Adresy

Najbliższy termin

Pokaż kalendarz
Przyjmuję: dorosłych, dzieci w każdym wieku
Gotówka, Karta płatnicza, PZU Zdrowie, + 2 więcej
82 540.....

Konsultacje alergologiczne (100 zł)

Konsultacja pulmonologiczna (100 zł)

Lekarz nie ma włączonego kalendarza pod tym adresem
Brak informacji o usługach i ich cenach
Lekarz nie ma włączonego kalendarza pod tym adresem
Brak informacji o usługach i ich cenach
Lekarz nie ma włączonego kalendarza pod tym adresem
Brak informacji o usługach i ich cenach
Gabinet Lekarski
Lwowska 6, Lublin

Lekarz nie ma włączonego kalendarza pod tym adresem
Brak informacji o usługach i ich cenach

Moje doświadczenie

Leczone choroby

  • astma oskrzelowa
  • alergia
  • astma
Pokaż wszystkie leczone choroby

Opinie od pacjentów

3.5

Ogólna ocena
21 opinii

  • Punktualność
  • Zaangażowanie
  • Gabinet
A
Lokalizacja: W innym miejscu

Mama trafiła na oddział dr Królik z powodu opuchnięcia i zmian skórnych, których nie dało się wyleczyć w domu. Pani doktor od początku zachowywała się opryskliwie i traktowała nas, czyli córki, z wyższością. Od początku nie mogłyśmy liczyć na pomoc dr Królik, a tylko na nie mające nic wspólnego z prawdą uwagi, że nie dbamy o mamę i jej higienę. Mama ma 70 lat i nie porusza się samodzielnie. Nasza pomoc wyglądała następująco -codziennie ktoś u mamy był, myjąc i balsamując ją dokładnie, bo pani doktor powiedziała, że nikt tego w szpitalu nie będzie robił. Strach myśleć o pacjentach samotnych, którzy nie mają rodziny do pomocy. Dr Królik kazała również do szpitala(sic!) przywieźć leki mamy, ponieważ na oddziale takich nie mają i zamawiać nie będą. Po przyniesieniu leków i pokazaniu nazw wraz z dawkowaniem, nie była zainteresowana tym, co to za leki i czy to nie one były przyczyną alergii. Po połtora tygodnia pobytu w szpitalu, skóra została zaleczona tj. nie występowały obrzęki, ale skóra nadal się łuszczyła. Dr stwierdziła, że nie ma pojęcia na co mama jest uczulona i mamy jedynie stosować się do zaleceń, tj kąpiele i balsamowanie tłustymi kremami. Mama została przygotowana do wypisu. Nie zrobiono jej żadnych badań na koniec pobytu w szpitalu. Na moją uwagę, że mama nie ma siły nawet wstać z łóżka i że boli ją noga, pani doktor odpowiedziała, że mama jest zdrowa. Ze szpitala wywieźliśmy ją na wózku, a do domu wnosiliśmy. Zaledwie po dwóch dniach pobytu w domu mama straciła świadomość i zmuszona byłam wezwać karetkę. Okazało się, że dr Królik wypisała mame w stanie cięzkim, z sepsą i zapaleniem płuc (przypomnę, że dr Królik jest pulmonologiem). Jej stan był krytyczny i lekarze nie wierzyli, że ktoś dwa dni wcześniej mógł ją wypisać ze szpitala w takim stanie. W tej chwili dzięki opiece lekarzy i całego personelu w innej placówce w Lublinie, mama bardzo powoli dochodzi do siebie. Stan nadal jest ciężki. Oprócz sepsy i zapalenia płuc, powróciła niedoleczona choroba skórna. Dzięki zaangażowaniu lekarzy różnych specjalizacji – zdiagnozowano przyczynę choroby skóry, co nie udało się dr Królik przez 1.5 tygodnia. Przestrzegam wszystkich przed dr Królik, a sama przygotowuje skargę do Izby Lekarskiej.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo zawiodłam się na pani Królik. Pragnę opisać smutną historię choroby mojego ś.p. ukochanego Dziadzia. Smutną dla mnie – bo zachwiała i podważyła moją szczerą wiarę w lekarzy, szacunek dla ich zawodu, trudu, bezinteresowności i powołania; smutną dla pacjenta, jako chorego, będącego w potrzebie, lecz przede wszystkim smutną dla… człowieka – jako człowieka. Bo choć to nie przypadek, że człowiek człowiekowi wilkiem, to jednak… człowiek człowiekowi – obojętnością – wobec jego cierpienia, bólu, życia… i to chyba jest jeszcze straszniejsze.
W styczniu 2016r. Dziadzio zachorował na zapalenie płuc.
Miał 83 lata, od kilku lat chorował na Alzheimera, jednak był przykładem tego, jak cierpiąc, pozostawać Człowiekiem – pogodnym, serdecznym i po prostu dobrym. Rok wcześniej Dziadzio także chorował na zapalenie płuc, także trafił do szpitala, jednak okazano mu należytą pomoc i po 8 dniach wrócił zdrów do domu. Sądziłam i wierzyłam szczerze, że tak będzie i tym razem. Ale niestety tak się nie stało. Lekarzem prowadzącym Dziadzia została pani Królik.
Niestety, w porównaniu z zeszłorocznym zapaleniem płuc Dziadzia, miałam rażące zestawienie i porównanie jak opieka nad starszą osobą powinna wyglądać i jak wyglądała – a raczej jak wyglądać nie powinna. Odnosiło się nieoparte wrażenie, że pani Królik z góry zdecydowała, że Dziadzio jest już za stary (83 lata), do tego Alzheimer – i że jakoby z góry założyła...że pomagać mu „już“ nie warto. Czy to jednak nam przystoi o tym decydować? Dziadzio był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Wyhowywał mnie i uczył życia i bycia Człowiekiem. To dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Tego, jak i wiele innego, jego historii, czy tego ile dla kogoś dana osoba znaczy – nie wie lekarz, który przyjmuje chorego pod swoją przecież “opiekę” (?). Dziadzio przeżył wojnę, przeżył okupację i przeżył nawet obóz koncentracyjny. Nie przeżył jednak leczenia w szpitalu na Kraśnickiej.
Nie chcę być gołosłowna – toteż opiszę w szczegółach zachowanie pani Królik. Ww. pani nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania stanem pacjentów. Nigdy jej na oddziale nie było albo weźmy w cudzysłów "nie było" na oddziale, bo tak naprawdę była, tylko wyraźnie i odczuwalnie nie chciało jej sie rozmawiać z zaniepokojonymi rodzinami swoich pacjentów, a pielęgniarki miały zapowiedziane z góry, ażeby mowić, że jakoby jej nie ma. Jeżeli pacjentowi juz jakimś nadprzyrodzonym cudem udawało sie ją złapać (np. kiedy szła z gabinetu do WC) - zbywała zainteresowanego za każdym razem "nie mam czasu", "spieszę sie", "muszę juz szybciutko iść na konsultacje". Sama byłam świadkiem, kiedy moja mama (również lekarz) – dzwoniła do niej, jak lekarz do lekarza po fachu, dopytać się o stan pacienta (jej Taty) – pielęgniarka powiedziała Mamie, że „pani doktor już nie ma, wyszła do domu“, choć 20 sekund wcześniej ja sama spotkałam ją twarzą w twarz na korytarzu! Tak naprawde odnosiło się nieodparte wrażenie, że to wszystko – pacjenci, ich ból, cierpienie i choroby ją absolutnie nie interesują i jest tu, bo musi, bo każdy ma rachunki do zapłacenia. Nie interesowali ja pacjenci, nie interesowało ją ich leczenie, czy choćby ulżenie w bólu. Odnosiło sie wrażenie, ze pani Królik przychodzi do szpitala odpocząć pomiędzy jedną a druga pracą, do której, znowuż - sie spieszy. Wiecznie zabiegana, dokądś goniąca, nie mająca czasu dla pacjentów i przede wszystkim - ich leczenie. Prosi się samo przez się jeszcze dodanie - antypatyczna, arogancka, lekceważąca, wykazująca przedziwną potrzebę udowodnienia pacjentowi (i jego rodzinie) swojej nad nim wyższości, nie szczędząca lekceważących uwag, kpin wręcz, nie pałająca chęcią rozmowy. Przeciwieństwo lekarza z powołania.
Dodam ponadto, iż moi rodzice również sa lekarzami i mają pojęcie o tym, jak powinno wyglądać leczenie – i rażącą świadomość, jak niestety nie wyglądało. Ja, patrząc na ich poświęcenie dla pacjentów, dostępność 24/7, lata nauki – sądziłam, że ratowanie ludzi i ich leczenie jest dla lekarza rzeczą naturalną. Niestety, jakżesz bardzo się pomyliłam. W przypadku mojego Dziadzia - panią Królik o wszystko, dosłownie o wszystko trzeba było sie wybłagac, wyprosić - o o zlecenie odpowiednich badań, o odśluzowanie (bo Dziadzio się dusił!) , o zbicie temperatury, nawet o jedzenie. Dziadzio schudł w trakcie "leczenia" ponad 10kg, bo zwyczajnie nikogo w tym szpitalu nie obchodziło, ze to jest człowiek chory, niedomagający, nie w pełni samodzielny i wymagający opieki. Czy to jednak dyskwalifikuje go jako człowieka? Czy oddając go do szpitala nie powinniśmy mieć pewności, że będzie tam bezpieczny i otoczony opieką? Niestety prawda jest taka, ze los człowieka starego i chorego – mało kogo obchodził a priorytet pomocy przesunięty był wyraźnie w stronę „lekkich przypadków, którym szybko można pomóc“.
Widząc to, z początku zatem Dziadziem opiekowała sie jego stała opiekunka, niestety wkrótce zachorowała (bakterie,zarazki). Przyjechałam ja, opiekować sie Dziadziem, ale także miałam egzaminy na uczelni i musiałam wracać. Przyjechała zatem mama (5h jazdy samochodem!) bowiem, z tego, co zobaczyłam w tym szpitalu, i tego totalnego chaosu, bałaganu i obojętności, wiedziałam, że nie można zostawiać Dziadzia samego. Mama czuwała nad Dziadziem od 7:00 do 22:00, codziennie. Karmiła go, pomagała odkrztuszać.
Niestety, czarno na białym - pani Królik nie zagwarantowała Dziadziowi odpowiedniej opieki, nie zleciła odpowiednich badań, dobrała leki, które wyraźnie nie pomagały, natomiast na uwagi i prośby mojej Mamy o ewentualnej zmianie leczenia – reagowała lekceważeniem, kpiną i arogancją. Dziadzio jednakże umierał w oczach – przepisane leki nie pomagały (a nikomu nic to nie robiło). W pewnym momencie nie można było wręcz odnieść wrażenia, że nie chce zmieniać Dziadziowi obranego leczenia, robiąc na złość mojej Mamie, która (jakże to?) miała czelność chcieć z nią skonsultować leczenie i próbować coś doradzić. Jako przecież także... lekarz, ale i córka swojego ukochanego Taty. Widocznie była to uraza na ambicji pani Królik, która przelała czarę goryczy, gdyż potem było już tylko gorzej. W dzień, kiedy Mama wybłagała u niej dodatkowe leczenie, w złości (że jak to się Mama widocznie „panoszy“) – Dziadzio, w gorączce ponad 40*, wieziony na łóżku na badanie, został całą siłą owym łóżkiem uderzony o windę. W stalowej windzie pojawiło się ogromne wgniecenie, z takim impetem wjechano z chorym człowiekiem, w gorączce, w windę. Nie mieści się to w głowie, a na samo wspomnienie robi mi się niedobrze – że tak można potraktować starszego, schorowanego człowieka.
Mama, niestety, musiała na 1 dn wrócić do domu, aby przedłużyć sobie urlop. I wlaśnie wtedy, w ten 1 dzień, los mojego Dziadzia został przesądzony. Przedawkowano, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, mu kroplówki. Ktoś nie dopilnował. Dziadziowi zawodnilo całe płuca. I przez kolejne dni, jedynie juz konał w mękach. Niewiarygodnych mękach, na których samo wspomnienie płaczę. Płaczę pisząc to, bo ten wspaniały Człowiek, który był zawsze dla wszystkich dobry i uśmiechnięty; Człowiek – przez duże „Cz“, jakich już coraz mniej w XXI wieku, nie zasłużył na tak straszną i tak bolesną śmierć.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Od kilku lat lecze sie u p.Krolik.
Zawsze jest mila i zawsze ma dosc czasu zeby wszystko wytlumaczyc.
Nigdy mnie nie zlekcewazyla.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

I

Nie, nie i jeszcze raz nie! Leczyłam się u Pani doktor razem z mamą, Zrezygnowałam jakies dwa lata temu gdy Pani doktor nie chciała nawet spojrzeć na wyniki które zrobiłam sama prywatnie, gdyż utrzymywała ze mam azs i nie potrzebuję żadnych testów na alergie. Poszłam do innego alergologa który przeprowadził mi testy po których wyszło że jestem uczulona na wiele rzeczy i wprowadził leczenie gdzie objawy minęły "od ręki". Mama natomiast zrezygnowała z usług Pani doktor stosunkowo niedawno, po tym jak dostała skierowanie na prześwietlenie płuc, które wyszło źle, nie bedąc zarejestrowaną pojachała w ciemno mając nadzieję ze ją przyjmie, Pani Królik spóźniła się 1,5 godziny po czym oznajmiła, że nie zamierza siedzieć do nocy by przyjąć wszystkich pacjentow i odesłała ją do domu nawet nie spojrzawszy na zdjęcie rtg. Wizyta zawsze trwała bardzo krótko, Pani doktor się spieszyła, nie zdążyło się jeszcze wstać z fotela a juz prosiła następną osobę. Chociaż wcześniej mamie pomogła, po jej nieczułym zachowaniu zdecydowanie nigdy do niej nie wróci.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

J

A więc tak pierwsza wizyta szybki wywiad bo się zpoznila do luxmedu, stwierdziła że dziecko ma astmę i alergie nie wiem na jakiej podstawie wypisala antybiotyk (oprócz tego zestaw leków na astmę).. po którym malutka zwracała i okazało się wieczorem na pogotowiu ze musi zostac zamieniony na bolesne zastrzyki jako odpowiednik. Dodam że wizyta trwała 4 min i kosztowała 90 zł. Dzięki temu że pojechalam do innego lekarza do Zamoscia na nfz i tym razem zaczął od badań dziecko uniknęło bezsensownego leczenia na astmę i alergie a ma dopiero 20 miesięcy! Ostrzegam przed ta osoba wszystkie mamy..Moja malutka wróciła ostatecznie pp tygodniu do zdrowia.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

J

Pani doktor, opiekując się pacjentem na szpitalnym oddziale (co prawda w zastępstwie za lekarza będącego na urlopie) wykazała się znaczną ignorancją swoich obowiązków. Chcąc zasięgnąć informacji o stanie zdrowia pacjenta musiałam dopytywać o każdą najdrobniejszą informację przy czym uzyskiwałam zdawkowe odpowiedzi - w mojej ocenie spowodowane brakiem zapoznania się przez lekarza z bieżącą dokumentacją. Pomimo tego poddała w wątpliwość potrzebę pobytu chorego w szpitalu bezpośrednio kwestionując "kompetencje" lekarza prowadzącego, który wydał decyzję o przewiezieniu chorego do szpitala. Na moją informację o tym, co działo się z pacjentem w szpitalu poprzedniego dnia (stan był dość ciężki) stwierdziła jedynie, że nic jej na ten temat nie wiadomo i zakończyła temat. Można odnieść wrażenie, że z powodu nadmiaru obowiązków, pracę na oddziale pani doktor traktuje jak przymus. W rozmowie ze mną była wręcz niekulturalna.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

E

Dziecko wystarczyło odrobaczyć i problem alergii znikł - reakcja pani doktor bezcenna. Chyba była w szoku, skąd to wiemy. Bo najlepiej leczyć na alergie latami.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

G

Leczę u Pani doktor dwoje moich dzieci od 6 lat i jestem bardzo zadowolona. Jest człowiekiem życzliwym i mimo tego,że nieraz jest zaganiana,bo przecież pracuje w szpitalu to np. gdy dzwonię i proszę o poradę zawsze mi jej udzieli.Lubi dzieci i świetnie się z nimi dogaduje.POLECAM!!!

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

M

Bardzo dobry lekarz, w pełni pomógł mi zminimalizować objawy alergii . Osoba o dużej kulturze osobistej , fachowo tłumaczy i diagnozuje przyczyny i objawy alergii. Bardzo dobrze dobiera leki i szczepionki, jednocześnie szczegółowo objaśnia ich działanie. Cena za wizytę na normalnym poziomie

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

M

Od dzieciństwa miałam duże problemy alergologiczne których następstwem jest astma. Leczę się u dr Królik od kilku lat. Jak dla mnie jest bardzo dobrym lekarzem. Nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat Pani doktor. Mi bardzo pomogła i będę ją polecała.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Ceny i usługi

Konsultacje alergologiczne

100 zł

Kolejowa 3, Świdnik

Centrum Medyczne Alergopneuma

100 zł

Konsultacja pulmonologiczna

100 zł

Kolejowa 3, Świdnik

Centrum Medyczne Alergopneuma

100 zł

Opinie od pacjentów

3.5

Ogólna ocena
21 opinii

  • Punktualność
  • Zaangażowanie
  • Gabinet
A
Lokalizacja: W innym miejscu

Mama trafiła na oddział dr Królik z powodu opuchnięcia i zmian skórnych, których nie dało się wyleczyć w domu. Pani doktor od początku zachowywała się opryskliwie i traktowała nas, czyli córki, z wyższością. Od początku nie mogłyśmy liczyć na pomoc dr Królik, a tylko na nie mające nic wspólnego z prawdą uwagi, że nie dbamy o mamę i jej higienę. Mama ma 70 lat i nie porusza się samodzielnie. Nasza pomoc wyglądała następująco -codziennie ktoś u mamy był, myjąc i balsamując ją dokładnie, bo pani doktor powiedziała, że nikt tego w szpitalu nie będzie robił. Strach myśleć o pacjentach samotnych, którzy nie mają rodziny do pomocy. Dr Królik kazała również do szpitala(sic!) przywieźć leki mamy, ponieważ na oddziale takich nie mają i zamawiać nie będą. Po przyniesieniu leków i pokazaniu nazw wraz z dawkowaniem, nie była zainteresowana tym, co to za leki i czy to nie one były przyczyną alergii. Po połtora tygodnia pobytu w szpitalu, skóra została zaleczona tj. nie występowały obrzęki, ale skóra nadal się łuszczyła. Dr stwierdziła, że nie ma pojęcia na co mama jest uczulona i mamy jedynie stosować się do zaleceń, tj kąpiele i balsamowanie tłustymi kremami. Mama została przygotowana do wypisu. Nie zrobiono jej żadnych badań na koniec pobytu w szpitalu. Na moją uwagę, że mama nie ma siły nawet wstać z łóżka i że boli ją noga, pani doktor odpowiedziała, że mama jest zdrowa. Ze szpitala wywieźliśmy ją na wózku, a do domu wnosiliśmy. Zaledwie po dwóch dniach pobytu w domu mama straciła świadomość i zmuszona byłam wezwać karetkę. Okazało się, że dr Królik wypisała mame w stanie cięzkim, z sepsą i zapaleniem płuc (przypomnę, że dr Królik jest pulmonologiem). Jej stan był krytyczny i lekarze nie wierzyli, że ktoś dwa dni wcześniej mógł ją wypisać ze szpitala w takim stanie. W tej chwili dzięki opiece lekarzy i całego personelu w innej placówce w Lublinie, mama bardzo powoli dochodzi do siebie. Stan nadal jest ciężki. Oprócz sepsy i zapalenia płuc, powróciła niedoleczona choroba skórna. Dzięki zaangażowaniu lekarzy różnych specjalizacji – zdiagnozowano przyczynę choroby skóry, co nie udało się dr Królik przez 1.5 tygodnia. Przestrzegam wszystkich przed dr Królik, a sama przygotowuje skargę do Izby Lekarskiej.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Z przykrością muszę stwierdzić, że bardzo zawiodłam się na pani Królik. Pragnę opisać smutną historię choroby mojego ś.p. ukochanego Dziadzia. Smutną dla mnie – bo zachwiała i podważyła moją szczerą wiarę w lekarzy, szacunek dla ich zawodu, trudu, bezinteresowności i powołania; smutną dla pacjenta, jako chorego, będącego w potrzebie, lecz przede wszystkim smutną dla… człowieka – jako człowieka. Bo choć to nie przypadek, że człowiek człowiekowi wilkiem, to jednak… człowiek człowiekowi – obojętnością – wobec jego cierpienia, bólu, życia… i to chyba jest jeszcze straszniejsze.
W styczniu 2016r. Dziadzio zachorował na zapalenie płuc.
Miał 83 lata, od kilku lat chorował na Alzheimera, jednak był przykładem tego, jak cierpiąc, pozostawać Człowiekiem – pogodnym, serdecznym i po prostu dobrym. Rok wcześniej Dziadzio także chorował na zapalenie płuc, także trafił do szpitala, jednak okazano mu należytą pomoc i po 8 dniach wrócił zdrów do domu. Sądziłam i wierzyłam szczerze, że tak będzie i tym razem. Ale niestety tak się nie stało. Lekarzem prowadzącym Dziadzia została pani Królik.
Niestety, w porównaniu z zeszłorocznym zapaleniem płuc Dziadzia, miałam rażące zestawienie i porównanie jak opieka nad starszą osobą powinna wyglądać i jak wyglądała – a raczej jak wyglądać nie powinna. Odnosiło się nieoparte wrażenie, że pani Królik z góry zdecydowała, że Dziadzio jest już za stary (83 lata), do tego Alzheimer – i że jakoby z góry założyła...że pomagać mu „już“ nie warto. Czy to jednak nam przystoi o tym decydować? Dziadzio był dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Wyhowywał mnie i uczył życia i bycia Człowiekiem. To dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Tego, jak i wiele innego, jego historii, czy tego ile dla kogoś dana osoba znaczy – nie wie lekarz, który przyjmuje chorego pod swoją przecież “opiekę” (?). Dziadzio przeżył wojnę, przeżył okupację i przeżył nawet obóz koncentracyjny. Nie przeżył jednak leczenia w szpitalu na Kraśnickiej.
Nie chcę być gołosłowna – toteż opiszę w szczegółach zachowanie pani Królik. Ww. pani nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania stanem pacjentów. Nigdy jej na oddziale nie było albo weźmy w cudzysłów "nie było" na oddziale, bo tak naprawdę była, tylko wyraźnie i odczuwalnie nie chciało jej sie rozmawiać z zaniepokojonymi rodzinami swoich pacjentów, a pielęgniarki miały zapowiedziane z góry, ażeby mowić, że jakoby jej nie ma. Jeżeli pacjentowi juz jakimś nadprzyrodzonym cudem udawało sie ją złapać (np. kiedy szła z gabinetu do WC) - zbywała zainteresowanego za każdym razem "nie mam czasu", "spieszę sie", "muszę juz szybciutko iść na konsultacje". Sama byłam świadkiem, kiedy moja mama (również lekarz) – dzwoniła do niej, jak lekarz do lekarza po fachu, dopytać się o stan pacienta (jej Taty) – pielęgniarka powiedziała Mamie, że „pani doktor już nie ma, wyszła do domu“, choć 20 sekund wcześniej ja sama spotkałam ją twarzą w twarz na korytarzu! Tak naprawde odnosiło się nieodparte wrażenie, że to wszystko – pacjenci, ich ból, cierpienie i choroby ją absolutnie nie interesują i jest tu, bo musi, bo każdy ma rachunki do zapłacenia. Nie interesowali ja pacjenci, nie interesowało ją ich leczenie, czy choćby ulżenie w bólu. Odnosiło sie wrażenie, ze pani Królik przychodzi do szpitala odpocząć pomiędzy jedną a druga pracą, do której, znowuż - sie spieszy. Wiecznie zabiegana, dokądś goniąca, nie mająca czasu dla pacjentów i przede wszystkim - ich leczenie. Prosi się samo przez się jeszcze dodanie - antypatyczna, arogancka, lekceważąca, wykazująca przedziwną potrzebę udowodnienia pacjentowi (i jego rodzinie) swojej nad nim wyższości, nie szczędząca lekceważących uwag, kpin wręcz, nie pałająca chęcią rozmowy. Przeciwieństwo lekarza z powołania.
Dodam ponadto, iż moi rodzice również sa lekarzami i mają pojęcie o tym, jak powinno wyglądać leczenie – i rażącą świadomość, jak niestety nie wyglądało. Ja, patrząc na ich poświęcenie dla pacjentów, dostępność 24/7, lata nauki – sądziłam, że ratowanie ludzi i ich leczenie jest dla lekarza rzeczą naturalną. Niestety, jakżesz bardzo się pomyliłam. W przypadku mojego Dziadzia - panią Królik o wszystko, dosłownie o wszystko trzeba było sie wybłagac, wyprosić - o o zlecenie odpowiednich badań, o odśluzowanie (bo Dziadzio się dusił!) , o zbicie temperatury, nawet o jedzenie. Dziadzio schudł w trakcie "leczenia" ponad 10kg, bo zwyczajnie nikogo w tym szpitalu nie obchodziło, ze to jest człowiek chory, niedomagający, nie w pełni samodzielny i wymagający opieki. Czy to jednak dyskwalifikuje go jako człowieka? Czy oddając go do szpitala nie powinniśmy mieć pewności, że będzie tam bezpieczny i otoczony opieką? Niestety prawda jest taka, ze los człowieka starego i chorego – mało kogo obchodził a priorytet pomocy przesunięty był wyraźnie w stronę „lekkich przypadków, którym szybko można pomóc“.
Widząc to, z początku zatem Dziadziem opiekowała sie jego stała opiekunka, niestety wkrótce zachorowała (bakterie,zarazki). Przyjechałam ja, opiekować sie Dziadziem, ale także miałam egzaminy na uczelni i musiałam wracać. Przyjechała zatem mama (5h jazdy samochodem!) bowiem, z tego, co zobaczyłam w tym szpitalu, i tego totalnego chaosu, bałaganu i obojętności, wiedziałam, że nie można zostawiać Dziadzia samego. Mama czuwała nad Dziadziem od 7:00 do 22:00, codziennie. Karmiła go, pomagała odkrztuszać.
Niestety, czarno na białym - pani Królik nie zagwarantowała Dziadziowi odpowiedniej opieki, nie zleciła odpowiednich badań, dobrała leki, które wyraźnie nie pomagały, natomiast na uwagi i prośby mojej Mamy o ewentualnej zmianie leczenia – reagowała lekceważeniem, kpiną i arogancją. Dziadzio jednakże umierał w oczach – przepisane leki nie pomagały (a nikomu nic to nie robiło). W pewnym momencie nie można było wręcz odnieść wrażenia, że nie chce zmieniać Dziadziowi obranego leczenia, robiąc na złość mojej Mamie, która (jakże to?) miała czelność chcieć z nią skonsultować leczenie i próbować coś doradzić. Jako przecież także... lekarz, ale i córka swojego ukochanego Taty. Widocznie była to uraza na ambicji pani Królik, która przelała czarę goryczy, gdyż potem było już tylko gorzej. W dzień, kiedy Mama wybłagała u niej dodatkowe leczenie, w złości (że jak to się Mama widocznie „panoszy“) – Dziadzio, w gorączce ponad 40*, wieziony na łóżku na badanie, został całą siłą owym łóżkiem uderzony o windę. W stalowej windzie pojawiło się ogromne wgniecenie, z takim impetem wjechano z chorym człowiekiem, w gorączce, w windę. Nie mieści się to w głowie, a na samo wspomnienie robi mi się niedobrze – że tak można potraktować starszego, schorowanego człowieka.
Mama, niestety, musiała na 1 dn wrócić do domu, aby przedłużyć sobie urlop. I wlaśnie wtedy, w ten 1 dzień, los mojego Dziadzia został przesądzony. Przedawkowano, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, mu kroplówki. Ktoś nie dopilnował. Dziadziowi zawodnilo całe płuca. I przez kolejne dni, jedynie juz konał w mękach. Niewiarygodnych mękach, na których samo wspomnienie płaczę. Płaczę pisząc to, bo ten wspaniały Człowiek, który był zawsze dla wszystkich dobry i uśmiechnięty; Człowiek – przez duże „Cz“, jakich już coraz mniej w XXI wieku, nie zasłużył na tak straszną i tak bolesną śmierć.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Od kilku lat lecze sie u p.Krolik.
Zawsze jest mila i zawsze ma dosc czasu zeby wszystko wytlumaczyc.
Nigdy mnie nie zlekcewazyla.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

I

Nie, nie i jeszcze raz nie! Leczyłam się u Pani doktor razem z mamą, Zrezygnowałam jakies dwa lata temu gdy Pani doktor nie chciała nawet spojrzeć na wyniki które zrobiłam sama prywatnie, gdyż utrzymywała ze mam azs i nie potrzebuję żadnych testów na alergie. Poszłam do innego alergologa który przeprowadził mi testy po których wyszło że jestem uczulona na wiele rzeczy i wprowadził leczenie gdzie objawy minęły "od ręki". Mama natomiast zrezygnowała z usług Pani doktor stosunkowo niedawno, po tym jak dostała skierowanie na prześwietlenie płuc, które wyszło źle, nie bedąc zarejestrowaną pojachała w ciemno mając nadzieję ze ją przyjmie, Pani Królik spóźniła się 1,5 godziny po czym oznajmiła, że nie zamierza siedzieć do nocy by przyjąć wszystkich pacjentow i odesłała ją do domu nawet nie spojrzawszy na zdjęcie rtg. Wizyta zawsze trwała bardzo krótko, Pani doktor się spieszyła, nie zdążyło się jeszcze wstać z fotela a juz prosiła następną osobę. Chociaż wcześniej mamie pomogła, po jej nieczułym zachowaniu zdecydowanie nigdy do niej nie wróci.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

J

A więc tak pierwsza wizyta szybki wywiad bo się zpoznila do luxmedu, stwierdziła że dziecko ma astmę i alergie nie wiem na jakiej podstawie wypisala antybiotyk (oprócz tego zestaw leków na astmę).. po którym malutka zwracała i okazało się wieczorem na pogotowiu ze musi zostac zamieniony na bolesne zastrzyki jako odpowiednik. Dodam że wizyta trwała 4 min i kosztowała 90 zł. Dzięki temu że pojechalam do innego lekarza do Zamoscia na nfz i tym razem zaczął od badań dziecko uniknęło bezsensownego leczenia na astmę i alergie a ma dopiero 20 miesięcy! Ostrzegam przed ta osoba wszystkie mamy..Moja malutka wróciła ostatecznie pp tygodniu do zdrowia.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

J

Pani doktor, opiekując się pacjentem na szpitalnym oddziale (co prawda w zastępstwie za lekarza będącego na urlopie) wykazała się znaczną ignorancją swoich obowiązków. Chcąc zasięgnąć informacji o stanie zdrowia pacjenta musiałam dopytywać o każdą najdrobniejszą informację przy czym uzyskiwałam zdawkowe odpowiedzi - w mojej ocenie spowodowane brakiem zapoznania się przez lekarza z bieżącą dokumentacją. Pomimo tego poddała w wątpliwość potrzebę pobytu chorego w szpitalu bezpośrednio kwestionując "kompetencje" lekarza prowadzącego, który wydał decyzję o przewiezieniu chorego do szpitala. Na moją informację o tym, co działo się z pacjentem w szpitalu poprzedniego dnia (stan był dość ciężki) stwierdziła jedynie, że nic jej na ten temat nie wiadomo i zakończyła temat. Można odnieść wrażenie, że z powodu nadmiaru obowiązków, pracę na oddziale pani doktor traktuje jak przymus. W rozmowie ze mną była wręcz niekulturalna.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

E

Dziecko wystarczyło odrobaczyć i problem alergii znikł - reakcja pani doktor bezcenna. Chyba była w szoku, skąd to wiemy. Bo najlepiej leczyć na alergie latami.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

G

Leczę u Pani doktor dwoje moich dzieci od 6 lat i jestem bardzo zadowolona. Jest człowiekiem życzliwym i mimo tego,że nieraz jest zaganiana,bo przecież pracuje w szpitalu to np. gdy dzwonię i proszę o poradę zawsze mi jej udzieli.Lubi dzieci i świetnie się z nimi dogaduje.POLECAM!!!

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

M

Bardzo dobry lekarz, w pełni pomógł mi zminimalizować objawy alergii . Osoba o dużej kulturze osobistej , fachowo tłumaczy i diagnozuje przyczyny i objawy alergii. Bardzo dobrze dobiera leki i szczepionki, jednocześnie szczegółowo objaśnia ich działanie. Cena za wizytę na normalnym poziomie

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

M

Od dzieciństwa miałam duże problemy alergologiczne których następstwem jest astma. Leczę się u dr Królik od kilku lat. Jak dla mnie jest bardzo dobrym lekarzem. Nie zgadzam się z negatywnymi opiniami na temat Pani doktor. Mi bardzo pomogła i będę ją polecała.

verified-checkCreated with Sketch. Pacjent zweryfikowany

Wystąpił błąd, spróbuj jeszcze raz

Moje doświadczenie

Leczone choroby

  • astma oskrzelowa
  • alergia
  • astma
Pokaż wszystkie leczone choroby

Specjalizacje

  • Alergologia