Umów wizytę 295 odwiedzin w ciągu 30 dni

Umów wizytę

Kliknij w dogodny termin i umów wizytę. Dostaniesz potwierdzenie na e-mail.

Ocena pacjentów

3.5

Ogólna ocena
21 opinii

  • Punktualność
  • Zaangażowanie
  • Gabinet
  • A
    Lokalizacja: W innym miejscu

    Mama trafiła na oddział dr Królik z powodu opuchnięcia i zmian skórnych, których nie dało się wyleczyć w domu. Pani doktor od początku zachowywała się opryskliwie i traktowała nas, czyli córki, z wyższością. Od początku nie mogłyśmy liczyć na pomoc dr Królik, a tylko na nie mające nic wspólnego z prawdą uwagi, że nie dbamy o mamę i jej higienę. Mama ma 70 lat i nie porusza się samodzielnie. Nasza pomoc wyglądała następująco -codziennie ktoś u mamy był, myjąc i balsamując ją dokładnie, bo pani doktor powiedziała, że nikt tego w szpitalu nie będzie robił. Strach myśleć o pacjentach samotnych, którzy nie mają rodziny do pomocy. Dr Królik kazała również do szpitala(sic!) przywieźć leki mamy, ponieważ na oddziale takich nie mają i zamawiać nie będą. Po przyniesieniu leków i pokazaniu nazw wraz z dawkowaniem, nie była zainteresowana tym, co to za leki i czy to nie one były przyczyną alergii. Po połtora tygodnia pobytu w szpitalu, skóra została zaleczona tj. nie występowały obrzęki, ale skóra nadal się łuszczyła. Dr stwierdziła, że nie ma pojęcia na co mama jest uczulona i mamy jedynie stosować się do zaleceń, tj kąpiele i balsamowanie tłustymi kremami. Mama została przygotowana do wypisu. Nie zrobiono jej żadnych badań na koniec pobytu w szpitalu. Na moją uwagę, że mama nie ma siły nawet wstać z łóżka i że boli ją noga, pani doktor odpowiedziała, że mama jest zdrowa. Ze szpitala wywieźliśmy ją na wózku, a do domu wnosiliśmy. Zaledwie po dwóch dniach pobytu w domu mama straciła świadomość i zmuszona byłam wezwać karetkę. Okazało się, że dr Królik wypisała mame w stanie cięzkim, z sepsą i zapaleniem płuc (przypomnę, że dr Królik jest pulmonologiem). Jej stan był krytyczny i lekarze nie wierzyli, że ktoś dwa dni wcześniej mógł ją wypisać ze szpitala w takim stanie. W tej chwili dzięki opiece lekarzy i całego personelu w innej placówce w Lublinie, mama bardzo powoli dochodzi do siebie. Stan nadal jest ciężki. Oprócz sepsy i zapalenia płuc, powróciła niedoleczona choroba skórna. Dzięki zaangażowaniu lekarzy różnych specjalizacji – zdiagnozowano przyczynę choroby skóry, co nie udało się dr Królik przez 1.5 tygodnia. Przestrzegam wszystkich przed dr Królik, a sama przygotowuje skargę do Izby Lekarskiej.

  • Z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo zawiodłam się na pani Królik. Pragnę opisać smutną historię choroby mojego ś.p. ukochanego Dziadzia. Smutną dla mnie – bo zachwiała i podważyła moją szczerą wiarę w lekarzy, szacunek dla ich zawodu, trudu, bezinteresowności i powołania; smutną dla pacjenta, jako chorego, będącego w potrzebie, lecz przede wszystkim smutną dla… człowieka – jako człowieka. Bo choć to nie przypadek, że człowiek człowiekowi wilkiem, to jednak… człowiek człowiekowi – obojętnością – wobec jego cierpienia, bólu, życia… i to chyba jest jeszcze straszniejsze.
    W styczniu 2016r. Dziadzio zachorował na zapalenie płuc.
    Miał 83 lata, od kilku lat chorował na Alzheimera, jednak był przykładem tego, jak cierpiąc, pozostawać Człowiekiem – pogodnym, serdecznym i po prostu dobrym. Rok wcześniej Dziadzio także chorował na zapalenie płuc, także trafił do szpitala, jednak okazano mu należytą pomoc i po 8 dniach wrócił zdrów do domu. Sądziłam i wierzyłam szczerze, że tak będzie i tym razem. Ale niestety tak się nie stało. Lekarzem prowadzącym Dziadzia została pani Królik.
    Niestety, w porównaniu z zeszłorocznym zapaleniem płuc Dziadzia, miałam rażące zestawienie i porównanie jak opieka nad starszą osobą powinna wyglądać i jak wyglądała – a raczej jak wyglądać nie powinna. Odnosiło się nieoparte wrażenie, że pani Królik z góry zdecydowała, że Dziadzio jest już za stary (83 lata), do tego Alzheimer – i że jakoby z góry założyła...że pomagać mu „już“ nie warto. Czy to jednak nam przystoi o tym decydować? Dziadzio był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Wyhowywał mnie i uczył życia i bycia Człowiekiem. To dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Tego, jak i wiele innego, jego historii, czy tego ile dla kogoś dana osoba znaczy – nie wie lekarz, który przyjmuje chorego pod swoją przecież “opiekę” (?). Dziadzio przeżył wojnę, przeżył okupację i przeżył nawet obóz koncentracyjny. Nie przeżył jednak leczenia w szpitalu na Kraśnickiej.
    Nie chcę być gołosłowna – toteż opiszę w szczegółach zachowanie pani Królik. Ww. pani nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania stanem pacjentów. Nigdy jej na oddziale nie było albo weźmy w cudzysłów "nie było" na oddziale, bo tak naprawdę była, tylko wyraźnie i odczuwalnie nie chciało jej sie rozmawiać z zaniepokojonymi rodzinami swoich pacjentów, a pielęgniarki miały zapowiedziane z góry, ażeby mowić, że jakoby jej nie ma. Jeżeli pacjentowi juz jakimś nadprzyrodzonym cudem udawało sie ją złapać (np. kiedy szła z gabinetu do WC) - zbywała zainteresowanego za każdym razem "nie mam czasu", "spieszę sie", "muszę juz szybciutko iść na konsultacje". Sama byłam świadkiem, kiedy moja mama (również lekarz) – dzwoniła do niej, jak lekarz do lekarza po fachu, dopytać się o stan pacienta (jej Taty) – pielęgniarka powiedziała Mamie, że „pani doktor już nie ma, wyszła do domu“, choć 20 sekund wcześniej ja sama spotkałam ją twarzą w twarz na korytarzu! Tak naprawde odnosiło się nieodparte wrażenie, że to wszystko – pacjenci, ich ból, cierpienie i choroby ją absolutnie nie interesują i jest tu, bo musi, bo każdy ma rachunki do zapłacenia. Nie interesowali ja pacjenci, nie interesowało ją ich leczenie, czy choćby ulżenie w bólu. Odnosiło sie wrażenie, ze pani Królik przychodzi do szpitala odpocząć pomiędzy jedną a druga pracą, do której, znowuż - sie spieszy. Wiecznie zabiegana, dokądś goniąca, nie mająca czasu dla pacjentów i przede wszystkim - ich leczenie. Prosi się samo przez się jeszcze dodanie - antypatyczna, arogancka, lekceważąca, wykazująca przedziwną potrzebę udowodnienia pacjentowi (i jego rodzinie) swojej nad nim wyższości, nie szczędząca lekceważących uwag, kpin wręcz, nie pałająca chęcią rozmowy. Przeciwieństwo lekarza z powołania.
    Dodam ponadto, iż moi rodzice również sa lekarzami i mają pojęcie o tym, jak powinno wyglądać leczenie – i rażącą świadomość, jak niestety nie wyglądało. Ja, patrząc na ich poświęcenie dla pacjentów, dostępność 24/7, lata nauki – sądziłam, że ratowanie ludzi i ich leczenie jest dla lekarza rzeczą naturalną. Niestety, jakżesz bardzo się pomyliłam. W przypadku mojego Dziadzia - panią Królik o wszystko, dosłownie o wszystko trzeba było sie wybłagac, wyprosić - o o zlecenie odpowiednich badań, o odśluzowanie (bo Dziadzio się dusił!) , o zbicie temperatury, nawet o jedzenie. Dziadzio schudł w trakcie "leczenia" ponad 10kg, bo zwyczajnie nikogo w tym szpitalu nie obchodziło, ze to jest człowiek chory, niedomagający, nie w pełni samodzielny i wymagający opieki. Czy to jednak dyskwalifikuje go jako człowieka? Czy oddając go do szpitala nie powinniśmy mieć pewności, że będzie tam bezpieczny i otoczony opieką? Niestety prawda jest taka, ze los człowieka starego i chorego – mało kogo obchodził a priorytet pomocy przesunięty był wyraźnie w stronę „lekkich przypadków, którym szybko można pomóc“.
    Widząc to, z początku zatem Dziadziem opiekowała sie jego stała opiekunka, niestety wkrótce zachorowała (bakterie,zarazki). Przyjechałam ja, opiekować sie Dziadziem, ale także miałam egzaminy na uczelni i musiałam wracać. Przyjechała zatem mama (5h jazdy samochodem!) bowiem, z tego, co zobaczyłam w tym szpitalu, i tego totalnego chaosu, bałaganu i obojętności, wiedziałam, że nie można zostawiać Dziadzia samego. Mama czuwała nad Dziadziem od 7:00 do 22:00, codziennie. Karmiła go, pomagała odkrztuszać.
    Niestety, czarno na białym - pani Królik nie zagwarantowała Dziadziowi odpowiedniej opieki, nie zleciła odpowiednich badań, dobrała leki, które wyraźnie nie pomagały, natomiast na uwagi i prośby mojej Mamy o ewentualnej zmianie leczenia – reagowała lekceważeniem, kpiną i arogancją. Dziadzio jednakże umierał w oczach – przepisane leki nie pomagały (a nikomu nic to nie robiło). W pewnym momencie nie można było wręcz odnieść wrażenia, że nie chce zmieniać Dziadziowi obranego leczenia, robiąc na złość mojej Mamie, która (jakże to?) miała czelność chcieć z nią skonsultować leczenie i próbować coś doradzić. Jako przecież także... lekarz, ale i córka swojego ukochanego Taty. Widocznie była to uraza na ambicji pani Królik, która przelała czarę goryczy, gdyż potem było już tylko gorzej. W dzień, kiedy Mama wybłagała u niej dodatkowe leczenie, w złości (że jak to się Mama widocznie „panoszy“) – Dziadzio, w gorączce ponad 40*, wieziony na łóżku na badanie, został całą siłą owym łóżkiem uderzony o windę. W stalowej windzie pojawiło się ogromne wgniecenie, z takim impetem wjechano z chorym człowiekiem, w gorączce, w windę. Nie mieści się to w głowie, a na samo wspomnienie robi mi się niedobrze – że tak można potraktować starszego, schorowanego człowieka.
    Mama, niestety, musiała na 1 dn wrócić do domu, aby przedłużyć sobie urlop. I wlaśnie wtedy, w ten 1 dzień, los mojego Dziadzia został przesądzony. Przedawkowano, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, mu kroplówki. Ktoś nie dopilnował. Dziadziowi zawodnilo całe płuca. I przez kolejne dni, jedynie juz konał w mękach. Niewiarygodnych mękach, na których samo wspomnienie płaczę. Płaczę pisząc to, bo ten wspaniały Człowiek, który był zawsze dla wszystkich dobry i uśmiechnięty; Człowiek – przez duże „Cz“, jakich już coraz mniej w XXI wieku, nie zasłużył na tak straszną i tak bolesną śmierć.

  • Od kilku lat lecze sie u p.Krolik.
    Zawsze jest mila i zawsze ma dosc czasu zeby wszystko wytlumaczyc.
    Nigdy mnie nie zlekcewazyla.

  • I

    Nie, nie i jeszcze raz nie! Leczyłam się u Pani doktor razem z mamą, Zrezygnowałam jakies dwa lata temu gdy Pani doktor nie chciała nawet spojrzeć na wyniki które zrobiłam sama prywatnie, gdyż utrzymywała ze mam azs i nie potrzebuję żadnych testów na alergie. Poszłam do innego alergologa który przeprowadził mi testy po których wyszło że jestem uczulona na wiele rzeczy i wprowadził leczenie gdzie objawy minęły "od ręki". Mama natomiast zrezygnowała z usług Pani doktor stosunkowo niedawno, po tym jak dostała skierowanie na prześwietlenie płuc, które wyszło źle, nie bedąc zarejestrowaną pojachała w ciemno mając nadzieję ze ją przyjmie, Pani Królik spóźniła się 1,5 godziny po czym oznajmiła, że nie zamierza siedzieć do nocy by przyjąć wszystkich pacjentow i odesłała ją do domu nawet nie spojrzawszy na zdjęcie rtg. Wizyta zawsze trwała bardzo krótko, Pani doktor się spieszyła, nie zdążyło się jeszcze wstać z fotela a juz prosiła następną osobę. Chociaż wcześniej mamie pomogła, po jej nieczułym zachowaniu zdecydowanie nigdy do niej nie wróci.

  • J

    A więc tak pierwsza wizyta szybki wywiad bo się zpoznila do luxmedu, stwierdziła że dziecko ma astmę i alergie nie wiem na jakiej podstawie wypisala antybiotyk (oprócz tego zestaw leków na astmę).. po którym malutka zwracała i okazało się wieczorem na pogotowiu ze musi zostac zamieniony na bolesne zastrzyki jako odpowiednik. Dodam że wizyta trwała 4 min i kosztowała 90 zł. Dzięki temu że pojechalam do innego lekarza do Zamoscia na nfz i tym razem zaczął od badań dziecko uniknęło bezsensownego leczenia na astmę i alergie a ma dopiero 20 miesięcy! Ostrzegam przed ta osoba wszystkie mamy..Moja malutka wróciła ostatecznie pp tygodniu do zdrowia.

  • J

    Pani doktor, opiekując się pacjentem na szpitalnym oddziale (co prawda w zastępstwie za lekarza będącego na urlopie) wykazała się znaczną ignorancją swoich obowiązków. Chcąc zasięgnąć informacji o stanie zdrowia pacjenta musiałam dopytywać o każdą najdrobniejszą informację przy czym uzyskiwałam zdawkowe odpowiedzi - w mojej ocenie spowodowane brakiem zapoznania się przez lekarza z bieżącą dokumentacją. Pomimo tego poddała w wątpliwość potrzebę pobytu chorego w szpitalu bezpośrednio kwestionując "kompetencje" lekarza prowadzącego, który wydał decyzję o przewiezieniu chorego do szpitala. Na moją informację o tym, co działo się z pacjentem w szpitalu poprzedniego dnia (stan był dość ciężki) stwierdziła jedynie, że nic jej na ten temat nie wiadomo i zakończyła temat. Można odnieść wrażenie, że z powodu nadmiaru obowiązków, pracę na oddziale pani doktor traktuje jak przymus. W rozmowie ze mną była wręcz niekulturalna.

  • E

    Dziecko wystarczyło odrobaczyć i problem alergii znikł - reakcja pani doktor bezcenna. Chyba była w szoku, skąd to wiemy. Bo najlepiej leczyć na alergie latami.

  • G

    Leczę u Pani doktor dwoje moich dzieci od 6 lat i jestem bardzo zadowolona. Jest człowiekiem życzliwym i mimo tego,że nieraz jest zaganiana,bo przecież pracuje w szpitalu to np. gdy dzwonię i proszę o poradę zawsze mi jej udzieli.Lubi dzieci i świetnie się z nimi dogaduje.POLECAM!!!

  • M

    Bardzo dobry lekarz, w pełni pomógł mi zminimalizować objawy alergii . Osoba o dużej kulturze osobistej , fachowo tłumaczy i diagnozuje przyczyny i objawy alergii. Bardzo dobrze dobiera leki i szczepionki, jednocześnie szczegółowo objaśnia ich działanie. Cena za wizytę na normalnym poziomie

  • M

    Od dzieciństwa miałam duże problemy alergologiczne których następstwem jest astma. Leczę się u dr Królik od kilku lat. Jak dla mnie jest bardzo dobrym lekarzem. Nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat Pani doktor. Mi bardzo pomogła i będę ją polecała.

Doświadczenie i kwalifikacje