Dzień dobry. Przez ostatnie 7 miesięcy miałam naprawdę ciężki czas. Codziennie płakałam, miałam natr

9 odpowiedzi
Dzień dobry. Przez ostatnie 7 miesięcy miałam naprawdę ciężki czas. Codziennie płakałam, miałam natrętne myśli i nie chciały one mnie zostawić. Na początku rozmowa z mamą wystarczała, porozmawiałam i aż tak nie rozmyślałam, ale potem było tylko gorzej. Rozmowy nic nie pomagały. Ja mówiłam, ona słuchała, ale tak obojętnie, że po prostu przestałam z nią rozmawiać. Sama mi mówiła że drążę ciągle ten sam temat i żebym już odpuściła, ale te myśli były takie mocne, że nie mogłam ich kontrolować. Powiedziałam już sobie po około 3 miesiącach, że nigdy już nic na ten temat nie powiem. Dusiłam to w sobie codziennie, a mama stwierdziła, że już wszystko w porządku. Chodziłam spać bardzo późno i wstawałam rano do szkoły, w której też było ciężko. Chciałam pomocy, ale bałam się już nawet odezwać do mamy. Zadzwoniłam na numer zaufania, ale pani w słuchawce mówiła też (w moim odczuciu) lekceważąco, więc uznałam że nie ma sensu mówić nikomu to przez co przechodzę. 2 dni temu postanowiłam, że wreszcie się odważę i powiem mamie, że chce iść do psychologa, ale przed tym zrobiłam dogłębną analizę co powiedzieć, jakie będą skutki, czy w ogóle będą, iść czy może nie. Po tym jak zdecydowałam o pójściu, bo przecież co mi szkodzi - jak ręką odjął. Nagle teraz czuję się dobrze, mimo gdyż niedawno przepłakiwałam niektóre noce. Nie wiem czy się zdecydowałam sięgnąć po pomoc, bo już jej nie potrzebuje. Jedyne co, to martwię się, bo jestem w takim zawieszeniu czy za tydzień znowu mi to nie wróci. Nie wiem czy iść, bo teraz tak jakby nie mam powodu. Nie wiem czy może to znaczy że mam iść i domknąć ten etap czy dać sobie spokój.
Dzień dobry. Bardzo dziękuję, że się Pani podzieliła swoimi przeżyciami. To, przez co Pani przechodziła przez ostatnie miesiące, brzmi naprawdę ciężko i wyczerpująco… codzienne płakanie, natłok myśli, poczucie, że zostaje z tym sama, to bardzo dużo jak na jedną osobę. Nic dziwnego, że było tak trudno. Mam też wrażenie, że bardzo się Pani starała, poradzić sobie z tym jak najlepiej, poprzez szukanie rozmowy czy próbę mówienia o tym, co się czuje. Kiedy jednak nie spotykało się to z takim wsparciem, jakiego Pani potrzebowała, zamknęła to Pani w sobie. To naprawdę dużo wysiłku i odwagi, nawet jeśli teraz może się wydawać inaczej. To, że po podjęciu decyzji o sięgnięciu po pomoc poczuła Pani nagłą ulgę, też jest czymś bardzo ludzkim. Czasem sama świadomość, że nie muszę już z tym być sama, potrafi przynieść oddech. To nie znaczy, że „wcześniej było na wyrost” albo że Pani trudności nie były prawdziwe. One były i mają ogromne znaczenie. Rozumiem też to zawieszenie, o którym Pani pisze „jest dobrze, ale co jeśli to wróci?”. To może być niepokojące. I to, że teraz jest trochę lżej, wcale nie odbiera prawa do sięgnięcia po wsparcie. Nie trzeba być w najgorszym momencie, żeby zasłużyć na pomoc. Można spojrzeć na tę wizytę nie jako „ratunek w kryzysie”, tylko jako bezpieczne miejsce, gdzie ktoś może pomóc lepiej zrozumieć to, co się działo i da narzędzia na przyszłość, właśnie po to, żeby Pani nie musiała z tym zostawać sama, jeśli znowu zrobi się trudniej. Ale jednocześnie warto pamiętać, że to tylko powinna być Pani decyzja. Można iść, można poczekać, można też umówić się i zobaczyć po jednym spotkaniu, jak się z tym wszystkim czuje. Nie trzeba teraz rozstrzygać wszystkiego na zawsze. Najważniejsze jest to, że zrobiła Pani coś bardzo ważnego. Zauważenie, że potrzebuje wsparcia i odważenie się o nim pomyśleć to jest ogromna siła. To naprawdę dużo. I niezależnie od tego, co Pani zdecyduje, proszę pamiętać, nie jest Pani z tym sama. Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego.
Znajdź eksperta
Szanowna Pani, gratulacje, że zrobiła Pani ważny krok w szukaniu pomocy dla siebie. Z tego, co Pani opisuje, to wydaje mi się, że dużo korzystniej dla PAni byłoby, gdyby Pani popracowała trochę nad zrozumieniem, z czego wynika Pani niepewność ("czy za tydzień znowu nie wróci") , automatycznych myśli zniekształcających.
Jeżeli po jednej wizycie jest "jak ręką odjął", to warto zastanowić się, co to znaczy. Nie chodzi tylko o efekt, ale raczej o zrozumienie siebie i mechanizmów, które potencjalnie prowadzą do przepłakanych nocy, tak, by (jeżeli się pojawią ponownie) wiedziała Pani, jak sobie z nimi radzić. Rozumiem, że jest Pani młoda, więc dopiero Pani siebie poznaje. A wiedza o sobie bardzo ułatwia życie. Życzę powodzenia.
mgr Anna Kulikowska
Psychoterapeuta certyfikowany, Psycholog
Kraków
Sam fakt, że przestała Pani walczyć z myślami i uznała „Okej, potrzebuję pomocy specjalisty”, zdjęło z Pani barków ogromny ciężar.
To, że teraz czuje się Pani dobrze, nie oznacza, że problem zniknął.
Właśnie teraz warto pójść do specjalisty po to, żeby na spokojnie przyjrzeć się tym 7 miesiącom i zrozumieć, dlaczego te myśli były tak silne. Psychoterapeuta pomoże Pani rownież odnaleźć w sobie i zbudować też nowe zasoby, które pomogą Pani lepiej radzić sobie z takimi stanami. Proszę pamiętać, że Pani uczucia i myśli - nawet te najtrudniejsze- są ważne, a poszukiwanie wsparcia jest zawsze oznaką siły. Gratuluję Pani zdolności do obserwacji swoich stanów i zauważenia zachodzącego procesu. Poszukiwanie dalszego zrozumienia tego, co się z Panią działo, proszę potraktować jak fascynującą podróż w głąb siebie. Pozdrawiam serdecznie Anna Kulikowska
mgr Kalina Goc
Psycholog, Psychoterapeuta, Psychotraumatolog
Warszawa
Dzień dobry,
z tego, co Pani opisuje, widać jak bardzo obciążający był to dla Pani czas i jak długo musiała Pani radzić sobie z trudnymi myślami właściwie w samotności. To zrozumiałe, że mogła Pani poczuć ulgę w momencie podjęcia decyzji o poszukaniu pomocy – sama świadomość, że nie trzeba już wszystkiego dźwigać samemu, często przynosi dużą zmianę, ale uruchamia również ogromną siłę jaką przynosi NADZIEJA. Nie oznacza to jednak, że wcześniejsze doświadczenie przestaje być ważne lub że nie warto się nim zaopiekować. W terapii nie trzeba być w najtrudniejszym momencie, by móc przyjść – wystarczy, że coś było dla Pani znaczące i poruszające. Spotkanie z psychologiem może pomóc spokojnie zrozumieć to, co się wydarzyło, i poczuć więcej oparcia w sobie na przyszłość. Bardzo się cieszę, że nie poddała się Pani i ma Pani wciąż uważność na własne potrzeby.
Życzę Pani odnalezienia równowagi, poczucia bezpieczeństwa i takiego wsparcia, w którym będzie mogła Pani czuć się naprawdę wysłuchana :)
To, że po podjęciu decyzji o sięgnięciu po pomoc poczułaś ulgę, wcale nie znaczy, że „to nic takiego” albo że przez te miesiące nie cierpiałaś naprawdę. Czasem sama świadomość, że już nie musisz być z tym sama, bardzo obniża napięcie. Myślę, że warto mimo wszystko pójść do psychologa — po to, żeby spokojnie przyjrzeć się temu, co działo się przez ostatnie miesiące i żebyś nie musiała martwić się i czekać, aż znowu będzie bardzo ciężko. To może być właśnie dobry moment, żeby to domknąć i dostać realne wsparcie.
mgr Anna Gnich
Psycholog, Psychoterapeuta
Warszawa
Dzień dobry, to, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. Często już sama decyzja „idę po pomoc” daje ulgę, bo pojawia się poczucie, że coś się zmienia i nie trzeba już wszystkiego dźwigać samemu. To może sprawić, że objawy na chwilę się wyciszają.

Nie znaczy to jednak, że to, co Pani przeżywała przez ostatnie miesiące, „po prostu minęło”. Bardziej wygląda to na moment oddechu po długim napięciu.

W takiej sytuacji pójście do psychologa nadal ma sens — nie dlatego, że „jest źle tu i teraz”, tylko po to, żeby zrozumieć, co się działo i zmniejszyć ryzyko powrotu tych stanów. To trochę jak domknięcie tematu, zanim znów zacznie być trudno.

Jeśli teraz czuje się Pani lepiej, to wręcz dobry moment na spokojną rozmowę — bez presji i w większym poczuciu bezpieczeństwa.

Pozdrawiam serdecznie
mgr Szymon Szymczonek
Psychoterapeuta, Psycholog
Warszawa
Dzień dobry,
dziękuję za podzielenie się swoim doświadczeniem. To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe – po długim okresie napięcia i trudnych emocji czasami pojawia się chwilowa ulga, zwłaszcza gdy podejmie się decyzję o zadbaniu o siebie i poszukaniu pomocy. Sama decyzja o tym, że „mogę coś z tym zrobić”, często już przynosi odciążenie.

To, że teraz jest lepiej, nie oznacza, że wcześniejsze trudności „nie były poważne” albo że pomoc nie jest potrzebna. Raczej pokazuje, że Pani układ emocjonalny reaguje na zmiany – i że wsparcie może być dla Pani realnie pomocne w ustabilizowaniu tego stanu, żeby takie nawroty nie wracały z tą samą siłą.

Z tego, co Pani opisuje – natrętne myśli, silne przeżywanie, trudność w „odpuszczeniu” tematu, a potem próba tłumienia tego w sobie – warto to spokojnie przepracować z psychologiem. Nawet jeśli teraz jest lżej, to właśnie dobry moment, żeby przyjrzeć się temu bez tak dużego przeciążenia i lepiej zrozumieć, co się działo i jak sobie z tym radzić w przyszłości.

Psycholog może pomóc uporządkować te doświadczenia, nauczyć sposobów radzenia sobie z natrętnymi myślami i napięciem oraz dać Pani poczucie większej kontroli nad tym, co się pojawia. To nie musi być decyzja „bo jest źle” – może to być decyzja „żeby było stabilniej i spokojniej”.

Wszystkiego dobrego :)
mgr Danuta Trochowska
Psychoterapeuta, Psycholog, Psychotraumatolog
Warszawa
Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe - chwilowa poprawa po podjęciu decyzji o sięgnięciu po pomoc zdarza się często. Sama decyzja daje poczucie ulgi i wpływu.

Nie oznacza to jednak, że problem zniknął. Skoro przez kilka miesięcy towarzyszyły Pani silne emocje i natrętne myśli, warto potraktować tę poprawę jako moment, w którym łatwiej jest się tym spokojnie zająć, a nie sygnał, żeby rezygnować.

Dlatego odpowiedź brzmi: warto iść na wizytę.
Nie „bo jest źle”, tylko po to, żeby:
- zrozumieć, co się działo,
- nauczyć się, jak radzić sobie, jeśli to wróci,
- nie zostawać z tym samej następnym razem.
To bardziej domknięcie i zabezpieczenie na przyszłość niż reagowanie w kryzysie.

Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudny i przeciążający czas. Przez wiele miesięcy nosiła Pani w sobie dużo cierpienia, napięcia i samotności, a jednocześnie nie czuła się Pani naprawdę wysłuchana ani odpowiednio zaopiekowana. To mogło być bardzo bolesne. Sam fakt, że tak długo próbowała Pani to unieść sama, pokazuje, jak dużo wysiłku kosztowało Panią codzienne funkcjonowanie.
To, że po podjęciu decyzji o sięgnięciu po pomoc poczuła się Pani nagle lepiej, wcale nie oznacza, że „to nic takiego” albo że pomoc nie jest już potrzebna. Czasem sama decyzja, że już nie muszę być z tym sama, przynosi dużą ulgę. Organizm na chwilę się rozluźnia, bo pojawia się poczucie, że jest jakieś wyjście. To naturalne. Nie przekreśla to jednak tego, jak bardzo było Pani ciężko przez ostatnie miesiące.
Myślę, że warto potraktować ten moment nie jako dowód, że problem zniknął, ale raczej jako sygnał, że bardzo potrzebowała Pani ulgi i wsparcia. Skoro przez 7 miesięcy pojawiały się codzienny płacz, natrętne myśli, trudność w zasypianiu, przeciążenie szkołą i poczucie, że nie ma z kim bezpiecznie o tym porozmawiać, to są to wystarczające powody, żeby zgłosić się do psychologa. Nie trzeba być w najgorszym momencie, żeby prosić o pomoc. Nie trzeba też „zasłużyć” na wizytę aktualnym kryzysem.
To, że teraz jest trochę lepiej, może być dobrym momentem, żeby pójść i spokojnie opowiedzieć, co działo się przez ostatnie miesiące, zanim znów zrobi się bardzo trudno. Czasem łatwiej zacząć właśnie wtedy, kiedy napięcie trochę opadnie. Taka rozmowa może pomóc zrozumieć, skąd brały się te myśli, co Panią tak obciążało i jak zadbać o siebie, jeśli to wróci.
Napisałabym więc wprost: moim zdaniem warto pójść. Nie dlatego, że „musi być z Panią coś nie tak”, tylko dlatego, że przez długi czas doświadczała Pani realnego cierpienia i zasługuje Pani na wsparcie. Nawet jeśli okaże się, że teraz jest lepiej, taka konsultacja może pomóc domknąć ten etap, uporządkować to, co się wydarzyło, i dać Pani większe poczucie bezpieczeństwa na przyszłość.
Jeżeli chciałaby Pani porozmawiać z mamą, można powiedzieć to bardzo prosto: że przez ostatnie miesiące było Pani psychicznie bardzo trudno, nawet jeśli teraz jest trochę lepiej, i że chciałaby Pani spotkać się z psychologiem, żeby to zrozumieć i nie wracać do tego sama.
Gdybym odpowiadała jako psycholog, powiedziałabym też jedno bardzo wyraźnie: to, że inni zareagowali z obojętnością albo niezrozumieniem, nie oznacza, że Pani problem był nieważny. Był ważny. Pani przeżycia są ważne.
Pozdrawiam serdecznie,
Małgorzata Matusiak
psycholog

Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie

  • Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo.
  • Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle.
  • Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza.
  • Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą.
  • Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza.
  • Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków.

Ta wartość jest za krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków.


Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie
Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.