Dzień dobry, Moja partnerka ma problem z poczuciem własnej wartości a ja stosuje zachowania przemoc
Dzień dobry, Moja partnerka ma problem z poczuciem własnej wartości a ja stosuje zachowania przemocowe podczas kłótni. Np:. potrafię wykrzyczeć jej np: że jest głupia, kretynka, że ciągle się tylko obraża i nie chce mi się przebywać w jej towarzystwie. Mówię to zazwyczaj jak ona pierwsza powie coś co sprawia mi przykrość. Tzn. ona mnie nie obraża tylko np. komentuje moje relacje z rodziną, lub mówi, że się mnie boi (chociaż ja uważam, że nie ma powodów bo nigdy nie stosowałem w obec niej przemocy poza wyżej opisanymi zachowaniami przemocowymi) albo krytykuje moich znajomych. Kilkukrotnie starałem się o tym rozmawiać i umówiliśmy się, że nie będzie poruszać tych tematów a jednak to robi i bardzo mnie to irytuje, wtedy coś we mnie pęka i zdarzają się wyzwiska z mojej strony. Te obraźliwe rzeczy które wypowiadam w kłótni nie są prawdą. Wcale tak nie myślę a mówię je tylko dlatego żeby sprawić jej przykrość w odopwiedzi na przykrość którą ona mi sprawiła. Nie potrafię być ponad to i tak wygląda nasze błędne koło. Niedawno zorientowałem się, że to w niej siedzi. Jest w terapii od dłuższego czasu ze zględu na zaniżone poczucie własnej wartości spowodowane tym co jej mówie w kłótniach. Starałem się jej wytłumaczyć, że wcale tak nie mysle a te słowa mają na celu tylko chęć odgryzienia się w kłótni ale to nic nie zmieniło. Powiedziałem, jej, że jak chce to może do mnie móiwić takie rzeczy zamiast poruszania tematów które mnie bolą i dla mnie to będzie ok. Np. jestem pewny, że po nazwaniu mnie kretynem nie siedziałoby to we mnie i nie zaburzyło poczucia własnej wartości. Natomiast to jak mówi, że sie mnie boi siedzi we mnie przez cały czas i nie daje spokoju. Próbowaliśmy terapii dla par, ona jest w swojej terapii i ja też byłem na kilku spotkaniach z psychologiem. Nasz problem polega na tym, że tygodniami może być wszystko dobrze a potem jakaś mała pierdoła która nie powinna nas poróżnić rozpoczyna ogromną kłótnie która potraafi trwac dniami i nas wyniszczać. Gdzie z czasem zapominamy jaki w ogóle był powód kłótni a skupiamy się na walce między sobą.
4 odpowiedzi
Dzień dobry, to ważne, że potrafi Pan nazwać problemy w Państwa relacji i widzi również to co Pan do niej wnosi. Wyraźnie słowa partnerki o strachu powodują w Panu silne emocje - być może pomocne byłoby dla Pana określenie, co Pan chciałby zmienić w swoim życiu a czego być może nie chce Pan powielać. Jestem również ciekawy, co zmieniły dla Pana dotychczasowe spotkania z psychologiem i czego jeszcze by Pan potrzebował? Pozdrawiam serdecznie, Michał Cetner
W moim odczuciu kluczowa może się okazać Wasza wspólna praca ze specjalistą psychologiem/psychoterapeutą w obszarze par: Waszych wzajemnych relacji, sposobów komunikacji, zdobycia nowych umiejętności rozmowy i wzajemnego zrozumienia i wspierania się, ale też wzrost samoświadomości w obszarze emocji zarówno swoich, jak i Partnerki. Psychoterapia indywidualna będąca odpowiedzią na to, co się dzieje w związku, w moim odczuciu jest działanie tylko osłonowym i łagodzącym, a nie rozwiązującym źródeł problemu, w tym także wzajemnego zrozumienia i właściwej reakcji i komunikacji. Właściwe wsparcie w tym obszarze, w moim odczuciu, polegałoby na zbliżenie się do sytuacji, w której wzajemnie się już nie ranicie, tylko się wzajemnie akceptujecie i wspieracie zmierzając razem ku wspólnym celom (jakkolwiek byście ich nie określili) czerpiąc radość i szczęście z wzajemnej relacji.
Dzień dobry :) Rozumiem kłótnie i problemy w związku, z opisu doceniam także Pana uważność i samoświadomość na wkład do związku, w tym także w zakresie tych trudnych przeżyć dla Pana i dla Pana partnerki. Zachęcam do kontynułowania terapii - ważna jest relacja pomiędzy terapeutą a Panem. Życzę dużo dobra od świata, warto zmieniać swoje podejście dla siebie samego oraz dla bliskiej osoby. Serdecznie pozdrawiam, Urszula
Dzień dobry, to co Pan opisuje, to bardzo typowy, ale niestety wyniszczający mechanizm „błędnego koła” w relacji. Warto jasno nazwać kilka rzeczy, bo to jest punkt wyjścia do zmiany. Po pierwsze – to, że mówi Pan partnerce obraźliwe rzeczy „tylko po to, żeby oddać”, nie zmienia ich znaczenia. Dla drugiej osoby nie ma większego znaczenia intencja, tylko doświadczenie – a doświadczeniem jest bycie poniżaną i ranioną. Takie słowa realnie wpływają na jej poczucie własnej wartości i mogą też wzmacniać jej lęk. To, że partnerka mówi, że się Pana boi, warto potraktować poważnie – nie jako zarzut do obalenia, tylko jako informację o jej przeżyciu. Strach nie musi wynikać z przemocy fizycznej, wystarczy przewidywalność wybuchów i agresji słownej. Po drugie – Pan również jest w tym układzie poraniony. To, że pewne tematy Pana szczególnie dotykają (np. relacje rodzinne), jest ważne. Natomiast proponowanie, żeby partnerka „zamiast tego wyzywała” Pana, nie rozwiązuje problemu – to tylko zmiana formy przemocy, a nie wyjście z niej. Różnica polega na tym, że ona komunikuje coś, co ją niepokoi lub boli (nawet jeśli robi to w sposób trudny), a Pan odpowiada intencjonalnym zranieniem. To, co między Państwem się dzieje, wygląda jak klasyczna eskalacja: ona porusza temat → Pan czuje się zraniony lub atakowany → reaguje Pan agresją → ona czuje się jeszcze gorzej i bardziej niepewnie → napięcie rośnie → konflikt się nakręca i odrywa od pierwotnego powodu. W takim układzie obie strony zaczynają walczyć, zamiast się rozumieć. Kluczowa zmiana polega na wzięciu odpowiedzialności za własną reakcję, niezależnie od tego, co zrobi druga osoba. To jest trudne, ale konieczne. Złość jest naturalna, ale sposób jej wyrażania już jest wyborem. W praktyce oznacza to np. nauczenie się zatrzymywania w momencie „kiedy coś pęka” – przerwania rozmowy zanim padną słowa, których nie da się cofnąć. Czasem to oznacza fizyczne wyjście z sytuacji i powrót do rozmowy później, kiedy emocje opadną. Druga ważna rzecz to zmiana sposobu komunikacji. Zamiast reagować atakiem, warto uczyć się mówić o sobie: „to mnie rani”, „to dla mnie trudny temat”, „potrzebuję, żebyśmy o tym rozmawiali inaczej”. To nie zawsze od razu zadziała, ale jest jedyną drogą do wyjścia z tego schematu. Z Pana opisu wynika, że oboje podejmowaliście już próby terapii – to bardzo ważne i warto do tego wrócić, szczególnie w formie terapii par. Samo zrozumienie problemu to za mało, potrzebne są konkretne umiejętności regulowania emocji i komunikacji, a tego najłatwiej uczyć się z pomocą specjalisty. Na koniec jedna istotna refleksja: to, że Pan „by tak nie przeżywał” wyzwisk, nie oznacza, że druga osoba ma tak samo. Każdy ma inne granice i wrażliwość, a w relacji liczy się to, jak wpływamy na siebie nawzajem, nie to, jak sami byśmy zareagowali. To, że Pan widzi problem i o nim pisze, jest dobrym krokiem. Teraz najważniejsze jest konsekwentne wprowadzanie zmiany w swoim zachowaniu – nawet jeśli partnerka nie zmieni się od razu. W takich sytuacjach jedna osoba zmieniająca sposób reagowania często stopniowo zatrzymuje całe „błędne koło”.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.


