Franciszka Salezego Jezierskiego 1/7, piętro I, 20-439 Lublin
Nowy stacjonarny adres gabinetu psychologicznego - zapraszam serdecznie.
Lublin ul. Jezierskiego 1/pokój nr 7 (I piętro).
03/10/2025
Franciszka Salezego Jezierskiego 1/7, piętro I, 20-439 Lublin
Nowy stacjonarny adres gabinetu psychologicznego - zapraszam serdecznie.
Lublin ul. Jezierskiego 1/pokój nr 7 (I piętro).
03/10/2025
Akceptowana
Akceptowana
Akceptowana
12 opinii
Sprawdzamy wszystkie opinie. Moderujemy je zgodnie z naszymi zasadami, dowiedz się więcej o opiniach i sposobie obliczania gwiazdek na Dowiedz się więcej Dowiedz się więcej o opiniach
Pani bardzo sympatyczna wzbudzająca zaufanie, na pewno chętnie umówię kilka kolejnych wizyt
mgr Izabela Błaszkiewicz
Dziękuję serdecznie, Pani Izabelo!
Pani Iza byla bardzo profesjonalna i stworzyla bardzo przyjazna, sprzyjajaca rozmowie atmosfere. Polecam!
mgr Izabela Błaszkiewicz
Panie Marcinie! Uprzejmie dziękuję za te słowa. To ważne, że rozmowa pozwoliła Panu w dobrej atmosferze zajrzeć odrobinę w głąb siebie i zastanowić się nad swoimi potrzebami, pragnieniami. Wierzę, że to pozwoli Panu podjąć najlepsze dla siebie decyzje co do dalszego pokierowania życiem. Trzymam kciuki i do zobaczenia! :)
Podczas pierwszego spotkania Pani Izabela zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, była miła I uprzejma. Czułam się w pełni wysłuchana I zrozumiana. Pod koniec rozmowy trafnie podsumowała moje uczucia i zaoferowała pomóc w subtelny sposób. Bardzo dziękuję.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Dziękuję za te słowa. Cieszę się, że czuła się Pani dobrze - wysłuchana i zrozumiana. Podziwiam również Pani chęć pracy nad sobą - to ważne, że postawiła Pani na siebie mimo wielu obowiązków życiowych! :) Trzymam kciuki!
Pani Izabela jest naprawdę przesympatyczna osobą, która w 100% stara się pomóc. Polecam wszystkim, którzy zmagają się z różnymi problemami, naprawdę warto.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Pani Paulino, serdecznie dziękuję! Ja również bardzo doceniam Pani pracę nad zmianą i wierzę, że jest Pani w stanie osiągnąć to, o czym Pani marzy.
Pani Iza jest punktualna, co bardzo cenię, bystra i elokwentna, zadaje trafne pytania i daje cenne wskazówki. Do tego rozmowa z nią jest przyjemna, bo jest zaangażowana, podchodzi życzliwie i wyrozumiale. Polecam.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Pani Hanno, serdecznie dziękuję! Cieszę się, że moje wsparcie jest dla Pani wartościowe i wiem, że Pani wytrwałość oraz optymizm pozwolą Pani wprowadzić upragnione zmiany w życie :)
Bardzo rzetelnie podchodzi do każdego problemu.Jest bardzo miła I uśmiechnięta osobą.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Panie Jacku, to bardzo miłe - dziękuję. Ja też dobrze wspominam naszą współpracę. Podziwiam Pana zaufanie i odwagę, by zmierzyć się z trudnościami mimo przeciwności losu. Pozdrawiam!
Pierwszy raz w życiu ktoś mnie wysłuchał- bez osądów i patrzenia na zegarek. Pani Izabela to cudowny człowiek, który naprawdę angażuje się w pomoc drugiej osobie. Nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś, komu naprawdę zależy i w dodatku naprawdę potrafi szczerze pomóc- do czasu naszej pierwszej rozmowy. Chciałabym polecić Panią, jako prawdziwego profesjonalistę. Wyciągnęła Pani do mnie rękę, w najgorszym momencie. Słowa nie oddadzą mojej wdzięczności. Serdecznie polecam.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Pani Klaudio, bardzo dziękuję za te miłe słowa! Cieszę się, że mogłam i nadal mogę Pani towarzyszyć w trudnych chwilach. Cieszę się, że poczuła się Pani lepiej. Jestem przekonana, że Pani zaangażowanie w pracę nad sobą pozwoli uporać się z problemami i wprowadzić upragnione zmiany w życiu. Trzymam za Panią kciuki!
To pierwsza wizyta, ale jestem zadowolona, myślę, że poczułam pewien spokój, którego mi brakowało, czekam na kolejną.
mgr Izabela Błaszkiewicz
Pani Kamilo, dziękuję! Miło mi słyszeć, że już po naszym pierwszym spotkaniu pojawił się u Pani spokój. A jednocześnie jestem bardzo dumna z pracy nad sobą, jaką wykonuje Pani między naszymi spotkaniami. Gratuluję i życzę powodzenia w dalszych krokach!
Bardzo dziękuje za czas poświęcony mi w niedziele i słowa które mnie wsparły i pomogły zrozumieć moja sytuacje. Pierwszy raz skorzystałam z kontaktu online i nie żałuje. Serdecznie polecam
mgr Izabela Błaszkiewicz
Pani Edyto, dziękuję za opinię. Podjęła Pani odważną decyzję, aby w kryzysowym momencie poprosić o wsparcie - wierzę, że to pierwszy ogromny krok do lepszego życia. Życzę dużo spokoju i pozdrawiam ciepło!
Profesjonalna i skuteczna. Już od pierwszej wizyty wzbudza zaufanie i można poczuć się swobodnie. Polecam
mgr Izabela Błaszkiewicz
Dziękuję!
3 odpowiedzi udzielonych przez lekarza na pytania pacjentów na ZnanyLekarz.pl
Dlaczego moje dziecko wpada w furię, gdy kończę mu grę albo każę wyłączyć komputer?
To bardzo częste pytanie i wielu rodziców się z tym mierzy.
Dzieci wpadają w złość przy wyłączaniu gry, bo dla ich mózgu to nie jest „tylko zabawa”.
Gry są intensywnym źródłem emocji, dopaminy i poczucia kontroli – a przerwanie tego nagle działa jak odcięcie w połowie ulubionego filmu czy rozmowy z przyjaciółmi, tylko dużo mocniej.
Dziecko w tym momencie przeżywa:
- frustrację (przerwano coś, co było przyjemne i ważne),
- utracone poczucie wpływu („ktoś decyduje za mnie”),
- przeciążenie emocjonalne – szczególnie jeśli gra była intensywna.
U młodszych dzieci kora przedczołowa (odpowiedzialna za kontrolę emocji) nie jest jeszcze dojrzała, więc zamiast „rozumowego” przyjęcia granic pojawia się gwałtowna reakcja – krzyk, bunt, furia.
Pomaga:
-jasne zasady z wyprzedzeniem („grasz do 18:30, potem wyłączamy”),
-przypomnienia przed końcem („za 10 minut kończymy”),
-rytuał przejścia – np. coś miłego po grze (rozmowa, wspólna czynność),
-konsekwencja – jeśli ustalone zasady są łamane, dziecko uczy się, że „może się uda”.
Furia nie oznacza, że dziecko jest „złe” czy „uzależnione” – to naturalna, choć trudna do zniesienia reakcja emocjonalna. Ważne, by zachować spokój i uczyć dziecko stopniowo regulacji emocji.
Witam wszystkich
Proszę o opinię w zaistniałej sytuacji zacznę od początku .
Trzy lata temu przeprowadziłam się za granicę do mojego partnera, który mieszkał z psem – buldogiem francuskim . Od momentu mojego przyjazdu pies wymagał ciągłej pomocy weterynarzy. W czasie, gdy jesteśmy razem, wydajemy na niego ogromne sumy pieniędzy , dziś sądzę ,że jest to w granicy 60 tys zły . Gdyby mój partner był bogaty i nie miał problemów finansowych, nie miałabym nic przeciwko, ale prawda jest taka, że nie stać nas na ciągłe wydatki związane z jego leczeniem. Pies, odkąd tu jestem, zniechęcił mnie swoimi zachowaniami i łapczywością. Jadł do granic wymiotowania, a następnie zjadał wymioty. Podobne zachowania występowały przy piciu wody. Między łapami miał różnego rodzaju śluzy (drożdżaki), schodzącą skórę i rany, a także nawracające zapalenie napletka oraz obrzydliwe zielone wydzieliny na pościeli i kafelkach w mieszkaniu. Starałam się leczyć psa, kupowaliśmy różne maści i leki, ale to nic nie pomagało. Odwiedzaliśmy weterynarzy, którzy tylko kasowali nas za wizyty, nie przynosząc żadnej poprawy.
Wykonaliśmy prywatne testy nietolerancji pokarmowej i środowiskowej. Okazało się, że pies jest w niewielkim stopniu uczulony na tuje – a pod naszym balkonem rośnie ich około dwudziestu. Po diagnozie partner zaczął wydawać na leki dla psa około 1500 zł miesięcznie.
Po pół roku okazało się, że jestem w ciąży. Wiedziałam, że to będzie ogromny problem, ponieważ zaczniemy się kłócić.
Miałam świadomość, że nie będzie mógł dalej przeznaczać pieniędzy na psa, tylko na nasze przyszłe dziecko, które już było w drodze. Tłumaczyłam mu, że po porodzie sytuacja z psem się pogorszy, ale on zapewniał mnie, że tak nie będzie.
Przez całą ciążę zabroniłam psu wchodzić na nasze łóżko, ponieważ miał różne wydzieliny między łapami. Gdy smarowałam go maściami, kilkakrotnie mnie pogryzł, tak samo jak mojego partnera.
Kilka dni po porodzie doszło u mnie do poważnego zagrożenia życia i trafiłam z synem do szpitala. Po powrocie do domu czekała na mnie niespodzianka – zapalenie gruczołów odbytowych, a w mieszkaniu unosił się zapach zepsutego mięsa. Prosił, że to ostatni raz pojedziemy do weterynarza, aby mu pomóc (byłam tym bardzo zmęczona). Zgodziłam się, ale już miałam tego dość. Kilka dni później znów trafiłam do szpitala. Brakowało niewiele, a mogłabym tego nie przeżyć. Gdy partner nas odbierał, prosił, abym się nie denerwowała – pies miał nużeńca, praktycznie cała sierść mu wypadła, a z ran sączyła się ropa i krew. Przez siedem miesięcy codziennie musiałam kąpać psa w specjalnych szamponach, ponieważ miał rany na całym ciele. Walka o jego zdrowie trwała długo około 7-8 miesięcy oprócz tego musiałam wyciskać mu gruczoły okołoodbytowe, co robiłam wbrew sobie, ale dla mojego partnera i dla naszego synka, aby się niczym nie zaraził. Cały czas żyje w strachu o jego zdrowie, ponieważ przy porodzie mogliśmy stracić zarówno syna, jak i siebie nawzajem. Tak dokładnie ja i nasz synek byliśmy w zagrożeniu. Trzy miesiące po urodzeniu synka okazało się, że mam stan przednowotworowy. Przeszłam operację, a później doświadczyłam czegoś w rodzaju paraliżu lewostronnego ręki i nogi. Dopóki nasz synek nie raczkował, nie kłóciłam się z partnerem, ale gdy zaczął chodzić i wkładać wszystko do buzi, w tym sierść psa i dotykać wydzielin, zaczęliśmy toczyć wojnę w domu. Ciągle zarzucam mu, że jest nieodpowiedzialny i naraża nasze dziecko. Pies zaczął sikać w domu, zaczęliśmy zakładać mu pampersy, ale gdy się zesika, smród jest tak intensywny, że nie da się wytrzymać. Muszę wietrzyć całe mieszkanie po 2 godziny , nawet kiedy jest bardzo zimno , psa wyrzucam na balkon, co również nie podoba się mojemu partnerowi. Pies ma zaawansowaną prostatę, co zostało stwierdzone podczas wizyty u lekarza. Przeszłam wiele, zarówno fizycznie, jak i psychicznie przez ostatni czas ,bardzo męczę się mieszkając z tym
Psem . Pies wydziela intensywny zapach starego, schorowanego zwierzęcia oraz moczu. Ma również problem z wypadającym penisem. Chwila bez pampersa kończy się lejącymi wydzielinami na podłogę. W miejscach, gdzie pies się załatwia na dworze, kafelki czernieją i przez tydzień utrzymuje się nieprzyjemny zapach. Po badaniach moczu okazało się, że ma w nim wszystko. Był podawany antybiotyk, ale to nie przyniosło poprawy. Obecność psa w mieszkaniu mnie drażni, a gdy mnie gryzie, nie wytrzymuję już dłużej.
Po prostu go biję kapcie, Wiem, że nie powinnam, ale czuję, że to dla mnie za dużo. To już dawno mnie przerosło ,
Prosiłam partnera, abyśmy znaleźli psu inny dom lub oddali go do schroniska, gdzie będą mogli go leczyć, a my moglibyśmy go odwiedzać.
Widzę, że nasz związek może się rozpaść. Oddalamy się od siebie, a on nie rozumie, że naraża naszego syna. Dla mnie, jako matki, dziecko jest najważniejsze .Uważam, że po tym, co przeszliśmy, temat psa nie powinien być dla partnera tak trudny do podjęcia – powinien kierować się naszym dobrem. W trakcie kłótni partner grozi, że nas zostawi z synem, a on się wyprowadzi z psem. Nie potrafi zrozumieć dlaczego nie potrafię zaakceptować tego psa w takiej formie (schorowanego,) dlaczego nie chce mu pozwolić z nami żyć ,skoro już mu tak dużo życia nie zostało,jako argument podaje ,że na moje leczenie też nie miał pieniędzy , ale je zarobił i dzięki niemu wróciłam do zdrowia . Gdy tłumaczę mu ,że nie potrafię zaakceptować tego smrodu i strachu o dziecko odpowiada mi zdaniem „ to trudno ,to się rozstaniemy „
czy ja naprawdę przesadzam , czy to takie złe ,że chce aby w mieszkaniu pachniało i było czysto ? I nie chcę aby syn miał kontakt z tak schorowanym psem , bo boję się o jego zdrowie ?
Proszę o opinię
Bardzo mi przykro, przez co Pani przechodzi. Z Pani opisu widać, jak ogromnie jest Pani zmęczona, przeciążona i wyczerpana psychicznie. W krótkim czasie spotkało Panią bardzo dużo trudnych rzeczy: emigracja, ciąża z powikłaniami, zagrożenie życia, pobyty w szpitalu, operacja, strach o dziecko, a do tego ciągły stres związany z ciężko chorym psem i problemami finansowymi. To jest naprawdę bardzo dużo jak na jedną osobę.
Naturalne jest, że jako matka najbardziej martwi się Pani o zdrowie i bezpieczeństwo swojego dziecka. Przy małym dziecku zapach, wydzieliny, sikanie w domu, choroby i ryzyko zakażeń stają się czymś bardzo trudnym do zniesienia. To normalne, że nie potrafi Pani tego zaakceptować.
To, że czasem puszczają Pani nerwy, jest raczej sygnałem ogromnego zmęczenia i przeciążenia, a nie złej woli. Organizm ma swoje granice. Jeśli przez długi czas żyje się w stresie, napięciu i lęku, reakcje stają się coraz silniejsze.
Ten konflikt nie dotyczy tylko psa, ale przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa, granic i odpowiedzialności za dziecko. Pani potrzeba spokoju, czystości i bezpieczeństwa jest w tej sytuacji bardzo zrozumiała. A grożenie rozstaniem w trakcie konfliktów jest formą presji emocjonalnej i pogłębia tylko poczucie osamotnienia. Zamiast dialogu pojawia się walka.
Szukanie dla psa innego domu lub specjalistycznej opieki nie nazwałabym okrucieństwem, ale próbą znalezienia rozwiązania, które pozwoli Pani i dziecku normalnie funkcjonować. Dobro dziecka i Pani zdrowie są tutaj naprawdę bardzo ważne.
Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.