Dzień dobry, nie wiem już co robić. Jestem z moją żoną od 24 lat, z czego 8 lat po ślubie oboje jest
Dzień dobry, nie wiem już co robić. Jestem z moją żoną od 24 lat, z czego 8 lat po ślubie oboje jesteśmy w okolicy 40tki. Mamy córkę z drugiej ciąży. Gdzie stratę pierwszej ciąży ciężko przeszliśmy oboje z czego żona myślę że tego nie uporządkowała Od początku w sumie jak jest córka moje zdanie wychowawcze nie liczy się wcale, a moja osoba jest stawiana w ogóle po za system domowy. Czyli w zasadzie mnie nie ma. Nie pamięta co mówię jeśli w ogóle rozmawiamy. Większość rozmów jest o dziecku, i z nim związanych. Córka nam sporo choruje ma 6 lat. Jestem postrzegany za nieroba, z ciągłą krytyką że robię źle, nie tak nie dokładnie w sumie to w każdej kwestii. np nie kupiłem chleba do domu choć dzień wcześniej robiłem zakupy i go nie kupiłem bo był a teraz w dzień jestem w pracy i chleb się kończy a ja go nie kupiłem i teraz nie ma co jeść. Albo najpierw jest potrzeba by kupić np. termometr a jak kupiłem to dostaje różne wulgaryzmy że kupiłem jakieś gówno za przeproszeniem akurat ten termometr daje jej poczucie kontroli nad zdrowiem córki. Gdy dzwoniła bym kupił płakała roztrzęsiona, mówiłem że to nic takiego że kupimy spokojnie to się rozłączyła i też naubliżała mi w smsie. Nie jestem osobą krzyczącą czy wyżywającą się, dużo zostaje we mnie a jednak w drugą stronę właśnie tak jest bym wypie.dala, czy inne słowa lecą bez najmniejszego problemu. Co gorsze córka zaczyna mnie tak samo już traktować. Np dziś rano krzyczała do mnie że jestem głupi, i źle robię to czy tamto, prosiłem ja by tak nie zwracała się do Mnie, to usłyszałem że mama może to i ona może. W sumie to nie pierwszy raz wylewa złości na mnie w podobny sposób jak żona, na razie bez przeklinania. Oboje pracujemy, w tygodniu, od jakiego czasu mam obiekcje nawet by wrócić do domu. Zastanawiam się też jak by było beze mnie przy nich w każdym słowa znaczeniu. Jest to straszne być razem a jednak osobno. Kiedy córka pójdzie spać, kontakt prawie zanikł w formie rozmowy, czasem obejrzymy film ale to nie jest to. Rok temu proponowałem że może znajdziemy inne rozwiązanie skoro jest problemem dla żony i nie może mnie tak znieść, że juz zrobię wszystko tak jak ona chce, tylko niech zostanie kontakt z dzieckiem w pełni możliwość to mi powiedziała że jak chce to się mogę wyprowadzić. Proponowałem jej pomoc w postaci wspólnej pracy, terapii czy co kolwiek co nam moze pomóc ale jest nie chętna. Nawet teraz miesiąc temu wałkowałem przez dwa tygodnie też nie trafia to do niej. Często też wybucha i do mnie i córki o nie porządek czy to brak checi jedzenia dziecka. Niczego nam nie brakuje, nie mamy kredytów nie Cisną nas żadne sprawy, od tej strony mamy stabilne bezpieczne życie. Były lepsze czasem też tygodnie, ale więcej jest tych złych, wiem że to głupie ale jadąc do pracy czy z pracy zaczynam myśleć czy gdybym miał wypadek to by sie zmieniło, choć zaraz sie domyślam że nie ma mną żadnego zainteresowania wiec pewnie też by nie było. Lub może bym miał spokój. Boje się że gdybyśmy się rozstali ona wszystko by zrobiła by mnie córka znienawidziła. nie umiem, i nie wiem co zrobić.
15 odpowiedzi
Dzień dobry, bardzo mi przykro, że przechodzi Pan przez tak trudny okres. Pana opis sytuacji jest niezwykle bolesny i pełen emocjonalnego cierpienia. To, co Pan czuje – poczucie bycia poza systemem domowym, ciągła krytyka, brak szacunku i lęk o przyszłość – jest w pełni zrozumiałe w obliczu tego, co Pan opisuje. Pana myśli o wypadku, choć przerażające, są często ekstremalnym wyrazem wyczerpania, bezradności i desperackiej potrzeby zmiany oraz przerwania tego emocjonalnego bólu. To, co Pan opisuje, sugeruje, że w Państwa małżeństwie i systemie rodzinnym dzieje się coś znacznie poważniejszego niż tylko "gorszy okres". Niewyrażona Trauma: Wspomniał Pan o stracie pierwszej ciąży i tym, że żona tego nieuporządkowała. Nierozwiązana żałoba, trauma lub depresja poporodowa (nawet opóźniona) może mieć ogromny wpływ na jej funkcjonowanie, relacje z Panem i emocjonalną regulację. Często krytyka i złość są mechanizmem obronnym lub próbą kontroli w obliczu wewnętrznego chaosu. Brak Szacunku i Przemoc Emocjonalna: Ciągła krytyka, stawianie Pana "poza systemem", wyzwiska i brak szacunku do Pana zdania wychowawczego to formy przemocy emocjonalnej. Co gorsza, to zachowanie jest modelowane dla Państwa córki, która zaczyna je replikować. To jest bardzo poważne i wymaga natychmiastowego zajęcia się tym. Alienacja Rodzicielska: Pana obawa, że żona zrobiłaby wszystko, by córka Pana znienawidziła, dotyka kwestii alienacji rodzicielskiej. Jest to realny problem, który może pojawić się w trakcie rozstania, gdy jeden z rodziców aktywnie podważa autorytet i więź drugiego rodzica z dzieckiem. Ponieważ żona konsekwentnie odmawia terapii par, pierwszym i najważniejszym krokiem jest terapia indywidualna dla Pana. To, co może pan zrobić: Zacznąć Terapię Indywidualną: Terapeuta pomoże Panu przepracować lata bycia krytykowanym, odzyskać poczucie własnej wartości i nauczyć się stawiać zdrowe granice. Ustalić Granice Zmęczenia: Kiedy żona zaczyna Pana obrażać (mówi "wypierdalał" itp.), Pan ma prawo przerwać rozmowę. Można powiedzieć spokojnym, ale stanowczym tonem: "Nie będę kontynuował tej rozmowy, dopóki będziesz mnie obrażać. Wrócę do tego, kiedy będziesz gotowa rozmawiać z szacunkiem." i odejść. To nie jest ucieczka, to jest obrona własnej godności. To, że córka powtarza słowa mamy, jest sygnałem alarmowym, że Pan musi stać się aktywnym modelem innego, zdrowego zachowania. Reagować Natychmiast i Konsekwentnie: Kiedy córka mówi, że jest Pan "głupi", proszę zareagować stanowczo i bez złości: "W naszym domu nie mówimy tak do nikogo. Mówienie tak do taty jest niegrzeczne. Wiem, że mama tak mówi, ale ja tego nie akceptuję. Możesz być zła, ale musisz używać innych słów." Budować Waszą Przestrzeń: Niezależnie od żony, warto stworzyć rytuały tylko dla Was dwojga. Może to być cotygodniowe wyjście na plac zabaw, wspólne czytanie, budowanie z klocków. To są momenty, które budują Waszą więź i pokazują córce, że jest Pan ważnym, bezpiecznym i kochanym rodzicem. Musi Pan zacząć rozważać, jaka przyszłość będzie dla Pana i córki najlepsza. Pana propozycja, by zostać z dzieckiem przy jednoczesnej akceptacji wszystkich wymagań żony, jest próbą ratowania małżeństwa kosztem samego siebie – na dłuższą metę to nie zadziała. Zbieranie Dowodów: Jeśli obawia się Pan, że żona utrudni Panu kontakt z córką po rozstaniu, proszę zacząć dokumentować swoje zaangażowanie w życie córki (zdjęcia, wiadomości, kalendarz wspólnych aktywności). W kontekście potencjalnego rozwodu, Pana rola jako zaangażowanego ojca jest kluczowa. Konsultacja Prawna: Warto umówić się na jedną, niezobowiązującą konsultację z prawnikiem specjalizującym się w prawie rodzinnym. Prawnik wyjaśni Panu prawa rodzicielskie, możliwości uzyskania opieki naprzemiennej (lub szerokich kontaktów) i jak chronić się przed alienacją, niezależnie od tego, czy zdecyduje się Pan na rozstanie teraz, czy później. Sama wiedza daje poczucie bezpieczeństwa. Pana życie jest cenne, a Pan zasługuje na szacunek i miłość. Nie może Pan kontrolować tego, co robi żona, ale może Pan kontrolować to, co Pan robi dla siebie i jak reaguje. Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry, przede wszystkim - dziękuję za odwagę, by o tym napisać. To, co opisujesz, to głęboka samotność w związku, poczucie niewidzialności i systematyczne podważanie Twojej wartości jako partnera i ojca. To ciężar, którego nikt nie powinien dźwigać w milczeniu. Jesteś w pozycji "kozła ofiarnego" w systemie rodzinnym. W psychologii rodzinnej istnieje pojęcie triangulacji - kiedy napięcie między dorosłymi jest "rozładowywane" przez obarczanie jednej osoby winą za wszystko. Ty stałeś się tym "wentylem bezpieczeństwa". Córka uczy się tego wzorca - widzi, że mama może Cię krytykować, więc ona też może. Twoja żona prawdopodobnie nie przetrawiła traumy straty ciąży. Twoje myśli o wypadku to sygnał alarmowy To nie jest "głupie" - to znak, że Twój umysł desperacko szuka wyjścia z nie do zniesienia sytuacji. Nie chcesz umrzeć - chcesz, żeby ten ból się skończył. To różnica. Ale to jest moment, kiedy trzeba działać. Znajdź dla siebie wsparcie psychologiczne - nie terapię par, ale SWOJĄ terapię. Potrzebujesz przestrzeni, gdzie Ty będziesz widziany i wysłuchany.
Dzień dobry. Brzmi to tak, jakby czuł się Pan w domu odsunięty i stale oceniany — to bardzo osłabia i łatwo wtedy, by każda drobnostka kończyła się konfliktem. Na dziś warto wprowadzić proste, stałe zasady: „nie mówimy do siebie w obraźliwy sposób, wracamy do rozmowy, gdy oboje mamy spokojniejszy ton”, a gdy zaczyna się licytacja, przerwać i umówić się na powrót do tematu. Dobrze też zadbać o spokojny, regularny czas tylko z córką, w którym jest Pan dla niej dostępny i życzliwy — to równoważy klimat domu i modeluje inny język. W rozmowach z żoną proszę trzymać się konkretu i komunikatów „ja”: „kiedy słyszę krytykę, czuję się bez znaczenia; potrzebuję krótkich ustaleń i jasnych próśb”. W tle mogło zostać dużo nieprzeżytej z żoną żałoby po pierwszej ciąży, samo nazwanie tego - czasem obniża poziom napięcia, warto o tym porozmawiać z żoną, o jej przeżyciach. Jeśli ma Pan wrażenie, że grunt pod nogami się osuwa, proszę rozważyć konsultacje z psychologiem dla siebie — to pomaga podnieść poczucie własnej wartości, urealnić granice i nie brać całego ciężaru winy na siebie. Na co dzień może Pan notować najtrudniejsze sytuacje (co je poprzedza, co pomaga je wyciszyć) i wracać do nich zżoną, aby porozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach i drogach powrotu do siebie po kłótniach. Nawet małe, powtarzalne kroki potrafią stopniowo zmienić sposób, w jaki się do siebie odzywacie i jak Pan siebie widzi w tym związku. Pozdrawiam serdecznie. Monika Bała
Witam. To, co Pan opisuje, jest bardzo trudną i bolesną sytuacją — żyje Pan w relacji, w której nie doświadcza Pan szacunku, wsparcia ani poczucia bezpieczeństwa. Z Pana słów wynika, że od dłuższego czasu jest Pan emocjonalnie odsuwany, krytykowany i poniżany, a także pozbawiany wpływu na wychowanie dziecka. To naturalne, że czuje Pan bezsilność, zmęczenie i coraz większy lęk o to, co będzie dalej. Z opisu widać, że żona prawdopodobnie zmaga się z nierozwiązanym żalem po stracie pierwszej ciąży oraz z dużym napięciem i potrzebą kontroli — szczególnie wokół zdrowia córki. Nie usprawiedliwia to jednak sposobu, w jaki Pana traktuje. Stała krytyka, obelgi i izolowanie Pana z życia rodzinnego to formy przemocy emocjonalnej. W tej sytuacji warto, by Pan poszukał wsparcia dla siebie — rozmowa z psychologiem lub terapeutą pomoże Panu odzyskać równowagę, zrozumieć, jak stawiać granice i jakie kroki może Pan podjąć dalej. Nawet jeśli żona nie chce terapii, Pan ma prawo zadbać o siebie i o relację z córką. Pozdrawiam serdecznie, mgr Elżbieta Kosik
Dzień dobry, z informacji jakie Pan podał warto skorzystać z pomocy specjalisty tzn. moim zdaniem należało by przepracować kwestię straty pierwszej ciąży, która zarówno Pana małżonkę oraz Pana bardzo dotknęła. Odnosząc się natomiast do relacji jakie panują pomiędzy Państwem to należy skorzystać z terapii czy to w formie 1:1, czy też uczestnicząc wspólnie. Nawet terapia rodzinna byłaby wskazana. Warto zaznaczyć, że córka obserwując zachowania Pana żony wobec Pana zaczyna ją naśladować. W dorosłym życiu Pana córka może mieć problemy w relacjach partnerskich, ponieważ nie będzie miała przekazanych prawidłowych wzorców i nie będzie umiała okazać szacunku swojemu partnerowi. Warto ustabilizować Państwa relacje, aby dziecko "wyniosło" z domu prawidłowy obraz rodziny oraz relacji. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
Z Pana opisu wynika, że od dłuższego czasu doświadcza Pan zachowań, które mają charakter przemocy psychicznej: poniżania, wyzwisk, obwiniania o drobnostki, ignorowania Pana roli jako ojca oraz podważania Pana wartości. Nawet jeśli wynika to z bólu, lęku i nieprzepracowanej traumy po utracie pierwszej ciąży, skutkiem jest realne krzywdzenie Pana i zaburzenie funkcjonowania całej rodziny. Bardzo niepokojące jest to, że córka zaczyna powtarzać wobec Pana takie same zachowania. Dziecko, które widzi brak szacunku wobec jednego z rodziców, uczy się, że taki sposób traktowania jest dopuszczalny. Może to prowadzić do utrwalenia wzorca, w którym mężczyzn postrzega się jako mniej ważnych i mniej zasługujących na szacunek. Taka sytuacja osłabia także jej poczucie bezpieczeństwa, ponieważ dziecko potrzebuje widzieć, że oboje rodzice są traktowani z godnością i wzajemnym szacunkiem. Gdy ta równowaga zostaje zaburzona, dziecko chłonie chaos i napięcie, które mogą wpływać na jej przyszłe relacje. Pojawiające się u Pana myśli rezygnacyjne są już sygnałem niebezpiecznego przeciążenia emocjonalnego. Tego rodzaju myśli pojawiają się wtedy, gdy człowiek funkcjonuje na granicy swoich możliwości i pilnie potrzebuje wsparcia. To reakcja na chroniczny stres i długotrwałe poczucie bezradności, a nie świadectwo słabości. Na tym etapie najważniejsze jest zadbanie o swoje zdrowie psychiczne oraz o dobro córki. Warto rozpocząć indywidualną terapię, aby odzyskać jasność, granice i poczucie wpływu. Propozycja terapii par była z Pana strony bardzo dojrzała, ale jeśli żona nie jest gotowa na współpracę, praca indywidualna jest konieczna. Pozwoli lepiej zrozumieć sytuację, wzmocnić siebie i przygotować się do dalszych decyzji, które będą chronić zarówno Pana, jak i dziecko. To, czego Pan doświadcza, nie jest Pana winą. Długotrwałe życie w krytyce i braku szacunku niszczy nawet bardzo silnego człowieka. Ma Pan prawo do spokoju, szacunku i partnerskiej relacji, a córka ma prawo widzieć ojca traktowanego z godnością. Warto podjąć działania teraz, zanim przeciążenie emocjonalne stanie się jeszcze głębsze.
Szanowny Panie, z Pana wypowiedzi, wywnioskować można, ze bardzo zależy Panu na dobrej, bliskiej i pełnej zrozumienia relacji z żoną. Każdy związek przeżywa bowiem trudności, zwłaszcza po tylu latach i zwłaszcza w obliczu tak trudnych przeżyć. Czasem takie przeżycia wzmacniają relację, czasem ją osłabiają, a czasem przekierowują uwagę na inne obszary wspólnego życia, np. na dzieci lub pracę. Z samej wiadomości trudno określić, co dokładnie jest powodem takiej sytuacji. Być może jest coś, co można zrobić inaczej, by Wasza relacja odbudowała się i była pełna szczerej rozmowy i zrozumienia. Poszukiwanie rozwiązań to dobra droga, dlatego zachęcam do osobistej rozmowy ze specjalistą, by wesprzeć Pana w bardziej skutecznych i praktycznych sposobach rozmowy, a przede wszystkim odbudować w Panu wiarę w siebie. Często partnerzy widząc zmianę w nas samych, w naszym zachowaniu, czy podejściu do problemów, bardziej odważnie zaczynają się przyglądać także sobie, a stąd już bliżej do wzajemnego porozumienia. Zapraszam serdecznie na spotkanie. Jolanta Fila-Szyling
Dziękuję, że zdecydował się Pan to napisać - to wymaga odwagi, a to, co Pan opisuje, to naprawdę bardzo dużo bólu noszonego przez długi czas. Zanim przejdę do reszty, chcę zatrzymać się przy czymś ważnym - napisał Pan, że w drodze do pracy zaczął myśleć o tym, czy gdyby miał wypadek, byłoby inaczej, albo że "miałby spokój". Rozumiem, że to może być wyraz ogromnego wyczerpania, a nie dosłowna chęć skrzywdzenia siebie - ale takie myśli są sygnałem, że jest Pan teraz w bardzo trudnym miejscu i zasługuje na wsparcie kogoś, z kim można o tym porozmawiać bezpiecznie i bez oceniania. Proszę, niech Pan zadzwoni na bezpłatny Telefon Zaufania dla Dorosłych 116 123 (czynny całą dobę, 7 dni w tygodniu) - Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym, działające całą dobę. Nie trzeba być "wystarczająco w kryzysie" - wystarczy, że jest ciężko. Przechodząc do Pana relacji, w psychologii rozumiemy, że nieprzepracowana strata, jak chociażby w przypadku pierwszej ciąży, potrafi kłaść się głębokim cieniem na codzienności. Często rodzi ona u partnera lęk, wybuchy złości i potrzebę silnej kontroli - co zauważa Pan na przykładzie zakupów czy prób zapanowania nad zdrowiem córki. To jednak w żadnym stopniu nie usprawiedliwia kierowanej w Pana stronę agresji słownej i poniżania. Fakt, że córka zaczyna traktować Pana podobnie, wynika z typowego dla dzieci naśladownictwa komunikacji, którą na co dzień obserwują w domu. Mimo tak trudnych warunków dostrzegam w Panu niezwykle cenne zasoby: godną podziwu cierpliwość, powstrzymywanie się od odwzajemniania agresji, a także asertywność, którą wykazał się Pan, stawiając córce granicę i jasno tłumacząc, że nie zgadza się na takie traktowanie. Niezależnie od tego, czy żona zdecyduje się na wspólną terapię czy nie, indywidualna praca z psychologiem lub psychoterapeutą mogłaby dać Panu przestrzeń, której teraz nie ma - miejsce, gdzie jest Pan naprawdę wysłuchany, gdzie można razem zastanowić się nad tym, co dalej i jak chronić siebie i relację z córką. Wspólna praca może pomóc znaleźć Pana zasoby, by wprowadzić zmiany w życiu. Dobrego dnia!
Dzień dobry, Wygląda na to, że od lat funkcjonuje Pan w relacji, w której nie czuje się słyszany, szanowany ani ważny. Najbardziej niepokojące nie są nawet same kłótnie czy krytyka, ale to, że zaczął Pan myśleć o swojej nieobecności, wypadku czy o tym, że „miałby Pan spokój”. To sygnał, że jest Pan skrajnie przeciążony psychicznie i to wymaga specjalistycznego zaopiekowania. Mam wrażenie, że przez lata skupiał się Pan głównie na ratowaniu małżeństwa, tłumaczeniu żony i dostosowywaniu się do jej oczekiwań. Tymczasem warto zadać sobie pytanie: jak długo jeszcze chce Pan żyć w relacji, w której słyszy wyzwiska, doświadcza ciągłej krytyki, a córka zaczyna powielać ten sposób traktowania? Nie ma Pan wpływu na to, czy żona zechce podjąć terapię lub pracę nad relacją. Ma Pan natomiast wpływ na to, jak będzie Pan dbał o siebie i jakie granice postawi. Myślę, że w tej chwili zamiast ratowania małżeństwa potrzebuje Pan własnego wsparcia psychologicznego, aby odzyskać poczucie wartości i zastanowić się, jakiego życia chce Pan dla siebie i swojej córki. Jeśli myśli o wypadku, zniknięciu czy „świętym spokoju” zaczną się nasilać, proszę nie zostawać z tym samemu i jak najszybciej poszukać pomocy specjalisty. To nie jest oznaka słabości, lecz sygnał, że od dawna dźwiga Pan więcej, niż powinien. Wszystkiego dobrego, Joanna Cichosz
Z Pana słów wybrzmiewa ogromne poczucie samotności, bezradności i cierpienia. Opisuje Pan sytuację, w której od dłuższego czasu doświadcza zachowań, które mogą mieć charakter przemocy psychicznej. Szczególnie poruszyło mnie zdanie o myślach, że byłoby lepiej, gdyby wydarzył się wypadek - jest to sygnał, którego nie warto bagatelizować. Zachęcam Pana do rozmowy z psychologiem, aby nie zostawał Pan z tym sam. Jeśli takie myśli będą się nasilać lub poczuje Pan, że traci nad nimi kontrolę, proszę nie zwlekać z pilnym skorzystaniem z pomocy. Proszę pamiętać, że nie jest Pan bezradny. Szukanie wsparcia, stawianie granic i zadbanie o własne bezpieczeństwo emocjonalne nie jest egoizmem - to pierwszy krok do zadbania również o córkę, która każdego dnia uczy się relacji, obserwując swoich rodziców. Życzę Panu odwagi i siły, by sięgnąć po pomoc.
Dzień dobry, z Pana opisu wynika, że od dłuższego czasu doświadcza Pan w tej relacji bardzo dużego przeciążenia, poczucia odrzucenia, osamotnienia i ciągłej krytyki. Szczególnie niepokojące jest to, że sposób zwracania się do Pana przez żonę zaczyna przejmować również córka. Dziecko obserwuje relację rodziców i na jej podstawie uczy się, jak można traktować drugiego człowieka. Nie chciałabym na podstawie jednostronnego opisu oceniać Pana żony ani wskazywać przyczyn jej zachowania. Strata ciąży mogła być dla Państwa bardzo trudnym doświadczeniem, ale nie możemy zakładać, że to właśnie ona odpowiada za obecną sytuację. Wyzwiska, poniżanie czy regularne odreagowywanie złości na partnerze nie powinny jednak stawać się normalnym sposobem funkcjonowania w związku. Bardzo ważne jest również zdanie, w którym pisze Pan o myślach, że gdyby wydarzył się Panu wypadek, być może miałby Pan spokój. Tego sygnału nie należy bagatelizować. Zachęcam, aby nie czekał Pan na zgodę żony na wspólną terapię, tylko sam skorzystał z pomocy psychologa. Jeżeli natomiast pojawiłyby się myśli o zrobieniu sobie krzywdy, odebraniu sobie życia lub poczułby Pan, że może Pan stracić nad nimi kontrolę, proszę natychmiast skontaktować się z pomocą kryzysową lub zgłosić się po pilną pomoc medyczną. Na tym etapie terapia indywidualna może pomóc Panu odzyskać poczucie wpływu, określić własne granice, przyjrzeć się relacji z żoną i córką oraz spokojnie zastanowić się nad dalszymi decyzjami. Nie musi Pan już teraz wiedzieć, czy chce ratować małżeństwo, czy się rozstać. Mam doświadczenie w pracy z osobami znajdującymi się w poważnych kryzysach małżeńskich i rodzinnych. Bardzo chętnie Panu pomogę przejść przez tę sytuację krok po kroku i znaleźć rozwiązanie, które pozwoli zadbać zarówno o Pana, jak i o relację z córką. Służę pomocą. Pozdrawiam serdecznie dr n. o zdr. Aneta Kasiborska
Dzień dobry Panu. Opisał Pan sytuację dość szczegółowo i jasno z niej wynika że nie ma Pan wpływu na żonę i córkę, a co za tym idzie traci pan ich szacunek. Wygląda na to, że żadne działania nie są w stanie zadowolić żony, a do tego wylewała swoje frustracje. Córka to wszystko obserwuje i powiela schemat. Jeśli się Pan dobrze zastanowi, to jedyny wpływ jaki panu pozostał, to ten na siebie samego. Zachęcam zatem do udania się na własną terapię i przyjrzenia się sytuacji. Strategia ustępowania żonie, nie przynosi pozytywnych rezultatów, a wręcz eskaluje napięcia. Warto przyjzec się zatem stawianym przez Pana granicą, bo wyraźnie są one przekraczane, zarówno przez żonę jak i córkę. Jeśli Pan zacznie się zmienieniać, to na tę zmianę zareaguje cała rodzina. Proszę pamiętać, rola i szacunek jaki się ma w rodzinie nie jest dany raz na zawsze. Należy go sobie wypracować, czasami wywalczyć, a później umiejętnie bronić. Robi się to przez asertywność jasne stawianie granic, nie koniecznie przez uległość. Jeszcze raz serdecznie zachęcam do wzięcia spraw we własne ręce, bo tylko taka postawa daje nadzieję na zmianę. Pozdrawiam.
Dzień dobry, Z Pana opisu wyłania się obraz wieloletniego przeciążenia emocjonalnego, poczucia osamotnienia i stopniowej utraty własnego miejsca w relacji. Szczególnie poruszające jest to, że mimo wspólnego życia doświadcza Pan poczucia odrzucenia, braku szacunku i niezrozumienia. Warto podkreślić, że ciągła krytyka, poniżanie, wyzwiska czy podważanie Pana wartości nie są naturalnym elementem konfliktów małżeńskich. Opisane zachowania mogą stanowić formę przemocy psychicznej. Niepokojące jest również to, że córka zaczyna powielać sposób komunikowania się, którego doświadcza w domu. Dzieci uczą się relacji przede wszystkim poprzez obserwację dorosłych. Nie można wykluczyć, że doświadczenie utraty ciąży, przewlekły stres związany ze zdrowiem dziecka czy inne trudności emocjonalne wpływają na funkcjonowanie żony. Nie jesteśmy jednak w stanie tego ocenić na podstawie jednostronnego opisu. Niezależnie od przyczyn trudności nie usprawiedliwiają one zachowań naruszających Pana godność i granice. Chciałabym zwrócić szczególną uwagę na fragment, w którym wspomina Pan o myślach dotyczących wypadku i możliwości zaznania spokoju. Traktuję te słowa bardzo poważnie. Mogą świadczyć o znacznym nasileniu cierpienia psychicznego i wymagają pilnej konsultacji ze specjalistą. Jeśli pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia lub obawia się Pan, że mógłby zrobić sobie krzywdę, proszę nie pozostawać z tym samemu. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy zadzwonić pod numer 112 lub zgłosić się na najbliższy SOR. Zachęcam Pana do rozpoczęcia indywidualnej konsultacji psychologicznej, nawet jeśli żona nie wyraża zgody na terapię par. Nie ma Pan wpływu na jej gotowość do zmiany, ale ma Pan wpływ na to, w jaki sposób zadba o własne zdrowie psychiczne, granice i bezpieczeństwo. Nie musi Pan teraz podejmować ostatecznej decyzji o rozstaniu. W pierwszej kolejności warto odzyskać równowagę emocjonalną, przyjrzeć się możliwościom zmiany obecnej sytuacji oraz zadbać o relację z córką. Proszę pamiętać, że Pana potrzeby i uczucia są równie ważne jak potrzeby pozostałych członków rodziny. Nie musi Pan samodzielnie mierzyć się z tą sytuacją. Poszukanie pomocy nie jest oznaką słabości, ale ważnym krokiem w kierunku zadbania o siebie.
Dzień dobry. Jako psycholożka powiedziałabym, że w Pana wiadomości są dwa bardzo poważne problemy naraz: sposób, w jaki jest Pan traktowany w domu, oraz to, że zaczyna Pan myśleć o wypadku, „spokoju” i o tym, jak byłoby bez Pana. Tego drugiego nie można potraktować tylko jako metafory zmęczenia. To, że pojawiają się myśli: „może gdybym miał wypadek…” „może wtedy miałbym spokój” „jak by było beze mnie…” może oznaczać bierne myśli samobójcze albo przynajmniej bardzo głęboki kryzys psychiczny. Proszę odpowiedzieć sobie teraz bardzo konkretnie: czy chce Pan umrzeć? Czy myślał Pan, jak mógłby Pan sobie coś zrobić? Czy ma Pan plan, przygotowania albo dostęp do środków? Czy boi się Pan, że któregoś dnia może stracić kontrolę? Jeżeli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań brzmi „tak”, „może” albo „nie wiem” — nie powinien Pan zostawać dziś sam z tym stanem. Proszę powiedzieć o tym komuś zaufanemu i skorzystać z pilnej pomocy psychiatrycznej lub medycznej. Jeżeli czuje Pan, że może zrobić sobie krzywdę, potrzebna jest pomoc natychmiast, a nie oczekiwanie na terapię za kilka tygodni. To, co dzieje się w domu, nie wygląda na zwykłe konflikty małżeńskie Nie chodzi o to, że żona czasem jest zdenerwowana albo że macie inne zdanie wychowawcze. Opisuje Pan: wulgaryzmy, ciągłe deprecjonowanie tego, co Pan robi, przypisywanie Panu winy, wykluczanie Pana z decyzji dotyczących córki, ignorowanie Pana zdania, wybuchy złości, a teraz także sytuację, w której sześcioletnia córka zaczyna przejmować ten sposób traktowania Pana. Zdanie córki: „mama może, to ja też mogę” jest tutaj bardzo znaczące. Dziecko nie wymyśliło sobie takiego modelu. Ono obserwuje, jak wolno zwracać się do taty, i zaczyna to powtarzać. To jest już ważny moment, żeby działać, ponieważ problem przestaje dotyczyć tylko Państwa małżeństwa. Zaczyna kształtować sposób, w jaki córka rozumie relacje, szacunek i konflikty. Strata pierwszej ciąży może mieć znaczenie, ale nie tłumaczy wszystkiego Bardzo możliwe, że strata ciąży była dla żony traumatyczna i pozostała nieprzepracowana. Chorowanie córki również może podtrzymywać u niej silny lęk i potrzebę kontroli. Przykład z termometrem może właśnie pasować do takiego mechanizmu: ogromny lęk → potrzeba natychmiastowego działania → napięcie → złość skierowana na osobę najbliższą. Ale nawet jeśli tak jest, nie usprawiedliwia to poniżania Pana, przeklinania ani traktowania Pana jak wroga. Możemy próbować rozumieć, dlaczego ktoś cierpi, a jednocześnie powiedzieć: „Nie wolno Ci mnie tak traktować.” Jedno nie wyklucza drugiego. Proszę przestać próbować „robić wszystko tak, jak ona chce” To jest bardzo ważne. Napisał Pan, że był Pan gotów zrobić wszystko po jej myśli, byle zachować rodzinę i kontakt z córką. Jeżeli jednak przez lata każde zachowanie może zostać uznane za niewłaściwe, to nie istnieje poziom perfekcji, który zagwarantuje Panu spokój. Dziś problemem jest chleb. Jutro termometr. Pojutrze coś, co zrobił Pan z córką. Jeżeli człowiek przez lata próbuje być coraz bardziej bezbłędny, żeby druga osoba się nie złościła, zazwyczaj kończy się to nie spokojem, tylko coraz większym chodzeniem na palcach. Co zrobiłabym teraz na Pana miejscu Nie zaczynałabym kolejnej wielkiej rozmowy z żoną o ratowaniu małżeństwa. Pan już wielokrotnie proponował terapię i wspólną pracę, a ona nie chce. Na tym etapie skupiłabym się na rzeczach, które są pod Pana kontrolą: - umówić własną konsultację psychologiczną lub psychiatryczną, zwłaszcza z powodu pojawiających się myśli o śmierci i ogromnego przeciążenia; - powiedzieć przynajmniej jednej zaufanej osobie, jak naprawdę wygląda sytuacja w domu; - prowadzić dla siebie spokojny, rzeczowy zapis poważniejszych sytuacji: daty, konkretne słowa, konflikty dotyczące córki, bez komentarzy i ocen; - nie odpowiadać córce agresją, tylko konsekwentnie: „Rozumiem, że jesteś zła. Ale nie wolno Ci mówić do mnie, że jestem głupi. Tak samo ja nie będę mówił tak do Ciebie.” - nie prowadzić ostrych dyskusji o małżeństwie przy dziecku; - rozważyć konsultację prawną dotyczącą Państwa sytuacji rodzinnej zanim zapadnie decyzja o wyprowadzce, żeby wiedzieć, jak chronić swoją relację z córką i nie podejmować decyzji ze strachu; - zacząć również budować własne zaplecze: emocjonalne, finansowe i organizacyjne, nawet jeśli jeszcze nie zdecydował Pan o rozstaniu. To nie jest przygotowywanie „wojny z żoną”. To odzyskiwanie poczucia, że ma Pan jakieś możliwości. Obawa, że żona nastawi córkę przeciwko Panu Nie mogę powiedzieć, że na pewno tak będzie. Ale rozumiem, skąd ten lęk się bierze, skoro już teraz córka przejmuje język mamy wobec Pana. Najlepszą ochroną relacji z córką nie będzie jednak walka o to, kto jest „dobrym” i „złym” rodzicem. Najbardziej pomaga stabilność Pana własnego zachowania: nie obrażać mamy przy córce, nie wyciągać dziecka na swoją stronę, być obecnym, dotrzymywać słowa, reagować spokojnie, stawiać granice i budować własną więź z córką. Dzieci z czasem bardzo dobrze zauważają różnicę między tym, co ktoś im mówi o rodzicu, a tym, jak ten rodzic naprawdę się wobec nich zachowuje. Czy jeszcze ratować małżeństwo? Jeżeli żona zgodziłaby się na realną pracę nad sobą i relacją, możliwa jest terapia par. Ale nie może ona polegać na tym, że terapeuta nauczy Pana jeszcze lepiej dostosowywać się do żony. Musiałaby istnieć gotowość z obu stron do powiedzenia: „Mamy problem i oboje chcemy zmieniać swoje zachowanie.” Jeżeli żona uważa, że jedynym problemem jest Pan i nie widzi nic niepokojącego w wulgaryzmach, poniżaniu czy odsuwaniu Pana od dziecka, wtedy indywidualna pomoc dla Pana jest znacznie ważniejsza niż kolejne przekonywanie jej do terapii. I jeszcze jedna rzecz: to, że nie macie kredytów, pieniędzy starcza i „obiektywnie niczego nie brakuje”, nie oznacza, że dom jest bezpieczny emocjonalnie. Człowiek może mieć stabilność materialną i jednocześnie być bardzo samotny we własnym małżeństwie. W ZESPOLE EMITBERG pracujemy z osobami funkcjonującymi w związkach opartych na chronicznej krytyce, poniżaniu, wykluczaniu jednego rodzica z systemu rodzinnego, konfliktach wychowawczych oraz sytuacjach, w których dziecko zaczyna powtarzać sposób traktowania jednego z rodziców. Prowadzimy konsultacje stacjonarne i online. W Pana przypadku najpierw skupiłabym się na Pana bezpieczeństwie psychicznym, odzyskaniu poczucia własnej wartości i uporządkowaniu możliwych scenariuszy dalszego życia, a dopiero później na decyzji, czy małżeństwo da się jeszcze odbudować. Na Instagramie EMITBERG będziemy również omawiać tematy dotyczące przemocy psychicznej wobec mężczyzn, chronicznego poniżania w związku, wciągania dziecka w konflikt rodziców oraz momentu, w którym ratowanie związku zaczyna oznaczać utratę samego siebie. Najważniejsze teraz jest jednak nie małżeństwo, tylko Pan. Skoro zaczął Pan fantazjować o wypadku jako o sposobie uzyskania spokoju, to jest sygnał, że przekroczył Pan granicę zwykłego zmęczenia. Proszę nie czekać, aż będzie gorzej. Potrzebuje Pan własnego wsparcia teraz, niezależnie od tego, czy żona kiedykolwiek zgodzi się na terapię.
Dzień dobry. W Pana słowach widać ogromne zmęczenie, samotność i poczucie odrzucenia. Wieloletnia krytyka, wyzwiska i odsuwanie Pana od spraw rodzinnych nie są zwykłymi trudnościami małżeńskimi. Opisane zachowania mogą stanowić przemoc psychiczną, a fakt, że córka zaczyna je naśladować, jest dodatkowym sygnałem, że sytuacja wymaga zmiany. Możliwe, że żona zmaga się z nieprzepracowaną stratą ciąży, lękiem o zdrowie córki czy przeciążeniem, ale nie usprawiedliwia to poniżania Pana. Szczególnie niepokoją mnie jednak Pana myśli o wypadku i o tym, że mógłby Pan wreszcie mieć spokój. Proszę ich nie bagatelizować. Warto jak najszybciej porozmawiać z psychologiem lub psychiatrą i powiedzieć wprost o tych myślach. Jeśli poczuje Pan, że może zrobić sobie krzywdę, proszę nie zostawać samemu, nie prowadzić samochodu i zadzwonić pod 112. Nie musi Pan czekać na zgodę żony, aby szukać pomocy dla siebie. Indywidualne wsparcie pomoże Panu odzyskać poczucie sprawczości, wyznaczyć granice i spokojnie rozważyć dalsze decyzje dotyczące małżeństwa oraz kontaktu z córką. Proszę również pamiętać, że dziecko potrzebuje nie tylko obecności ojca, ale też wzorca relacji opartej na szacunku. Nie musi Pan godzić się na upokarzanie, aby pozostać dobrym tatą.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.






