Dzień dobry, jestem z chłopak od prawie 6 lat, mamy po 23 lata, w ostatnim czasie bardzo dobrze nam
5
odpowiedzi
Dzień dobry, jestem z chłopak od prawie 6 lat, mamy po 23 lata, w ostatnim czasie bardzo dobrze nam się układa, jest naprawdę świetnie. Mieliśmy ostatnio bardzo trudną rozmowę, powiedział mi że nie jest pewny tego co do mnie czuje, boi się że zmarnuje moje najlepsze lata życia, zapewniał mnie że jestem dla niego idealna i że to jest to czego on oczekuje od swojej przyszłej partnerki, żony. Problem polega na tym że miał bardzo ciężkie dzieciństwo w jego domu nie było miłości, wsparcia, bezpieczeństwa, nie doznał tego na czym polega miłość i co to znaczy być kochanym i kochać, nie wie co to za uczucie, do tej pory w jego rodzinie nie ma żadnych uczuć, wszystko załatwia się krzykiem, tak samo jak w dzieciństwie. Jest gotowy aby wspólnie zamieszkać ale Boi się że nie będzie w stanie mi zapewnić tego czego od niego oczekuje, że nie podoła temu uczuciu, nie umie określić tego co do mnie czuje. Mam mętlik w głowie bo rozumiem jak by od dłuższego czasu jego zachowanie wobec mnie było inne, jak byśmy się kłócili bądź co gorsze nie rozmawiali, ale nic takiego nie miało miejsca. Nie wiem jak mogę mu pomóc, otwarcie przyznał ze ma straszny bałagan w głowie i nie umie sobie z tym poradzić. Nikt go nie nauczył kochać i nie wie co to za uczucie
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, często pojawia się u osób po trudnym dzieciństwie: bliskość i plany mogą uruchamiać lęk, poczucie „że nie podołam” oraz trudność w nazywaniu uczuć. Sama deklaracja „nie wiem, co czuję” nie musi oznaczać braku miłości, ale może wskazywać na przeciążenie emocjonalne i brak doświadczenia bezpiecznej relacji.
Najbardziej pomocne bywa spokojne ustalenie, że będziecie rozmawiać o tym etapami (małe kroki, bez presji na natychmiastowe deklaracje) oraz zachęcenie partnera do konsultacji psychologicznej/psychoterapeutycznej, żeby nauczył się rozpoznawać i regulować emocje. Jeśli napięcie dotyczy głównie Waszej relacji, warto rozważyć także konsultację terapii par.
to, co Pani opisuje, często pojawia się u osób po trudnym dzieciństwie: bliskość i plany mogą uruchamiać lęk, poczucie „że nie podołam” oraz trudność w nazywaniu uczuć. Sama deklaracja „nie wiem, co czuję” nie musi oznaczać braku miłości, ale może wskazywać na przeciążenie emocjonalne i brak doświadczenia bezpiecznej relacji.
Najbardziej pomocne bywa spokojne ustalenie, że będziecie rozmawiać o tym etapami (małe kroki, bez presji na natychmiastowe deklaracje) oraz zachęcenie partnera do konsultacji psychologicznej/psychoterapeutycznej, żeby nauczył się rozpoznawać i regulować emocje. Jeśli napięcie dotyczy głównie Waszej relacji, warto rozważyć także konsultację terapii par.
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Opisana przez Panią sytuacja ukazuje głęboki konflikt wewnętrzny partnera, którego źródła tkwią w traumatycznych doświadczeniach z dzieciństwa, gdzie brak bezpiecznych wzorców miłości uniemożliwia mu obecnie rzetelne rozpoznanie i nazwanie własnych uczuć. Warto zrozumieć, że choć Pani wsparcie i cierpliwość są niezwykle cenne, to proces przepracowania tak silnych deficytów emocjonalnych oraz lęku przed bliskością wykracza poza ramy zwykłego wsparcia partnerskiego i wymaga interwencji profesjonalisty. Sugeruję, aby w atmosferze pełnej empatii zachęciła Pani partnera do podjęcia indywidualnej psychoterapii, która pomoże mu uporządkować wspomniany bałagan w głowie oraz nauczy go budować relację na fundamencie zaufania, a nie lęku przed przyszłością. Jednocześnie warto rozważyć wspólną terapię par, która mogłaby stać się bezpieczną przestrzenią do nauki komunikacji i wspólnego definiowania tego, czym dla Państwa jest bliskość w tym związku. Proszę jednak pamiętać, że niezwykle trudno jest walczyć o relację i budować trwały fundament, gdy zaangażowana w ten proces jest tylko jedna strona, dlatego w tej całej sytuacji musi Pani przede wszystkim zadbać o siebie i swój dobrostan psychiczny. Jest Pani na etapie życia, w którym buduje Pani własną tożsamość, dlatego ważne jest, aby Pani potrzeby oraz pragnienia nie zostały całkowicie przysłonięte przez próbę ratowania partnera. Zdrowy związek to partnerstwo, w którym obie osoby biorą odpowiedzialność za swój rozwój emocjonalny, więc dbanie o własne granice i szczęście jest w tym momencie Pani priorytetem. Jeśli będzie Pani chciała, zapraszam na konsultację – stacjonarną lub online – gdzie w bezpiecznych warunkach możemy przeanalizować Pani sytuację i krok po kroku ułożyć realny plan działania.
To, co opisujesz, jest bardzo trudne emocjonalnie – i jednocześnie bardzo jasne psychologicznie.
Twój partner nie mówi, że Cię nie kocha. On mówi, że nie wie, czym jest miłość, bo nigdy jej nie doświadczył w bezpieczny sposób. Dorastał w środowisku, w którym nie było regulacji emocji, bliskości ani wzorca relacji – a to często skutkuje lękiem przed więzią, a nie jej brakiem.
Ale tu jest moment kluczowy, którego nie wolno przegapić:
Ty nie możesz go nauczyć kochać.
Ty nie możesz uporządkować jego wewnętrznego chaosu.
Miłość nie polega na „czekaniu, aż ktoś dojrzeje”, jeśli sam nie podejmuje pracy.
To, co on przeżywa, to konflikt wewnętrzny, a nie kryzys relacji. I to jest jego odpowiedzialność.
Bardzo ważne jest też to, co powiedział:
„Boję się, że zmarnuję Twoje najlepsze lata.”
To nie jest zdanie romantyczne. To jest sygnał ostrzegawczy. On widzi, że nie jest dziś gotowy, a jednocześnie nie chce Cię stracić. To napięcie często kończy się zawieszeniem relacji w „poczekalni” – a wtedy czas płynie tylko po jednej stronie. Służę pomocą , jesli jej potrzebujesz . Pozdrawiam
Twój partner nie mówi, że Cię nie kocha. On mówi, że nie wie, czym jest miłość, bo nigdy jej nie doświadczył w bezpieczny sposób. Dorastał w środowisku, w którym nie było regulacji emocji, bliskości ani wzorca relacji – a to często skutkuje lękiem przed więzią, a nie jej brakiem.
Ale tu jest moment kluczowy, którego nie wolno przegapić:
Ty nie możesz go nauczyć kochać.
Ty nie możesz uporządkować jego wewnętrznego chaosu.
Miłość nie polega na „czekaniu, aż ktoś dojrzeje”, jeśli sam nie podejmuje pracy.
To, co on przeżywa, to konflikt wewnętrzny, a nie kryzys relacji. I to jest jego odpowiedzialność.
Bardzo ważne jest też to, co powiedział:
„Boję się, że zmarnuję Twoje najlepsze lata.”
To nie jest zdanie romantyczne. To jest sygnał ostrzegawczy. On widzi, że nie jest dziś gotowy, a jednocześnie nie chce Cię stracić. To napięcie często kończy się zawieszeniem relacji w „poczekalni” – a wtedy czas płynie tylko po jednej stronie. Służę pomocą , jesli jej potrzebujesz . Pozdrawiam
Dzień dobry, bardzo dziękuję, że Pani to napisała. Widać, ile w tym jest troski, miłości i uważności na drugiego człowieka. To, co Pani przeżywa, jest naprawdę bardzo trudne i naturalne, że pojawia się mętlik, lęk i bezradność. Nic dziwnego, że czuje się Pani zagubiona, skoro z jednej strony doświadcza Pani bliskości, stabilności i dobrego funkcjonowania związku, a z drugiej słyszy tak niepokojące słowa od kogoś, kogo Pani kocha. To, co opisuje Pani u partnera, często bywa konsekwencją bardzo trudnego dzieciństwa, braku bezpieczeństwa emocjonalnego, miłości i wzorców bliskości. Dla takich osób miłość nie jest czymś „oczywistym” ani łatwym do nazwania. Często boją się jej nie dlatego, że jej nie czują, ale dlatego, że nie wiedzą, jak ją przeżywać, jak jej nie zniszczyć i jak kogoś nie skrzywdzić. Sam fakt, że on mówi o swoich lękach, wątpliwościach i odpowiedzialności za Pani życie, świadczy o dużej świadomości i trosce a nie o obojętności. Warto jednak bardzo jasno powiedzieć jedną rzecz: nie jest Pani odpowiedzialna za „nauczenie go kochać” ani za uporządkowanie jego wewnętrznego świata. Może Pani być obok, wspierać, rozmawiać, stawiać granice i mówić o swoich potrzebach, ale to on musi zmierzyć się ze swoim bagażem, bardzo często musi się to się wydarzyć z pomocą specjalisty. Pani ma pełne prawo do miłości, bezpieczeństwa i jasności w relacji, tak samo jak on ma prawo do swoich lęków i procesu. Na ten moment najważniejsze wydaje się spokojne tempo, dalsza szczera komunikacja i uważność na siebie, na to, co Pani czuje, czego Pani potrzebuje i na ile jest Pani w stanie czekać i być w tej niepewności. To, że Pani szuka pomocy i pyta, pokazuje ogromną dojrzałość emocjonalną. Nie jest Pani w tym sama i Pani uczucia są absolutnie zrozumiałe. Trzymam mocno kciuki za Was, życzę powodzenia, pozdrawiam serdecznie.
Szanowna Pani,
Opisana sytuacja to klasyczny przykład zderzenia dwóch światów: Pani świata bezpiecznej więzi (lub dążenia do niej) ze światem partnera, który został ukształtowany przez deficyt i traumę relacyjną. Fakt, że jesteście Państwo parą od okresu dojrzewania (przełom 17/18 roku życia), oznacza, że Wasze tożsamości jako dorosłych ludzi kształtowały się w tej relacji.
Dla Pani, jako partnerki, kluczowe jest zrozumienie, że jego wątpliwości najprawdopodobniej nie dotyczą Pani ani jakości Waszego związku, lecz jego wewnętrznej zdolności do odczuwania i nazywania emocji.
Poniżej przedstawiam analizę psychologiczną tego mechanizmu oraz sugestie, jak można spojrzeć na ten problem.
1. Aleksytymia i brak wzorca ("Mapa nie jest terenem")
Partner otwarcie mówi, że "nie wie, co to znaczy kochać". W psychologii nazywamy to analfabetyzmem emocjonalnym lub cechami aleksytymii. Ponieważ wychował się w domu, gdzie "wszystko załatwia się krzykiem", nie otrzymał w dzieciństwie odzwierciedlenia (mirroringu). Nikt nie nazwał jego uczuć, nie pokazał, że bliskość może być bezpieczna i kojąca.
W efekcie, on może czuć miłość (co pokazują jego czyny: dbałość o relację, brak kłótni, planowanie zamieszkania), ale jego umysł nie potrafi tego zidentyfikować jako "miłość". Dla osoby z domu dysfunkcyjnego, "miłość" często kojarzy się z chaosem, dramatem lub walką. Skoro w Waszym związku jest spokój i dobroć, on może interpretować ten brak napięcia jako "brak uczucia".
2. Lęk przed transgeneracyjnym przekazem traumy
Jego wyznanie, że "boi się, że nie podoła", jest głosem odpowiedzialności, ale i lęku. Osoby z trudnych domów (często syndrom DDA/DDD) żyją w panicznym lęku, że powtórzą los swoich rodziców – że "zepsują" Panią, że w końcu i u niego pojawi się krzyk.
Decyzja o wspólnym zamieszkaniu to moment przełomowy. Dla Pani to kolejny etap bliskości. Dla niego – to wejście na "pole minowe". Dom kojarzy mu się z zagrożeniem, więc perspektywa stworzenia domu z Panią (którą uważa za idealną) paraliżuje go strachem, że ten dom również stanie się miejscem cierpienia, a on okaże się sprawcą.
3. Rozdźwięk między zachowaniem a deklaracjami
Proszę zwrócić uwagę na dysonans poznawczy. Mówi Pani: "zachowanie wobec mnie jest świetne", a on mówi: "nie wiem, co czuję". W terapii często uznajemy, że ciało i zachowanie wiedzą więcej niż intelekt. Jego intelekt jest pełen wątpliwości i lęku zaszczepionego w dzieciństwie, ale jego zachowanie lgnie do Pani i tworzy zdrową więź.
On dewaluuje siebie ("zmarnuję ci życie"), aby uprzedzić ewentualne odrzucenie lub porażkę. To mechanizm obronny: "Ostrzegę ją, że jestem wybrakowany, więc jeśli kiedyś coś pójdzie nie tak, nie będzie mogła mieć pretensji".
Wskazówki do refleksji i postawy
Jako partnerka stoi Pani przed trudnym zadaniem, ale sytuacja nie jest beznadziejna.
Nie da się "nauczyć kogoś kochać" za niego.
Pani miłość, choćby największa, nie wypełni "czarnej dziury" deficytów z jego dzieciństwa. Pani rola to bycie "towarzyszącym świadkiem", a nie terapeutką czy nauczycielką. Próba "naprawiania go" na siłę może tylko pogłębić jego poczucie winy i nieadekwatności.
Nazwanie problemu po imieniu.
Jego "bałagan w głowie" wymaga uporządkowania, najlepiej przy wsparciu specjalisty psychoterapii. Warto mu uświadomić (bardzo delikatnie), że jego niezdolność do określenia uczuć nie wynika z tego, że Pani jest "niewłaściwa", ale z tego, że jego "narzędzia pomiarowe" zostały uszkodzone w dzieciństwie. On potrzebuje terapii nie po to, by ratować związek, ale by ratować siebie – by móc w ogóle czerpać radość z życia.
Cierpliwość do "nudy".
Dla osoby po traumie spokój jest podejrzany. Warto, by Pani zapewniała go, że nie oczekuje Pani od niego fajerwerków czy definicji rodem z filmów romantycznych. Że bezpieczna obecność i szacunek są dla Pani wystarczającym dowodem uczucia na ten moment. Zdejmując z niego presję "wielkich słów", może Pani paradoksalnie otworzyć go na przeżywanie.
Podsumowując: Jego słowa są wyrazem jego lęku i zagubienia, a nie obiektywną oceną Pani czy Waszej relacji. To, co on nazywa "brakiem uczuć", może być po prostu nieznanym mu dotąd spokojem i bezpieczeństwem, którego jeszcze nie potrafi nazwać "miłością".
Pozdrawiam,
Aleksandra Szczęśniak
Opisana sytuacja to klasyczny przykład zderzenia dwóch światów: Pani świata bezpiecznej więzi (lub dążenia do niej) ze światem partnera, który został ukształtowany przez deficyt i traumę relacyjną. Fakt, że jesteście Państwo parą od okresu dojrzewania (przełom 17/18 roku życia), oznacza, że Wasze tożsamości jako dorosłych ludzi kształtowały się w tej relacji.
Dla Pani, jako partnerki, kluczowe jest zrozumienie, że jego wątpliwości najprawdopodobniej nie dotyczą Pani ani jakości Waszego związku, lecz jego wewnętrznej zdolności do odczuwania i nazywania emocji.
Poniżej przedstawiam analizę psychologiczną tego mechanizmu oraz sugestie, jak można spojrzeć na ten problem.
1. Aleksytymia i brak wzorca ("Mapa nie jest terenem")
Partner otwarcie mówi, że "nie wie, co to znaczy kochać". W psychologii nazywamy to analfabetyzmem emocjonalnym lub cechami aleksytymii. Ponieważ wychował się w domu, gdzie "wszystko załatwia się krzykiem", nie otrzymał w dzieciństwie odzwierciedlenia (mirroringu). Nikt nie nazwał jego uczuć, nie pokazał, że bliskość może być bezpieczna i kojąca.
W efekcie, on może czuć miłość (co pokazują jego czyny: dbałość o relację, brak kłótni, planowanie zamieszkania), ale jego umysł nie potrafi tego zidentyfikować jako "miłość". Dla osoby z domu dysfunkcyjnego, "miłość" często kojarzy się z chaosem, dramatem lub walką. Skoro w Waszym związku jest spokój i dobroć, on może interpretować ten brak napięcia jako "brak uczucia".
2. Lęk przed transgeneracyjnym przekazem traumy
Jego wyznanie, że "boi się, że nie podoła", jest głosem odpowiedzialności, ale i lęku. Osoby z trudnych domów (często syndrom DDA/DDD) żyją w panicznym lęku, że powtórzą los swoich rodziców – że "zepsują" Panią, że w końcu i u niego pojawi się krzyk.
Decyzja o wspólnym zamieszkaniu to moment przełomowy. Dla Pani to kolejny etap bliskości. Dla niego – to wejście na "pole minowe". Dom kojarzy mu się z zagrożeniem, więc perspektywa stworzenia domu z Panią (którą uważa za idealną) paraliżuje go strachem, że ten dom również stanie się miejscem cierpienia, a on okaże się sprawcą.
3. Rozdźwięk między zachowaniem a deklaracjami
Proszę zwrócić uwagę na dysonans poznawczy. Mówi Pani: "zachowanie wobec mnie jest świetne", a on mówi: "nie wiem, co czuję". W terapii często uznajemy, że ciało i zachowanie wiedzą więcej niż intelekt. Jego intelekt jest pełen wątpliwości i lęku zaszczepionego w dzieciństwie, ale jego zachowanie lgnie do Pani i tworzy zdrową więź.
On dewaluuje siebie ("zmarnuję ci życie"), aby uprzedzić ewentualne odrzucenie lub porażkę. To mechanizm obronny: "Ostrzegę ją, że jestem wybrakowany, więc jeśli kiedyś coś pójdzie nie tak, nie będzie mogła mieć pretensji".
Wskazówki do refleksji i postawy
Jako partnerka stoi Pani przed trudnym zadaniem, ale sytuacja nie jest beznadziejna.
Nie da się "nauczyć kogoś kochać" za niego.
Pani miłość, choćby największa, nie wypełni "czarnej dziury" deficytów z jego dzieciństwa. Pani rola to bycie "towarzyszącym świadkiem", a nie terapeutką czy nauczycielką. Próba "naprawiania go" na siłę może tylko pogłębić jego poczucie winy i nieadekwatności.
Nazwanie problemu po imieniu.
Jego "bałagan w głowie" wymaga uporządkowania, najlepiej przy wsparciu specjalisty psychoterapii. Warto mu uświadomić (bardzo delikatnie), że jego niezdolność do określenia uczuć nie wynika z tego, że Pani jest "niewłaściwa", ale z tego, że jego "narzędzia pomiarowe" zostały uszkodzone w dzieciństwie. On potrzebuje terapii nie po to, by ratować związek, ale by ratować siebie – by móc w ogóle czerpać radość z życia.
Cierpliwość do "nudy".
Dla osoby po traumie spokój jest podejrzany. Warto, by Pani zapewniała go, że nie oczekuje Pani od niego fajerwerków czy definicji rodem z filmów romantycznych. Że bezpieczna obecność i szacunek są dla Pani wystarczającym dowodem uczucia na ten moment. Zdejmując z niego presję "wielkich słów", może Pani paradoksalnie otworzyć go na przeżywanie.
Podsumowując: Jego słowa są wyrazem jego lęku i zagubienia, a nie obiektywną oceną Pani czy Waszej relacji. To, co on nazywa "brakiem uczuć", może być po prostu nieznanym mu dotąd spokojem i bezpieczeństwem, którego jeszcze nie potrafi nazwać "miłością".
Pozdrawiam,
Aleksandra Szczęśniak
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.