Proszę o ocenę sytuacji z perspektywy psychologicznej. Jestem w kilkuletnim związku z mężczyzną m
4
odpowiedzi
Proszę o ocenę sytuacji z perspektywy psychologicznej.
Jestem w kilkuletnim związku z mężczyzną mającym dwie dorosłe córki (19 i 25 lat). Sama mam dwóch synów 21 letniego, który z nami mieszka i 31 letniego, który ma już swoje dorosłe życie. Mieszkamy razem i kupiliśmy wspólnie dom.
Nie mam problemu z tym, że mój parter utrzymuje z córkami kontakt, pomaga im czy spędza z nimi czas.
Problem polega na tym, że odnoszę wrażenie, iż relacja z córkami stała się osią, wokół której kręcą się wszystkie jego decyzje życiowe.
Nie jesteśmy w stanie swobodnie planować wspólnego czasu. Bardzo często na pytania dotyczące zwykłych codziennych spraw, takich jak wspólny obiad, wyjście do kina czy weekendowe plany, słyszę odpowiedź „nie wiem”, ponieważ partner czeka, czy córki nie będą miały wobec niego innych oczekiwań. Mam poczucie, że funkcjonuje w stałej gotowości do reagowania na ich potrzeby. W każdą niedzielę od kilku tygodni wstaje rano i czeka jak córki się obudzą i powiedzą czy mają w planach spotkanie z nim i o której godzinie.
W naszym domu stoi pusty pokój, którego nie można wykorzystać ani jako gabinetu, ani pokoju gościnnego, ponieważ według partnera to pokój jego"córek", który jak tylko będzie miał fundusze to im urządzi wg ich pomysłu.
Problem polega na tym, że córki praktycznie nas nie odwiedzają. Mimo to pomieszczenie pozostaje wyłączone z normalnego życia domu.
I nie wolno go zagospodarować. Czuję wtedy, że nasz dom jest miejscem, w którym mieszkamy razem, ale traktowany jest tak, jakby najważniejsi byli ci, którzy do niego nawet nie przychodzą.
Kilka lat temu doszło do jego konfliktu ze starszą córką( rzuciła studia, poszła do pracy ale ze strachu przed tym że tata przestanie ją finansować "zapomniała" mu o tym powiedzieć. Nie miał zasądzonych alimentów ale jak każdy kochający ojciec zadeklarował, że na czas studiów dobrowolnie będzie jej je dawał, co uważam za godne zachowanie).
Przez ponad rok nie utrzymywali kontaktu.
Córki zerwały z nim kontakt, obrażały go w wiadomościach, nie chciały z nim rozmawiać. Zero życzeń na dzień ojca, urodziny, święta itp.
Popadł w totalne załamanie i wszystko inne przestało się liczyć.
Poprawa stosunków nastąpiła kiedy córka ponownie poszła na studia, złożyła wniosek o alimenty i podczas mediacji doszło do ugody finansowej.
Od tamtej pory mam wrażenie, że partner zrobi niemal wszystko, aby uniknąć kolejnego odrzucenia przez córki. Nie stawia granic, nie odmawia i podporządkowuje im swoje decyzje.
Bez względu na wszystko.
Sytuacja trudna do zrozumienia dla mnie dotyczy również finansów. Przy zakupie domu ustaliliśmy, że każdy z nas wyłoży określoną kwotę na wykończenie nieruchomości. Gdy przyszedł czas realizacji tych ustaleń, okazało się, że partner przekazał 90% "jego części", byłej żonie, argumentując to tym, że córki będą miały lepsze warunki mieszkaniowe(ex też właśnie zmieniała miejsce zamieszkania).
W efekcie zostałam zmuszona do wzięcia kredytu, pożyczek u rodziny aby sfinansować wykończenie naszego domu.
Pierwotne ustalenia były takie, że to on będzie spłacał te zobowiązania.
Partner nie poczuwa się jednak do wywiązywania się z tych zobowiązań.W skali jego priorytetów są chyba na szarm końcu.
Kredyt spłacam sama, długi rodzinie oddaje też ją. On za to regularnie finansuje córkom restauracje conajmniej raz w tygodniu, wyjazdy, wakacje i inne wydatki.Do tego dochodzi jego pasja narciarska i wyjazdy zagraniczne 1-2 razy w miesiącu od listopada do maja. Oczywiście ja zostaje o tym poinformowana w stylu "jadę na narty".
Nie chodzi mi o samą pomoc dzieciom i pasję, lecz o fakt, że ja jako partnerka z którą oraz zobowiązania finansowe wydają się mieć niższy priorytet.
Jednocześnie regularnie podczas każdej sprzeczki słyszę od niego, że są to „jego pieniądze”, „jego życie”, „jego córki” i „jego problemy”. Zastanawiam się więc, jaka jest w takim układzie moja rola oraz naszego związku partnerskiego i czy opisane zachowania mogą świadczyć o funkcjonowaniu w lęku przed utratą relacji z dziećmi oraz utratą niezależności.
Czy z perspektywy psychologicznej możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner podporządkował znaczną część swojego życia utrzymaniu ich akceptacji? Jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską, wspólnymi zobowiązaniami i codziennym życiem?
No i jak mam odbierać jego zachowanie względem mnie ?
Czy mam prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będę traktowana jako równorzędnie ważna osoba, a nie ktoś, kto stale dostosowuje się do jego potrzeby "przestrzeni" oraz zaspokajania potrzeb dorosłych dzieci?
Nie radzę sobie z takim sposobem funkcjonowania w związku. Mam zdiagnozowaną depresję, od ponad 2 lat biorę leki i jestem pod kontrolą psychiatry.
Partner o tym wie, ale nigdy nawet ze mną o tym nie rozmawia.
Jest jeszcze jedna sytuacja, która bardzo dała mi do myślenia. Zapytałam partnera wprost, czy gdyby był na spotkaniu lub obiedzie z córkami, a mnie przydarzyłby się problem wymagający pomocy (np. awaria samochodu daleko od domu), to czy mogłabym liczyć na to, że przyjedzie mi pomóc.
Nie usłyszałam odpowiedzi „oczywiście” ani „tak”. Odpowiedział: „to zależy, jak duży byłby to problem”.
Zrozumiałam wtedy, że nie mam pewności, czy w sytuacji kryzysowej mogę liczyć na pierwszeństwo w jego życiu. To był jeden z momentów, w których zaczęłam się zastanawiać, jakie miejsce zajmuję w jego hierarchii ważności i czy jako partnerka jestem dla niego osobą równie istotną jak jego dorosłe dzieci.
Czuję, że od jakiegoś czasu ciągle się zmagam.z..
Nie z córkami.
Z poczuciem, że jestem trochę obok jego głównego życia.
Jestem w kilkuletnim związku z mężczyzną mającym dwie dorosłe córki (19 i 25 lat). Sama mam dwóch synów 21 letniego, który z nami mieszka i 31 letniego, który ma już swoje dorosłe życie. Mieszkamy razem i kupiliśmy wspólnie dom.
Nie mam problemu z tym, że mój parter utrzymuje z córkami kontakt, pomaga im czy spędza z nimi czas.
Problem polega na tym, że odnoszę wrażenie, iż relacja z córkami stała się osią, wokół której kręcą się wszystkie jego decyzje życiowe.
Nie jesteśmy w stanie swobodnie planować wspólnego czasu. Bardzo często na pytania dotyczące zwykłych codziennych spraw, takich jak wspólny obiad, wyjście do kina czy weekendowe plany, słyszę odpowiedź „nie wiem”, ponieważ partner czeka, czy córki nie będą miały wobec niego innych oczekiwań. Mam poczucie, że funkcjonuje w stałej gotowości do reagowania na ich potrzeby. W każdą niedzielę od kilku tygodni wstaje rano i czeka jak córki się obudzą i powiedzą czy mają w planach spotkanie z nim i o której godzinie.
W naszym domu stoi pusty pokój, którego nie można wykorzystać ani jako gabinetu, ani pokoju gościnnego, ponieważ według partnera to pokój jego"córek", który jak tylko będzie miał fundusze to im urządzi wg ich pomysłu.
Problem polega na tym, że córki praktycznie nas nie odwiedzają. Mimo to pomieszczenie pozostaje wyłączone z normalnego życia domu.
I nie wolno go zagospodarować. Czuję wtedy, że nasz dom jest miejscem, w którym mieszkamy razem, ale traktowany jest tak, jakby najważniejsi byli ci, którzy do niego nawet nie przychodzą.
Kilka lat temu doszło do jego konfliktu ze starszą córką( rzuciła studia, poszła do pracy ale ze strachu przed tym że tata przestanie ją finansować "zapomniała" mu o tym powiedzieć. Nie miał zasądzonych alimentów ale jak każdy kochający ojciec zadeklarował, że na czas studiów dobrowolnie będzie jej je dawał, co uważam za godne zachowanie).
Przez ponad rok nie utrzymywali kontaktu.
Córki zerwały z nim kontakt, obrażały go w wiadomościach, nie chciały z nim rozmawiać. Zero życzeń na dzień ojca, urodziny, święta itp.
Popadł w totalne załamanie i wszystko inne przestało się liczyć.
Poprawa stosunków nastąpiła kiedy córka ponownie poszła na studia, złożyła wniosek o alimenty i podczas mediacji doszło do ugody finansowej.
Od tamtej pory mam wrażenie, że partner zrobi niemal wszystko, aby uniknąć kolejnego odrzucenia przez córki. Nie stawia granic, nie odmawia i podporządkowuje im swoje decyzje.
Bez względu na wszystko.
Sytuacja trudna do zrozumienia dla mnie dotyczy również finansów. Przy zakupie domu ustaliliśmy, że każdy z nas wyłoży określoną kwotę na wykończenie nieruchomości. Gdy przyszedł czas realizacji tych ustaleń, okazało się, że partner przekazał 90% "jego części", byłej żonie, argumentując to tym, że córki będą miały lepsze warunki mieszkaniowe(ex też właśnie zmieniała miejsce zamieszkania).
W efekcie zostałam zmuszona do wzięcia kredytu, pożyczek u rodziny aby sfinansować wykończenie naszego domu.
Pierwotne ustalenia były takie, że to on będzie spłacał te zobowiązania.
Partner nie poczuwa się jednak do wywiązywania się z tych zobowiązań.W skali jego priorytetów są chyba na szarm końcu.
Kredyt spłacam sama, długi rodzinie oddaje też ją. On za to regularnie finansuje córkom restauracje conajmniej raz w tygodniu, wyjazdy, wakacje i inne wydatki.Do tego dochodzi jego pasja narciarska i wyjazdy zagraniczne 1-2 razy w miesiącu od listopada do maja. Oczywiście ja zostaje o tym poinformowana w stylu "jadę na narty".
Nie chodzi mi o samą pomoc dzieciom i pasję, lecz o fakt, że ja jako partnerka z którą oraz zobowiązania finansowe wydają się mieć niższy priorytet.
Jednocześnie regularnie podczas każdej sprzeczki słyszę od niego, że są to „jego pieniądze”, „jego życie”, „jego córki” i „jego problemy”. Zastanawiam się więc, jaka jest w takim układzie moja rola oraz naszego związku partnerskiego i czy opisane zachowania mogą świadczyć o funkcjonowaniu w lęku przed utratą relacji z dziećmi oraz utratą niezależności.
Czy z perspektywy psychologicznej możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner podporządkował znaczną część swojego życia utrzymaniu ich akceptacji? Jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica w życie dorosłych dzieci od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską, wspólnymi zobowiązaniami i codziennym życiem?
No i jak mam odbierać jego zachowanie względem mnie ?
Czy mam prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będę traktowana jako równorzędnie ważna osoba, a nie ktoś, kto stale dostosowuje się do jego potrzeby "przestrzeni" oraz zaspokajania potrzeb dorosłych dzieci?
Nie radzę sobie z takim sposobem funkcjonowania w związku. Mam zdiagnozowaną depresję, od ponad 2 lat biorę leki i jestem pod kontrolą psychiatry.
Partner o tym wie, ale nigdy nawet ze mną o tym nie rozmawia.
Jest jeszcze jedna sytuacja, która bardzo dała mi do myślenia. Zapytałam partnera wprost, czy gdyby był na spotkaniu lub obiedzie z córkami, a mnie przydarzyłby się problem wymagający pomocy (np. awaria samochodu daleko od domu), to czy mogłabym liczyć na to, że przyjedzie mi pomóc.
Nie usłyszałam odpowiedzi „oczywiście” ani „tak”. Odpowiedział: „to zależy, jak duży byłby to problem”.
Zrozumiałam wtedy, że nie mam pewności, czy w sytuacji kryzysowej mogę liczyć na pierwszeństwo w jego życiu. To był jeden z momentów, w których zaczęłam się zastanawiać, jakie miejsce zajmuję w jego hierarchii ważności i czy jako partnerka jestem dla niego osobą równie istotną jak jego dorosłe dzieci.
Czuję, że od jakiegoś czasu ciągle się zmagam.z..
Nie z córkami.
Z poczuciem, że jestem trochę obok jego głównego życia.
Dzień dobry,
Przede wszystkim chciałabym podkreślić, że opisuje Pani bardzo złożoną sytuację, a jednocześnie przedstawia ją w sposób niezwykle refleksyjny. Zadaje Pani pytania nie o to, czy córki partnera są problemem, ale o to, jak rozumieć jego zachowanie i jakie miejsce zajmuje Pani w tej relacji. To ważne rozróżnienie.
Z perspektywy psychologicznej nie da się oczywiście postawić diagnozy na podstawie jednostronnego opisu. Można jednak odnieść się do pewnych mechanizmów, które wydają się prawdopodobne.
Rzeczywiście zdarza się, że po doświadczeniu silnego konfliktu lub zerwania kontaktu z dzieckiem rodzic zaczyna funkcjonować w większym lęku przed ponowną utratą relacji. Taka osoba może stać się bardziej uległa, unikać stawiania granic, nadmiernie koncentrować się na potrzebach dziecka lub podporządkowywać swoje decyzje utrzymaniu dobrych relacji. Nie musi dziać się to świadomie. Czasami jest to próba ochrony przed ponownym doświadczeniem bólu odrzucenia.
Jednocześnie warto zauważyć, że nawet jeśli taki mechanizm występuje, nie wyjaśnia on wszystkiego. W relacji partnerskiej znaczenie mają nie tylko motywacje, ale również skutki zachowań. Z Pani opisu wynika, że doświadcza Pani nie tyle zazdrości o córki, ile poczucia odsunięcia od procesu podejmowania decyzji, trudności we wspólnym planowaniu życia oraz braku wzajemności w obszarze zobowiązań.
Opisane przez Panią przykłady dotyczą bowiem kilku różnych obszarów:
planowania wspólnego czasu,
podejmowania decyzji dotyczących domu,
realizacji wspólnych ustaleń finansowych,
reagowania na Pani potrzeby emocjonalne i zdrowotne,
poczucia partnerstwa i wzajemnego wsparcia.
To są fundamenty związku i niezależnie od relacji z dziećmi warto się im przyjrzeć.
Pyta Pani, jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską. Nie ma jednej granicy, ale pomocne bywa zadanie sobie pytania: czy rodzic potrafi jednocześnie dbać o relację z dziećmi i o relację partnerską, czy też jedna z nich odbywa się kosztem drugiej? W zdrowo funkcjonujących rodzinach zwykle nie chodzi o wybór "dzieci albo partner", lecz o szukanie równowagi pomiędzy różnymi ważnymi relacjami.
W Pani opisie szczególnie zwraca uwagę nie tyle sama bliskość z córkami, ile fakt, że wielokrotnie doświadcza Pani braku przewidywalności, współdecydowania i poczucia, że wspólne ustalenia są traktowane jako mniej ważne niż inne zobowiązania. To może prowadzić do narastającego poczucia osamotnienia, niezależnie od tego, jakie są intencje partnera.
Pisze Pani również o swojej depresji. Niepokoi mnie nie tyle sam fakt choroby, co to, że ma Pani poczucie, iż partner nie interesuje się tym obszarem Pani życia. Dla wielu osób w związku ważne jest nie tylko praktyczne współistnienie, ale także poczucie emocjonalnego bycia zauważonym i wspieranym.
Na koniec odniosę się do pytania o to, czy ma Pani prawo oczekiwać, że będzie traktowana jako równorzędnie ważna osoba. Z psychologicznego punktu widzenia odpowiedź brzmi: tak. Oczywiście każda para inaczej definiuje swoją relację, jednak potrzeba bycia uwzględnianym w decyzjach, traktowanym poważnie, wysłuchanym i mogącym liczyć na wsparcie w trudnych sytuacjach należy do podstawowych potrzeb w bliskich związkach.
Mam wrażenie, że największym źródłem cierpienia w opisywanej sytuacji nie jest sama obecność córek w życiu partnera, ale narastające poczucie, że w ważnych momentach nie jest Pani pewna, jakie miejsce zajmuje w jego życiu. To właśnie temu obszarowi warto byłoby przyjrzeć się głębiej — samodzielnie lub podczas konsultacji psychologicznej, a jeśli partner byłby gotowy, również w rozmowie lub terapii par.
Przede wszystkim chciałabym podkreślić, że opisuje Pani bardzo złożoną sytuację, a jednocześnie przedstawia ją w sposób niezwykle refleksyjny. Zadaje Pani pytania nie o to, czy córki partnera są problemem, ale o to, jak rozumieć jego zachowanie i jakie miejsce zajmuje Pani w tej relacji. To ważne rozróżnienie.
Z perspektywy psychologicznej nie da się oczywiście postawić diagnozy na podstawie jednostronnego opisu. Można jednak odnieść się do pewnych mechanizmów, które wydają się prawdopodobne.
Rzeczywiście zdarza się, że po doświadczeniu silnego konfliktu lub zerwania kontaktu z dzieckiem rodzic zaczyna funkcjonować w większym lęku przed ponowną utratą relacji. Taka osoba może stać się bardziej uległa, unikać stawiania granic, nadmiernie koncentrować się na potrzebach dziecka lub podporządkowywać swoje decyzje utrzymaniu dobrych relacji. Nie musi dziać się to świadomie. Czasami jest to próba ochrony przed ponownym doświadczeniem bólu odrzucenia.
Jednocześnie warto zauważyć, że nawet jeśli taki mechanizm występuje, nie wyjaśnia on wszystkiego. W relacji partnerskiej znaczenie mają nie tylko motywacje, ale również skutki zachowań. Z Pani opisu wynika, że doświadcza Pani nie tyle zazdrości o córki, ile poczucia odsunięcia od procesu podejmowania decyzji, trudności we wspólnym planowaniu życia oraz braku wzajemności w obszarze zobowiązań.
Opisane przez Panią przykłady dotyczą bowiem kilku różnych obszarów:
planowania wspólnego czasu,
podejmowania decyzji dotyczących domu,
realizacji wspólnych ustaleń finansowych,
reagowania na Pani potrzeby emocjonalne i zdrowotne,
poczucia partnerstwa i wzajemnego wsparcia.
To są fundamenty związku i niezależnie od relacji z dziećmi warto się im przyjrzeć.
Pyta Pani, jak odróżnić zdrowe zaangażowanie rodzica od sytuacji, w której relacja z dziećmi zaczyna dominować nad relacją partnerską. Nie ma jednej granicy, ale pomocne bywa zadanie sobie pytania: czy rodzic potrafi jednocześnie dbać o relację z dziećmi i o relację partnerską, czy też jedna z nich odbywa się kosztem drugiej? W zdrowo funkcjonujących rodzinach zwykle nie chodzi o wybór "dzieci albo partner", lecz o szukanie równowagi pomiędzy różnymi ważnymi relacjami.
W Pani opisie szczególnie zwraca uwagę nie tyle sama bliskość z córkami, ile fakt, że wielokrotnie doświadcza Pani braku przewidywalności, współdecydowania i poczucia, że wspólne ustalenia są traktowane jako mniej ważne niż inne zobowiązania. To może prowadzić do narastającego poczucia osamotnienia, niezależnie od tego, jakie są intencje partnera.
Pisze Pani również o swojej depresji. Niepokoi mnie nie tyle sam fakt choroby, co to, że ma Pani poczucie, iż partner nie interesuje się tym obszarem Pani życia. Dla wielu osób w związku ważne jest nie tylko praktyczne współistnienie, ale także poczucie emocjonalnego bycia zauważonym i wspieranym.
Na koniec odniosę się do pytania o to, czy ma Pani prawo oczekiwać, że będzie traktowana jako równorzędnie ważna osoba. Z psychologicznego punktu widzenia odpowiedź brzmi: tak. Oczywiście każda para inaczej definiuje swoją relację, jednak potrzeba bycia uwzględnianym w decyzjach, traktowanym poważnie, wysłuchanym i mogącym liczyć na wsparcie w trudnych sytuacjach należy do podstawowych potrzeb w bliskich związkach.
Mam wrażenie, że największym źródłem cierpienia w opisywanej sytuacji nie jest sama obecność córek w życiu partnera, ale narastające poczucie, że w ważnych momentach nie jest Pani pewna, jakie miejsce zajmuje w jego życiu. To właśnie temu obszarowi warto byłoby przyjrzeć się głębiej — samodzielnie lub podczas konsultacji psychologicznej, a jeśli partner byłby gotowy, również w rozmowie lub terapii par.
Czytając Pani opis, mam poczucie, że nie walczy Pani z córkami partnera ani z jego rolą ojca. Bardziej zmaga się Pani z pytaniem: „Czy ja też jestem dla niego ważna?”.
To, co wybrzmiewa z Pani historii, to nie sprzeciw wobec pomagania dorosłym dzieciom, ale ból związany z poczuciem, że wspólne życie, wspólne plany i wspólne zobowiązania często schodzą na dalszy plan. Trudno czuć się spokojnie w relacji, gdy nie ma się pewności, czy można liczyć na partnera w ważnych momentach albo gdy decyzje dotyczące związku są stale uzależnione od potrzeb innych osób.
Czy partner rzeczywiście działa z lęku przed utratą relacji z córkami? Tego nie sposób ocenić na podstawie samego opisu. Można jednak przypuszczać, że wcześniejsze doświadczenie odrzucenia mogło mieć wpływ na sposób, w jaki dziś buduje z nimi relację. To jednak nie zmienia faktu, że Pani doświadcza skutków tego sposobu funkcjonowania.
Ma Pani prawo oczekiwać, że w związku będzie traktowana jak ważna osoba, której potrzeby, bezpieczeństwo i zdanie również są brane pod uwagę. Nie jest to przejaw egoizmu ani rywalizacji z dziećmi partnera. To jedna z podstaw bliskiej, partnerskiej relacji.
Być może najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale raczej: „Czego ja potrzebuję, żeby dobrze czuć się w tym związku i czy jest w nim przestrzeń na te potrzeby?”.
Jeżeli czuje Pani, że od dłuższego czasu nosi ten ciężar sama, rozmowa z psychologiem może być dobrym miejscem, by spokojnie przyjrzeć się swojej sytuacji i poszukać rozwiązań, które będą wspierały przede wszystkim Pani dobrostan.
Pozdrawiam
Sylwia Jankowska
To, co wybrzmiewa z Pani historii, to nie sprzeciw wobec pomagania dorosłym dzieciom, ale ból związany z poczuciem, że wspólne życie, wspólne plany i wspólne zobowiązania często schodzą na dalszy plan. Trudno czuć się spokojnie w relacji, gdy nie ma się pewności, czy można liczyć na partnera w ważnych momentach albo gdy decyzje dotyczące związku są stale uzależnione od potrzeb innych osób.
Czy partner rzeczywiście działa z lęku przed utratą relacji z córkami? Tego nie sposób ocenić na podstawie samego opisu. Można jednak przypuszczać, że wcześniejsze doświadczenie odrzucenia mogło mieć wpływ na sposób, w jaki dziś buduje z nimi relację. To jednak nie zmienia faktu, że Pani doświadcza skutków tego sposobu funkcjonowania.
Ma Pani prawo oczekiwać, że w związku będzie traktowana jak ważna osoba, której potrzeby, bezpieczeństwo i zdanie również są brane pod uwagę. Nie jest to przejaw egoizmu ani rywalizacji z dziećmi partnera. To jedna z podstaw bliskiej, partnerskiej relacji.
Być może najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale raczej: „Czego ja potrzebuję, żeby dobrze czuć się w tym związku i czy jest w nim przestrzeń na te potrzeby?”.
Jeżeli czuje Pani, że od dłuższego czasu nosi ten ciężar sama, rozmowa z psychologiem może być dobrym miejscem, by spokojnie przyjrzeć się swojej sytuacji i poszukać rozwiązań, które będą wspierały przede wszystkim Pani dobrostan.
Pozdrawiam
Sylwia Jankowska
Dzień dobry ,
Czytając Pani wiadomość, nie miałam poczucia, że pisze kobieta zazdrosna o córki partnera.
Miałam raczej poczucie, że pisze kobieta, która od dłuższego czasu próbuje znaleźć dla siebie miejsce w związku.
Z tego, co Pani opisuje, nie przeszkadza Pani fakt, że partner kocha swoje córki, pomaga im i chce być obecny w ich życiu. Trudność pojawia się gdzie indziej. Wydaje się, że coraz częściej doświadcza Pani sytuacji, w których potrzeby, plany, zobowiązania czy emocje innych osób są uwzględniane wcześniej niż Wasza wspólna relacja.
Szczególnie poruszył mnie fragment o awarii samochodu. Nie dlatego, że chodzi o samochód. Bardziej dlatego, że w tym pytaniu usłyszałam coś innego:
„Czy mogę być pewna, że kiedy naprawdę będę Cię potrzebowała, będziesz po mojej stronie?”
To pytanie dotyczy bezpieczeństwa emocjonalnego, a nie logistyki.
Czy możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner bardzo boi się ponownego odrzucenia? Tak, jest to jeden z możliwych mechanizmów. Rodzice, którzy doświadczyli utraty relacji z dzieckiem, czasami zaczynają funkcjonować tak, jakby stale chcieli zabezpieczać tę więź przed kolejnym pęknięciem. Częściej ustępują, rzadziej odmawiają i mają trudność z postawieniem granicy.
Jednocześnie nie da się na podstawie jednego opisu ocenić, czy właśnie to dzieje się w tej sytuacji.
To, co wydaje mi się najważniejsze, to fakt, że od dłuższego czasu żyje Pani z poczuciem, że jest trochę obok jego głównego życia.
I to właśnie ten fragment Pani historii brzmi dla mnie najbardziej boleśnie.
W związku partnerskim ma Pani prawo oczekiwać nie tylko miłości, ale również współdecydowania, wzajemności, szacunku dla wspólnych ustaleń oraz poczucia, że tworzycie zespół.
Nie oznacza to rywalizacji z dziećmi.
Oznacza potrzebę bycia ważną.
Być może najważniejszym pytaniem nie jest dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale: „Czy w takim kształcie tej relacji moje potrzeby mają wystarczająco dużo miejsca?”
To pytanie warto sobie zadać z dużą szczerością i życzliwością wobec samej siebie.
Czytając Pani wiadomość, nie miałam poczucia, że pisze kobieta zazdrosna o córki partnera.
Miałam raczej poczucie, że pisze kobieta, która od dłuższego czasu próbuje znaleźć dla siebie miejsce w związku.
Z tego, co Pani opisuje, nie przeszkadza Pani fakt, że partner kocha swoje córki, pomaga im i chce być obecny w ich życiu. Trudność pojawia się gdzie indziej. Wydaje się, że coraz częściej doświadcza Pani sytuacji, w których potrzeby, plany, zobowiązania czy emocje innych osób są uwzględniane wcześniej niż Wasza wspólna relacja.
Szczególnie poruszył mnie fragment o awarii samochodu. Nie dlatego, że chodzi o samochód. Bardziej dlatego, że w tym pytaniu usłyszałam coś innego:
„Czy mogę być pewna, że kiedy naprawdę będę Cię potrzebowała, będziesz po mojej stronie?”
To pytanie dotyczy bezpieczeństwa emocjonalnego, a nie logistyki.
Czy możliwe jest, że po wcześniejszym zerwaniu kontaktu z córkami partner bardzo boi się ponownego odrzucenia? Tak, jest to jeden z możliwych mechanizmów. Rodzice, którzy doświadczyli utraty relacji z dzieckiem, czasami zaczynają funkcjonować tak, jakby stale chcieli zabezpieczać tę więź przed kolejnym pęknięciem. Częściej ustępują, rzadziej odmawiają i mają trudność z postawieniem granicy.
Jednocześnie nie da się na podstawie jednego opisu ocenić, czy właśnie to dzieje się w tej sytuacji.
To, co wydaje mi się najważniejsze, to fakt, że od dłuższego czasu żyje Pani z poczuciem, że jest trochę obok jego głównego życia.
I to właśnie ten fragment Pani historii brzmi dla mnie najbardziej boleśnie.
W związku partnerskim ma Pani prawo oczekiwać nie tylko miłości, ale również współdecydowania, wzajemności, szacunku dla wspólnych ustaleń oraz poczucia, że tworzycie zespół.
Nie oznacza to rywalizacji z dziećmi.
Oznacza potrzebę bycia ważną.
Być może najważniejszym pytaniem nie jest dziś: „Dlaczego on tak postępuje?”, ale: „Czy w takim kształcie tej relacji moje potrzeby mają wystarczająco dużo miejsca?”
To pytanie warto sobie zadać z dużą szczerością i życzliwością wobec samej siebie.
Dzień dobry,
z samego Pani opisu trudno ocenić, jakie są motywy zachowania partnera. Możliwe, że po wcześniejszych trudnych doświadczeniach w relacji z córkami szczególnie zależy mu na utrzymaniu z nimi bliskości. Równie dobrze może chodzić o silne poczucie odpowiedzialności za dzieci, trudność w stawianiu granic lub po prostu inne niż Pani rozumienie roli rodzica i partnera. Bez poznania jego perspektywy trudno wyciągać dalej idące wnioski.
Niezależnie jednak od przyczyn, ma Pani prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będzie Pani traktowana jako osoba istotna, uwzględniana przy podejmowaniu decyzji i że wspólne zobowiązania będą traktowane poważnie. W pierwszej kolejności warto spróbować otwarcie porozmawiać z partnerem nie tyle o jego córkach, co o tym, jak Pani przeżywa obecną sytuację i czego potrzebuje od związku. Jeśli takie rozmowy nie przynoszą efektu lub trudno je przeprowadzić w sposób spokojny i konstruktywny, pomocna może być konsultacja z psychologiem lub psychoterapeutą (indywidualna lub dla pary), aby lepiej uporządkować potrzeby, granice i oczekiwania wobec relacji.
Pozdrawiam,
z samego Pani opisu trudno ocenić, jakie są motywy zachowania partnera. Możliwe, że po wcześniejszych trudnych doświadczeniach w relacji z córkami szczególnie zależy mu na utrzymaniu z nimi bliskości. Równie dobrze może chodzić o silne poczucie odpowiedzialności za dzieci, trudność w stawianiu granic lub po prostu inne niż Pani rozumienie roli rodzica i partnera. Bez poznania jego perspektywy trudno wyciągać dalej idące wnioski.
Niezależnie jednak od przyczyn, ma Pani prawo oczekiwać, że w związku partnerskim będzie Pani traktowana jako osoba istotna, uwzględniana przy podejmowaniu decyzji i że wspólne zobowiązania będą traktowane poważnie. W pierwszej kolejności warto spróbować otwarcie porozmawiać z partnerem nie tyle o jego córkach, co o tym, jak Pani przeżywa obecną sytuację i czego potrzebuje od związku. Jeśli takie rozmowy nie przynoszą efektu lub trudno je przeprowadzić w sposób spokojny i konstruktywny, pomocna może być konsultacja z psychologiem lub psychoterapeutą (indywidualna lub dla pary), aby lepiej uporządkować potrzeby, granice i oczekiwania wobec relacji.
Pozdrawiam,
Podobne pytania
- Witam, chciałam zapytać o coś, co męczy mnie już od kilku lat. Jestem nastolatką i od dłuższego czasu próbuję trochę poprawić swoją sylwetkę. Nie chodzi mi o jakąś bardzo niską wagę ani o głodzenie się, tylko bardziej o to, żeby wyglądać trochę lepiej i czuć się dobrze ze sobą. Problem jest…
- Witam, mój 4-miesięczny niemowlak jest karmiony moim mlekiem. Od miesiąca ma AZS: suche, szorstkie, czerwone plamy na policzkach (bliżej uszu), szyi, przedramionach, ramionach i zgięciach przy dłoniach. Stolce płynne, pieniste, koloru „musztardowego) - oddaje raz na 4-8 dni (cała wypełniona pieluszka).…
- Dzień dobry, proszę o informację czy w moim przypadku są to sytuacje, które wymagają szerszych konsultacji z psychologiem. Jestem pomiędzy 30 a 40 rokiem życia. Zauważyłam u siebie nerwowość na różne sytuacje. Zaczęło się w pracy, w której pracuję od 10 lat, denerwuje mnie niekompetencja współpracowników…
- Dzień dobry. Ostatnio zrelacjonowałam państwu swoją historię ( bicie pieska przez mojego partnera, namawianie do zachowań seksualnych pod wpływem manipulacji, w miarę powrotu wspomnień także próba wymuszenia na mnie seksu pod wpływem alkoholu i zatajenie przede mną śmierci mamy bo ważniejsze…
- Lecze kiłę już 3 lata cały czas ma wachania miana 1: 4 za 1 miesiac 1;16 potem znowu 1:4 ,1:32 co to może być?
- Biorę Seronil 10 mg (całą tabletkę) od 6 tygodni. Odczuwam głównie dużą senność w ciągu dnia i dużo śpię, zarówno w dzień jak i w nocy. Nie widzę poprawy nastroju. Dodatkowo biorę Trittico na noc (pełną dawkę), a hydroksyzynę tylko doraźnie w trudniejszych momentach. Czy w takiej sytuacji należałoby…
- Elastopatia Dzień dobry, mam 21 lat i ortopeda parę lat temu stwierdził, że mam elastopatie ale nie robił mi żadnych konkretnych badań. Ostatnio mój stan zaczął się pogarszać- moje stawy bardzo głośno strzelają (kostki, biodra, barki) mam dość silny ból kolan i pleców (w krzyżu i łopatkach).…
- Muszę się poddać zabiegowi w szpitalu ale żadne argumenty do mnie nie przemawiają żeby się temu poddać. Miałam inna opcje ale uciekłam sprzed gabinetu. Nie wiem co robić?
- Mam problem z nawracajacym krwawieniem z odbytu. Poczatkwo krew byla tylko w kale pozniej pojawila sie na papierze. Po nasiadówkach z kory debu masciach na chwile bylo lepiej. Oprcz krwawienia czuje jeszcze poeczenie I pobolewanie w odbycie ogólny dyskomfort. Codziennie wieczorem jem siemie lniane…
- W pozycji leżącej na plecach pomiędzy mostkiem a pępkiem przy napięciu mięśni brzucha pojawia się uwypuklenie i tylko w tej pozycji przy napięciu, jak są roluznione to nic nie widać w pozycji stojącej też nie widoczne.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Masz podobny problem? Ci specjaliści mogą Ci pomóc:
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.