Dzień dobry, mam żale ,pretensje do mojej mamy,a właściwie do rodziców, bo ojciec byl od zawsze alko

Dzień dobry, mam żale ,pretensje do mojej mamy,a właściwie do rodziców, bo ojciec byl od zawsze alkoholikiem, a matka w takim chorym związku tkwiła latami, czyli 20 lat. Często brakowało pieniędzy na wszystko. Te chore decyzję mojej matki ,żeby siedzieć z ojcem alkoholikiem, odbiło się na moim życiu dorosłym, nigdy nie byłam w żadnym poważnym, długim związku. Jak wyzbyć się tych zali, pretensji do mojej matki ,bo nie rozumiem jak można być takim naiwnym i glupim żeby latami siedzieć obok pijaka. Z dzieciństwa też nic nie miałam. Proszę o porady. Pozdrawiam serdecznie

7 odpowiedzi


Dzień dobry . Niestety, nie dam Pani recepty na już. Potrzeba długiej pracy – i to nie samemu, ale przy wsparciu specjalisty. Warto rozważyć psychoterapię, by „przerobić” te trudne doświadczenia i z czasem otworzyć się na nowe, lepsze. Wychowanie w rodzinie alkoholowej wymaga odpowiedniego zaopiekowania się sobą. Im wcześniej Pani się zdecyduje na rozpoczęcie profesjonalnej pracy nad sobą, tym szybciej pojawią się efekty. Życzę wszystkiego dobrego :)

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, to trudne i obciążające doświadczenia. Żal, złość i poczucie straty w stosunku do mamy (i pewnie do taty) są naturalną reakcją na dzieciństwo, w którym zabrakło bezpieczeństwa i wsparcia. Dostrzega Pani wpływ dzieciństwa na obecne dorosłe życie i chciałaby to zmienić, a w takich momentach pomocna bywa rozmowa z terapeutą uzależnień. Nie dlatego, że „coś jest z Panią nie tak”, a dlatego, że pozwala uporządkować te doświadczenia (dowiedzieć się co się dzieje w rodzinie z uzależnieniem, czemu członkowie rodziny zachowują się tak, a nie inaczej; usłyszeć co to jest współuzależnienie; rozpoznać czy ma się cechy tzw. DDA – Dorosłego Dziecka Alkoholika; nauczyć się jak sobie radzić i nie powielać schematów), a to pomoże zdjąć z siebie ciężar, który nosi się od lat. Czasem wystarczy jedna czy dwie konsultacje, żeby zobaczyć schematy rodzinne, przeżyć i odpuścić emocje; czasem potrzeba terapii. Pierwszy krok to konsultacja w Poradni Uzależnień na NFZ lub prywatnie z psychoterapeutą uzależnień. Teraz to Pani ma wybór i może wziąć życie w swoje ręce.


Dzień dobry, polecam psychoterapię systemową na tu i teraz. Żale i pretensje, które Pani ma są rzeczą normalną. Posiadamy około 500 emocji a znamy tylko podstawy. Jeśli znajdzie Pani dobrego psychoterapeuty systemowego to zapewne zaprosi na wizytę również Pani mamę by można było porozmawiać na temat żali i pretensji oraz w taki sposób w jaki Panie będą gotowe wyzbyć się nich. Proszę pamiętać że to psychoterapie dla Pani a nie dla mamy. Pozdrawiam

mgr Patryk Gonder

mgr Patryk Gonder

psychoterapeuta

Rydułtowy

Umów wizytę

Dzień dobry. Ze sposobu w jaki opisuje Pani swoje doświadczenia, mam taki obraz osoby, która latami nosiła w sobie, i nie miała możliwości, wyrazić swojej złości ale też strachu i bezradności wynikającej z tkwienia w sytuacji, na którą jako dziecko nie miała żadnego wpływu. Droga do zmiany prowadzi od zrozumienia jak te gromadzone latami uczucia przekładały się na przekonania i sposoby radzenia sobie i jak są one obecne w teraźniejszości, poprzez dopuszczenie do siebie i wyrażenie tych uczuć aż do wypracowania nowych, bardziej wspierających sposobów wchodzenia w relacje i radzenia sobie z napięciem, stresem i lękiem. Wszystkie te aspekty są do przepracowania w długoterminowej terapii. Myślę, że warto też uświadomić sobie, że jako dziecko nie miała Pani wpływu na decyzje swojej matki ani warunki, w jakich musiała Pani żyć ale teraz, jako osoba dorosła sama może Pani tworzyć warunki, w których będzie się czuła bezpiecznie i tym samym wpływać na jakość życia i relacji. Pani mama ma zapewne własną historię, doświadczenia, które ją ukształtowały i które uniemożliwiły jej wyjście ze współuzależnienia. Nie każdy człowiek znajduje w sobie odwagę do wyjścia poza znany, nawet jeśli jest bardzo raniący, schemat. Wychodzenie z traumy relacyjnej jest procesem, który wymaga czasu i odwagi, żeby zmierzyć się ze swoimi cieniami ale jego przejście otwiera drzwi do przeżywania życia takiego, jakie chcemy mieć, w zgodzie z naszą naturą, i wartościami, które wyznajemy. Życzę Pani sukcesu na tej drodze, pozdrawiam ciepło :)


Dzień dobry. Bardzo dziękuję za to, że tak szczerze Pani o tym pisze. To, co Pani opisuje, jest zrozumiałe i ważne. Dorastanie w rodzinie, w której obecny był alkoholizm i długotrwałe trwanie jednego z rodziców w takiej relacji, często zostawia w dziecku wiele bólu, poczucia niesprawiedliwości, żalu i straty. Te emocje nie świadczą o Pani „złości” czy „niewdzięczności” a są naturalną reakcją na realne doświadczenia. Wiele osób wychowanych w podobnych warunkach ma poczucie, że coś zostało im odebrane: bezpieczeństwo, beztroska, stabilność, a później także łatwość w budowaniu bliskich relacji w dorosłym życiu. To, że widzi Pani związek między decyzjami rodziców a swoim obecnym funkcjonowaniem, pokazuje dużą świadomość i wrażliwość. Jednocześnie warto zauważyć, że Pani mama również funkcjonowała w bardzo trudnych, często „chorych” mechanizmach, które w rodzinach z problemem alkoholowym potrafią trwać latami. To nie unieważnia Pani bólu ani strat, bo one są realne, czasem jednak pomaga zobaczyć, że w tamtej sytuacji nikt nie miał łatwych, prostych wyborów. Żal, pretensje, złość wobec rodzica to emocje, które często pojawiają się wtedy, gdy ktoś wreszcie zaczyna dostrzegać, jak wiele go to kosztowało. Samo ich nazwanie i wypowiedzenie, tak jak Pani to robi teraz, bywa pierwszym krokiem do tego, by przestały one w całości definiować Pani życie. Chcę podkreślić jedno: Pani historia ma znaczenie, a Pani uczucia są uzasadnione. To, że dziś zmaga się Pani z konsekwencjami tamtych lat, świadczy o tym, jak trudne było środowisko, w którym przyszło Pani dorastać. Być może z czasem warto kierować uwagę nie tylko na to, co było źródłem krzywdy, ale także na to, co dziś może Pani pomóc w budowaniu bezpiecznych, satysfakcjonujących relacji i w tworzeniu związku na własnych zasadach, bez powielania dawnych schematów. To obszar, nad którym można pracować i który daje realną szansę na zmianę. Trzymam mocno kciuki za Panią w dążeniu do tego celu. Pozdrawiam serdecznie


Dzień dobry, Pyta Pani, jak wyzbyć się żalu do matki. Odpowiem uczciwie: nie przez wyrzucenie go, bo to zwykle nie działa. Żal, który się tłumi, wraca — najczęściej pod postacią goryczy albo poczucia winy, że się go w ogóle ma. Zacznę od czegoś ważnego: Pani żal jest zrozumiały i ma prawo istnieć. Dorastała Pani w domu, gdzie był alkohol, brakowało pieniędzy i — jak Pani pisze — z dzieciństwa nic Pani nie miała. Dziecko w takim domu potrzebuje kogoś, kto je ochroni. Jeśli tego zabrakło, złość na rodzica, który mógł to zrobić i nie zrobił, jest naturalną konsekwencją. Nie musi się Pani z tego tłumaczyć. Chcę zwrócić uwagę na coś, co widać w Pani wiadomości. Cała złość jest skierowana na matkę — na jej „naiwność i głupotę". Ojciec, który pił, pojawia się jakby na marginesie. To bardzo częste u dorosłych dzieci alkoholików i coś mówi. Dziecko rzadko wścieka się na tego, kto krzywdzi, a częściej na tego, kto miał ochronić i nie ochronił — bo od tej drugiej osoby oczekiwało bezpieczeństwa. Siła złości na matkę bywa więc miarą tego, jak bardzo liczyła Pani na to, że ona coś zrobi. I stąd bierze się mechanizm, który utrudnia „wyzbycie się" tego żalu: pod złością zwykle leży coś, czego złość nie pozwala poczuć — smutek dziewczynki, która nie została ochroniona, i żal po dzieciństwie, którego nie było. Złość jest silniejsza i bezpieczniejsza; smutek zostawia bezradną. Dlatego umysł trzyma się złości, choć ona wyczerpuje. Warto też rozdzielić dwie rzeczy, bo to zdejmuje fałszywy wybór. Można kiedyś zrozumieć, że Pani mama tkwiła w tym związku z własnego lęku, bezradności, zależności finansowej albo dlatego, że nie znała innego wzorca. Ale zrozumienie jej ograniczeń nie unieważnia Pani krzywdy. To, że ona mogła nie umieć inaczej, nie zmienia faktu, że Pani jako dziecko poniosła konsekwencje. Powiem szczerze, dokąd ta droga zwykle prowadzi: do wybaczenia. Nie dlatego, że matka na nie zasłużyła ani że jej decyzje były w porządku — wybaczenie nie jest przyznaniem komuś racji. Jest odłożeniem ciężaru, który nosi się we własnym ciele. Żal wobec rodzica zabiera energię codziennie, przez lata, i to Pani go dźwiga, nie ona. Długofalowo tylko wybaczenie naprawdę uwalnia. Ale — i to jest ważne — wybaczenie przychodzi na końcu, nie na początku. Nie da się wybaczyć czegoś, czego się jeszcze nie uznało za krzywdę. Dlatego pierwszym krokiem nie jest wybaczanie, tylko bardzo uczciwe zdanie do siebie: „To było dla mnie krzywdzące. Nie dostałam tego, czego dziecko powinno dostać." Dopiero gdy złość i smutek dostaną swoje miejsce, wybaczenie staje się możliwe — i wtedy nie jest wymuszeniem na sobie, tylko czymś, co przychodzi samo, bo już nie ma czego trzymać. Pomocne bywa też pytanie: co dziś wciąż próbuję dostać od mamy, choć ona być może nadal nie umie mi tego dać? Bo część bieżącego cierpienia bierze się nie z przeszłości, tylko z czekania, które trwa do teraz. Co pomaga, skoro nie tłumienie? Kolejność jest zwykle taka: najpierw przyznać sobie prawo do złości, potem dojść do tego, co jest pod nią. To nie jest praca do wykonania samodzielnie w kilka wieczorów — właśnie dlatego takie rzeczy przepracowuje się w gabinecie. Warto poszukać psychoterapeuty pracującego z osobami dorastającymi w rodzinach z problemem alkoholowym (spotka Pani skrót DDA). Są też bezpłatne grupy i terapia w poradniach leczenia uzależnień i współuzależnienia na NFZ — dla dorosłych dzieci alkoholików, bez skierowania. Bo to jest sedno. Pisze Pani, że decyzje matki odbiły się na Pani dorosłym życiu i że nigdy nie była Pani w długim związku. To bardzo prawdopodobne — dom, w którym bliskość wiązała się z chaosem i lękiem, uczy ostrożności wobec bliskości. Ale to jest dokładnie to, co da się zmienić. Przeszłości nie da się odzyskać, a tego, czego wtedy zabrakło, można się w dorosłości nauczyć. To nie rekompensata za tamten czas — to coś, co należy się Pani teraz. Nie jest Pani zgorzkniała ani niesprawiedliwa. Jest Pani dorosłą kobietą, która nadal nosi w sobie dziecko z domu, gdzie nikt jej nie ochronił. I to dziecko wciąż czeka, aż ktoś powie, że miało prawo się złościć. Serdecznie pozdrawiam.


Dzień dobry Pani. Pani dzieciństwo i stosunek do rodziców odbił poważne piętno, które obecnie utrudnia życie. Nie pozbędzie się go Pani samodzielnie, co więcej, będzie towarzyszyć przez całe życie.Wszystkie te trudne doświadczenia pozostają w Pani psychice i zarówno na poziomie świadomym jak i nieświadomym wpływają na życie oraz decyzje. Niektórzy takie osoby jak Pani definiują jako DDA, czyli dorosłe dzieci alkoholików. Jest to dość powszechny problem i wymaga psychoterapii. Jej celem jest przyjrzenie się emocją oraz mechanizmu jakie Panią kierują, relacji do rodziców i głębszym zrozumienie sytuacji rodzinnej. Zachęcam zatem Panią do podjęcia terapii i przepracowania emocji z dzieciństwa. Warto o to zadbać i sobie pomóc. Życzę powodzenia.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.