Witam, mam problem w zyciu i w zwiazku, czuje bezsens codziennosci i zarazem wewnetrznie swoj zmarno

Witam, mam problem w zyciu i w zwiazku, czuje bezsens codziennosci i zarazem wewnetrznie swoj zmarnowany potencjał, mam wyzsze wyksztalcenie, pracowalem w zawodzie lecz nie poszedlem za ciosem i obecnie pracuje i ukladam sobie zycie za granica. Mieszkam z partnerka od blisko 10 lat, jestem pacjentem medycznej marihuany, wczesniej uzywalem tej substancji kiedy jeszcze nie byla legalna, od lat, takiego mnie poznała, z czasem dojrzałem i ograniczylem do microdozingu ze wzgledu na pezewlekle bole plecow i problemy ze snem w ktorych bezapelacyjnie mi pomaga, problem tkwi w tym ze mojej kobiecie od zawsze to nie pasowało, do tego stopnia ze jest w stanie mowic okropne rzeczy ze jestem cpunem, ze jestem uzalezniony i cala mase innych dopowiedzen, tak na prawde nie wiedzac nic o tym leku i bedac zamknietym na jakiekolwiek rzetelne badania czy opinie lekarskie, dodam rowniez ze ona uzalezniona jest od telefonu i lekow. Mam wrazenie ze jestem na tyle przywiazany ze nie umiem podjac tego kroku i zakonczyc tej znajomosci, poniewaz po setkach prob porozmawiania i dojscia do porozumienia zawsze wiem ze taka rozmowa skonczy sie na tym ze to ja jestem cpunem, nawet jesli sprawy zawodowe, czy obowiazki domowe, sprzatanie gotowanie nie sa przeze mnie zaniedbane a nawet powiedzialbym ze w tym temacie to ja robie w naszym zyciu duzo wiecej… jestem jeszcze alkoholikiem, poniewaz raz w tyg czy raz na dwa tygodnie wypije na weekendzie wieczorem jedno lub maks dwa piwa ogladajac mecz czy grajac na konsoli, nie wiem o co chodzi ale po prostu widzac ze mam piwo w reku przemawia przez nia mowa nienawisci i nie da sie wytlumaczyc ze takie obchodzenie sie zarowno z alkoholem jak i medyczna marihuana jest kompletnie ludzkie i nie przekraczam zadnych granic, jednak w jej postrzeganiu spdawy jestem po prostu cpunem i alkoholikiem, a nie chce z tego rezygnowac i wkraczac w ultimatum ze albo medyczna marihuana albo ona poniewaz wg mnie zdrowy zwiazek nie tak powinien dzialac poza tym ciezko mi znalezc cos co ona ma do zaoferowania poczawszy od szacunku skonczywszy na wspieraniu i dawaniu czegos od siebie do wspolnego zycia w zwiazku, Rozpisalem sie, mam nadzieje ze ktoras dobra dusza odczyta moja wiadomosc i w jakikolwiek sposob mnie pokieruje CO DALEJ..

5 odpowiedzi


Witaj. Przede wszystkim dziękuję Ci za zaufanie – widać, że wiele w sobie nosisz i to, że zdecydowałeś się to napisać, jest ważnym krokiem. To, co opisujesz, pokazuje duże wewnętrzne napięcie, zagubienie i jednocześnie ogromną potrzebę zrozumienia i poczucia, że Twoje granice oraz wybory są szanowane. Masz prawo czuć się zmęczony. Masz prawo czuć zawód, jeśli przez lata budowałeś coś, co dziś nie daje Ci poczucia wzajemności i bezpieczeństwa. Pracujesz, dbasz o dom, próbujesz rozmawiać, tłumaczyć – a mimo to spotykasz się z oceną, często bardzo krzywdzącą. Używasz marihuany medycznej, zgodnie z zaleceniami, z umiarem, dla konkretnego celu – ulgi w bólu i poprawy snu. A mimo to słyszysz, że jesteś „ćpunem”. To boli, bo przecież nie chodzi tylko o substancję, ale o brak zrozumienia. O to, że Twoje potrzeby są niewidzialne. Że to, co mówisz, nie trafia. Że czujesz się samotny, nawet będąc z kimś od tylu lat. W CBT mówimy często o schematach – powtarzających się wzorcach w naszym myśleniu i relacjach. Być może tkwisz w przekonaniu, że musisz się dopasować, że nie możesz postawić granicy, bo „zawiedziesz”, „zostaniesz sam”, albo „to i tak nic nie zmieni”. Ale pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: ile jeszcze siebie jesteś w stanie oddać, zanim zaczniesz znikać? Związek nie powinien opierać się na szantażu emocjonalnym ani na ultimatum. Bliskość to nie kontrola, to nie wytykanie sobie słabości – to wzajemne wsparcie, także wtedy, gdy różnimy się w podejściu. Jeśli jesteś gotów rozmawiać, a druga strona od lat nie jest gotowa słuchać, to trudno mówić o realnym porozumieniu. A jeśli Ty jesteś tym, który stara się utrzymać wszystko w ryzach, ale sam nie czuje się już w tym dobrze – warto zatrzymać się i zapytać: co JA tak naprawdę czuję? Czego JA chcę? To, co mówisz o potencjale, o tym, że go nie wykorzystałeś, że życie mija, a Ty stoisz w miejscu – to sygnał, że w Tobie wciąż jest coś, co chce iść dalej. Coś, co się nie poddało. I być może teraz jest czas, by przestać walczyć o związek, który Cię wypala, i zacząć walczyć o siebie. Nie chodzi o to, żeby rzucać wszystko z dnia na dzień. Ale może warto zacząć od pracy nad swoją siłą – z terapeutą, z kimś, kto pomoże Ci uporządkować myśli, rozpoznać własne przekonania, nauczyć się stawiać granice i zadbać o siebie bez poczucia winy. Twoja historia się nie kończy. Ona może się zacząć na nowo – spokojniej, mądrzej, bardziej w zgodzie z Tobą. Jesteś ważny. Twoje potrzeby są ważne. I masz prawo szukać życia, w którym nie będziesz musiał się tłumaczyć z tego, że po prostu chcesz się czuć lepiej.

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Twoja wiadomość bardzo wyraźnie pokazuje, że jesteś osobą świadomą, refleksyjną i autentycznie poszukującą zdrowej drogi w życiu i relacji. Opisujesz związek, w którym doświadczasz dużej ilości krytyki, braku akceptacji i odrzucenia istotnych dla Ciebie elementów funkcjonowania – przy jednoczesnym Twoim zaangażowaniu, dbaniu o dom, obowiązki i komunikację. Jeśli rozmowy od lat nie przynoszą efektu, a jedyną odpowiedzią na próbę porozumienia jest etykietowanie Cię i osądzanie – to może oznaczać, że jesteś w relacji, która z różnych powodów nie respektuje Twoich granic, potrzeb i wartości. W ESC Ośrodek Leczenia E-Uzależnień (esc123{.}net)wspieramy osoby, które mają wątpliwości, czy są w zdrowym związku oraz które doświadczają emocjonalnej ambiwalencji: z jednej strony przywiązania, z drugiej poczucia, że czegoś fundamentalnego im brakuje. To, co przeżywasz, może być skutkiem długotrwałego trwania w relacji, która nie opiera się na wzajemnym zrozumieniu, akceptacji i wsparciu. Proponujemy Ci rozpoczęcie psychoterapii indywidualnej – szczególnie w nurcie integracyjnym, który pozwala równocześnie pracować nad relacją, uzależnieniami, emocjami i poczuciem tożsamości. W ESC mamy też programy intensywne, które pomagają ruszyć z miejsca: konsultacje specjalistyczne, warsztaty, sesje z różnymi terapeutami, w tym także programy dla osób, które używają marihuany medycznie lub rekreacyjnie i chcą świadomie zrozumieć swoje relacje z tą substancją. Być może to nie problem w tym, że czegoś używasz, ale w tym, że ktoś nie daje Ci prawa być sobą, pomimo tego, że robisz to odpowiedzialnie. Zasługujesz na życie w którym nie musisz się stale bronić. Skontaktuj się z nami – jesteśmy tu, żeby pomóc Ci podjąć najlepszą dla Ciebie decyzję. Radosław Helwich CEO ESC Ośrodek Leczenia E-Uzależnień ul. Boguckiego 6/3 Warszawa Żoliborz

Radosław Helwich

Radosław Helwich

psychoterapeuta

Warszawa

Umów wizytę

Pyta Pan "co dalej...?", nie wiem co powiedza inne "dobre dusze", ale wydaje się, ze 1. Pan potrzbuje rozmowy/konsultacji z psychoterapeuta - wiele form uzaleznienia w tym byc moze ROCD (prosze zerknac w internet ale oczywiscie nie traktowac tego jako diagnozy) 2. Byc może Pana Partnerka potrzbuje rozmowy/konsultacji z psychoterapeuta - postrzeganie relacji i Pana ewentualnie 3. Panstwo potrzebujecie rozmowy/konsultacji z psychoterapeuta (terapia par). Prosze wybaczyc ale inaczej traktujac powaznie opisany problem nie da sie odpowiedziec, mam nadzieje, ze Pan to rozumie. Pozdrawiam

Piotr T. Karasek

Piotr T. Karasek

psychoterapeuta

Wrocław

Umów wizytę

Dzień dobry, Porusza Pan kilka wątków. Jeśli chodzi o stosowanie konopi, niestety w naszym społeczeństwie jet wciąż sporo uprzedzeń w tym temacie. Nazywanie Pana ćpunem i alkoholikiem to tzw drug shaming, piętnowanie które niczemu dobremu nie służy. Z drugiej strony, oczywiście ona ma prawo nie chcieć być z kimś kto ma takie styl ale zamiast Pana krytykować i piętnować mogłaby podjęć decyzję o rozstaniu. Może jednak warto spróbować popracować na tym wspólnie na terapii? Jeśli partnerce zależy na związku ale nie potrafi zrozumieć że Pan się leczy, dobrze by było się wzajemnie zrozumieć i w tym, oraz w innych problemach relacyjnych, mogłaby pomóc terapia par. Natomiast w kwestii poczucia że zmarnował Pan swój potencjał i ogólnie niskiej samooceny warto by popracować nad sobą indywidualnie. Może gdyby Pan potrafił bardziej docenić i uwierzyć w siebie łatwiej by było podjąć decyzje o ewentualnym rozstaniu. Pozdrawiam Justyna Wojciechowska

mgr Justyna Wojciechowska

mgr Justyna Wojciechowska

psychoterapeuta

Ustrzyki Dolne

Umów wizytę

Powiem to wprost: problemem nie jest tylko marihuana ani piwo. Problemem jest to, że od lat żyje Pan w relacji, w której jest Pan traktowany bardziej jak „projekt do poprawienia” niż partner. I jednocześnie — proszę uczciwie spojrzeć — Pan też od dawna siedzi w zawieszeniu. Bo z jednej strony mówi Pan: „mam zmarnowany potencjał”, „nie poszedłem za ciosem”, „czuję bezsens”. A z drugiej strony trwa Pan w relacji, która najwyraźniej od dawna opiera się na krytyce, pretensjach i wzajemnym rozczarowaniu. To nie wygląda już jak konflikt o marihuanę. To wygląda jak relacja, w której oboje straciliście do siebie szacunek. I teraz ważna rzecz: nie chodzi o to, czy medyczna marihuana jest „dobra” czy „zła”. Jeśli jest stosowana zgodnie z zaleceniami i pomaga na ból oraz sen — to jest temat medyczny, nie moralny. Ale proszę też uważać, żeby nie wejść w drugą skrajność: „ona się czepia, więc wszystko ze mną jest OK”. Bo kiedy człowiek mówi: – „czuję zmarnowany potencjał”, – „czuję bezsens codzienności”, – „nie wiem co dalej”, to warto uczciwie sprawdzić, czy substancje — nawet używane „kontrolowanie” — nie stały się też sposobem na: – tłumienie frustracji, – odcinanie emocji, – przetrwanie życia, którego Pan tak naprawdę nie lubi. I teraz najważniejsze. Pan od dawna próbuje „wytłumaczyć się” partnerce: – że to medyczne, – że ma Pan kontrolę, – że inni robią gorzej. Tylko że ona najwyraźniej już dawno przestała słuchać faktów. Ona reaguje emocjonalnie. A Pan reaguje tak, jak wielu facetów: im bardziej jest krytykowany, tym bardziej chce zostać zrozumiany i zaakceptowany. I tu wpada Pan w pułapkę „miłego faceta”: – tłumaczenie, – przekonywanie, – szukanie zgody, – unikanie postawienia sprawy jasno. Tymczasem zdrowy mężczyzna mówi: „Rozumiem, że Ci się to nie podoba. Ale nie zgodzę się na bycie poniżanym i nazywanym ćpunem.” Krótko. Bez błagania. Bez tłumaczenia się godzinami. Druga rzecz: pisze Pan, że ciężko znaleźć coś, co ona wnosi do relacji poza krytyką. To bardzo ważne zdanie. Bo być może Pan już emocjonalnie wie, że ten związek się kończy — tylko jeszcze nie ma Pan odwagi tego dopuścić. I wtedy człowiek tkwi: – ani nie odchodzi, – ani nie buduje relacji od nowa, – tylko żyje w permanentnym napięciu i frustracji. Dlatego pytanie „co dalej?” nie powinno dziś brzmieć: „jak ją przekonać?” Tylko: – jakiego życia Pan naprawdę chce? – kim Pan chce być jako mężczyzna? – i czy ten związek realnie daje przestrzeń do tego życia? Bo na razie wygląda to tak: Pan czuje się niespełniony zawodowo, emocjonalnie i relacyjnie… a cała energia idzie w gaszenie konfliktów i bronienie się przed oskarżeniami. To nie jest życie oparte na sile i kierunku. To jest życie w trybie przetrwania. I od tego trzeba zacząć wychodzić.

mgr Tomasz Sawiński

mgr Tomasz Sawiński

psychoterapeuta

Bielsko-Biała

Umów wizytę

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.