Witam. Jestem z mężem 20 lat w związku. 3 lata moj mąż widzial mnie jak przytulilam innego chłopaka,
3
odpowiedzi
Witam. Jestem z mężem 20 lat w związku. 3 lata moj mąż widzial mnie jak przytulilam innego chłopaka,mężczyznę. Wg męża w taki sposob w jaki go przytulalam zawsze. Bylam wtedy bardzo pijana. Od tamtej piry mam wrazenke ze dynamika naszego związku uległa zmianie. Mąż zdystansował się. Jest fizycznoścc czyli sdks,przytula i całuje ale jesli np ja placze to on nie reaguje a kiedys reagowal przed zdarzeniem czule. Gdy chce mu powiedziec o tym jak czegos mi brakuje np jego to mowi ze sie czepiam. W sprawach lóżkowych gdy np odmowie mu czegos on odcina sie i mowi mi ze to przez to ze jest gorszy. Gdy zaczelam wychodzic do kolezanki to mowi ze ide do innuch facetów szukac. Mowi ze ma wrażenie paranoji z tych mysli. Ja mam duze wyrzuty sumienia po tamtdj sprawie i okazalam skruche ale trwa to juz 3 lata. Czuje ze nie moge zblizyc sie do nieho bo albo sie czepuam albo chce mu pokazac ze jest winny. Jestem zalamana. Dlaczego tak jest? Gdy staram sie rozmawiac grzecznie i normalnie maz mowi ze go atakuje. Kiedys na takie cos normalnie reagowal. Proszę o odp
To, co Pani opisuje, wygląda jak sytuacja, w której jedno zdarzenie dotknęło bardzo głębokiego miejsca w relacji, a ono do dziś nie zostało naprawdę przeżyte ani przez Panią, ani przez Pani męża. Przytulenie innego mężczyzny – nawet jeśli było impulsywne, nawet jeśli związane z alkoholem – mogło dla męża oznaczać pęknięcie poczucia wyjątkowości i bezpieczeństwa. Od tamtej pory on funkcjonuje tak, jakby wciąż był w stanie zagrożenia.
Z perspektywy emocjonalnej nie wygląda to na brak uczuć z jego strony, lecz na zamrożenie czułości. Jest fizyczność, bo ona jest bezpieczniejsza – nie wymaga odsłaniania się. Ale kiedy pojawiają się Pani łzy, potrzeba wsparcia czy rozmowa o brakach, on się wycofuje, bo to uruchamia w nim lęk, wstyd i poczucie bycia „gorszym”. Wtedy każde Pani słowo może być przez niego odbierane jak atak, nawet jeśli Pani mówi spokojnie i z troską.
W takich sytuacjach wstyd i zranienie często maskują się jako oskarżenia, podejrzliwość i dystans. Kiedy mąż mówi, że „idzie Pani do innych facetów” albo że czuje „paranoję”, może to być sposób radzenia sobie z nieustającym lękiem przed ponowną utratą. To nie znaczy, że Pani faktycznie robi coś złego – to znaczy, że on wciąż nie odzyskał wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa.
Jednocześnie bardzo ważne jest to, co Pani czuje: trzy lata skruchy, poczucie winy i próby naprawy nie przyniosły ulgi ani bliskości. To ogromnie wyczerpujące. Bliskość nie może się odbudować tam, gdzie jedna osoba wciąż nosi winę, a druga – niewypowiedziane zranienie. W takiej dynamice oboje są samotni.
To, że czuje Pani, iż „nie może się zbliżyć”, jest zrozumiałe. Bliskość wymaga miejsca, w którym można być kruchym bez bycia oskarżanym. Tu tego miejsca zabrakło. Rozmowy między Wami nie przynoszą ulgi, bo to, co najważniejsze – jego ból i Pani wstyd – nigdy nie zostały naprawdę nazwane i przeżyte razem.
Nie jest to kwestia tego, że Pani „źle mówi” albo „się czepia”. To raczej znak, że ta relacja potrzebuje bezpiecznej przestrzeni, w której oboje będziecie mogli opowiedzieć o tym, co się w Was wydarzyło po tamtym zdarzeniu – bez oskarżeń, bez obrony, bez udowadniania winy. Bardzo często taką przestrzeń może stworzyć terapia par, bo samodzielnie trudno wyjść z kręgu lęku, winy i dystansu.
To, co się dzieje, nie oznacza końca miłości. Oznacza, że coś bardzo delikatnego zostało zranione i do dziś nie znalazło ukojenia. I dopóki to nie zostanie zaopiekowane, czułość będzie się pojawiać tylko fragmentarycznie, a rozmowy będą ranić zamiast łączyć.
Pani załamanie jest zrozumiałe. Nie dlatego, że zrobiła Pani coś „nie do wybaczenia”, ale dlatego, że od lat próbuje Pani być blisko w relacji, która utknęła w bólu sprzed trzech lat.
Z perspektywy emocjonalnej nie wygląda to na brak uczuć z jego strony, lecz na zamrożenie czułości. Jest fizyczność, bo ona jest bezpieczniejsza – nie wymaga odsłaniania się. Ale kiedy pojawiają się Pani łzy, potrzeba wsparcia czy rozmowa o brakach, on się wycofuje, bo to uruchamia w nim lęk, wstyd i poczucie bycia „gorszym”. Wtedy każde Pani słowo może być przez niego odbierane jak atak, nawet jeśli Pani mówi spokojnie i z troską.
W takich sytuacjach wstyd i zranienie często maskują się jako oskarżenia, podejrzliwość i dystans. Kiedy mąż mówi, że „idzie Pani do innych facetów” albo że czuje „paranoję”, może to być sposób radzenia sobie z nieustającym lękiem przed ponowną utratą. To nie znaczy, że Pani faktycznie robi coś złego – to znaczy, że on wciąż nie odzyskał wewnętrznego poczucia bezpieczeństwa.
Jednocześnie bardzo ważne jest to, co Pani czuje: trzy lata skruchy, poczucie winy i próby naprawy nie przyniosły ulgi ani bliskości. To ogromnie wyczerpujące. Bliskość nie może się odbudować tam, gdzie jedna osoba wciąż nosi winę, a druga – niewypowiedziane zranienie. W takiej dynamice oboje są samotni.
To, że czuje Pani, iż „nie może się zbliżyć”, jest zrozumiałe. Bliskość wymaga miejsca, w którym można być kruchym bez bycia oskarżanym. Tu tego miejsca zabrakło. Rozmowy między Wami nie przynoszą ulgi, bo to, co najważniejsze – jego ból i Pani wstyd – nigdy nie zostały naprawdę nazwane i przeżyte razem.
Nie jest to kwestia tego, że Pani „źle mówi” albo „się czepia”. To raczej znak, że ta relacja potrzebuje bezpiecznej przestrzeni, w której oboje będziecie mogli opowiedzieć o tym, co się w Was wydarzyło po tamtym zdarzeniu – bez oskarżeń, bez obrony, bez udowadniania winy. Bardzo często taką przestrzeń może stworzyć terapia par, bo samodzielnie trudno wyjść z kręgu lęku, winy i dystansu.
To, co się dzieje, nie oznacza końca miłości. Oznacza, że coś bardzo delikatnego zostało zranione i do dziś nie znalazło ukojenia. I dopóki to nie zostanie zaopiekowane, czułość będzie się pojawiać tylko fragmentarycznie, a rozmowy będą ranić zamiast łączyć.
Pani załamanie jest zrozumiałe. Nie dlatego, że zrobiła Pani coś „nie do wybaczenia”, ale dlatego, że od lat próbuje Pani być blisko w relacji, która utknęła w bólu sprzed trzech lat.
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Czy myśleli Państwo o terapii małżeńskiej?
Porusza Pani kilka wątków, w tym temat alkoholu. Temu sie trzeba przyjrzec. Nastąpił wyraźnie kryzys zaufania w związku i pomic specjalisty może Oansteu pomóc wrócić do jasnej komunikacji swoich potrzeb i uczuć.
Porusza Pani kilka wątków, w tym temat alkoholu. Temu sie trzeba przyjrzec. Nastąpił wyraźnie kryzys zaufania w związku i pomic specjalisty może Oansteu pomóc wrócić do jasnej komunikacji swoich potrzeb i uczuć.
Czytam Twój wpis bardzo uważnie i chcę na początku powiedzieć jedno: to, co opisujesz, nie jest oznaką Twojej „nadwrażliwości” ani czepiania się. Brzmi raczej jak długotrwałe życie w napięciu, poczuciu winy i niepewności relacji, które bardzo wyczerpuje.
Z perspektywy egzystencjalnej wygląda to tak, jakby tamto zdarzenie sprzed trzech lat naruszyło poczucie bezpieczeństwa i zaufania w Waszym związku — nie tylko u męża, ale także u Ciebie. Od tamtej pory funkcjonujecie jakby w cieniu tego wydarzenia: on z dystansem, podejrzliwością i wycofaniem emocjonalnym, Ty z poczuciem winy, próbami „naprawy” i coraz większą samotnością. To tworzy błędne koło, w którym oboje cierpicie.
Warto zauważyć, że Twoja skrucha trwa już trzy lata, a mimo to rana się nie zamyka. To może oznaczać, że to, co się wydarzyło, nie zostało naprawdę przeżyte i nazwane między Wami. Zamiast rozmowy o bólu, lęku i stracie bliskości, pojawiły się mechanizmy obronne: wycofanie, oskarżenia, unikanie emocji. Kiedy Ty mówisz o braku, on słyszy atak. Kiedy Ty płaczesz, on się zamyka — być może dlatego, że sam nie ma dostępu do własnych uczuć.
Delikatnie zachęciłbym Cię do rozmowy z mężem, ale w innym niż dotąd kluczu. Nie o tym, kto zawinił, lecz o tym:
co każde z Was straciło po tamtym wydarzeniu,
czego się teraz najbardziej boi w tej relacji,
za czym najbardziej tęskni.
Czasem pomocne jest powiedzenie wprost:
„Nie chcę Cię atakować ani obwiniać. Chcę zrozumieć, co się z nami stało i czy możemy jeszcze być sobie bliscy”.
Jednocześnie chcę bardzo łagodnie zasugerować, że to jest moment, w którym rozmowa z psychoterapeutą mogłaby pomóc — indywidualnie lub parze. Nie dlatego, że „coś z Wami nie tak”, ale dlatego, że utknęliście w miejscu, gdzie sami już się nie słyszycie. Terapeuta może pomóc nadać język temu, co niewypowiedziane: wstydowi, żalowi, lękowi przed odrzuceniem.
Na koniec: nie jesteś zła ani winna temu, że potrzebujesz bliskości, reakcji na płacz, poczucia bycia widzianą. To podstawowe ludzkie potrzeby w relacji. Jeśli chcesz, możemy spróbować wspólnie przyjrzeć się temu, jak zacząć rozmowę z mężem, by zmniejszyć napięcie, albo jak przygotować się do pierwszej rozmowy terapeutycznej.
Nie jesteś w tym sama.
Z perspektywy egzystencjalnej wygląda to tak, jakby tamto zdarzenie sprzed trzech lat naruszyło poczucie bezpieczeństwa i zaufania w Waszym związku — nie tylko u męża, ale także u Ciebie. Od tamtej pory funkcjonujecie jakby w cieniu tego wydarzenia: on z dystansem, podejrzliwością i wycofaniem emocjonalnym, Ty z poczuciem winy, próbami „naprawy” i coraz większą samotnością. To tworzy błędne koło, w którym oboje cierpicie.
Warto zauważyć, że Twoja skrucha trwa już trzy lata, a mimo to rana się nie zamyka. To może oznaczać, że to, co się wydarzyło, nie zostało naprawdę przeżyte i nazwane między Wami. Zamiast rozmowy o bólu, lęku i stracie bliskości, pojawiły się mechanizmy obronne: wycofanie, oskarżenia, unikanie emocji. Kiedy Ty mówisz o braku, on słyszy atak. Kiedy Ty płaczesz, on się zamyka — być może dlatego, że sam nie ma dostępu do własnych uczuć.
Delikatnie zachęciłbym Cię do rozmowy z mężem, ale w innym niż dotąd kluczu. Nie o tym, kto zawinił, lecz o tym:
co każde z Was straciło po tamtym wydarzeniu,
czego się teraz najbardziej boi w tej relacji,
za czym najbardziej tęskni.
Czasem pomocne jest powiedzenie wprost:
„Nie chcę Cię atakować ani obwiniać. Chcę zrozumieć, co się z nami stało i czy możemy jeszcze być sobie bliscy”.
Jednocześnie chcę bardzo łagodnie zasugerować, że to jest moment, w którym rozmowa z psychoterapeutą mogłaby pomóc — indywidualnie lub parze. Nie dlatego, że „coś z Wami nie tak”, ale dlatego, że utknęliście w miejscu, gdzie sami już się nie słyszycie. Terapeuta może pomóc nadać język temu, co niewypowiedziane: wstydowi, żalowi, lękowi przed odrzuceniem.
Na koniec: nie jesteś zła ani winna temu, że potrzebujesz bliskości, reakcji na płacz, poczucia bycia widzianą. To podstawowe ludzkie potrzeby w relacji. Jeśli chcesz, możemy spróbować wspólnie przyjrzeć się temu, jak zacząć rozmowę z mężem, by zmniejszyć napięcie, albo jak przygotować się do pierwszej rozmowy terapeutycznej.
Nie jesteś w tym sama.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.