3 miesiące temu zostawił mnie chłopak. Po ponad 2 miesiącach wrócił na tydzień... 2 dni przed święta
4
odpowiedzi
3 miesiące temu zostawił mnie chłopak. Po ponad 2 miesiącach wrócił na tydzień... 2 dni przed świętami znów uciekł... Spędził 2 dni świat samemu, a ostatni z matką, choć rozmawialiśmy i prosiłam, żeby wrócił i spędził ze mną ten dzień. Uciekł znów, bo nie zgadzałam się, żeby na komunię chrześnicą pojechał z matką, z którą jestem pokłócona (nienawidzi mnie) tylko ze mną... Żeby w końcu się postawil i nie był "maminsynkiem".... Zawsze dla matki mnie porzucał itp.... od kiedy z nim jestem (5lat mam zdiagnozowana ciężka depresje i zaburzenia depresyjno-lekowe) on ma tryb unikający i w kółko ucieka przez pierdoły i porzuca mnie na min miesiąc ... Tak cały związek... Dziś powiedziałam, że może wrócić ale na komunię ma iść ze mną... Żeby to już skończył ... Powiedział, że znajdzie taka, która będzie miała wywalone w to z kim idzie na komunię... Zablokowałam go... Poczułam tak silny lęk ... Ciężko mi było oddychać... Leżałam na łóżku i nie mogłam się ruszyć... Nie mogłam ruszyć nawet palcem, jakbym była sparalizowana... Aż zasnęłam..... Jak obudziłam się po 4 h dopiero normalnie się poruszam.... Co to było? Autentycznie nie mogłam wykonać kompletnie żadnego ruchu ciałem.....
Dzień dobry,
W silnym lęku może uruchomić się w ciele tzw. reakcja zamrożenia, która powoduje niemożność ruchu, jest naturalną reakcją na silny stres. Zamrożenie w skrajnej formie może podpadać pod stupor dysocjacyjny. Innymi reakcjami obok zamrożenia są reakcje ,,walcz" lub ,,uciekaj", są wynikiem działania układu współczulnego. Człowiek jest wyposażony w każdą z tych trzech opcji reagowania w obliczu stresu. Ta hipoteza wydaje się najbardziej prawdopodobna i pasuje do Pani opisu (stresor, w wyniku którego pojawił się silny lęk, spłycony oddech - który może być opisywany jako problemy z oddychaniem, reakcja przemija).
Inne hipotezy:
Taki stan może pojawić się też na krótko przy zasypianiu lub częściej przy wybudzaniu tzw. paraliż przysenny, kiedy świadomość jest zachowana, ale ciało ma już włączoną ,,blokadę mięśni" na czas snu. Niemożność ruchu może też występować jako forma katatonii (objaw rzadki, ale może występować w przebiegu różnych zaburzeń psychicznych m.in. ciężkiej depresji, schizofrenii).
Historycznie mówiło się też o histerii/zaburzeniu konwersyjnym, które objawiało się niemożnością ruchu części lub całego ciała na podłożu psychogennym. Dzisiaj występują to pod inną nazwą.
Inne hipotezy dotyczyłyby już specjalizacji neurologa.
Należałoby obserwować kiedy to się pojawia, jak często, na jak długo, co temu towarzyszy i co najczęściej to poprzedza. Do testowania hipotez ważne by było sprawdzenie czy jest spełniony szereg innych objawów.
Jeśli wystąpiło to raz pod wpływem silnego lęku, to najprawdopodobniej przemijająca reakcja na stres, natomiast warto zbadać temat u specjalisty (psychiatry, neurologa), który może poszerzyć wywiad.
Pozdrawiam, Dorota Tupta
W silnym lęku może uruchomić się w ciele tzw. reakcja zamrożenia, która powoduje niemożność ruchu, jest naturalną reakcją na silny stres. Zamrożenie w skrajnej formie może podpadać pod stupor dysocjacyjny. Innymi reakcjami obok zamrożenia są reakcje ,,walcz" lub ,,uciekaj", są wynikiem działania układu współczulnego. Człowiek jest wyposażony w każdą z tych trzech opcji reagowania w obliczu stresu. Ta hipoteza wydaje się najbardziej prawdopodobna i pasuje do Pani opisu (stresor, w wyniku którego pojawił się silny lęk, spłycony oddech - który może być opisywany jako problemy z oddychaniem, reakcja przemija).
Inne hipotezy:
Taki stan może pojawić się też na krótko przy zasypianiu lub częściej przy wybudzaniu tzw. paraliż przysenny, kiedy świadomość jest zachowana, ale ciało ma już włączoną ,,blokadę mięśni" na czas snu. Niemożność ruchu może też występować jako forma katatonii (objaw rzadki, ale może występować w przebiegu różnych zaburzeń psychicznych m.in. ciężkiej depresji, schizofrenii).
Historycznie mówiło się też o histerii/zaburzeniu konwersyjnym, które objawiało się niemożnością ruchu części lub całego ciała na podłożu psychogennym. Dzisiaj występują to pod inną nazwą.
Inne hipotezy dotyczyłyby już specjalizacji neurologa.
Należałoby obserwować kiedy to się pojawia, jak często, na jak długo, co temu towarzyszy i co najczęściej to poprzedza. Do testowania hipotez ważne by było sprawdzenie czy jest spełniony szereg innych objawów.
Jeśli wystąpiło to raz pod wpływem silnego lęku, to najprawdopodobniej przemijająca reakcja na stres, natomiast warto zbadać temat u specjalisty (psychiatry, neurologa), który może poszerzyć wywiad.
Pozdrawiam, Dorota Tupta
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Widzę, ile w Tobie wrażliwości i jak bardzo jesteś już zmęczona tym schematem: on znika, wraca, znika… a Ty zostajesz sama z lękiem i konsekwencjami.
To, co opisałaś z ciałem (lęk, duszność, brak ruchu), często bywa reakcją „zamrożenia”, kiedy człowiek jest przeciążony emocjami i stresem przez długi czas. To nie jest Twoja „wina” ani słabość.
I mam wrażenie, że tu nie chodzi o samą komunię. Chodzi o to, że nie chcesz być trzecią osobą w tej relacji i nie chcesz już żyć w układzie, w którym Twoje potrzeby zawsze przegrywają ze „świętym spokojem” i jego mamą. To jest bardzo podstawowa potrzeba: być wybieraną, traktowaną poważnie i bezpieczną w relacji.
Jeśli chcesz, napisz mi jedno zdanie: co musiałoby się realnie zmienić, żebyś poczuła, że on jest po Twojej stronie, a nie tylko „na chwilę, dopóki jest wygodnie”.
To, co opisałaś z ciałem (lęk, duszność, brak ruchu), często bywa reakcją „zamrożenia”, kiedy człowiek jest przeciążony emocjami i stresem przez długi czas. To nie jest Twoja „wina” ani słabość.
I mam wrażenie, że tu nie chodzi o samą komunię. Chodzi o to, że nie chcesz być trzecią osobą w tej relacji i nie chcesz już żyć w układzie, w którym Twoje potrzeby zawsze przegrywają ze „świętym spokojem” i jego mamą. To jest bardzo podstawowa potrzeba: być wybieraną, traktowaną poważnie i bezpieczną w relacji.
Jeśli chcesz, napisz mi jedno zdanie: co musiałoby się realnie zmienić, żebyś poczuła, że on jest po Twojej stronie, a nie tylko „na chwilę, dopóki jest wygodnie”.
Cialo na lęk i stres emocjonalny potrafi reagować rozmaicie, nie zawsze tylko kolataniem serca lub "typowymi" objawami ataku paniku. Czasem zdarzają sie właśnie funkcjonalne paraliże. Czyli takie nie spowodowane anatomicznymi dysfuncjami czyli takimi w budowie a po prostu nie przekazywaniem impulsów nerwowych "dalej" co uniemożliwia poruszanie jakąś częśćia ciała na przykład. I to nie jest 'w głowie' pacjenta i pacjent sobie tego nie wymyśla tylko widzimy to w badaniach obrazowych. Bardzo mi przykro ze doswiadcza Pani takich trudnych symptomów. Związki z osobami o unikowym stylu przywiązania odbijają się często na zdrowiu nie tylko psychicznym ich partnerów. Choc to wszystko naczynia połączone i w ogóle nie powinniśmy oddzielać zdrowia psychicznego od fizycznego... to naturalna reakcja ciała na zdrady emocjonalne jakich Pani doświadcza... zachowanie partnera które Pani opisuje wynika z tego że jego emocjonalną żoną w wyniku tak zwanego kazirodztwa emocjonalnego została jego matka która zrobiła z niego partnera zastępczego na skutek fizycznej lub emocjonalnej nieobecności jej własnego partnera. To niezwykle toksyczna dynamika i bez bardzo głębokiej pracy psychologicznej partnera się nie zmieni. Zadnej zdrowej emocjonalnie kobiecie nie bedzie obojętne z kim on pójdzie na komunię... partner swoją bezsilność w tamtej relacji próbuje przerzucić na Panią. A dla Pani to może być dobry moment na prace nad sobą i swoim poczuciem wartości i stylem przywiązania i znalezienie sobie partnera dla którego Wasz związek będzie priorytetem. Samotność w związku spowodowana takimi zdradami jest dużo cięższa niż samotność samemu... Pozdrawiam serdecznie.
Bardzo mi przykro, że przez to przeszłaś. To, co opisujesz, było realnym i bardzo silnym doświadczeniem, a nie „przesadą” czy słabością.
Co to było?
Z opisu najbardziej pasuje silna reakcja lękowo-dysocjacyjna, tzw. reakcja „zamrożenia” (freeze).
W praktyce mogło to wyglądać jak:
bardzo silny atak lęku/paniki,
połączony z dysocjacją (odcięciem ciała od działania).
W takich momentach układ nerwowy jest przeciążony (strach przed porzuceniem, blokada, konflikt, poczucie utraty), że organizm nie walczy i nie ucieka – tylko się wyłącza.
To dlatego:
nie mogłaś się ruszyć,
miałaś trudność z oddychaniem,
czułaś się jak sparaliżowana,
a potem zapadłaś w sen (organizm „zresetował się”).
To nie było udawane i nie było niebezpieczne samo w sobie, ale jest sygnałem, że Twój układ nerwowy jest na granicy wytrzymałości.
Dlaczego akurat teraz?
Kilka bardzo ważnych czynników:
masz ciężką depresję i zaburzenia lękowe (to obniża próg reakcji),
żyjesz od lat w relacji typu porzucenie–powrót–ucieczka,
partner ma styl unikający, a Ty jesteś w silnym lęku przed opuszczeniem,
zerwanie + blokada = dla psychiki zagrożenie więzi, które ciało odebrało jak zagrożenie życia.
To nie była „kłótnia”. To było przeciążenie traumatyczne.
Bardzo ważne: to nie znaczy, że z Tobą jest „coś nie tak”
To znaczy, że:
byłaś za długo w relacji, która destabilizowała Twoje poczucie bezpieczeństwa,
Twój organizm powiedział: dalej już nie dam rady.
Co teraz jest najważniejsze
Skontaktuj się z lekarzem psychiatrą lub psychologiem/terapeutą, jeśli jeszcze nie jesteś pod stałą opieką – i opisz dokładnie ten epizod (to ważne klinicznie).
Jeśli coś takiego powtórzy się (paraliż, brak możliwości ruchu, duszność):
spróbuj powoli oddychać (np. 4 sekundy wdech, 6 wydech),
nazwij w myślach 5 rzeczy, które widzisz – to pomaga „wrócić do ciała”,
jeśli epizody będą częste → pilna konsultacja.
Ten związek – w obecnej formie – bardzo Ci szkodzi. Nie dlatego, że Ty jesteś „za słaba”, tylko dlatego, że jest niestabilny, unikający i oparty na ciągłym porzucaniu.
Jedno bardzo ważne zdanie na koniec
To, co przeżyłaś, nie było dowodem miłości, tylko sygnałem, że Twoja psychika walczy o przetrwanie.
Jeśli chcesz, mogę:
pomóc Ci zrozumieć mechanizm dlaczego tak bardzo Cię „paraliżuje” to rozstanie,
pomóc rozpisać konkretny plan na kolejne dni,
albo powiedzieć, jak odróżnić miłość od traumy więzi.
Nie jesteś sama. I to, co się stało, ma sens w kontekście tego, co przeżywasz.
Co to było?
Z opisu najbardziej pasuje silna reakcja lękowo-dysocjacyjna, tzw. reakcja „zamrożenia” (freeze).
W praktyce mogło to wyglądać jak:
bardzo silny atak lęku/paniki,
połączony z dysocjacją (odcięciem ciała od działania).
W takich momentach układ nerwowy jest przeciążony (strach przed porzuceniem, blokada, konflikt, poczucie utraty), że organizm nie walczy i nie ucieka – tylko się wyłącza.
To dlatego:
nie mogłaś się ruszyć,
miałaś trudność z oddychaniem,
czułaś się jak sparaliżowana,
a potem zapadłaś w sen (organizm „zresetował się”).
To nie było udawane i nie było niebezpieczne samo w sobie, ale jest sygnałem, że Twój układ nerwowy jest na granicy wytrzymałości.
Dlaczego akurat teraz?
Kilka bardzo ważnych czynników:
masz ciężką depresję i zaburzenia lękowe (to obniża próg reakcji),
żyjesz od lat w relacji typu porzucenie–powrót–ucieczka,
partner ma styl unikający, a Ty jesteś w silnym lęku przed opuszczeniem,
zerwanie + blokada = dla psychiki zagrożenie więzi, które ciało odebrało jak zagrożenie życia.
To nie była „kłótnia”. To było przeciążenie traumatyczne.
Bardzo ważne: to nie znaczy, że z Tobą jest „coś nie tak”
To znaczy, że:
byłaś za długo w relacji, która destabilizowała Twoje poczucie bezpieczeństwa,
Twój organizm powiedział: dalej już nie dam rady.
Co teraz jest najważniejsze
Skontaktuj się z lekarzem psychiatrą lub psychologiem/terapeutą, jeśli jeszcze nie jesteś pod stałą opieką – i opisz dokładnie ten epizod (to ważne klinicznie).
Jeśli coś takiego powtórzy się (paraliż, brak możliwości ruchu, duszność):
spróbuj powoli oddychać (np. 4 sekundy wdech, 6 wydech),
nazwij w myślach 5 rzeczy, które widzisz – to pomaga „wrócić do ciała”,
jeśli epizody będą częste → pilna konsultacja.
Ten związek – w obecnej formie – bardzo Ci szkodzi. Nie dlatego, że Ty jesteś „za słaba”, tylko dlatego, że jest niestabilny, unikający i oparty na ciągłym porzucaniu.
Jedno bardzo ważne zdanie na koniec
To, co przeżyłaś, nie było dowodem miłości, tylko sygnałem, że Twoja psychika walczy o przetrwanie.
Jeśli chcesz, mogę:
pomóc Ci zrozumieć mechanizm dlaczego tak bardzo Cię „paraliżuje” to rozstanie,
pomóc rozpisać konkretny plan na kolejne dni,
albo powiedzieć, jak odróżnić miłość od traumy więzi.
Nie jesteś sama. I to, co się stało, ma sens w kontekście tego, co przeżywasz.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.