Dzień dobry potrzebuje rady obecnie tworzę fajny związek dzieli nas odległość ale moi rodzice nie ch
4
odpowiedzi
Dzień dobry potrzebuje rady obecnie tworzę fajny związek dzieli nas odległość ale moi rodzice nie chcą mnie puścić na spotkanie z nim czuję się jakbym była otoczona płaszczem ochrony mam 42 lata nie mogę nic sama zadecydować co mam zrobić żeby ratować związek
Dzień dobry, określanie swoich granic wobec rodziców jest istotne. Jest Pani dorosłą kobietą i decydowanie o sobie oraz branie za to odpowiedzialności jest potrzebne.
Pozdrawiam serdecznie
Pozdrawiam serdecznie
Witam Panią serdecznie,
na początek polecam Pani przeczytanie książki: "Toksyczni rodzice". W wieku 42 lat ma Pani prawo decydować o swoim życiu i ważne jest wyznaczanie granic. Rozumiem, że jest Pani ciężko, gdyż rodzice mają na Panią duży wpływ. Polecam podjęcie terapii, aby przepracować relacje z rodzicami.
Pozdrawiam
na początek polecam Pani przeczytanie książki: "Toksyczni rodzice". W wieku 42 lat ma Pani prawo decydować o swoim życiu i ważne jest wyznaczanie granic. Rozumiem, że jest Pani ciężko, gdyż rodzice mają na Panią duży wpływ. Polecam podjęcie terapii, aby przepracować relacje z rodzicami.
Pozdrawiam
Dzień dobry, myślę, że warto pochylić się nad pytaniem, dlaczego w wieku 42 lat rodzice wciąż sprawują nad Panią kontrolę i dlaczego Pani wyraża na to zgodę. Nie napisała Pani nic na temat swojego stanu zdrowia, z Pani opisu nie wynika również, że potrzebuje Pani opieki rodziców, więc jeśli jest Pani osobą, która może samodzielnie funkcjonować to rodzice nie powinni decydować o Pani życiowych wyborach. Warto rozważyć konsultacje psychologiczną by w obecności psychologa przyjrzeć się Pani umiejętności stawiania granic.
Dzień dobry,
Sytuacja, którą Pani opisuje, jest z pewnością bardzo bolesna i frustrująca, ale klucz do jej rozwiązania leży w zmianie perspektywy. Napisała Pani: "rodzice nie chcą mnie puścić". Proszę spojrzeć na to zdanie z boku – ma Pani 42 lata. W świetle prawa i psychologii jest Pani w pełni samodzielną osobą, która nie potrzebuje "przepustki" od rodziców, by wyjść z domu czy wyjechać.
Ten "płaszcz ochronny", o którym Pani wspomina, w rzeczywistości działa jak klatka. Aby ratować związek, musi Pani najpierw "uratować" swoją niezależność. Partner, widząc, że w wieku 42 lat to rodzice decydują o Pani spotkaniach, może czuć się bezradny i zaniepokojony tym, że w tej relacji są de facto cztery osoby, a nie dwie.
Co robić? Trzeba zmienić sposób komunikacji z rodzicami z pytającego na oznajmujący. Dorosła córka nie pyta: "Czy mogę jechać?", tylko mówi: "Jadę w weekend do partnera, wrócę w niedzielę". Rodzice mogą reagować złością, płaczem lub próbą wpędzenia w poczucie winy ("zostawiasz nas", "martwimy się") – to naturalna reakcja systemu rodzinnego na zmianę, ale nie musi Pani temu ulegać. Ich lęk to ich emocje, z którymi muszą sobie poradzić. Pani zadaniem jest zadbać o swoje szczęście.
Wiem, że to brzmi łatwo tylko w teorii, a w praktyce wiąże się z ogromnym lękiem. Jeśli czuje Pani, że sama nie da rady postawić tej granicy, warto popracować nad asertywnością w gabinecie psychologa. Ale proszę pamiętać: nikt nie przeżyje życia za Panią. Decyzja należy tylko do Pani, nie do nich.
Pozdrawiam serdecznie
Sytuacja, którą Pani opisuje, jest z pewnością bardzo bolesna i frustrująca, ale klucz do jej rozwiązania leży w zmianie perspektywy. Napisała Pani: "rodzice nie chcą mnie puścić". Proszę spojrzeć na to zdanie z boku – ma Pani 42 lata. W świetle prawa i psychologii jest Pani w pełni samodzielną osobą, która nie potrzebuje "przepustki" od rodziców, by wyjść z domu czy wyjechać.
Ten "płaszcz ochronny", o którym Pani wspomina, w rzeczywistości działa jak klatka. Aby ratować związek, musi Pani najpierw "uratować" swoją niezależność. Partner, widząc, że w wieku 42 lat to rodzice decydują o Pani spotkaniach, może czuć się bezradny i zaniepokojony tym, że w tej relacji są de facto cztery osoby, a nie dwie.
Co robić? Trzeba zmienić sposób komunikacji z rodzicami z pytającego na oznajmujący. Dorosła córka nie pyta: "Czy mogę jechać?", tylko mówi: "Jadę w weekend do partnera, wrócę w niedzielę". Rodzice mogą reagować złością, płaczem lub próbą wpędzenia w poczucie winy ("zostawiasz nas", "martwimy się") – to naturalna reakcja systemu rodzinnego na zmianę, ale nie musi Pani temu ulegać. Ich lęk to ich emocje, z którymi muszą sobie poradzić. Pani zadaniem jest zadbać o swoje szczęście.
Wiem, że to brzmi łatwo tylko w teorii, a w praktyce wiąże się z ogromnym lękiem. Jeśli czuje Pani, że sama nie da rady postawić tej granicy, warto popracować nad asertywnością w gabinecie psychologa. Ale proszę pamiętać: nikt nie przeżyje życia za Panią. Decyzja należy tylko do Pani, nie do nich.
Pozdrawiam serdecznie
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.