Dzień dobry, dziękuję za tak szczegółowy i szczery opis. Już sam sposób, w jaki Pan to napisał, pokazuje dużą uważność na siebie i potrzebę zrozumienia tego, co się z Panem dzieje. A to bardzo ważny pierwszy krok. Chcę powiedzieć, że to, co Pan opisuje, jest spójne, ma sens i może nie świadczyć o „poważnej chorobie”, ani o tym, że coś jest z Panem nie tak. Z opisu widać, że przez wiele lat funkcjonował Pan w trybie dużej odpowiedzialności, samokontroli i „radzenia sobie”. Bruksizm, IBS, epizody paraliżu sennego, tłumienie emocji, dzieciństwo w atmosferze napięcia i alkoholu, to wszystko są sygnały, że układ nerwowy od dawna pracował w trybie podwyższonej czujności, nawet jeśli na co dzień był Pan pogodny, funkcjonalny i skuteczny. Organizm pamięta więcej niż nam się wydaje. Warto wiedzieć, że zaburzenia lękowe bardzo często nie pojawiają się w czasie największego chaosu, ale… właśnie wtedy, gdy życie się uspokaja. To jest znany paradoks. Kiedy przez lata trzeba „trzymać się w ryzach”, być silnym, nie obciążać innych i nie pokazywać trudnych emocji, organizm działa jak na podwyższonych obrotach. Gdy wreszcie pojawia się względne bezpieczeństwo, stabilizacja i przestrzeń to układ nerwowy zaczyna o sobie dawać znać. „Puszcza hamulec” i wtedy mogą ujawnić się objawy lękowe lub psychosomatyczne. Nie dlatego, że jest gorzej, ale dlatego, że ciało wreszcie ma warunki, by pokazać nagromadzone napięcie. Okres oczekiwania na wynik histopatologii był bardzo silnym stresorem, realnym, egzystencjalnym. Myśli katastroficzne, objawy z ciała, skoki ciśnienia, suchość w ustach czy ucisk w klatce piersiowej są w takim momencie typową reakcją lękową, a fakt, że większość z nich ustąpiła po otrzymaniu prawidłowego wyniku, dodatkowo to potwierdza. To, co zostało teraz, czyli: nadwrażliwość na bodźce (światło, dźwięk, ruch), dyskomfort w supermarketach, halach, na lodowisku,
subiektywne szumy uszne słyszalne głównie w ciszy, poczucie, że „głowa nie nadąża”
bardzo często jest objawem przeciążonego i nadreaktywnego układu nerwowego, a nie oznaką choroby neurologicznej czy „uszkodzenia”. Układ nerwowy po silnym stresie potrzebuje czasu, by wrócić do równowagi. To, że najlepiej czuje się Pan wieczorem, w spokoju, przy zgaszonym świetle, w bliskości jest bardzo charakterystyczne dla takiego stanu. Czy możliwe jest, że „nerwica była wcześniej, tylko się nie ujawniała”? Tak – jak najbardziej i dzięki temu, że był Pan w trybie adaptacyjnym, który przez lata działał dawał Pan radę, a teraz niestety przestał wystarczać. Objawy nie muszą być lękowe „wprost”. Mogą mieć postać napięć, dolegliwości jelitowych, bruksizmu czy zmęczenia. Leczenie sertraliną jest w tej sytuacji częstym i uzasadnionym wyborem, szczególnie że jest Pan na początku terapii i lek dopiero zaczyna działać. Warto dać mu czas. Jeśli chodzi o psychoterapię, ma Pan pełne prawo szukać specjalisty, z którym będzie Pan pracował bardziej „tu i teraz”, w sposób konkretny i zrozumiały dla Pana. Warto wiedzieć, że to nie jest kwestia „złego podejścia”, tylko dopasowania. Na koniec bardzo ważna rzecz: to, że Pan funkcjonuje, pracuje, żartuje, ma dobrą relację i potrafi opisać swoje objawy, jest dobrym prognostykiem. Układ nerwowy da się regulować, uspokajać i uczyć na nowo poczucia bezpieczeństwa. To proces, a nie jednorazowe „naprawienie”. Życzę powodzenia, pozdrawiam serdecznie.