Moja partnerka, mama naszego syna rozlicza mnie z przeszłości, wmawia mi złą wolę, niemal zmusza mni

4 odpowiedzi
Moja partnerka, mama naszego syna rozlicza mnie z przeszłości, wmawia mi złą wolę, niemal zmusza mnie do tłumaczenia się przed nia i „udowadniania” że coś zrobiłem lub nie.
Nie widzi, nie chce widzieć moich dobrych stron, zwraca uwagę wyłącznie na potknięcia, wady lub je podkreśla.
Nie znosi moich córek z poprzedniego małżeństwa, zwłaszcza kednej, która uciekła do domu, w którym mieszkamy. Bez przerwy podkreśla, jak ta córka jest zła i jak bardzo ją ją chronię.
W domu trwa permanentna wojna. Cisza… karanie cisza. Żaden temat nie jest omówiony i zamknięty.
Nieodcięta pępowina. Rywalizacja non stop. Czułość, wyrozumiałość… nie istnieją.
Jestem świadomym i ponadprzeciętnie odpowiedzialnym człowiekiem, tatą, odpowiedzialnym za dom, bliskich. Często wyręczam partnerkę. Żadna praca nie jest mi obca. Daje i otrzymuje okruchy.
Publicznie partnerka jest super błyskotliwa, miła, mega pomocna. Dla mnie jest nieobecna. Chyba, że ma biznes.
Od jakiegoś czasu wycofałem swoje wsparcie w wielu aspektach, co tylko pogłębiło wyrwę pomiędzy nami. Opiekuje się sobą i dzieciakami.
Terapia - nie ma mowy. Chodzę więc sam.
Sytuacja nie do zniesienia.
Miałem toksyczna matkę. Przez lata alienowane dzieci, które do mnie wróciły. Mam oleum w głowie, jestem wszechstronnie wykształcony, lata rozwoju i pracy nad sobą, terapię.
Jak ugryźć taki kawałek chleba?
mgr Hubert Szymczak
Psycholog dziecięcy, Psycholog
Warszawa
Kiedy patrzę na to co Pan opisuje, widzę przede wszystkim jedno: nie da się nikogo zmusić ani do zmiany, ani do terapii, choćby miał Pan najlepsze argumenty i największe serce. Może Pan brać odpowiedzialność za swoje zachowanie, za to jak Pan mówi, stawia granice, próbuje rozmawiać, ale nie ma Pan wpływu na to, czy partnerka zechce spojrzeć na siebie, pójść na terapię albo cokolwiek w swoim funkcjonowaniu zmienić. W takiej sytuacji kluczowe staje się przesunięcie ciężaru z pytania jak ją naprawić na pytanie jak zadbać o siebie i dzieci w realnych warunkach, jakie są. To oznacza, że dobrostan Pana dzieci, także córek z poprzedniego związku, oraz Pana własne zdrowie psychiczne muszą stać się czymś w rodzaju kompasu. Jeżeli widzi Pan, że to co dzieje się w domu rani dzieci, podkopuje ich poczucie bezpieczeństwa albo sprawia, że Pan sam powoli gaśnie, to jest to sygnał, że trzeba coś zmieniać po swojej stronie, nawet jeśli druga osoba stoi w miejscu. To nie muszą być od razu decyzje o rozstaniu, ale na pewno są to decyzje o wyraźniejszych granicach, o tym na jakie traktowanie dzieci i siebie nie wyraża Pan zgody, o ograniczaniu wchodzenia w niekończące się rozliczanie się i udowadnianie dobrej woli. To są bardzo trudne wybory, dlatego naprawdę sensownie jest, że chodzi Pan na terapię sam. Zachęcałbym, żeby w gabinecie powiedział Pan dokładnie to, co napisał tutaj i wprost porozmawiał z terapeutą nie o tym co jeszcze można zrobić, żeby partnerkę zachęcić do pracy nad sobą, tylko o tym jakie ma Pan realne opcje, jeśli założyć, że ona się nie zmieni. Wspólnie mogą Państwo przyjrzeć się temu, co będzie najlepsze dla dzieci i dla Pana w dłuższej perspektywie i krok po kroku ułożyć plan, który nie opiera się na nadziei, że ktoś wreszcie zacznie się inaczej zachowywać, tylko na tym, że Pan ma prawo budować dla siebie i dzieci życie, w którym jest mniej wojny, a więcej szacunku i spokoju.

Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online

Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.

Pokaż specjalistów Jak to działa?
Dzień dobry. To, co Pan opisuje, brzmi jak długotrwałe funkcjonowanie w relacji pełnej napięcia, braku bezpieczeństwa emocjonalnego i ciągłego podważania Pana intencji. W takich warunkach naturalne jest poczucie wyczerpania, zagubienia i pytanie „co dalej”, nawet u osób bardzo świadomych, odpowiedzialnych i mających za sobą dużą pracę nad sobą. Warto to jasno powiedzieć: to nie jest „przesada” ani słabość, tylko reakcja na sytuację, która obiektywnie jest bardzo trudna. Z opisu wyłania się obraz relacji, w której nie ma miejsca na dialog, domykanie tematów, czułość czy wzajemne uznanie, a zamiast tego pojawia się kontrola, karanie ciszą i stała rywalizacja. Dodatkowo dotyka to bardzo wrażliwych obszarów, Pana roli jako ojca, relacji z dziećmi i doświadczeń z własnej rodziny pochodzenia. W takich momentach dawne schematy, nawet te już „przepracowane”, potrafią się boleśnie uaktywniać, co bywa szczególnie obciążające. To, że jest Pan w terapii i że dba Pan o siebie oraz dzieci, jest ważnym sygnałem troski i odpowiedzialności, także wobec siebie. Czasem największym wyzwaniem nie jest „jak jeszcze bardziej się starać”, ale jak chronić swoje granice emocjonalne i nie brać na siebie całej odpowiedzialności za relację, w której druga strona nie jest gotowa na zmianę czy współpracę. Wycofanie wsparcia, które Pan opisuje, często bywa próbą ratowania siebie, a nie aktem wrogości. „Ugryzienie takiego kawałka chleba” zwykle nie polega na znalezieniu jednego prostego rozwiązania, lecz na stopniowym przyglądaniu się temu, na co ma Pan realny wpływ, a na co nie. Przede wszystkim jednak warto się zastanowić nad tym jakie „koszty” ponosi Pan, trwając w obecnym układzie. To proces, który dobrze, że odbywa się w bezpiecznej przestrzeni terapeutycznej, z uważnością na Pana potrzeby, wartości i granice. Ma Pan prawo do relacji, w której jest miejsce na szacunek, dialog i emocjonalną obecność. Niezależnie od tego, jakie decyzje będą przed Panem, już samo nazwanie tego, co się dzieje, i szukanie wsparcia jest ważnym krokiem w stronę zadbania o siebie i dzieci. W takiej sytuacji często pomocne bywa zatrzymanie się i bardzo uczciwe przyjrzenie temu, co ten związek dziś Panu daje, a czego systematycznie Pana pozbawia. Nie w sensie bilansu win czy zasług, lecz realnego doświadczenia codzienności: poczucia bycia ważnym, widzianym, traktowanym z życzliwością i zaufaniem. Warto też zauważyć, co Pan wnosi w tę relację, ile energii, odpowiedzialności i zaangażowania w nią wkłada i czy znajduje to jakiekolwiek odzwierciedlenie po drugiej stronie.
Równie istotne jest pytanie o to, jakiego związku Pan naprawdę potrzebuje, jak chciałby Pan funkcjonować w relacji: jak wyglądałaby codzienność oparta na dialogu, wzajemnym szacunku, poczuciu bezpieczeństwa emocjonalnego, akceptacji Pana roli jako ojca i miejsca dzieci w Pana życiu. Jakie wartości byłyby w takim związku nienegocjowalne, a na co mógłby Pan się zgodzić, wiedząc, że nie rani to Pana wewnętrznie. Dopiero na tym tle pojawia się pytanie o realność, nie w znaczeniu „czy da się jeszcze bardziej wytrzymać”, ale czy w obecnych warunkach, przy aktualnej gotowości obu stron, taka wizja relacji ma szansę się urzeczywistnić. To nie jest pytanie o osądzanie kogokolwiek, lecz o ochronę siebie i swoich dzieci przed długotrwałym życiem w napięciu i emocjonalnym niedosycie. Każdy człowiek ma prawo do życia, w którym doświadcza poczucia sensu, spokoju i emocjonalnej bliskości. Szukanie odpowiedzi na to, czy i jak jest to możliwe w obecnym związku, nie jest egoizmem ani porażką, bywa wyrazem dojrzałości i troski o własne zdrowie psychiczne. To proces, który warto prowadzić w swoim tempie, z uważnością na siebie i z poszanowaniem tego, co dla Pana naprawdę ważne. Życzę powodzenia w poszukiwaniu siebie.
dr n. o zdr. Błażej Karwat
Psycholog, Psychoterapeuta
Szczecin
To, co Pan opisuje, wygląda na wyniszczającą dynamikę: oskarżanie o „złą wolę”, wymuszanie tłumaczeń, karanie ciszą, brak domykania tematów i konflikt wokół córek. Niezależnie od przyczyn, to szkodzi Panu i dzieciom.Co robić / czego nie robić krótko: proszę nie wchodzić w „udowadnianie”. Granica: „Porozmawiam o konkretach bez oskarżeń; gdy zaczyna się przesłuchanie, cisza jako kara – kończę rozmowę i wracamy w ustalonym czasie”. Zasada ochrony dzieci: bez oceniania i poniżania córek; tylko konkretne zachowania i reguły domu. W terapii własnej można pracować nad „trybem usprawiedliwiania się” (u Pana to może być uruchamiane przez historię z matką).

Warto rozważyć konsultację u terapeuty par/rodzin lub psychoterapię indywidualną.
mgr Cezary Szadkowski
Psycholog
Warszawa
Dzień dobry
To faktycznie trudna sytuacja.

Dobrze, że chodzi Pan na terapię i warto, żeby Pan z tego nie rezygnował.

Pewnie terapeuta wiele już Panu powiedział/a natomiast proponowałbym:
1. Przestać tłumaczyć się za swoją przeszłość, bo jedyne do czego to prowadzi to kłótnie i poczucia winy u Pana.
2. Ustalić pewne granice, na początek np. w temacie mówienia o Pana córkach. Tylko potem trzeba te granice egzekwować.
Jeśli partnerka to uszanuje to sytuacja się poprawi a Pan lepiej się poczuje.

Niestety jest też "druga strona medalu"
Jeśli Pan to wdroży i będzie to egzekwował, to może dochodzić do większych kłótni albo dłuższego okresu ciszy. Dlatego jeśli tak się stanie to proponuję też zadać sobie pytanie:
Czy jeśli sytuacja się nie zmieni, albo pogorszy to czy ja chcę żyć w tym związku przez kolejne 10 lat?
Mam nadzieję, że to choć trochę Panu pomoże.

Pozdrawiam
Cezary Szadkowski

Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie

  • Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo.
  • Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle.
  • Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza.
  • Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą.
  • Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza.
  • Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków.

Ta wartość jest za krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków.


Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie
Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.