Cały czas źle się czuje,jest mi słabo w środku,mniemwam duszności,mam zaburzenia wzroku i mowy,wszys
3
odpowiedzi
Cały czas źle się czuje,jest mi słabo w środku,mniemwam duszności,mam zaburzenia wzroku i mowy,wszystko wydaje mi się dziwne I nierealne,nic nie sprawia mi przyjemności i cały czas jestem smutny i przygnebiony. Miałem również kilka ataków które wyglądały Tak że czułem bardzo silny niepokój,kręciło mi się w głowie,serce biło mi nierówno,drzaly mi ręce i nogi I podczas tych ataków czułem I wiedziałem że umieram. Wszystko zaczęło się w marcu gdy polaczylem alkohol i narkotyki. Dodam jeszcze że przed tym zdarzeniem nie miałem nigdy problem z zdrowiem Ale za to nadużywalem alkoholu przez okres kilku lat I od marca nie pije ponieważ od momentu pierwszego ataku rzuciłem alkohol. Serce mam zdrowe z tego co mówi kardiolog. Wszystko to dzieje się nieustannie od marca.
Proponuję zgłosić się do ośrodka psychoterapii uzależnień, potrzebna też będzie konsultacja lekarza psychiatry. W poradniach leczenia uzależnień powinien być do niego dostęp. Z tego co Pan pisze objawy wystąpiły po połączeniu kilku substancji, a nadużywa Pan od kilku lat. Niezależnie od diagnozy - czy jest Pan osobą uzależnioną czy używającą szkodliwie potrzebuje Pan profesjonalnej pomocy. Jeśli będzie Pan szukał leczenia w prywatnym gabinecie proszę szukać psychoterapeuty uzależnień z certyfikatem PARPA lub KBdsPN.
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Witam, objawy abstynencyjne to naturalna kolej rzeczy przy odstawieniu używek. Zachęcam do konsultacji z terapeutą ds. uzależnień lub innym specjalistą w miejscu zamieszkania. Z jakiegoś powodu sięgał Pan po wspomniane substancje, miały zadanie wyciszać niechciane stany, lub sprawić, że nie będzie Pan myśleć o trudnościach. Te kwestie należy wyjaśnić. Aby nie powtórzyć tych błędów. W tym celu zachęcam do skorzystania ze wsparcia specjalisty.
Pozdrawiam
Pozdrawiam
W duchu psychoterapii egzystencjalnej ten opis nie brzmi jak „tajemnicza choroba”, lecz jak gwałtowne załamanie poczucia bezpieczeństwa w świecie i w sobie samym.
To, co Pan opisuje — derealizacja („wszystko jest dziwne i nierealne”), depersonalizacja, stały smutek, utrata przyjemności, osłabienie, a także napady skrajnego lęku z przekonaniem, że się umiera — to doświadczenia, które są skrajnie realne i przerażające, nawet jeśli badania somatyczne nie pokazują zagrożenia życia. Egzystencjalnie powiedzielibyśmy, że świat przestał być oczywisty. To, co kiedyś było „normalne”, przestało dawać oparcie.
Fakt, że wszystko zaczęło się po połączeniu alkoholu i narkotyków, ma znaczenie — nie jako powód do obwiniania się, lecz jako moment pęknięcia. Czasem jedno intensywne doświadczenie wystarcza, by uruchomić głęboki lęk egzystencjalny: lęk przed śmiercią, utratą kontroli, rozpadem „ja”. Od tego momentu organizm i psychika mogą pozostać w stanie ciągłej alarmowej gotowości, jakby zagrożenie wciąż trwało — mimo że racjonalnie „wszystko jest w porządku”.
Ataki, podczas których „wie Pan, że umiera”, w perspektywie egzystencjalnej nie są tylko atakami paniki. To bezpośrednie spotkanie z doświadczeniem własnej śmiertelności, nagłe, nieoswojone, bez języka, który pozwalałby je zrozumieć. Gdy takie doświadczenie nie zostanie „przetrawione” w relacji, często powraca — już nie jako jedno zdarzenie, ale jako stałe poczucie zagrożenia i obcości świata.
Bardzo ważne jest też to, że rzucił Pan alkohol. To pokazuje ogromną zdolność do odpowiedzialności za siebie. Jednocześnie odstawienie alkoholu po latach nadużywania może odsłonić to, co wcześniej było nim tłumione: lęk, smutek, pustkę, napięcie. Alkohol przestaje działać jak „znieczulenie”, a świat nagle staje się zbyt intensywny.
W pracy egzystencjalnej nie pytamy tylko: „jak pozbyć się objawów?”, ale także:
„co zostało w Panu uruchomione?”
„jakiego doświadczenia nie da się teraz unieważnić ani zagłuszyć?”
To, że ten stan trwa od marca, nie oznacza, że „tak już zostanie”. Oznacza raczej, że to doświadczenie domaga się bycia zrozumianym i uniesionym razem z kimś innym, a nie przeżywanym w samotności. Psychoterapia — a czasem również wsparcie psychiatryczne — nie jest tu oznaką słabości, lecz sposobem, by odzyskać poczucie, że świat znów może być miejscem, w którym da się oddychać.
Najważniejsze przesłanie jest takie:
Pan nie wariuje. Pan nie umiera. Pan przeżywa bardzo intensywny kryzys egzystencjalny, który ma sens — nawet jeśli teraz jest tylko cierpieniem.
Od tego momentu pomoc polega nie na „przetrwaniu kolejnego dnia”, lecz na znalezieniu przestrzeni, w której to doświadczenie zostanie nazwane, oswojone i stopniowo włączone w historię Pana życia — zamiast nim rządzić.
To, co Pan opisuje — derealizacja („wszystko jest dziwne i nierealne”), depersonalizacja, stały smutek, utrata przyjemności, osłabienie, a także napady skrajnego lęku z przekonaniem, że się umiera — to doświadczenia, które są skrajnie realne i przerażające, nawet jeśli badania somatyczne nie pokazują zagrożenia życia. Egzystencjalnie powiedzielibyśmy, że świat przestał być oczywisty. To, co kiedyś było „normalne”, przestało dawać oparcie.
Fakt, że wszystko zaczęło się po połączeniu alkoholu i narkotyków, ma znaczenie — nie jako powód do obwiniania się, lecz jako moment pęknięcia. Czasem jedno intensywne doświadczenie wystarcza, by uruchomić głęboki lęk egzystencjalny: lęk przed śmiercią, utratą kontroli, rozpadem „ja”. Od tego momentu organizm i psychika mogą pozostać w stanie ciągłej alarmowej gotowości, jakby zagrożenie wciąż trwało — mimo że racjonalnie „wszystko jest w porządku”.
Ataki, podczas których „wie Pan, że umiera”, w perspektywie egzystencjalnej nie są tylko atakami paniki. To bezpośrednie spotkanie z doświadczeniem własnej śmiertelności, nagłe, nieoswojone, bez języka, który pozwalałby je zrozumieć. Gdy takie doświadczenie nie zostanie „przetrawione” w relacji, często powraca — już nie jako jedno zdarzenie, ale jako stałe poczucie zagrożenia i obcości świata.
Bardzo ważne jest też to, że rzucił Pan alkohol. To pokazuje ogromną zdolność do odpowiedzialności za siebie. Jednocześnie odstawienie alkoholu po latach nadużywania może odsłonić to, co wcześniej było nim tłumione: lęk, smutek, pustkę, napięcie. Alkohol przestaje działać jak „znieczulenie”, a świat nagle staje się zbyt intensywny.
W pracy egzystencjalnej nie pytamy tylko: „jak pozbyć się objawów?”, ale także:
„co zostało w Panu uruchomione?”
„jakiego doświadczenia nie da się teraz unieważnić ani zagłuszyć?”
To, że ten stan trwa od marca, nie oznacza, że „tak już zostanie”. Oznacza raczej, że to doświadczenie domaga się bycia zrozumianym i uniesionym razem z kimś innym, a nie przeżywanym w samotności. Psychoterapia — a czasem również wsparcie psychiatryczne — nie jest tu oznaką słabości, lecz sposobem, by odzyskać poczucie, że świat znów może być miejscem, w którym da się oddychać.
Najważniejsze przesłanie jest takie:
Pan nie wariuje. Pan nie umiera. Pan przeżywa bardzo intensywny kryzys egzystencjalny, który ma sens — nawet jeśli teraz jest tylko cierpieniem.
Od tego momentu pomoc polega nie na „przetrwaniu kolejnego dnia”, lecz na znalezieniu przestrzeni, w której to doświadczenie zostanie nazwane, oswojone i stopniowo włączone w historię Pana życia — zamiast nim rządzić.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.