Uzaleznienie emocjonalne od partnera a miłość. Niby uzależnienie to utrata samodzielności. Wezmy np
Uzaleznienie emocjonalne od partnera a miłość. Niby uzależnienie to utrata samodzielności. Wezmy np takie zwiazki matriarchatowe gdzie dominujaca jest kobieta, czy to nie zabiera samodzielnosci partnerowi? Z drugiej strony mozna sobie wyobrazic zwiazek gdzie nie ma zadnej chemi, zadnej milosci, zadnego porywu serca, zadnej silnej namietnosci, czy to tez jest optymalne? Mozna byc samodzielnym w zwiazku a szukac chemii poza zwiazkiem. Mi sie wydaje ze dzisiejsza psychologia szuka stanu idealnego, a takie nie wystepuja. Jak sie wchodzi w relacje to sie wchodzi w obszar odzialywania drugiej osoby i od osobowosci tej osoby zalezy jakie to bedzie oddzialywanie. A moze zwiazek traktowac tylko na jakis czas, bez plodzenia dzieci, wtedy mozna by sie dopasowac idealnie do potrzeb i okolicznosci :o
5 odpowiedzi
Dzień dobry, miłość a uzależnienie od partnera/partnerki to nie to samo w rzeczy samej. Ciekawie sformułowane pytanie - a właściwie refleksja z postawioną tezą. Miłość jako uczucie może być oparte na bezwarunkowości - "kocham Cię, gdyż jesteś obecny/obecna w moim życiu". Może przybrać formę warunkową - "kocham Cię - za urodę, odpowiedni charakter, status społeczny, warunki materialne itd." albo "kocham Cię, gdyż spełniasz moje wymogi, życzenia, bo chcę mieć dziecko, bo czuję się samotny (samotna) itd." Czy psychologia szuka stanu idealnego? Zapewne mówi o pewnych wzorcach, modelach relacji i zachowań. Jednak moim zdaniem, jako psychologa, współczesna psychologia jest nieustannie szuka odpowiedzi na pytania dot. funkcjonowania człowieka również w relacjach, związkach. A w nich chodzi o to, by odczuwać szczęście - a nie być uwikłanym w zależności, zwłaszcza toksyczne. Oczywiście dotyczy to osób, którym zależy na relacji opartej na miłości - a nie na warunkowej zależności, układzie - w którym dany związek się po prostu opłaca z pewnych powodów, dla określonych celów.Pozdrawiam serdecznie.
Dzień dobry. Nie ma stanu idealnego w związku. Relacje międzyludzkie opierają się na różnych potrzebach: emocjonalnych, psychologicznych, materialnych itd. Każdy człowiek poszukuje swoich indywidualnych cech w drugim człowieku i nie każda relacja przebiega harmonijnie. Często relacje kończą się, są jakby etapowe: np. etap studiów, rozwoju zawodowego, etap zakładania rodziny i wychowania dzieci, etap opuszczonego gniazda etc. Relacje rozpadają się bądź trwają nadal z bardzo różnych powodów. Nie jesteśmy w stanie zaplanować w 100% naszej relacji z uwagi na fakt, iż podlegamy zmianie w wyniku nabywania doświadczenia, a i nasz partner/partnerka zmienia się. Nic nie jest pewne, relacja interpersonalna stanowi wielką niewiadomą w kontekście jej trwania i przebiegu. Nie zmienia to faktu, że warto próbować tworzyć wartościowe relacje międzyludzkie i czuć się w nich wspaniale, czego oczywiście życzę!
Dzień dobry Zaczęłabym od podkreślenia, że miłość i jej rozumienie jest kwestią indywidualną. Każdy z nas inaczej rozumie, czym jest dla niego związek i co powinno być jego częścią. Proszę zastanowić się i odpowiedzieć sobie, czym dla Pani/Pana jest związek i jaki związek chciałaby Pani/Pan tworzyć. Udzielenie sobie odpowiedzi na te pytania pozwoli lepiej poznać własne potrzeby i oczekiwania względem potencjalnego związku. Warto natomiast podkreślić, że w zdrowym związku istnieje wzajemne poszanowanie i posiadanie przestrzeni wspólnej (np. wychowywanie dzieci, realizacja wspólnych zainteresowań itp.) i prywatnej (pielęgnowanie własnych zainteresowań, przyzwolenie sobie na prawo do spędzania czasu z samym/samą sobą itp.). Dbanie o zachowanie równowagi między tymi sferami to jeden z prognostyków satysfakcjonującego związku.
Jest sprawą bardzo indywidualną, jak określona osoba postrzega relacje w związku i elementy, które na tę relację się składają (determinanty ich jakości, np: jak wygląda więź, zaufanie, miłość, przyjaźń, komunikacja itd.). Wszystko zależy od tego na czym nam zależy i co mamy w sobie zmieć, transformować, aby do tego celu dotrzeć i jak bardzo nam na tym zależy (wytrwałość).
To bardzo ciekawe i dojrzałe pytanie, bo rzeczywiście granica między miłością, przywiązaniem, zależnością a utratą autonomii nie jest zero-jedynkowa. Psychologia nie mówi, że „idealny związek” ma być całkowicie pozbawiony zależności emocjonalnej. Wręcz przeciwnie — zdrowa więź zawsze zakłada pewną wzajemną zależność. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy relacja staje się jedynym źródłem poczucia własnej wartości, bezpieczeństwa i sensu życia, a człowiek traci możliwość funkcjonowania psychicznie bez drugiej osoby. Miłość z natury narusza pełną samowystarczalność. Jeśli ktoś mówi: „partner może odejść i kompletnie niczego we mnie to nie zmieni”, to zwykle nie świadczy o zdrowej autonomii, tylko raczej o dystansie emocjonalnym albo unikaniu bliskości. Głębokie uczucie zawsze wiąże się z podatnością na zranienie, wpływem drugiej osoby na nasze emocje i częściowym „oddaniem kontroli”. Nie da się kochać i jednocześnie pozostać całkowicie niewrażliwym na drugiego człowieka. Dlatego ważne jest odróżnienie zależności od współzależności. W zdrowej relacji ludzie wpływają na siebie, potrzebują siebie, liczą się ze sobą, czasem nawet zmieniają swoje zachowania pod wpływem partnera — ale nadal zachowują poczucie własnego „ja”. Mogą mieć własne zdanie, granice, relacje społeczne, zainteresowania i możliwość odejścia, jeśli relacja staje się destrukcyjna. Uzależnienie emocjonalne wygląda inaczej: pojawia się lęk przed opuszczeniem za wszelką cenę, podporządkowanie, utrata siebie, obsesyjne skupienie na partnerze i poczucie, że bez tej osoby „nie istnieję”. Odnośnie relacji dominujących — np. takich, które określasz jako „matriarchatowe” — sama dominacja jednej strony nie musi jeszcze oznaczać patologii. Są osoby, które dobrze odnajdują się w bardziej tradycyjnym albo asymetrycznym układzie ról. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna osoba nie ma prawa do własnych potrzeb, głosu, granic albo funkcjonuje w ciągłym lęku przed utratą relacji. Można być w relacji, gdzie jedna osoba jest bardziej decyzyjna czy opiekuńcza, i nadal zachować autonomię psychiczną. Masz też rację, że współczesna kultura często promuje pewien paradoksalny ideał: „bądź całkowicie niezależny, ale jednocześnie twórz głęboką namiętną więź”. To napięcie naprawdę istnieje. Im większa bliskość, tym większy wpływ emocjonalny partnera. Psychologia nie próbuje całkowicie eliminować zależności, tylko raczej szuka równowagi między bliskością a autonomią. Z drugiej strony relacja całkowicie pozbawiona chemii, namiętności czy emocjonalnego poruszenia rzeczywiście dla wielu osób byłaby psychicznie „martwa”. Człowiek nie jest wyłącznie racjonalny. Potrzeba zakochania, pożądania, ekscytacji i emocjonalnego rezonansu jest naturalna. Dlatego związki oparte wyłącznie na rozsądku czasem prowadzą do poszukiwania intensywnych emocji poza relacją. Natomiast warto pamiętać, że „chemia” sama w sobie nie jest dowodem zdrowej miłości. Bardzo silna chemia często pojawia się również w relacjach niestabilnych, lękowych czy wręcz toksycznych. Czasem ludzie mylą intensywność emocji z głębią uczucia. Zdrowa miłość zwykle zawiera zarówno emocjonalne pobudzenie, jak i poczucie bezpieczeństwa. To, co piszesz na końcu — o relacjach „na jakiś czas” bez dzieci — jest zresztą coraz częstszym modelem funkcjonowania. Dla części ludzi jest on bardziej zgodny z ich potrzebami, stylem życia czy współczesną kulturą. Psychologia nie uznaje dziś jednego modelu związku za uniwersalnie najlepszy. Kluczowe pytania brzmią raczej: * czy relacja jest oparta na zgodzie i szczerości, * czy ludzie mogą być sobą, * czy nie dochodzi do przemocy lub psychicznego niszczenia, * czy potrzeby obu stron są respektowane, * czy relacja rozwija, czy wyniszcza. Nie istnieją relacje całkowicie „czyste” od zależności emocjonalnej, bo wtedy nie byłoby prawdziwego przywiązania. Pytanie nie brzmi więc „czy zależność jest”, tylko „czy odbiera człowiekowi wolność i poczucie własnego istnienia”.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.



