Trudno mi tak zacząć bo to jedna rzecz, a raczej cały zespół. Wydaje mi się ze jestem albo w mocnej

Trudno mi tak zacząć bo to jedna rzecz, a raczej cały zespół. Wydaje mi się ze jestem albo w mocnej depresji albo w kryzysie. Mam 50 lat, jestem po rozwodzie, w dobrych relacjach, wychowuję 15 letnią córkę, mam niezłą pracę, kochającego normalnego partnera, przyjaciół, oboje rodziców, w miarę dobre warunki finansowe. A jestem nieszczęśliwa, nieobecna, zamknięta, sztywna, nic nie czuję (chyba że złość, albo irytację), wszystko robię na siłę, nic komplentie mnie nie cieszy, nic nie ma koloru ani smaku, wszytsko jest płaskie, szare, zmuszam się do zrobienia czegokolwiek, gdyby nie córka i praca to chyba nie wstawałabym z łóżka. Staram się wszystko odwlekać w nieskończoność, czasem mam wrażenie że zwariuje, czuję czesto sztywność i odrealnienie, zmuszam się żeby z kimkolwiek rozmawiać, uśmiech to masakra i przede wszystkim maska. Często te stany objawiają sie też somatycznie, mam lęk, źle śpię, dolegliwości jelitowe, jestem ciagle zmęczona ale nie umiem odpocząć, totalnie wszystko rozregulowane od jakiegoś czasu coraz bardziej dotkliwe i uciążliwe, narasta to od miesięcy, a może dłużej nawet tylko jakoś tak wcześniej może bardziej po cichu było, może przeplatało się jednak z lepszymi momentami. A teraz już nie, już wyszło całkiem, czarno biały film i głowa jakby zamknięta w za małej klatce. To wszystko jest tak bardzo dziwne. Boli bardzo... co robić, od czego zacząć żeby nie zwariować ???

0 odpowiedzi


Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.