Witam, post będzie dosyć długi ale chciałbym w pełni przedstawić sytuacje. Mam trzydzieści lat, jes
Witam, post będzie dosyć długi ale chciałbym w pełni przedstawić sytuacje. Mam trzydzieści lat, jestem raczej spokojnym człowiek po długim związku, który trwał 7lat. Po krótkim okresie wolności związałem się z kobietą młodszą od siebie o 7lat. W naszej relacji wszystko było dosyć szybkie, jestem jej pierwszym mężczyzną w sferze intymnej, zamieszkaliśmy razem po dwóch miesiącach znajomości, niestety od startu tej znajomości zaczęły się również moje problemy. Okazało sie, że moja kobieta ma wręcz abstrakcyjne podejście do spraw codziennych. W trakcie naszego związku przez pierwsze miesiące potrafiła większość czasu wyjeżdzać do rodziców, przy tym kompletnie nie pracując a w międzyczasie gdy już przebywała w domu - głównie spała i była załamana. W tym czasie ja byłem odpowiedzialny za domowy budżet, codzienne obowiązki przez pranie po gotowanie, które również jest moim zawodowym powołaniem. Pracowałem po 250- 300godzin miesięcznie. Niestety z jej strony niewiele się zmieniało. Zawaliła studia, na które nie chodziła. Byliśmy dogadani, że weźmie urlop dziekański ale termin na złożenie wniosku również minął zanim to udało jej się zrobić, przy okazji zaniedbała swoje zdrowie oraz jakąkolwiek więź między nami. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Okazało się, że ma kontakt z byłym partnerem a dzień przed rozpoczęciem naszej relacji oficjalnie, wciąż pisała do niego z chęcią powrotu. Po czasie zrozumiałem, że każdy może czuć sentyment do byłego partnera natomiast z drugiej strony uczucie plastra na ranę towarzyszy mi do tej pory. W sierpniu okazało się, że moja kobieta ma nerwice, stany lękowe oraz lęk przed porzuceniem, do tego stany depresyjne, które prawdopodobnie towarzyszą jej od dziecka. Jej rodzina na początku twierdziła, że jest to moja wina ponieważ powinienem zauważyć zmiany w jej zachowaniu. Nie zgadzam się z tym zupełnie, jej zachowanie od początku naszego związku było tak irracjonalne, że żadne zmiany nie nastąpiły, oprócz zazdrości, która była z jej strony tak silna, że gdy jakakolwiek kobieta szła w bliskiej odleglości spojrzała na mnie, ta reagowała gniewem/ obrażeniem się na mnie bądź chęcią wyjścia z danego pomieszczenia, nawet gdy była to galeria. W trakcie naszej relacji wielokrotnie sprawdzała moje urządzenia, sprawdzając czy mam z kimkolwiek kontakt. Oczywiście każda kobieta była traktowana jako wróg. Wraz z początkiem czerwca uznałem, że udam się na terapie, nie wytrzymywałem już psychicznie tego co dzieje się w moim domu więc poprosiłem o pomoc specjalistę, który uznał, że mogą być to stany lękowe oraz depresja. Dostałem leki psychotropowe, na początku asertin oraz trittico, następnie mocniejsze. W tym momencie od lipca nie mieszkamy razem, wyprowadziła się z dnia na dzień wracając do rodzinnego domu. Spotykamy się sporadycznie lecz nadal czuję, że to jakim uczuciem darzę swoją kobietę jest żywe. Okazało się, że jest chora, przewlekła choroba układu moczowego, pomagałem i nadal pomagam jej. Odwiedzam oraz wspomagam finansowo, ze względu na to, że faktycznie w tym momencie nie może pracować. Ustaliliśmy wyprowadzkę do innego miasta, niestety z tego się wycofała dając nam czas dwóch miesięcy by spróbować nieopodal jej rodzinnej miejscowości, zresztą z której sam pochodzę. Ja tego miejsca nienawidzę, mam toksyczną rodzinę, z którą aktualnie muszę mieszkać i gdy mówię jej o swoich lękach oraz obawach, Ona twierdzi że wszystko przecież zmieni się na lepsze. Nigdy z jej zapowiedzi nic nie wynikło. Nie wiem czy nadal potrafię angażować się w relację, w której czuje się po prostu pominięty. Czy jej strach przed jakimikolwiek zmianami można czymkolwiek przełamać?
0 odpowiedzi
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.