Zdjęcie rodziny pełnej relacji jak konstelacji

Relacje jak konstelacje, czyli w jaki spoób przetrwać rodzinne zjazdy

Napisano przez w Psychologia10 października 2015 Brak komentarzy.

Prawdopodobnie to letnie wpatrywanie się w gwiazdy, spadające gwiazdy i ich układy, sprawiło, że takie mam skojarzenie. Jedne gwiazdy układają się we wszystkim znany Duży Wóz, inne w Mały Wóz i tak dalej (często na tym kończy się nasza wiedza, ale każdy z nas wie, że tych konstelacji jest od groma). Drugim źródłem inspiracji są wakacje u rodziny. Posiadanie większej rodziny w mniejszej przestrzeni od siebie jest skarbem i… przekleństwem, o którym wolę myśleć jako o wyzwaniu. Jak ma się jeszcze własne dzieci to pojawia się dodatkowy sprawdzian.

Babka – seniorka rodu, dla własnych dzieci już prababka, chce by do niej przyjechać, by posłuchać jej opowieści (często znanej już treści). Pomóc w czymś też można by było, no i koniecznie spróbować jej domowego wypieku, zrobionego specjalnie na tę okazję („dostałam przepis od Irenki, tej mojej kumpelki na takie ciasto drożdżowe robione tylko widelcem, wyobrażasz sobie? Musisz spróbować”). Oczekuje pomocy i docenienia jej przygotowania, dobrego słowa. Ma do tego prawo? Ma.

Mama jednego z małżonków oczekuje odwiedzin, koniecznie z obiadem (i deserem, i kawą, i… czemu nie zostaniecie na kolacji?), opowiadań „co tam u was?”, czasu na zabawę z wnukiem/wnuczką. Oczekuje wspólnie spędzonego czasu. Ma do tego prawo? Ma.

Ojciec tegoż samego małżonka chciałby pobawić się z wnukiem/wnuczką, zapewne zrobił już kolejną huśtawkę w ogrodzie (lub ogródku działkowym, na który teraz trzeba koniecznie pojechać). Oczekuje czasu z dzieckiem. Ma do tego prawo? Ma.

Mama drugiego z małżonków może chciałaby (z racji samotności czy to z powodu wdowieństwa czy kiepskiej relacji z mężem) trochę czułości, serdecznych objęć, przytulenia, wypieszczenia wnuka/wnuczki „choć cię wycałuję!”, „jak cię wytarmoszę, wygilgotam..”, „mój ty skarbie, jesteś do schrupania, słodziaku..”. Oczekuje dotyku, bliskości fizycznej. Ma do tego prawo? Ma.

Ojciec drugiego z małżonków, może akurat jest nieobecny ciałem (odszedł już dawno zostawiając rodzinę czy umierając), albo obecny ciałem, ale jakoś tak bez kontaktu. Oczekuje świętego spokoju. Ewentualnie może posłuchać co tam u was. Nie odpowie żadnym zdaniem, nie skomentuje. O sobie ani mru mru. Ma do tego prawo? Ma.

Jeszcze mamy rodzeństwo!

Jeszcze mamy znajomych!

Każdy ma jakieś oczekiwania. Ma do nich prawo? Ma.

A co sami przybywający do rodziny z dobrymi zamiarami, dobrymi intencjami i na wakacje przecież? Oni mają prawa? Oni mają…przechlapane.

Jeśli jest Ci to znane, to rzucam Ci koło ratunkowe. Książka pt. „Języki miłości” Garego Chapmana. Wiedza bezcenna w każdej relacji. Bo każda relacja jest po to by dawać i brać. Co dawać i brać? Jakkolwiek tego nie nazwiemy na początku, to głębiej wchodząc jest to po prostu miłość. Różne jej odmiany. Bo i macierzyńska, małżeńska, przyjacielska. W każdej ważnej dla nas relacji jest element miłości (bycia ważnym, szanowanym, akceptowanym plus to ciepłe i puchate, które powoduje, że nam kogoś brakuje).

Pan Chapman opisał różne sposoby okazywania i odczuwania miłości. Czułe, ciepłe słowa – czuję się ważna i kochana, kiedy słyszę dobre słowa o mnie. Dotyk – czuję się ważna i kochana, kiedy ktoś jest blisko, obejmie czy poklepie po plecach, przytula. Pomoc – czuję się ważna i kochana, kiedy ktoś mi pomaga. Czas spędzony razem – czuję się ważna i kochana, kiedy spędzamy dużo czasu razem, choćby wspólnie oglądając wiadomości. Małe niespodzianki, po których widać, że ktoś nas dobrze zna, bo robi mi herbatę czy kawę dokładnie taką jak lubię i wie kiedy najbardziej tego potrzebuję, albo pamiętał, że mój ulubiony batonik to… i dał kiedy miałam swoje trudne dni.

Co się dzieje jak nie trafię w kogoś język miłości? Komuś, kto czuje się ważny i kochany przeze mnie dzięki mojej pomocy, będę mówiła miłe słowa, chwaliła to, co robi, jak wygląda? Albo komuś, kto czuje się ważny i kochany przez ilość czasu spędzonego razem, ja zrobię kilka trafionych niespodzianek i pojadę dalej? Wtedy moje najlepsze intencje nic nie znaczą. Wtedy ktoś się czuje nieważny dla mnie i niekochany przeze mnie. Wtedy ja się czuję sfrustrowana, bo przecież tak się starałam, a tu wciąż pretensje albo rozczarowanie. Każdy z nas ma dominujący język miłości. Mój własny może nie pokrywać się z językiem mojego partnera, dziecka, przyjaciela.

By przetrwać czas z rodziną trzeba być uważnym na drugą osobę. Trzeba dostosować się do jej potrzeb, oczekiwań. Gdy jednocześnie chcę uszanować swoje granice to wspinam się na szczyty asertywności. Czasem też muszę liczyć się z czyjąś frustracją, bo idealnie się zrobić nie da. Udane relacje dają wiele satysfakcji. Z każdą osobą mam swój własny kod wymiany, który daję i biorę. Z każdą osobą tworzę niepowtarzalny układ.

Sprostać temu wszystkiemu to istny kosmosPrawda, że przypomina to konstelacje gwiazd?

O autorze