Zaburzenia erekcji, anorgazmia, niskie libido… to jedne z licznych zaburzeń czy trudności związanych z „workaholizmem", tj. uzależnieniem od pracy. Jak właściwie do niego dochodzi? Kiedy to, co robimy, można nazwać uzależnieniem i wreszcie jakie ma to znaczenie dla relacji partnerskich?
Próbując ustalić, czym jest uzależnienie, pomijając książkowe definicje, wielokrotnie nawiązuje się do wątku, iż jest to „choroba uczuć i emocji". Podobnie może być w przypadku pracoholizmu (uzależnienie behawioralne). Oczywiście, by mówić o uzależnieniu, należy wziąć pod uwagę spełnienie poszczególnych kryteriów. Jednakże warto także pochylić się nad powodami, dla których w pracy spędzamy czas.
Najbardziej oczywiste wydają się pieniądze/gratyfikacja, jednak nie zawsze tak jest. Owa praca może przynosić nam również satysfakcję, rozwój i wiele innych konstruktywnych korzyści, ale nie tylko. Praca to też miejsce, gdzie możemy schować się czy uciec. Najczęściej od innych osób, np. żony/męża, innych współlokatorów, lub obowiązków, np. opieki nad małym dzieckiem, pomocy przy obowiązkach domowych. Ponadto zakład pracy może wydawać się nam jedynym miejscem, które uznajemy za bezpieczne bądź takim, gdzie jesteśmy rozumiani jak nigdzie indziej. Ogólnie rzecz ujmując, może dać ona azyl przed niewygodnymi lub trudnymi dla nas odpowiedzialnościami.
Niezależnie od tego, jaki jest argument przekładania pracy zawodowej nad życie prywatne, wydaje się ważne, aby zrozumieć, dlaczego tak jest. Jaką rolę w naszym życiu odgrywa praca? Czy jest to forma regulowania uczuć, a może wcześniej wspomniana „ucieczka od odpowiedzialności"?
Bycie zajętym obowiązkami zawodowymi daje nam łatwość ucieczki od myślenia o sobie, swoich problemach i trudnościach, o tym, z czym sobie nie radzimy lub co jest dla nas trudne. A być może tylko w miejscu pracy możemy czuć się potrzebni, spełnieni lub szczęśliwi, podnosić sobie poprzeczkę, „udowadniając" sobie swoją wartość. Niezależnie od tego, pracując często nie zadajemy sobie tych pytań, nie dokonujemy autoanalizy. Wpadamy w wir uzależnienia od pracy.
Niestety, uzależnienie z natury wydaje się łatwo powiązać z przemocą, chociażby poprzez zaniedbanie, które może kojarzyć się z dziećmi bądź osobami starszymi/niepełnosprawnymi. Warto jednak pamiętać, że nawiązuje ono również do zaniedbania lub zaniechania potrzeb emocjonalnych wszystkich bliskich nam osób, w tym partnerów.
Oczywiste jest zatem, iż zatrudnienie, a wraz z nim zarobkowanie, wydaje się dziś być bramą do wielu możliwości. Pieniądze, które często są wyznacznikiem statusu społecznego, mają również ogromne znaczenie dla poczucia naszej wartości. Wydaje się, iż pieniądze, wystawny dom czy luksusowe auto budują nasz sztucznie zawyżony obraz siebie – zarówno w naszych oczach, jak i w oczach osób trzecich. Rośnie nasz poziom atrakcyjności oraz samoakceptacji.
Materialnym dobrostanem łatwiej nam nie dostrzegać niedociągnięć, braków, deficytów. Dobytek pozwala również odwracać uwagę od niedoskonałości czy trudności, np. w okazywaniu lub rozróżnianiu uczuć czy emocji. Koncentrując się na materialnych wątkach, zapominamy o najprostszych słowach typu: „tęskniłem", „kocham", „nie daję rady". Niejednokrotnie nie tylko zapominamy, ale też nie mamy czasu lub siły, by koncentrować się na tym, co właściwie czujemy.
Zazwyczaj jest to początek fasadowej formy życia. Głównie liczy się to, co jest na zewnątrz, i to, jak inni to widzą, pomijając to, co żyje w naszych umysłach czy sercach. Schemat ten prowadzi do emocjonalnej pustki – wyrabiamy nawyk zadaniowego trybu życia, naturalnie pomijając wyrażanie złości, frustracji czy napięcia, niezrozumienia czy poczucia smutku, tak często traktowanego jako objaw słabości.
Owa niedostępność emocjonalna przekłada się na nasze funkcjonowanie, na to, jak odgrywamy rolę rodzica, dziecka, partnera seksualnego. Zmęczenie, brak czasu, poczucie presji, a także niewyrażanie uczuć czy emocji (a co za tym idzie: brak zrozumienia i wyobcowanie) przekładają się na wiele aspektów. W tym aspekt seksualny.
Następuje naturalne oddalanie się od siebie, stagnacja, brak zwracania uwagi na własne potrzeby czy na potrzeby partnera. Seksualność staje się dodatkiem, który nie odgrywa znaczącej roli, nie spaja ludzi, gdyż wymaga zaangażowania, działania, na które najczęściej nie ma się siły lub czasu.
Zaniedbany aspekt seksualności może prowadzić do hipolibidemii, tj. oziębłości seksualnej, niskiego libido, ale także zaburzeń erekcji, w tym utrzymania erekcji, anorgazmii czy pochwicy itp. Mimo iż większość zaburzeń nie ma charakteru nieodwracalnego, a współczesne badania ukazują, że są czymś naturalnym i mogą występować z wielu względów, bywają nieleczone i zaniedbane.
Nierzadkim argumentem jest brak czasu lub wstyd. Ten drugi najczęściej dotyczy mężczyzn, którzy borykają się z zaburzeniami erekcji. Jednak nie poruszają tego wątku jako wstydu, który wręcz rujnuje ego. Myśl oraz lęk przed kolejną „porażką" w łóżku przekłada się na niechęć do podejmowania kolejnej próby, co samo w sobie buduje poczucie winy i presję. Ta z kolei nie jest pomocna i jednocześnie przekłada się na kolejne niepowodzenie.
Często jest to błędne koło (lęk przed niepowodzeniem jest tak silny, że uniemożliwia skupienie się np. na kolejnym zbliżeniu), z którego trudno się wydostać. Brak zbliżeń nie jest równy braku chęci rozładowania napięcia emocjonalnego, a co za tym idzie, poszukiwane są inne jego formy. Niestety, w takich sytuacjach pomoc bywa poszukiwana w środkach psychoaktywnych, nadużywaniu pornografii czy masturbacji. Niezależnie od tego, która z owych możliwości zostanie wykorzystana, w połączeniu z pracoholizmem jedynie pogłębi separację emocjonalną, jak i seksualną.
Odstawienie narkotyków, alkoholu, wychodzenie z hazardu czy redukcja nadmiarowej pracy tworzą w codziennym funkcjonowaniu nową przestrzeń. To czas, który do tej pory był przeznaczony na podtrzymanie danego uzależnienia. Zagospodarowanie owego czasu może być niezwykle pomocne w utrzymywaniu wprowadzanych życiowych zmian.
Dlatego tak ważne jest wyrabianie nowych nawyków, nauka planowania, wyrażania uczuć i emocji, stawiania granic oraz bycia asertywnym. Oczywiście to zaledwie kilka przykładów pracy własnej, ale niezwykle pomocnej w walce z uzależnieniem.
W nawiązaniu do tak ważnej dla nas seksualności warto też wspomnieć, iż rozwiązań dla jej poprawy nie należy szukać daleko. Wiele z nich leży w naszym zasięgu. Wielokrotnie wystarcza sama rozmowa, mówienie i słuchanie, ale nie tylko tego, co mówi druga osoba, lecz także tego, co mówi nasze ciało. Dlatego tak ważna jest umiejętność zatrzymania się, umiejętność analizowania siebie oraz swojej postawy, wysoka samoświadomość. W tym zaś aspekcie pomocna może być psychoterapia własna.
Ten artykuł został opublikowany na stronie ZnanyLekarz za wyraźną zgodą autorki lub autora. Cała zawartość strony internetowej podlega odpowiedniej ochronie na mocy przepisów o własności intelektualnej i przemysłowej.
Strona internetowa ZnanyLekarz nie zawiera porad medycznych. Zawartość tej strony (teksty, grafiki, zdjęcia i inne materiały) powstała wyłącznie w celach informacyjnych i nie zastępuje porady medycznej, diagnozy ani leczenia. Jeśli masz wątpliwości dotyczące problemu natury medycznej, skonsultuj się ze specjalistą.