Dzień dobry, Nie wiem już co robić i jak pomóc.Otóż jestem w związku małżeńskim.Mój mąż ma brata ,k
2
odpowiedzi
Dzień dobry,
Nie wiem już co robić i jak pomóc.Otóż jestem w związku małżeńskim.Mój mąż ma brata ,który niedługo skończy 27 lat.Ja mieszkam z partnerem a brat partnera z jednym rodzicem. Jest to chłopak po studiach pedagogicznych i na tym koniec. Od około dwóch lat jest w fazie nie do opisania, która jest bardzo niepokojąca, mianowicie brat mojego partnera nie pracuje i nie widzi mu się iść do jakiej kol wiek pracy.Nawet jak została mu ona ,,załatwiona'' to on powiedział,że nie pójdzie teraz jest to samo. Dodatkowo były incydenty,że straszył,że się potnie nożem finalnie na szczęście tego nie zrobił. Zaczyna oskarżać mojego męża o Swoje nie powodzenia w życiu ,że to co go spotyka to jego wina,o to ,że on ma prace żonę, mieszkanie a on nie ma nic.Doszło do tego ,że zaczyna w zemście niszczyć Nasze mienie.Próba rozmawiania z nim o jakiejkolwiek wizycie u psychologa umiera,ponieważ on uważa,że to z innymi jest problem a nie z nim.Dodatkowo uważa,że jest mądrzejszy od innych lekarzy i to on mógłby ich uczyć . Każda jakakolwiek próba kończy się ty,że on ma w życiu najgorzej choć by nie wiem co. Jest osobą mocno zamkniętą w sobie.Ma jak to mówię fazy a dokładniej są dni ,że normalnie rozmawia ze swoim mamą a moją teściową a są dni i jest ich dużo,że zamyka się w pokoju i leży patrzy w sufit albo śpi cały dzień czasami pójdzie na jakiś spacer ale sam,niestety nie ma żadnego przyjaciela czy bliskiego kolegi kiedyś jego najlepszym przyjacielem był Mój mąż ale po tych wszystkich sytuacjach mąż nie chcąc zaogniać sytuacji ze względu też na teściową po prostu zaczął się odsuwać. Oczywiście te dobre momenty rozmowy są wtedy kiedy My tam nie zaglądamy w momencie kiedy zbliża się jakaś okazja,że mamy tam przyjść to są wtedy ciche dni.Albo jak przychodzą jakieś okazje typu walentynki,święta urodziny itp.Rozmawialiśmy już z psychologami co zrobić jak mu pomóc ale ze względu na to ,że jest pełnoletni nie możemy nic. A On sam nie pójdzie po pomoc bo uważa,że jej nie potrzebuje.A My już nie wiemy co robić i boimy się,że pójdzie to za daleko.
Nie wiem już co robić i jak pomóc.Otóż jestem w związku małżeńskim.Mój mąż ma brata ,który niedługo skończy 27 lat.Ja mieszkam z partnerem a brat partnera z jednym rodzicem. Jest to chłopak po studiach pedagogicznych i na tym koniec. Od około dwóch lat jest w fazie nie do opisania, która jest bardzo niepokojąca, mianowicie brat mojego partnera nie pracuje i nie widzi mu się iść do jakiej kol wiek pracy.Nawet jak została mu ona ,,załatwiona'' to on powiedział,że nie pójdzie teraz jest to samo. Dodatkowo były incydenty,że straszył,że się potnie nożem finalnie na szczęście tego nie zrobił. Zaczyna oskarżać mojego męża o Swoje nie powodzenia w życiu ,że to co go spotyka to jego wina,o to ,że on ma prace żonę, mieszkanie a on nie ma nic.Doszło do tego ,że zaczyna w zemście niszczyć Nasze mienie.Próba rozmawiania z nim o jakiejkolwiek wizycie u psychologa umiera,ponieważ on uważa,że to z innymi jest problem a nie z nim.Dodatkowo uważa,że jest mądrzejszy od innych lekarzy i to on mógłby ich uczyć . Każda jakakolwiek próba kończy się ty,że on ma w życiu najgorzej choć by nie wiem co. Jest osobą mocno zamkniętą w sobie.Ma jak to mówię fazy a dokładniej są dni ,że normalnie rozmawia ze swoim mamą a moją teściową a są dni i jest ich dużo,że zamyka się w pokoju i leży patrzy w sufit albo śpi cały dzień czasami pójdzie na jakiś spacer ale sam,niestety nie ma żadnego przyjaciela czy bliskiego kolegi kiedyś jego najlepszym przyjacielem był Mój mąż ale po tych wszystkich sytuacjach mąż nie chcąc zaogniać sytuacji ze względu też na teściową po prostu zaczął się odsuwać. Oczywiście te dobre momenty rozmowy są wtedy kiedy My tam nie zaglądamy w momencie kiedy zbliża się jakaś okazja,że mamy tam przyjść to są wtedy ciche dni.Albo jak przychodzą jakieś okazje typu walentynki,święta urodziny itp.Rozmawialiśmy już z psychologami co zrobić jak mu pomóc ale ze względu na to ,że jest pełnoletni nie możemy nic. A On sam nie pójdzie po pomoc bo uważa,że jej nie potrzebuje.A My już nie wiemy co robić i boimy się,że pójdzie to za daleko.
To, co Pani opisuje, jest naprawdę bardzo trudne i obciążające. Widać, ile bezradności i lęku w Państwu narasta, zwłaszcza gdy pojawiają się groźby samouszkodzenia i niszczenie mienia. To są sygnały, których nie można bagatelizować.
Niestety, jako osoba dorosła brat męża faktycznie sam musi wyrazić zgodę na leczenie. Nie da się go „zmusić” do terapii, jeśli nie ma zagrożenia życia. Natomiast jeśli ponownie pojawią się groźby zrobienia sobie krzywdy lub zachowania agresywne to jest moment, by potraktować to poważnie i wezwać pomoc (np. pogotowie). To nie jest „przesada”, tylko reagowanie na realne ryzyko. W tej sytuacji bardzo ważne jest też zadbanie o Państwa granice i bezpieczeństwo. Niszczenie mienia i obwinianie męża nie jest w porządku. Nie mają Państwo wpływu na to, czy on podejmie pracę czy leczenie - mają Państwo wpływ na to, na co się zgadzacie w relacji.
Czasem jedyne, co można zrobić, to jasno komunikować: „Martwimy się o Ciebie i jesteśmy gotowi pomóc w znalezieniu specjalisty, ale nie zgadzamy się na agresję i obwinianie”. I konsekwentnie tych granic pilnować. To bardzo trudna sytuacja systemowa. Warto, aby Państwo również mieli swoje wsparcie (np. konsultację rodzinną), żeby nie zostawać z tym sami.
Niestety, jako osoba dorosła brat męża faktycznie sam musi wyrazić zgodę na leczenie. Nie da się go „zmusić” do terapii, jeśli nie ma zagrożenia życia. Natomiast jeśli ponownie pojawią się groźby zrobienia sobie krzywdy lub zachowania agresywne to jest moment, by potraktować to poważnie i wezwać pomoc (np. pogotowie). To nie jest „przesada”, tylko reagowanie na realne ryzyko. W tej sytuacji bardzo ważne jest też zadbanie o Państwa granice i bezpieczeństwo. Niszczenie mienia i obwinianie męża nie jest w porządku. Nie mają Państwo wpływu na to, czy on podejmie pracę czy leczenie - mają Państwo wpływ na to, na co się zgadzacie w relacji.
Czasem jedyne, co można zrobić, to jasno komunikować: „Martwimy się o Ciebie i jesteśmy gotowi pomóc w znalezieniu specjalisty, ale nie zgadzamy się na agresję i obwinianie”. I konsekwentnie tych granic pilnować. To bardzo trudna sytuacja systemowa. Warto, aby Państwo również mieli swoje wsparcie (np. konsultację rodzinną), żeby nie zostawać z tym sami.
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Dziękuję za tak dokładny opis sytuacji. To, co Pani przeżywa, jest bardzo obciążające – widać w tym dużo troski zarówno o męża, jak i o jego brata. Naturalne jest, że w takiej atmosferze napięcia, oskarżeń i nieprzewidywalnych zachowań pojawia się lęk i poczucie bezradności.
Z tego, co Pani opisuje, widać, że sytuacja trwa od dłuższego czasu i ma swoją dynamikę. Pojawiają się okresy wycofania, izolacji, braku aktywności, a także momenty złości i obwiniania innych. Nie mając bezpośredniego kontaktu z tą osobą ani pełnej wiedzy o jej historii, trudno jednoznacznie określić, z czego to wynika. Takie zachowania mogą mieć różne podłoże – od kryzysu życiowego, przez trudności adaptacyjne, po zaburzenia nastroju – ale do tego potrzebna byłaby profesjonalna diagnoza.
Najważniejsze jest jednak rozróżnienie tego, co jest od Państwa zależne, a co nie.
Nie mają Państwo wpływu na decyzje dorosłej osoby, na to, czy podejmie pracę, czy zgłosi się po pomoc, ani na to, jak interpretuje swoje życie. Można proponować wsparcie, można zachęcać do konsultacji psychiatrycznej lub psychoterapeutycznej, można wyrażać gotowość rozmowy – natomiast decyzja należy do niego.
To, na co mają Państwo wpływ, to:
– wyznaczanie jasnych granic (szczególnie w sytuacji niszczenia mienia czy zachowań zagrażających),
– ochrona własnego bezpieczeństwa i spokoju,
– wspieranie siebie nawzajem jako małżeństwa,
– ustalenie, w jakich sytuacjach reagujecie, a w jakich wycofujecie się z konfliktu.
Groźby samouszkodzenia zawsze należy traktować poważnie, ale odpowiedzialność za życie i zdrowie tej osoby nie spoczywa na Państwu. W takich momentach właściwą reakcją jest zgłoszenie sytuacji odpowiednim służbom lub lekarzowi – nie branie tego ciężaru na siebie.
Z Pani wypowiedzi przebija duża potrzeba, aby „coś zrobić”, aby to się nie pogłębiało. Jednocześnie warto chronić siebie przed stopniowym spalaniem się w próbach ratowania kogoś, kto na ten moment nie chce przyjąć pomocy.
Można życzyć mu, aby jego życie się ułożyło. Można proponować wsparcie. Nie można przeżyć jego procesu za niego.
Być może teraz najważniejsze jest zadbanie o Państwa granice i o relację z mężem – aby ta sytuacja nie zaczęła niszczyć również Waszego poczucia stabilności.
Z życzliwością
Agnieszka Balicka
psycholog / psychoterapeuta
Z tego, co Pani opisuje, widać, że sytuacja trwa od dłuższego czasu i ma swoją dynamikę. Pojawiają się okresy wycofania, izolacji, braku aktywności, a także momenty złości i obwiniania innych. Nie mając bezpośredniego kontaktu z tą osobą ani pełnej wiedzy o jej historii, trudno jednoznacznie określić, z czego to wynika. Takie zachowania mogą mieć różne podłoże – od kryzysu życiowego, przez trudności adaptacyjne, po zaburzenia nastroju – ale do tego potrzebna byłaby profesjonalna diagnoza.
Najważniejsze jest jednak rozróżnienie tego, co jest od Państwa zależne, a co nie.
Nie mają Państwo wpływu na decyzje dorosłej osoby, na to, czy podejmie pracę, czy zgłosi się po pomoc, ani na to, jak interpretuje swoje życie. Można proponować wsparcie, można zachęcać do konsultacji psychiatrycznej lub psychoterapeutycznej, można wyrażać gotowość rozmowy – natomiast decyzja należy do niego.
To, na co mają Państwo wpływ, to:
– wyznaczanie jasnych granic (szczególnie w sytuacji niszczenia mienia czy zachowań zagrażających),
– ochrona własnego bezpieczeństwa i spokoju,
– wspieranie siebie nawzajem jako małżeństwa,
– ustalenie, w jakich sytuacjach reagujecie, a w jakich wycofujecie się z konfliktu.
Groźby samouszkodzenia zawsze należy traktować poważnie, ale odpowiedzialność za życie i zdrowie tej osoby nie spoczywa na Państwu. W takich momentach właściwą reakcją jest zgłoszenie sytuacji odpowiednim służbom lub lekarzowi – nie branie tego ciężaru na siebie.
Z Pani wypowiedzi przebija duża potrzeba, aby „coś zrobić”, aby to się nie pogłębiało. Jednocześnie warto chronić siebie przed stopniowym spalaniem się w próbach ratowania kogoś, kto na ten moment nie chce przyjąć pomocy.
Można życzyć mu, aby jego życie się ułożyło. Można proponować wsparcie. Nie można przeżyć jego procesu za niego.
Być może teraz najważniejsze jest zadbanie o Państwa granice i o relację z mężem – aby ta sytuacja nie zaczęła niszczyć również Waszego poczucia stabilności.
Z życzliwością
Agnieszka Balicka
psycholog / psychoterapeuta
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.