Dzien dobry ,mam problem z komunikacją z mężem. Oboje niedawno skończyliśmy 40 lat, pracujemy zawodo
Dzien dobry ,mam problem z komunikacją z mężem. Oboje niedawno skończyliśmy 40 lat, pracujemy zawodowo. Od jakiegoś prawie roku mąż zaczął się obrażać o drobne rzeczy. Np. gdy oboje siedzimy na kanapie i odpoczywamy to mówi że teraz jego żona zrobi mi kawę? A jak odpowiadam,że nie mam ochoty teraz mu robić kawy, bo mi się nie chce ale zrobię mi jutro to obraza się i gada sobie coś pod nosem. Obraża się o to,że nie mam ochoty robić dla niego rzeczy wtedy, kiedy mnie o to prosi. Tylko mnie drażni forma, w jakiej prosi o to. To nie jest zabawne a ja naprawdę dużo rzeczy robię w domu jak on sobie już odpoczywa na kanapie i ogląda tv. Poza tym potrafi tak manipulować moją wypowiedzią , że koniec końców wychodzi na to,że albo ja się mylę albo zaczyna być agresywny albo ja mi ustępuje. Jak go kilka razy zapytałam co się stało,żeby mi wyjaśnił powód swojego smutku i złości to mi powiedział że nie będzie mi znowu tego samego mówił, albo zwala winę na mnie, że jestem egoistką, że nie robię rzeczy dla niego. Bardzo mi przeszkadza,że ma krótką cierpliwość w dziwnych sytuacjach. Np.potrafi mieć pretensje że dzieci za głośno się bawią jak ogląda tv we wspólnym pokoju. Kiedys na światłach wyszedł z samochodu, bo stwierdził,że nie będzie się ze mną dalej kłócić. Nie przeprosił za to, a sytuacja powtarzala się. Ja ogólnie jestem średnio asertywna I mam problemy z samooceną, ale nie mam już siły do niego, ale są Jesteśmy ponad 15 lat małżeństwem, mamy dzieci, to mi daję siłę. Nie chcę też przy dzieciach się kłócić, ale niepokoi mnie to obrażanie się i karanie mnie ciszą za to,że odpowiedzialam.cos nie tak. Nie da się z nim porozmawiać, bo mi wchodzi w zdanie i zaczyna manipulować wypowiedzią by wyszło na to ,że on ma rację. Nie mam jak się przebić słownie a jak mi przerywa to już wiem,że przegrałam,bo tracę pewność siebie i myśli i sytaam się nie rozpłakać, ale to starcza na długo, bo w końcu łzy same płyną. Nie wiem co mam robić. Staramnsie skupić na sobie, wychodzic z domu z dziećmi czy sama, ale to pomaga na chwilę. Nigdy po kłótni nie rozmawiamy, tylko przechodsimy po jakimś czasie do porządku dziennego..ja jestem pamiętliwa, więc mi ciężko kochać męża tak, jak kiedyś. Za dużo tego wszystkiego było co przykre. Zastawiam się też czy nie jestem jakoś nadwrażliwa. Wiem że czasami stosuję bierną agresję bo to taki mój odwet za to co słyszę od niego, w słowach staram się być mściwa, wiem że tak robię bo nie lubię krzyku i w ogóle unikam kłótni. Z drugiej strony on to pewnie wie, zna moje zachowania i jest pewny,że mu daruję i nie zacznę tematu. Jest bardzo pewny siebie. Nie wiem co mam myśleć i jak zacząć rozmowę by on znowu mi nie przerwał. Chce zostać wysłuchana a mam wrażenie że on zawsze wie lepiej. Proszę o słowa otuchy co robić.
6 odpowiedzi
Sądzę, że na początek dobrze by było, aby odpowiedzieć sobie na pytanie, co Was wzajemnie w sobie ujęło, bo przecież nie to, że dziś mąż nie odpowiada na Twoje potrzeby. Własnie,jakie dziś masz oczekiwania wzglęm dobrej relacji?Wypisz sobie na kartce. Nie mów o wszystkich na raz partnerowi. Sprecyzuje jedno pytanie, dotyczące Twojej potrzeby. Np.: Potrzebuję dziś Ciebie tylko dla siebie. Niech to będa godzina w restauracji, w której nie rozmawiacie o dzieciach, znajomych, ale o sobie, tak jak byście byli na pierwszej randce. Praktykujcie to na początku, co drugi tydzień, zwiększając o 15 minut czas że sobą, bez innych problemów. Jesteście Wy, Wasz smak, kolory, które Was fascynują , film, zachwyt. Spróbuj Życzę powodzenia
Dzień dobry, to, co Pani opisuje, jest trudne i bardzo obciążające emocjonalnie. Brak spokojnej rozmowy, przerywanie czy obrażanie się mogą powodować smutek, frustrację i obniżać poczucie własnej wartości. To nie jest nadwrażliwość, lecz naturalna reakcja na brak poczucia bycia wysłuchaną. Warto próbować mówić wprost o swoich uczuciach i potrzebach oraz stawiać granice. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektu, pomocna może być konsultacja z psychologiem – indywidualnie lub najlepiej wspólnie jako para. Pozdrawiam serdecznie, Klaudia Piotrowska-Żurek
Dzień dobry, z tego co Pani pisze jesteście Państwo w długoletnim związku i trudno Wam rozmawiać o konfliktach. Przez te wszystkie lata musiało nagromadzić się sporo niedomówień i wzajemnych uraz, o których nigdy nie porozmawialiście wprost. To może być przyczyna napięć, wzajemnych aktów biernej i czynnej agresji (wspomina Pani o swoich, ale te prośby męża wyrażone nie wprost, wysiadanie z auta w trakcie wspólnej jazdy, wykorzystywanie Pani niepewności w rozmowach, żeby uniemożliwić Pani wyrażenie emocji itp. również są jej przykładem). pomocne mogłoby być, gdybyście skorzystali Państwo z pomocy osoby trzeciej - najlepiej psychologa, psychoterapeuty, mediatora, kogoś, przy kim w poczuciu bezpieczeństwa moglibyście oboje wyrazić swoje uczucia, dać przestrzeń na wyjaśnienie nagromadzonych przez lata wzajemnych pretensji. Takie spotkanie/spotkania mogłyby pomóc Wam nauczyć się komunikować ze sobą we wzajemnych szacunku w przyszłości. Bywa tak, że partner zaprzecza problemom i nie chce zgodzić się na wspólną konsultację/terapię. Wówczas warto, żeby wybrała się Pani do psychologa sama, aby nauczyć się asertywnie wyrażać uczucia i myśli. To oczywiście nie gwarantuje, że będzie Pani wysłuchana przez męża, ale na pewno w jakimś stopniu przyniesie Pani ulgę i doda sił, by w rozmowach nie reagować uległością i płaczem, ale móc stanowczo komunikować swoje potrzeby. Z Pani wiadomości wynika, że ma Pani duży wgląd i świadomość swoich uczuć i sposobów reakcji na konflikt i stresujące sytuacje. Potrafi Pani zwrócić się o pomoc i szuka rozwiązania trudnej sytuacji. Czytam, że rodzina jest dla Pani ważna, ale cieszę się, że zauważa Pani także jak ważne są Pani uczucia i szacunek ze strony męża. W tej trudnej, napiętej sytuacji znalazła Pani przynajmniej kilka strategii radzenia sobie, jak skupienie na sobie, wyjścia z domu z dziećmi i bez. Wierzę, że ma Pani siły, by przy wsparciu z zewnątrz na nowo odzyskać poczucie szacunku i codziennego komfortu.
Dzień dobry, rozumiem z czym Pani się mierzy. To nie jest „zwykłe marudzenie o kawę”, tylko powtarzalny wzorzec napięcia, w którym Pani potrzeby i granice są podważane, a mąż używa obrażania się, milczenia i odwracania winy, żeby odzyskać kontrolę nad sytuacją. To bardzo męczące psychicznie, szczególnie gdy Pani ma obniżoną pewność siebie i zależy Pani na spokoju przy dzieciach. To na co wato zwrócić uwagę to np karanie ciszą „foch” jako narzędzie nacisku co jest formą presji: „jeśli nie zrobisz, co chcę, będziesz ukarana emocjonalnie”. Widoczne jest również odwracanie winy i podważanie Pani wersji zdarzeń („jesteś egoistką”, „znowu mam tłumaczyć”) co jest typowe dla mechanizmu, w którym rozmowa nie służy porozumieniu, tylko wygraniu. Jeżeli chce Pani nad tym popracować, zapraszam na konsultacje.
Dzień dobry. To, co Pani opisuje, brzmi bardzo obciążająco. I chciałabym zacząć od ważnej rzeczy: potrzeba bycia wysłuchaną w małżeństwie nie jest nadwrażliwością. To podstawowa potrzeba w bliskiej relacji. Z Pani opisu wynika, że nie chodzi wyłącznie o pojedyncze nieporozumienia, ale o powtarzający się schemat: mąż obraża się, karze ciszą, obwinia Panią, przerywa, manipuluje wypowiedzią, a Pani w pewnym momencie traci pewność siebie, zaczyna płakać i nie jest w stanie dokończyć tego, co chciała powiedzieć. To nie jest dobra przestrzeń do rozmowy. Rozmowa nie polega na tym, że jedna osoba zawsze musi się przebić, obronić i udowodnić, że ma prawo czuć to, co czuje. Warto Pani wiedzieć jedno: to, że w trakcie takich rozmów traci Pani wątek i pewność siebie, to nie słabość. Kiedy rozmowa raz po raz kończy się tym, że „wychodzi na Pani winę", układ nerwowy uczy się, że mówienie jest niebezpieczne — i w kolejnej rozmowie ciało reaguje napięciem i blokadą, zanim zdąży Pani ułożyć myśli. Nie przegrywa Pani z braku racji. Reaguje Pani z trybu obronnego, który się w Pani wytworzył. Warto też zauważyć, że forma „prośby" ma znaczenie. Jeśli ktoś mówi niby żartem: „teraz moja żona zrobi mi kawę", a potem obraża się, kiedy Pani odmawia, to trudno mówić o swobodnej prośbie. Prośba zakłada, że druga osoba może powiedzieć „nie" bez kary, pretensji i obrażania się. Nie mogę na podstawie opisu ocenić intencji Pani męża ani całej relacji. Mogę jednak powiedzieć, że karanie ciszą, odwracanie winy, przerywanie, wyśmiewanie lub takie prowadzenie rozmowy, po którym druga osoba traci głos i poczucie własnej oceny sytuacji, są sygnałami, których nie warto bagatelizować. To, że Pani czasem reaguje bierną agresją, również jest ważne. Nie chodzi o to, żeby się za to karać, ale żeby zobaczyć, że być może próbuje Pani odzyskać wpływ w sytuacji, w której nie czuje się wysłuchana wprost. To nie jest zdrowy sposób komunikacji, ale może być sygnałem bezradności, a nie „złego charakteru". Na początek proponowałabym nie zaczynać od kolejnej spontanicznej kłótni, tylko od bardzo konkretnej rozmowy w spokojnym momencie. Można przygotować sobie wcześniej kilka zdań na kartce, np.: „Chcę porozmawiać nie o kawie ani o jednej sytuacji, tylko o tym, że coraz częściej czuję się niewysłuchana i zdominowana w rozmowie. Kiedy mi przerywasz, odwracasz moje słowa albo karzesz mnie ciszą, zamykam się i tracę poczucie bezpieczeństwa. Potrzebuję, żebyśmy nauczyli się rozmawiać inaczej." Warto też postawić granicę dotyczącą samej rozmowy: „Jeśli będziesz mi przerywał albo podnosił głos, przerwę rozmowę i wrócimy do niej później. Nie dlatego, że uciekam, tylko dlatego, że w takich warunkach nie da się rozmawiać." To ważne: celem nie jest wygranie dyskusji. Celem jest sprawdzenie, czy mąż jest gotów Panią usłyszeć i wziąć odpowiedzialność za swój sposób reagowania. Bardzo pomocna mogłaby być terapia par, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe słuchać, nie obwiniać i pracować nad swoim udziałem w relacji. Jeśli mąż nie widzi żadnego problemu, wszystko sprowadza do Pani winy albo rozmowy kończą się agresją, warto zacząć od konsultacji indywidualnej dla Pani. Nie po to, aby „naprawiać siebie za niego", ale żeby odzyskać jasność, wzmocnić granice i zobaczyć, co jest Pani odpowiedzialnością, a co nie. W relacji z dziećmi również ma znaczenie, jaki model komunikacji widzą w domu. Nie chodzi o to, żeby nigdy nie było konfliktów. Chodzi o to, czy dzieci widzą, że dorośli potrafią po konflikcie wrócić do rozmowy, przeprosić, wyjaśnić i naprawić sytuację. Chcę też dodać jedno, na wszelki wypadek: jeśli kiedykolwiek — podczas kłótni czy sytuacji takich jak ta na światłach — poczuje się Pani niebezpiecznie, proszę potraktować to poważnie i sięgnąć po wsparcie od razu. Pani poczucie bezpieczeństwa jest ważniejsze niż utrzymanie spokoju za wszelką cenę. Nie jest Pani zbyt wrażliwa dlatego, że boli Panią lekceważenie, przerywanie czy cisza po kłótni. Pani emocje są informacją, że w tej relacji dzieje się coś, czego nie da się już dłużej zamiatać pod dywan. Życzę Pani dużo siły i wsparcia. Warto, aby nie była Pani z tym sama. Serdecznie pozdrawiam.
Dzień dobry. Z tego, co Pani opisuje, wybrzmiewa przede wszystkim ogromne zmęczenie i poczucie, że od dłuższego czasu w tej relacji nie ma przestrzeni na spokojną rozmowę i wzajemne wysłuchanie. To może być bardzo obciążające, zwłaszcza gdy kolejne konflikty pozostają niewyjaśnione i są jedynie zamiatane pod dywan. Nie odnoszę wrażenia, że jest Pani „przewrażliwiona”. Każdy ma prawo oczekiwać, że będzie traktowany z szacunkiem, będzie mógł dokończyć swoją wypowiedź i nie będzie karany milczeniem czy obrażaniem się za to, że ma inne zdanie. Takie zachowania z czasem mogą prowadzić do narastającego poczucia osamotnienia, obniżenia poczucia własnej wartości i przekonania, że „i tak nie uda mi się nic powiedzieć”. Pisze Pani również bardzo szczerze o sobie i o tym, że czasem odpowiada bierną agresją lub złośliwością. To ważna refleksja. Takie reakcje często pojawiają się wtedy, gdy ktoś przez długi czas nie czuje się wysłuchany i zaczyna szukać pośrednich sposobów wyrażania złości. Zwykle jednak nie rozwiązują problemu, a jedynie utrwalają błędne koło wzajemnych urazów. Jeżeli każda próba rozmowy kończy się przerywaniem, warto spróbować zaproponować rozmowę w spokojnym momencie, a na początku jasno powiedzieć, czego Pani potrzebuje, na przykład że chciałaby przez kilka minut mówić bez przerywania, a potem z taką samą uwagą wysłuchać męża. Jeśli jednak on konsekwentnie nie jest gotowy na taki sposób komunikacji, trudno będzie odbudować relację wyłącznie Pani staraniami. To, że coraz trudniej jest Pani okazywać mężowi ciepłe uczucia, nie musi oznaczać braku miłości. Często jest to skutek wielu niewyjaśnionych zranień, które przez lata się nagromadziły. Bliskość trudno utrzymać tam, gdzie brakuje poczucia bezpieczeństwa i wzajemnego szacunku. Jeżeli mąż byłby gotowy, warto rozważyć terapię par. Jeżeli nie wyrazi zgody, zachęcałabym Panią do skorzystania z indywidualnego wsparcia psychologicznego. Nie po to, aby szukać winy w sobie, ale żeby wzmocnić poczucie własnej wartości, nauczyć się stawiania granic i odzyskać przekonanie, że Pani potrzeby są równie ważne jak potrzeby innych. Proszę pamiętać również o dzieciach. Nawet jeśli nie są świadkami głośnych kłótni, bardzo dobrze wyczuwają napięcie między rodzicami. Dlatego warto dążyć nie tylko do unikania konfliktów, ale przede wszystkim do budowania takiego sposobu komunikacji, który będzie oparty na wzajemnym szacunku. Na to zasługuje zarówno Pani, jak i cała rodzina.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.


