Małgorzata Nienartowicz

Dermatolog

9 opinii

Adresy i kontakt

Ostatnia opinia

  • Absolutnie się nie zgadzam! Pani doktor wyleczyła mnie z grzybicy, z której nie mogli mnie wyleczyć różni, poprzedni lekarze. Zaliczyłem ich chyba z 8. Wszyscy leczyli mnie przez dwa lata na wyprysk, z zerowym skutkiem. Pani doktor Nienartowicz od razu rozpoznała grzybicę, dała dobre leki i jestem zdrowy. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Owszem, jest dosyć szorstka w obyciu i może dlatego niektórzy ją negatywnie odbierają ale ja idąc do lekarza nie oczekuję by mnie tam pogłaskali tylko by mnie wyleczyli.

  • Pytania od pacjentów

    Ten lekarz nie odpowiedział jeszcze na żadne pytanie

    Martwisz się swoim zdrowiem?

    Zadawaj pytania tysiącom lekarzy i specjalistów, odpowiedź na swoje pytanie otrzymasz całkowicie za darmo.

    Ocena pacjentów

    Dodaj własną opinię
    2

    Ogólna ocena
    9 opinii

    • Punktualność
    • Zaangażowanie
    • Gabinet
    • Pani doktor do pracy spóźniła się ponad 20 minut, byłem pierwszym pacjentem do gabinetu zostałem poproszony z 30 minutowym opóźnieniem. Pani doktor z daleka obejrzała moje zmiany na skórze po czym powiedziała "to jest kurzajka a Pan ją zdrapuje" odpowiedziałem zgodnie z prawdą "Pani doktor niczego nie zdrapuje". Został przepisany mi preparat na kurzajki, leczenie trwało 6 tygodni bez rezultatu. Teraz czekam raz jeszcze w kolejce do dermatologa, tym razem nie do Pani Małgorzaty. Zdecydowanie nie poleca, Pani doktor nie diagnozuje a fantazjuje. Poszanowanie dla pacjenta i jakikolwiek takt jest dla tej osoby obcy.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    • Niestety wizyta u Pani Doktor okazała się stratą czasu. Nie uzyskałem odpowiedzi na żadne pytanie. Nie polecam.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    • M

      Właśnie jestem po wizycie u pani doktor, więc na świeżo podsumowuję swoję wizytę:
      - pani doktor się spóźniła, nie przepraszając za to, nawet wcześniej nie uprzedzająć o tym (na 2 minuty przed wizytą wyszła z gabinetu, widząc pacjentów pod gabinetem);
      - brak jakiejkolwiek uprzejmości i życzliwości;
      - miejsce, gdzie pacjent może się przebrać za parawanem było zajęte przez płaszcz pani doktor i ładującą się jej komórkę;
      - pani doktor badała mnie siedząc w fotelu, kazała mi do siebie podchodzić, mimo że przy kozetce było lepsze światło i generalnie - miejsce do badania;
      - pani doktor niczego mi nie wytłumaczyła; nie wiem czy chciała mi zaimponować rzucając łacińskie nazwy, ale generalnie nie dowiedziałam się niczego... na pytania odnośnie ewentualnych zmian na ciele, pani doktor kazała mi zapytać chirurga...
      - nie można było wyczuć jakiegokolwiek zaangażowania z jej strony, nie kierowała pacjentem, nie była ciekawa rozwiązania problemu, nie było chęci niesienia pomocy pacjentowi;

      Podsmowując: ma się wrażenie, że pani doktor pracuje, bo musi. Mam nadzieję, że to przeczyta (może swoją osobą interesuje się bardziej niż pacjentami) i weźmie sobie tą krytykę do serca. Jeśli nie - może to odpowiedni moment na przejście na emeryturę.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    • Absolutnie się nie zgadzam! Pani doktor wyleczyła mnie z grzybicy, z której nie mogli mnie wyleczyć różni, poprzedni lekarze. Zaliczyłem ich chyba z 8. Wszyscy leczyli mnie przez dwa lata na wyprysk, z zerowym skutkiem. Pani doktor Nienartowicz od razu rozpoznała grzybicę, dała dobre leki i jestem zdrowy. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Owszem, jest dosyć szorstka w obyciu i może dlatego niektórzy ją negatywnie odbierają ale ja idąc do lekarza nie oczekuję by mnie tam pogłaskali tylko by mnie wyleczyli.

    • Nie zgadzam się. Pani doktor wyleczyła mnie z półpaśca. Zawsze jest gotowa wysłuchać chorego i nigdy nie "burczy pod nosem". Jest uprzejma i serdeczna. Ten, kto pisał te złe opinie, sam musiał narozrabiać.

    • Omijajcie ogromnym łukiem!!! A było tak: Jestem bardzo rozczarowany zawodowym podejściem dr Małgorzaty Nienartowicz w przychodni przy ul. Sandomierskiej w Warszawie. Na pierwszej wizycie w zasadzie zrugała mnie, że siedzę u Niej pod gabinetem, bo była 8.00 a ja wizytę miałem na 8.15. Zanim zdążyłem ochłonąć, to pani doktor opuściła gabinet udając się po wrzątek, no bo było rano a rano wiadomo każdemu może się zachcieć kawy czy herbaty. O to, nie wydziwiam! Następnie po powrocie z pewną kurtuazją wpuściła mnie przodem do gabinetu i... tu stałem jak wryty, bo mnie nie poprosiła abym usiadł ale także nie kazała mi klęknąć! Po zadaniu mi szorstkich pytań o moją kartę chorobową, moich bezradnych odpowiedziach, że jestem tu pierwszy raz, w ogóle nie leczę się na cokolwiek od ponad 20 lat, obejrzeniu na wszystkie możliwe sposoby druku RMUA i grubiańskich uwagach "jak to Pan korzysta z ubezpieczenia rodzinnego żony, to Pan nic nie robi? Przystąpiła do czegoś co chyba było rozpoznaniem. Po co pan tu przyszedł? Bo mnie strasznie bolą palce u nogi! Której? No to się zacząłem złościc i spytałem ostro - czy się mam rozbierać? I nie zaprzeczyła! Po zdjęciu skarpety na brudnym taboreciku, znowu na mnie napadła, że noga nie jest w opatrunku? A skąd ja do jasnej cholery miałem mieć jakiś opatrunek? Nie odwracając się od biurka rzuciła kątem oka w stronę moich chorych palców u nogi (był to raczej zez na palec niż omiecenie go wzrokiem) i odpaliła mi, że Ona nie wie co to jest, wygląda może na jakąś zanokcicę i to skandal, żeby tyle miesięcy palce zaniedbać! Potem zaczęła coś mówić do siebie niskim tonem z czego zrozumiałem tylko, że tu nie ma ambulatorium dermatologicznego, będę brał silne antybiotyki, wpomniała coś o szarym jeleniu i skinieniem głowy wskazała mi drzwi. Jakimś cudem te ropiejące palce jeszcze okutałem w tą skarpetkę i w zasadzie z rozwiązanym butem uciekłem z gabinetu. Po 14 dniach kuracji antybiotykowej zgłosiłem się na kontrolę, było jeszcze gorzej, bo już miała do mnie więcej śmiałości. Napadła na mnie o te opatrunki, ale wtedy ponieważ raczej strachliwy nie jestem w sposób bardzo ostry zwróciłem Jej uwagę, że nie życzę sobie takiego traktowania. Jeśli zalecała mi opatrunki, to kiedy i gdzie mi je zaleciła i wpisała jak to robić i czym, wściekłem się ,że być może pochodzi pani doktor z Krakowa, bo oni tam mają zwyczaj kazać się człowiekowi domyślać a potem się na Niego obrazić, że się nie domyślił!. Szalenie burzliwa pogawędka dermatologa z chorym człowiekiem polegała, na tym że pani Nienartowicz stale coś burczała pod nosem a ja usiłowałem się odgonić i dowiedzieć czegokolwiek na temat moich dalej chorych palców (po antybiotyku z którym miałem straszne problemy neurologiczne i gastryczne. Kiedy postanowiłem się powstrzymać przed demolacją gabinetu i wywnioskowaniu, że lekarka wcale nie musi być sympatyczna, aby była skuteczna, dr Nienartowicz znowu nie oglądając moich poprawiających się palców, zza biurka zaczęła mi ordynować nowe leki. Była tam także jedna nowa maść. No i nareszcie dowiedziałem co to jest ten Biały Jeleń i co mam z nim robić. Ja się nigdy nie leczyłem dermatologicznie, więc mając w domu 2/3 tuby maści zapytałem w swej bezgranicznej głupocie, czy mam je stosować razem z tą nową czy zamiennie! No i epicentrum wybuchło na nowo a nie zwyzywała mnie od skończonych idiotów tylko dlatego, że jestem w podobnym do Jej wieku (no i buzie mam także nie od parady). Wizyta zakończyła się w taki sposób, że Małgorzata Nienartowicz wypełniła wszystkie stosowne dokumenty medyczne a nowa receptę podetknęła mi na róg biurka lekarskiego bez komentarza! Tym razem już się Jej nie obawiałem, więc pomimo uszu puściłem chamski komentarz jak wygląda mój opatrunek w skarpetce (bo odparowałem Jej grubiaństwem, Jak mnie Pani nauczyła robić opatrunki, to takie mam i tak robię). Na trzeciej wizycie w grudniu po raz pierwszy od trzech miesięcy schyliła się nad moją stopą, biorąc ją jak w głębokim trądzie w rękawiczkę koloru tych kapci szpitalnych i w ułamku sekundy wywaliła mnie do chorurga na zdjęcie paznokcia w całości!

      Jestem wstrząśnięty i oburzony! Pod żadnym pozorem nie polecam Państwu. W najśmielszych przypuszczeniach nie sądziłem, że lekarz mający nieść ulgę w cierpieniu, pacjenta lekceważy, lży, ośmiesza i co najstraszniejsze naraża na dalszy ból.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    • Jestem bardzo rozczarowany zawodowym podejściem dr Małgorzaty Nienartowicz w przychodni przy ul. Sandomierskiej w Warszawie. Na pierwszej wizycie w zasadzie zrugała mnie, że siedzę u Niej pod gabinetem, bo była 8.00 a ja wizytę miałem na 8.15. Zanim zdążyłem ochłonąć, to pani doktor opuściła gabinet udając się po wrzątek, no bo było rano a rano wiadomo każdemu może się zachcieć kawy czy herbaty. O to, nie wydziwiam! Następnie po powrocie z pewną kurtuazją wpuściła mnie przodem do gabinetu i... tu stałem jak wryty, bo mnie nie poprosiła abym usiadł ale także nie kazała mi klęknąć! Po zadaniu mi szorstkich pytań o moją kartę chorobową, moich bezradnych odpowiedziach, że jestem tu pierwszy raz, obejrzeniu na wszystkie możliwe sposoby druku RMUA i grubiańskich uwagach "jak to Pan korzysta z ubezpieczenia rodzinnego żony, to Pan nic nie robi? Przystąpiła do czegoś co chyba było rozpoznaniem. Po co pan tu przyszedł? Bo mnie strasznie bolą palce u nogi! Której? No to się zacząłem złościc i spytałem ostro - czy się mam rozbierać? I nie zaprzeczyła! Po zdjęciu skarpety na brudnym taboreciku, znowu na mnie napadła, że noga nie jest w opatrunku? A skąd ja do jasnej cholery miałem mieć jakiś opatrunek? Nie odwracając się od biurka rzuciła katem oka w stronę moich chorych palców u nogi i odpaliła mi, że Ona nie wie co to jest, wygląda może na jakąś zanokcicę i to skandal, żeby tyle miesięcy palce zaniedbać! Potem zaczęła coś mówić do siebie niskim tonem z czego zrozumiałem tylko, że tu nie ma ambulatorium, będę brał silne antybiotyki, wpomniała coś o szarym jeleniu i skinieniem głowy wskazała mi drzwi. Jakimś cudem te ropiejące palce jeszcze okutałem w tą skarpetkę i w zasadzie z rozwiązanym butem uciekłem z gabinetu. Po 14 dniach kuracji antybiotykowej zgłosiłem się na kontrolę, było jeszcze gorzej bo już miała do mnie więcej śmiałości. Napadła na mnie o te opatrunki, ale wtedy ponieważ raczej strachliwy nie jestem w sposób bardzo ostry zwróciłem Jej uwagę, że nie zyczę sobie takiego traktowania. Jeśli zalecała mi opatrunki, to gdzie mi je zaleciła w wpisała, wściekłem się ,że być może pochodzi pani doktor z Krakowa, bo oni tam mają zwyczaj kazać się człowiekowi domyślać a potem się na Niego obrazić. Szalenie burzliwa pogawędka dermatologa z chorym człowiekiem polegała, na tym że pani Nienartowicz stale coś burczała pod nosem a ja usiłowałem się odgonić i dowiedzieć czegokolwiek na temat moich dalej chorych palców (po antybiotyku z którym miałem straszne problemy neurologiczne i gastryczne. Kiedy postanowiłem się powstrzymać przed demolacja gabinetu i wywnioskowaniu, że lekarka wcale nie musi być sympatyczna, aby była skuteczna, dr Nienartowicz znowu nie ogladając moich poprawiających się palców, z za biurka zaczęła mi ordynować nowe leki. Była tam także jedna nowa maść. No i nareszcie dowiedziałem co to jest ten Biały Jeleń i co mam z nim robić. Ja się nigdy nie leczyłem dermatologicznie, więc mając w domu 2/3 tuby maści zapytałem w swej bezgranicznej głupocie, czy mam je stosować razem z tą nową czy zamiennie! No i epicentrum wybuchło na nowo a nie zwyzywała mnie od skończonych idiotów tylko dlatego, że jestem w podobnym do Jej wieku (no i buzie mam także nie od parady). Wizyta zakończyła się w taki sposób, że Małgorzata Nienartowicz wypełniła wszystkie stosowne dokumenty medyczne a nowa receptę podetknęła mi na róg biurka lekarskiego bez komentarza! Tym razem już się Jej nie obawiałem, więc pomimo uszu puściłem chamski komentarz jak wygląda mój opatrunek w skarpetce (bo odparowałem Jej grubiaństwem, Jak mnie Pani nauczyła robić opatrunki, to takie mam i tak robię). Na trzeciej wizycie w grudniu po raz pierwszy od trzech miesięcy schyliła się nad moją stopą, biorąc ją jak w głębokim trądzie w rękawiczkę koloru tych kapci szpitalnych i w ułamku sekundy wywaliła mnie do chorurga na zdjęcie paznokcia w całości!

      Jestem wstrząśnięty i oburzony! Pod żadnym pozorem nie polecam Państwu. W najśmielszych przypuszczeniach nie sądziłem, że lekarz mający nieść ulgę w cierpieniu, pacjenta lekceważy, lży, ośmiesza i co najstraszniejsze naraża na dalszy ból.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    • A ja nie zgadzam sie z poprzednimi opiniami. Pani doktor jest moim stalym lekarzem, po wielu latach chodzenia do innych dermatologow wyleczyla mi definitywnie tradzik - nie mam juz klopotow z cera. Bardzo jestem wdzieczna i polecam ja!

    • Zdecydowanie odradzam wizyt u tej lekarki. Jest nieprzyjemna, bezczelna i olewa pacjentów. Nie przykłada się do leczenia, jedynie co potrafi to przepisywać lekartswa, które w mojej ocenie są nieskuteczne. Nie można dojść z nią do żadnego porozumienia, szybko się denerwuję i potrafi krzyczeć na pacjenta. Wizyta trwa nie więcej niż 5 minut. Leczyłam u niej trądzik, od lekarstw, które mi przepisała miałam duże poparzenia skóry, przez które nie mogłam spać i piekła mnie cała twarz. Lekarka nie widziała w tym nić dziwnego i stwierdziła, że tak będzie wyglądało dalej moje leczenie. ODRADZAM JĄ ZDECYDOWANIE.

      Jesteś tym lekarzem? Odpowiedz na tę opinię! Zarejestruj się teraz

    Jesteś tym lekarzem?

    17

    Tylu pacjentów odwiedziło ten profil w ciągu ostatnich 30 dni

    3600

    Tylu pacjentów wyszukuje miesięcznie lekarzy o tej specjalizacji w Twoim mieście

    To Twój profil?
    Przejmij go
    Prezentowane dane pochodzą z: Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą, Centralnego Rejestru Lekarzy RP prowadzonego przez Naczelną Izbę Lekarską, Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Informacje zawarte w tych rejestrach są jawne i ogólnie dostępne.