Mam może nietypowe pytanie. Coraz bardziej drażni mnie wszechobecne psychologizowanie wszystkiego. M

Mam może nietypowe pytanie. Coraz bardziej drażni mnie wszechobecne psychologizowanie wszystkiego. Moja koleżanka poszła ostatnio na randkę, po której zaczęła mi opowiadać jaki syndrom/przypadłość ma jej zdaniem ten chłopak, a widziała go pierwszy raz w życiu. W serialu, który oglądałam bohater po spotkaniu kogoś dwa razy stwierdził, że ma syndrom Piotrusia Pana. I to wszystko dlatego, że ktoś najpierw odrzucił jego propozycję poznania się, a potem jednak próbował nawiązać kontakt. Przecież mógł w pierwszej chwili poczuć się onieśmielony, cokolwiek. Nawet jeśli ma jakiś problem to chyba nie diagnozuje się go ot tak po dwóch rozmowach. Mój znajomy zastanawiał się ostatnio jakie traumy spowodowały, że lubi konkretną postać z filmu przy czym dodam, że nie była to postać jakoś skrajnie negatywna czy zachowująca się w niepokojący sposób. Czy jest coś złego w tym, że mnie to drażni? Ja nie mam nic przeciwko chodzeniu do psychologa, cieszę się, że coraz więcej osób zwraca się po pomoc, gdy tego potrzebują. Sama kiedyś konsultowałam się z psychologiem. Jednak ta moda na diagnozowanie się, która przeniknęła do kultury i relacji międzyludzkich jest denerwująca. Do tego stopnia, że jak ktoś nadmiernie używa psychologicznego języka to tracę ochotę na utrzymywanie kontaktu.

5 odpowiedzi


Twoje pytanie wcale nie jest nietypowe – wręcz przeciwnie, dotyka zjawiska, które staje się coraz bardziej powszechne i jednocześnie budzi różne emocje, w tym irytację, jaką odczuwasz. Twoja frustracja jest całkowicie zrozumiała, szczególnie jeśli widzisz, że "psychologizowanie wszystkiego" staje się narzędziem do etykietowania innych, nadinterpretacji lub uproszczeń, które mogą być krzywdzące lub po prostu męczące w codziennych relacjach. Dlaczego takie zjawisko może drażnić? Psychologia jako „moda” Psychologia i język psychologiczny stały się częścią popularnej kultury, co ma swoje dobre strony, bo zwiększa świadomość społeczną i zmniejsza stygmatyzację korzystania z pomocy. Jednak z drugiej strony, może prowadzić do nadmiernych uproszczeń, nadużywania terminologii i prób "diagnozowania" innych bez odpowiednich kwalifikacji czy kontekstu. Etykietowanie Przypisywanie komuś „syndromów” lub „traum” po jednej rozmowie czy sytuacji często opiera się na domysłach i stereotypach, a nie na rzeczywistym rozumieniu psychologii. Może to być drażniące, ponieważ zubaża złożoność ludzkich zachowań i sprowadza je do etykiety. Brak szacunku dla złożoności relacji międzyludzkich Ludzkie działania mają wiele różnych przyczyn, a nadmierne „psychologizowanie” może ignorować kontekst i prowadzić do powierzchownych ocen, które nie uwzględniają pełnego obrazu sytuacji. Zaburzona komunikacja Jeśli język psychologiczny staje się jedynym sposobem opisywania rzeczywistości, może utrudniać naturalne rozmowy i budowanie autentycznych relacji. Zamiast mówić o emocjach czy odczuciach w prosty, ludzki sposób, ludzie zaczynają analizować i "diagnozować", co może wydawać się sztuczne i męczące. Jak spojrzeć na swoje uczucia wobec tego zjawiska? Twoja reakcja jest zrozumiała Twoje drażnienie nie wynika z tego, że odrzucasz psychologię czy jej zastosowanie, ale z nadmiernego nadużywania jej języka w sposób, który może być uproszczony lub pozbawiony refleksji. To, że tracisz ochotę na kontakt z osobami, które tak działają, wynika z naturalnej potrzeby autentyczności i głębszych relacji, w których rozmowa jest oparta na rzeczywistym zrozumieniu, a nie na szukaniu etykiet. Wartość zdrowej psychologii Twoje doświadczenie z konsultacją psychologiczną pokazuje, że doceniasz wartość profesjonalnej pomocy. I to właśnie profesjonaliści stosują psychologiczne narzędzia w odpowiedni sposób – w pełnym kontekście, z uwzględnieniem osoby, jej historii i środowiska. To, co Cię drażni, to raczej powierzchowne i modne podejście, które upraszcza tę złożoność. Granice w relacjach Masz prawo do decydowania, jakie formy komunikacji są dla Ciebie komfortowe. Jeśli ktoś w Twoim otoczeniu nadużywa języka psychologicznego w sposób, który Cię irytuje, masz prawo unikać takich rozmów lub delikatnie zaznaczyć swoje granice. Jak radzić sobie z tym drażnieniem? Rozmawiaj otwarcie Jeśli masz bliską relację z osobą, która często „psychologizuje”, możesz powiedzieć coś w stylu: „Czasem odnoszę wrażenie, że nadmierne używanie psychologicznych terminów utrudnia rozmowę – wolę po prostu usłyszeć, co myślisz albo jak się czujesz.” Unikaj etykietowania swojej frustracji Twoje drażnienie nie oznacza, że jesteś „antypsychologiczna” czy nietolerancyjna – przeciwnie, wynika z potrzeby głębszych i autentycznych rozmów. Skup się na wartościach w rozmowie Jeśli zauważasz, że ktoś sprowadza relacje czy sytuacje do uproszczeń psychologicznych, możesz zapytać: „Jak myślisz, co jeszcze mogło wpłynąć na tę sytuację?” „A co Ty o tym sądzisz – poza tym psychologicznym ujęciem?” Dbaj o swoje granice emocjonalne Jeśli dany styl rozmowy regularnie Cię irytuje, masz prawo ograniczyć kontakt lub zmienić temat. Nie musisz angażować się w rozmowy, które wywołują dyskomfort. Twoje uczucia są w pełni zrozumiałe. Moda na psychologiczne diagnozowanie rzeczywiście czasem upraszcza złożoność ludzkich zachowań i relacji, co może być irytujące. Ważne jest, abyś pamiętała, że Twoje prawo do autentyczności i głębokich relacji jest ważniejsze niż dostosowywanie się do popularnych trendów. Psychologia ma ogromną wartość, ale tylko wtedy, gdy jest używana z szacunkiem dla jej złożoności – a nie jako narzędzie do powierzchownych ocen.

Szukasz psychologa?

Pierwsza sesja wprowadzająca za darmo z Terapia by ZnanyLekarz

Wypełnij formularz
Znajdź eksperta

Poruszony problem jest bardzo wielowymiarowy. Rzeczywiście w obecnej przestrzeni - zarówno w świecie rzeczywistym jak i w sieci można spotkać bardzo wiele nawiązań do funkcjonowania ludzkiej psychiki. Choć jest to bardzo ważny, to jednak grząski grunt, ponieważ nigdy nie wiemy jak wiarygodne mogą być przedstawiane tezy. Praca ze sobą i rozumienie własnych mechanizmów sympatii i antypatii jest bardzo ważne i rzeczywiście najczęściej ich przyczyny leżą w naszych przeszłych doświadczeniach. Jednak, aby bez krzywdy dla danej osoby móc się o tym wypowiadać powinny zajmować się tym osoby wykwalifikowane. Bardzo ważne jest też przejście własnej terapii. To ze jakich mechanizm działa u jednej osoby, a sytuacja drugiej osoby wydaje się być podobna, nie oznacza to że możemy wyciągać podobne wnioski, stawiać podobne diagnozy, czy sugerować podobne strategie działania. Potrzebna jest w tym duża wrażliwość na niuanse oraz przede wszystkim wsłuchanie się w daną osobę, ponieważ to my sami najlepiej wiemy co w nas drzemie a nie druga osoba. Myślę, że najlepiej będzie samemu lub z profesjonalną pomocą dojść do przyczyn tego dlaczego psychologizowanie wywołuje irytację. To może być bardzo ważny krok w kierunku zrozumienia siebie, a co za tym idzie otoczenia siebie najlepszym dla siebie zaopiekowaniem. Warto mieć przy tej podróży wgłąb siebie wiele wyrozumiałości oraz odrzucić ocenę, że to co czujemy to coś złego. Życzę wszystkiego dobrego!


Myślę, że nie ma niczego złego w tym, że drażni Cię szukanie drugiego dna w każdej najdrobniejszej sytuacji i diagnozowanie na podstawie powierzchownych okoliczności. Rozumiem, że psychologia czy psychoterapia stała się ważnym kawałkiem również kulturowym. Jednak jak wszędzie potrzebne są granice i zdrowy rozsądek. Mam w głowie nawet taki przykład. Fakt, iż ktoś zgubił klucze nie świadczy o ADHD. Aby postawić diagnozę ADHD potrzebne są 3 spotkania z psychologiem, psychoterapeutą, który przeszedł odpowiednie szkolenie w zakresie diagnozy ADHD, który wykona baterię testów. Następnie zinterpretuje wyniki i na podstawie tego stworzy opis. 4 wizyta końcowa odbywa się u lekarza psychiatry, który potwierdza diagnozę. Ten przykład pokazuje, że nawet specjalista, osoba odpowiednio przygotowana do diagnozy również potrzebuje 3 spotkań (150 minut) i baterię testów. Mimo tego potrzebuje jeszcze kolejnej opinii lekarza psychiatry, aby ten jeszcze zweryfikował diagnozę. Zatem, to naprawdę długa droga, gdzie wymagana jest duża doza ostrożności, aby nie skrzywdzić Pacjenta/ Pacjentkę/ Osoba Pacjencką. Serdeczności, Mgr Angelika Żyłka psycholog, psychoterapeuta w trakcie certyfikacji


Dzień dobry Pani. Zgadam się z Panią w cale rozciągłości. Żyjemy w świecie z łatwym dostępem do różnych treści. Bardzo często są on nieprofesjonalne i sprawiają wrażenie łatwych odpowiedzi na trudne pytania. Dochodzą do tego seriale oraz poradniki z łatwymi i błyskotliwymi diagnozami. Wiele osób to przejmuje i wykorzystuje nieodpowiedzialne w swoim życiu, a co gorsza w odniesieniu do innych. Zawsze warto mieć swoje zdanie, ale to nie oznacza stawiania diagnozy psychologicznej i powierzchownego poznawania innych. Myślę że Pani podejście jest najzupełniej zdrowe i tylko życzyć innym takiego dystansu. Pozdrawiam i życzę utrzymania tego kursu


To bardzo trafna i ważna obserwacja — i zdecydowanie nie ma nic złego w tym, że czujesz się zirytowana tym zjawiskiem. Coraz więcej osób zgłasza podobne odczucia, bo tzw. nadmierne psychologizowanie stało się zjawiskiem kulturowym, które rzeczywiście może męczyć i wypaczać sens psychologii jako nauki i praktyki.W ostatnich latach język psychologii „wypłynął” poza gabinety i trafił do codziennych rozmów, popkultury, TikToka, Instagrama, seriali, podcastów i memów. I choć niesie to pewne korzyści (np. oswajanie z tematami zdrowia psychicznego, lepsze rozumienie siebie), to coraz częściej prowadzi do przypadkowego amatorskiego diagnozowania, nadużywania pojęć, a czasem wręcz do spłycania ludzkich doświadczeń.To że jest to drażniące to zdrowy objaw Twojej potrzeby trzeźwego, nienadmiernie interpretującego kontaktu z innymi ludźmi. Z tego, co piszesz, widać, że nie negujesz wartości psychoterapii, ani nie deprecjonujesz osób korzystających z pomocy – przeciwnie, jesteś za odpowiedzialnym podejściem do psychiki. I to właśnie odpowiedzialność i proporcja wydają się tu dla Ciebie kluczowe.

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.