokazują, że ona sama nie panuje nad swoimi emocjami. Niezależnie od tego, czy wpływ mają na to zmiany hormonalne, reakcje obronne czy manipulacja, efekt dla Pana jest niszczący. Pytanie o to, co Pan powinien zrobić, sprowadza się do wyboru między oczekiwaniem na zmianę po jej stronie a ochroną własnego dobrostanu. Biorąc pod uwagę fakt, że partnerka wprost komunikuje potrzebę braku zobowiązań, reaguje agresją na próby zbliżenia i stawia wyraźny opór przed relacją partnerską, szanse na zbudowanie stabilnego, bezpiecznego związku na Pana zasadach są obecnie znikome. Oczekiwanie, aż ona „ochłonie”, najprawdopodobniej podtrzyma tylko ten wyniszczający cykl powrotów i ponownych odrzuceń. Najzdrowszym krokiem dla Pana psychiki będzie odzyskanie kontroli nad własnym życiem i podjęcie decyzji o wycofaniu się z tej relacji. Warto postawić jasną granicę – odnieść się do faktu, że szukają Państwo w życiu zupełnie innych rzeczy i że nie zgadza się Pan na traktowanie w sposób huśtawkowy oraz agresywny. Zrobienie przestrzeni i odcięcie się od tej niestabilnej więzi, choć początkowo trudne i bolesne, pozwoli Panu odzyskać spokój ducha oraz otworzy możliwość spotkania partnerki, która będzie gotowa na dojrzałość, bliskość i wspólne budowanie przyszłości. Życzę Panu dużo siły, spokoju i odwagi do postawienia własnego dobrostanu na pierwszym miejscu,
Powodów może być wiele i kilka już Pan sam wymienił. Na pewno Pani czuje , ze ma na Pana duży wpływ i jest Pan na ,,każde jej zawołanie". Zdaję sobie sprawę , ze przy silnych emocjach ciężko jest zachować dystans ale może to jest jedna z metod - żeby nie zabiegać, nie starać się tylko zniknać i poczekać na rozwój wypadków. Taka ,,przerwa: może wiele wyjaśnić.
Dzień dobry, być może mają Państwo odrębne potrzeby w kontekście związku i kierunek, w którym mieliby Państwo zmierzać po prostu nie jest zbieżny. Nie neguje to uczucia między Państwem, które jak najbardziej może istnieć, niemniej miłość to jedno, a związek to drugie. Nie bardzo rozumiem ciąg przyczynowo-skutkowy we fragmencie "Ale ja czuję, że nie o to chodzi, chociażby dlatego że ona uwielbia seks."? Może Pani X ma na myśli to, co Panu tak naprawdę od początku komunikuje, czyli, że interesuje ją relacja bez zobowiązań. Nie musi być w związku w pełni tego słowa znaczeniu, jeśli tak naprawdę po prostu chciałaby uprawiać dużo seksu. I to też jest okej. Domyślam się, że musi być dla Pana trudne i bolesne :( Widać, że jest Pan bardzo zaangażowany i Panu zależy na Pani X. Tylko pytanie, gdzie Pan w tym wszystkim jest? Pan i Pana potrzeby? Gdzie jest miejsce dla Pana? Co w zasadzie przyjemnego, poza seksem, Panu daje ta relacja? Pana potrzeby też są ważne.
Dzień dobry. Z opisu wynika, że nie największym problemem jest różnica wieku, odległość czy nawet to, jak zaczęła się Państwa relacja. Największym problemem wydaje się to, że od początku mieli Państwo odmienne oczekiwania wobec tego związku. Pan stopniowo zaczął budować więź emocjonalną i myśleć o wspólnej przyszłości. Pani natomiast wielokrotnie komunikowała, że nie jest gotowa na poważny związek, potrzebuje dużej niezależności i obawia się ponownego zaangażowania. Nawet jeśli jej zachowanie bywało niejednoznaczne, ten przekaz powtarzał się kilkakrotnie. Można oczywiście zastanawiać się, czy wpływ miały doświadczenia z poprzedniego małżeństwa, opinia córek, lęk przed bliskością czy inne czynniki. Jednak są to jedynie hipotezy. Nie ma możliwości, aby z zewnątrz jednoznacznie odpowiedzieć, co kieruje drugą osobą. Znacznie ważniejsze jest to, jak wygląda rzeczywistość, a nie to, jakie mogą być jej przyczyny. Zwróciłabym uwagę na kilka faktów. Po pierwsze, dochodziło do wielokrotnych rozstań i powrotów. Po drugie, opisuje Pan agresję słowną, a nawet fizyczną. Po trzecie, raz słyszy Pan zapewnienia, że "będzie dobrze", a innym razem jednoznaczne deklaracje o zakończeniu relacji. Taka nieprzewidywalność bardzo obciąża psychicznie i sprawia, że trudno odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Pisze Pan, że zastanawia się, czy czekać, aż partnerka "ochłonie". Rozumiem tę nadzieję, zwłaszcza gdy uczucia są silne. Jednocześnie warto zadać sobie pytanie, czy chciałby Pan budować związek, w którym tak ważne kwestie jak wspólna przyszłość czy rozstanie zależą od aktualnego nastroju drugiej osoby. Trudno stworzyć stabilną relację, jeśli jedna osoba chce być blisko, a druga raz przyciąga, a raz zdecydowanie odpycha. Mam również wrażenie, że obecnie więcej energii poświęca Pan na zrozumienie partnerki niż na przyjrzenie się własnym potrzebom. A przecież sam pisze Pan, że zależy Panu na trwałym związku, bliskości i wzajemnym zaangażowaniu. To są ważne potrzeby i nie ma nic niewłaściwego w tym, że chce Pan je realizować. Jeżeli partnerka rzeczywiście nie chce związku lub nie jest gotowa go tworzyć, nie ma sposobu, aby przekonać ją do zmiany. Związek wymaga zgody i zaangażowania obu stron. Dlatego, patrząc przede wszystkim z perspektywy Pana dobrostanu, zachęcałabym do potraktowania jej deklaracji poważnie. Nie oznacza to przekreślenia uczuć ani zaprzeczania temu, co było między Państwem wartościowe. Oznacza natomiast uznanie, że obecnie ta relacja nie daje Panu poczucia bezpieczeństwa, stabilności i wzajemności, których Pan potrzebuje. Czasami najtrudniejszą decyzją jest nie walczyć za wszelką cenę o związek, ale zaakceptować, że druga osoba nie jest gotowa stworzyć takiej relacji, jakiej oczekujemy. To bywa bardzo bolesne, ale często jest również pierwszym krokiem do odzyskania spokoju i możliwości zbudowania w przyszłości związku, w którym zaangażowanie będzie obustronne.
Dzień dobry. Z opisu wynika, że największym źródłem Pana cierpienia nie jest sama niepewność co do uczuć partnerki, ale powtarzający się cykl zbliżania i odrzucania. Z jednej strony słyszy Pan, że jest Pan dla niej ważny, że seks z Panem był satysfakcjonujący i że „będzie dobrze”, z drugiej – doświadcza Pan zerwań, agresji słownej, a nawet fizycznej. Taka nieprzewidywalność jest bardzo obciążająca emocjonalnie i może sprawiać, że trudno odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Naturalne jest, że próbuje Pan znaleźć przyczynę jej zachowania. Zastanawia się Pan nad lękiem przed bliskością, wpływem córek czy zmianami hormonalnymi. Trzeba jednak pamiętać, że są to jedynie hipotezy. Na podstawie opisu nie można stwierdzić, co rzeczywiście kieruje partnerką. Jedynym wyjaśnieniem, które pochodzi bezpośrednio od niej, jest to, że poczuła się przytłoczona tempem, w jakim relacja zaczęła zmierzać w stronę trwałego związku. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że niezależnie od przyczyn, partnerka wielokrotnie komunikowała, iż nie jest gotowa na relację, jakiej Pan oczekuje. Jeżeli raz mówi, że chce zakończyć znajomość, innym razem daje nadzieję, a następnie ponownie się wycofuje, trudno budować na tym stabilny związek. Sama nadzieja nie wystarczy, jeśli nie towarzyszą jej konsekwentne działania z obu stron. Pisze Pan, że myślał o wspólnej przyszłości, podczas gdy partnerka początkowo deklarowała chęć utrzymania luźniejszej relacji. Być może z czasem zbliżyliście się do siebie bardziej, ale wygląda na to, że Państwa potrzeby dotyczące zaangażowania nadal znacząco się różniły. To nie oznacza, że któraś ze stron miała rację lub się myliła – oznacza jedynie, że mogliście oczekiwać od tej relacji czegoś innego. Szczególnie niepokojący jest opis agresji wobec Pana. Niezależnie od emocji czy konfliktu, przemoc fizyczna nie powinna być elementem związku. Podobnie ciągłe zrywanie i wracanie do relacji może prowadzić do narastającego napięcia i utraty poczucia bezpieczeństwa. Rozumiem, że chciałby Pan wiedzieć, czy warto jeszcze czekać. Niestety nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy partnerka zmieni swoją decyzję. Bardziej pomocne wydaje się inne pytanie: czy obecna forma tej relacji pozwala Panu czuć się spokojnie, bezpiecznie i z nadzieją patrzeć w przyszłość? Z Pana opisu wynika, że od dłuższego czasu dominuje przede wszystkim stres, niepewność i oczekiwanie na kolejną zmianę jej decyzji. Jeżeli zależy Panu również na własnym dobrostanie psychicznym, warto rozważyć stopniowe wycofanie się z oczekiwania, że partnerka sama podejmie decyzję o powrocie. Nie oznacza to zamknięcia sobie drogi do kontaktu w przyszłości, ale odzyskanie wpływu na własne życie. Czekanie przez długi czas na osobę, która wysyła sprzeczne sygnały, często przedłuża cierpienie i utrudnia przeżycie straty. Jeżeli zauważa Pan, że ta sytuacja znacząco wpływa na Pana codzienne funkcjonowanie, sen czy nastrój, warto również rozważyć rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą. Taka konsultacja może pomóc nie tylko poradzić sobie z obecnym kryzysem, ale także lepiej zrozumieć własne potrzeby i oczekiwania wobec bliskiej relacji. Ma Pan prawo pragnąć związku opartego na wzajemnym zaangażowaniu, poczuciu bezpieczeństwa i przewidywalności. Jeżeli przez dłuższy czas doświadcza Pan głównie niepewności i cierpienia, warto zadać sobie pytanie nie tylko o to, czy partnerka do Pana wróci, ale również o to, czy taka relacja odpowiada Pana potrzebom i pozwala budować spokojną przyszłość.
Dzień dobry, z Pana opisu wynika, że znalazł się Pan w relacji, w której początkowo potrzeby obojga Państwa były podobne, natomiast z czasem zaczęły się wyraźnie różnić. Pan zaczął oczekiwać trwałego związku i większej bliskości, podczas gdy partnerka wielokrotnie komunikowała, że nie jest gotowa na taki rodzaj relacji, a ostatecznie powiedziała również, że chce ją zakończyć. Nie sposób na podstawie Pana opisu stwierdzić, czy przyczyną jej zachowania jest lęk przed bliskością, wcześniejsze doświadczenia, wpływ córek, sytuacja życiowa czy jakikolwiek inny czynnik. Tym bardziej nie ma podstaw, aby wiązać jej zachowanie ze zmianami hormonalnymi czy chorobą. Przyczyn może być wiele, natomiast z Pana perspektywy efekt jest obecnie za każdym razem taki sam: partnerka mówi, że nie chce związku. Zwróciłabym również uwagę na jeszcze jedną rzecz. Do tej pory wielokrotnie zapewniał ją Pan o swoich uczuciach, tłumaczył swoje intencje, prosił o szansę, próbował przekonać ją do związku i inicjował kolejne rozmowy. Skoro ten sposób działania nie przynosi oczekiwanego rezultatu, a wręcz powoduje, że partnerka czuje się coraz bardziej przytłoczona, warto zrobić coś odwrotnego: przestać przekonywać, tłumaczyć i naciskać. Można porównać to do sytuacji, w której stoimy przed zamkniętymi drzwiami i cały czas pukamy, prosząc, aby ktoś nas wpuścił. Jeżeli drzwi nadal pozostają zamknięte, coraz mocniejsze pukanie raczej nie pomoże. Czasem trzeba po prostu przestać pukać i odejść od tych drzwi. Być może druga osoba po pewnym czasie sama zauważy ciszę, zdziwi się, że pukanie ustało, i z własnej ciekawości czy potrzeby otworzy i sama zaprosi albo juz bedzie za pozno, bo tam juz nikogo nie zastanie, być może jednak nie otworzy ich wcale. Najważniejsze jest to, że Pan przestaje stać przed zamkniętymi drzwiami i uzależniać swoje samopoczucie od tego, czy ktoś zdecyduje się je otworzyć lub nawet gdy to wkoncu zrobi i łaskawie wpuści do srodka to za chwile znow wywali bez skrupulow za drzwi. To nie brzmi dobrze... Nie proponuję tego jako sposobu na wywołanie u niej tęsknoty czy sprowokowanie jej do powrotu. Chodzi przede wszystkim o zatrzymanie mechanizmu, który obecnie nie działa i kosztuje Pana coraz więcej emocjonalnie. Jeżeli ona będzie chciała ponownie zbliżyć się do Pana, powinna mieć przestrzeń, aby sama to zakomunikować i wykonać jakiś krok w Pana stronę. to dla Pana powinno być kluczowe, bo jak by Pan sie z tym czuł gdyby uległa i zgodziła się na związek wbrew sobie... z litosci czy dla seksu czy dla świetego spokoju ? czy w takim układzie czułby Pan się pewnie i bezpiecznie? Czy nie miałby Pan poczucia winy? Najważniejsza wydaje mi się bowiem informacja, którą partnerka przekazuje Panu bezpośrednio: mówi, że nie chce obecnie związku i że Pana nacisk na jego stworzenie był dla niej przytłaczający. Warto tę deklarację potraktować poważnie, nawet jeżeli w innych momentach jest wobec Pana czuła, serdeczna albo sugeruje, że być może „będzie dobrze”. Takie sprzeczne sygnały mogą być dla Pana bardzo trudne i podtrzymywać nadzieję, ale nie dają stabilnej podstawy do budowania relacji. Fakt, że partnerka nadal uważa seks z Panem za satysfakcjonujący, również nie oznacza, że chce związku. Potrzeba seksualna i potrzeba pozostawania w relacji partnerskiej to dwie różne kwestie. Nie interpretowałabym więc braku kontaktów seksualnych jako kary czy manipulacji, ponieważ nie mamy podstaw, aby przypisywać jej taką intencję. Niepokojącym elementem Pana opisu jest natomiast informacja o fizycznej agresji. Niezależnie od konfliktu, emocji czy wcześniejszych doświadczeń żadna ze stron nie powinna przekraczać granicy przemocy. Jeżeli dochodzi do agresji, szczególnie ważne jest zachowanie dystansu i zadbanie o własne bezpieczeństwo. W obecnej sytuacji zachęcałabym Pana, aby na pewien czas całkowicie wycofał się z inicjowania spotkań, kolejnych prób przekonywania partnerki oraz rozmów o wspólnej przyszłości. Jeżeli rzeczywiście będzie chciała wrócić do relacji, odpowiedzialność za jasne zakomunikowanie tego i podjęcie konkretnych działań powinna znaleźć się również po jej stronie. Nie musi Pan pozostawać w ciągłym oczekiwaniu na moment, w którym być może „ochłonie”. Z punktu widzenia Pana dobrostanu psychicznego bezpieczniej byłoby obecnie przyjąć rozstanie jako aktualny stan rzeczy i zacząć odzyskiwać własną równowagę. Jeżeli w przyszłości partnerka jednoznacznie zaproponuje powrót, będzie Pan mógł wtedy zdecydować, czy nadal tego chce i na jakich warunkach. Skoro pisze Pan, że stres jest już tak silny, że utrudnia Panu normalne funkcjonowanie, warto również rozważyć konsultację psychologiczną. Mogłaby ona pomóc Panu uporządkować emocje i odzyskać poczucie wpływu na własne życie, niezależnie od tego, jaką decyzję ostatecznie podejmie partnerka. Nie musi Pan od razu sie odcinać na 100%, to moze być bardzo trudne do wykonania i obciazajace emocjonalnie, można to zrobić stopniowo zmniejszając swoje zaangazowanie. Nie dopytywać tak częeto, ani nie zapewniać, nie drazyc tematu tak jak wczesniej, nie dzwonić juz tak często, nie rozpisywać sie w wiadomosciach, nie być na kazde zawołanie. Proszę wtedy obserwowac reakcje Partnerki. Gdy zauwazy zmiane zapene zapyta o powod. prosze przytoczyć jej metafore o drzwiach.
Dzień dobry, ostatnie zdanie w Pana wpisie powinno być informacją jak dotychczasowa relacja wpływa na Pana życie. Ciężko stwierdzić dlaczego (ex) partnerka zachowuje się w taki sposób - można jedynie zakładać wiele scenariuszy. Często zostajemy w relacjach licząc na to, że będzie lepiej, że partner się zmieni... Jednak są to przypuszczenia, które się spełnią albo i nie - tego nie wiadomo. Wspomniał Pan o tym, że nie może Pan już normalnie funkcjonować, więc warto sobie zadać pytanie czy ma Pan w ogóle zasoby do tego, żeby dalej czekać i liczyć na zmianę w zachowaniu partnerki?
Dzień dobry, z Pana opisu wynika, że ta relacja stała się dla Pana bardzo ważna, a jednocześnie obecna niepewność i zmienność zachowania partnerki powodują u Pana silne napięcie i utrudniają codzienne funkcjonowanie. Nie sposób na podstawie opisu rozstrzygnąć, czy zachowanie partnerki wynika z lęku przed bliskością, wcześniejszych doświadczeń, wpływu rodziny czy innych czynników. Nie zakładałabym również, że przyczyną są menopauza czy problemy zdrowotne. Istotniejszy wydaje się fakt, że Państwa oczekiwania wobec tej relacji mogą być obecnie różne. Pan wyraźnie potrzebuje bliskości, stabilności i określenia przyszłości związku, natomiast partnerka komunikuje, że nie chce obecnie takiego zobowiązania. Warto potraktować te słowa poważnie, nawet jeśli w innych momentach wysyła Panu sygnały, które budzą nadzieję. Niepokojącym elementem jest również opisana przez Pana agresja fizyczna. Niezależnie od emocji czy konfliktu przekroczenie granicy fizycznej nie powinno być bagatelizowane. Myślę, że w tej chwili szczególnie ważne byłoby przyjrzenie się nie tylko temu, dlaczego partnerka zachowuje się w określony sposób, ale przede wszystkim temu, co dzieje się z Panem w tej relacji: dlaczego tak trudno Panu wycofać się z sytuacji, która przynosi obecnie dużo cierpienia, gdzie przebiegają Pana granice oraz czego potrzebuje Pan, aby odzyskać poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Mam doświadczenie w pracy z osobami znajdującymi się w trudnych, niejednoznacznych relacjach i kryzysach partnerskich. Bardzo chętnie pomogę Panu uporządkować tę sytuację i spojrzeć na nią z większego dystansu, tak aby mógł Pan podjąć decyzję zgodną z własnymi potrzebami i zadbać o swój dobrostan. Służę pomocą. Pozdrawiam serdecznie dr n. o zdr. Aneta Kasiborska
Dzień dobry, Z Pana opisu wynika, że znaleźli się Państwo w sytuacji, w której oczekiwania wobec relacji znacząco się różnią. Dla Pana znajomość stała się początkiem głębszego zaangażowania emocjonalnego i nadziei na wspólną przyszłość, natomiast partnerka, przynajmniej na poziomie deklaracji, nie jest gotowa na taki rodzaj związku. Warto zauważyć, że silna chemia, udane życie seksualne czy nawet okazywanie czułości nie muszą oznaczać gotowości do budowania trwałej relacji. Bliskość fizyczna i zaangażowanie emocjonalne nie zawsze rozwijają się w tym samym tempie. Rozumiem, że próbuje Pan znaleźć przyczynę zachowania partnerki. Jednak przypisywanie jej lęku przed bliskością, wpływu menopauzy czy manipulacyjnych intencji bez dokładniejszego poznania sytuacji byłoby jedynie przypuszczeniem. Istotniejsze wydaje się to, co partnerka komunikuje wprost, oraz to, jak jej zachowanie wpływa na Pana samopoczucie. Zwróciłabym również uwagę na powtarzający się schemat zbliżania i oddalania, który może podtrzymywać nadzieję, a jednocześnie nasilać napięcie emocjonalne. Niepokojący jest także opis agresji fizycznej, która niezależnie od okoliczności nie powinna być akceptowana w relacji. Zachęcam Pana do zastanowienia się nie tylko nad tym, czy partnerka zechce wrócić, ale przede wszystkim nad tym, czy relacja w obecnej formie odpowiada Pana potrzebom i daje Panu poczucie bezpieczeństwa. Ma Pan prawo oczekiwać wzajemności, szacunku i jasności co do charakteru związku. Jednocześnie warto uszanować deklarowaną przez partnerkę potrzebę zakończenia relacji. Jeżeli sytuacja powoduje tak silny stres, że utrudnia Panu codzienne funkcjonowanie, pomocna może być konsultacja psychologiczna, podczas której będzie Pan mógł przyjrzeć się swoim emocjom, potrzebom i granicom oraz podjąć decyzję niezależną od zmieniających się sygnałów ze strony partnerki.
Dzień dobry. Jako psycholożka powiedziałabym, że w Pana sytuacji najważniejsze jest oddzielenie tego, co Pan czuje i chciałby, żeby się wydarzyło, od tego, co partnerka rzeczywiście komunikuje swoim zachowaniem. Z Pana opisu wynika, że od początku mieliście dość różne oczekiwania. Pan stopniowo chciał przekształcić relację seksualną w trwały związek, natomiast ona kilkukrotnie mówiła, że nie jest na to gotowa, że czuje się przytłoczona i że chciała relacji luźniejszej. Późniejsze zbliżenie, poznanie znajomych, wspólne wyjścia czy rozmowy o przyszłości mogły dać Panu podstawę do nadziei, ale nie zmieniają faktu, że obecnie ona wielokrotnie mówi o zakończeniu relacji. Nie próbowałabym teraz rozstrzygać, czy przyczyną jest menopauza, trauma po byłym mężu, wpływ córek czy lęk przed bliskością. Wszystkie te rzeczy mogą mieć jakieś znaczenie, ale równie dobrze może chodzić po prostu o to, że chce z Panem czegoś innego niż Pan z nią. Nie da się tego zdiagnozować z zewnątrz. Bardzo ważna rzecz: to, że kobieta ma duży temperament seksualny i nadal uważa seks z Panem za bardzo dobry, absolutnie nie oznacza, że musi chcieć związku. Seksualne pożądanie, przywiązanie, czułość i gotowość do trwałego partnerstwa to cztery różne rzeczy. Dlatego nie interpretowałabym braku seksu jako kary czy manipulacji, jeśli ona jednocześnie mówi, że chce zakończyć relację. Jednocześnie jej zachowanie rzeczywiście jest dla Pana bardzo destabilizujące: raz czułość i sugestia „będzie dobrze”, innym razem definitywne zerwanie, agresja i odpychanie. Taka niestabilność może bardzo silnie przywiązywać emocjonalnie, ponieważ człowiek zaczyna żyć oczekiwaniem na kolejny moment bliskości. Natomiast fizyczna napaść podczas kłótni jest granicą, której nie bagatelizowałabym niezależnie od tego, kto wcześniej naciskał, podnosił głos czy inicjował konflikt. Dlatego na Pana miejscu nie czekałabym obecnie w zawieszeniu na moment, aż ona „ochłonie”. Wycofałabym się z aktywnego zabiegania o tę relację. Nie oznacza to, że musi Pan dzisiaj przestać ją kochać. Oznacza, że respektuje Pan jej aktualne „nie” i jednocześnie chroni siebie. Może Pan wysłać jedną spokojną wiadomość, np.: „Bardzo mi na Tobie zależy i chciałem z Tobą stworzyć związek. Rozumiem jednak, że obecnie tego nie chcesz i będę to respektował. Nie chcę dalej funkcjonować między rozstaniem a nadzieją, że za chwilę znowu będziemy razem. Dlatego na ten moment wycofuję się z kontaktu. Jeśli kiedyś naprawdę będziesz chciała wrócić do rozmowy o związku, możesz się do mnie odezwać, ale potrzebowałbym wtedy jasnej i konsekwentnej decyzji z Twojej strony.” I potem rzeczywiście dałabym jej przestrzeń. Bez kolejnych przekonywań, niespodziewanych wizyt, próśb o spotkanie czy analizowania każdego telefonu. Jeżeli po pewnym czasie ona sama wróci, nie wystarczyłoby mi „tęskniłam” albo ponowny bardzo dobry seks. Patrzyłabym na trzy rzeczy: czy jasno mówi, że chce związku, czy jej zachowanie jest przez dłuższy czas spójne z tą deklaracją oraz czy potraficie rozmawiać bez przemocy, wyzwisk i ciągłego zrywania. Pan także ma prawo powiedzieć: „luźna relacja już mi nie wystarcza”. To nie jest nacisk ani egoizm. To jest własna granica. Zwróciłabym też uwagę na Pana obecne funkcjonowanie. Pisze Pan, że stres jest już tak silny, że nie może Pan normalnie funkcjonować. W tym momencie indywidualna konsultacja psychologiczna mogłaby być bardzo pomocna — nie po to, żeby przekonać Pana do rozstania, ale żeby odzyskał Pan trochę równowagi i przestał uzależniać swój stan emocjonalny od tego, jaki humor ma danego dnia partnerka. W zespole EMITBERG możemy pomóc Panu uporządkować tę sytuację właśnie pod tym kątem: co jest miłością i realną szansą na relację, a co już podtrzymywaniem nadziei przez niestabilny kontakt. Na obecnym etapie najbardziej chroniące dla Pana byłoby jednak przyjęcie jej aktualnej decyzji o rozstaniu jako obowiązującej — dopóki ona sama, jednoznacznie i konsekwentnie, nie pokaże czegoś innego.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.




