Mam 12 lat i pytanie dotyczące nietypowego problemu, otóż mam duży problem z bliskimi relacjami rodz
3
odpowiedzi
Mam 12 lat i pytanie dotyczące nietypowego problemu, otóż mam duży problem z bliskimi relacjami rodziców. Nie mogę znieść widoku ich bliskości, bardzo mnie to męczy psychicznie. Zaczęło się to na początku tego roku, gdy zaczęła się kwarantanna spowodowana covid-19. Do tej pory nie zauważałam takich rzeczy, naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić czy teraz się to zaczęło, czy dopiero zaczęłam to zauważać, bo jestem w okresie dojrzewania. Jednak wiem, że zawsze w pewnym stopniu mnie taka relacja denerwowała, kiedyś jednak jedyne co zauważałam, to przykładowo klepanie po udzie, poprostu zwykła zaczepka, teraz widzę inne rzeczy, których bym naprawdę nie chciała. Nie ma między nimi stosunku, jednak takie zaczepki mojego ojca bardzo mi przeszkadzają. Czasem mówi też sprośne żarty. Najgorsze jest to, że robi to przy mnie oraz mojej siostrze, i wogole o to nie dba, czasem mam wrażenie że proboje zrobić mi na złość. Dużą rolę może tutaj też grać moja relacja z ojcem- nigdy nie dogadywaliśmy się dobrze, jednak kiedyś było to tylko takie drażnienie, bo mamy podobne charaktery, obaj jesteśmy impulsywni i nerwowi. Teraz ta relacja kompletnie nie jest zdrowa, on się zastanawia dlaczego, a głównym problemem są te jego zachowania wobec mojej mamy. Doszło to do takiego stopnia, że irytuje mnie gdy wchodzi do pokoju w którym przebywam, jego głos, każdy ruch, wszystko mnie irytuje, i to bardzo. W głowie jedyna moja myśl to-przepraszam tutaj za słownictwo-"zamknij się".
Ogólnie nikt kogo znam nie ma takiego problemu jak ja, więc nie mam komu się zwierzyć, a bardzo mnie to męczy.
Na początku, gdy to sue zaczęło, mówiłam im że mam z tym problem, i prosiłam by przestali, ale mojego tatę bardziej to śmieszyło, i jedyne co słyszałam, to że tak poprostu jest i ma być i że to normalne. W dodatku ciągle mi mówili żebym lepiej się cieszyła że się kochają, nie jak niektórzy rodzice. Ale w ten sposób tylko sprawiali, że czułam się okropnie, oraz samotna z tym problemem, myślałam że coś jest ze mną nie tak. Na początku naprawdę potrafiłam płakać tak okropnie, że zastanawiałam się czy wszystko że mną okej. Z czasem stałam się bardziej zamknięta, już nie jestem zbyt wesoła w ich towarzystwie, jeszcze gdy jestem sama z mamą, to jestem w stanie być wesoła, ale gdy przychodzi tata, kompletnie tracę humor. Jest on wyjątkowo denerwującym człowiekiem.
Potrafiłam mieć kompletne załamanie nerwowe, chciałam leżeć i patrzeć w sufit, być sama, chciałam płakać, ale już nie potrafiłam. Czuję że to wszystko brzmi wyjątkowo głupio, i samolubnie, oczywiście że chcę ich szczęścia, ale mam taki problem, i chciałabym sama sobie pomóc. Trudniej jest teraz to pisać, bo w tym momencie nie mam złego humoru jak wtedy, ale czuję że jest nijako. W ogóle mam sezonowe humory. Na początku tego miesiąca kompletnie byłam zdruzgotana, czasem, w gorsze dni, chciałam umrzeć, miałam zły humor bez powodu (chociaż wszystko to nawiązuje do tej relacji rodziców), było naprawdę źle, teraz jest dobrze, nie jestem smutna, jednak czuje się nijako. Ojciec zauważył że jest coś ze mną nie tak, I na jakiś czas przestał się tak zachowywać wobec mamy, więc troszeczkę czułam Się lepiej, ale gdy to zauważył, znowu się zaczyna. Już nie mogę na nich- siedzących obok siebie-patrzeć nie myśląc o tym, o czym bym nie chciała. Zastanawiałam się nad psycho-terapeutą w zeszłym miesiącu, gdy czułam się tak źle, ale teraz, gdy jest lepiej- a raczej będę kontynuować nazywaniem tego "nijakim" czasem- nie jestem co do tego przekonana, bo nie chcę żeby wszyscy się nade mną litowali, czuję się żałośnie, szczególnie z takim dziwnym problemem, intymnym, oraz nie chce już o tym rozmawiać, zawsze tylko myślę, że "chce poprostu aby było inaczej i to tyle". Zastanawia mnie czy na przykład w przyszłym miesiącu znów będę czuła się fatalnie przy nich, jak wcześniej, i czasem naprawdę mam nadzieję że tak będzie, bo nie cierpię tego nijakiego uczucia. Czy powinnam udać się jednak do terapeuty? Dodam jeszcze tylko, że prześladuje mnie ciągły strach, z wielu rzeczy które robię, myślę, lub mówię, na przykład, ciężko mi jest mówić o tym o czym tu mówię, bo boję się, że gdy to powiem, coś się moim rodzicom stanie, i to będzie moja wina, bo o nich źle mówiłam. Nie wierzę w to, jednak ten strach nie daje mi spokoju. Drugi przykład, to jakiekolwiek czynności, np. Jeśli teraz się nie pomodlę, to komuś z mojej rodziny stanie się coś złego.
Ostatnia rzecz- jestem dojrzała jak na mój wiek, w ocenie własnej, oraz ocenie innych.
Przepraszam z góry za ten chaotyczny tekst, jednak pisałam tu to, co przychodziło mi do głowy, czasem ze spóźnieniem :)
Ogólnie nikt kogo znam nie ma takiego problemu jak ja, więc nie mam komu się zwierzyć, a bardzo mnie to męczy.
Na początku, gdy to sue zaczęło, mówiłam im że mam z tym problem, i prosiłam by przestali, ale mojego tatę bardziej to śmieszyło, i jedyne co słyszałam, to że tak poprostu jest i ma być i że to normalne. W dodatku ciągle mi mówili żebym lepiej się cieszyła że się kochają, nie jak niektórzy rodzice. Ale w ten sposób tylko sprawiali, że czułam się okropnie, oraz samotna z tym problemem, myślałam że coś jest ze mną nie tak. Na początku naprawdę potrafiłam płakać tak okropnie, że zastanawiałam się czy wszystko że mną okej. Z czasem stałam się bardziej zamknięta, już nie jestem zbyt wesoła w ich towarzystwie, jeszcze gdy jestem sama z mamą, to jestem w stanie być wesoła, ale gdy przychodzi tata, kompletnie tracę humor. Jest on wyjątkowo denerwującym człowiekiem.
Potrafiłam mieć kompletne załamanie nerwowe, chciałam leżeć i patrzeć w sufit, być sama, chciałam płakać, ale już nie potrafiłam. Czuję że to wszystko brzmi wyjątkowo głupio, i samolubnie, oczywiście że chcę ich szczęścia, ale mam taki problem, i chciałabym sama sobie pomóc. Trudniej jest teraz to pisać, bo w tym momencie nie mam złego humoru jak wtedy, ale czuję że jest nijako. W ogóle mam sezonowe humory. Na początku tego miesiąca kompletnie byłam zdruzgotana, czasem, w gorsze dni, chciałam umrzeć, miałam zły humor bez powodu (chociaż wszystko to nawiązuje do tej relacji rodziców), było naprawdę źle, teraz jest dobrze, nie jestem smutna, jednak czuje się nijako. Ojciec zauważył że jest coś ze mną nie tak, I na jakiś czas przestał się tak zachowywać wobec mamy, więc troszeczkę czułam Się lepiej, ale gdy to zauważył, znowu się zaczyna. Już nie mogę na nich- siedzących obok siebie-patrzeć nie myśląc o tym, o czym bym nie chciała. Zastanawiałam się nad psycho-terapeutą w zeszłym miesiącu, gdy czułam się tak źle, ale teraz, gdy jest lepiej- a raczej będę kontynuować nazywaniem tego "nijakim" czasem- nie jestem co do tego przekonana, bo nie chcę żeby wszyscy się nade mną litowali, czuję się żałośnie, szczególnie z takim dziwnym problemem, intymnym, oraz nie chce już o tym rozmawiać, zawsze tylko myślę, że "chce poprostu aby było inaczej i to tyle". Zastanawia mnie czy na przykład w przyszłym miesiącu znów będę czuła się fatalnie przy nich, jak wcześniej, i czasem naprawdę mam nadzieję że tak będzie, bo nie cierpię tego nijakiego uczucia. Czy powinnam udać się jednak do terapeuty? Dodam jeszcze tylko, że prześladuje mnie ciągły strach, z wielu rzeczy które robię, myślę, lub mówię, na przykład, ciężko mi jest mówić o tym o czym tu mówię, bo boję się, że gdy to powiem, coś się moim rodzicom stanie, i to będzie moja wina, bo o nich źle mówiłam. Nie wierzę w to, jednak ten strach nie daje mi spokoju. Drugi przykład, to jakiekolwiek czynności, np. Jeśli teraz się nie pomodlę, to komuś z mojej rodziny stanie się coś złego.
Ostatnia rzecz- jestem dojrzała jak na mój wiek, w ocenie własnej, oraz ocenie innych.
Przepraszam z góry za ten chaotyczny tekst, jednak pisałam tu to, co przychodziło mi do głowy, czasem ze spóźnieniem :)
Dobrze, że dzielisz się tutaj swoimi troskami. Zachęcam Cię, byś powiedziała mamie o twych obawach i chęci porozmawiania z psychoterapeutą.
Powodzenia!
Powodzenia!
Dzień dobry,
lęk i poczucie winy to emocje, które tworzą błędne koło - boję się, że jak się nie pomodlę to kogoś spotka coś złego i to będzie moja wina; boję się, że jak powiem coś złego o rodzicach, to spotka ich jakieś nieszczęście i to będzie moja wina. Takie natrętne myśli mogą być bardzo męczące i wyczerpujące. Dlatego myślę, że spotkanie z psychologiem lub psychoterapeutą to bardzo dobry pomysł świadczący o Twojej dojrzałości. Jesteś w takim okresie życia, kiedy często korzysta się ze wsparcia psychologicznego. Istnieją nawet placówki świadczące pomoc psychologiczną dzieciom i młodzieży oraz ich rodzicom - Poradnie Psychologiczno Pedagogiczne. Porozmawiaj szczerze z mamą o tym o Cię trapi i potrzebie spotkania ze specjalistą. Pozdrawiam serdecznie.
lęk i poczucie winy to emocje, które tworzą błędne koło - boję się, że jak się nie pomodlę to kogoś spotka coś złego i to będzie moja wina; boję się, że jak powiem coś złego o rodzicach, to spotka ich jakieś nieszczęście i to będzie moja wina. Takie natrętne myśli mogą być bardzo męczące i wyczerpujące. Dlatego myślę, że spotkanie z psychologiem lub psychoterapeutą to bardzo dobry pomysł świadczący o Twojej dojrzałości. Jesteś w takim okresie życia, kiedy często korzysta się ze wsparcia psychologicznego. Istnieją nawet placówki świadczące pomoc psychologiczną dzieciom i młodzieży oraz ich rodzicom - Poradnie Psychologiczno Pedagogiczne. Porozmawiaj szczerze z mamą o tym o Cię trapi i potrzebie spotkania ze specjalistą. Pozdrawiam serdecznie.
Dzień dobry, mam nadzieję, że zdecydujesz się jednak na wizyty u psychoterapeuty pracującego z młodzieżą. Wierzę, że takie spotkania pomogą Ci odzyskać spokój i poradzić sobie z lękami i obniżonym nastrojem. Czasami trudno jest dogadać się z rodzicami, szczególnie kiedy wchodzi się w nastoletniość. Rodzice często nie nadążają z przystosowaniem się do tempa rozwoju własnych dzieci, nie rozumieją bo nie potrafią, nie wiedzą jak się zachować. Czasami także potrzebują rozmowy z psychologiem aby odnaleźć się w roli rodziców dorastającego dziecka. Spróbuj porozmawiać z mamą na osobności o tym, jak źle się czujech kiedy żartują w sposób jaki opisałaś. Wydaje się, że z mamą masz lepszy kontakt. Poproś aby umówiłą Cię do terapeuty, np. w poradni psychologiczno - pedagogicznej. Życzę Ci powodzenia !
Emilia Szymanowicz
Emilia Szymanowicz
Podobne pytania
- Moje badanie na 7 tygodniu ciąży wskazywalo: IgG 2427.00, oraz IgM1.08. Czy są to niepokojące wyniki?
- Czy osoba będąca kierowcą zawodowym (autobusu) może przyjmować leki antydepresyjne? Czy leki takie są niewskazane dla osób prowadzących pojazdy?
- Czy 158 cm wzrostu to normalny wzrost u kobiety? Biorąc pod uwagę wzrost rodziców to mama ma 154 cm wzrostu a tata 182 cm wzrostu. Brat ma 184 cm. Z tego co wiem to mój wzrost biorąc pod uwagi siatki centylowe był zawsze na 50 centylu a teraz gdy mam 16 lat spadł na 10 ponieważ w wieku 13 lat przestałam…
- Jestem kobietą, mam 23 lata. Od kilku miesięcy mam problem z szybkim pulsem. Na początku w spoczynku wynosił ok 90 do 100 przy pomiarze a podczas wysilku (wolny spacer) nawet do 150. Byłam u dwuch kardiologów, miałam wykonane echo, ekg oraz holtera 12 kanałowy 24h. Wszystkie badania w normie, echo idealne…
- 1,5 miesiąca temu miałam witrektomie odwarstwienie siatkówki samoistne wymieniono soczewkę.Gaz z oka ulotnił mi się wczoraj czyli równo 6 tygodni od operacji. Od 3 dni jak patrzę w górę widzę pęcherzyki jak położę się na plecy i patrzę tak do góry do tyłu tych pęcherzyków przybywa. Oko tr. Boli tr. Piecze…
- Mam 15 lat i podczas masturbacji nie potrafię osiągnąć orgazmu. Moje koleżanki potrafią z łatwością. Czy coś jest nie tak ? Czy jest coś co mogę zrobić żeby udało mi się osiągnąć orgazm? I jaka może być tego przyczyna? Z góry dziękuję za odpowiedź :))
- Biore troche tab dziennie kolezanka mi wpiera ze jestem uzalezniona .Ciezko mi je odrzucic bo staje sie newowa.
- Od 5 tygodni biorę lek Pragiola 75mg, 2 razy dziennie, czyli dobowa dawka wynosi 150mg. Lek był mi przypisany na stany depresyjne oraz bóle neuropatyczne. Lek był także przypisany ze względu na to, że żadne leki SSRI na mnie nie działały, wręcz byłam senna i czułam się zmęczona. Jeżeli chodzi o Pragiolę…
- Staram się o dziecko,mam 33lata, odebrałam wyniki badań hormonów, moje tej 3cia generacja wynosi 3.706 ( 0.38 do 4.00), FT4 - 0.7 ( 0.61 do 1.48) czy przy takich wynikach mogę zajść w ciaze?
- Kłuje mnie w lewym uchu byłam u laryngologa i on powiedział że jest ucho i gardło w porządku a cały czas mnie kuje i swędzi w uchu i to już tak od 2 tygodni,i chrypkę mam
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Masz podobny problem? Ci specjaliści mogą Ci pomóc:
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.