Pytania pacjentów (102)
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pani opisuje, bardzo pasuje do lęku społecznego, czyli silnej obawy przed oceną innych ludzi. I chcę na początku jasno powiedzieć: to nie jest „głupie” ani „dziwne”. To jest mechanizm psychologiczny,... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pan opisuje, jest bardzo poruszające i wcale nie tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Postaram się odpowiedzieć spokojnie i wprost.
Przede wszystkim ten lęk nie dotyczy samego seksu. On dotyczy...
Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i bardzo obciążające. Nic dziwnego, że jest Pani przerażona – w krótkim czasie diagnoza, rozpoczęcie leczenia, pobyty w szpitalu, realny problem z...
Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry,
rozumiem, że możesz czuć niepokój o swoją przyszłość – to bardzo naturalne, szczególnie kiedy jednocześnie mierzysz się z diagnozą i procesem tranzycji. To dużo na jedną osobę.
Jeśli chodzi...
Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co opisujesz, pokazuje ogromną historię walki, a nie „bycia do niczego”. Przeszedłeś przez lata lęku, izolacji i wyśmiewania, a mimo to podjąłeś leczenie, terapię, wyprowadziłeś się, nauczyłeś się... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry,
to, co Pani przeżywa, jest bardzo ludzką i częstą reakcją. Choroba bliskiej osoby potrafi wywołać ogromny lęk, złość, bezradność i poczucie niesprawiedliwości. Czasem te emocje „szukają winnego”...
Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pan/Pani opisuje, jest bardzo typowe przy zespole lęku uogólnionego. Duszność może pojawiać się nawet wtedy, gdy „świadomie” nie czujemy lęku. Ciało bywa napięte i pobudzone dłużej niż nasza świadomość... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pani przeżywa, jest bardzo bolesne. Rozstanie zwłaszcza po 12 latach i przy wspólnym dziecku to ogromny cios. Nic dziwnego, że Pani płacze, czuje rozpacz i traci motywację. To naturalna reakcja... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pani opisuje, jest naprawdę bardzo trudne i obciążające. Widać, ile bezradności i lęku w Państwu narasta, zwłaszcza gdy pojawiają się groźby samouszkodzenia i niszczenie mienia. To są sygnały, których... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudny i obciążający czas. Brak pracy przez dłuższy okres potrafi mocno uderzyć w poczucie własnej wartości i sprawczości, wiele osób w takiej sytuacji zaczyna myśleć... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co piszesz, brzmi jak dużo bólu, wstydu i poczucia odrzucenia. Kiedy ktoś wyśmiewa nasze wrażliwe miejsca, to potrafi bardzo mocno zaboleć i podważyć poczucie własnej wartości. Nic dziwnego, że po... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
To, co opisujesz, jest bardzo charakterystyczne dla wielu osób w wieku nastoletnim i naprawdę nie ma w tym nic dziwnego. W tym okresie życia relacje rówieśnicze często są głównym źródłem emocji, sensu,... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry. Z tego, co Pan opisuje, problem nie dotyczy wyglądu ani stylu życia, lecz przede wszystkim sposobu myślenia o sobie i o relacjach z kobietami. W psychologii nazywamy to negatywnymi przekonaniami... Więcej
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry. Z tego, co Pan opisuje, problem nie dotyczy wyglądu ani stylu życia, lecz przede wszystkim sposobu myślenia o sobie i o relacjach z kobietami. W psychologii nazywamy to negatywnymi przekonaniami... Więcej
Dzień dobry, jestem w związku od prawie 2 lat, od samego początku mieszamy razem. Z początku się tylko przyjaźniliśmy jednak on któregoś dnia oznajmił mi mnie kocha a ja uznałam “dlaczego nie spróbować” pomimo iż nic do niego nie czułam poza tym ze podobał mi się fizycznie. Początki były super, jednak od roku męczą mnie wątpliwości. Mam zdiagnozowana osobowość borderline, ocd I osobowość zależna. Wątpliwości nie są cały czas, tylko przychodzą falami co kilka dni i są na tyle intensywne ze jestem przekonana ze muszę zerwać, po czym mija jakiś czas i ja nawet nie wiem czemu tam myślałam, przecież go kocham, mija kolejne kilka dni i cykl się powtarza. Nie wiem czy jest to kwestia moich zaburzeń czy rzeczywistego braku zakochania. W okresach zwątpienia mam tendencje do wyolbrzymiania jego wad oraz różnic między nami (ja jestem ekstrawertyczką, on bardziej introwertykiem, ja uwielbiam ludzi kocham poznawać nowe osoby, on podczas spotkań jest czasami niezręczny i mówi dziwne rzeczy, przestaje mi się on fizycznie podobać itp) próbowałam o tym rozmawiać z terapeuta ale on ten temat zmywał jakby nie traktował go poważnie. Mam duży mętlik w głowie.
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Opis, który Pani przedstawia, jest spójny z kilkoma dobrze rozpoznanymi mechanizmami psychicznymi i warto je rozdzielić, zamiast próbować znaleźć jedną prostą odpowiedź „kocham czy nie kocham”. W obecnej sytuacji kluczowe jest zrozumienie, że intensywność i zmienność przeżyć nie zawsze są wiarygodnym wskaźnikiem jakości relacji.
Przy współwystępowaniu cech osobowości z pogranicza, zaburzeń obsesyjno kompulsyjnych oraz osobowości zależnej naturalna jest duża chwiejność w ocenie bliskości i uczuć. W borderline często pojawia się mechanizm rozszczepienia, czyli naprzemienne widzenie partnera jako bardzo dobrego i nieodpowiedniego. W OCD mogą występować natrętne wątpliwości dotyczące relacji, które mają charakter przymusowego analizowania, na przykład czy na pewno kocham albo czy to właściwa osoba. Te myśli są egodystoniczne, czyli nie są zgodne z tym, czego Pani realnie chce, dlatego pojawiają się falami, są uporczywe i nie przynoszą trwałej ulgi nawet wtedy, gdy w myślach podejmie Pani decyzję o rozstaniu. Osobowość zależna może dodatkowo wzmacniać lęk przed utratą relacji i potrzebę ciągłego upewniania się.
To, co Pani opisuje, czyli cykliczność, okresy spokoju przeplatane silnymi falami wątpliwości, chwilowe odrzucenie partnera także na poziomie fizycznym, a następnie powrót do poczucia, że jednak go Pani kocha, znacznie bardziej przypomina mechanizm regulacji napięcia niż stabilny wniosek o braku uczuć. Gdyby był to rzeczywisty brak miłości, zwykle miałby bardziej stały charakter, a nie tak intensywnie zmienny.
Warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki te wątpliwości się pojawiają. Koncentrowanie się na wadach, różnicach, zawstydzeniu partnerem w sytuacjach społecznych czy nagła utrata atrakcyjności to częsty sposób, w jaki psychika próbuje uzasadnić pojawiające się napięcie. Emocja pojawia się pierwsza, a argumenty dopasowują się do niej.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie trudności należy przypisać zaburzeniom i pomijać realne aspekty relacji. Różnice temperamentalne, takie jak ekstrawersja i introwersja, mogą być źródłem napięć, ale same w sobie rzadko powodują tak gwałtowne i cykliczne zmiany postrzegania partnera.
Kluczowe pytanie nie dotyczy tego, czy kocha Pani partnera w każdej chwili, lecz jak ta relacja wygląda w dłuższej perspektywie, poza momentami silnego napięcia. Istotne jest, czy czuje się Pani przy nim bezpiecznie, czy doświadcza wsparcia i szacunku oraz czy w okresach spokoju widzi Pani sens tej relacji.
Niepokojące jest natomiast to, że terapeuta bagatelizuje ten temat. Jest to obszar jak najbardziej odpowiedni do pracy terapeutycznej zarówno w kontekście OCD, jak i regulacji emocji charakterystycznej dla borderline. Warto to jasno zakomunikować podczas sesji, a jeśli to nie przyniesie zmiany, rozważyć konsultację z innym specjalistą.
Pomocne może być zauważanie momentów, w których pojawia się fala wątpliwości i traktowanie jej jako stanu psychicznego, a nie faktu. Ważne jest również ograniczanie ciągłego analizowania, ponieważ ono podtrzymuje cały cykl. Dobrą strategią bywa odraczanie decyzji zamiast podejmowania ich w szczycie emocji oraz skupienie się na długoterminowym obrazie relacji.
Podsumowując, opis wskazuje raczej na wpływ mechanizmów zaburzeń niż na jednoznaczny brak uczuć. Nie oznacza to automatycznie, że relacja jest właściwa, ale sugeruje, że obecnie przeżywane emocje mogą nie być wystarczająco stabilną podstawą do podejmowania ostatecznych decyzji. Najważniejsze jest uporządkowanie tych mechanizmów w terapii, ponieważ dopiero wtedy możliwa będzie spokojniejsza i bardziej adekwatna ocena związku.
Jak wygląda przebieg terapii CBT?
Mam mamę z nasilającymi się stanami lękowymi, leki od psychiatry i pobyt w szpitalu nie przyniosły efektów, rozważam poważnie ten typ terapii.
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Na początku terapii odbywa się etap diagnostyczny i konceptualizacja problemu. Terapeuta bardzo dokładnie zbiera informacje o objawach, ich nasileniu, sytuacjach wywołujących lęk, sposobach reagowania oraz historii choroby. Wspólnie z pacjentem tworzy się tzw. model poznawczy, czyli mapę tego, jak myśli, emocje, reakcje fizjologiczne i zachowania wzajemnie na siebie wpływają. Już na tym etapie pacjent zaczyna rozumieć, skąd bierze się jego lęk i co go podtrzymuje.
Kolejny etap to psychoedukacja. Pacjent uczy się, czym jest lęk z punktu widzenia psychologii i fizjologii, dlaczego objawy somatyczne są tak intensywne oraz dlaczego unikanie i nadmierna kontrola, choć chwilowo pomagają, w dłuższej perspektywie nasilają problem. To często przynosi pierwszą ulgę, bo objawy przestają być tak „tajemnicze” i przerażające.
W dalszej pracy kluczowe są dwa obszary. Pierwszy to praca z myślami. Pacjent uczy się rozpoznawać automatyczne, często katastroficzne interpretacje sytuacji, a następnie je weryfikować i zastępować bardziej realistycznymi. Nie chodzi o „pozytywne myślenie”, tylko o bardziej adekwatne i mniej lękotwórcze spojrzenie.
Drugi obszar to praca behawioralna, czyli stopniowe zmienianie reakcji na lęk. Najważniejszym elementem jest tzw. ekspozycja, czyli konfrontowanie się z sytuacjami, które wywołują lęk, ale w kontrolowany i stopniowy sposób. Dzięki temu układ nerwowy uczy się, że zagrożenie nie jest tak duże, jak się wydaje, a lęk może sam opaść bez unikania czy ucieczki. W zależności od problemu mogą to być ekspozycje „na żywo”, wyobrażeniowe albo związane z odczuciami z ciała.
Terapia obejmuje także naukę konkretnych umiejętności, takich jak regulacja napięcia, techniki oddechowe, planowanie aktywności czy radzenie sobie z nawrotami objawów. Bardzo ważnym elementem są zadania domowe, ponieważ zmiana zachodzi głównie między sesjami, w codziennym życiu.
Standardowo CBT trwa od kilkunastu do kilkudziesięciu spotkań, najczęściej raz w tygodniu, choć przy nasilonych objawach czasem częściej. Jest to terapia celowa i ograniczona w czasie, z jasno określonym planem.
W przypadku Pani mamy warto podkreślić, że CBT dobrze łączy się z farmakoterapią i często dopiero takie połączenie daje wyraźne efekty. Jeżeli wcześniejsze leczenie nie przyniosło poprawy, nie oznacza to, że sytuacja jest bez wyjścia, tylko że potrzebna jest zmiana podejścia lub jego uzupełnienie.
Istotne jest również dobranie terapeuty, który ma doświadczenie w pracy z zaburzeniami lękowymi, ponieważ techniki takie jak ekspozycja wymagają odpowiedniego prowadzenia. W niektórych przypadkach pomocna bywa też konsultacja w kierunku bardziej wyspecjalizowanych protokołów, na przykład dla zaburzeń panicznych czy uogólnionego lęku.
Opisałam wcześniej swoja sytuację z moim liderem z pracy, z którym po odmowie pewnej propozycji (seksu) mamy słaby kontakt bardziej służbowy, nie jest taki jak kiedyś. Chcę powiedzieć że mimo tego lider nadal mnie obserwuje tylko bardziej z dystansu ukradkiem, nie raz widziałam jak to robi a jak tylko go przyłapałam spuszczal głowę i był zmieszany(nawet podczas przerwy w pracy gdy mamy czas na zjedzenie i chwilowy odpoczynek patrzy w moja strone a jak zauważyłam go to od razu jego głowa w dół. Jest ogólnie dla mnie miły, wyraza sie w sposób spokojny, od 5 lat pracuje w firmie to nigdy nie przeklinał w moim towarzystwie, nie robil mi na złość, poprostu jest dla mnie miły- w stosunku do innych koleżanek zachowuje się zdecydowanie inaczej. W pracy puszcza mi oczka, na dzień kobiet zaszedł mnie od tyłu tak niespodziewanie i dotknął mnie za ramiona żadnej innej kolezance tak nie robi. Poza tym jest zazdrosny o innych kolegów którzy podchodzą do mnie pogadać. Znajduje sie bardzo często w miejscu gdzie ja pracuje uwazam ze szuka dalej tego kontaktu i bliskosci- glupia i slepa to ja nie jestem. Przecież ja widze I czuje ze nadal mu sie podobam tylko nie rozumiem dlaczego nie przyjdzie i nie powie wprost o co mu chodzi? Ja nie gryzę chce tylko jasności bo to dałoby nam obojgu spokój i wiedzieliśmy na czym stoimy. Jemu jeszcze nie przeszlo poza tym ciężka sytuacja bo razem pracujemy i to sporo czasu ze sobą spędzamy tj.40 godzin tygodniowo i ciężko zapomnieć o tym co bylo. Tylko czemu on mnie tak obserwuje, co on jeszcze oczekuje, mysle ze szczera rozmowa rozwiązałoby wiele. Co robić i jak sie zachowywać- powiem szczerze ze nie jest mu obojętny ale w pracy nie wypada pozwolić sobie na cos więcej...
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Rozumiem, że ta sytuacja jest dla Pani niejasna i emocjonalnie angażująca, zwłaszcza że spędzacie ze sobą dużo czasu w pracy. To naturalne, że próbuje Pani zrozumieć jego zachowanie i szuka jasności. Jednocześnie warto spojrzeć na to możliwie spokojnie i realistycznie.
Z tego, co Pani opisuje, wygląda na to, że po odmowie przekroczenia granicy (propozycji seksualnej) ten mężczyzna wycofał się w bardziej zdystansowany sposób funkcjonowania, ale nadal przejawia pewne sygnały zainteresowania – jednak są to sygnały niejednoznaczne, ukryte, momentami niedojrzałe (np. ukradkowe spojrzenia, unikanie kontaktu wzrokowego po „przyłapaniu”). To może świadczyć o tym, że z jednej strony nadal odczuwa pociąg lub zainteresowanie, a z drugiej – nie chce lub nie potrafi wziąć za to odpowiedzialności wprost. Może też obawiać się konsekwencji, szczególnie że jest Pani przełożonym lub osobą w strukturze zależnej.
Bardzo ważna rzecz: wcześniej przekroczył granicę, proponując Pani relację seksualną w kontekście zawodowym. To stawia całą sytuację w innym świetle. Niezależnie od tego, czy jest dla Pani miły, spokojny czy „inny niż wobec innych”, takie zachowanie jest nieprofesjonalne i może nosić znamiona nadużycia pozycji. Jego obecne zachowania (dotykanie, puszczanie oka, zazdrość, szukanie kontaktu) również wchodzą w obszar przekraczania granic w pracy.
To, że nie przychodzi i nie mówi wprost, prawdopodobnie nie wynika z tajemniczego „planu”, tylko z unikania odpowiedzialności i konsekwencji. Jasna rozmowa rzeczywiście mogłaby coś uporządkować, ale tylko pod warunkiem, że będzie jasno określona jej rama – jako rozmowa o granicach zawodowych, a nie o relacji osobistej.
Warto zadać sobie pytanie: czego Pani tak naprawdę potrzebuje? Czy chodzi o wyjaśnienie sytuacji i spokój w pracy, czy też o rozwijanie tej relacji? Bo to są dwie zupełnie różne drogi. Sama Pani pisze, że „w pracy nie wypada pozwolić sobie na coś więcej” – i to jest bardzo ważny, zdrowy kierunek myślenia.
Najbezpieczniejsze dla Pani byłoby utrzymanie wyraźnych granic zawodowych:
– traktowanie go uprzejmie, ale neutralnie,
– nie wchodzenie w dwuznaczne interakcje,
– reagowanie (spokojnie, ale stanowczo), jeśli przekracza granice fizyczne lub emocjonalne.
Jeśli zdecyduje się Pani na rozmowę, warto żeby była krótka, konkretna i oparta na faktach, np. że zależy Pani na profesjonalnej atmosferze i jasnych zasadach współpracy, bez podtekstów. Nie musi Pani wchodzić w analizowanie jego uczuć ani intencji – to jego odpowiedzialność.
To, że nie jest Pani obojętny, jest zrozumiałe – takie sytuacje często budzą emocje właśnie przez swoją niejednoznaczność. Natomiast warto oddzielić emocje od decyzji, szczególnie w środowisku pracy, gdzie stawką jest Pani komfort i bezpieczeństwo.
Podsumowując: jego zachowanie nie jest jasnym, dojrzałym komunikatem, tylko raczej mieszanką zainteresowania i unikania. Pani natomiast ma pełne prawo postawić granice i zadbać o klarowną, bezpieczną relację zawodową – niezależnie od tego, co on czuje czy czego oczekuje.
Witam. Związałem się półtorej roku temu z dziewczyną która wychowywała samotnie syna. Nie miała pomocy ani od dziadków ani od jej rodziców. Dziś jej syn ma 8,5 roku a zachowania 4/5 latka. Nie ma żadnych obowiązków. Partnerka mu kupuje w sklepie wszystko co zechce. Nosi zabawki pod prysznic i się tam bawi. Jak gra z kolegami przed blokiem w piłkę bardziej interesuje go zrywanie kwiatków. Dostaje Nie ograniczoną ilość słodyczy. Wszystko załatwia płaczem. Gdy zwracam uwagę na te zachowania słyszę że to jest tylko dziecko że jestem przewrażliwiony. Chce mu przekazać stopniowo męskie wzorce ale ona mi na to nie pozwala. Dlaczego ona się tak zachowuje i jak z nią rozmawiać żeby mi zaufała ? Dodam że mam z nim bardzo dobry kontakt ale tylko jak mojej parnerki nie ma w pobliżu gdy ona się pojawia dziecko zamyka się w sobie i nie chce nawet odpowiadać na pytania. Zauważyłem to nie tylko ja ale i moi rodzice.
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Opisana sytuacja dotyczy kilku nakładających się zjawisk i warto je uporządkować, zamiast sprowadzać ją wyłącznie do „złego wychowania”.
Zachowanie partnerki bardzo prawdopodobnie wynika z jej historii samotnego macierzyństwa. Rodzice, którzy przez dłuższy czas funkcjonują bez wsparcia, często wchodzą w styl nadopiekuńczy i kompensacyjny. Dziecko staje się centrum ich świata, a zaspokajanie jego potrzeb bywa sposobem na redukowanie własnego poczucia winy, przeciążenia czy lęku przed jego stratą emocjonalną. W takiej dynamice granice są rozmyte, a stawianie wymagań może być przez rodzica nieświadomie przeżywane jako „krzywdzenie dziecka”. Stąd jej reakcje na Pana uwagi i obrona obecnego modelu wychowania.
Z perspektywy rozwoju dziecka część opisanych zachowań faktycznie może wskazywać na opóźnienia w obszarze samoregulacji, odpowiedzialności czy funkcjonowania społecznego. Brak obowiązków, brak granic i wzmacnianie płaczu jako sposobu osiągania celu utrwalają niedojrzałe strategie radzenia sobie. Jednocześnie warto zachować ostrożność w interpretowaniu takich elementów jak zainteresowania czy sposób zabawy, ponieważ same w sobie nie świadczą o „nieprawidłowości” ani nie wymagają korekty w kierunku stereotypowych ról.
Bardzo istotna jest obserwacja, którą Pan poczynił, że dziecko funkcjonuje swobodniej w Pana obecności, gdy matki nie ma w pobliżu, a w jej obecności wycofuje się. To może sugerować silną zależność emocjonalną i napięcie w relacji matka dziecko, gdzie obecność matki uruchamia określony wzorzec zachowania, na przykład wycofanie lub podporządkowanie. Może to być także efekt lojalności wobec matki, kiedy dziecko „pilnuje się”, by nie wejść w bliższą relację z innym dorosłym przy niej.
Kluczowe jest to, że nie jest Pan w roli ojca biologicznego, a próba wprowadzania zmian wychowawczych bez zgody matki będzie przez nią odbierana jako przekraczanie granic. To nie oznacza, że nie ma Pan wpływu, ale ten wpływ musi być pośredni i oparty na relacji z partnerką, nie na bezpośrednim „korygowaniu” dziecka.
Rozmowa z partnerką powinna koncentrować się nie na krytyce jej stylu wychowania, ale na wspólnym celu. Zamiast komunikatów w rodzaju „on jest niewychowany” czy „robisz to źle”, warto mówić o konsekwencjach i przyszłości dziecka, na przykład o tym, czego będzie potrzebował, żeby poradzić sobie w szkole, w relacjach czy w dorosłości. Istotne jest też uznanie jej wysiłku i tego, że przez lata była z tym sama, bo bez tego najprawdopodobniej będzie reagować obronnie.
Pomocne bywa zadawanie pytań zamiast stawiania tez, na przykład jak ona widzi rozwój syna za kilka lat, czego chciałaby go nauczyć, jakie wartości są dla niej ważne. To pozwala przejść z poziomu sporu na poziom współpracy. Dopiero na tej bazie można proponować drobne, konkretne zmiany, a nie rewolucję.
Ważne jest także, aby nie koncentrować się na „męskich wzorcach” w sensie stereotypowym, tylko na uniwersalnych kompetencjach, takich jak samodzielność, odpowiedzialność, regulacja emocji czy umiejętność radzenia sobie z frustracją. To są cele, które łatwiej wspólnie uzasadnić i zaakceptować.
Jeżeli napięcie w tym obszarze będzie się utrzymywać, rozsądnym krokiem może być wspólna konsultacja u psychologa dziecięcego lub rodzinnego. Czasem dopiero głos z zewnątrz pozwala rodzicowi zobaczyć pewne rzeczy bez poczucia bycia ocenianym przez partnera.
Podsumowując, zachowanie partnerki najprawdopodobniej wynika z nadopiekuńczości i lęku, a nie ze złej woli. Skuteczna zmiana wymaga najpierw zbudowania z nią poczucia bezpieczeństwa i współpracy, a dopiero potem stopniowego wprowadzania spójnych zasad. Bez jej zaangażowania nawet najlepsze intencje z Pana strony nie przyniosą trwałego efektu.
Dzień dobry, chciałbym zapytać o kwestię metodologiczną dotyczącą diagnozowania ADHD u osób dorosłych, które posiadają już potwierdzoną diagnozę spektrum autyzmu (ASD) oraz wysoki potencjał intelektualny.
Czy zgodnie z obecną wiedzą psychiatryczną (zjawisko tzw. diagnostic overshadowing oraz maskowania), silna autystyczna potrzeba rutyny, narzucone sobie rygorystyczne harmonogramy i perfekcjonizm mogą całkowicie "przykryć" objawy ADHD?
Moje główne pytanie brzmi: czy w takich przypadkach standardowe narzędzia diagnostyczne (np. ustrukturyzowane wywiady opierające się na zewnętrznym chaosie lub testy komputerowe badające ciągłość uwagi) mogą dawać wyniki fałszywie ujemne w kierunku ADHD, ponieważ pacjent kompensuje swoje deficyty wysokim IQ i autystycznymi skryptami? Jak w nowoczesnej psychiatrii różnicuje się wewnętrzny paraliż wykonawczy od samej potrzeby rutyny?
Z góry dziękuję za wyjaśnienie tego mechanizmu.
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry. Tak, w opisanej sytuacji objawy ADHD mogą być skutecznie „przykryte” przez cechy związane ze spektrum autyzmu oraz wysokie zdolności poznawcze. U części dorosłych osób z ASD silna potrzeba rutyny, dokładne planowanie i perfekcjonizm działają jak mechanizmy kompensacyjne. Na zewnątrz widać wtedy dobrą organizację i brak chaosu, ale nie oznacza to, że trudności charakterystyczne dla ADHD nie występują — często są one przeniesione na poziom wewnętrzny i wiążą się z dużym wysiłkiem psychicznym.
W praktyce oznacza to, że standardowe narzędzia diagnostyczne rzeczywiście mogą dawać wyniki fałszywie ujemne. Wywiady oparte na pytaniach o spóźnianie się, bałagan czy impulsywność mogą nie wychwycić problemu, jeśli osoba stworzyła skuteczne systemy kontroli. Podobnie testy komputerowe badające uwagę mierzą funkcjonowanie w krótkim, sztucznym zadaniu, więc osoby z wysokim IQ często osiągają w nich prawidłowe wyniki, mimo że w codziennym życiu doświadczają dużych trudności.
Kluczowe w diagnostyce jest rozróżnienie między autystyczną potrzebą rutyny a deficytami wykonawczymi typowymi dla ADHD. Rutyna w ASD daje poczucie bezpieczeństwa i jest czymś preferowanym, natomiast w ADHD problemem jest raczej niemożność rozpoczęcia lub dokończenia działania mimo chęci — często opisywana jako wewnętrzna blokada lub „paraliż”. Osoba może mieć plan i wiedzieć, co zrobić, ale nie jest w stanie przejść do działania.
Współczesna diagnostyka coraz częściej uwzględnia te niuanse i opiera się nie tylko na widocznych objawach, ale też na subiektywnym doświadczeniu pacjenta, kosztach utrzymania organizacji oraz historii rozwojowej. Dzięki temu można lepiej wychwycić ADHD nawet wtedy, gdy jest ono silnie maskowane przez ASD i wysokie zdolności intelektualne.
Dzień dobry,. Mam 34 lata i jestem z żoną małżeństwem 9 lat piszę, ponieważ mam problem w relacji z żoną, który coraz bardziej mnie obciąża i nie wiem, jak sobie z nim poradzić.
Z mojej strony czuję dużą potrzebę bliskości – zarówno emocjonalnej, jak i fizycznej. Często mam ochotę na kontakt, rozmowę czy zbliżenie. Natomiast żona ma dużo mniejszą potrzebę w tym zakresie. Do zbliżeń dochodzi rzadko (około 2–3 razy w miesiącu) i praktycznie nigdy nie wychodzi to z jej inicjatywy.
Ona mówi, że ją podniecam i że wszystko jest w porządku, ale jednocześnie często mówi, że „nie chce jej się” albo jest zmęczona. Zdarza się też, że bywa bardzo ciepła, potrafi się śmiać, rozmawiać, sama zadzwonić – a innym razem jest wycofana, chłodna i nie ma ochoty na kontakt. To jest dla mnie bardzo trudne, bo nie rozumiem, z czego to wynika.
Staram się dbać o relację – organizuję wspólny czas, romantyczne wieczory, inicjuję rozmowy – ale mam wrażenie, że dla niej nie jest to tak ważne jak dla mnie. Coraz częściej czuję frustrację, odrzucenie i bezsilność.
Chciałbym zrozumieć, czy problem leży po mojej stronie, po jej stronie, czy w naszej komunikacji, i co mogę zrobić, żeby poprawić naszą relację, zamiast ją pogarszać.
Zależy mi na tym związku, dlatego szukam pomocy i wskazówek, jak do tego podejść. Z miesiąca na miesiąc czuje się coraz gorzej. Prosze o pomoc
ODPOWIEDŹ LEKARZA:
Dzień dobry,
opisuje Pan sytuację, która jest bardzo obciążająca emocjonalnie, ale jednocześnie dość częsta w długoletnich związkach. Kluczowe jest to, że nie mamy tu jednego „winnego” – to raczej układ wzajemnych potrzeb, różnic i sposobu komunikacji, który z czasem zaczyna się rozjeżdżać.
Pierwsza ważna rzecz: różnice w potrzebie bliskości, w tym seksualnej, są czymś naturalnym. To, że Pan ma większą potrzebę kontaktu niż żona, nie oznacza, że z Panem jest „za dużo”, ani że z nią jest „za mało”. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy te różnice nie są nazwane, zrozumiane i zaopiekowane. Wtedy pojawiają się dokładnie takie emocje, jakie Pan opisuje – frustracja, poczucie odrzucenia, bezsilność.
Druga kwestia to bardzo istotny sygnał, który Pan zauważa: zmienność zachowania żony. To, że bywa ciepła, zaangażowana, a innym razem wycofana i chłodna, zwykle nie jest przypadkowe. Najczęściej wiąże się to z jej stanem psychicznym i fizycznym (zmęczenie, stres, obciążenie codziennością), ale też z tym, jak ona przeżywa bliskość. W psychologii relacji często widzimy różnicę między osobą bardziej „poszukującą bliskości” a osobą bardziej „wycofującą się” w momentach napięcia. Im bardziej jedna strona naciska (nawet w dobrej wierze), tym druga może się bardziej dystansować – i powstaje błędne koło.
Trzecia sprawa dotyczy seksualności. To, co Pan opisuje („ona mówi, że ją Pan podnieca, ale jej się nie chce”), jest bardzo charakterystyczne dla tzw. reaktywnego, a nie spontanicznego pożądania. Oznacza to, że u wielu osób – szczególnie kobiet – ochota na seks nie pojawia się „znikąd”, tylko dopiero w trakcie bliskości, kiedy już zacznie się kontakt, atmosfera, dotyk. Jeśli czeka się na moment „aż mi się zachce”, to on często nie nadchodzi. To nie oznacza braku atrakcyjności czy problemu z relacją, tylko inny mechanizm.
Czwarty element to Pana emocje. One są bardzo ważne i w pełni zrozumiałe. Natomiast warto zwrócić uwagę, że jeśli w relacji zaczyna dominować napięcie: „ja się staram, a ona nie odpowiada”, to druga strona często zaczyna odbierać bliskość jako obowiązek lub presję, a nie jako coś przyjemnego. Nawet romantyczne gesty mogą być wtedy odczytywane nie jako spontaniczne, tylko jako wstęp do oczekiwania („to się powinno skończyć seksem”). To może nieświadomie zwiększać jej wycofanie.
Co może Pan zrobić praktycznie?
Przede wszystkim spróbować zmienić sposób rozmowy. Zamiast skupiać się na tym, czego brakuje („za mało seksu”, „za mało inicjatywy”), warto mówić o swoich przeżyciach: „czuję się samotny”, „brakuje mi bliskości”, „to jest dla mnie ważne”. Bez oskarżeń, bez porównywania. Celem nie jest przekonanie jej, tylko zrozumienie siebie nawzajem.
Druga rzecz: spróbować dowiedzieć się, jak ona przeżywa bliskość. Nie zakładać, tylko zapytać wprost – co ją blokuje, kiedy ma większą ochotę, co ją odciąża, a co obciąża. Czasem przyczyną nie jest relacja sama w sobie, tylko zmęczenie, stres, brak przestrzeni na regenerację.
Trzecia sprawa: oddzielenie bliskości emocjonalnej i fizycznej od „celu”, jakim jest współżycie. Jeśli każda czułość prowadzi do oczekiwania seksu, to naturalne, że druga osoba zaczyna jej unikać. Warto odbudować kontakt fizyczny bez presji – dotyk, przytulenie, bycie razem – które nie muszą się kończyć zbliżeniem.
Czwarta rzecz: warto rozważyć wspólną konsultację u psychoterapeuty par. Nie dlatego, że „jest bardzo źle”, tylko dlatego, że jesteście w momencie, w którym można jeszcze dużo zrozumieć i zmienić. Z zewnątrz łatwiej zobaczyć ten wzorzec, który między Wami powstaje.
Na koniec coś ważnego: to, że z miesiąca na miesiąc czuje się Pan gorzej, jest sygnałem, że ta sytuacja naprawdę Pana obciąża i nie warto jej dłużej ignorować. Jednocześnie z opisu widać, że zależy Panu na relacji i że Pan się angażuje – to bardzo dobry punkt wyjścia do zmiany. Kluczowe będzie teraz nie „staranie się bardziej”, tylko „rozumienie lepiej” – siebie, żony i dynamiki między Wami.
Popularne pytania
-
Katar i ból głowy od miesiąca - co robić?
Takie objawy mogą świadczyć o zapaleniu zatok. Na początek wskazana wizyta u lekarza…