Witam... 1.5 miesiąca temu zostawił mnie partner bez żadnej przyczyny... Wrócił na drugi dzień, mówi
4
odpowiedzi
Witam... 1.5 miesiąca temu zostawił mnie partner bez żadnej przyczyny... Wrócił na drugi dzień, mówił że kocha, że wszystko mu mnie przypomina i że nie może beze mnie żyć... Był moim sąsiadem. Mieszkał pode mną. Sypiał i jadł u mnie... Miał dla mnie mało czasu, ponieważ ma dziecko z inną partnerka i widywaliśmy się głównie wieczorami... Dziecko, koledzy, remont itd... po tygodniu takiego latania kłóciliśmy się z raz w tyg .... Z szacunkiem, bo się kochamy...bez krzyków i wyzwisk... W każdym razie jak wrócił powiedziałam, że albo w jedną albo w drugą, że albo się wprowadza, albo wyprowadza i odchodzi... Poprosił o miesiąc na podjęcie decyzji, bo ma dużo lęków po byłej partnerce (krzyczała na niego codziennie, wyzywała go, stosowała alienację rodzicielska i to jest wszystko prawda, bo widziałam i slyszalam na własne uszy)... Po 1.5 miesiąca wyprowadził się do mieszkania siostry. To było 2 tyg temu... Codziennie płaczę mu do słuchawki...spotykamy się..całuje mnie... Ale mówi, że nie może tu zamieszkac więc nie możemy być razem.... Że kocha, tęskni, brakuje mu spania razem, oglądania filmów i wszystkiego, ale nie jest gotowy, żeby ze mną zamieszkac i że już podjął taką decyzję więc trzeba zakończyć związek, bo z perspektywy dłuższego czasu nie ma on przyszłości, że się kłócimy itd... (w kłótni czasem mówiłam, że jest najgorszym chłopakiem jakiego miałam, ale wiedział i mówiłam, że wcale tak nie myślę).... Jestem DDA, WWO i chyba bordeline ... On też ma pełno lęków zwłaszcza taki, żeby się w pełni zaangażować w związek... Boi się mieszkać z kimś... Jego główne argumenty, że odszedł to mówienie, że jesteśmy inni... Różni... Czytaliśmy sobie nawet w myślach... Inni jesteśmy, bo on lubi imprezy i pełno ludzi, a ja lubię być sama z nim i lubię spokój.... Ale ogólnie mamy wiele wspólnych zainteresowań... Myślimy tak samo.... Byłam u psychiatry, dał mi leki przeciwlękowe już drugie ale nie działają... Mam umówiona wizyte do psychologa... On odmawia pomocy psychologa... Nie radzę sobie...od 2 tyg praktycznie nie wychodzę z lozka... Wszystko straciło sens... Tylko jak przyjeżdżał czułam się dobrze...bezpiecznie... Jest między nami bardzo silna więź... Nie wiem czy da się i jak to naprawić...staram się nie dzwonić ... Nie odzywać do niego...ale to jest trudne... Każdego dnia próbuje i każdego dnia to robię ..
Witam,
cierpi Pani i rozumiem to. Domyślam się, że pojawia się lęk, że ta relacja może się skończyć, to ma prawo boleć. Cokolwiek jednak się stanie najważniejsze jest aby Pani podjęła terapię. Jeśli pojawiło się podejrzenie borderline warto się temu przyjrzeć. Bardzo trudno żyje się bez "przepracowania" tego problemu a można zrobić to w terapii. Doświadczenia DDA są zazwyczaj trudne albo bardzo trudne. Dzieci nie mają mechanizmów obronnych, cierpią najbardziej w niestabilności życia codziennego i relacji z bliskimi. Sytuacje zagrożenia bezpieczeństwa, niezauważania czy odrzucenia ze strony bliskich w dzieciństwie wpływają na to jak czujemy się w dorosłym życiu, w związkach i relacjach międzyludzkich. Polecam podjęcie terapii. Nie wystarczy kilka spotkań, minimum rok pracy nad sobą może dać poprawę w Pani samopoczuciu. Możliwe, że będzie Pani potrzebowała więcej czasu aby poczuć się pewniejszą i silniejszą. Wszystko należy uzgodnić z terapeutą.
Życzę powodzenia i wytrwałości w walce o siebie,
Emilia Szymanowicz
cierpi Pani i rozumiem to. Domyślam się, że pojawia się lęk, że ta relacja może się skończyć, to ma prawo boleć. Cokolwiek jednak się stanie najważniejsze jest aby Pani podjęła terapię. Jeśli pojawiło się podejrzenie borderline warto się temu przyjrzeć. Bardzo trudno żyje się bez "przepracowania" tego problemu a można zrobić to w terapii. Doświadczenia DDA są zazwyczaj trudne albo bardzo trudne. Dzieci nie mają mechanizmów obronnych, cierpią najbardziej w niestabilności życia codziennego i relacji z bliskimi. Sytuacje zagrożenia bezpieczeństwa, niezauważania czy odrzucenia ze strony bliskich w dzieciństwie wpływają na to jak czujemy się w dorosłym życiu, w związkach i relacjach międzyludzkich. Polecam podjęcie terapii. Nie wystarczy kilka spotkań, minimum rok pracy nad sobą może dać poprawę w Pani samopoczuciu. Możliwe, że będzie Pani potrzebowała więcej czasu aby poczuć się pewniejszą i silniejszą. Wszystko należy uzgodnić z terapeutą.
Życzę powodzenia i wytrwałości w walce o siebie,
Emilia Szymanowicz
Dzień Dobry, widzę, że sytuacja jest trudna. Polecam skontaktować się ze specjalistą, aby szerzej omówić tą kwestie podczas wizyty. Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry,
Dostrzegam w Pani wiadomości wiele wątków i wyobrażam sobie, że zaistniałą sytuacją powodować może różne emocje, myśli i stany.
Myślę, że warto rozważyć konsultację z psychologiem/psychoterapeutą celem dokładniejszego przyjrzenia się opisanej przez Panią sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie
Emilia Trzcińska
Dostrzegam w Pani wiadomości wiele wątków i wyobrażam sobie, że zaistniałą sytuacją powodować może różne emocje, myśli i stany.
Myślę, że warto rozważyć konsultację z psychologiem/psychoterapeutą celem dokładniejszego przyjrzenia się opisanej przez Panią sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie
Emilia Trzcińska
Witam,
czytam Twoje słowa i czuję, jak dużo w nich bólu, tęsknoty i zagubienia. To, co przeżywasz, jest bardzo intensywne — rozstanie, które jednocześnie nie jest do końca rozstaniem, daje nadzieję i ją odbiera. To potrafi rozrywać od środka.
Chcę Ci najpierw powiedzieć coś bardzo ważnego: Twoje uczucia mają sens.
Tęsknota, płacz, trudność z wstaniem z łóżka — to nie jest „słabość”, tylko odpowiedź Twojego organizmu na stratę i niepewność. Była tam bliskość, bezpieczeństwo, wspólne rytuały. Nic dziwnego, że teraz jest pustka.
Kiedy piszesz „tylko jak przyjeżdżał czułam się dobrze, bezpiecznie” — słyszę, jak bardzo Twoje poczucie bezpieczeństwa było związane z nim. I jednocześnie pojawia się pytanie:
gdzie jest Twoje bezpieczeństwo, kiedy jego nie ma?
To nie jest pytanie oskarżające. To jest zaproszenie.
Bo w tej relacji wydarza się coś bardzo trudnego:
on mówi „kocham, tęsknię”, a jednocześnie „nie możemy być razem”.
Dla Twojego serca to sprzeczne sygnały. Dla Twojego ciała — brak gruntu.
I teraz najważniejsze:
on podjął decyzję, że nie chce budować z Tobą wspólnego życia na tym etapie.
Może to wynikać z jego lęków, historii, doświadczeń — i to wszystko może być prawdziwe. Ale to nadal oznacza, że nie jest dostępny w taki sposób, jakiego potrzebujesz.
A Ty potrzebujesz:
bliskości, obecności, wspólnego życia, jasności.
To nie jest „za dużo”. To jest Twoje.
Widzę też, jak bardzo próbujesz go utrzymać przy sobie — rozmowami, spotkaniami, bliskością. To bardzo ludzkie. Jednocześnie to trochę tak, jakbyś codziennie dotykała rany, która próbuje się zamknąć.
Ta relacja w tej formie nie może się domknąć, bo wciąż jesteście „pomiędzy” — ani razem, ani osobno.
Dlatego chcę Cię delikatnie zaprosić do czegoś trudnego, ale uzdrawiającego:
do sprawdzenia, co się stanie, kiedy naprawdę przestaniesz sięgać.
Nie po to, żeby go „odzyskać”.
Ale po to, żeby odzyskać siebie.
Bo teraz cała Twoja energia płynie w jego stronę:
czy zadzwoni, czy przyjdzie, czy zmieni zdanie.
A gdzie w tym jesteś Ty?
Piszesz o DDA, WWO, możliwym borderline — to są ważne tropy. One często wiążą się z ogromną wrażliwością na odrzucenie i silną potrzebą bliskości. To oznacza, że ta sytuacja może boleć Cię jeszcze bardziej niż przeciętnie. I to też ma sens.
Bardzo dobrze, że masz umówioną wizytę u psychologa.
To może być dla Ciebie przestrzeń, w której ktoś będzie przy Tobie stabilnie — nie znikając, nie wahając się.
Na teraz spróbuj bardzo małych kroków:
wstać z łóżka choć na chwilę,
wyjść na krótki spacer,
zjeść coś ciepłego,
zauważyć swój oddech.
Nie po to, żeby „naprawić życie”.
Tylko po to, żeby wrócić do siebie kawałek po kawałku.
Nie musisz przez to przechodzić idealnie.
Wystarczy, że będziesz przechodzić przez to prawdziwie.
czytam Twoje słowa i czuję, jak dużo w nich bólu, tęsknoty i zagubienia. To, co przeżywasz, jest bardzo intensywne — rozstanie, które jednocześnie nie jest do końca rozstaniem, daje nadzieję i ją odbiera. To potrafi rozrywać od środka.
Chcę Ci najpierw powiedzieć coś bardzo ważnego: Twoje uczucia mają sens.
Tęsknota, płacz, trudność z wstaniem z łóżka — to nie jest „słabość”, tylko odpowiedź Twojego organizmu na stratę i niepewność. Była tam bliskość, bezpieczeństwo, wspólne rytuały. Nic dziwnego, że teraz jest pustka.
Kiedy piszesz „tylko jak przyjeżdżał czułam się dobrze, bezpiecznie” — słyszę, jak bardzo Twoje poczucie bezpieczeństwa było związane z nim. I jednocześnie pojawia się pytanie:
gdzie jest Twoje bezpieczeństwo, kiedy jego nie ma?
To nie jest pytanie oskarżające. To jest zaproszenie.
Bo w tej relacji wydarza się coś bardzo trudnego:
on mówi „kocham, tęsknię”, a jednocześnie „nie możemy być razem”.
Dla Twojego serca to sprzeczne sygnały. Dla Twojego ciała — brak gruntu.
I teraz najważniejsze:
on podjął decyzję, że nie chce budować z Tobą wspólnego życia na tym etapie.
Może to wynikać z jego lęków, historii, doświadczeń — i to wszystko może być prawdziwe. Ale to nadal oznacza, że nie jest dostępny w taki sposób, jakiego potrzebujesz.
A Ty potrzebujesz:
bliskości, obecności, wspólnego życia, jasności.
To nie jest „za dużo”. To jest Twoje.
Widzę też, jak bardzo próbujesz go utrzymać przy sobie — rozmowami, spotkaniami, bliskością. To bardzo ludzkie. Jednocześnie to trochę tak, jakbyś codziennie dotykała rany, która próbuje się zamknąć.
Ta relacja w tej formie nie może się domknąć, bo wciąż jesteście „pomiędzy” — ani razem, ani osobno.
Dlatego chcę Cię delikatnie zaprosić do czegoś trudnego, ale uzdrawiającego:
do sprawdzenia, co się stanie, kiedy naprawdę przestaniesz sięgać.
Nie po to, żeby go „odzyskać”.
Ale po to, żeby odzyskać siebie.
Bo teraz cała Twoja energia płynie w jego stronę:
czy zadzwoni, czy przyjdzie, czy zmieni zdanie.
A gdzie w tym jesteś Ty?
Piszesz o DDA, WWO, możliwym borderline — to są ważne tropy. One często wiążą się z ogromną wrażliwością na odrzucenie i silną potrzebą bliskości. To oznacza, że ta sytuacja może boleć Cię jeszcze bardziej niż przeciętnie. I to też ma sens.
Bardzo dobrze, że masz umówioną wizytę u psychologa.
To może być dla Ciebie przestrzeń, w której ktoś będzie przy Tobie stabilnie — nie znikając, nie wahając się.
Na teraz spróbuj bardzo małych kroków:
wstać z łóżka choć na chwilę,
wyjść na krótki spacer,
zjeść coś ciepłego,
zauważyć swój oddech.
Nie po to, żeby „naprawić życie”.
Tylko po to, żeby wrócić do siebie kawałek po kawałku.
Nie musisz przez to przechodzić idealnie.
Wystarczy, że będziesz przechodzić przez to prawdziwie.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.