Pytania pacjentów (5)

    ODPOWIEDŹ LEKARZA:

    mgr Marta Karolina Serwa

    Dzień dobry, to, że w ogóle zadaje Pani to pytanie, mówi już całkiem dużo. Widać, że coś Panią niepokoi w tym, jak Pani funkcjonuje. Proszę się nie martwić. To, że nie czuje Pani emocji wyraźnie w ciele,... Więcej


    ODPOWIEDŹ LEKARZA:

    mgr Marta Karolina Serwa

    Tak, nie ma prawnych przeciwskazań do podjęcia pracy jako strażak. Nie ma też psychologicznych przeciwskazań, natomiast ważne jest to, żeby pracować nad objawami, które utrudniają codziennie funkcjonowanie.... Więcej


    Nawet nie wiem, jak opisać mój problem, bo sytuacja jest mocno nietypowa. Mam 63 lata, choruję na raka, po operacji jestem pod stałą opieką onkologiczną, rokowania są nie najgorsze. Mam 92 letniego ojca i 77 letnią macochę. Mieszkamy w odległości 30 km od siebie. Ojciec choruje i wymaga opieki, którą na co dzień sprawuje macocha, emerytowana stomatolog. Często potrzebują mojej pomocy, której chętnie udzielam. Problem pojawia się wtedy, kiedy muszę się wyłączyć i zająć się swoim zdrowiem, czyli np. poddać hospitalizacji, udać na badania, czy pozostać w domu z powodu gorszego samopoczucia. Wtedy mam telefony z krzykami o hipochondrii, wymyślonych chorobach i porzuceniu biednego taty staruszka. Nie jestem jedynaczką, jest brat i dorosłe wnuki. Macocha od początku kwestionuje moją chorobę, śmiejąc mi się w twarz, że adenocarcinoma nie jest rakiem. Ojciec skupia się wyłącznie na sobie. Jestem osobą samotną i póki co, radzę sobie sama, jeśli już muszę, korzystam z pomocy przyjaciół. Lekarze twierdzą, że mam duże szanse na pokonanie choroby, ale obawiam się, że przy tak ogromnym stresie, jaki fundują mi rodzice, może się nie udać. Nie wiem, jak mam sobie poradzić z tą sytuacją.

    ODPOWIEDŹ LEKARZA:

    mgr Marta Karolina Serwa

    To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i w gruncie rzeczy może sprowadzać się do jednej ważnej rzeczy: nie da się jednocześnie przechodzić leczenia onkologicznego i spełniać wszystkich oczekiwań rodziny - albo tylko jednego jej członka.
    Ma Pani prawo:
    - iść do szpitala,
    - gorzej się czuć,
    - nie odbierać telefonu,
    - odmówić pomocy.
    Pani choroba nie podlega „opinii” macochy – to, że ją kwestionuje, nie zmienia faktów.
    To, co u Pani może być największą trudnością, to nie sama sytuacja zdrowotna Pani Taty, tylko sposób, w jaki jest Pani traktowana: krzyki, podważanie choroby, wzbudzanie poczucia winy - całkiem zrozumiałe, że ma Pani obawy, jak takie zachowanie może wpłynąć na Panią i Pani proces leczenia.
    W radzeniu sobie z tą sytuacją może być pomocne twarde i konsekwentne stawianie granicy macosze - wiem, w teorii brzmi łatwo. Chodzi tutaj np. o zasady nieodbierania telefonów w momencie przechodzenia procedur medycznych albo konsekwentne kończenie rozmowy w momencie, kiedy macocha zaczyna bezpodstawnie krzyczeć. Warto się też zastanowić, jaki tak naprawdę jest cel takiego zachowania i czy na pewno jest on podyktowany dobrem Pani Taty - może wtedy łatwiej będzie powiedzieć macosze nie?

    Może warto byłoby też szczerze porozmawiać z pozostałymi członkami rodziny, jak oni to widzą, co sądzą i realnie podzielić się obowiązkami. Tak jak Pani zauważyła, nie jest sama i szczególnie w tym momencie Pani życia opieka nad Tatą cały czas przekracza Pani możliwości.

    Najważniejsze jest to, że żeby mogła Pani pomagać Tacie, musi Pani pomóc sobie i zadbać o własne zdrowie. W samolocie maskę tlenową w sytuacji kryzysowej najpierw zakładamy sobie, a dopiero potem pomagamy komuś bliskiemu.

    Życzę dużo siły i przede wszystkim dużo zdrowia. Pozdrawiam


    Dzień dobry, od kilku miesięcy pojawił się nietypowy problem - czuję stres przed pójściem spać oraz w nocy. Boję się, że hałas od sąsiadów mnie obudzi, przez co sama budzę się często w nocy w dużym stresie i potrzebuję sporo czasu aby się uspokoić i znowu zasnąć. Nadsłuchuję każdego kroku, szumu, trzasku. Obecnie mieszkam w kawalerce zupełnie bez izolacji dźwięku, problem pojawił się po tym, gdy przez pewien czas mieszkali obok głośni sąsiedzi. Czy jest to problem, z którym łatwo mogę sobie poradzić sama, czy warto abym poszła na konsultacje do specjalisty?

    ODPOWIEDŹ LEKARZA:

    mgr Marta Karolina Serwa

    Dzień dobry,
    To, co Pani opisuje jest zrozumiałą reakcją na trudne doświadczenie. Przez jakiś czas hałas sąsiadów był realnym problemem, więc Pani organizm "przestawił się" na tryb czujności w nocy i teraz działa tak dalej, nawet gdy zagrożenia już nie ma. Trochę jak alarm, który nie wie, że niebezpieczeństwo minęło.
    Warto zauważyć, że samo nasłuchiwanie i wyczekiwanie hałasu sprawia, że lęk się podtrzymuje, nawet jeśli cisza w końcu trwa. To trochę błędne koło.
    Dobrze byłoby, żeby Pani zastanowiła się nad kilkoma rzeczami: czy problem narasta, czy może powoli słabnie? Jak wygląda Pani funkcjonowanie w ciągu dnia - czy brak snu zaczyna wpływać na nastrój, pracę, relacje z innymi?
    Jeśli chodzi o konsultację ze specjalistą - przy problemach z takim mechanizmem terapia bywa krótkoterminowa i dość konkretna, nie jest to więc duże zobowiązanie. Jeśli po kilku tygodniach nie zauważy Pani żadnej poprawy, warto rozważyć tę opcję.
    Pozdrawiam


    Dzień dobry,. Mam 34 lata i jestem z żoną małżeństwem 9 lat piszę, ponieważ mam problem w relacji z żoną, który coraz bardziej mnie obciąża i nie wiem, jak sobie z nim poradzić.
    Z mojej strony czuję dużą potrzebę bliskości – zarówno emocjonalnej, jak i fizycznej. Często mam ochotę na kontakt, rozmowę czy zbliżenie. Natomiast żona ma dużo mniejszą potrzebę w tym zakresie. Do zbliżeń dochodzi rzadko (około 2–3 razy w miesiącu) i praktycznie nigdy nie wychodzi to z jej inicjatywy.
    Ona mówi, że ją podniecam i że wszystko jest w porządku, ale jednocześnie często mówi, że „nie chce jej się” albo jest zmęczona. Zdarza się też, że bywa bardzo ciepła, potrafi się śmiać, rozmawiać, sama zadzwonić – a innym razem jest wycofana, chłodna i nie ma ochoty na kontakt. To jest dla mnie bardzo trudne, bo nie rozumiem, z czego to wynika.
    Staram się dbać o relację – organizuję wspólny czas, romantyczne wieczory, inicjuję rozmowy – ale mam wrażenie, że dla niej nie jest to tak ważne jak dla mnie. Coraz częściej czuję frustrację, odrzucenie i bezsilność.
    Chciałbym zrozumieć, czy problem leży po mojej stronie, po jej stronie, czy w naszej komunikacji, i co mogę zrobić, żeby poprawić naszą relację, zamiast ją pogarszać.
    Zależy mi na tym związku, dlatego szukam pomocy i wskazówek, jak do tego podejść. Z miesiąca na miesiąc czuje się coraz gorzej. Prosze o pomoc

    ODPOWIEDŹ LEKARZA:

    mgr Marta Karolina Serwa

    Dzień dobry,
    Widać, że bardzo zależy Panu na tej relacji i że to, co Pan opisuje, naprawdę Pana boli. Frustracja, poczucie odrzucenia, bezsilność przy jednoczesnym staraniu się potrafią być naprawdę wyczerpujące. Chciałabym zatrzymać się przy jednej rzeczy, którą Pan napisał: szuka Pan odpowiedzi na pytanie, czy problem leży po Pana stronie, po stronie żony, czy w komunikacji. To zrozumiałe pytanie, ale w relacjach rzadko da się tak prosto rozdzielić "winę". Znacznie częściej chodzi o to, że dwoje ludzi ma różne potrzeby i sposoby funkcjonowania, które się ze sobą zderzają i tworzą pewien wzorzec. Ten wzorzec potem żyje własnym życiem i nakręca się. Warto też mieć na uwadze, że te potrzeby i wzorce mogą się zmieniać w czasie i różnić od tego, co było np. na początku waszej relacji. To, co Pan opisuje, czyli różnica w potrzebie bliskości, zmienność nastrojów żony, Pana narastające poczucie odrzucenia to coś, z czym naprawdę trudno poradzić sobie samemu, rozmawiając tylko we dwoje. Nie dlatego że dzieje się coś strasznego, ale dlatego że takie rozmowy bardzo łatwo zamieniają się w kłótnię lub wzajemne pretensje, nawet gdy obie strony mają dobre intencje. Warto zastanowić się nad jedną rzeczą: czy żona wie, jak bardzo ta sytuacja Pana obciąża? Nie jako zarzut, ale jako informacja o Panu? Warto tutaj w rozmowie używać "komunikatu ja", czyli mówić o sobie, swoich uczuciach, zamiast odnosić się do drugiej osoby, bo faktycznie może się to przerodzić w konflikt i ostrą wymianę zdań.
    To co mogłoby Wam pomóc się dogadać i przede wszystkim usłyszeć siebie nawzajem, to terapia par. Wtedy bez oceniania moglibyście spróbować spojrzeć na tę sytuację z dwóch stron. Być może po stronie żony też jest powód, dlaczego tak się zachowuje, a też trudno jej to powiedzieć lub zakomunikować. Warto rozważyć nawet kilka spotkań.
    Pozdrawiam


Popularne pytania

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.