Czy można nie uznać za kompulsywnego kłamcę? Kłamie w najprostszych kwestiach, nie czerpie z tego ża
Czy można nie uznać za kompulsywnego kłamcę? Kłamie w najprostszych kwestiach, nie czerpie z tego żadnych korzyści, po prostu kłamie. Zastanawiałam się nad tym z czego może to wynikać. Chłopakowi z którym pisze podałam fałszywe imie (znam go od dwóch lat), nie miałam w tym żadnej korzyści, lubię swoje prawdziwe imię ale po prostu podałam mu te fałszywe. I praktycznie od zawsze tak robiłam. Kiedy ktoś mnie pytał co robie zupełnie przekręcałam prawde, kłamie w dosłownie każdej kwestii. Ktoś chce się ze mną spotkać? Wróce do domu za dwa dni, jestem w "jakies miasto". Nigdy nie kłamałam w poważnych kwestiach bo po prostu nie potrafiłam, nie wymyślałam śmierci członka rodziny czy zwierzaka aczkolwiek proste kłamstwa typu co dzisiaj jadłam na obiad albo co będę jutro robić przychodzą mi z łatwością. Jeśli chodzi o poczucie winy... W ogóle go nie mam. Nie widze problemu z tym, że ktoś myśli, że zamiast Pani X jestem Pani Y.
4 odpowiedzi
Kiedyś już o tym pisałem. Kłamiemy bo... W p przypadku to może być rodzaj zabawy, może wyniesiony gdzieś z czasów wczesnego dzieciństwa, może podyktowany napomnieniami kogoś z bliskiej rodziny lub znajomych, którzy kazał "kłamać w dobrej wierze". Że mama jest w domu, albo ktoś na p już czeka, albo że ma p na imię Anna nie Ola itp. Tamto wydarzenie dawno poszło w niepamięć, ale swoisty przymus "poprawiania" rzeczywistości na potrzeby chwili ( zapewne p bezpieczeństwa ) pozostał. Jeśli uważa p że takie zachowanie nie jest w porządku, można po prostu wprowadzać do p wypowiedzi "erratę". Będę za dwa dni. ... Słuchaj. Źle powiedziałam, już jestem. Nie. Nie mam na imię Anna tylko Ola. Chciałam zachować anonimowość, nie muszę wszystkiego od razu mówić o sobie. Poznamy się lepiej, będę bardziej szczera oraz otwarta. Bo tak całkiem serio, nie zawsze i nie wszystko musi być ogłaszane od razu światu poprzez milion postów okraszonych smakowitymi zdjęciami. Czasami zachowanie anonimowości może nam bardzo się przysłużyć. Zatem nie byłbym aż tak bardzo krytyczny, bo być może nawyki wyniesione z dzieciństwa mogą okazać się wcale nie takie złe jak się p wydaje. Tylko trzeba umieć z gracją potem z nich wybrnąć :). W sumie bliskie osoby nie lubią być okłamywane, prawda :) ?
Pisze Pani, że drobne kłamstwa nie są problemem i nie wzbudzają poczucia winy. Jeśli tak jest, to oczywiście nie ma sensu tego tematu pogłębiać. Ale z drugiej strony, jeśli by tak było, czy pisałaby Pani tak długiego posta w tej sprawie...
Dzień dobry, z tego co przeczytałam kłamstwa które Pani tworzy z tego jak zostały opisane nie wpisują się w definicję kompulsywnego kłamania. Chciałabym aby odpowiedziała sobie Pani na pytanie jak bardzo wierzę w rzeczywistość jaką kreuję poprzez wspomniane kłamstwa? Jeśli Pani zdaniem są one niepozorne i Pani sama nie wierzy w tą rzeczywistość jaką Pani tworzy o sobie w oczach innych to wtedy zastanowiła bym się dlaczego skłamałam? Co dało mi to kłamstwo? Co by było /co by się wydarzyło gdybym powiedziała prawdę? Jakie to by niosło za sobą konsekwencje? Pozdrawiam!
Widzę w Twoich słowach dużą potrzebę zrozumienia siebie i być może jakiegoś głębszego porządku w tym, co robisz i czujesz. To już pierwszy krok w kierunku zmiany – nie ocenić siebie, ale spróbować się sobie przyjrzeć z ciekawością, a nie z osądem. To, że mówisz o kłamstwie nie jako o czymś, co robisz z wyrachowania, ale raczej z odruchu, bez korzyści, sugeruje, że może być to dla Ciebie mechanizm regulowania napięcia lub tworzenia pewnego rodzaju "bezpiecznej" odległości między Tobą a światem. Czasem nasze zachowania, nawet jeśli są trudne do zrozumienia, pełnią jakąś funkcję ochronną. Mogą być sposobem na uniknięcie lęku, zawstydzenia, zranienia – nawet jeśli już dawno nie jesteśmy w sytuacji, która rzeczywiście nam zagraża. Zwracasz też uwagę na to, że nie masz poczucia winy – to niekoniecznie oznacza brak empatii czy sumienia. Może to oznaczać, że kłamstwo nie jest dla Ciebie obciążające emocjonalnie, bo pełni właśnie jakąś "normalną" funkcję w Twoim świecie. Kiedy coś staje się dla nas nawykiem, nasze ciało i umysł przestają reagować sygnałami ostrzegawczymi. Ale to też sygnał, że warto przyjrzeć się temu głębiej – nie po to, by się zmieniać na siłę, tylko żeby zrozumieć, skąd się to wzięło i co Ci to daje. Być może to, co dziś nazywasz „kompulsywnym kłamaniem”, jest tylko zewnętrzną warstwą jakiejś większej historii – może o tym, że trudno jest być do końca sobą, że czasem łatwiej jest się ukryć niż zostać naprawdę zobaczoną. Często, kiedy jesteśmy w pełni szczerzy – nie tylko wobec innych, ale wobec siebie – towarzyszy temu duża bezbronność. I jeśli kiedyś nauczyłaś się, że ta bezbronność może być bolesna, to nic dziwnego, że wykształciłaś sposób, by ją omijać. Jeśli kiedykolwiek poczujesz, że chcesz zrobić krok dalej i bardziej świadomie popracować nad tym, co za tym stoi – rozmowa z psychoterapeutą może być naprawdę wspierająca. Nie po to, by „naprawić” kogoś, tylko by zbudować bezpieczne miejsce, w którym nie trzeba niczego udawać, nawet jeśli się tego bardzo długo uczyło.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.




