Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć coś natury psychologicznej. Mam 38 lat i około 5 lat temu mój pa

6 odpowiedzi
Dzień dobry. Chciałabym opowiedzieć coś natury psychologicznej. Mam 38 lat i około 5 lat temu mój partner odebrał sobie życie. Nasze życie miało wzloty i upadki wiadomo, ale niepokoiły mnie pewne jego zachowania. Od bardzo młodych lat zażywał narkotyki i pił alkohol, potrafił uderzyć psa i wytarzać mu mordkę w odchodach i nie czuć przy tym żadnych wyrzutów sumienia. Łatwo wpadał w gniew, potrafił bez problemu opuścić miejsce pracy gdy coś mu nie odpowiadalo i karał cisza. Na wszystko się godziłam i za wszystko przepraszalam. W naszym związku raz powiedział mi że w razie gwałtu nie powinnam walczyć i poddać się przyjemności, a w swingowaniu byłam"karta przetargowa". Stopniowo traciłam kontakt z przyjaciółmi i rodziną, przenosiliśmy się z miejsca na miejsce coraz dalej. Niby nigdy mi nie zabronił kontaktu z rodziną ale ja nawet jak rodzinę odwiedziłam to chciałam do niego wrócić jak najszybciej. Był moim centrum swiata. Kochałam go bardzo ale chcę tylko uzyskać odpowiedź która mnie meczyla.... Czy mogłam żyć z socjopatą? Do tej pory nie mogę przestać myśleć o tym jak się zabił i to w zasadzie na moich oczach. Czy byłam tak zmanipulowana że dopiero niemal pięć lat od jego śmierci zaczęłam dostrzegać toksyczność związku? Bardzo proszę o odpowiedź
mgr Anna Gnich
Psycholog, Psychoterapeuta
Warszawa
Dzień dobry, to, co Pani opisuje, było bardzo trudną relacją — z elementami przemocy, braku empatii i stopniowego zawężania Pani świata do jednej osoby. Nie da się jednoznacznie postawić diagnozy „czy był socjopatą”, ale wiele zachowań, które Pani przytacza, rzeczywiście pasuje do obrazu poważnych zaburzeń osobowości.
Jednocześnie to, że Pani w tym była i go kochała, nie oznacza słabości ani „braku rozsądku”. W takich relacjach bardzo często działa mechanizm, w którym człowiek stopniowo się dostosowuje, tłumaczy drugą osobę i coraz bardziej koncentruje się na niej. To nie dzieje się nagle — tylko powoli, często niezauważalnie.
To, że dopiero teraz, po kilku latach, zaczyna Pani widzieć tę relację inaczej, jest czymś bardzo częstym. Czas, dystans i przeżycie żałoby sprawiają, że pojawia się przestrzeń na zrozumienie tego, co wcześniej było trudne do uchwycenia.
Dodatkowo była Pani świadkiem jego śmierci — to doświadczenie samo w sobie jest traumatyczne i może zatrzymywać proces przeżywania i rozumienia na długi czas.
Najważniejsze pytanie nie brzmi dziś „kim on był”, tylko co Pani przeżyła i jak to na Panią wpłynęło. To coś, co zdecydowanie warto przepracować w terapii — nie po to, żeby „nazwać go”, ale żeby odzyskać spokój i uwolnić się od tego, co do dziś Panią trzyma. Pozdrawiam serdecznie
Znajdź eksperta
Tak, to był toksyczny związek, jakiś rodzaj uzależnienia od partnera. Trudno teraz byłoby określić na ile to, co się działo było efektem zaburzenia osobowości, a na ile jego uzależnienia i konsekwencji używania alkoholu i narkotyków. W tym momencie to już nie ma znaczenia, istotne jest to, co dzieje się w Pani teraz, jakie są konsekwencje traumatycznego przeżycia jakim była jego śmierć i jak to było możliwe, żeby wejść w tak destrukcyjną relację. Może teraz jest właśnie dobry moment, aby to w sobie poukładać, skorzystać z pomocy psychologa. Czasem musi upłynąć czas, zanim będzie się w stanie zderzyć z jakąś prawdą o sobie. To bywa trudne, ale w dłuższym czasie uwalniające.
Dzień dobry,
Z tego co Pani opisuje partner miał poważne zaburzenia osobowości lub głębokie problemy psychicznych. Nawet jeśli nie był „socjopatą” w sensie klinicznym, jego zachowania były przemocowe i toksyczne. Stosował względem Pani przemoc fizyczną i psychiczną. To, że była Pani świadkiem jego śmierci, to ogromna trauma. Natrętne myśli po latach są częste – to nie znaczy, że „coś z Panią nie tak”. Moim zdaniem wymaga Pani wsparcia psychologicznego, bo to co Panią spotkało na pewno nie było łatwe i bardzo wpłynęło na Pani zdrowie psychiczne i fizyczne. Warto po takich mocnych przejściach zadbać o siebie.
Każdy z nas popełnia błędy dotyczące doboru przyjaciół, partnera, a nawet środowiska. Bardzo często wynika to z braku możliwości dokonania właściwej oceny. To co przeżyłas sprawiło, że stałaś się innym człowiekiem. Czasami tak bardzo źle myślimy o sobie, że nie wierzymy w dobro i doznajemy krzywdy wyrządzonej od tego któremu zaufaliśmy.
Może pomoże Ci takie banalne ćwiczenie. Każdego poranka patrz w lustro i powtarzaj:
Jestem wspaniała i zasługuję na to , co najlepsze od życia!
 Kornelia Cichoń
Psycholog, Psycholog dziecięcy
Warszawa
Dzień dobry,

czytam Pani wiadomość i to jest bardzo poruszająca historia… widać w niej ogrom doświadczeń, które niosła Pani przez lata – i które nadal w Pani są.

Chcę zacząć od jednej ważnej rzeczy:
to, co Pani opisuje, nie było zdrową, bezpieczną relacją. Było w niej bardzo dużo zachowań przemocowych, manipulacyjnych i przekraczających granice.

Czy był „socjopatą”?
Tego wprost nie da się jednoznacznie ocenić bez diagnozy, natomiast wiele zachowań, które Pani opisuje (brak empatii, agresja, kontrola, obniżanie Pani poczucia wartości, wykorzystywanie) rzeczywiście może wskazywać na poważne zaburzenia osobowości.

Ale jeszcze ważniejsze od nazwy jest to, jak ta relacja wpływała na Panią.

Pisze Pani o tym, że:
– stopniowo traciła Pani kontakt z bliskimi,
– on stawał się centrum Pani świata,
– przepraszała Pani „za wszystko”,
– trudno było Pani być gdziekolwiek indziej niż przy nim.

To bardzo przypomina mechanizm silnego uwikłania emocjonalnego / relacji przemocowej, w której druga osoba stopniowo traci poczucie siebie i swoich granic.

I odpowiadając na Pani pytanie –
tak, to jest możliwe, że dopiero po latach zaczyna Pani widzieć tę relację inaczej.

To nie znaczy, że była Pani „naiwna” czy „nie widziała”.
To znaczy, że była Pani w bardzo silnym mechanizmie emocjonalnym, który często działa właśnie tak, że:
– trudne rzeczy są racjonalizowane,
– granice się przesuwają,
– a miłość miesza się z lękiem, napięciem i zależnością.

Do tego dochodzi jeszcze jedna bardzo ważna rzecz –
była Pani świadkiem jego śmierci.

To wydaje się nosić znamiona traumy. I to, że po 5 latach wciąż do tego Pani wraca, jest absolutnie zrozumiałe. Takie doświadczenia często „pracują” w człowieku bardzo długo i dopiero z czasem pojawia się przestrzeń, żeby zobaczyć całość szerzej.

Widzę w Pani dużą gotowość do zrozumienia tego, co się wydarzyło – i to jest bardzo ważny moment.

Ale to też jest coś, z czym naprawdę nie warto zostawać samej.

Zachęcam Panią do umówienia się na konsultację. To nie jest tylko kwestia odpowiedzi na pytanie „kim on był”, ale przede wszystkim:
– co Pani przeżyła,
– co w Pani zostało po tej relacji,
– i jak może Pani to domknąć, żeby poczuć więcej spokoju.

Możliwa jest konsultacja online lub w gabinecie.

Z pozdrowieniami,
Kornelia Cichoń
Psycholożka
Dzień dobry,
bardzo dziękuję, że Pani to napisała. To, czego Pani doświadczyła, brzmi jak ogromnie obciążająca, bolesna i bardzo złożona relacja, a dodatkowo zakończona traumatyczną śmiercią partnera, której była Pani świadkiem. To samo w sobie może na długi czas zatrzymać człowieka w szoku, poczuciu winy, dezorientacji i ciągłym wracaniu do pytań: „co to właściwie było?”, „kim on był?”, „dlaczego ja tego nie widziałam wcześniej?”. To są bardzo ludzkie pytania.
Na to, co Pani opisuje, nie da się odpowiedzieć uczciwie jednym prostym słowem, zwłaszcza bez pełnej diagnozy tej osoby. Nie mogę więc odpowiedzialnie powiedzieć, że żyła Pani „z socjopatą”, bo takie określenie nie powinno być stawiane na podstawie samego opisu relacji. Mogę natomiast powiedzieć, że opisuje Pani wiele zachowań, które były bardzo niepokojące i przemocowe: brak empatii, okrucieństwo wobec zwierzęcia, silną potrzebę kontroli, karanie ciszą, impulsywność, przekraczanie granic, uprzedmiotowienie Pani oraz stopniowe odcinanie Pani od bliskich. To są cechy relacji toksycznej i psychicznie niszczącej, niezależnie od tego, jaką etykietę diagnostyczną miałaby ta osoba.
To, że dopiero po latach zaczęła Pani wyraźniej widzieć toksyczność tego związku, też nie jest niczym niezwykłym. Bardzo często w relacjach opartych na silnym przywiązaniu, lęku, zależności emocjonalnej i stopniowym przesuwaniu granic człowiek nie widzi od razu pełnego obrazu. Nie dlatego, że jest słaby czy „dał się nabrać”, ale dlatego, że psychika przystosowuje się do sytuacji, żeby przetrwać. Często dopiero z dystansu zaczyna być widać to, co wcześniej było normalizowane, usprawiedliwiane albo wypierane. Dodatkowo traumatyczna śmierć partnera mogła na długi czas przykryć wszystko inne — najpierw zostaje trauma, szok i żałoba, a dopiero później zaczyna się przebijać pytanie: „zaraz, ale przecież w tym związku było też dużo krzywdy”.
Więc odpowiadając wprost: tak, jest możliwe, że była Pani uwikłana w relację opartą na manipulacji, zależności i przemocy psychicznej, i że dopiero po latach zaczęła Pani to naprawdę widzieć. To nie świadczy o Pani naiwności. To świadczy raczej o tym, jak silny wpływ miała ta relacja na Pani poczucie siebie, granice i sposób interpretowania tego, co się działo.
Myślę też, że bardzo ważne jest oddzielenie dwóch spraw:
- z jednej strony tego, kim był Pani partner i jakie miał cechy,
- a z drugiej — tego, co ta relacja zrobiła z Pani psychiką.
Czasem skupienie się wyłącznie na pytaniu „czy on był socjopatą?” daje chwilową ulgę, ale głębsze uzdrowienie zwykle zaczyna się przy pytaniach:
- „dlaczego tak bardzo się wokół niego organizowałam?”,
- „jak stopniowo traciłam siebie?”,
- „co sprawiało, że za wszystko przepraszałam?”,
- „dlaczego on stał się moim centrum świata?”,
„- jak odzyskać dziś poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do własnego odczuwania?”.
To, że nadal wraca Pani do obrazu jego śmierci, również jest bardzo zrozumiałe. Bycie świadkiem samobójstwa lub jego bezpośrednich okoliczności może zostawić objawy traumy, nawet po wielu latach. To nie musi być już tylko żałoba, ale także nieprzepracowany uraz.
Gdyby napisała Pani do mnie jako pacjentka, odpowiedziałabym więc tak:
to, co Pani opisuje, nie brzmi jak zdrowa relacja. Brzmi jak relacja, w której doświadczała Pani przemocy, przekraczania granic, podporządkowania i silnego psychicznego uwikłania. Nie mogę postawić diagnozy Pani partnerowi, ale mogę potwierdzić, że Pani niepokój wobec tych zachowań jest całkowicie uzasadniony. I tak — to możliwe, że dopiero po latach, gdy opadł częściowo szok po jego śmierci, zaczęła Pani widzieć wyraźniej, jak bardzo ta relacja była dla Pani raniąca.
Na ten moment najważniejsze byłoby nie tyle szukanie ostatecznej etykiety dla niego, ile zaopiekowanie tego, co wydarzyło się w Pani: traumy, żałoby, poczucia winy, pomieszania miłości z krzywdą i odbudowywania własnych granic. Z tym naprawdę nie musi Pani zostawać sama.

Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie

  • Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo.
  • Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle.
  • Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza.
  • Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą.
  • Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza.
  • Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków.

Ta wartość jest za krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków.


Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie
Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.