Witam Państwa, mam pytanie - dlaczego sama psychodukacja i świadomość problemów psychiatrycznych (g
3
odpowiedzi
Witam Państwa,
mam pytanie - dlaczego sama psychodukacja i świadomość problemów psychiatrycznych (gł.zaburzenia depresyjne, lękowe) jest niewystarczająca (nie pytam o psychoterapię i farmakloterapię,która też niewiele wnosi)? Proszę bardzo tylko nie pisać (od góry mi znane), że zależy od chęci pacjenta, modyfikacji leków, zmiany terapeuty, itp. chodzi o to, że niewiele daje także z tych rzeczy; w niektórych krajach nawet kwalifikują chorych na depresyjność do eutanazji - oczywiście nie jest to mój światopogląd, a portal tu do ocen moralnych...)
mam pytanie - dlaczego sama psychodukacja i świadomość problemów psychiatrycznych (gł.zaburzenia depresyjne, lękowe) jest niewystarczająca (nie pytam o psychoterapię i farmakloterapię,która też niewiele wnosi)? Proszę bardzo tylko nie pisać (od góry mi znane), że zależy od chęci pacjenta, modyfikacji leków, zmiany terapeuty, itp. chodzi o to, że niewiele daje także z tych rzeczy; w niektórych krajach nawet kwalifikują chorych na depresyjność do eutanazji - oczywiście nie jest to mój światopogląd, a portal tu do ocen moralnych...)
Psychoedukacja jest niewystarczajca, gdyż sama wiedza nie prowadzi do zmiany. Dobrze obrazuje to fakt, że wiele osób wie na czym polega zdrowe odżywianie i wie o tym, jak ważne jest to dla ich zdrowia, a mimo wszystko wieczorami jedzą chipsy i popijają cole przed telewizorem. Zmiana jest o doświadczeniu. O wierze, nadziei, poczuciu sprawczości. Najbardziej rekomendowaną obecnie metodą leczenia zaburzeń psychicznych jest połączenie farmakoterapii i psychoterapii. Pierwsze ma za zadanie ustabilizować biochemię w mózgu i dzięki temu ustabilizować nastrój, zaś psychoterapia jest właśnie o doświadczaniu i budowaniu potencjału do podejmowania kroków prowadzących do zmiany.
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Dzień Dobry, do czego są niewystarczające ? , zachęcam do kontaktu ze specjalistą, aby szerzej omówić ten temat podczas wizyty. Pozdrawiam serdecznie
Dzień dobry,
Najprościej mówiąc: psychoedukacja nie wystarcza, bo wiedza nie leczy bólu. W depresji i ciężkich stanach lękowych człowiek często doskonale wie, co się z nim dzieje. Rozumie mechanizmy, nazwy, diagnozy. A mimo to dalej cierpi. I to właśnie ta rozbieżność – „wiem, a nadal jest mi źle” – potrafi być dodatkowym ciężarem.
Depresja to nie tylko problem myślenia. To stan, w którym:
ciało jest wyczerpane,
emocje są przytłumione albo bolesne,
przyszłość przestaje być czymś, co się „czuje”, a nie tylko „rozumie”.
W takim stanie wiedza nie daje ulgi, tak jak instrukcja pływania nie ratuje kogoś, kto nie ma już siły utrzymać się na wodzie.
Dlatego bywa, że nawet leczenie czy terapia niewiele zmieniają – nie dlatego, że ktoś nie chce, tylko dlatego, że choroba zabiera zdolność reagowania na pomoc. To nie kwestia motywacji, tylko granic ludzkiej wytrzymałości.
I chyba najważniejsze, po ludzku:
są takie formy cierpienia, których nie da się „naprawić” samą świadomością. Wtedy najbardziej brakuje nie kolejnych wyjaśnień, ale poczucia, że ktoś widzi ten ból i nie próbuje go upraszczać.
To pytanie nie jest pesymistyczne. Ono jest prawdziwe. I bardzo ludzkie.
Najprościej mówiąc: psychoedukacja nie wystarcza, bo wiedza nie leczy bólu. W depresji i ciężkich stanach lękowych człowiek często doskonale wie, co się z nim dzieje. Rozumie mechanizmy, nazwy, diagnozy. A mimo to dalej cierpi. I to właśnie ta rozbieżność – „wiem, a nadal jest mi źle” – potrafi być dodatkowym ciężarem.
Depresja to nie tylko problem myślenia. To stan, w którym:
ciało jest wyczerpane,
emocje są przytłumione albo bolesne,
przyszłość przestaje być czymś, co się „czuje”, a nie tylko „rozumie”.
W takim stanie wiedza nie daje ulgi, tak jak instrukcja pływania nie ratuje kogoś, kto nie ma już siły utrzymać się na wodzie.
Dlatego bywa, że nawet leczenie czy terapia niewiele zmieniają – nie dlatego, że ktoś nie chce, tylko dlatego, że choroba zabiera zdolność reagowania na pomoc. To nie kwestia motywacji, tylko granic ludzkiej wytrzymałości.
I chyba najważniejsze, po ludzku:
są takie formy cierpienia, których nie da się „naprawić” samą świadomością. Wtedy najbardziej brakuje nie kolejnych wyjaśnień, ale poczucia, że ktoś widzi ten ból i nie próbuje go upraszczać.
To pytanie nie jest pesymistyczne. Ono jest prawdziwe. I bardzo ludzkie.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.