Proszę o ocenę sytuacji z perspektywy psychologicznej. Jestem w kilkuletnim związku z mężczyzną m
Proszę o ocenę sytuacji z perspektywy psychologicznej. Jestem w kilkuletnim związku z mężczyzną mającym dwie dorosłe córki (19 i 25 lat). Sama mam dwóch synów 21 letniego, który z nami mieszka i 31 letniego, który ma już swoje dorosłe życie. Mieszkamy razem i kupiliśmy wspólnie dom. Nie mam problemu z tym, że mój parter utrzymuje z córkami kontakt, pomaga im czy spędza z nimi czas. Problem polega na tym, że odnoszę wrażenie, iż relacja z córkami stała się osią, wokół której kręcą się wszystkie jego decyzje życiowe. Nie jesteśmy w stanie swobodnie planować wspólnego czasu. Bardzo często na pytania dotyczące zwykłych codziennych spraw, takich jak wspólny obiad, wyjście do kina czy weekendowe plany, słyszę odpowiedź „nie wiem”, ponieważ partner czeka, czy córki nie będą miały wobec niego innych oczekiwań. Mam poczucie, że funkcjonuje w stałej gotowości do reagowania na ich potrzeby. W każdą niedzielę od kilku tygodni wstaje rano i czeka jak córki się obudzą i powiedzą czy mają w planach spotkanie z nim i o której godzinie. W naszym domu stoi pusty pokój, którego nie można wykorzystać ani jako gabinetu, ani pokoju gościnnego, ponieważ według partnera to pokój jego"córek", który jak tylko będzie miał fundusze to im urządzi wg ich pomysłu. Problem polega na tym, że córki praktycznie nas nie odwiedzają. Mimo to pomieszczenie pozostaje wyłączone z normalnego życia domu. I nie wolno go zagospodarować. Czuję wtedy, że nasz dom jest miejscem, w którym mieszkamy razem, ale traktowany jest tak, jakby najważniejsi byli ci, którzy do niego nawet nie przychodzą. Kilka lat temu doszło do jego konfliktu ze starszą córką( rzuciła studia, poszła do pracy ale ze strachu przed tym że tata przestanie ją finansować "zapomniała" mu o tym powiedzieć. Nie miał zasądzonych alimentów ale jak każdy kochający ojciec zadeklarował, że na czas studiów dobrowolnie będzie jej je dawał, co uważam za godne zachowanie). Przez ponad rok nie utrzymywali kontaktu. Córki zerwały z nim kontakt, obrażały go w wiadomościach, nie chciały z nim rozmawiać. Zero życzeń na dzień ojca, urodziny, święta itp. Popadł w totalne załamanie i wszystko inne przestało się liczyć. Poprawa stosunków nastąpiła kiedy córka ponownie poszła na studia, złożyła wniosek o alimenty i podczas mediacji doszło do ugody finansowej. Od tamtej pory mam wrażenie, że partner zrobi niemal wszystko, aby uniknąć kolejnego odrzucenia przez córki. Nie stawia granic, nie odmawia i podporządkowuje im swoje decyzje. Bez względu na wszystko. Sytuacja trudna do zrozumienia dla mnie dotyczy również finansów. Przy zakupie domu ustaliliśmy, że każdy z nas wyłoży określoną kwotę na wykończenie nieruchomości. Gdy przyszedł czas realizacji tych ustaleń, okazało się, że partner przekazał 90% "jego części", byłej żonie, argumentując to tym, że córki będą miały lepsze warunki mieszkaniowe(ex też właśnie zmieniała miejsce zamieszkania). W efekcie zostałam zmuszona do wzięcia kredytu, pożyczek u rodziny aby sfinansować wykończenie naszego domu. Pierwotne ustalenia były takie, że to on będzie spłacał te zobowiązania. Partner nie poczuwa się jednak do wywiązywania się z tych zobowiązań.W skali jego priorytetów są chyba na szarm końcu. Kredyt spłacam sama, długi rodzinie oddaje też ją. On za to regularnie finansuje córkom restauracje conajmniej raz w tygodniu, wyjazdy, wakacje i inne wydatki.Do tego dochodzi jego pasja narciarska i wyjazdy zagraniczne 1-2 razy w miesiącu od listopada do maja. Oczywiście ja zostaje o tym poinformowana w stylu "jadę na narty". Nie chodzi mi o samą pomoc dzieciom i pasję, lecz o fakt, że ja jako partnerka z którą oraz zobowiązania finansowe wydają się mieć niższy priorytet. Jednocześnie regularnie podczas każdej sprzeczki słyszę od niego, że są to „jego pieniądze”, „jego życie”, „jego córki” i „jego problemy”. Zastanawiam się więc, jaka jest w takim układzie moja rola oraz naszego związku partnerskiego i czy opisane zachowania mogą świadczyć o funkcjonowaniu w lęku przed utratą relacji z dziećmi oraz utratą niezależności. Czy z perspektywy psychologicznej możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner podporządkował znaczną część swojego życia utrzymaniu ich akceptacji? Jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską, wspólnymi zobowiązaniami i codziennym życiem? No i jak mam odbierać jego zachowanie względem mnie ? Czy mam prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będę traktowana jako równorzędnie ważna osoba, a nie ktoś, kto stale dostosowuje się do jego potrzeby "przestrzeni" oraz zaspokajania potrzeb dorosłych dzieci? Nie radzę sobie z takim sposobem funkcjonowania w związku. Mam zdiagnozowaną depresję, od ponad 2 lat biorę leki i jestem pod kontrolą psychiatry. Partner o tym wie, ale nigdy nawet ze mną o tym nie rozmawia. Jest jeszcze jedna sytuacja, która bardzo dała mi do myślenia. Zapytałam partnera wprost, czy gdyby był na spotkaniu lub obiedzie z córkami, a mnie przydarzyłby się problem wymagający pomocy (np. awaria samochodu daleko od domu), to czy mogłabym liczyć na to, że przyjedzie mi pomóc. Nie usłyszałam odpowiedzi „oczywiście” ani „tak”. Odpowiedział: „to zależy, jak duży byłby to problem”. Zrozumiałam wtedy, że nie mam pewności, czy w sytuacji kryzysowej mogę liczyć na pierwszeństwo w jego życiu. To był jeden z momentów, w których zaczęłam się zastanawiać, jakie miejsce zajmuję w jego hierarchii ważności i czy jako partnerka jestem dla niego osobą równie istotną jak jego dorosłe dzieci. Czuję, że od jakiegoś czasu ciągle się zmagam.z.. Nie z córkami. Z poczuciem, że jestem trochę obok jego głównego życia.
10 odpowiedzi
Dzień dobry, Przede wszystkim chciałabym podkreślić, że opisuje Pani bardzo złożoną sytuację, a jednocześnie przedstawia ją w sposób niezwykle refleksyjny. Zadaje Pani pytania nie o to, czy córki partnera są problemem, ale o to, jak rozumieć jego zachowanie i jakie miejsce zajmuje Pani w tej relacji. To ważne rozróżnienie. Z perspektywy psychologicznej nie da się oczywiście postawić diagnozy na podstawie jednostronnego opisu. Można jednak odnieść się do pewnych mechanizmów, które wydają się prawdopodobne. Rzeczywiście zdarza się, że po doświadczeniu silnego konfliktu lub zerwania kontaktu z dzieckiem rodzic zaczyna funkcjonować w większym lęku przed ponowną utratą relacji. Taka osoba może stać się bardziej uległa, unikać stawiania granic, nadmiernie koncentrować się na potrzebach dziecka lub podporządkowywać swoje decyzje utrzymaniu dobrych relacji. Nie musi dziać się to świadomie. Czasami jest to próba ochrony przed ponownym doświadczeniem bólu odrzucenia. Jednocześnie warto zauważyć, że nawet jeśli taki mechanizm występuje, nie wyjaśnia on wszystkiego. W relacji partnerskiej znaczenie mają nie tylko motywacje, ale również skutki zachowań. Z Pani opisu wynika, że doświadcza Pani nie tyle zazdrości o córki, ile poczucia odsunięcia od procesu podejmowania decyzji, trudności we wspólnym planowaniu życia oraz braku wzajemności w obszarze zobowiązań. Opisane przez Panią przykłady dotyczą bowiem kilku różnych obszarów: planowania wspólnego czasu, podejmowania decyzji dotyczących domu, realizacji wspólnych ustaleń finansowych, reagowania na Pani potrzeby emocjonalne i zdrowotne, poczucia partnerstwa i wzajemnego wsparcia. To są fundamenty związku i niezależnie od relacji z dziećmi warto się im przyjrzeć. Pyta Pani, jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską. Nie ma jednej granicy, ale pomocne bywa zadanie sobie pytania: czy rodzic potrafi jednocześnie dbać o relację z dziećmi i o relację partnerską, czy też jedna z nich odbywa się kosztem drugiej? W zdrowo funkcjonujących rodzinach zwykle nie chodzi o wybór "dzieci albo partner", lecz o szukanie równowagi pomiędzy różnymi ważnymi relacjami. W Pani opisie szczególnie zwraca uwagę nie tyle sama bliskość z córkami, ile fakt, że wielokrotnie doświadcza Pani braku przewidywalności, współdecydowania i poczucia, że wspólne ustalenia są traktowane jako mniej ważne niż inne zobowiązania. To może prowadzić do narastającego poczucia osamotnienia, niezależnie od tego, jakie są intencje partnera. Pisze Pani również o swojej depresji. Niepokoi mnie nie tyle sam fakt choroby, co to, że ma Pani poczucie, iż partner nie interesuje się tym obszarem Pani życia. Dla wielu osób w związku ważne jest nie tylko praktyczne współistnienie, ale także poczucie emocjonalnego bycia zauważonym i wspieranym. Na koniec odniosę się do pytania o to, czy ma Pani prawo oczekiwać, że będzie traktowana jako równorzędnie ważna osoba. Z psychologicznego punktu widzenia odpowiedź brzmi: tak. Oczywiście każda para inaczej definiuje swoją relację, jednak potrzeba bycia uwzględnianym w decyzjach, traktowanym poważnie, wysłuchanym i mogącym liczyć na wsparcie w trudnych sytuacjach należy do podstawowych potrzeb w bliskich związkach. Mam wrażenie, że największym źródłem cierpienia w opisywanej sytuacji nie jest sama obecność córek w życiu partnera, ale narastające poczucie, że w ważnych momentach nie jest Pani pewna, jakie miejsce zajmuje w jego życiu. To właśnie temu obszarowi warto byłoby przyjrzeć się głębiej — samodzielnie lub podczas konsultacji psychologicznej, a jeśli partner byłby gotowy, również w rozmowie lub terapii par.
Czytając Pani opis, mam poczucie, że nie walczy Pani z córkami partnera ani z jego rolą ojca. Bardziej zmaga się Pani z pytaniem: „Czy ja też jestem dla niego ważna?”. To, co wybrzmiewa z Pani historii, to nie sprzeciw wobec pomagania dorosłym dzieciom, ale ból związany z poczuciem, że wspólne życie, wspólne plany i wspólne zobowiązania często schodzą na dalszy plan. Trudno czuć się spokojnie w relacji, gdy nie ma się pewności, czy można liczyć na partnera w ważnych momentach albo gdy decyzje dotyczące związku są stale uzależnione od potrzeb innych osób. Czy partner rzeczywiście działa z lęku przed utratą relacji z córkami? Tego nie sposób ocenić na podstawie samego opisu. Można jednak przypuszczać, że wcześniejsze doświadczenie odrzucenia mogło mieć wpływ na sposób, w jaki dziś buduje z nimi relację. To jednak nie zmienia faktu, że Pani doświadcza skutków tego sposobu funkcjonowania. Ma Pani prawo oczekiwać, że w związku będzie traktowana jak ważna osoba, której potrzeby, bezpieczeństwo i zdanie również są brane pod uwagę. Nie jest to przejaw egoizmu ani rywalizacji z dziećmi partnera. To jedna z podstaw bliskiej, partnerskiej relacji. Być może najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale raczej: „Czego ja potrzebuję, żeby dobrze czuć się w tym związku i czy jest w nim przestrzeń na te potrzeby?”. Jeżeli czuje Pani, że od dłuższego czasu nosi ten ciężar sama, rozmowa z psychologiem może być dobrym miejscem, by spokojnie przyjrzeć się swojej sytuacji i poszukać rozwiązań, które będą wspierały przede wszystkim Pani dobrostan. Pozdrawiam Sylwia Jankowska
Dzień dobry , Czytając Pani wiadomość, nie miałam poczucia, że pisze kobieta zazdrosna o córki partnera. Miałam raczej poczucie, że pisze kobieta, która od dłuższego czasu próbuje znaleźć dla siebie miejsce w związku. Z tego, co Pani opisuje, nie przeszkadza Pani fakt, że partner kocha swoje córki, pomaga im i chce być obecny w ich życiu. Trudność pojawia się gdzie indziej. Wydaje się, że coraz częściej doświadcza Pani sytuacji, w których potrzeby, plany, zobowiązania czy emocje innych osób są uwzględniane wcześniej niż Wasza wspólna relacja. Szczególnie poruszył mnie fragment o awarii samochodu. Nie dlatego, że chodzi o samochód. Bardziej dlatego, że w tym pytaniu usłyszałam coś innego: „Czy mogę być pewna, że kiedy naprawdę będę Cię potrzebowała, będziesz po mojej stronie?” To pytanie dotyczy bezpieczeństwa emocjonalnego, a nie logistyki. Czy możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner bardzo boi się ponownego odrzucenia? Tak, jest to jeden z możliwych mechanizmów. Rodzice, którzy doświadczyli utraty relacji z dzieckiem, czasami zaczynają funkcjonować tak, jakby stale chcieli zabezpieczać tę więź przed kolejnym pęknięciem. Częściej ustępują, rzadziej odmawiają i mają trudność z postawieniem granicy. Jednocześnie nie da się na podstawie jednego opisu ocenić, czy właśnie to dzieje się w tej sytuacji. To, co wydaje mi się najważniejsze, to fakt, że od dłuższego czasu żyje Pani z poczuciem, że jest trochę obok jego głównego życia. I to właśnie ten fragment Pani historii brzmi dla mnie najbardziej boleśnie. W związku partnerskim ma Pani prawo oczekiwać nie tylko miłości, ale również współdecydowania, wzajemności, szacunku dla wspólnych ustaleń oraz poczucia, że tworzycie zespół. Nie oznacza to rywalizacji z dziećmi. Oznacza potrzebę bycia ważną. Być może najważniejszym pytaniem nie jest dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale: „Czy w takim kształcie tej relacji moje potrzeby mają wystarczająco dużo miejsca?” To pytanie warto sobie zadać z dużą szczerością i życzliwością wobec samej siebie.
Dzień dobry, z samego Pani opisu trudno ocenić, jakie są motywy zachowania partnera. Możliwe, że po wcześniejszych trudnych doświadczeniach w relacji z córkami szczególnie zależy mu na utrzymaniu z nimi bliskości. Równie dobrze może chodzić o silne poczucie odpowiedzialności za dzieci, trudność w stawianiu granic lub po prostu inne niż Pani rozumienie roli rodzica i partnera. Bez poznania jego perspektywy trudno wyciągać dalej idące wnioski. Niezależnie jednak od przyczyn, ma Pani prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będzie Pani traktowana jako osoba istotna, uwzględniana przy podejmowaniu decyzji i że wspólne zobowiązania będą traktowane poważnie. W pierwszej kolejności warto spróbować otwarcie porozmawiać z partnerem nie tyle o jego córkach, co o tym, jak Pani przeżywa obecną sytuację i czego potrzebuje od związku. Jeśli takie rozmowy nie przynoszą efektu lub trudno je przeprowadzić w sposób spokojny i konstruktywny, pomocna może być konsultacja z psychologiem lub psychoterapeutą (indywidualna lub dla pary), aby lepiej uporządkować potrzeby, granice i oczekiwania wobec relacji. Pozdrawiam,
Dzień dobry. Z Pani opisu wynika, że problemem nie jest sama bliska relacja partnera z córkami ani jego gotowość do pomagania im. Problemem jest to, że potrzeby dorosłych córek oraz lęk partnera przed utratą kontaktu z nimi mogą wpływać na niemal wszystkie obszary Państwa wspólnego życia: czas, dom, finanse, podejmowanie decyzji i Pani poczucie bezpieczeństwa. Nie można na odległość stwierdzić, z jakiego dokładnie powodu partner tak postępuje. Jest jednak możliwe, że wcześniejsze zerwanie kontaktu z córkami było dla niego tak bolesne, iż obecnie stara się za wszelką cenę uniknąć kolejnego odrzucenia. Taki lęk może prowadzić do nadmiernego podporządkowywania się, trudności w stawianiu granic i podejmowania decyzji przede wszystkim po to, aby nie narazić relacji z dziećmi. Wyjaśnienie jego zachowania nie oznacza jednak, że jego konsekwencje dla Pani przestają mieć znaczenie. Zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci pozwala jednocześnie zachować odpowiedzialność za związek partnerski. Oznacza wspieranie dzieci, ale także planowanie wspólnego czasu z partnerką, konsultowanie ważnych decyzji, dotrzymywanie ustaleń finansowych i respektowanie potrzeb wszystkich osób mieszkających we wspólnym domu. Granica zostaje przekroczona wtedy, gdy partner pozostaje w ciągłej gotowości wobec dorosłych dzieci, nie potrafi im odmówić, podporządkowuje im wspólne plany, a koszty jego decyzji ponosi druga osoba. Szczególnie poważny jest opis dotyczący finansów. Przekazanie pieniędzy przeznaczonych zgodnie z wcześniejszą umową na wspólny dom, a następnie pozostawienie Pani z kredytem i zobowiązaniami wobec rodziny, nie jest jedynie różnicą zdań dotyczącą pomagania dzieciom. Jest naruszeniem wspólnych ustaleń, zaufania i Pani bezpieczeństwa finansowego. Związek nie może być „nasz”, kiedy trzeba korzystać ze wspólnego domu, czasu i wsparcia partnerki, a jednocześnie stawać się „moim życiem, moimi pieniędzmi i moimi problemami”, gdy pojawia się odpowiedzialność. Ma Pani prawo oczekiwać równorzędnego miejsca w obszarze Państwa związku, wspólnego domu i wspólnych zobowiązań. Nie oznacza to, że partner ma wybierać Panią przeciwko córkom ani że w każdej sytuacji ma Pani być ważniejsza od nich. Oznacza natomiast, że podejmując decyzję o wspólnym życiu, powinien uwzględniać Pani potrzeby, wywiązywać się z umów i dawać Pani poczucie, że w ważnej sytuacji może Pani na nim polegać. Pani pytanie nie brzmi więc wyłącznie: „Jakie miejsce zajmuję w jego hierarchii?”. Warto również zapytać: „Czy mój partner jest gotowy budować relację opartą na wzajemności, wspólnych decyzjach i odpowiedzialności?”. Pomocna może być bardzo konkretna rozmowa, oparta nie na ocenie jego uczuć do córek, ale na faktach: – ustaliliśmy wspólne finansowanie domu, a obecnie spłacam zobowiązania sama, – nie możemy planować wspólnego czasu, ponieważ decyzje są odkładane do chwili, gdy córki określą swoje plany, – ważne decyzje finansowe i dotyczące domu są podejmowane bez mojego realnego udziału, – nie mam pewności, czy w trudnej sytuacji mogę liczyć na Twoją pomoc, – potrzebuję jasnych zasad, wspólnego planowania i konkretnego sposobu spłaty zobowiązań. Warto zaproponować konsultację dla par. Nie po to, aby rozstrzygnąć, kto jest ważniejszy, ale aby ustalić, czy oboje rozumieją partnerstwo podobnie i czy partner jest gotowy wziąć odpowiedzialność za skutki swoich decyzji. Jeżeli partner nie chce rozmawiać, bagatelizuje Pani potrzeby, odmawia wywiązania się z ustaleń lub każdą próbę rozmowy sprowadza do stwierdzenia „to moje życie i moje pieniądze”, to również jest istotna odpowiedź. Pokazuje nie tylko jego relację z córkami, ale przede wszystkim jego gotowość — lub jej brak — do tworzenia wspólnego życia. Pani depresja i leczenie psychiatryczne sprawiają, że szczególnie ważne jest, aby nie pozostawała Pani sama z tym przeciążeniem. Warto rozważyć również własną psychoterapię lub konsultację psychologiczną, nie dlatego, że problem leży po Pani stronie, ale aby odzyskać jasność, określić swoje granice i podjąć decyzję z miejsca większej stabilności. Pani trudność nie polega na tym, że oczekuje Pani zbyt wiele. Z opisu wynika raczej, że od dłuższego czasu ponosi Pani konsekwencje decyzji, na które nie miała realnego wpływu, i próbuje zrozumieć, czy w tym związku jest miejsce także na Pani potrzeby. Serdecznie pozdrawiam.
Dzień dobry. Z opisu wynika, że problemem nie jest sam bliski kontakt partnera z córkami, lecz sposób, w jaki podporządkowuje tej relacji wspólne decyzje, czas, finanse i zobowiązania wobec Pani. To istotna różnica. Możliwe, że po wcześniejszym odrzuceniu przez córki partner funkcjonuje w silnym lęku przed ponowną utratą kontaktu. Może próbować utrzymać ich akceptację poprzez stałą dostępność, finansowanie i unikanie stawiania granic. Jest to jednak hipoteza, której nie można potwierdzić bez rozmowy z nim. Nawet jeżeli jego zachowanie wynika z lęku, poczucia winy lub potrzeby wynagrodzenia córkom rozpadu rodziny, nie zwalnia go to z odpowiedzialności za sposób funkcjonowania w obecnym związku. Zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci nie wymaga pozostawania w ciągłej gotowości, rezygnowania ze wspólnych planów ani łamania ustaleń finansowych z partnerką. Można być troskliwym ojcem, a jednocześnie planować czas z partnerką, dotrzymywać zobowiązań, konsultować wydatki dotyczące wspólnego gospodarstwa i stawiać dorosłym dzieciom granice. Szczególnie poważna jest sytuacja finansowa. Przekazanie pieniędzy przeznaczonych na wspólny dom byłej żonie, pozostawienie Pani z kredytami i odmowa ich spłacania nie są wyłącznie kwestią różnicy priorytetów. Jest to naruszenie wspólnych ustaleń i przeniesienie konsekwencji jego decyzji na Panią. Podobnie komunikaty: „moje pieniądze”, „moje życie” i „moje problemy” wskazują, że partner korzysta z relacji i wspólnego domu, ale jednocześnie odrzuca część odpowiedzialności wynikającej z partnerstwa. Ma Pani prawo oczekiwać równego traktowania, przewidywalności, lojalności wobec wspólnych ustaleń oraz pewności, że w ważnej sytuacji może Pani liczyć na partnera. Nie oznacza to konkurowania z jego córkami ani żądania pierwszeństwa w każdej sytuacji. Chodzi o to, aby relacja partnerska również była realnym zobowiązaniem, a nie obszarem, który zawsze ustępuje innym potrzebom. Warto przeprowadzić rozmowę opartą na konkretnych faktach, nie na pytaniu, kogo partner kocha bardziej. Tematem powinny być: spłata wspólnych zobowiązań, zasady podejmowania decyzji finansowych, planowanie wspólnego czasu, wykorzystanie pomieszczeń w domu oraz wzajemna pomoc w sytuacjach kryzysowych. Potrzebne są konkretne ustalenia, terminy i działania, nie tylko deklaracje. Jeżeli partner odmawia rozmowy, bagatelizuje problem lub uznaje, że jego decyzje nie podlegają żadnym uzgodnieniom, warto rozważyć terapię par. Jeżeli nie będzie chciał w niej uczestniczyć, pomocna może być Pani własna konsultacja psychologiczna oraz niezależna konsultacja prawna lub finansowa dotycząca domu i zobowiązań. Z perspektywy psychologicznej Pani poczucie, że znajduje się obok głównego życia partnera, jest zrozumiałą reakcją na powtarzające się doświadczenie pomijania. Przy współistniejącej depresji szczególnie ważne jest, aby nie pozostawała Pani sama z tym obciążeniem i nie próbowała bez końca dostosowywać się do układu, który pogarsza Pani stan psychiczny.
Dzień dobry. Z opisu wynika, że problemem nie jest sam kontakt partnera z córkami, lecz brak równowagi między rolą ojca a rolą partnera oraz niewywiązywanie się ze wspólnych ustaleń. Możliwe, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner funkcjonuje w silnym lęku przed ponownym odrzuceniem i próbuje utrzymać ich akceptację poprzez stałą dyspozycyjność, finansowanie ich potrzeb i unikanie stawiania granic. Jest to jednak jedynie hipoteza. Bez jego gotowości do przyjrzenia się własnym motywacjom nie można tego jednoznacznie ocenić. Zdrowe zaangażowanie w życie dorosłych dzieci nie powinno oznaczać podporządkowania im wszystkich planów, rezygnowania z własnego związku ani łamania zobowiązań wobec partnerki. Szczególnie istotna jest kwestia finansowa. Przekazanie pieniędzy przeznaczonych na wspólny dom bez uzgodnienia z Panią i pozostawienie Pani samej z kredytem oraz długami nie jest wyłącznie kwestią różnych priorytetów. Jest to naruszenie wspólnych ustaleń i przerzucenie na Panią konsekwencji jego decyzji. Słowa o „jego pieniądzach” i „jego życiu” pozostają w sprzeczności z faktem, że kupili Państwo wspólny dom i podjęli wspólne zobowiązania. Ma Pani prawo oczekiwać w związku wzajemności, przewidywalności, współdecydowania i poczucia, że w ważnych sytuacjach może Pani liczyć na partnera. Nie chodzi o rywalizowanie z jego córkami ani domaganie się pierwszeństwa w każdej sytuacji, lecz o to, aby potrzeby związku również były realnie uwzględniane. Obecnie opisuje Pani układ, w którym głównie Pani ponosi koszty emocjonalne i finansowe, a partner zachowuje dużą swobodę, nie przyjmując odpowiedzialności za wspólne decyzje. Warto przeprowadzić z nim bardzo konkretną rozmowę, opartą nie na pytaniu, kogo kocha bardziej, ale na faktach. Należy omówić spłatę zobowiązań, zasady podejmowania decyzji finansowych, planowanie wspólnego czasu, korzystanie z domu oraz wzajemną pomoc w sytuacjach kryzysowych. Pomocna może być terapia par, ale tylko wtedy, gdy partner uznaje, że problem istnieje i jest gotowy pracować nad zmianą. Jeżeli odmawia rozmowy, odpowiedzialności i wszelkich ustaleń, warto zastanowić się nie tylko nad tym, dlaczego tak postępuje, ale przede wszystkim nad tym, czy taki model związku jest dla Pani do zaakceptowania. Ze względu na Pani depresję i duże przeciążenie sytuacją ważne jest również, aby nie pozostawała Pani z tym sama. Warto omówić ten temat z własnym psychoterapeutą lub psychologiem oraz zadbać o konsultację prawną dotyczącą wspólnego domu, kredytu i poniesionych nakładów. Pani poczucie, że znajduje się obok jego głównego życia, jest zrozumiałe i wynika z konkretnych doświadczeń, a nie z nadmiernej zazdrości o jego dzieci.
Dzień dobry, dziękuję za tak obszernie opisaną sytuacje, to daje wiele informacji i ułatwia spojrzenie. Z uważnością przeczytałam cały tekst. I mam jedno spostrzeżenie. Wnioskuję, że mąż i jego sprawy zajmują tyle miejsca w Pani życiu, ile proporcjonalnie Pani poświęciła mu miejsca w swoim zapytaniu. A ja chcę zapytać o coś innego. Czy Pani dla Siebie jest gdziekolwiek priorytetem? Czy ma Pani poczucie, że dla Siebie jest ważna? Z listu wynika, że całkowicie siebie Pani pomija (w dużym skrócie: stąd jest depresja. Brak złości, brak granic. depresja jako wskazówka, że idziemy w złą stronę.). Jeśli sami siebie pomijamy, nasz świat będzie nam to pokazywał. Jestem przekonana, że gdy tylko dotknie Pani świadomości, że jest Pani ważna, na wszystkie zadane pytania z listu, będzie Pani sama w stanie odpowiedzieć. I nie dlatego, że istnieją jedyne poprawne odpowiedzi, tylko dlatego że to będą prawdziwie PANI osobiste odpowiedzi, dotyczące Pani życia. Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknych wglądów.
Szanowna Pani, dużo tu o partnerze i jego braku granic wobec córek. Ale to musiałby przepracować on, a zakładam,że nie jest tym zainteresowany, skoro to nie on pyta. Natomiast druga strona tej opowieści to Pani granice, potrzeby i oczekiwania. Myślę,że można popracować nad tą stroną Państwa relacji. Z relacji wynika,że to dość jednostronny związek, ale nadal w nim Państwo jesteście. A Pani czuje dyskomfort, bo to Pani więcej energii wkłada,aby relacja trwała. Warto to poobserwować - dlaczego tak. Pozdrawiam.
Szanowna Pani, to, co Pani opisuje, nie wygląda jak zwykły konflikt dotyczący relacji z dorosłymi dziećmi. Największym problemem wydaje się brak równowagi pomiędzy rolą ojca a rolą partnera oraz niewywiązywanie się ze wspólnie podjętych zobowiązań. Ma Pani prawo oczekiwać, że w stałym związku będzie Pani traktowana jako osoba równie ważna, z którą podejmuje się wspólne decyzje, planuje przyszłość i realizuje ustalone zobowiązania finansowe. Z psychologicznego punktu widzenia jest możliwe, że wcześniejsze zerwanie kontaktu z córkami było dla partnera doświadczeniem bardzo silnego odrzucenia. U części osób prowadzi to do funkcjonowania w lęku przed ponowną utratą relacji – wówczas pojawia się trudność w stawianiu granic, nadmierne podporządkowywanie się oczekiwaniom bliskich oraz unikanie wszystkiego, co mogłoby wywołać kolejny konflikt. Tłumaczyłoby to jego zachowanie, ale go nie usprawiedliwia, zwłaszcza jeśli odbywa się kosztem relacji partnerskiej i wspólnych ustaleń. Zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci polega na utrzymywaniu bliskiej więzi przy jednoczesnym zachowaniu granic oraz dbaniu o inne ważne relacje. Gdy dorosłe dzieci stają się głównym punktem odniesienia dla większości decyzji, partner nie może planować wspólnego życia, nie realizuje zobowiązań wobec związku, a druga osoba czuje się stale na dalszym planie, warto przyjrzeć się temu głębiej. Szczególnie niepokojące są opisane przez Panią kwestie finansowe oraz komunikaty typu: „moje pieniądze”, „moje życie”, „moje córki”. Takie wypowiedzi mogą świadczyć o braku poczucia wspólnoty w związku i utrudniają budowanie bezpiecznej, partnerskiej relacji. Równie ważne jest to, że mimo Pani depresji partner nie wydaje się okazywać zainteresowania Pani stanem psychicznym ani gotowości do emocjonalnego wsparcia. Odpowiedź, że pomoc w sytuacji kryzysowej „zależy od problemu”, mogła w naturalny sposób podważyć Pani poczucie bezpieczeństwa w tej relacji. Warto porozmawiać z partnerem nie o córkach, lecz o Waszym związku – o wzajemnych oczekiwaniach, priorytetach, odpowiedzialności i przyszłości. Jeśli obie strony będą gotowe do pracy nad relacją, pomocna może być terapia par. Niezależnie od tego zachęcam Panią do kontynuowania własnego leczenia oraz omówienia tej sytuacji również z terapeutą, ponieważ długotrwałe poczucie bycia nieważną i osamotnioną może nasilać objawy depresji. W terapii poznawczo-behawioralnej oraz integracyjnej krótkoterminowej można pracować nad poprawą komunikacji, wyznaczaniem zdrowych granic, odbudową poczucia bezpieczeństwa w relacji oraz oceną, czy związek daje Pani możliwość zaspokajania podstawowych potrzeb emocjonalnych. Zapraszam do kontaktu On-line
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.


