Dzień dobry. Jestem w związku ponad 25 lat. Przez te wszystkie lata nasz związek był raczej udany. M

Dzień dobry. Jestem w związku ponad 25 lat. Przez te wszystkie lata nasz związek był raczej udany. Mój mąż od zawsze był duszą towarzystwa a w pracy zawsze pracowal z wieloma kobietami. Wiele lat temu odczytałam na komputerze krótką korespondencję męża z koleżanką z pracy. Generalnie nic tam nie było ale sam fakt że pisał za moimi plecami z koleżankami bardzo mnie zabolał. Myślałam nawet żeby odejść. Zapewniał że tylko koleżanki z którymi pracuje i to tylko było pisanie o głupotach. Oczywiście zawsze wiadomości były kasowane i nie wiedziałam o czym pisze. Ale obiecał że z tym skończy i widać było że mu zależało więc po długim czasie przestałam do tego wracać chociaż siedzi to we mnie do dziś. W tej chwili mąż zajmuje wyższe stanowisko i pracuje prawie wyłącznie z kobietami. Jest mi to bardzo ciężko zaakceptować. Czasem mają wspólne szkolenia, wyjścia integracyjne więc wiadomo cały czas przebywa z kobietami. Ciężko mi się z tym poradzić. Przez to że ciągle o tym myślę że może z kimś flirtować za moimi plecami , nakręcam się cały czas, mam problemy ze spaniem, ze skupieniem w pracy i w ogóle nic mnie nie cieszy. Zaczęłam nawet bardziej sprawdzać męża chociaż wiem że to nie jest normalne. Nie wiem co robić . Jestem na lekach, byłam u psychologa ale ciężko mi wytłumaczyć pewne rzeczy. Z mężem rozmawiałam ale najpierw mi tłumaczył że taka jego praca i musi czasem wychodzić na takie spotkania (średnio raz czasem 2 razy w mcu). Ale ostatnio już tylko się kłócimy jak ma gdzieś wyjść. Twierdzi że nie mam zaufania do niego, że go kontroluje i że jestem chorobliwie zazdrosna a ja coraz bardziej zamykam się w sobie. Może w pewnym sensie ma trochę racji ale ja po prostu nie lubię jak chodzi na imprezy w damskim towarzystwie a ja zostaję sama. Ja też nie chodzę sama z innymi facetami na imprezy. Może by zrozumiał jakby był w podobnej sytuacji. I szczerze mówiąc nie wiem co robić bo jakoś inaczej sobie nasze życie wyobrażałam, czasem mu mówię że chyba nie damy rady razem bo mi po prostu to nie pasuje. I mam dość wyobrażeń jak siedzi gdzieś na imprezie uśmiechnięty i zabawia inne kobiety żarcikami. Dlatego nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak czy aż tyle wymagam. Nie umiem skupić się na czasie jak jesteśmy razem w domu i wtedy mąż naprawdę jest dla mnie bardzo dobry i pomocny. Po prostu cały czas gdzieś z tyłu głowy mam że ma wiele koleżanek i obawy że może z którąś może go coś łączyć. Nie radzę sobie z tym i ciągle o tym myślę.

8 odpowiedzi


Dzień dobry, To, co Pani opisuje, jest niezwykle obciążającym stanem emocjonalnym, który w psychologii często nazywamy przewlekłym lękiem o więź. Fakt, że od lat zmaga się Pani z powracającym obrazem męża korespondującego z innymi kobietami, świadczy o tym, że doszło wtedy do tzw. urazu relacyjnego. Choć minęło wiele lat, ten uraz nie został wyleczony, a obecna sytuacja zawodowa męża działa na Panią jak silny wyzwalacz (trigger). Jako terapeuta, chciałabym zwrócić uwagę na kilka kluczowych aspektów Pani sytuacji: 1. Reakcja lękowa a rzeczywistość Pani objawy problemy ze snem, brak koncentracji, utrata radości z życia wskazują na to, że Pani układ nerwowy znajduje się w stanie ciągłego czuwania (tryb "walcz lub uciekaj"). W Pani wyobrażeniu wyjście integracyjne męża nie jest spotkaniem zawodowym, lecz bezpośrednim zagrożeniem dla Pani bezpieczeństwa i integralności związku. To naturalne, że w takim stanie próbuje Pani "sprawdzać" i kontrolować to desperacka próba odzyskania spokoju, która niestety działa tylko na krótką metę i nasila napięcie między Państwem. 2. Cykl wzajemnych oskarżeń Z Pani opisu wynika, że wpadli Państwo w klasyczną pętlę komunikacyjną: Pani lęk generuje potrzebę kontroli i krytykę wyjść męża. Mąż czuje się osaczony i niesprawiedliwie oceniany, więc reaguje złością i defensywnością. Jego złość i dystans są dla Pani kolejnym sygnałem, że "coś jest nie tak", co jeszcze bardziej wzmaga Pani niepokój. 3. Granice i wartości w związku Wspomina Pani o tym, że Pani nie chodzi na imprezy z mężczyznami. To wskazuje na różnicę w definicji granic w związku. Dla Pani lojalność oznacza unikanie takich sytuacji, dla męża dopóki nie dzieje się nic fizycznego wyjścia są elementem pracy. Ta różnica w interpretacji "normy" jest obecnie głównym źródłem Państwa konfliktów. Rekomendacje terapeutyczne: Terapia Par (najlepiej w nurcie EFT): Samodzielne rozwiązanie tego problemu po 25 latach wspólnego życia jest bardzo trudne, ponieważ emocje są zbyt silne. Terapia par pomogłaby Państwu "odczarować" to, co stało się lata temu, i nauczyć męża, jak może Panią wspierać w chwilach lęku, zamiast się na Panią złościć. Pogłębiona Psychoterapia Indywidualna: Jeśli poprzednia wizyta u psychologa nie przyniosła ulgi, warto rozważyć zmianę nurtu (np. poznawczo-behawioralny lub schematów), aby popracować nad poczuciem własnej wartości i lękiem przed odrzuceniem. Leki, które Pani przyjmuje, łagodzą objawy, ale nie usuną przyczyny lęku ukrytego w myślach. Odbudowa "własnego terytorium": Obecnie Pani życie emocjonalne jest całkowicie uzależnione od zachowania męża. Odzyskanie sprawczości poprzez skupienie się na własnych aktywnościach (nawet jeśli początkowo będzie to robione "na siłę") jest niezbędne, by obniżyć poziom lęku. Proszę pamiętać, że to, co Pani przechodzi, nie jest kwestią "bycia nienormalną", lecz wyrazem ogromnej potrzeby bezpieczeństwa, która w tej relacji została zachwiana. Pierwszym krokiem do zmiany jest uznanie, że ten lęk jest Pani ciężarem, a nie Pani winą. Czy rozważała Pani kiedykolwiek wspólną wizytę u specjalisty, aby mąż mógł usłyszeć Pani lęk w bezpiecznych, gabinetowych warunkach?

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Dzień dobry, W opisanej przez Panią sytuacji widać, jak bardzo to Panią obciąża, zwłaszcza że temat wraca od lat i obecna praca męża dodatkowo go nasila. Trudno wtedy o spokój, kiedy w głowie pojawiają się różne wyobrażenia i wątpliwości, a jednocześnie chce się mieć poczucie bezpieczeństwa w relacji. Z jednej strony jest wcześniejsze doświadczenie, które podważyło zaufanie i aktualne okoliczności, które to stale przypominają, a z drugiej brak aktualnych przesłanek o złych zamiarach męża. To może sprawiać, że myśli zaczynają „nakręcać się” same, niezależnie od tego, co realnie się dzieje. Skoro wcześniejszy kontakt z psychologiem nie przyniósł wystarczającej ulgi, warto rozważyć powrót do terapii lub zmianę specjalisty, czy też nurtu, żeby lepiej dopasować pomoc do Pani trudności. Jeśli rozmowy między Państwem kończą się kłótniami i nie przynoszą efektu, można też rozważyć terapię par, jako przestrzeń do spokojniejszego uporządkowania tej sytuacji i wzajemnych potrzeb. Pozdrawiam,


Dzień dobry Pani. Bez wątpienia jest Pani w trudnej sytuacji emocjonalnej. Z jednej strony chce Pani wierzyć mężowi i nie ma realnych dowodów zdrady, z drugiej strony jest zazdrość i brak wiary w męża. Pytanie brzmi, czy mąż przekracza granicę waszego małżeństwa, czy to może Pani nadinterpretuje fakty?! Wyobrażam sobie że mąż nie zmieni pracy, a Pani wpływ na jego decyzje jest ograniczony. Jedyne co może Pani zrobić i na co ma pani wpływ, to na samą siebie. Myślę, że zanim zacznie Pani oczekiwać zmian od męża, warto przyjrzeć się sobie i mechanizmom jakie są przyczyną zazdrości. Warto może skonsultować się z psychologiem, omówić sytuacje z osobą trzecią. Leży to w Pani możliwościach i zależy jedynie od jej własnych decyzji. Pani cierpienie, podejrzliwości, kłótnie jakie mają miejsce, bardzie rujnują pani małżeństwo, niż potencjalne zdrady małżonka. Z całego serca zalecam konsultacje, a być może terapię. W mojej ocenie to jeden z nielicznych sposobów żeby sobie poradzić z tą sytuacją. Życzę powodzenie i proszę walczyć zarówno o siebie jak i Pani małżeństwo.


Problem polega na tym, że twoja uwaga jest nieustannie skupiona na czymś, co jest poza Tobą, poza twoją kontrolą. To sprawia, że umykają Ci te rzeczy, które są w granicach twojego wpływu na sytuację. Na co możesz mieć wpływ? Na to, co się dzieje między Wami kiedy on jest obok, kiedy jest w domu, kiedy jesteście razem. To jest przestrzeń, w której Ty możesz budować tę relację, wzmacniać więzi. Ta więź, która jest tu i teraz, jest też "lustrem", w którym odbija się rzeczywistość, która jest poza Twoją kontrolą - praca, spotkania integracyjne, ukryte korespondencje itp. Kiedy jesteś emocjonalnie blisko tu i teraz jesteś w stanie też wyczuć, czy Twój mąż jest "w porządku" czy nie. Bo kiedy ludzie są blisko a ktoś zaczyna, robić coś wbrew tej bliskości to można to odczuć od razu i rzeczowo o tym mówić. Emocjonalna bliskość pozawala ocenić prawdziwość relacji. U Was ta bliskość jest zablokowana. Trochę Ciebie nie ma w tej relacji. Masz większy kontakt ze swoimi wyobrażeniami zdrady, niż realnie z mężem. Nie mówię, że Twój mąż jest na pewno w porządku, być może nie jest ale żebyś Ty mogła to ocenić, to potrzebowałabyś zaryzykować i emocjonalnie zaangażować się w relację z mężem. Być z nim tu i teraz. Nie tak, że on jest TU, a Ty myślami jesteś TAM, na wyobrażonej imprezie jego z jakąś kobietą. Tak się nie spotkacie, a jak się nie spotkacie to Ty nie zyskasz pewności, co jest między Wami i będziesz trwać w zawieszeniu pomiędzy byciem z nim a rozstaniem. Co z tym zrobić? Tu potrzeba wejść w swoje lęki i ich źródła. Być może wrócić do tematu tamtej korespondencji, może pójść na terapię dla par, żeby ktoś pomógł Wam odkryć, co tak naprawdę dzieje się między Wami. Masz trzy możliwe drogi przed sobą: 1. nic nie zmienić i trwać, w tym co jest. 2. rozstać się i dalej żyć w niepewności, czy nie rozwaliłaś dobrego małżeństwa 3. przekonać się jak jest z Wami naprawdę i wtedy podjąć decyzję czy zostać czy odejść. Pierwsze dwie opcje to jest uleganie swoim lękom, co dziś się wydaje łatwiejsze ale będzie trudniej w przyszłości. Trzecia opcja to jest inwestycja na przyszłość - dziś trudniej ale daje szansę na dobrą przyszłość (niezależnie czy przetrwacie, czy skończy się to rozstaniem). Tu psycholog-psychoterapeuta powinien być pomocny.


Dzień dobry, Przeczytałam Pani wiadomość uważnie i chcę zacząć od tego, co wydaje mi się najważniejsze: pyta Pani, czy to z Panią jest coś nie tak. Nie. To, co Pani opisuje, to nie wada charakteru ani „chorobliwość". To umysł i ciało, które kiedyś zostały zranione i od tamtej pory nie mogły odpuścić czuwania. Bo tam wydarzyło się coś realnego. Odczytała Pani korespondencję, której nie miała Pani zobaczyć. Wiadomości były kasowane. To nie jest wyobraźnia — to konkretne doświadczenie, po którym Pani układ nerwowy nauczył się, że nie wszystko widać. I choć rozumowo odpuściła Pani ten temat, ciało go nie odpuściło. Sama Pani to nazwała: „siedzi to we mnie do dziś". Zaufanie odbudowuje się dużo wolniej niż postanowienie, żeby zaufać. Stąd bierze się to, co teraz Panią wyczerpuje. Kiedy układ nerwowy raz uzna, że coś ważnego może się dziać poza polem widzenia, przechodzi w tryb czujności. W tym trybie umysł zaczyna produkować obrazy — mąż uśmiechnięty na imprezie, żarty, kobiety. To nie są przewidywania. To wytwory alarmu, który próbuje Panią chronić przed powtórzeniem bólu. I tu tworzy się pętla, w której Pani tkwi. Pojawia się niepokój, więc sprawdza Pani. Sprawdzanie przynosi ulgę na chwilę — ale uczy układ nerwowy, że czujność była potrzebna. Więc alarm wraca, silniejszy. To dlatego sprawdzanie nigdy nie kończy się spokojem, choćby nie wiadomo ile razy Pani to zrobiła. Pani wie, że „to nie jest normalne", a mimo to nie może przestać — nie dlatego, że brakuje Pani woli, tylko dlatego, że to ciało, nie decyzja. Chcę też nazwać coś, czego w Pani wiadomości nie ma wprost. Pisze Pani o mężu, o imprezach, o koleżankach — ale bardzo mało o sobie. Że nie śpi Pani. Że nic Pani nie cieszy. Że zamyka się Pani w sobie. Że została Pani sama z tym wszystkim, także wtedy, gdy on jest w domu. To jest ogromny ciężar i sama Pani go dźwiga. Nie musi Pani rozstrzygnąć, kto ma rację, żeby zasłużyć na ulgę. Co realnie pomaga? Nie kolejne rozmowy o tym, dokąd on idzie i z kim. Ta rozmowa już się nie klei — obie strony w niej tylko cierpią. Pomaga praca z tym alarmem: uspokojenie układu nerwowego na tyle, by natrętne obrazy przestały mieć nad Panią władzę, i osobno — przyjrzenie się temu, co zostało w Pani po tamtym dawnym zranieniu i nigdy nie zostało domknięte. To dwie różne rzeczy, ale idą w parze. Pisze Pani, że była u psychologa, ale ciężko było wytłumaczyć pewne rzeczy. Nie musi Pani umieć tego wytłumaczyć. Wystarczy przyjść z tym, jak jest — niepoukładane, sprzeczne, wstydliwe. To jest właściwy materiał. Warto poszukać kogoś, przy kim poczuje się Pani bezpiecznie na tyle, by nie musieć niczego tłumaczyć. Nie wymaga Pani za dużo. Pani jest wyczerpana. To dwie zupełnie różne rzeczy. Pozdrawiam serdecznie,


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo wyczerpująca sytuacja. Z jednej strony widzi Pani, że mąż jest dla Pani dobry, pomocny i że przez wiele lat tworzyli Państwo udany związek. Z drugiej strony doświadczenie sprzed lat związane z ukrywaną i kasowaną korespondencją najwyraźniej pozostawiło w Pani poczucie niepewności, które obecna sytuacja zawodowa męża mocno uruchamia. Nie sprowadzałabym tego do prostego pytania: „czy jestem chorobliwie zazdrosna?”. Zazdrość sama w sobie jest emocją i często informuje o lęku przed utratą ważnej relacji. Jednocześnie warto zauważyć, że obecnie ten lęk zaczyna znacząco wpływać na Pani funkcjonowanie: pojawiają się problemy ze snem i koncentracją, utrata radości, uporczywe rozmyślanie oraz potrzeba sprawdzania męża. To sygnał, że problem zasługuje na dalszą profesjonalną pomoc – niezależnie od tego, czy mąż rzeczywiście daje obecnie powody do nieufności. Sprawdzanie i kontrolowanie partnera może przynosić chwilową ulgę, ale zazwyczaj nie odbudowuje poczucia bezpieczeństwa. Często działa odwrotnie: pojawia się niepokój → sprawdzanie → chwilowe uspokojenie → kolejna wątpliwość → jeszcze silniejsza potrzeba sprawdzania. W ten sposób coraz więcej uwagi zaczyna zajmować pytanie „a co, jeśli coś się dzieje?”, mimo że nie pojawiają się nowe fakty. Warto też spróbować oddzielać **fakty od wyobrażeń**. Faktem może być np. to, że mąż raz lub dwa razy w miesiącu uczestniczy w spotkaniach związanych z pracą. Myśl „na pewno flirtuje i świetnie się bawi z innymi kobietami” jest już interpretacją tworzoną przez lęk. To rozróżnienie nie oznacza lekceważenia Pani uczuć – pomaga natomiast odzyskać wpływ na to, co dzieje się w Pani głowie. Jednocześnie odbudowywanie zaufania w związku nie powinno polegać wyłącznie na tym, że jedna osoba ma „przestać być zazdrosna”. Warto, aby Państwo mogli spokojnie porozmawiać o tym, czego każde z Państwa potrzebuje, aby czuć się w tej relacji bezpiecznie, oraz jakie zachowania są dla każdego z Państwa akceptowalne. Pomocna może być rozmowa prowadzona nie podczas kolejnego wyjścia męża, kiedy emocje są już bardzo silne, ale w neutralnym momencie. Zamiast „nie chcę, żebyś tam chodził”, warto próbować mówić o tym, co znajduje się pod spodem: „kiedy pojawiają się takie sytuacje, wraca do mnie doświadczenie sprzed lat i bardzo boję się utraty naszego związku”. Ponieważ pisze Pani, że była już u psychologa, zachęcałabym do kontynuowania pracy terapeutycznej, nawet jeśli trudno Pani pewne rzeczy wyjaśnić. Można wręcz pokazać terapeucie dokładnie taki opis, jaki napisała Pani tutaj. Istotnym obszarem pracy byłoby poradzenie sobie z nasilonym lękiem, ruminacjami i potrzebą kontroli, a także z doświadczeniem sprzed lat, które – jak Pani sama zauważa – nadal w Pani pozostaje. Warto również rozważyć konsultację par, jeżeli mąż byłby na nią otwarty. Jeżeli mimo przyjmowanych leków utrzymują się problemy ze snem, koncentracją i brak odczuwania radości, wskazana jest także ponowna konsultacja z lekarzem prowadzącym. Nie musi Pani teraz rozstrzygać, kto z Państwa „ma rację”. Ważniejsze wydaje się odzyskanie przez Panią poczucia bezpieczeństwa i sprawdzenie, czy Państwo jako para potrafią wypracować takie granice, które uwzględniają zarówno Pani potrzebę bezpieczeństwa, jak i potrzebę autonomii męża. Obecne nasilenie cierpienia pokazuje przede wszystkim, że nie warto zostawać z tym samej.


Skoro Państw relacja jest i była dobra faktycznie takie ,,podejrzliwe" zachowania mogą budzić zdenerowanie u Pani i flustracje u męża. Radziłąbym przekierować te myśli na siebie - swoje potrzeby, pasje, zainteresowania.


Dzień dobry. To, co Pani opisuje, brzmi jak życie w ciągłym napięciu. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś ważnego: z Pani wiadomości nie wynika, że problemem jest wyłącznie zachowanie męża. Problemem stało się również to, **jak bardzo lęk o związek zaczął przejmować kontrolę nad Pani życiem**. Pisze Pani, że: * ma problemy ze snem, * nie może się skupić w pracy, * nic Panią nie cieszy, * coraz częściej kontroluje Pani męża, * niemal cały czas myśli Pani o tym, co on może robić. To oznacza, że cierpienie jest realne – niezależnie od tego, czy obawy mają pokrycie w rzeczywistości. Z drugiej strony warto oddzielić **fakty od wyobrażeń**. Fakty są takie, że: * jesteście razem ponad 25 lat, * mąż jest dobrym partnerem w domu, * jego praca od lat polega na współpracy głównie z kobietami, * uczestniczy w szkoleniach i spotkaniach integracyjnych średnio raz–dwa razy w miesiącu. Natomiast większość tego, co najbardziej Panią boli, dotyczy scenariuszy, które pojawiają się w głowie: że flirtuje, że zabawia koleżanki, że może z którąś coś go połączy. To są bardzo żywe wyobrażenia, ale niekoniecznie dowody. Jednocześnie rozumiem, skąd ten lęk może się brać. Przed laty odkryła Pani, że mąż prowadził prywatną korespondencję z koleżankami i ukrywał ją przed Panią. Nawet jeśli nie było w niej nic niewłaściwego, mogło to naruszyć Pani poczucie bezpieczeństwa. Czasem jedno takie doświadczenie wystarcza, by przez wiele lat uruchamiał się mechanizm: *„A jeśli znowu coś przede mną ukrywa?”* Mam jednak wrażenie, że dziś ten mechanizm zaczął żyć własnym życiem. Paradoksalnie im bardziej próbuje Pani kontrolować sytuację, tym większy staje się lęk. Kontrola przynosi krótkotrwałą ulgę, ale długofalowo tylko wzmacnia potrzebę dalszego sprawdzania. Zastanowiłbym się również nad czymś innym. Napisała Pani: > „Ja też nie chodzę sama z innymi facetami na imprezy.” To jest Pani wybór i Pani granica. Nie oznacza jednak automatycznie, że partner powinien funkcjonować według tych samych zasad, zwłaszcza jeśli spotkania wynikają z charakteru jego pracy. W zdrowym związku partnerzy mogą mieć różne potrzeby dotyczące życia towarzyskiego, a kluczowe jest to, czy potrafią budować wzajemne zaufanie. Mam też wrażenie, że obecnie nie walczy Pani już tylko z zazdrością. Walczy Pani z ogromnym lękiem przed utratą relacji. To dwa różne zjawiska. Pisze Pani, że była u psychologa i przyjmuje leki. Jeśli mimo tego lęk jest tak nasilony, warto rozważyć kontynuację psychoterapii – najlepiej z terapeutą pracującym w nurcie poznawczo-behawioralnym lub terapii schematów. Nie dlatego, że „z Panią jest coś nie tak”, ale dlatego, że te podejścia pomagają pracować z natrętnymi myślami, potrzebą kontroli oraz z odbudowywaniem poczucia bezpieczeństwa w relacji. Na koniec chciałbym zostawić Pani jedno pytanie do refleksji. Gdyby okazało się, że mąż rzeczywiście zachowuje się dokładnie tak, jak mówi – wykonuje swoją pracę, uczestniczy w służbowych spotkaniach i wraca do domu, gdzie jest dla Pani dobrym mężem – czy wtedy byłaby Pani w stanie poczuć spokój? Czy też pojawiałyby się kolejne obawy? Jeśli odpowiedź brzmi: *„i tak bym się bała”*, to byłby sygnał, że głównym przeciwnikiem nie jest praca męża ani jego koleżanki, lecz lęk, który z czasem zaczął przejmować kontrolę nad Pani codziennym życiem. I właśnie na nim warto skupić się w terapii, bo jest to coś, nad czym można skutecznie pracować.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.