Dzień dobry, od roku po skończeniu szkoły średniej czuję się zagubiona w życiu, nie wiem w jaką stro
Dzień dobry, od roku po skończeniu szkoły średniej czuję się zagubiona w życiu, nie wiem w jaką stronę podążyć. Mam 20 lat i z miesiąca na miesiąc czuję się coraz bardziej nieszczęśliwa, bezsilna i sfrustrowana, nie pamiętam kiedy ostatnio byłam w pełni szczęśliwa. W podstawówce miałam stany depresyjne, myśli samobójcze i fobię społeczną przez dręczenie rówieśnicze, obecnie poza zagubieniem męczą mnie objawy podobne do ocd (nieopanowane nawyki, negatywne myśli, brak skupienia itp.)
Cieszy mnie tylko pisanie książek i właściwie nic poza tym. Robię to od lat, ale chciałam zasmakować również jakiejś pracy zarobkowej, mieć oszczędności. Podjęłam pierwszą pracę, za granicą jako sprzątaczka i szybko wróciłam do domu, bo z dnia na dzień czułam się coraz gorzej, od pierwszych dni męczyła mnie monotonia, sprzątanie samo w sobie, fizycznie było ciężko. W międzyczasie rodzice wymyślili przeprowadzkę z miasteczka na wieś i ta informacja tak mnie zdołowała, że uciekłam od ich decyzji ponownie za granicę, w pracę o podobnym charakterze. Twierdzą, że i tak nie mam wpływu na ich decyzję o wyprowadzce, miewają toksyczne zachowania, chociaż zazwyczaj są troskliwymi rodzicami.
Główne sedno problemu tkwi w tym, że teraz nie wiem już co mam zrobić ze swoim życiem i nic mi się nie chcę, codziennie wstaję i czuję się załamana, sfrustrowana wszystkim naraz. Podjęta praca szkodzi mojemu fizycznemu i psychicznemu zdrowiu, każda godzina spędzona na sprzątaniu to męczarnia i po pracy nie mam już sił na pasję, co też mnie okropnie dręczy i boli od środka. Zamierzam ją rzucić, ale z drugiej strony tak mocno się obawiam przeprowadzki, że na myśl o powrocie ciągle na zmianę płaczę i się uspokajam, kolejna nieudana praca to też poczucie porażki, bo nie umiem się dopasować ze swoją artystyczną duszą do tego świata. Wolałabym tylko siedzieć i pisać książki, mając święty spokój w swoim starym domu, który znam. A na samą myśl o ponownym szukaniu pracy aż mnie skręca, bo na wsi nie ma wyboru i będę zależna od rodziców w kwestii dojazdów (brak prawa jazdy).
Najbardziej męczy mnie zagubienie, może za mocno się przejmuję i sama robię sobie presję? Z kolei jak tylko siedzę i piszę, to martwię się tym, że nie rozwijam się zawodowo, mam małe doświadczenie jak na swój wiek, obciążam rodziców i nie jestem wtedy w pełni samodzielna. Dzieje się tak przez chwilę, potem jestem zadowolona, że cały czas poświęcam na pasję.
Czuję, że podejmuję jakieś kroki, ale nic z nich nie wynika, tylko literacko cokolwiek mi wychodzi. Nie wiem co mogę zrobić dalej z tymi zmianami i swoim życiem.