Mam problem z swoim uczniem. Nie nawiązuje żadnych kontaktów z rówieśnikami już od 2 lat. Nie wiem c
3
odpowiedzi
Mam problem z swoim uczniem. Nie nawiązuje żadnych kontaktów z rówieśnikami już od 2 lat. Nie wiem czy wcześniej było inaczej. Rodzicą nie mam jak o tym powiedzieć bo nie przychodzą na wywiadówki. Uczeń ma problemy w nauce ale przechodzi z klasy do klasy. Obecnie jest uczniem 2 a po wakacjach 3 klasy liceum. Bardzo ciężko przychodzi mu także nawiązywanie kontaktów z nauczycielami. Kiedyś gdy był smutny to poderzłam do niego dotłam i powiedziałam żeby się nie martwił ale nie usłyszałam żadnej odpowiedzi lub kiedyś gdy siedział sam pod klasą rano powiedziałam do niego dzień dobry a on też nic nie odpowiedział. Jednak był w stanie np. przyjść i spytać się jak poprawić jedynkę z półrocza którą dostał ale poprawił. Na początku myślałam że mu przejdzie ale nie przechodzi.
Jeżeli w szkole nie ma pedagoga i psychologa, to proponowałabym omówić sytuację tego ucznia w gronie nauczycieli. Być może ktoś wie, z czym związany jest smutek tego ucznia, znikąd się nie wziął. Ważne jest to, że ktoś troskliwie na niego patrzy i jest mu życzliwy, takie nastawienie jest niezwykle ważne i pewnie będzie miała dla niego znaczenie. Niepokojący jest brak kontaktu z rodzicami. Nie interesują się jego nauką, być może ta rodzina przeżywa jakiś kryzys i potrzebuje pomocy.
Rozumiem, że sprawa dotyczy ucznia. Najlepiej zaproponować mu wizytę w gabinecie u psychologa szkolnego z którym będzie mógł porozmawiać - ważne jest zbudowanie bezpiecznej przestrzeni w której uczeń może się swobodnie wypowiadać. Pozdrawiam.
Czasem w klasie jest uczeń, który przypomina drzewo stojące trochę na uboczu lasu. Z daleka może wyglądać tak, jakby nie brało udziału w życiu całego lasu – jakby było odłączone. A jednak pod ziemią jego korzenie wciąż są połączone z innymi. Tyle że tego nie widać na pierwszy rzut oka.
To, co Pani opisuje, może być właśnie takim przypadkiem. Niektóre osoby – szczególnie w wieku nastoletnim – wycofują się nie dlatego, że nie potrzebują ludzi, lecz dlatego, że kontakt z ludźmi jest dla nich zbyt trudny lub zbyt obciążający. Cisza bywa wtedy formą ochrony.
Zwraca uwagę coś bardzo ważnego w Pani historii. Kiedy chodzi o relacje społeczne, chłopak się wycofuje. Ale kiedy chodzi o konkretną sprawę – jak poprawienie oceny – potrafił podejść i zapytać. To oznacza, że zdolność do kontaktu w nim jest, tylko pojawia się w sytuacjach, które są dla niego bezpieczniejsze i bardziej przewidywalne.
Niektórzy młodzi ludzie potrzebują właśnie takiej struktury: jasnego celu, konkretnego pytania, krótkiej rozmowy. Swobodne rozmowy czy spontaniczne interakcje bywają dla nich dużo trudniejsze.
W takich sytuacjach paradoks polega na tym, że im bardziej ktoś próbuje „otworzyć” takiego ucznia emocjonalnie, tym bardziej on się zamyka. A kiedy pojawia się spokojna, nienarzucająca obecność – coś zaczyna się powoli zmieniać.
Można czasem spróbować bardzo małych kroków. Na przykład krótkich, neutralnych zdań zamiast pytań o uczucia:
„Widzę, że dziś jesteś wcześniej w szkole.”
albo
„Jeśli kiedyś będziesz potrzebował pomocy z materiałem, możesz podejść.”
To są jak małe mosty. Nie każdy zostanie od razu użyty. Ale dobrze, gdy istnieją.
Warto też pamiętać, że takie wycofanie może mieć różne przyczyny: silną nieśmiałość, lęk społeczny, doświadczenia odrzucenia, trudności neurorozwojowe (np. ze spektrum autyzmu), a czasem po prostu bardzo wrażliwy temperament. Bez rozmowy z rodziną trudno to jednoznacznie ocenić.
Jeśli rodzice rzeczywiście nie pojawiają się w szkole, dobrym krokiem bywa przekazanie obserwacji pedagogowi lub psychologowi szkolnemu. Czasem szkoła ma inne możliwości dotarcia do opiekunów lub zaproszenia ucznia na rozmowę w bardziej neutralnych warunkach.
I jeszcze jedna rzecz, która może być ważna: dla takiego ucznia sama świadomość, że w klasie jest dorosły, który go zauważa i nie naciska, może mieć ogromne znaczenie. Nawet jeśli on tego nie pokaże.
W pracy z ludźmi bywa tak, że najbardziej wpływowe gesty są najmniejsze. Czasem to tylko spokojne „dzień dobry” powtarzane przez wiele miesięcy. Aż któregoś dnia ktoś odpowie. I wtedy okazuje się, że most był budowany przez cały czas.
To, co Pani opisuje, może być właśnie takim przypadkiem. Niektóre osoby – szczególnie w wieku nastoletnim – wycofują się nie dlatego, że nie potrzebują ludzi, lecz dlatego, że kontakt z ludźmi jest dla nich zbyt trudny lub zbyt obciążający. Cisza bywa wtedy formą ochrony.
Zwraca uwagę coś bardzo ważnego w Pani historii. Kiedy chodzi o relacje społeczne, chłopak się wycofuje. Ale kiedy chodzi o konkretną sprawę – jak poprawienie oceny – potrafił podejść i zapytać. To oznacza, że zdolność do kontaktu w nim jest, tylko pojawia się w sytuacjach, które są dla niego bezpieczniejsze i bardziej przewidywalne.
Niektórzy młodzi ludzie potrzebują właśnie takiej struktury: jasnego celu, konkretnego pytania, krótkiej rozmowy. Swobodne rozmowy czy spontaniczne interakcje bywają dla nich dużo trudniejsze.
W takich sytuacjach paradoks polega na tym, że im bardziej ktoś próbuje „otworzyć” takiego ucznia emocjonalnie, tym bardziej on się zamyka. A kiedy pojawia się spokojna, nienarzucająca obecność – coś zaczyna się powoli zmieniać.
Można czasem spróbować bardzo małych kroków. Na przykład krótkich, neutralnych zdań zamiast pytań o uczucia:
„Widzę, że dziś jesteś wcześniej w szkole.”
albo
„Jeśli kiedyś będziesz potrzebował pomocy z materiałem, możesz podejść.”
To są jak małe mosty. Nie każdy zostanie od razu użyty. Ale dobrze, gdy istnieją.
Warto też pamiętać, że takie wycofanie może mieć różne przyczyny: silną nieśmiałość, lęk społeczny, doświadczenia odrzucenia, trudności neurorozwojowe (np. ze spektrum autyzmu), a czasem po prostu bardzo wrażliwy temperament. Bez rozmowy z rodziną trudno to jednoznacznie ocenić.
Jeśli rodzice rzeczywiście nie pojawiają się w szkole, dobrym krokiem bywa przekazanie obserwacji pedagogowi lub psychologowi szkolnemu. Czasem szkoła ma inne możliwości dotarcia do opiekunów lub zaproszenia ucznia na rozmowę w bardziej neutralnych warunkach.
I jeszcze jedna rzecz, która może być ważna: dla takiego ucznia sama świadomość, że w klasie jest dorosły, który go zauważa i nie naciska, może mieć ogromne znaczenie. Nawet jeśli on tego nie pokaże.
W pracy z ludźmi bywa tak, że najbardziej wpływowe gesty są najmniejsze. Czasem to tylko spokojne „dzień dobry” powtarzane przez wiele miesięcy. Aż któregoś dnia ktoś odpowie. I wtedy okazuje się, że most był budowany przez cały czas.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.