Czy na zawsze będę singielką? Dzień dobry. Mam 32 lata. Jestem nieśmiała i spokojna. W towarzystwie
Czy na zawsze będę singielką? Dzień dobry. Mam 32 lata. Jestem nieśmiała i spokojna. W towarzystwie wolę słuchać niż rozmawiać. Mam dużo koleżanek, także spoko :) Mam problem tylko w relacjach damsko męskich. Żaden chłopak nie zwraca na mnie uwagi, jak już to chodzi im tylko o seks i na tym koniec. Niedawno zakończyłam swój 10 letni toksyczny związek. Przyczyna to że nie pasowaliśmy do siebie (mój ex jest alkoholikiem, narkomanem, nierobem i damskimbokserem) i to że zawsze czułam się nie chciana, nie szanowana i nie kochana przez swojego ex chłopaka. Na szczęście po rozstaniu z ex chłopakiem poczułam ulgę i nagle moja pewność siebie wzrosła w większym stopniu zaczęłam doceniać to co mam, i jeszcze bardziej zaczęłam rozwijać pasję i różne umiejętności. Po prostu nie umiem nawiązywać relacji z mężczyznami. Nigdy w życiu żaden chłopak nie był we mnie zakochany tylko zauroczony (Smutne) Pozatym to ja zawsze pierwsza wychodziłam z inicjatywą (żaden chłopak nie wykazywał dużego zainteresowania) to ja pierwsza pisałam, dzwoniłam i proponowałam spotkania jak tego nie robiłam to żaden jeszcze chlopak nie wychodził pierwszy z inicjatywą. Pisząc to, zrobiło mi się bardzo przykro. Jestem kobietą wrażliwym o dobrym sercu, i tą która docenia i naprawdę kocha. Proszę o pomoc, bo nie chciałabym zostać starą panną. Z góry dziękuję i pozdrawiam.
11 odpowiedzi
Dzień dobry. To, co Pani opisuje, brzmi bardzo znajomo dla wielu kobiet po długiej, trudnej relacji i naprawdę nie jest dowodem na to, że coś jest z Panią nie tak. Przez 10 lat była Pani w związku, który odbierał poczucie bycia ważną, chcianą i wybieraną. Takie doświadczenia zostawiają ślad, uczą, że na uwagę i bliskość trzeba zasłużyć, że trzeba robić więcej niż druga strona. Nic dziwnego, że w kolejnych relacjach to Pani częściej wychodziła z inicjatywą i miała poczucie, że bez Pani wysiłku nic się nie wydarzy. Kiedy pisze Pani, że nigdy nikt nie był w Pani zakochany, warto zobaczyć to jako Pani myśl i przekonanie, a nie obiektywny fakt. Po latach bycia z kimś, kto nie potrafił kochać i szanować, bardzo łatwo dojść do wniosku, że „ze mną jest coś nie tak”, nawet jeśli w rzeczywistości problemem byli mężczyźni emocjonalnie niedostępni lub niegotowi na bliskość. To, że po rozstaniu poczuła Pani ulgę, wzrosła pewność siebie i zaczęła Pani bardziej doceniać siebie, pokazuje, że jest w Pani dużo zdrowia i wewnętrznej siły. Samotność, która pojawia się na tym etapie, często nie oznacza porażki, tylko to, że nie zgadza się Pani już na relacje, w których znów trzeba się umniejszać. Myśl o tym, że zostanie Pani sama, jest bardzo bolesna, ale to nadal myśl, nie wyrok. Ma Pani wrażliwość, spokój i zdolność do prawdziwego uczucia. To cechy, które potrzebują czasu i bezpiecznej relacji, a nie ciągłego zabiegania o uwagę. To, w czym jest Pani teraz, wygląda raczej jak etap przejściowy po trudnym związku niż zapowiedź samotności na całe życie. I z tego miejsca naprawdę można pójść dalej, spokojnie, na własnych zasadach. Wysyłam dużo sił i wiary w siebie!
Dzień dobry Pani. Rozstanie z partnerem jest zaraz po śmierci kogoś bliskiego, najtrudniejszym doświadczeniem emocjonalnym jakie zdarza się zwykłemu człowiekowi. Proszę wziąć pod uwagę, że jest to swego rodzaju strata i dojście do siebie zajmuje trochę czasu. Warto go sobie dać i pozwolić, żeby to rozstanie domknęło się na każdej płaszczyźnie. Zupełnie inną rzeczą jest znalezienie odpowiedniej osoby do związku, a co za tym idzie do miłości. Być może, że wybiera Pani niewłaściwie, pociągają panią w mężczyznach cechy które nie są dobrym fundamentem związku?! Możliwe jest, że na poziomie nieświadomym nie pozostawia Pani przestrzeni na inicjatywę ze strony mężczyzn?! Nie potrafię Pani w pełni odpowiedzieć co mogłoby być przyczyna. Są to jedynie hipotezy, które mogą wskazywać że sparawa jest bardziej skomplikowana. Z całą pewnością warto się temu przyjrzeć i skorzystać z pomocy psychologa. Najczęściej, przyczyny leżą w nas samych i warto je odkryć, a następnie zmienić, tak by dać sobie szanse na własne szczęście. Proszę próbować i walczyć o siebie i swoje dobre życie. Pozdrawiam
Opisywana sytuacja nie oznacza, że na zawsze pozostanie Pani singielką. Po 10 latach związku, w atmosferze uzależnienia i przemocy, naturalne są trudności z zaufaniem oraz z doborem partnerów, a to wymaga czasu i odbudowy poczucia bezpieczeństwa. Wg mnie psychoterapia ukierunkowana na skutki przemocy i długotrwałego braku szacunku, konsekwentne stawianie granic (relacja powinna rozwijać się obustronnie), spokojniejsze tempo poznawania oraz wczesne odrzucanie kontaktów nastawionych wyłącznie na seks. Jeśli mimo tych działań przez kilka miesięcy nie nastąpi poprawa, warto pogłębić pracę psychoterapeutyczną nad wzorcem przywiązania oraz mechanizmami wchodzenia w relacje. To tylko hipotetyczne zalecenia, wymagałyby pogłębienia w bezpośrednim kontakcie w toku kilku konsultacji przed podjęciem ewentualnej współpracy.
Dzień dobry. Bardzo dziękuję, że tak szczerze i otwarcie Pani o tym napisała. Z tego, co Pani opisuje, widać ogrom wrażliwości, refleksyjności i pracy, jaką Pani już wykonała nad sobą, szczególnie po bardzo trudnym, długim i obciążającym emocjonalnie związku. To, że po rozstaniu poczuła Pani ulgę, wzrost pewności siebie i zaczęła bardziej doceniać siebie oraz swoje zasoby, jest ważnym i zdrowym sygnałem. Warto jasno powiedzieć jedną rzecz: Pani trudności w relacjach z mężczyznami nie mówią o Pani wartości jako kobiety, tylko bardzo często są konsekwencją wcześniejszych doświadczeń relacyjnych. Dziesięć lat w związku, w którym była Pani niedostrzegana, niekochana i nieszanowana, może mocno wpłynąć na to, jak nieświadomie „ustawiamy się” w kolejnych relacjach również kogo przyciągamy, na co się zgadzamy i czego od siebie oczekujemy. To, że trafiała Pani głównie na mężczyzn zainteresowanych relacją powierzchowną lub wyłącznie seksualną, nie oznacza, że inni nie istnieją. Często oznacza to raczej, że po długiej relacji toksycznej potrzeba czasu, aby odbudować poczucie bycia kimś „do relacji”, a nie tylko „do spełniania cudzych potrzeb”, nauczyć się rozpoznawać sygnały zainteresowania, ale też braku gotowości po drugiej stronie, pozwolić sobie na relację, w której nie trzeba wszystkiego inicjować i „ciągnąć” samemu. Wiele osób spokojnych, wrażliwych i introwertycznych doświadcza podobnych myśli: „czy ze mną jest coś nie tak?”, „czy zawsze będę sama?”. To są pytania wynikające z lęku i zmęczenia, a nie z faktów. Sam fakt, że potrafi Pani tworzyć bliskie relacje, choćby przyjacielskie, że potrafi kochać, angażować się i rozwijać, pokazuje, że zdolność do związku w Pani jest. To, że w tym momencie życia nie ma obok Pani odpowiedniej osoby, nie jest wyrokiem na przyszłość, ani dowodem, że „zawsze tak będzie”. Bardzo często po wyjściu z długiego, trudnego związku potrzebny jest etap „pomiędzy”, tzn. czas, w którym człowiek uczy się siebie na nowo, swoich granic, potrzeb i oczekiwań. To bywa emocjonalnie samotne, ale rozwojowo bardzo ważne. Na koniec chcę podkreślić: Pani wrażliwość, dobre serce i zdolność do głębokiego uczucia nie są wadą, nawet jeśli dotąd nie spotkały odpowiedniej odpowiedzi po drugiej stronie. To raczej znak, że zasługuje Pani na relację inną niż te, których Pani dotychczas doświadczała. Jeśli te myśli o byciu „na zawsze samej” często wracają i bardzo bolą, warto je potraktować nie jako prawdę o przyszłości, ale jako sygnał, że w Pani jest dużo niewypowiedzianego smutku i żalu po tym, co było. Z tym naprawdę nie trzeba zostawać samemu. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za zaufanie. Trzymam mocno kciuki w poszukiwaniu mężczyzn z takimi wartościami jak Pani.
Dzień dobry, z pewnością ma Pani w sobie dużo siły skoro udało się zakończyć 10 letni związek jednocześnie mając obawy przed samotnością. Widzi Pani, że poprzednia relacja była toksyczna. Często problem ze znalezieniem partnera nie naszych braków, tylko z tego jak sami na siebie patrzymy. A to jak sami na siebie patrzymy jest w dużej mierze determinowane doświadczeniami z przeszłości, dzieciństwem, tym jak patrzyli na nas nasi rodzice. Może warto rozważyć psychoterapię, by zobaczyć co takiego się dzieje w relacjach z mężczyznami, że są toksyczne i co kryje się za lękiem przed samotnością. Pozdrawiam serdecznie!
Szanowna Pani, czytając Pani słowa, widzę kobietę, która przeszła bardzo trudną drogę, ale wykazała się ogromną siłą, kończąc wieloletnią, wyniszczającą relację. To, że czuje Pani ulgę i rozwija swoje pasje, jest dowodem na Pani niezwykłą odporność psychiczną i zdrowy instynkt samozachowawczy. Zadaje Pani pytanie: "Czy na zawsze będę singielką?". Odpowiedź brzmi: Absolutnie nie jest to przesądzone. To, w jakim punkcie znajduje się Pani teraz, nie jest wyrokiem, ale wynikiem pewnych mechanizmów i doświadczeń, które można zmienić. Pani historia pokazuje wyraźne schematy, nad którymi warto się pochylić. Oto kilka kluczowych aspektów, które warto przeanalizować, aby mogła Pani zbudować szczęśliwą relację w przyszłości: 1. Wpływ traumatycznej relacji na postrzeganie siebie Wspomniała Pani o 10-letnim związku z osobą uzależnioną i stosującą przemoc. Proszę pamiętać, że spędziła Pani w tej relacji całą swoją wczesną dorosłość. To czas, kiedy inni uczyli się "obsługi" zdrowych związków, a Pani walczyła o przetrwanie i godność. To naturalne, że Pani "kompas" relacyjny może być chwilowo rozregulowany. Poczucie bycia "niechcianą i niekochaną" przez dekadę mogło utrwalić w Pani fałszywe przekonanie, że na miłość trzeba zasłużyć lub o nią walczyć. 2. Pułapka przejmowania inicjatywy Pisze Pani: "zawsze pierwsza wychodziłam z inicjatywą... jak tego nie robiłam to żaden jeszcze chłopak nie wychodził pierwszy". To bardzo ważny mechanizm. Kiedy osoba z lękiem przed odrzuceniem (lub przyzwyczajona do bycia tą "odpowiedzialną") przejmuje całą inicjatywę, nieświadomie przyciąga mężczyzn biernych, niedostępnych emocjonalnie lub wygodnickich. Mechanizm: Jeśli Pani robi 100% kroków w stronę mężczyzny, nie zostawia Pani przestrzeni, by on wykonał choć jeden. Dając z siebie wszystko na początku, nie pozwala Pani zweryfikować, czy drugiej stronie faktycznie zależy na Pani, czy tylko na Pani uwadze. 3. Bycie "spokojną i słuchającą" to zaleta, nie wada Proszę nie traktować swojej nieśmiałości jako przeszkody. Wiele osób szuka partnerki, która potrafi słuchać i jest wrażliwa – to są cechy deficytowe w dzisiejszym świecie. Problem nie leży w Pani charakterze, ale w doborze partnerów. Być może, ze względu na niskie poczucie własnej wartości w przeszłości, pozwalała Pani na przekraczanie swoich granic, co przyciągało osoby szukające jedynie relacji fizycznej, a nie emocjonalnej głębi. 4. Lęk przed byciem "starą panną" Ma Pani dopiero 32 lata. Z perspektywy psychologicznej i życiowej to wiek, w którym posiada Pani już dojrzałość, a jednocześnie wciąż mnóstwo czasu na założenie rodziny. Pani "zegar" nie działa na Pani niekorzyść – teraz, gdy odzyskała Pani wolność i buduje pewność siebie, staje się Pani znacznie bardziej atrakcyjna dla dojrzałych, wartościowych mężczyzn niż wtedy, gdy tkwiła Pani w toksycznym układzie. Pani "pech" w relacjach nie wynika z tego, że jest Pani gorsza, ale z tego, że prawdopodobnie realizowała Pani nieświadomy schemat (być może lęku przed bliskością, wybierając niedostępnych partnerów, lub schemat samopoświęcenia). Dobra wiadomość jest taka, że schematy można zmienić. Skoro potrafiła Pani zakończyć tak trudny związek i stanąć na nogi, posiada Pani zasoby, by nauczyć się nowych wzorców relacji. To nie jest koniec Pani życia uczuciowego – to dopiero początek budowania go na zdrowych zasadach, w oparciu o szacunek do samej siebie, który właśnie Pani odkrywa.
Dzień dobry, to bardzo częste, że po zakończeniu długiego i trudnego związku człowiekowi wydaje się, że nie uda mu się już nikogo znaleźć, a w myślach pojawiają się głównie argumenty potwierdzające tę obawę. W takich momentach warto się zatrzymać i dać sobie czas na lepsze zrozumienie własnych potrzeb i oczekiwań wobec relacji. Życzę Pani dużo spokoju i życzliwości dla siebie w tym procesie. Pozdrawiam serdecznie, Julianna Skawińska
Dzień dobry, Pyta Pani „czy na zawsze będę singielką", ale w tej wiadomości jest coś, co chcę zauważyć w pierwszej kolejności, bo Pani sama to napisała, a jest bardzo ważne. Przez dziesięć lat była Pani w związku z osobą, przy której czuła się Pani niechciana, nieszanowana i niekochana. A po rozstaniu — jak Pani pisze — poczuła Pani ulgę, wzrosła pewność siebie, zaczęła Pani rozwijać pasje. To nie jest drobiazg. To jest bardzo mocny sygnał, że problemem nie jest to, że jest Pani niewybieralna czy „nie do pokochania". Problemem było to, w jakiej relacji Pani była. Chcę to bardzo wyraźnie napisać: to, że była Pani w toksycznym związku, nie znaczy, że jest Pani „gorsza" ani że tylko na takie relacje Pani zasługuje. Przemoc, alkohol, narkotyki i brak szacunku po stronie partnera nie są dowodem Pani wartości — są sygnałem, że ta relacja była dla Pani raniąca i niebezpieczna, także fizycznie. Dziesięć lat spędzonych z kimś takim to nie był dowód, że jest Pani niekochana. To był czas, w którym nie było miejsca, żeby ktoś inny w ogóle mógł się pojawić. Chcę, żeby to wybrzmiało, bo Pani wniosek jest odwrotny do tego, co Pani opisuje. Pisze Pani „nigdy nikt nie był we mnie zakochany, tylko zauroczony" i „nie chciałabym zostać starą panną" — czyli mówi Pani sobie, że coś jest z Panią nie tak. A jednocześnie opowiada Pani o dekadzie z osobą, która Panią krzywdziła. To nie jest dowód niewybieralności. To skutek tego, gdzie Pani była. Teraz o wzorcu, który Pani zauważyła — że to zawsze Pani wychodziła z inicjatywą, pisała pierwsza, proponowała. To bardzo cenna obserwacja i chcę ją delikatnie pogłębić. Kiedy przez lata jest się z kimś, przy kim trzeba zabiegać o uwagę i miłość, żeby w ogóle je dostać, uczymy się, że relacja to coś, co trzeba wypracować i o co trzeba walczyć. Ten wzorzec zostaje w ciele. Więc potem, nieświadomie, znów zabiega Pani pierwsza — bo tak Panią nauczyło poprzednie dziesięć lat. To nie znaczy, że jest Pani „za bardzo" ani że robi coś źle. To znaczy, że Pani układ nerwowy wciąż działa według reguły „miłość trzeba sobie wysłużyć", której nauczył się w tamtym związku. I stąd bierze się rozpacz w Pani pytaniu. Kiedy zabiega się o kogoś od początku, łatwo trafić na osoby, które biorą to, co dają, ale same nie inwestują — bo skoro Pani nadaje tempo, one nie muszą. A potem to potwierdza bolesną myśl: „widzisz, znowu nikt mnie nie wybrał". To nie jest dowód na to, że jest Pani niewybieralna. To skutek tego, że wchodzi Pani w relacje z pozycji „muszę zasłużyć", a nie „zobaczmy, czy on też się stara". Nie chcę dawać Pani rad w stylu „bądź mniej dostępna" — to byłoby płytkie. Warto natomiast nie spieszyć się z kolejną relacją tylko po to, żeby udowodnić sobie, że jest się chcianą. Dużo ważniejsze jest odbudowanie w sobie miejsca, z którego rozpozna Pani, kto naprawdę okazuje zainteresowanie, a kto chce tylko wziąć coś dla siebie. Pomocne bywa zadanie sobie przy nowej znajomości kilku pytań: – „Czy ta osoba naprawdę mnie poznaje, czy chce tylko mojej uwagi albo bliskości fizycznej?" – „Czy przy tej osobie czuję się spokojniejsza, czy bardziej niepewna?" – „Czy mogę powiedzieć »nie« i nadal jestem traktowana z szacunkiem?" – „Czy zainteresowanie jest wzajemne, czy znowu tylko ja podtrzymuję kontakt?" Zdrowa relacja nie polega na tym, że jedna osoba ciągle zabiega, a druga tylko czasem odpowiada. Prawdziwa zmiana jest jednak głębsza niż same techniki i dotyczy tego, w co Pani w środku wierzy o własnej wartości. Bo dopóki gdzieś pod spodem mieszka przekonanie „muszę się starać, żeby ktoś przy mnie został", będzie Pani przyciągać tych, którzy pozwolą się o siebie starać. Kiedy to przekonanie zacznie się zmieniać, zmieni się też to, kogo Pani wpuszcza i jak długo z kimś zostaje. I właśnie z tym warto pójść do psychologa lub psychoterapeuty — nie po to, żeby „naprawić" Panią, bo nie jest Pani zepsuta, ale po to, żeby po dziesięciu latach w krzywdzącym związku odbudować poczucie własnej wartości, wzmocnić granice i rozpuścić ten wzorzec zabiegania. To jest praca, która realnie zmienia sposób, w jaki układają się późniejsze relacje. Dobra wiadomość jest taka, że Pani już zaczęła — sama Pani zauważyła, że po rozstaniu poczuła się lepiej i silniej. To jest fundament, na którym da się budować. Nie jest Pani kobietą, której nikt nie chce. Jest Pani kobietą, która przez dziesięć lat była z kimś, kto nie potrafił jej docenić, i dopiero od niedawna odzyskuje siebie. To nie jest koniec Pani historii. To dopiero początek jej lepszej części. Serdecznie pozdrawiam.
Dzień dobry, to, co Pani napisała, pokazuje naprawdę duży krok naprzód — po trudnym, wieloletnim związku znalazła Pani w sobie siłę, żeby rozwijać pasje i budować pewność siebie. To, że zawsze Pani inicjuje kontakt, a mężczyźni rzadko odwzajemniają to zaangażowanie, to wzorzec wart przyjrzenia się, a nie znak, że coś jest z Panią nie tak. Warto zastanowić się, skąd bierze się ta powtarzająca się dynamika, zamiast z góry zakładać, jak potoczy się przyszłość.
Dzień dobry. Nie da się przewidzieć przyszłości, ale z Pani opisu zdecydowanie nie wynika, że będzie Pani samotna na zawsze. Ma Pani 32 lata, relacje z koleżankami, zainteresowania, rozwija Pani swoje umiejętności i po trudnym związku odzyskuje Pani poczucie własnej wartości. To są bardzo ważne zasoby. Dziesięć lat w relacji z osobą uzależnioną i stosującą przemoc mogło nauczyć Panią, że o uwagę, bliskość i szacunek trzeba zabiegać. To nie jest Pani wada. Po takim doświadczeniu można łatwiej angażować się w relacje, w których druga osoba daje mało, jest niedostępna albo zainteresowana wyłącznie seksem. Warto teraz dać sobie czas, aby lepiej rozpoznawać, czego Pani potrzebuje i jakie zachowania są dla Pani nie do przyjęcia. Inicjowanie kontaktu nie jest niczym złym. Ważne jest jednak, aby po pierwszym kroku obserwować wzajemność. Jeśli mężczyzna nie proponuje spotkań, nie pyta o Panią, kontaktuje się tylko późno wieczorem albo szybko kieruje rozmowę wyłącznie na seks, warto się wycofać. Nie dlatego, że jest Pani niewystarczająca, lecz dlatego, że ta relacja nie odpowiada Pani potrzebom. Nieśmiałość nie przekreśla budowania związku. Może Pani poznawać ludzi w miejscach związanych z tym, co naprawdę Pani lubi, bez presji natychmiastowego znalezienia partnera. Pomocna może być też psychoterapia po przemocowej relacji. Pozwala odbudować granice, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie do własnej oceny ludzi. Proszę nie mierzyć swojej wartości tym, kto i jak szybko okazuje zainteresowanie. Pani potrzeba czułości, szacunku i prawdziwego zaangażowania jest normalna. Teraz najważniejsze jest wybieranie relacji, w których nie musi Pani zasługiwać na podstawową uwagę i życzliwość.
Dzień dobry. Jako psycholożka zaczęłabym od najważniejszego: nie ma podstaw, żeby na podstawie dotychczasowych doświadczeń przewidywać, że „na zawsze będzie Pani singielką”. Ma Pani 32 lata, a nie zamkniętą historię życia. To, co wydarzyło się do tej pory, mówi przede wszystkim o tym, jakie relacje Pani znała i jakie wzorce dotąd powtarzała — nie o tym, co jest Pani przeznaczone na przyszłość. I zwróciłabym uwagę na coś bardzo ważnego: właśnie zakończyła Pani dziesięcioletni związek z osobą nadużywającą alkoholu i narkotyków, niepracującą oraz stosującą wobec Pani przemoc. To nie jest zwykłe „nie pasowaliśmy do siebie”. To była relacja, w której — jak sama Pani pisze — nie czuła się Pani kochana, szanowana ani chciana. Fakt, że po odejściu poczuła Pani ulgę, większą pewność siebie i zaczęła ponownie rozwijać zainteresowania, jest bardzo istotną informacją. Prawdopodobnie przez lata znaczna część Pani energii była zużywana na funkcjonowanie w trudnym związku. Nie wyciągałabym z przeszłości wniosku: „żaden mężczyzna nie potrafi mnie pokochać” To bardzo bolesny wniosek, ale nie jest faktem. Tak naprawdę wie Pani, że dotychczas spotykała mężczyzn, którzy nie dawali Pani takiej wzajemności, jakiej potrzebowała. Nie może Pani natomiast wiedzieć, czy ktoś kiedyś był w Pani zakochany, a tym bardziej przewidzieć, czy ktoś pokocha Panią w przyszłości. Warto zamienić: „nikt mnie nie chce” na znacznie dokładniejsze: „do tej pory nie stworzyłam związku, w którym otrzymywałabym miłość i zaangażowanie odpowiadające moim potrzebom”. To brzmi podobnie, ale psychologicznie oznacza coś zupełnie innego. Pierwsze zdanie definiuje Panią. Drugie opisuje doświadczenie. Dziesięć lat w takiej relacji może bardzo zmienić sposób postrzegania miłości Jeżeli przez wiele lat trzeba było zabiegać o uwagę, akceptację, szacunek albo zwykłą czułość, można nieświadomie nauczyć się, że bliskość polega właśnie na staraniu się bardziej od drugiej osoby. I później w nowych znajomościach może powtarzać się: to ja pierwsza piszę, to ja podtrzymuję rozmowę, to ja proponuję spotkanie, to ja zastanawiam się, dlaczego on jest chłodniejszy, to ja próbuję być jeszcze ciekawsza, milsza, bardziej atrakcyjna. A druga osoba ma komfort pozostawania bierną. Nie dlatego, że z Panią jest coś nie tak. Być może po prostu zbyt długo znajdowała się Pani w roli osoby, która walczy o relację zamiast sprawdzać, czy druga strona również o nią zabiega. To jest jedna z rzeczy, które warto teraz zmienić. Inicjatywa kobiety nie jest problemem Nie ma nic złego w napisaniu pierwszej wiadomości czy zaproponowaniu spotkania. Problem zaczyna się wtedy, gdy inicjatywa jest niemal zawsze jednostronna. Zdrową zasadą może być: mogę zrobić krok, ale później obserwuję, czy druga osoba również zrobi krok w moją stronę. Napisała Pani pierwsza? W porządku. Ale nie musi Pani wysyłać następnych pięciu wiadomości, jeśli on nie podtrzymuje rozmowy. Zaproponowała Pani spotkanie? Świetnie. Jeśli zainteresowanie jest wzajemne, przy kolejnej okazji dobrze byłoby zobaczyć inicjatywę także po jego stronie. Nie chodzi o granie w gry typu „nie odpiszę przez trzy godziny”. Chodzi o zwykłą obserwację wzajemności. Proszę również bardzo uważnie patrzeć na dostępność emocjonalną mężczyzny Po takiej relacji łatwo może się pojawić silna chemia z kimś, kto znowu jest trochę niedostępny. Paradoksalnie takie osoby mogą wydawać się bardziej ekscytujące, właśnie dlatego, że ich uwagę trzeba zdobywać. Dlatego oprócz pytania: „czy mu się podobam?” proszę zacząć zadawać sobie inne: „czy podoba mi się sposób, w jaki ten człowiek mnie traktuje?” Czy jest konsekwentny? Czy sam się odzywa? Czy proponuje spotkania? Czy interesuje się Pani życiem? Czy szanuje granice? Czy po seksie nadal chce mieć kontakt? Czy jego słowa odpowiadają zachowaniu? Czy przy nim czuje się Pani spokojniej, czy ciągle musi Pani zgadywać, na czym stoi? To są znacznie ważniejsze informacje niż sama chemia. Jeśli komuś chodzi wyłącznie o seks, nie oznacza to, że Pani „nadaje się tylko do seksu” To również bardzo ważne rozróżnienie. Jeżeli konkretny mężczyzna chce wyłącznie relacji seksualnej, jest to informacja przede wszystkim o jego intencjach, a nie ocena Pani wartości. Można wtedy odpowiedzieć sobie: „On chce czegoś innego niż ja. Nie będę próbowała go przekonać, żeby chciał związku.” To może być szczególnie ważne po związku, w którym długo zabiegała Pani o miłość. Nieśmiałość nie przekreśla relacji Nie musi Pani stawać się przebojową kobietą, która wchodzi do pomieszczenia i natychmiast przyciąga wszystkich mężczyzn. Spokojne osoby, które więcej słuchają niż mówią, również tworzą bardzo bliskie i atrakcyjne relacje. Natomiast nieśmiałość może powodować, że zainteresowanie Panią jest trudniejsze do odczytania. Jeśli rzadko utrzymuje Pani kontakt wzrokowy, niewiele mówi, nie flirtuje, nie daje sygnału zainteresowania, część mężczyzn może zakładać, że po prostu nie jest Pani nimi zainteresowana. Dlatego można ćwiczyć nie „bycie inną osobą”, tylko trochę większą czytelność: uśmiech, kontakt wzrokowy, zadanie pytania, krótki komplement, zaproponowanie kawy, pokazanie, że rozmowa sprawia Pani przyjemność. A potem obserwowanie, czy druga osoba również inwestuje w kontakt. Teraz jest też dobry moment, żeby nie rzucać się natychmiast w kolejny poważny związek Po dziesięciu latach w destrukcyjnej relacji warto przez jakiś czas poznać siebie poza nią. Kim jest Pani, kiedy nie musi Pani ratować partnera? Co Pani lubi? Jak chce Pani spędzać weekend? Jakiego życia chce? Czego absolutnie nie zaakceptuje Pani już w kolejnym związku? Co jest dla Pani oznaką bezpieczeństwa? Jak szybko chce Pani rozwijać relację? To nie oznacza zakazu randkowania. Wręcz przeciwnie. Może Pani poznawać ludzi, flirtować, chodzić na spotkania. Tylko nie musi Pani już traktować każdego zainteresowanego mężczyzny jak potencjalnej odpowiedzi na pytanie: „czy wreszcie ktoś mnie wybierze?”. Pani również wybiera. Ułożyłabym sobie listę nie „idealnego mężczyzny”, lecz minimalnych standardów Na przykład: - brak przemocy i zastraszania, - brak uzależnień, - szacunek, - odpowiedzialność za własne życie, - inicjatywa z jego strony, - zainteresowanie czymś więcej niż seksualnością, - zdolność do rozmowy o konflikcie, - czułość, - konsekwencja między słowami a czynami, - możliwość powiedzenia „nie” bez kary. Po doświadczeniu wieloletniej przemocy takie kryteria bywają ważniejsze niż pytanie, czy od pierwszego spotkania „iskrzy”. Warto też przepracować poprzedni związek Nie dlatego, że musi być Pani „naprawiona”, zanim kogoś pozna. Bardziej dlatego, że po dziesięciu latach życia z człowiekiem uzależnionym i stosującym przemoc mogą pozostać schematy, których sama Pani jeszcze nie zauważa: tolerowanie zbyt wielu rzeczy, nadmierne usprawiedliwianie partnera, zabieganie o akceptację, lęk przed odejściem albo przekonanie, że na miłość trzeba zasłużyć. W terapii można również przyjrzeć się temu, dlaczego tak długo pozostawała Pani w tamtej relacji — nie po to, żeby Panią obwiniać, tylko żeby kolejny związek wyglądał inaczej. Jeżeli były partner nadal się z Panią kontaktuje, grozi, nachodzi Panią lub istnieje ryzyko przemocy, bezpieczeństwo powinno być teraz ważniejsze niż jakakolwiek próba „dobrego rozstania”. I jeszcze kwestia „starej panny” Bardzo chciałabym, żeby Pani nie budowała kolejnego związku ze strachu przed tą etykietą. Bo wtedy łatwo pomyśleć: „mam 32 lata, więc nie mogę być wybredna”. A właśnie po tym, czego Pani doświadczyła, powinna Pani być bardziej selektywna, nie mniej. Lepszy jest okres bycia samą niż kolejnych dziesięć lat z kimś, przy kim będzie się Pani czuła samotna, nieważna albo zagrożona. 32 lata absolutnie nie oznaczają, że „czas się skończył”. Nie musi Pani nadrabiać czegokolwiek w pośpiechu. W GRUPIE EMITBERG mogłybyśmy popracować właśnie nad skutkami poprzedniej relacji, poczuciem własnej wartości, granicami oraz schematem zabiegania o zainteresowanie osób, które same niewiele wnoszą. Można też bardzo praktycznie pracować nad randkowaniem i rozpoznawaniem, kiedy relacja jest wzajemna, a kiedy Pani ponownie zaczyna wykonywać całą pracę za dwie osoby. Najważniejsze zdanie zostawiłabym Pani takie: Pani zadaniem nie jest nauczyć się, jak sprawić, żeby mężczyzna Panią wybrał. Pani zadaniem jest nauczyć się wybierać mężczyznę, który sam wyraźnie pokazuje, że chce być blisko Pani — i przy którym nie trzeba walczyć o podstawowe zainteresowanie, szacunek i miłość.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.





