Mam 40 lat nigdy nie miałem dziewczyny, jedyne kontakty seksualne jakie miałem to z prostytutkami, a
Mam 40 lat nigdy nie miałem dziewczyny, jedyne kontakty seksualne jakie miałem to z prostytutkami, ale przestałem korzystać z ich usług i to był tylko rok gdy korzystałem z ich usług 6 lat temu. Jestem brzydki ( niski, mam krzywe zęby, jestem przygarbiony) na dodatek nieśmiały i małomówny. Próbowałem poznać dziewczynę przez internet, ale każda próba kończyła się odrzuceniem gdy tylko te dziewczyny prosiły o zdjęcie i je przesłałem. Nigdy nie uda mi się poznać dziewczyny i strasznie trudno jest się z tym pogodzić patrząc na życie moich kolegów. Korzystam z usług psychologa, ale nie wiele to daje czuje się jak w betonowych butach i ciężko zrobić jakikolwiek krok do przodu i co mam robić żeby zaakceptować swoją sytuacje i przestać interesować się tymi dziewczynami skoro i tak nie mam na to szans?
5 odpowiedzi
Dzień dobry, to wazne, że szuka Pan odpowiedzi na swoje pytania. Potrzebę bliskości i relacyjności możemy realizować na wiele sposobów. W kontekście radzenia sobie z samotnością kluczowe jest budowanie relacji z sobą, polubienie siebie, nauka czerpania przyjemności i rozwijania własnych zainteresowań. Nie wspomina Pan o znajomych, myślę, że to również bardzo wazny aspekt do eksploracji - jak wyglądają Pana relacje z innymi osobami? Nie możemy zagwarantować sobie bycia w związku, natomiast nie oznacza to, że to nigdy nas nie czeka. Istotna jest perspektywa, że to jedna z płaszczyzn naszego życia, a nie całe nasze życie. Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry, Ma Pan w głowie bardzo twardy, okrutny obraz siebie. Brzydki, niski, krzywe zęby, przygarbiony, nieśmiały, małomówny. Kiedy ktoś tak o sobie myśli latami, to nawet jedno spojrzenie od drugiej osoby może być interpretowane jako odrzucenie. Do tego dochodzi doświadczenie z portali gdzie Pan widzi że wysyła zdjęcie i po chwili cisza lub odmowa. To boli. Tylko że z tego bólu umysł uogólnia. Z kilku czy kilkunastu takich sytuacji robi się "nigdy żadna mnie nie zechce, nie mam żadnych szans." - to to błąd logicznego myślenia. To co Pan na pewno może robić, to pracować na dwóch torach. Pierwszy to wnętrze. W terapii warto przestać skupiać się wyłącznie na tym jak poznać dziewczynę, a bardziej na tym skąd się wziął ten bezlitosny głos w Panu, który ciągle powtarza że jest Pan brzydki, beznadziejny, że nie ma Pan prawa być dla kogoś ważny. Bardzo dobrze w takich tematach sprawdza się terapia schematów albo terapia poznawczo behawioralna zajmująca się wstydem, niską samooceną i lękiem przed odrzuceniem. Drugi tor to realne, małe zmiany na zewnątrz. Nie chodzi o to żeby nagle stać się przebojowym podrywaczem, tylko o to żeby wyjść o centymetr poza obecną strefę komfortu. Można krok po kroku zadbać o rzeczy, które są obiektywnie modyfikowalne. Podsumowując. Nie, nie jest Pan skazany na samotność, ale też nie ma prostego przepisu który zmieni Pana życie w trzy tygodnie. Da się natomiast pracować nad tym żeby nie czuł się Pan jak w "betonowych butach", żeby w głowie było mniej okrucieństwa wobec siebie, a w życiu trochę więcej realnych kontaktów z ludźmi.
Rozumiem, jak bardzo boli Pana porównywanie się i odrzucenia po wysłaniu zdjęcia, za tym często kryj się wstyd, który każe patrzeć na siebie przez pryzmat najostrzejszych ocen. Widzę też Pana siłę: skończył Pan z płatnym seksem, szuka Pan pomocy i pisze wprost o tym, co najtrudniejsze - walczy Pan z bezradnością i próbuje zmienić stare schematy. Warto zastanowić się skąd bierze się przekonanie, że nie ma Pan szans? Jak wstyd oraz lęk przed bliskością wpływają na Pana wybory i wycofywanie się? Ważna jest też rezygnacja, która podszyta złością: gdy myśli Pan, że i tak się nie uda, ciało robi się ciężkie i bezradne - można poeksplorować, przed czym to Pana chroni i co za tym stoi. Ważne są realne zmiany w obszarach, na które ma Pan wpływ: zadbana prezencja, zdjęcia zrobione przez kogoś życzliwego, aktywności w grupach, gdzie liczy się wspólne działanie, a nie pierwsze wrażenie z fotografii. Celem nie jest przestać interesować się kobietami, tylko odzyskać ciekawość relacji i zgodę na stopniowe próby otwierania się mimo lęku. To proces, który bywa wolny, ale możliwy. Pozdrawiam serdecznie. Monika Bała
Dziękuję Ci za szczerość. Opisujesz sytuację, która niesie ze sobą ogromny ciężar emocjonalny: samotność, odrzucenie, porównywanie się z innymi, poczucie beznadziei i wstydu. To bardzo trudne doświadczenia — nic dziwnego, że czujesz się jak „w betonowych butach”.Nie jesteś brzydki dlatego, że coś jest z Tobą „nie tak”. Jesteś człowiekiem z historią, który: czuje samotność, ma niskie poczucie własnej wartości, był odrzucany, ma trudność w kontakcie z ludźmi, boi się oceny, pragnie bliskości. To są ludzkie potrzeby, a nie powody do wstydu.Twój wygląd nie jest problemem sam w sobie — problemem jest to, jak go postrzegasz Nie mówię tu motywacyjnych sloganów typu „każdy jest piękny”. Chodzi o coś innego: To nie wygląd blokuje Cię najbardziej, tylko przekonanie „i tak jestem bez szans”. Przykład: Są mężczyźni niscy, z krzywymi zębami, małomówni — i mają partnerki. Co ich różni? Nie wygląd. Tylko sposób, w jaki myślą o sobie i jak budują relacje. Twoje „betonowe buty” to: perfekcjonizm („jak nie jestem idealny, nikt mnie nie zechce”), lęk przed oceną, przyklejona etykieta „brzydal”, doświadczenia odrzucenia, zamknięcie się w sobie, strach, że znowu zaboli. To jest do przepracowania — i to właśnie robi terapia.Internetowe randki są najgorsze dla osób nieśmiałych i niepewnych wyglądu Warto to sobie wprost powiedzieć: online dating jest brutalny. Działa jak katalog. Ludzie oceniają w 2 sekundy. To nie jest środowisko, w którym Twoje mocne strony mają szansę się pokazać. W internecie zostają Ci „punkty za zdjęcie”. A Ty masz kompetencje, które nie mieszczą się w zdjęciu: wrażliwość, lojalność, głębię, stabilność emocjonalną, zdolność do zaangażowania. To są rzeczy, które realnie budują związki — ale w aplikacjach ich nie widać.Masz w sobie dużo wartości, tylko nie dajesz jej dojść do głosu Twój problem to nie brak szans. Twój problem to brak dostępu do środowisk, w których mógłbyś zabłysnąć jako osoba, a nie „zdjęcie”. Są kobiety, które szukają: spokoju zamiast popisu, bezpieczeństwa zamiast dominacji, empatii zamiast gadulstwa. Ale one nie zobaczą tego na pierwszym zdjęciu. Zachęcam do podjęcia terapii by móc odnaleźć radość życia.
Dzień dobry, Zacznę od Pana pytania, bo zasługuje na uczciwą odpowiedź: jak przestać się interesować kobietami, skoro i tak nie ma Pan szans. Nie da się. I nie dlatego, że brakuje Panu siły woli — tylko dlatego, że potrzeba bliskości nie jest zainteresowaniem, które można odłożyć. Jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka, podobnie jak sen czy jedzenie. Można ją tłumić, ale wtedy odzywa się jako smutek, pustka albo poczucie bezsensu. Więc to, o co Pan prosi, jest niewykonalne — mówię to wprost, żeby nie próbował Pan czegoś, co z góry skazuje na porażkę i dokłada poczucie, że znowu się nie udało. Teraz o Pana wniosku, bo on jest sednem sprawy. Pisze Pan: jestem brzydki, więc nigdy mi się nie uda. To brzmi jak logika, ale nią nie jest. Proszę spojrzeć na własne otoczenie — na ludzi w związkach. Bardzo wielu z nich nie jest wysokich, ma krzywe zęby, garbi się. To nie są cechy, które wykluczają z relacji, choć w Pana wewnętrznym równaniu stały się wyrokiem. Nie napiszę, że wygląd nie ma znaczenia — ma, zwłaszcza na etapie zdjęcia w aplikacji. Ale ma znaczenie filtrujące, nie wykluczające. To duża różnica: część osób odpadnie, a część nie. Pana wniosek brzmi tak, jakby ta druga grupa nie istniała. I tu jest coś, o czym warto wiedzieć: to przekonanie potem samo się potwierdza. Kiedy człowiek jest pewien, że i tak zostanie odrzucony, wchodzi w kontakt spięty, wycofany, gotowy na odmowę — a to widać. Nie dlatego, że jest z nim coś nie tak, tylko dlatego, że układ nerwowy w trybie obronnym odbiera swobodę i lekkość. Pisze Pan, że jest nieśmiały i małomówny. Bardzo możliwe, że to nie cecha charakteru, tylko skutek wieloletniego oczekiwania na odrzucenie. Teraz najważniejsze praktycznie: pisze Pan, że korzysta z pomocy psychologa, ale niewiele to daje i czuje się Pan „jak w betonowych butach". To zdanie jest cenne i chcę, żeby zabrał je Pan na kolejne spotkanie. Warto powiedzieć wprost: „Mam poczucie, że stoję w miejscu. Potrzebuję bardziej konkretnej pracy nad samotnością, wstydem, obrazem siebie i realnymi krokami w relacjach." To nie jest atak na terapeutę — to jeden z ważniejszych tematów, jakie można w gabinecie poruszyć. Czasem okazuje się, że praca idzie obok głównego problemu i wystarczy ją przekierować; czasem, że potrzebny jest ktoś pracujący konkretnie z lękiem społecznym. Ale trzeba to powiedzieć głośno, bo terapeuta tego nie zgadnie. Warto też rozważyć terapię grupową albo warsztaty umiejętności społecznych. Przy nieśmiałości sama rozmowa jeden na jeden często nie wystarcza — potrzebne bywa nowe doświadczenie bycia wśród ludzi, mówienia i bycia widzianym w bezpiecznych warunkach. Równolegle można pracować nad rzeczami bardzo praktycznymi: postawą ciała, aktywnością fizyczną, stylem, zdjęciami, leczeniem zębów, jeśli jest taka możliwość. Nie dlatego, że musi Pan stać się kimś innym, żeby zasłużyć na relację — tylko dlatego, że dbanie o siebie przywraca poczucie wpływu, którego teraz Panu brakuje. To są rzeczy, na które ma Pan realny wpływ, w odróżnieniu od cudzych reakcji. Jedna uwaga o aplikacjach: wysyła Pan zdjęcie i dostaje odmowę — to boli, ale aplikacje randkowe są brutalnie oparte na jednym kadrze. Odmowa tam nie mówi o Panu jako człowieku, mówi tylko tyle, że w tym formacie decyduje fotografia. Wiele osób, którym nie idzie online, radzi sobie znacznie lepiej tam, gdzie ludzie poznają się stopniowo — na wspólnych zajęciach, kursach, w wolontariacie. Tam pracuje na Pana coś więcej niż zdjęcie. Ważne jest też, żeby całe życie nie sprowadziło się do pytania „czy kobieta mnie wybierze". To pytanie jest dla Pana bardzo ważne, ale jeśli stanie się jedyną miarą wartości, każde niepowodzenie będzie bolało podwójnie. I jeszcze jedno: „betonowe buty" brzmią jak brak energii i poczucie beznadziei. Jeśli utrzymuje się to od dłuższego czasu, warto poruszyć to z terapeutą albo skonsultować z psychiatrą — nie dlatego, że coś jest z Panem nie tak, tylko dlatego, że wieloletnia samotność potrafi bardzo obciążyć psychikę. Nie prosi Pan o pomoc w rezygnacji. Prosi Pan o ulgę w bólu — i to jest coś zupełnie innego, i to jest do zrobienia. Ale ulga nie przyjdzie przez wygaszenie pragnienia. Przyjdzie przez zajęcie się przekonaniem, że jest Pan wykluczony z góry. Czterdzieści lat to nie koniec. To bardzo dużo bólu, który Pan już poniósł — i wciąż otwarta sprawa. Serdecznie pozdrawiam.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.


