Dzień dobry, jesteśmy z żoną blisko czterdzieści lat po ślubie i nagle coś we mnie pękło i czuję wie

4 odpowiedzi
Dzień dobry, jesteśmy z żoną blisko czterdzieści lat po ślubie i nagle coś we mnie pękło i czuję wielki ból w sercu. Bardzo ją kochałem, do tego stopnia że na początku naszego małżeństwa przyłapałem ją na zdradzie gdy była w ciąży z jej byłym partnerem. Czas upływał, wydawało mi się że jest wszystko ok, że kochamy się ale do czasu, Zaglądając (przypadkowo?) do jej torebki zauważyłem schowany żel intymny i tabletki antykoncepcyjne które nosiła do pracy. Na moje pytanie dla czego nosi do pracy, to odpowiedziała wymijająco. Kręciła jak tylko mogła. Ja miałem przeczucie cały czas że jest coś nie tak, aż nagle gdzieś po dwudziestu latach małżeństwa, ze spokojem stwierdziła, abym znalazł sobie kochankę ale tak aby ona o tym nie wiedziała. Twierdziła że mam za duże potrzeby zbliżania się do siebie. Szok. Trochę awantur na ten temat było, straszyła że mnie opuści, kłamała że to nie tak itp.. Jeszcze trochę takich sytuacji było np. ciche rozmowy telefoniczne. Ona pewna, widząc że świata poza nią nie widzę, czuję i wiem że mnie wykorzystywała, i ? No właśnie, pękło we mnie wszystko, uczucia nagle osłabły, zacząłem łączyć wszystkie fakty do kupy i straciłem do żony ostatnie zaufanie i jest dosłownie równy zeru. Teraz praktycznie nie rozmawiamy wręcz mijamy się. Ona mówi oby zrobić kreskę i odciąć się od tego, teraz gdy przeszła na emeryturę i zdrowie jej nie dopisuje. A ja w tym momencie faktycznie mogę potwierdzić słowa mojej śp. Babci że "miłość to głupie uczucie". Czy to prawda? Ja, oczekuję że mnie gdzieś piorun trafi pod drzewem i się nie będę męczyć z myślami.
Jak tu te ostatnie lata spędzić razem ze sobą???
mgr Jarosław Gorczyca
Psycholog
Warszawa
Dzień dobry. Aby dobrze czuć się w związku, trzeba dobrze czuć sią z sobą, być z sobą w zgodzie. Każdy moment życia może być tym momentem, w którym postanawiamy, że mamy prawo do zadbania o swoje potrzeby. Nie warto go odkładać. Warto skorzystać z usług psychologa, aby te potrzeby zidentyfikować oraz żeby znaleźć drogę do ich realizacji. Pozdrawiam i zapraszam do kontaktu Jarek Gorczyca, psycholog.

Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online

Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.

Pokaż specjalistów Jak to działa?
mgr Agnieszka Kałoska
Psycholog
Otwock
Dzień dobry,
Rozumiem, że czuję się Pan zagubiony w tej sytuacji. Warto porozmawiać z żoną szczerze, przedstawić swoje uczucia i potrzeby. Może Pan zaproponować wspólną wizytę u psychologa, aby osoba z zewnątrz mogła pomóc Państwu spróbować spokojnie porozmawiać. Druga sprawa to czy jest Pan gotowy dalej być z żoną. Ma Pan prawo zrezygnować z relacji, która jest niesatysfakcjonująca lub z Pana perspektywy nieszczera.
Dzień dobry, opisał Pan skomplikowane relacje z żoną, które na przestrzeni lat bywały dla Pana źródłem tak radości, jak i smutku, żalu, złości. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: "jak być razem". To raczej droga, którą przemierza się wspólnie z partnerem, przyglądając się sobie i sobie wzajemnie, szukając różnych ścieżek prowadzących do tego, co tworzymy razem.
Myślę, że bardzo pomocne - oczywiście pod warunkiem wspólnej woli - mogłoby być spotkanie z terapeutą par. To taka przestrzeń, w której można się bezpiecznie spotkać i spróbować wzajemnie usłyszeć. Takie spotkanie może pozwolić Państwu przyjrzeć się Waszej relacji, potrzebom, pragnieniom, a także temu, co bolesne i ograniczające.
Pozdrawiam serdecznie, życząc tego, co potrzebne.
Dzień dobry.

To, co Pan opisuje, to nie jest „nagłe pęknięcie bez powodu”. To raczej coś, co było w Panu odkładane przez lata i w pewnym momencie przestało się mieścić. Zdrada na początku małżeństwa, późniejsze niejasne sytuacje, unikanie odpowiedzi, propozycja, by „znalazł Pan sobie kochankę, byle ona nie wiedziała”, groźby odejścia, poczucie manipulacji – to są bardzo silne doświadczenia. Można z nimi żyć długo, można je spychać, racjonalizować, tłumaczyć sobie, że „jakoś to jest”, ale one nie znikają. One się kumulują.

To, co Pan teraz czuje – ból, utratę zaufania, osłabienie uczuć, chłód – to często efekt długotrwałego nadwyrężenia granic i lojalności. Zaufanie jest jak fundament. Można na nim budować, ale kiedy pęka kilka razy, to w końcu konstrukcja zaczyna się chwiać. I czasem dopiero po latach człowiek łączy fakty i dociera do niego pełen obraz sytuacji.

Miłość nie jest „głupim uczuciem”. Miłość bez wzajemności, bez szacunku i bez poczucia bezpieczeństwa – bywa wyniszczająca. To nie uczucie jest głupie. Czasem głupia bywa nasza nadzieja, że druga strona będzie taka, jakiej potrzebujemy, mimo że rzeczywistość pokazuje coś innego. Pan przez lata kochał, wierzył, być może przymykał oczy, bo chciał ratować związek. To nie jest głupota. To lojalność i przywiązanie.

Najważniejsze teraz są dwie rzeczy.

Po pierwsze – Pana ból. To nie wygląda tylko na złość. To wygląda na żałobę. Żałobę po obrazie małżeństwa, w które Pan wierzył. Żałobę po zaufaniu. Żałobę po wizji wspólnego życia, która nagle się rozsypała. Tego nie da się „odciąć kreską”, jak proponuje żona. Emocji nie da się skasować decyzją.

Po drugie – przyszłość. Pyta Pan: „Jak tu te ostatnie lata spędzić razem ze sobą?”. To bardzo ważne pytanie, ale ono ma dwa poziomy. Czy chodzi o to, jak żyć razem pod jednym dachem mimo braku zaufania? Czy raczej jak przeżyć swoje własne lata w sposób, który nie będzie męką?

Bo dziś brzmi Pan jak ktoś, kto jest bardzo samotny w małżeństwie. A samotność we dwoje boli często bardziej niż samotność fizyczna.

Zanim podejmie Pan jakiekolwiek decyzje o „ostatnich latach”, warto najpierw odpowiedzieć sobie na kilka pytań, ale spokojnie, nie pod wpływem impulsu. Czy chce Pan odbudowywać tę relację, jeśli żona byłaby gotowa na prawdziwą szczerość i terapię małżeńską? Czy czuje Pan, że coś jeszcze w Panu chce walczyć, czy raczej to już bardziej przywiązanie niż uczucie? Czy potrafiłby Pan żyć obok niej jak współlokator, bez bliskości i zaufania?

Niepokoi mnie jedno zdanie, które Pan napisał o tym, że czeka Pan, aż „piorun trafi pod drzewem”. To brzmi jak ogromne zmęczenie psychiczne. Jeśli pojawiają się myśli o tym, że wolałby Pan nie żyć albo zniknąć, to jest sygnał, że potrzebuje Pan wsparcia – nie jako mąż, tylko jako człowiek. Rozmowa z psychologiem indywidualnym mogłaby pomóc Panu uporządkować emocje i zobaczyć, czego Pan naprawdę chce, bez presji, bez strachu, bez poczucia winy.

Czterdzieści lat to ogromna historia. Ale to nie znaczy, że reszta życia ma być karą. Czasem największą odwagą nie jest trwanie za wszelką cenę, tylko uczciwe spojrzenie na to, co jest i zdecydowanie, jak chcę dalej żyć – z tą osobą w nowej formule albo osobno.

Na ten moment najważniejsze nie jest to, czy miłość jest „głupia”. Najważniejsze jest to, żeby Pan nie został sam ze swoim bólem.

Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie

  • Twoje pytanie zostanie opublikowane anonimowo.
  • Pamiętaj, by zadać jedno konkretne pytanie, opisując problem zwięźle.
  • Pytanie trafi do specjalistów korzystających z serwisu, nie do konkretnego lekarza.
  • Pamiętaj, że zadanie pytania nie zastąpi konsultacji z lekarzem czy specjalistą.
  • Miejsce to nie służy do uzyskania diagnozy czy potwierdzenia tej już wystawionej przez lekarza. W tym celu umów się na wizytę do lekarza.
  • Z troski o Wasze zdrowie nie publikujemy informacji o dawkowaniu leków.

Ta wartość jest za krótka. Powinna mieć __LIMIT__ lub więcej znaków.


Wybierz specjalizację lekarza, do którego chcesz skierować pytanie
Użyjemy go tylko do powiadomienia Cię o odpowiedzi lekarza. Nie będzie widoczny publicznie.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.