Witam, Jestem młodą kobietą (okolice 20. roku życia) i od dwóch lat jestem w związku z partnerem, k

Witam, Jestem młodą kobietą (okolice 20. roku życia) i od dwóch lat jestem w związku z partnerem, który jest w podobnym wieku. Od niedawna mieszkamy razem. Wiedziałam, że po wspólnym zamieszkaniu pewnie zacznę dostrzegać rzeczy, które wcześniej mi umykały, ale nie spodziewałam się, że aż tak zaczną przeszkadzać mi jego zachowania, szczególnie w towarzystwie innych ludzi. Mam na myśli przede wszystkim: niezręczne i nietrafione żarty, cynizm i bardzo ostry sarkazm, który często trafia w czyjeś czułe punkty, trudność z wyczuwaniem nastroju w grupie oraz brak umiejętności odpuszczenia tematu, kiedy wszyscy pozostali już dawno przeszli do czegoś innego. To tylko kilka przykładów, ale dobrze oddają problem. Żeby dodać trochę kontekstu: sama kiedyś byłam bardzo niezręczna społecznie. Poświęciłam naprawdę dużo czasu na naukę odczytywania emocji, nastrojów i intencji innych ludzi. Mój partner z kolei przez długi czas był bardzo zamknięty w sobie, głównie z powodu trudnych doświadczeń życiowych, między innymi śmierci kilku bliskich osób. Mam wrażenie, że nadal bardzo trudno odnaleźć mu się w grupie, chyba że są to osoby o podobnym, dość cynicznym poczuciu humoru. Jednocześnie widzę, że przez cały okres naszego związku zrobił naprawdę duży postęp – zarówno w relacjach ze mną, jak i w kontaktach z innymi ludźmi. Doceniam to i wiem, że zmiana wymaga czasu. Problem w tym, że coraz częściej łapię się na myśli, że jego zachowanie po prostu mnie irytuje. Zaczynam odczuwać stres przed spotkaniami z innymi ludźmi, bo obawiam się, że znowu powie coś niezręcznego albo nie wyczuje sytuacji. Łapię się na tym, że odczuwam za niego wstyd, a to z kolei budzi we mnie narastającą frustrację. Boję się, że jeśli nic się nie zmieni, zacznie przeradzać się to w urazę. Nie chcę go zmieniać na siłę ani oczekiwać, że z dnia na dzień stanie się kimś innym. Zastanawiam się jednak, co mogę zrobić w tej sytuacji. Czy to etap, który wiele par przechodzi po wspólnym zamieszkaniu? Po prostu czuje się zagubiona i potrzebowałabym jakieś zewnętrznej perspektywy. Będę wdzięczna za każdą odpowiedź :3

4 odpowiedzi


Dzień dobry, To, co Pani opisuje, jest dość częstym doświadczeniem po wspólnym zamieszkaniu. To właśnie wtedy lepiej poznajemy codzienne zachowania partnera i okazuje się, że niektóre z nich mogą nas irytować. Samo w sobie nie oznacza to, że z relacją dzieje się coś złego. Z Pani opisu wynika też, że dostrzega Pani postępy partnera, co pokazuje, że jest otwarty na zmianę. Myślę, że warto spokojnie podzielić się z partnerem swoimi odczuciami, nie w formie krytyki, ale opowiedzenia o tym, jak Pani przeżywa niektóre sytuacje. Czucie irytacji, czy zdenerwowanie na partnera jest normalne i zdarza się każdej parze. O wiele lepiej na relację wpływa rozmowa o tych odczuciach, niż okazywanie złości bez wyjaśnienia. Taka rozmowa może pomóc partnerowi lepiej zrozumieć Pani perspektywę i stać się początkiem zmian lub po prostu poprawić wzajemne porozumienie. Jeśli trudności będą się utrzymywać, można rozważyć terapię par, aby wspólnie popracować nad komunikacją i wzajemnym rozumieniem swoich potrzeb. Pomocna może być również konsultacja indywidualna z psychologiem, która pozwoli Pani lepiej zrozumieć własne emocje, oczekiwania wobec relacji i znaleźć sposoby radzenia sobie z frustracją i jej komunikowaniem. Pozdrawiam,

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Dzień dobry. Mam wrażenie, że najważniejsze w Pani opisie nie są same zachowania partnera, ale to, co zaczyna dziać się w Pani. Pisze Pani o narastającym stresie przed spotkaniami z innymi ludźmi, poczuciu wstydu za partnera i obawie, że z czasem przerodzi się to w urazę. To są sygnały, których warto nie bagatelizować. Wspólne zamieszkanie często sprawia, że zaczynamy widzieć partnera w sytuacjach, których wcześniej nie doświadczaliśmy. To, co wcześniej wydawało się drobną cechą, z czasem może stać się źródłem napięcia. Samo to nie musi oznaczać, że związek jest skazany na niepowodzenie, ale warto się temu uważnie przyjrzeć. Zwróciłam uwagę, że z jednej strony widzi Pani jego postępy, docenia wysiłek i nie chce go zmieniać na siłę. Z drugiej strony coraz częściej odczuwa Pani za niego odpowiedzialność w kontaktach z innymi ludźmi. Warto zadać sobie pytanie, czy bardziej przeszkadzają Pani jego zachowania, czy to, jak wpływają one na Pani poczucie bezpieczeństwa, swobodę i komfort w relacjach z innymi. Jeżeli partner jest otwarty na rozmowę, warto spokojnie powiedzieć mu nie tylko, że coś Panią irytuje, ale przede wszystkim opowiedzieć o swoich uczuciach: że zaczyna Pani odczuwać napięcie przed spotkaniami i że zależy Pani na wspólnym szukaniu rozwiązania, a nie na jego ocenianiu. Jeżeli jednak okaże się, że mimo rozmów problem narasta, a Pani coraz częściej czuje wstyd, frustrację lub zaczyna unikać ludzi, warto potraktować to jako ważny sygnał dla związku, a nie jako coś, co „samo przejdzie”. Dobra relacja to taka, w której obie osoby mogą czuć się sobą, ale jednocześnie są gotowe uwzględniać wzajemne potrzeby i wpływ swojego zachowania na partnera. Życzę Pani, aby udało się znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla Was obojga. Już sam fakt, że szuka Pani zrozumienia, a nie winnego, jest dobrym punktem wyjścia do dalszej rozmowy.


Dzień dobry, Po wspólnym zamieszkaniu wiele par przechodzi etap, w którym kończy się okres idealizacji. Zaczynamy widzieć partnera w codzienności – nie tylko jego zalety, ale też cechy, które wcześniej były mniej widoczne lub nie miały dla nas takiego znaczenia. Samo to nie jest sygnałem, że związek jest zły. Jest raczej zaproszeniem do sprawdzenia, czy potrafimy zaakceptować drugiego człowieka takim, jaki jest, a jednocześnie rozmawiać o tym, co jest dla nas trudne. Zastanowiłbym się nad jedną rzeczą. Piszesz, że kiedyś sama miałaś trudności społeczne i bardzo dużo pracy włożyłaś w nauczenie się odczytywania ludzi. Być może właśnie dlatego jesteś dziś szczególnie wyczulona na sytuacje, w których ktoś tych subtelnych sygnałów nie dostrzega. Czasami największą wrażliwość mamy właśnie w obszarach, nad którymi sami kiedyś intensywnie pracowaliśmy. Jednocześnie warto oddzielić dwie kwestie. Pierwsza to realne zachowania partnera. Jeśli jego żarty rzeczywiście ranią innych, a on nie zauważa ich reakcji albo nie potrafi zatrzymać się mimo sygnałów z otoczenia, to jest coś, nad czym warto pracować. Nie po to, żeby stał się kimś innym, ale żeby lepiej funkcjonował w relacjach. Druga kwestia to Twój wstyd. W psychologii mówimy czasem o zjawisku „przejmowania odpowiedzialności za zachowanie partnera”. Warto zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście to Ty jesteś oceniana przez pryzmat jego zachowania, czy bardziej obawiasz się tej oceny? Piszesz też, że widzisz jego postępy. To bardzo ważna informacja. Świadczy o tym, że nie jest osobą niezdolną do zmiany, a kimś, kto rozwija swoje kompetencje społeczne. Zmiana takich umiejętności zwykle trwa latami, szczególnie jeśli ktoś przez długi czas żył w izolacji lub doświadczył wielu strat. Zachęcałbym Cię do spokojnej rozmowy z partnerem, ale nie bezpośrednio po sytuacji, która Cię zawstydziła. Lepiej wybrać moment, kiedy oboje jesteście spokojni. Mów o swoich przeżyciach, a nie o jego wadach. Zamiast: „Zachowujesz się żenująco”, lepiej powiedzieć: „Zauważyłam, że w niektórych sytuacjach społecznych zaczynam odczuwać napięcie i chciałabym wspólnie zastanowić się, jak możemy sobie z tym poradzić.” To otwiera przestrzeń do współpracy zamiast do obrony. Na koniec zostawiłbym Ci jedno pytanie do przemyślenia. Gdyby Twój partner już nigdy nie stał się bardziej wyczulony społecznie niż jest dzisiaj, ale pozostał dobrym, kochającym i lojalnym człowiekiem – czy byłabyś w stanie z nim być? Nie musisz odpowiadać od razu. To pytanie pomaga odróżnić cechy, które są dla nas jedynie irytujące, od tych, które rzeczywiście są nie do pogodzenia z Twoimi wartościami i wizją wspólnego życia. Nie odbieram z Twojego opisu sygnałów świadczących o braku miłości. Bardziej widzę młodą parę, która weszła w etap konfrontacji z codziennością i różnicami między sobą. To trudny, ale jednocześnie bardzo rozwojowy moment dla związku. Jeśli oboje będziecie potrafili rozmawiać o takich rzeczach z ciekawością, a nie z oskarżeniami, istnieje duża szansa, że wyjdziecie z tego etapu z silniejszą relacją. Tego Wam życzę :) Pozdrawiam


Dzień dobry, to, co Pani opisuje, wydaje się bardzo zrozumiałe. Wspólne zamieszkanie często pokazuje partnera w sytuacjach, których wcześniej było mniej albo które łatwiej było pominąć. Jest to nowy etap, w którym pewne różnice stają się bardziej widoczne i mają większy wpływ na codzienne funkcjonowanie osób będących w związku. Oprócz irytacji opisuje Pani również napięcie, wstyd, obawę przed spotkaniami i lęk, że z czasem może pojawić się uraza. To sygnały, których warto nie lekceważyć z uwagi na to, że ma Pani prawo do komfortu, spokoju i poczucia bezpieczeństwa w sytuacjach społecznych. Warto oddzielić kilka rzeczy. Z jednej strony partner może mieć swój temperament, sposób bycia, poczucie humoru, trudniejsze doświadczenia i być może mniej rozwinięte umiejętności społeczne. Z drugiej strony Pani nie ma Pani obowiązku brania odpowiedzialności za to, jak partner wypada w oczach innych ludzi. Przeżywanie zachowania naszego partnera na przykład w taki sposób, jakby stanowiło ono naszą wizytówkę, jest naturalne i bardzo częste w bliskich relacjach. Możemy wtedy czuć napięcie, może pojawiać się w jakiejś mierze kontrolowanie, przewidywanie zachowania, a czasem również wstyd za zachowanie drugiej osoby. To bywa bardzo obciążające. Jest to z pewnością temat, nad którym można popracować w parze. Pierwszym dobrym krokiem wydaje się spokojna rozmowa z partnerem, w której bez oceniania odniesiemy się do konkretnych sytuacjach, skupiając się na własnym przeżyciu, na przykład: „Kiedy podczas spotkania żart trafia w czyjś czuły punkt, czuję napięcie i trudno mi potem swobodnie uczestniczyć w rozmowie” albo „Zależy mi na tym, żeby czuć się lepiej w towarzystwie innych ludzi”. Ważne byłoby, aby porozmawiać o tym prywatnie, poza sytuacją społeczną. Zamiast skupiać się na zachowaniach partnera jako na jego potencjalnie stałych cechach, można odnieść się do konkretnych zachowań i wspólnie ustalić proste sygnały lub zasady, jak sobie radzić z niekomfortowymi dla Pani sytuacjami - można na przykład wprowadzić subtelny znak wskazujący na to, kiedy w Paniu odczuciu lepiej byłoby zakończyć dany temat, albo zaproponować omówienie po spotkaniu, co było w porządku, a co należało do trudniejszych dla Pani doświadczeń. Jednocześnie warto uważać, żeby nie wejść w rolę osoby, która monitoruje partnera, poprawia go lub odpowiada za jego zachowanie, lecz odnosić się do własnych odczuć i potrzeb. Chciałabym, żeby potraktowała to Pani jedynie jako przykłady, ponieważ nie wykluczałabym też, że to jest temat do pracy własnej lub pracy pary. Po Pani stronie można przyjrzeć się temu, skąd bierze się tak silne napięcie i wstyd za partnera, gdzie są Pani granice oraz czego naprawdę potrzebuje Pani w relacji. Kluczowe jest również to, czy mogą Państwo swobodnie i komfortowo rozmawiać o takich tematach w relacji. Jeśli trudno byłoby przeprowadzić taką rozmowę samodzielnie, konsultacja psychologiczna lub terapia par może oczywiście pomóc uporządkować temat i znaleźć sposoby komunikacji, które nie będą ani krytykowaniem partnera, ani tłumieniem Pani własnych potrzeb.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.