Dzień dobry! Pół roku temu na portalu randkowym poznałem kobietę i między nami od razu pojawiła się
6
odpowiedzi
Dzień dobry! Pół roku temu na portalu randkowym poznałem kobietę i między nami od razu pojawiła się silna chemia. Istniały wprawdzie dwa problemy: odległość (160 km) oraz różnica wieku (ona 52 lata, ja 66), ale tego akurat nie widać, bo ja naprawdę wyglądam na mężczyznę młodszego o 20 lat. Tak samo było zresztą w seksie: ku jej wielkiemu zdumieniu (ona ma duży temperament) nasze łóżkowe potrzeby okazały się zbieżne. Przez ponad dwa miesiące nasza relacja opierała się prawie wyłącznie na seksie, który wg mojej partnerki był perfekcyjny.
Jak bardzo była zadowolona widziałem to zresztą po jej reakcjach fizjologicznych. Czuła się całkowicie spełniona i szczęśliwa - wielokrotnie mi to okazywała.
Przyjeżdżałem do niej wieczorami dwa/trzy razy w tygodniu i rano wracałem do domu.
Jednakże ja zacząłem się coraz bardziej emocjonalnie angażować. Mówiłem jej więc, że nie chcę być tylko kochankiem (czułem się jak bohater filmu „Nocny kowboj”), lecz zależy mi na trwałym związku, że chcę zostać jej życiowym partnerem, wprawdzie z uwagi na moje obowiązki zawodowe nadal na odległość. To powodowało jej niechęć i „chłodzenie” naszej relacji, a nawet groźby zerwania. Powtarzała, ze ona nie jest jeszcze na to gotowa, bo przede wszystkim miała traumatyczne doświadczenia z byłym mężem i nie potrafiłaby obdarzyć mnie zaufaniem, a ponadto nie może (poza nocami) poświęcić mi czasu, bo oprócz pracy podjęła wyższe studia oraz pomaga córce w wychowaniu wnuków. To wszystko była prawda i ja doskonale rozumiałem, że na razie tak musi być. Pewnego razu powiedziała mi, że konsultowała całą sytuację ze swoimi córkami i one oceniają to bardzo negatywnie. Z tego co się dowiedziałem, wynikało, że córki robią wszystko, aby zniechęcić matkę do kontynuowania naszej relacji. Miedzy nami rosło napięcie. Jednakże pod koniec listopada sytuacja zmieniła się radykalnie na lepsze - powiedziała mi, że to za radą jej zaufanej przyjaciółki. I tak, nie były to już tylko noce: poznałem jej przyjaciół i niektóre osoby z jej rodziny; chodziliśmy do kina i na zakupy. Było naprawdę cudownie. Zaczęliśmy wreszcie rozmawiać o naszej dalszej przyszłości. W jej zachowaniu widziałem coraz większe emocjonalne zaangażowanie. Słyszałem już zresztą wcześniej, jak mówiła do koleżanki, że na nowo układa sobie życie. Niestety cudowny był tylko tydzień. Kiedy bowiem poprosiłem ją o zaproszenie mnie na Wigilię (ja sam jak palec – moja córka daleko za granicą, brak innych bliskich) jej reakcja była bardzo nieprzyjemna, wręcz agresywna. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zacząłem jednak naciskać i przypomniałem jej, że jeszcze w październiku obiecała mi wspólne Święta. W rezultacie – po ostrej kłótni - oświadczyła mi, że między nami to koniec, ponieważ ona chciała tylko luźnej relacji a nie poważnego związku.
Od połowy grudnia właściwie się nie widujemy. Mój przyjazd do niej przed Świętami skończył się awanturą i jej fizyczną napaścią na mnie. Ale w Święta byłem u niej w pracy i dałem jej prezent; była bardzo zadowolona, serdeczna i okazywała mi mnóstwo czułości – całowaliśmy się, przytulaliśmy. Wydawało mi się, że jesteśmy pogodzeni. Niestety po Świętach zadzwoniła i powiedziała mi o definitywnym zerwaniu. Od tamtej pory wszystko jest dla mnie niejasne. Ona, kiedy ma dobry humor, daje mi do zrozumienia (przez telefon), że jak tylko ochłonie, to „będzie dobrze”. Ale kiedy się pokłócimy, to znowu zrywa i jest przy tym strasznie agresywna, ordynarna – jak zaproponowałem spotkanie. Ja bardzo to przeżywam, bo ją kocham i myślałem o naszej przyszłości. Nie wiem, co jest powodem całej tej sytuacji. Ona mówi, że „ już nie chce żadnego faceta i chce być sama”. Ale ja czuję, że nie o to chodzi, chociażby dlatego że ona uwielbia seks. Ona jeszcze teraz podkreśla, ze seks ze mną jest doskonały (mam wrażenie, że stosuje manipulację i karze mnie jego brakiem).
Czy zatem chodzi o:
- jej lęk przed bliskością, na której bardzo mi zależy
- zmiany hormonalne wywołane menopauzą albo o chorobę, o której mi nie mówi
- jednoznacznie negatywną postawę jej córek.
Jedyny zarzut, jaki mi stawia, jest taki, że ja „za bardzo naciskałem na stworzenie związku i ona poczuła się przytłoczona”. Nie wiem, co mam teraz robić. Bardzo mi na niej zależy, ale chciałbym też zadbać o swój psychiczny dobrostan. Czy zatem mam liczyć na to, że ona ochłonie i jak mówiła „będzie dobrze”, czy lepiej nie czekać - jak najszybciej definitywnie się wycofać i spróbować szczęścia gdzie indziej. Chciałbym wreszcie podjąć ostateczną decyzję, ponieważ przeżywam silny stres i nie mogę normalnie funkcjonować.
Dlatego proszę o radę.
Jak bardzo była zadowolona widziałem to zresztą po jej reakcjach fizjologicznych. Czuła się całkowicie spełniona i szczęśliwa - wielokrotnie mi to okazywała.
Przyjeżdżałem do niej wieczorami dwa/trzy razy w tygodniu i rano wracałem do domu.
Jednakże ja zacząłem się coraz bardziej emocjonalnie angażować. Mówiłem jej więc, że nie chcę być tylko kochankiem (czułem się jak bohater filmu „Nocny kowboj”), lecz zależy mi na trwałym związku, że chcę zostać jej życiowym partnerem, wprawdzie z uwagi na moje obowiązki zawodowe nadal na odległość. To powodowało jej niechęć i „chłodzenie” naszej relacji, a nawet groźby zerwania. Powtarzała, ze ona nie jest jeszcze na to gotowa, bo przede wszystkim miała traumatyczne doświadczenia z byłym mężem i nie potrafiłaby obdarzyć mnie zaufaniem, a ponadto nie może (poza nocami) poświęcić mi czasu, bo oprócz pracy podjęła wyższe studia oraz pomaga córce w wychowaniu wnuków. To wszystko była prawda i ja doskonale rozumiałem, że na razie tak musi być. Pewnego razu powiedziała mi, że konsultowała całą sytuację ze swoimi córkami i one oceniają to bardzo negatywnie. Z tego co się dowiedziałem, wynikało, że córki robią wszystko, aby zniechęcić matkę do kontynuowania naszej relacji. Miedzy nami rosło napięcie. Jednakże pod koniec listopada sytuacja zmieniła się radykalnie na lepsze - powiedziała mi, że to za radą jej zaufanej przyjaciółki. I tak, nie były to już tylko noce: poznałem jej przyjaciół i niektóre osoby z jej rodziny; chodziliśmy do kina i na zakupy. Było naprawdę cudownie. Zaczęliśmy wreszcie rozmawiać o naszej dalszej przyszłości. W jej zachowaniu widziałem coraz większe emocjonalne zaangażowanie. Słyszałem już zresztą wcześniej, jak mówiła do koleżanki, że na nowo układa sobie życie. Niestety cudowny był tylko tydzień. Kiedy bowiem poprosiłem ją o zaproszenie mnie na Wigilię (ja sam jak palec – moja córka daleko za granicą, brak innych bliskich) jej reakcja była bardzo nieprzyjemna, wręcz agresywna. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Zacząłem jednak naciskać i przypomniałem jej, że jeszcze w październiku obiecała mi wspólne Święta. W rezultacie – po ostrej kłótni - oświadczyła mi, że między nami to koniec, ponieważ ona chciała tylko luźnej relacji a nie poważnego związku.
Od połowy grudnia właściwie się nie widujemy. Mój przyjazd do niej przed Świętami skończył się awanturą i jej fizyczną napaścią na mnie. Ale w Święta byłem u niej w pracy i dałem jej prezent; była bardzo zadowolona, serdeczna i okazywała mi mnóstwo czułości – całowaliśmy się, przytulaliśmy. Wydawało mi się, że jesteśmy pogodzeni. Niestety po Świętach zadzwoniła i powiedziała mi o definitywnym zerwaniu. Od tamtej pory wszystko jest dla mnie niejasne. Ona, kiedy ma dobry humor, daje mi do zrozumienia (przez telefon), że jak tylko ochłonie, to „będzie dobrze”. Ale kiedy się pokłócimy, to znowu zrywa i jest przy tym strasznie agresywna, ordynarna – jak zaproponowałem spotkanie. Ja bardzo to przeżywam, bo ją kocham i myślałem o naszej przyszłości. Nie wiem, co jest powodem całej tej sytuacji. Ona mówi, że „ już nie chce żadnego faceta i chce być sama”. Ale ja czuję, że nie o to chodzi, chociażby dlatego że ona uwielbia seks. Ona jeszcze teraz podkreśla, ze seks ze mną jest doskonały (mam wrażenie, że stosuje manipulację i karze mnie jego brakiem).
Czy zatem chodzi o:
- jej lęk przed bliskością, na której bardzo mi zależy
- zmiany hormonalne wywołane menopauzą albo o chorobę, o której mi nie mówi
- jednoznacznie negatywną postawę jej córek.
Jedyny zarzut, jaki mi stawia, jest taki, że ja „za bardzo naciskałem na stworzenie związku i ona poczuła się przytłoczona”. Nie wiem, co mam teraz robić. Bardzo mi na niej zależy, ale chciałbym też zadbać o swój psychiczny dobrostan. Czy zatem mam liczyć na to, że ona ochłonie i jak mówiła „będzie dobrze”, czy lepiej nie czekać - jak najszybciej definitywnie się wycofać i spróbować szczęścia gdzie indziej. Chciałbym wreszcie podjąć ostateczną decyzję, ponieważ przeżywam silny stres i nie mogę normalnie funkcjonować.
Dlatego proszę o radę.
Wszystkie rzeczy, o których Pan wspomina mogą być prawdopodobne, ale to nie nam (specjalistom) oceniać, która z tych opcji jest bliższa prawdy. Jako psycholog to co mogę Panu "zalecić" to spotkanie się z kimś, kto Pana wysłucha, spojrzy na całą sytuację jako jedność. Takie spotkanie np. z psychologiem mogłoby bardzo pomóc Panu w podjęciu decyzji - Pan jest specjalistą od swojego życia i doskonale wie co należy zrobić w tej sytuacji. Natomiast wsparcie osoby trzeciej i niezależnej w Waszej relacji mogłoby mieć ogromne znaczenie pomóc skupić się także na innych aspektach tego z czym się Pan mierzy, może dzięki temu osiągnie Pan spokój a podjęcie decyzji, które na ten moment wydają się bardzo trudne (niezależnie od tego, czy chce Pan o to walczyć czy odpuścić) będzie bardziej odpowiedzialne i przemyślanie.
To, co Pan opisuje, wygląda przede wszystkim na różnicę w oczekiwaniach i gotowości do bliskości. Ona wielokrotnie mówiła, że nie chce związku i czuje się przytłoczona naciskiem – a jednocześnie wraca wtedy, gdy relacja jest luźna i bez zobowiązań. Do tego pojawia się agresja i fizyczna napaść, co jest poważnym sygnałem ostrzegawczym i nie powinno być bagatelizowane. Jej zmienność („będzie dobrze” vs. „to koniec”) podtrzymuje Pana nadzieję, ale też wzmacnia stres i uzależnia emocjonalnie od niepewności. Jeśli zależy Panu na stabilnym, czułym partnerstwie, to obecnie ta relacja Panu tego nie daje. Dla własnego dobrostanu rozsądniejsze wydaje się być może wycofanie i danie sobie szansy na związek z kimś, kto chce tego samego co Pan – bez walki i bez lęku.
Z tego co Pan opisuje, nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ nie znana jest przeszłość partnerki i nie wiadomo do końca co jest przyczyną zachowań, które powyżej zostały przedstawione. Sprawa ta może wymagać czasu. Wiele zależy od tego, co chce druga strona. Proszę pamiętać, że Pana zaangażowanie nie musi oznaczać zaangażowania partnerki. Zawsze trzeba wysłuchać relacji drugiej strony. Jeśli Panu bardzo zależy na związku z osobą o której Pan pisze, to może pomogłoby wspólne udanie się do psychologa i skorzystanie z poradnictwa psychologicznego, czy też konsultacji. Osoby korzystające z pomocy specjalisty, często po jednej wizycie mówią, że wiele im się rozjaśniło.
Pozdrawiam serdecznie i życzę, żeby wszystko się poukładało. Ma Pan wiele do przemyślenia.
Pozdrawiam serdecznie i życzę, żeby wszystko się poukładało. Ma Pan wiele do przemyślenia.
Z psychologicznego punktu widzenia kluczowe nie jest to, dlaczego ona tak się zachowuje, lecz czy ta relacja jest dla Pana bezpieczna i stabilna emocjonalnie? Opisuje Pan dynamikę typu „przyciąganie–odpychanie”: okresy intensywnej bliskości przeplatają się z gwałtownym dystansem, agresją i zrywaniem. Taki wzorzec często występuje u osób z wysokim lękiem przed bliskością lub z nierozwiązanymi traumami relacyjnymi. Może on prowadzić do silnego uzależnienia emocjonalnego drugiej strony, ponieważ naprzemienne wzmacnianie (raz czułość, raz odrzucenie) bardzo silnie aktywizuje układ nagrody i stresu. Nie ma podstaw, by zakładać, że decydują tu hormony czy menopauza. To wyjaśnienie biologiczne upraszcza problem. Również wpływ córek może mieć znaczenie, ale ostateczne decyzje podejmuje dorosła osoba ;). Najważniejsze są trzy fakty: ona deklaruje, że nie chce związku, reaguje agresją, gdy temat wraca, pana dobrostan wyraźnie się pogarsza. Miłość nie powinna wiązać się z chronicznym napięciem, niepewnością i lękiem przed kolejnym zerwaniem. Jeżeli ktoś mówi wprost „nie chcę związku” i jednocześnie utrzymuje kontakt głównie na warunkach emocjonalnej zmienności, warto potraktować to poważnie.
Z perspektywy zdrowia psychicznego bardziej chroniącą strategią jest wycofanie się i przerwanie tej huśtawki, zamiast czekania, aż „ochłonie”. Czekanie utrzymuje Pana w stanie zawieszenia i podtrzymuje nadzieję, która niestety nie ma stabilnych podstaw. Proponuję Panu zadać sobie jedno pytanie: Czy gdyby ta relacja już zawsze miała wyglądać dokładnie tak jak teraz, czy chciałby Pan w niej pozostać?. Decyzja powinna opierać się nie na potencjale, lecz na realnym wzorcu zachowań. Priorytetem dla Pana powinna być równowaga emocjonalna i poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli chciałby Pan bardziej zgłębić ten temat, to zapraszam do kontaktu :) Pozdrawiam Małgorzata Maria Nowak, psycholog.
Z perspektywy zdrowia psychicznego bardziej chroniącą strategią jest wycofanie się i przerwanie tej huśtawki, zamiast czekania, aż „ochłonie”. Czekanie utrzymuje Pana w stanie zawieszenia i podtrzymuje nadzieję, która niestety nie ma stabilnych podstaw. Proponuję Panu zadać sobie jedno pytanie: Czy gdyby ta relacja już zawsze miała wyglądać dokładnie tak jak teraz, czy chciałby Pan w niej pozostać?. Decyzja powinna opierać się nie na potencjale, lecz na realnym wzorcu zachowań. Priorytetem dla Pana powinna być równowaga emocjonalna i poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli chciałby Pan bardziej zgłębić ten temat, to zapraszam do kontaktu :) Pozdrawiam Małgorzata Maria Nowak, psycholog.
Dzień dobry Panu.
Nie chce ostatecznie przesadzać, ale z opisanych sytuacji wynika że zaangażował się Pan w toksyczny związek. Wielka namiętność przeplatana atakami agresji i wulgarności silnie na to wskazuje. Takie zachowania sugerują, że partnerka może być niestabilna emocjonalnie, obdarzając Pana swoją atencji i uwagą, by za chwilę zrywać zwiazek. Seks w takim związku pełni głównie funkcję redukcji napięcia. Dodam, że zwiększanie bliskości dla takiej osoby zwiększa również jej napięcie i prowadzi do eskalacji/kłótni (z reguły takie kłótnie nie mają żadnych realnych podstaw). Z koleji dystans i nie tak częste kontakty wywołują tęsknotę i chęć zbliżenia.
Zupełnie inna sprawa jest fakt, że Pana partnerka jasno dała do zrozumienia czego od Pana i waszej relacji oczekuje. Oczywiście związki ewoluują i ma Pan prawo do negocjowania waszej relacji. Widzi Pan jedną dość jasno, że sytuacja się pogorszyła, więc można zakładać że przekracza to możliwości partnerki?!
Warto też się zastanowić, dlaczego Pana taka partnerka/relacja pociąga?!
Proszę moje uwagi potraktować jako hipotetyczne rozważania oraz inspiracje do głębszej refleksji. Zrozumienie i analiza tego co się między państwem dzieje wymaga raczej dłuższych konsultacji niż prostych odpowiedzi.
Życzę Panu powodzenia i zrozumienia zarówno siebie jak i partnerki.
Nie chce ostatecznie przesadzać, ale z opisanych sytuacji wynika że zaangażował się Pan w toksyczny związek. Wielka namiętność przeplatana atakami agresji i wulgarności silnie na to wskazuje. Takie zachowania sugerują, że partnerka może być niestabilna emocjonalnie, obdarzając Pana swoją atencji i uwagą, by za chwilę zrywać zwiazek. Seks w takim związku pełni głównie funkcję redukcji napięcia. Dodam, że zwiększanie bliskości dla takiej osoby zwiększa również jej napięcie i prowadzi do eskalacji/kłótni (z reguły takie kłótnie nie mają żadnych realnych podstaw). Z koleji dystans i nie tak częste kontakty wywołują tęsknotę i chęć zbliżenia.
Zupełnie inna sprawa jest fakt, że Pana partnerka jasno dała do zrozumienia czego od Pana i waszej relacji oczekuje. Oczywiście związki ewoluują i ma Pan prawo do negocjowania waszej relacji. Widzi Pan jedną dość jasno, że sytuacja się pogorszyła, więc można zakładać że przekracza to możliwości partnerki?!
Warto też się zastanowić, dlaczego Pana taka partnerka/relacja pociąga?!
Proszę moje uwagi potraktować jako hipotetyczne rozważania oraz inspiracje do głębszej refleksji. Zrozumienie i analiza tego co się między państwem dzieje wymaga raczej dłuższych konsultacji niż prostych odpowiedzi.
Życzę Panu powodzenia i zrozumienia zarówno siebie jak i partnerki.
Decyzja jest zapewne dla Pana bardzo trudna. Czuje się Pan emocjonalnie zaangażowany w relacje z kobietą, od której otrzymuje Pan sprzeczne dla siebie sygnały.
Z tego co Pan pisze, wyróżnia się Pan kondycją fizyczną i dobrostanem zdrowia psychicznego.
Czy oczekuje Pan stabilnej relacji?
Czy kobieta, w relację z którą się Pan zaangażował,
jest w stanie sprostać Pańskim oczekiwaniom?
Jeżeli czuje Pan potrzebę przepracowania sytuacji, popracowania nad poczuciem wartości , asertywnością, poczuciem harmonii ze sobą to zapraszam do kontaktu online
Z tego co Pan pisze, wyróżnia się Pan kondycją fizyczną i dobrostanem zdrowia psychicznego.
Czy oczekuje Pan stabilnej relacji?
Czy kobieta, w relację z którą się Pan zaangażował,
jest w stanie sprostać Pańskim oczekiwaniom?
Jeżeli czuje Pan potrzebę przepracowania sytuacji, popracowania nad poczuciem wartości , asertywnością, poczuciem harmonii ze sobą to zapraszam do kontaktu online
Eksperci
Podobne pytania
- Dzień dobry. Uczestnicze od ponad 2 lat w psychoterapii, początkowo z powodu borderline. Ciężko pracuje i mój terapeuta sądzi, że nie spełniam już kryterium tego zaburzenia. Pracuję nadal nad sobą. Bardzo się zmieniłam i wreszcie po 30 latach czuję się dobrze ze sobą. Niestety oceniam, że mój 18 letni…
- Dzień dobry. Piszę ponieważ kilka dni temu rozstałam się z chłopakiem z którym byłam trzy lata, nie do końca chciałam tej decyzji ale czułam się trochę źle w tym związku ponieważ od trzech lat nie doszło między nami do stosunku, nie było też buziaków ewentualnie w policzek oraz jakiegoś głębszego dotyku,…
- Mój problem polega na tym że jestem agresywny w stosunku do swojej dziewczyny. Prowokuje kłótnie. Nie możemy się dogadać od pewnego czasu. Co zrobić ?
- Dzień dobry Mam pytanie, od 17 lat jestem z kobietą, od 6 lat po ślubie. Przeżywaliśmy trudne chwilę, kilka razy prawie się rozstawiliśmy. Po drodze wyszedł mój alkoholizm (dziś nie piję od 21 miesięcy) i depresja wieloletnią żony sięgająca dzieciństwa. Pi tych wszystkich problemach i wielu przykrych…
- Z chłopakiem jestem od 5 lat. Obydwoje mamy 22 lata. Ostatnio ze wszystkim mnie wkurza, to ze odpowiada mi nieodpowiednim tonem, co ja odbieram jako atak, ze nie sprząta po sobie czy nie stara się/nie mówi mi komplementów. Ostatnio dużo się kłócimy. I nie wiem czy to nie kwestia poddania się i po prostu…
- Dzień dobry, Problem mój jest dość złożony w swojej istocie. Jestem w związku z obecną żoną od 11 lat, od 7 w małżeństwie, w większości czasu małżeństwa pracuje w delegacjach za granicą aby łatwiej się żyło. 3 lata temu poznałem pewna kobietę z którą nawiązałem relacje czysto koleżeńską, z czasem…
- Dzień dobry. Od 12 lat jesteśmy z żoną małżeństwem (jako para od 18lat) mając dwójkę dzieci. Około dwóch tygodni temu, niestety przyłapałem żonę na wymianie dość jednoznacznych wiadomości z jej kolegą z pracy. Nie ukrywam, miedzy nami nie układało się najlepiej. Początek kryzysu oceniam ze nastąpił…
- Witam. Nie wiem sama od czego zacząć. Po ślubie jestem 19 lat, mamy troje dzieci. Kłóciliśmy się często, natomiast zazwyczaj o pierdoły, sprawy ważne zawsze umieliśmy przepracować. Mąż bardzo mnie * kochał", ja jego również. Na początku był bardzo zazdrosny, z czasem to się uspokoiło. Niestety w ubiegłym…
- Jestem żoną alkoholika 40lat Ten człowiek zdradza mnie całe życie Problem jest w tym ze zaczęło mi to przeszkadzać.Nie moge mu tego powiedzieć bo sie wszystkiego wyprze.Ostatnio wysledziłam ze dyskutuje ze swoimi sympatiami o tym ze jak mnie widzi w kuchni to mu sie dzieje niedobrze.Jak mam na to wszystko…
- Dzień dobry, nie wiem już co robić. Jestem z moją żoną od 24 lat, z czego 8 lat po ślubie oboje jesteśmy w okolicy 40tki. Mamy córkę z drugiej ciąży. Gdzie stratę pierwszej ciąży ciężko przeszliśmy oboje z czego żona myślę że tego nie uporządkowała Od początku w sumie jak jest córka moje zdanie wychowawcze…
Masz pytania?
Nasi lekarze i specjaliści odpowiedzieli na 114 pytań dotyczących usługi: kryzys w związku
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.