Witam. Związałem się półtorej roku temu z dziewczyną która wychowywała samotnie syna. Nie miała pomo
5
odpowiedzi
Witam. Związałem się półtorej roku temu z dziewczyną która wychowywała samotnie syna. Nie miała pomocy ani od dziadków ani od jej rodziców. Dziś jej syn ma 8,5 roku a zachowania 4/5 latka. Nie ma żadnych obowiązków. Partnerka mu kupuje w sklepie wszystko co zechce. Nosi zabawki pod prysznic i się tam bawi. Jak gra z kolegami przed blokiem w piłkę bardziej interesuje go zrywanie kwiatków. Dostaje Nie ograniczoną ilość słodyczy. Wszystko załatwia płaczem. Gdy zwracam uwagę na te zachowania słyszę że to jest tylko dziecko że jestem przewrażliwiony. Chce mu przekazać stopniowo męskie wzorce ale ona mi na to nie pozwala. Dlaczego ona się tak zachowuje i jak z nią rozmawiać żeby mi zaufała ? Dodam że mam z nim bardzo dobry kontakt ale tylko jak mojej parnerki nie ma w pobliżu gdy ona się pojawia dziecko zamyka się w sobie i nie chce nawet odpowiadać na pytania. Zauważyłem to nie tylko ja ale i moi rodzice.
Twoja partnerka nie „rozpieszcza” z wyboru, tylko działa z lęku i poczucia odpowiedzialności, dlatego każda próba korekty z Twojej strony uruchamia u niej obronę zamiast współpracy.
Nie zmienisz tego "racją" – możesz ją zaprosić tylko przez bezpieczeństwo, uznanie jej wysiłku i bardzo małe, konkretne kroki zamiast krytyki. Zaś Twoją realną rolą jest bycie spokojną, konsekwentną strukturą dla dziecka, bo to doświadczenie – a nie słowa – zacznie stopniowo regulować cały system.
Nie zmienisz tego "racją" – możesz ją zaprosić tylko przez bezpieczeństwo, uznanie jej wysiłku i bardzo małe, konkretne kroki zamiast krytyki. Zaś Twoją realną rolą jest bycie spokojną, konsekwentną strukturą dla dziecka, bo to doświadczenie – a nie słowa – zacznie stopniowo regulować cały system.
Opisana sytuacja dotyczy kilku nakładających się zjawisk i warto je uporządkować, zamiast sprowadzać ją wyłącznie do „złego wychowania”.
Zachowanie partnerki bardzo prawdopodobnie wynika z jej historii samotnego macierzyństwa. Rodzice, którzy przez dłuższy czas funkcjonują bez wsparcia, często wchodzą w styl nadopiekuńczy i kompensacyjny. Dziecko staje się centrum ich świata, a zaspokajanie jego potrzeb bywa sposobem na redukowanie własnego poczucia winy, przeciążenia czy lęku przed jego stratą emocjonalną. W takiej dynamice granice są rozmyte, a stawianie wymagań może być przez rodzica nieświadomie przeżywane jako „krzywdzenie dziecka”. Stąd jej reakcje na Pana uwagi i obrona obecnego modelu wychowania.
Z perspektywy rozwoju dziecka część opisanych zachowań faktycznie może wskazywać na opóźnienia w obszarze samoregulacji, odpowiedzialności czy funkcjonowania społecznego. Brak obowiązków, brak granic i wzmacnianie płaczu jako sposobu osiągania celu utrwalają niedojrzałe strategie radzenia sobie. Jednocześnie warto zachować ostrożność w interpretowaniu takich elementów jak zainteresowania czy sposób zabawy, ponieważ same w sobie nie świadczą o „nieprawidłowości” ani nie wymagają korekty w kierunku stereotypowych ról.
Bardzo istotna jest obserwacja, którą Pan poczynił, że dziecko funkcjonuje swobodniej w Pana obecności, gdy matki nie ma w pobliżu, a w jej obecności wycofuje się. To może sugerować silną zależność emocjonalną i napięcie w relacji matka dziecko, gdzie obecność matki uruchamia określony wzorzec zachowania, na przykład wycofanie lub podporządkowanie. Może to być także efekt lojalności wobec matki, kiedy dziecko „pilnuje się”, by nie wejść w bliższą relację z innym dorosłym przy niej.
Kluczowe jest to, że nie jest Pan w roli ojca biologicznego, a próba wprowadzania zmian wychowawczych bez zgody matki będzie przez nią odbierana jako przekraczanie granic. To nie oznacza, że nie ma Pan wpływu, ale ten wpływ musi być pośredni i oparty na relacji z partnerką, nie na bezpośrednim „korygowaniu” dziecka.
Rozmowa z partnerką powinna koncentrować się nie na krytyce jej stylu wychowania, ale na wspólnym celu. Zamiast komunikatów w rodzaju „on jest niewychowany” czy „robisz to źle”, warto mówić o konsekwencjach i przyszłości dziecka, na przykład o tym, czego będzie potrzebował, żeby poradzić sobie w szkole, w relacjach czy w dorosłości. Istotne jest też uznanie jej wysiłku i tego, że przez lata była z tym sama, bo bez tego najprawdopodobniej będzie reagować obronnie.
Pomocne bywa zadawanie pytań zamiast stawiania tez, na przykład jak ona widzi rozwój syna za kilka lat, czego chciałaby go nauczyć, jakie wartości są dla niej ważne. To pozwala przejść z poziomu sporu na poziom współpracy. Dopiero na tej bazie można proponować drobne, konkretne zmiany, a nie rewolucję.
Ważne jest także, aby nie koncentrować się na „męskich wzorcach” w sensie stereotypowym, tylko na uniwersalnych kompetencjach, takich jak samodzielność, odpowiedzialność, regulacja emocji czy umiejętność radzenia sobie z frustracją. To są cele, które łatwiej wspólnie uzasadnić i zaakceptować.
Jeżeli napięcie w tym obszarze będzie się utrzymywać, rozsądnym krokiem może być wspólna konsultacja u psychologa dziecięcego lub rodzinnego. Czasem dopiero głos z zewnątrz pozwala rodzicowi zobaczyć pewne rzeczy bez poczucia bycia ocenianym przez partnera.
Podsumowując, zachowanie partnerki najprawdopodobniej wynika z nadopiekuńczości i lęku, a nie ze złej woli. Skuteczna zmiana wymaga najpierw zbudowania z nią poczucia bezpieczeństwa i współpracy, a dopiero potem stopniowego wprowadzania spójnych zasad. Bez jej zaangażowania nawet najlepsze intencje z Pana strony nie przyniosą trwałego efektu.
Zachowanie partnerki bardzo prawdopodobnie wynika z jej historii samotnego macierzyństwa. Rodzice, którzy przez dłuższy czas funkcjonują bez wsparcia, często wchodzą w styl nadopiekuńczy i kompensacyjny. Dziecko staje się centrum ich świata, a zaspokajanie jego potrzeb bywa sposobem na redukowanie własnego poczucia winy, przeciążenia czy lęku przed jego stratą emocjonalną. W takiej dynamice granice są rozmyte, a stawianie wymagań może być przez rodzica nieświadomie przeżywane jako „krzywdzenie dziecka”. Stąd jej reakcje na Pana uwagi i obrona obecnego modelu wychowania.
Z perspektywy rozwoju dziecka część opisanych zachowań faktycznie może wskazywać na opóźnienia w obszarze samoregulacji, odpowiedzialności czy funkcjonowania społecznego. Brak obowiązków, brak granic i wzmacnianie płaczu jako sposobu osiągania celu utrwalają niedojrzałe strategie radzenia sobie. Jednocześnie warto zachować ostrożność w interpretowaniu takich elementów jak zainteresowania czy sposób zabawy, ponieważ same w sobie nie świadczą o „nieprawidłowości” ani nie wymagają korekty w kierunku stereotypowych ról.
Bardzo istotna jest obserwacja, którą Pan poczynił, że dziecko funkcjonuje swobodniej w Pana obecności, gdy matki nie ma w pobliżu, a w jej obecności wycofuje się. To może sugerować silną zależność emocjonalną i napięcie w relacji matka dziecko, gdzie obecność matki uruchamia określony wzorzec zachowania, na przykład wycofanie lub podporządkowanie. Może to być także efekt lojalności wobec matki, kiedy dziecko „pilnuje się”, by nie wejść w bliższą relację z innym dorosłym przy niej.
Kluczowe jest to, że nie jest Pan w roli ojca biologicznego, a próba wprowadzania zmian wychowawczych bez zgody matki będzie przez nią odbierana jako przekraczanie granic. To nie oznacza, że nie ma Pan wpływu, ale ten wpływ musi być pośredni i oparty na relacji z partnerką, nie na bezpośrednim „korygowaniu” dziecka.
Rozmowa z partnerką powinna koncentrować się nie na krytyce jej stylu wychowania, ale na wspólnym celu. Zamiast komunikatów w rodzaju „on jest niewychowany” czy „robisz to źle”, warto mówić o konsekwencjach i przyszłości dziecka, na przykład o tym, czego będzie potrzebował, żeby poradzić sobie w szkole, w relacjach czy w dorosłości. Istotne jest też uznanie jej wysiłku i tego, że przez lata była z tym sama, bo bez tego najprawdopodobniej będzie reagować obronnie.
Pomocne bywa zadawanie pytań zamiast stawiania tez, na przykład jak ona widzi rozwój syna za kilka lat, czego chciałaby go nauczyć, jakie wartości są dla niej ważne. To pozwala przejść z poziomu sporu na poziom współpracy. Dopiero na tej bazie można proponować drobne, konkretne zmiany, a nie rewolucję.
Ważne jest także, aby nie koncentrować się na „męskich wzorcach” w sensie stereotypowym, tylko na uniwersalnych kompetencjach, takich jak samodzielność, odpowiedzialność, regulacja emocji czy umiejętność radzenia sobie z frustracją. To są cele, które łatwiej wspólnie uzasadnić i zaakceptować.
Jeżeli napięcie w tym obszarze będzie się utrzymywać, rozsądnym krokiem może być wspólna konsultacja u psychologa dziecięcego lub rodzinnego. Czasem dopiero głos z zewnątrz pozwala rodzicowi zobaczyć pewne rzeczy bez poczucia bycia ocenianym przez partnera.
Podsumowując, zachowanie partnerki najprawdopodobniej wynika z nadopiekuńczości i lęku, a nie ze złej woli. Skuteczna zmiana wymaga najpierw zbudowania z nią poczucia bezpieczeństwa i współpracy, a dopiero potem stopniowego wprowadzania spójnych zasad. Bez jej zaangażowania nawet najlepsze intencje z Pana strony nie przyniosą trwałego efektu.
To co opisujesz rzadko wynika z „braku wiedzy” u mamy. Częściej to efekt historii, długo była sama, więc daje dziecku maksimum, czasem kosztem granic. W jej głowie to jest troska, nie błąd. Dlatego gdy zwracasz uwagę, ona słyszy raczej ocenę siebie niż realny problem.
U chłopca widać prosty mechanizm. Jeśli płacz działa, będzie działał dalej. Jeśli nie ma granic, nie będzie też regulacji emocji. A przy mamie wraca do roli „młodszego”, bo tam to jest wzmacniane. To że przy Tobie funkcjonuje lepiej, to akurat bardzo dobry znak.
Z partnerką nie idź w etykiety typu „rozpieszczony”, tylko spokojnie, bez stawiania się wyżej. Bardziej tak:
Widzę ile w to wkładasz i serio to doceniam. Zastanawiam się tylko czy nie możemy mu trochę pomóc w ogarnianiu emocji, bo mam wrażenie że jemu jest po prostu trudno w niektórych sytuacjach.
Czyli mniej ocen, więcej wspólnego celu.
I najważniejsze, bez jej udziału niewiele zmienisz. Możesz mieć z nim dobrą relację i być dla niego stabilnym dorosłym, ale klucz i tak jest po jej stronie.
Jeśli będziecie oboje otwarci, to czasem bardzo pomaga kilka spotkań wspólnych, żeby to na spokojnie poukładać i zobaczyć co konkretnie u Was działa, a co nie.
Jeśli czujesz, że to jest coś co zaczyna Was przerastać, to warto to przegadać już konkretnie pod Waszą sytuację. Zapraszam do kontaktu.
Mateusz Kempiński
U chłopca widać prosty mechanizm. Jeśli płacz działa, będzie działał dalej. Jeśli nie ma granic, nie będzie też regulacji emocji. A przy mamie wraca do roli „młodszego”, bo tam to jest wzmacniane. To że przy Tobie funkcjonuje lepiej, to akurat bardzo dobry znak.
Z partnerką nie idź w etykiety typu „rozpieszczony”, tylko spokojnie, bez stawiania się wyżej. Bardziej tak:
Widzę ile w to wkładasz i serio to doceniam. Zastanawiam się tylko czy nie możemy mu trochę pomóc w ogarnianiu emocji, bo mam wrażenie że jemu jest po prostu trudno w niektórych sytuacjach.
Czyli mniej ocen, więcej wspólnego celu.
I najważniejsze, bez jej udziału niewiele zmienisz. Możesz mieć z nim dobrą relację i być dla niego stabilnym dorosłym, ale klucz i tak jest po jej stronie.
Jeśli będziecie oboje otwarci, to czasem bardzo pomaga kilka spotkań wspólnych, żeby to na spokojnie poukładać i zobaczyć co konkretnie u Was działa, a co nie.
Jeśli czujesz, że to jest coś co zaczyna Was przerastać, to warto to przegadać już konkretnie pod Waszą sytuację. Zapraszam do kontaktu.
Mateusz Kempiński
Dzień dobry,
opisuje Pan sytuację, która jest dość częsta w rodzinach patchworkowych i jednocześnie bardzo wymagająca emocjonalnie dla wszystkich stron.
Z perspektywy psychologicznej zachowanie Pana partnerki może wynikać z kilku nakładających się czynników. Jeśli przez dłuższy czas wychowywała dziecko sama, bez wsparcia, bardzo często rozwija się u rodzica silna potrzeba „rekompensowania” dziecku trudności – poprzez brak granic, nadmierne pobłażanie czy unikanie frustracji dziecka. To nie wynika ze złej woli, tylko raczej z lęku: przed odrzuceniem przez dziecko, przed byciem „złym rodzicem” albo przed utratą relacji.
W takiej sytuacji dziecko uczy się, że emocje (np. płacz) są skutecznym narzędziem wpływu, a brak granic powoduje, że jego rozwój emocjonalny i społeczny może być opóźniony względem wieku.
To, co Pan opisuje – czyli różnica w zachowaniu dziecka w zależności od obecności mamy – również jest bardzo istotne. Może to oznaczać, że dziecko funkcjonuje w dwóch różnych „systemach zasad” i dostosowuje się do tego, kto aktualnie jest obecny. Przy mamie wraca do roli, która daje mu najwięcej korzyści i bezpieczeństwa.
Jeśli chodzi o rozmowę z partnerką – kluczowe jest, aby nie zaczynać od krytyki jej stylu wychowania. To zwykle uruchamia obronę i zamyka możliwość dialogu.
Zamiast tego warto:
mówić o swoich obserwacjach, bez ocen („zauważyłem, że gdy…” zamiast „on jest rozpieszczony”)
podkreślić, że zależy Panu na dobru dziecka i na wspólnym działaniu
zapytać ją o jej perspektywę („jak Ty to widzisz?”, „co jest dla Ciebie najtrudniejsze?”)
budować poczucie, że nie chce Pan „zastępować ojca” ani przejmować kontroli, tylko być wsparciem
Bardzo ważne: wchodzenie w rolę „tego, który wprowadza zasady”, bez zgody matki, prawie zawsze kończy się konfliktem – zarówno z partnerką, jak i z dzieckiem.
Jeśli chce Pan wprowadzać „męskie wzorce”, to skuteczniejsze będzie pokazywanie ich poprzez relację i własne zachowanie, a nie poprzez narzucanie zasad. Dzieci dużo bardziej uczą się przez obserwację niż przez komunikaty.
To, że ma Pan dobry kontakt z chłopcem, jest dużym zasobem. Warto go utrzymywać, ale jednocześnie pamiętać, że kluczowa zmiana może się wydarzyć tylko wtedy, gdy rodzice (biologiczny i partner) będą działać spójnie.
W wielu takich sytuacjach bardzo pomocna jest wspólna konsultacja u psychologa – nie dlatego, że „ktoś robi coś źle”, ale żeby ustalić wspólne podejście i granice, które będą wspierały rozwój dziecka.
Podsumowując: problem, który Pan widzi, jest realny, ale jego rozwiązanie zaczyna się od relacji z partnerką, nie od zmiany zachowania dziecka.
opisuje Pan sytuację, która jest dość częsta w rodzinach patchworkowych i jednocześnie bardzo wymagająca emocjonalnie dla wszystkich stron.
Z perspektywy psychologicznej zachowanie Pana partnerki może wynikać z kilku nakładających się czynników. Jeśli przez dłuższy czas wychowywała dziecko sama, bez wsparcia, bardzo często rozwija się u rodzica silna potrzeba „rekompensowania” dziecku trudności – poprzez brak granic, nadmierne pobłażanie czy unikanie frustracji dziecka. To nie wynika ze złej woli, tylko raczej z lęku: przed odrzuceniem przez dziecko, przed byciem „złym rodzicem” albo przed utratą relacji.
W takiej sytuacji dziecko uczy się, że emocje (np. płacz) są skutecznym narzędziem wpływu, a brak granic powoduje, że jego rozwój emocjonalny i społeczny może być opóźniony względem wieku.
To, co Pan opisuje – czyli różnica w zachowaniu dziecka w zależności od obecności mamy – również jest bardzo istotne. Może to oznaczać, że dziecko funkcjonuje w dwóch różnych „systemach zasad” i dostosowuje się do tego, kto aktualnie jest obecny. Przy mamie wraca do roli, która daje mu najwięcej korzyści i bezpieczeństwa.
Jeśli chodzi o rozmowę z partnerką – kluczowe jest, aby nie zaczynać od krytyki jej stylu wychowania. To zwykle uruchamia obronę i zamyka możliwość dialogu.
Zamiast tego warto:
mówić o swoich obserwacjach, bez ocen („zauważyłem, że gdy…” zamiast „on jest rozpieszczony”)
podkreślić, że zależy Panu na dobru dziecka i na wspólnym działaniu
zapytać ją o jej perspektywę („jak Ty to widzisz?”, „co jest dla Ciebie najtrudniejsze?”)
budować poczucie, że nie chce Pan „zastępować ojca” ani przejmować kontroli, tylko być wsparciem
Bardzo ważne: wchodzenie w rolę „tego, który wprowadza zasady”, bez zgody matki, prawie zawsze kończy się konfliktem – zarówno z partnerką, jak i z dzieckiem.
Jeśli chce Pan wprowadzać „męskie wzorce”, to skuteczniejsze będzie pokazywanie ich poprzez relację i własne zachowanie, a nie poprzez narzucanie zasad. Dzieci dużo bardziej uczą się przez obserwację niż przez komunikaty.
To, że ma Pan dobry kontakt z chłopcem, jest dużym zasobem. Warto go utrzymywać, ale jednocześnie pamiętać, że kluczowa zmiana może się wydarzyć tylko wtedy, gdy rodzice (biologiczny i partner) będą działać spójnie.
W wielu takich sytuacjach bardzo pomocna jest wspólna konsultacja u psychologa – nie dlatego, że „ktoś robi coś źle”, ale żeby ustalić wspólne podejście i granice, które będą wspierały rozwój dziecka.
Podsumowując: problem, który Pan widzi, jest realny, ale jego rozwiązanie zaczyna się od relacji z partnerką, nie od zmiany zachowania dziecka.
Rozumiem, że Pan chce się zaangażować w wychowanie syna partnerki. Chłopiec zdaje się nie ma kontaktu z własnym ojcem. Oczywiście najlepiej jest jak najwięcej rozmawiać i wyjaśniać, że niektóre reakcje zachowania mamy nie służą rozwojowi dziecka. Jeśli to nie przynosi skutków, może Pan zaproponuje wspólna wizytę u specjalisty, psychoterapeuty dziecięcego, spotkanie dla Pana i partnerki, żeby omówić to, co Pana niepokoi.
Podobne pytania
- Witam, chciałam zapytać o coś, co męczy mnie już od kilku lat. Jestem nastolatką i od dłuższego czasu próbuję trochę poprawić swoją sylwetkę. Nie chodzi mi o jakąś bardzo niską wagę ani o głodzenie się, tylko bardziej o to, żeby wyglądać trochę lepiej i czuć się dobrze ze sobą. Problem jest…
- Witam, mój 4-miesięczny niemowlak jest karmiony moim mlekiem. Od miesiąca ma AZS: suche, szorstkie, czerwone plamy na policzkach (bliżej uszu), szyi, przedramionach, ramionach i zgięciach przy dłoniach. Stolce płynne, pieniste, koloru „musztardowego) - oddaje raz na 4-8 dni (cała wypełniona pieluszka).…
- Dzień dobry, proszę o informację czy w moim przypadku są to sytuacje, które wymagają szerszych konsultacji z psychologiem. Jestem pomiędzy 30 a 40 rokiem życia. Zauważyłam u siebie nerwowość na różne sytuacje. Zaczęło się w pracy, w której pracuję od 10 lat, denerwuje mnie niekompetencja współpracowników…
- Dzień dobry. Ostatnio zrelacjonowałam państwu swoją historię ( bicie pieska przez mojego partnera, namawianie do zachowań seksualnych pod wpływem manipulacji, w miarę powrotu wspomnień także próba wymuszenia na mnie seksu pod wpływem alkoholu i zatajenie przede mną śmierci mamy bo ważniejsze…
- Lecze kiłę już 3 lata cały czas ma wachania miana 1: 4 za 1 miesiac 1;16 potem znowu 1:4 ,1:32 co to może być?
- Biorę Seronil 10 mg (całą tabletkę) od 6 tygodni. Odczuwam głównie dużą senność w ciągu dnia i dużo śpię, zarówno w dzień jak i w nocy. Nie widzę poprawy nastroju. Dodatkowo biorę Trittico na noc (pełną dawkę), a hydroksyzynę tylko doraźnie w trudniejszych momentach. Czy w takiej sytuacji należałoby…
- Elastopatia Dzień dobry, mam 21 lat i ortopeda parę lat temu stwierdził, że mam elastopatie ale nie robił mi żadnych konkretnych badań. Ostatnio mój stan zaczął się pogarszać- moje stawy bardzo głośno strzelają (kostki, biodra, barki) mam dość silny ból kolan i pleców (w krzyżu i łopatkach).…
- Muszę się poddać zabiegowi w szpitalu ale żadne argumenty do mnie nie przemawiają żeby się temu poddać. Miałam inna opcje ale uciekłam sprzed gabinetu. Nie wiem co robić?
- Mam problem z nawracajacym krwawieniem z odbytu. Poczatkwo krew byla tylko w kale pozniej pojawila sie na papierze. Po nasiadówkach z kory debu masciach na chwile bylo lepiej. Oprcz krwawienia czuje jeszcze poeczenie I pobolewanie w odbycie ogólny dyskomfort. Codziennie wieczorem jem siemie lniane…
- W pozycji leżącej na plecach pomiędzy mostkiem a pępkiem przy napięciu mięśni brzucha pojawia się uwypuklenie i tylko w tej pozycji przy napięciu, jak są roluznione to nic nie widać w pozycji stojącej też nie widoczne.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Masz podobny problem? Ci specjaliści mogą Ci pomóc:
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.