Zdjęcie atrakcyjnej kobiety mierzącej obwód bioder

Czy bycie na diecie powoduje tycie?

Napisano przez w Dietetyka21 sierpnia 2014 Brak komentarzy.

Diety – stosujemy  je, gdy trzeba schudnąć. A schudnąć potrzeba nam często: do lata, do wesela, do sukienki, do urlopu i wielu innych. A po lecie, weselu, urlopie, gdy sukienka już nie potrzebna, pojawia się kolejny kilogram po kilogramie – bo nie ma motywacji, bo raz sobie odpuściłam, bo słaba wola. Zastanówmy się zatem, kto lub co jest winowajcą.

Słowo ‘dieta’ – jak Ci się kojarzy? Co widzisz? Co czujesz? Mimo tego, że w języku greckim diaita oznacza „styl życia” to ja wciąż mam wrażenie, że kojarzymy je z czymś niesmacznym, mdłym, zbyt małym, żeby się najeść. Głodem, wyrzeczeniem i poświęceniem. Bardzo często z tym podświadomym skojarzeniem idziemy na dietę i tylko czekamy, aż potwierdzą się nasze odczucia. Niektórzy mówią, że już na samą myśl o diecie są głodni. Wierzę też, że znajdą się osoby, które to słowo kojarzą bardziej pozytywnie. Wszystko zależy od naszych przeszłych doświadczeń.

Od samego myślenia o byciu na diecie nikt jednak nie tyje, co najwyżej odczuwa duży stres i dyskomfort. Gdy jednak faktycznie jemy o wiele mniej, niż potrzebujemy, w organizmie zachodzi cały szereg reakcji fizjologicznych, hormonalnych i psychologicznych, który ma nas uchronić przed śmiercią głodową.

Zacznijmy od fizjologii. Od pewnego czasu wiadomo, że zjadanie zbyt niskiej ilości energii powoduje obniżenie tempa przemian metabolicznych i zapotrzebowania na energię. Organizm dopasowuje się do ilości jedzenia mu dostarczanych i sukcesywnie spala coraz mniej kalorii. Z tego powodu, gdy po diecie zjadamy znacznie więcej, organizm nie zużywa dostarczonego paliwa i magazynuje je w postaci tkanki tłuszczowej.

Ponad to, ignorując sygnały płynące z organizmu, rozregulowujemy uczucie głodu i sytości. Ustalamy sztuczne granice, co powoduje, że po diecie nie wiemy, kiedy naprawdę skończyć jeść. Wiele osób opisuje, że je do momentu, aż poczuje, że posiłek stoi w gardle. W międzyczasie osoby te nie odczuwają głodu i jedzą tylko dlatego, że przypomniało im się o posiłku. Nie dzieje się to jednak w sposób naturalny, czyli nie poczuły głodu.

Hormony – uwielbiamy twierdzić, że tyjemy przez geny lub hormony. Oczywiście jest w tym stwierdzeniu nieco prawdy, ale zapominamy, że na oba te czynniki mamy wpływ. Wiemy już, że posiadanie genu to jedno, a aktywowanie go lub wyciszanie to drugie. Takim narzędziem do aktywacji lub wyciszania jest między innymi styl życia (odżywianie, aktywność fizyczna, radzenie dobie ze stresem, wypoczynek). Z niektórymi hormonami jest podobnie. Nadmierne ograniczenia w jedzeniu doprowadzają do wydzielania większej ilości hormonu o nazwie grelina. Odpowiada on za zwiększenie łaknienia i wzrost przyjemności z jedzenia. Im dłużej „głodujemy”, tym więcej się go wydziela. Efekt? Wilczy głód, który przez wiele osób opisywany jest jako nie do pokonania.

Co z psychiką podczas diety?

Skoro trzeba się ograniczać, to pojawia się uczucie straty, bezradności, czasami niezgody i buntu. Zachodzi tzw. efekt paradoksalnej kontroli mentalnej, co oznacza, że każda próba niemyślenia o jedzeniu kończy się… nadmiernym myśleniem o nim. Spróbuj przez chwilę unikać myślenia o fontannie czekolady. Udało się? Nie? No właśnie. Aby o czymś nie myśleć lub czegoś nie robić najpierw trzeba to sobie wyobrazić, a później obserwować otoczenie i lokalizować wszelkie okazje do zrobienia tego, czego nie wolno. I tak słynne na diecie: „nie jem słodyczy”, zamienia się w obsesyjne wręcz o nich myślenie. Chwila nieuwagi, zaabsorbowanie inną czynnością i… kawałek czekoladki już rozpływa się w ustach. Zachodzi wtedy kolejna reakcja – „pal licho!”. To ten moment, gdy myślimy, że skoro już raz się złamaliśmy to teraz możemy sobie pozwolić. No trudno, „od jutra znowu zacznę”. Efekty takiego działania są nam znane. Jedzenie, wyrzuty sumienia, negatywny nastrój, jedzenie i tak w kółko.

Co zatem zrobić, gdy chcemy schudnąć?

Oto kilka rad:

  • Przemyśl, dlaczego chcesz schudnąć i czy te powody są dla Ciebie ważne. Czy dla nich właśnie chcesz wprowadzić zmianę?
  • Obserwuj siebie – spisuj posiłki, godziny, miejsce jedzenia, ilości. Co wtedy czujesz?
  • Przeanalizuj swoje zapiski. Znajdź momenty/posiłki/dni/ emocje, które wprowadzają zamieszanie, powodują, że jesz więcej lub wybierasz niewłaściwe produkty.
  • Stwórz plan działania – co chcesz dokładnie zmienić? Co i kto może Ci w tym pomóc?
  • Działaj metodą małych kroków – wyznaczaj małe zadania, realizuj je co tydzień/miesiąc.
  • Nagradzaj siebie za trud – pomyśl o przyjemnościach innych niż jedzenie za zrealizowanie małych celów.
  • Gdy masz wątpliwości lub potrzebujesz wsparcia poszukaj psychodietetyka, coacha, psychologa, który pomoże Ci przejść przez zmianę.