Mam dość, jestem psychicznie zmęczona. Nie mam ochoty kompletnie na nic, nie wychodzę na spacery, ni

Mam dość, jestem psychicznie zmęczona. Nie mam ochoty kompletnie na nic, nie wychodzę na spacery, nie spotykam się ze znajomymi- których swoją drogą mam dosłownie garstkę a którym i tak nie ufam. Z braku zaufania nie mam kompletnie nikogo bliższego. Z rodziną też kiepsko ... Mam dość zmienności nastroju. W jednej chwili z w miarę dobrego humoru, potrafię stać się opryskliwa lub obrażona. Sama z sobą wytrzymać nie potrafię, wkurzam się na siebie co potęguje paskudny humor. Moje samopoczucie udziela się innym, a przynajmniej złośliwie do tego dążę, skoro ja nie mam humoru to nikt nie będzie go miał... Moja samoocena jest na poziomie dna i wodorostów. Nie pamiętam kiedy patrząc w lustro widziałam ładną -nie piękną, na piękno nawet nie liczę - kobietę. Nie potrafię zaangażować się w związek, psuje każdą relację. Miałam wspaniałego faceta, niestety z moim paskudnym charakterem, zabiłam to uczucie.... Wszystko co opisałam jest częścią mojego życia odkąd pamiętam, do tego strach przed wszystkim i wiele innych rzeczy,których nie jestem w stanie na już wypisać... Jak polubić życie? Jak zacząć lubić ludzi, skoro siebie nienawidzę? Jak żyć z innymi, jak sama z sobą nie potrafię? Znaleźć hobby? Bardzo chętnie,ale nic mnie nie interesuje... Jak sprawić, żeby chociaż innym nie psuć życia i humoru? Ja z moimi dziwactwami muszę żyć, ale inni już nie... Ja mogę pogrążać się w ciemności, ale jak nie ciągnąć innych ze sobą??? Jak żyć? Jak życie boli coraz intensywniej.... Natalia....

10 odpowiedzi


Natalio, to, co czujesz, nie jest oznaką słabości ani „paskudnego charakteru”, tylko głębokiego zmęczenia i bólu, który trwa zbyt długo. Opisujesz objawy, które bardzo przypominają depresję — utratę chęci, poczucia wartości, trudność w relacjach, zmianę nastrojów. To nie Twoja wina. Nie musisz od razu „polubić życia”. Wystarczy, że spróbujesz przetrwać dzień i pozwolisz sobie na pomoc. Warto, byś porozmawiała z psychoterapeutą lub psychiatrą — nie dlatego, że coś z Tobą nie tak, ale dlatego, że zasługujesz na ulgę i wsparcie. Nie zmuszaj się do zainteresowań czy kontaktów. Zacznij od najmniejszych rzeczy: spokojnego oddechu, rozmowy, ciepłego napoju, chwili ciszy. I spróbuj, choć na chwilę, nie być dla siebie wrogiem. Masz prawo się tak czuć. Pomoc jest możliwa — i nie musisz przez to przechodzić sama.

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Dzień dobry. To, co Pani opisuje: zmienność nastroju, złość kierowana na siebie i trudność w zaufaniu, często jest językiem długo noszonego przeciążenia i wstydu, który uczy bronić się przed kolejnym zranieniem. Pani mocą jest to, że potrafi Pani to nazwać i prosi Pani o pomoc, a to pierwszy krok do zmiany. W ujęciu psychodynamicznym warto spokojnie przyjrzeć się temu, co uruchamia Pani złość i autoponiżanie w chwilach bliskości, jakie dawne doświadczenia to przypominają oraz jakich uczuć wtedy Pani nie dopuszcza. Na teraz można wybrać dwa małe stałe punkty dnia, niezależne od nastroju, np. posiłek i 10 minut spaceru albo prysznic i krótką rozmowę z kimś życzliwym - to nie „naprawa”, tylko kotwice zmniejszające rozhuśtanie układu nerwowego. Bardzo zachęcam do rozmowy z psychologiem lub psychoterapeutą, z którym w bezpiecznej atmosferze można krok po kroku nauczyć się rozumieć lepiej siebie. Pozdrawiam serdecznie, Monika Bała

mgr Monika Bała

mgr Monika Bała

psychoterapeuta

Kraków

Umów wizytę

Pani Natalio wskazuje Pani wiele obszarów do pracy psychoterapeutycznej. Rozwiązaniem mogłoby być rozważenie rozpoczęcia procesu psychoterapeutycznego. Pozdrawiam serdecznie Weronika Bieńkowska


Dzień dobry Pani Natalio. Wygląda na to, że od lat żyje Pani w permanentny kryzysie. Obciąża Pani tym swoich bliskich, nie doświadcza radości z życia, niszcz swój związek. Wyobrażam sobie, że przysparza to Pani wielkiego cierpienia, frustracji , a co najgorsze nie wie jak to zmienić. Jedynym światełkiem na tym „dnie z wodorostami” jest Pani świadomość i odpowiedzialność za sytuację. Całe szczęście, nie obarcza Pani swoimi problemami świata i innych. To jest bardzo dobry punkt wyjścia do zmiany sytuacji, a ściślej, do zmiany siebie samej. Jedyne na co mamy tak naprawdę wpływ w swoim życiu, to my sami. Oczywiście nie jest to łatwe i często wymaga pomocy z zewnątrz. Dlatego właśnie zachęcam Pani do podjęcia terapii. Przyjrzenia się sobie, swoim mechanizmom, poszukaniu genezy Pani zachowań, uświadomieniu sobie wewnętrznych konfliktów, być może traum, których kiedyś mogła pani doświadczyć. Trudno wypowiadać się jednoznacznie, dopiero głęboka terapia może wyciągnąć na światło dzienne przyczyny dzisiejszych Pani zachowań i postaw. Z całego serca zachęcam do walki o siebie, tylko Pani może sobie pomóc. Z całą pewnością nie będzie to łatwe, ale cóż ma Pani do stracenia?! Obecne życie?!


Pani Natalio, to, co Pani przeżywa, to nie „zły charakter” ani słabość, tylko głębokie wyczerpanie psychiczne – objawy depresji i lęku, które z czasem odbierają energię, radość i zaufanie do siebie. Nie musi Pani próbować radzić sobie sama. Proszę umówić się na wizytę u psychiatry, by omówić leczenie, a następnie rozpocząć psychoterapię, która pomoże zrozumieć źródła tego bólu i nauczyć się żyć z większą łagodnością wobec siebie. W większości przypadków połączenie leków i terapii przynosi realną ulgę. Jeśli w trudnych chwilach pojawiają się myśli, że nie ma sensu dalej żyć — proszę natychmiast sięgnąć po pomoc: 116 111 – telefon zaufania (całodobowy, bezpłatny, anonimowy) 116 123 – linia wsparcia emocjonalnego dla dorosłych To, co Pani czuje, jest do przejścia. Nie sama – z pomocą. Witold Prymakowski, psycholog, psychoterapeuta


Pani Natalio, dziękuję, że zdecydowała się Pani tak szczerze o tym napisać. To, co Pani opisuje, pokazuje, jak wiele Pani w sobie dźwiga – i jak długo próbuje Pani jakoś sobie z tym wszystkim radzić. To bardzo trudne, kiedy zmęczenie psychiczne, poczucie pustki i zniechęcenie zaczynają odbierać chęć do życia, a złość i smutek zaczynają kierować relacjami, mimo że w środku tak naprawdę pragnie się tylko spokoju i zrozumienia. To, że ma Pani w sobie refleksję nad tym, co się dzieje, że szuka Pani odpowiedzi i chce Pani, by inni nie cierpieli przez Pani ból – to ogromny znak wrażliwości i siły. Czasami, kiedy przez długi czas żyjemy z cierpieniem, przestajemy widzieć siebie w dobrym świetle. A jednak ten fragment Pani — który mimo wszystko szuka, zadaje pytania, pisze — to część, która bardzo chce żyć inaczej. Nie da się „nauczyć lubić życia” z dnia na dzień, ale można krok po kroku zrozumieć, skąd to cierpienie się wzięło i co je podtrzymuje. Czasem to pierwszy moment, by nie być z tym samemu — żeby w bezpiecznej przestrzeni terapii spróbować powoli odkrywać, kim Pani jest poza bólem, złością i poczuciem winy. Warto dać sobie szansę na rozmowę z psychologiem lub psychoterapeutą — nie po to, żeby od razu „naprawić” siebie, ale żeby zostać wysłuchaną i zrozumianą. Bo Pani historia ma znaczenie, a Pani emocje mają sens. Nie musi Pani wiedzieć, „jak żyć” — wystarczy, że spróbuje Pani nie być z tym sama. Życzę wszystkiego dobrego


Natalio, to, co opisałaś, brzmi jak życie w stanie długiego, cichego bólu. Nie dramatycznego, nie spektakularnego... tylko takiego, który powoli zjada energię, aż człowiek przestaje mieć siłę na cokolwiek. Nie dziwię się, że masz dość. Kiedy ciało i głowa są przeciążone, nawet oddychanie może wydawać się wysiłkiem. Kiedy człowiek za długo trzyma wszystko w środku, zaczyna gasnąć. Nie dlatego, że jest słaby, tylko dlatego, że nie da się być silnym cały czas. Pytasz, jak polubić życie, skoro siebie nienawidzisz. Nie da się polubić życia, dopóki człowiek codziennie musi walczyć ze sobą. Najpierw trzeba się zatrzymać. Zamiast lubić siebie spróbować nie bić siebie myślami. Nie zmuszać się do wdzięczności, nie „naprawiać się” tylko dać sobie chwilę, by odpocząć od bycia swoim własnym wrogiem. To nie jest motywacyjny cytat, tylko coś, co wiem z pracy z ludźmi: ból, który się nazwie, przestaje mieć taką władzę. A Ty właśnie to zrobiłaś nazwałaś go, szczerze, bez ładnych słów. To pierwszy, bardzo ważny krok. Nie szukaj jeszcze „hobby”. Szukaj człowieka, z którym można chwilę nie musieć udawać, że się żyje dobrze. Psychoterapeuta, psycholog, grupa wsparcia – nie dlatego, że jesteś chora, tylko dlatego, że potrzebujesz miejsca, gdzie wreszcie możesz odpocząć od udawania, że wszystko ogarniasz. Nie ma tu żadnego wstydu. To po prostu moment, w którym warto, żeby ktoś pomógł Ci dźwigać ten ciężar. I jeszcze jedno: to, że myślisz o innych, że boisz się „psuć im humor”, znaczy, że w Tobie jest wciąż empatia i troska. Nie jesteś z kamienia. To znaczy, że jest z czego odbudować siebie :)


Dzień dobry Pani Natalio Na początku podkreślę, że już zrobiła Pani pierwszy krok w kierunku jakiejkolwiek, nawet najmniejszej zmiany - dostrzegła Pani problem i zadała to pytanie. Dobrym pomysłem na kolejny krok jest spotkanie z psychologiem, psychoterapeutą, który pomoże Pani zrozumieć mechanizmy według których Pani myśli, czuje i działa. Z mojego doświadczenia mogę zaproponować terapię schematów - jest to bardzo dobry nurt właśnie do poznania sedna swoich trudności, ich źródeł i tego, jak dzisiaj wpływają na Panią, a także na wypracowanie sposobów na stopniowe zmiany. Pozdrawiam serdecznie


Dzień dobry. W Pani wiadomości jest bardzo dużo cierpienia, samotności i złości skierowanej przeciwko samej sobie. Szczególnie poruszające jest to, jak surowo Pani siebie ocenia. Określenia takie jak „paskudny charakter” czy „nienawidzę siebie” pokazują, że oprócz trudnych emocji zmaga się Pani również z bardzo bolesnym obrazem własnej osoby. Utrata zainteresowań, wycofanie z kontaktów, drażliwość i poczucie beznadziejności mogą towarzyszyć depresji lub innym trudnościom psychicznym, dlatego warto potraktować je poważnie. Nie oznacza to, że taka po prostu Pani jest i niczego nie można zmienić. Zachęcam do konsultacji z psychologiem oraz psychiatrą, aby ocenić przyczyny obecnego samopoczucia i dobrać odpowiednią pomoc. Na tym etapie nie musi Pani szukać hobby ani zmuszać się do polubienia życia. Ważniejsze jest stopniowe odzyskiwanie sił i nauczenie się rozpoznawania emocji, zanim przerodzą się w zachowania raniące innych. Warto też pamiętać, że trudności w relacjach nie przekreślają Pani wartości. Ponieważ pisze Pani, że życie coraz bardziej boli, jeśli pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia lub zrobieniu sobie krzywdy, proszę nie pozostawać z nimi sama i pilnie zgłosić się po pomoc, a w bezpośrednim zagrożeniu zadzwonić pod 112. Nie musi Pani radzić sobie z tym cierpieniem bez wsparcia.


Dzień dobry, Natalio. Jako psycholożka potraktowałabym Pani wiadomość bardzo poważnie, przede wszystkim dlatego, że pojawia się w niej nie tylko zmęczenie i niska samoocena, ale też zdania: „mam dość”, „jak żyć?”, „życie boli coraz intensywniej”, „mogę pogrążać się w ciemności”. Najpierw najważniejsze pytanie: czy ma Pani teraz myśli, że nie chce żyć, chciałaby umrzeć albo zasnąć i się nie obudzić? Czy pojawił się konkretny plan zrobienia sobie krzywdy, zamiar, przygotowania albo dostęp do środków, których mogłaby Pani użyć? Czy boi się Pani, że może stracić nad sobą kontrolę? Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, szczególnie jeśli pojawia się plan, zamiar albo obawa, że może Pani coś sobie zrobić, nie powinna Pani zostawać teraz sama. Proszę powiedzieć jednej konkretnej osobie wprost: „jest ze mną bardzo źle i potrzebuję, żebyś teraz ze mną została/został”. Warto odsunąć od siebie rzeczy, którymi mogłaby Pani zrobić sobie krzywdę, nie sięgać po alkohol ani inne substancje i skorzystać z pilnej pomocy psychiatrycznej lub medycznej — SOR, izba przyjęć psychiatryczna, Centrum Zdrowia Psychicznego albo służby ratunkowe. W takiej sytuacji nie czekamy na zwykły termin psychoterapii. Jeżeli nie ma Pani myśli samobójczych ani zamiaru zrobienia sobie krzywdy, to nadal opisuje Pani stan, który zdecydowanie wymaga profesjonalnej pomocy, a nie kolejnej próby „ogarnięcia się” samodzielnie. To nie brzmi jak problem pod tytułem „mam paskudny charakter” To bardzo ważne. Brak zainteresowań, izolowanie się, niechęć do wychodzenia, bardzo niska samoocena, drażliwość, płaczliwość lub opryskliwość, poczucie pustki, lęk, trudności z zaufaniem i przekonanie, że niszczy się relacje, mogą występować m.in. w depresji, przewlekłym lęku, następstwach trudnych doświadczeń, zaburzeniach regulacji emocji albo utrwalonych schematach relacyjnych. Nie da się z jednej wiadomości powiedzieć, co dokładnie Pani dolega. Ale zdecydowanie nie sprowadzałabym tego do: „Jestem złą osobą i wszystkim psuję życie.” Bardziej interesowałoby mnie: „Co się ze mną dzieje, że tak bardzo cierpię i reaguję w sposób, którego później sama żałuję?” To zupełnie inne pytanie. Zmienność nastroju też trzeba dobrze zrozumieć To, że w jednej chwili jest Pani w miarę spokojna, a chwilę później staje się drażliwa, obrażona albo złośliwa, nie oznacza automatycznie choroby afektywnej dwubiegunowej. Takie szybkie zmiany mogą mieć wiele przyczyn: przeciążenie, lęk, trudność w regulowaniu emocji, ogromną wrażliwość na odrzucenie, przewlekłe napięcie albo depresję z silną drażliwością. Dlatego potrzebna jest diagnoza, a nie internetowa etykieta. „Skoro ja nie mam humoru, nikt nie będzie miał” To zdanie jest bardzo ważne, bo Pani sama widzi zachowanie, którego nie chce. Nie chodzi o to, żeby się za nie dalej karać. Można nauczyć się rozpoznawać moment: „Jest mi źle i właśnie pojawia się impuls, żeby kogoś zranić albo zepsuć mu nastrój.” A potem zamiast reagować: „Jestem teraz bardzo napięta. Nie chcę powiedzieć czegoś, czego będę żałować. Potrzebuję pół godziny sama.” To jest regulacja emocji. Nie tłumienie ich i nie wyładowywanie na innych. Na razie nie szukałabym „hobby” Jeżeli nic Panią nie interesuje, pomysł „znajdź hobby i będzie lepiej” może tylko zwiększyć poczucie porażki. Brak przyjemności i zainteresowania może być objawem obniżonego nastroju, a nie dowodem, że jest Pani nudną czy „zepsutą” osobą. Na początku celem może być dużo mniej ambitne odzyskiwanie funkcjonowania: wstać o podobnej porze, wykąpać się, zjeść coś, wyjść na 10 minut, odpowiedzieć jednej osobie, wykonać jeden obowiązek. Przy cięższym stanie psychiki to nie są drobiazgi. Najpierw wraca zdolność do życia, a dopiero później zainteresowania. Samoocena również nie naprawi się poprzez przekonywanie siebie „jestem piękna” Kiedy człowiek mówi o sobie: „dno i wodorosty”, „paskudny charakter”, „niszczę wszystko”, najpierw trzeba zauważyć, że prowadzi ze sobą bardzo agresywny dialog wewnętrzny. Proszę spróbować przez kilka dni nie wymuszać pozytywnych afirmacji, ale zamienić: „Jestem okropna” na: „Zachowałam się dziś w sposób, którego nie lubię.” Pierwsze zdanie potępia całą osobę. Drugie opisuje zachowanie, które można zmienić. Potrzebna byłaby konsultacja psychiatryczna i psychoterapia Przy takim nasileniu objawów nie ograniczałabym się wyłącznie do „przegadania problemów”. Psychiatra powinien ocenić depresję, poziom lęku, sen, wahania nastroju i przede wszystkim bezpieczeństwo. Jeśli potrzebne będzie leczenie farmakologiczne, może ono obniżyć cierpienie na tyle, żeby psychoterapia w ogóle mogła skutecznie działać. W psychoterapii warto byłoby pracować nad: trudnością w zaufaniu, nienawiścią do siebie, lękiem przed bliskością, sposobem reagowania na odrzucenie, wybuchami emocji, relacjami i przekonaniem, że musi Pani odpychać ludzi, zanim oni odrzucą Panią. Nie zakładałabym z góry jednego nurtu. Dobre może być podejście integratywne, terapia schematów, CBT, a jeżeli główną trudnością jest gwałtowna regulacja emocji — również elementy DBT. I proszę nie podejmować teraz wielkich decyzji o sobie W stanie silnego cierpienia umysł bardzo łatwo tworzy ostateczne wyroki: „Nigdy nie będę szczęśliwa.” „Nie nadaję się do związku.” „Wszystkich niszczę.” „Zawsze taka będę.” To nie jest dobry moment, żeby wydawać sobie wyrok na całe życie. Na dzisiaj wystarczy pytanie: „Co mogę zrobić, żeby przejść bezpiecznie przez najbliższe 24 godziny?” Nie przez następne 30 lat. W ZESPOLE EMITBERG pracujemy z depresją, silnym obniżeniem samooceny, lękiem, samotnością, problemami z regulacją emocji i sytuacjami, w których człowiek zaczyna czuć, że jest ciężarem dla innych. Prowadzimy konsultacje stacjonarne i online. Przy takim opisie jako psycholożka zaczęłabym od oceny bezpieczeństwa i aktualnego nasilenia depresji, a dopiero potem od pracy nad relacjami i samooceną. Na Instagramie EMITBERG będziemy również omawiać tematy dotyczące nienawiści do siebie, drażliwości w depresji, wycofania społecznego, gwałtownych emocji oraz tego, jak przestać przerzucać własne cierpienie na bliskich bez tłumienia go w sobie. Natalio, najważniejsze teraz: nie musi Pani najpierw „polubić życia”. Najpierw trzeba zmniejszyć poziom cierpienia do takiego, przy którym życie znowu staje się możliwe. I to jest coś, nad czym naprawdę można pracować.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.