Witam, borykam się z natrectwem mysli, tak bynajmniej przypuszczam, proszę o wykluczenie bądz potwie
3
odpowiedzi
Witam, borykam się z natrectwem mysli, tak bynajmniej przypuszczam, proszę o wykluczenie bądz potwierdzenie mojego wstepnego rozeznania, wszak' nie jestem specjalistą. W wieku gimnazjalnym zaczelam dostrzegac u siebie dołujące i przesladujace mysli, w tamtym okresie dotyczyly one mojej rodziny, tj., ze szybko strace ktoregos z Rodzicow, mysli te byly tak wkrecajace i realistyczne, ze potrafily mnie doprowadzac do płaczu, nie rzadko nawet na lekcjach, ogolnie bylam radosnym dzieckiem, jak nie nawiedzaly mnie takowe mysli. Z biegiem czasu zaczely sie zmieniac, jakis czas temu przeszlam nawrocenie(zawsze bylam daleko od Pana Boga), i moje mysli znalazly sobie nowy kierunek, w trakcie modlitwy, czytania lub sluchania Pisma Sw lub po prostu mowy do Pana Boga i innych Osob Sw. nachodza mnie mysli obrazliwe i bluzniercze, wiem, czuje, ze jednak tym nie obrazam Swietosci, jednakze czuje przy tym ogromny dyskomfort. Co mogę zrobic w tej sytuacji, czy kwalifikuje sie na terapie i leczenie farmakologiczne, czy wystarczy sobie powiedziec/wmowic, ze to nic strasznego, raczej nie zwazac na to zbytnio i to samo sie rozejdzie po kosciach? Proszę o pomoc.
Szanowna Pani,
psychoterapeuta nie decyduje o przepisywaniu leków, robi to jedynie psychiatra i on może zadecydować czy leki są potrzebne.
Zachęcam do umówienia konsultacji psychoterapeutycznej, żeby przyjrzeć się Pani trudności w szerszym kontekście i ewentualnie ustalić plan działania. Psychoterapia może być podjęta równolegle do farmakoterapii lub jako samodzielny, często wystarczająco skuteczny sposób leczenia.
psychoterapeuta nie decyduje o przepisywaniu leków, robi to jedynie psychiatra i on może zadecydować czy leki są potrzebne.
Zachęcam do umówienia konsultacji psychoterapeutycznej, żeby przyjrzeć się Pani trudności w szerszym kontekście i ewentualnie ustalić plan działania. Psychoterapia może być podjęta równolegle do farmakoterapii lub jako samodzielny, często wystarczająco skuteczny sposób leczenia.
Zachęcam Panią do konsultacji psychoterapeutycznej- długi okres występowania owych myśli natrętnych, jest z pewnością wart analizy. Mnie osobiście, obok zagadnień psychoterapeutycznych, zainteresował również wątek teologiczny, ze względu na równoległe wyksztalcenie w tym zakresie. Jeżeli chciałby Pani na ten temat również porozmawiać, proponuje kontakt w trybie pytań prywatnych lub konsultacji terapeutycznej. Pozdrawiam serdecznie
Sugeruję wizytę: - 100 zł
Na wizytę można umówić się przez serwis ZnanyLekarz, klikając w przycisk Umów wizytę.
Na wizytę można umówić się przez serwis ZnanyLekarz, klikając w przycisk Umów wizytę.
Dzień dobry,
To, co Pani przeżywa, wygląda rzeczywiście na natrętne myśli, które są typowe dla zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego, czyli OCD.
Te myśli mają to do siebie, że są niechciane, przychodzą same, często wbrew temu, co dla nas ważne. Pojawiają się w głowie mimo że wcale się ich nie chce, i budzą silny lęk, poczucie winy czy wstyd. Dokładnie tak, jak Pani opisuje – najpierw w dzieciństwie dotyczące rodziny, teraz związane z wiarą.
Bardzo ważne: to nie Pani jest tymi myślami i one nic nie mówią o Pani jako osobie. To tylko objaw, nie wybór. I nie wystarczy sobie "wmówić", że to nic takiego – bo one właśnie dlatego są tak męczące, że nie słuchają logiki.
Co można zrobić?
Najlepszą pomocą będzie terapia poznawczo-behawioralna (CBT) – to podejście, które uczy, jak nie dawać tym myślom władzy nad sobą.
Czasem – jeśli objawy są bardzo nasilone – warto też rozważyć wsparcie farmakologiczne, ale to zawsze decyzja wspólna z psychiatrą.
Dobrze, że Pani to zauważa i szuka pomocy – to naprawdę może się poprawić, tylko nie warto czekać, aż "samo minie".
Zdecydowanie warto zgłosić się na konsultację – nawet jednorazową, żeby lepiej zrozumieć, co się dzieje i co dalej.
Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam ciepło.
To, co Pani przeżywa, wygląda rzeczywiście na natrętne myśli, które są typowe dla zaburzenia obsesyjno-kompulsyjnego, czyli OCD.
Te myśli mają to do siebie, że są niechciane, przychodzą same, często wbrew temu, co dla nas ważne. Pojawiają się w głowie mimo że wcale się ich nie chce, i budzą silny lęk, poczucie winy czy wstyd. Dokładnie tak, jak Pani opisuje – najpierw w dzieciństwie dotyczące rodziny, teraz związane z wiarą.
Bardzo ważne: to nie Pani jest tymi myślami i one nic nie mówią o Pani jako osobie. To tylko objaw, nie wybór. I nie wystarczy sobie "wmówić", że to nic takiego – bo one właśnie dlatego są tak męczące, że nie słuchają logiki.
Co można zrobić?
Najlepszą pomocą będzie terapia poznawczo-behawioralna (CBT) – to podejście, które uczy, jak nie dawać tym myślom władzy nad sobą.
Czasem – jeśli objawy są bardzo nasilone – warto też rozważyć wsparcie farmakologiczne, ale to zawsze decyzja wspólna z psychiatrą.
Dobrze, że Pani to zauważa i szuka pomocy – to naprawdę może się poprawić, tylko nie warto czekać, aż "samo minie".
Zdecydowanie warto zgłosić się na konsultację – nawet jednorazową, żeby lepiej zrozumieć, co się dzieje i co dalej.
Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam ciepło.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.