Mam pusty umysł, jakby mnie w środku (tej emocjonalnej mnie) nie było. Działam jak automat, niby wie
3
odpowiedzi
Mam pusty umysł, jakby mnie w środku (tej emocjonalnej mnie) nie było. Działam jak automat, niby wiem że mam coś zrobić, pamiętam, ale nie mam żadnych odczuć które by mnie uświadamiały o rzeczywistości; czy względem innych ludzi. Potrafię patrzeć na własne zdjęcie i poza wiedzą że to ja, nie poznaje się/utożsamiam emocjonalnie. Czuję się obco w swoim ciele, nie mam poczucia rzeczywistości, nie wiem czy to spowodowane właśnie brakiem uczuć/emocji ale wszystko wokół nie budzi we mnie emocji które zawsze wywoływało - nawet stres. Nawet stresu czy strachu nie czuję fizycznie; żadnych palpitacji serca, żadnych fizycznych manifestacji życia. Mam problemy z wyobraźnią czy wizualizacją. Wszystko zaczęło się gdy ze stresu przestałam spać,a trwa to ponad dwa miesiące. Nie potrafię już normalnie zapaść w głęboki sen, w jaki zapadałam cale życie. Mam w tej chwili jakieś drzemki płytkie co chwile urywane po których zapewne ciało czuje troche odpoczynku, ale dla mnie żaden sen jak się okazało nie przywraca do normalności. Byłam już u internistów, neurologa, psychiatry i w żaden sposób mi nie pomogli. Leki przeciwdepresyjne ani nasenne mi nie pomogły a wręcz pogorszyły sprawę. Robiłam badania krwi, moczu, badanie tarczycy i obecnie myślę o dodatkowych badaniach hormonów (nie wiem jeszcze których) lub tomografii głowy. Ciągle myślę, że pierwotnie długotrwały brak snu coś mi uszkodził, szukam ale już doprawdy brakuje mi tropów. Nie uważam bym miała rzekomą depresję, gdyż chęci i siłę do pracy mam. Miałam epizod z dużym stresem i lękiem, ale go już nie mam. Na co jeszcze mogą wskazywać objawy? Gdzie i jak znaleźć przyczynę?
Witam. Z jakiegoś powodu wykształciły się w Pani mechanizmy obronne, manifestujące się w odcinaniu się od siebie i swoich emocji. Pisze Pani o dużym czynniku lękowym. Odpowiedz na te problemy tkwi w Pani. Sugerowałabym podjęcie psychoterapii, na której będzie mozliwe dojście do przyczyn problemów oraz wykształcenie bardziej adaptacyjnych sposobów radzenia sobie. Angelika Urban, pozdrawiam
Uzyskaj odpowiedzi dzięki konsultacji online
Jeśli potrzebujesz specjalistycznej porady, umów konsultację online. Otrzymasz wszystkie odpowiedzi bez wychodzenia z domu.
Pokaż specjalistów Jak to działa?
Dzień Dobry, wizyta u psychoterapeuty może okazać się dobrym pomysłem, warto z kimś o tym po prostu porozmawiać. Pozdrawiam
Czasami zdarza się, że człowiek idzie przez życie jak przez dobrze znany las, aż nagle zapada gęsta mgła. Drzewa są te same, ścieżka jest ta sama, a jednak zmysły przestają podpowiadać, gdzie dokładnie się jest. Nie dlatego, że las zniknął — lecz dlatego, że organizm uznał, iż na pewien czas lepiej zwolnić, wyciszyć bodźce i chronić to, co w środku.
To, co Pani opisuje, przypomina właśnie taki stan. Umysł nadal pamięta drogę, wie kim Pani jest, rozpoznaje fakty. A jednak emocjonalny kompas jakby przestał wysyłać sygnały. Czasem dzieje się tak wtedy, gdy przez dłuższy czas ciało i psychika były zmuszone iść bez odpoczynku, bez snu, bez zatrzymania — aż w końcu same wprowadzają przerwę.
Można to porównać do kominka, w którym ogień palił się zbyt długo i zbyt intensywnie. Gdyby płomień dalej był podsycany, wszystko by się spaliło. Więc system sam ogranicza dopływ tlenu. Ogień przygasa, robi się chłodniej, a ktoś może pomyśleć: „ogień zgasł”. Tymczasem on wciąż tam jest, tylko odpoczywa pod warstwą popiołu.
Pani brak emocji, brak lęku, brak reakcji ciała — to niekoniecznie znak uszkodzenia. Często jest to czasowe znieczulenie, które organizm stosuje, gdy wcześniej było zbyt dużo napięcia. I dlatego próby „sprawdzenia wszystkiego” w badaniach nie zawsze przynoszą odpowiedź — bo to nie mechaniczna awaria, lecz mądra pauza.
Zauważyła Pani, że ciało mimo wszystko znajduje sposób, by odpocząć — w krótkich drzemkach. To tak, jakby organizm mówił: „nie umiem jeszcze spać głęboko, ale zrobię to, co mogę”. I to jest ważna informacja: proces regulacji wciąż trwa.
Być może teraz nie jest czas na szukanie kolejnej przyczyny ani na zmuszanie się do „powrotu do siebie”. Być może to moment, w którym warto pozwolić, by rzeczy wracały powoli, tak jak oczy przyzwyczajają się do światła po długim przebywaniu w ciemnym pokoju.
Czasem pomaga wyobrazić sobie, że emocje są jak goście, którzy na chwilę wyszli do ogrodu. Nie trzeba ich wołać ani ciągnąć za rękę. Wystarczy zostawić otwarte drzwi. One wiedzą, kiedy wrócić.
A kiedy przyjdzie właściwy moment — często w rozmowie, w bezpiecznej relacji, w ciszy albo w śnie, który jeszcze nie wie, że znów stanie się głęboki — coś bardzo delikatnie zaczyna się poruszać. Najpierw ledwie zauważalnie. Jak pierwszy oddech wiosny po długiej zimie.
I nawet jeśli teraz Pani tego nie czuje, organizm pamięta drogę powrotu. On już ją kiedyś znał. I to wystarczy, by mu pozwolić robić to, co potrafi najlepiej — wracać do równowagi we własnym tempie.
To, co Pani opisuje, przypomina właśnie taki stan. Umysł nadal pamięta drogę, wie kim Pani jest, rozpoznaje fakty. A jednak emocjonalny kompas jakby przestał wysyłać sygnały. Czasem dzieje się tak wtedy, gdy przez dłuższy czas ciało i psychika były zmuszone iść bez odpoczynku, bez snu, bez zatrzymania — aż w końcu same wprowadzają przerwę.
Można to porównać do kominka, w którym ogień palił się zbyt długo i zbyt intensywnie. Gdyby płomień dalej był podsycany, wszystko by się spaliło. Więc system sam ogranicza dopływ tlenu. Ogień przygasa, robi się chłodniej, a ktoś może pomyśleć: „ogień zgasł”. Tymczasem on wciąż tam jest, tylko odpoczywa pod warstwą popiołu.
Pani brak emocji, brak lęku, brak reakcji ciała — to niekoniecznie znak uszkodzenia. Często jest to czasowe znieczulenie, które organizm stosuje, gdy wcześniej było zbyt dużo napięcia. I dlatego próby „sprawdzenia wszystkiego” w badaniach nie zawsze przynoszą odpowiedź — bo to nie mechaniczna awaria, lecz mądra pauza.
Zauważyła Pani, że ciało mimo wszystko znajduje sposób, by odpocząć — w krótkich drzemkach. To tak, jakby organizm mówił: „nie umiem jeszcze spać głęboko, ale zrobię to, co mogę”. I to jest ważna informacja: proces regulacji wciąż trwa.
Być może teraz nie jest czas na szukanie kolejnej przyczyny ani na zmuszanie się do „powrotu do siebie”. Być może to moment, w którym warto pozwolić, by rzeczy wracały powoli, tak jak oczy przyzwyczajają się do światła po długim przebywaniu w ciemnym pokoju.
Czasem pomaga wyobrazić sobie, że emocje są jak goście, którzy na chwilę wyszli do ogrodu. Nie trzeba ich wołać ani ciągnąć za rękę. Wystarczy zostawić otwarte drzwi. One wiedzą, kiedy wrócić.
A kiedy przyjdzie właściwy moment — często w rozmowie, w bezpiecznej relacji, w ciszy albo w śnie, który jeszcze nie wie, że znów stanie się głęboki — coś bardzo delikatnie zaczyna się poruszać. Najpierw ledwie zauważalnie. Jak pierwszy oddech wiosny po długiej zimie.
I nawet jeśli teraz Pani tego nie czuje, organizm pamięta drogę powrotu. On już ją kiedyś znał. I to wystarczy, by mu pozwolić robić to, co potrafi najlepiej — wracać do równowagi we własnym tempie.
Wciąż szukasz odpowiedzi? Zadaj nowe pytanie
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.