Adres

Erwina Kruka 39/412, Olsztyn
Gabinet psychoterapeutyczny (mapa)

Lekarz nie ma włączonego kalendarza pod tym adresem

Poproś o kalendarz wizyt
Przyjmuję: dorosłych
Gotówka

Moje doświadczenie

O mnie

Specjalizuje się w psychoterapii uzależnień , leczeniu uzależnienia od alkoholu, hazardu, narkotyków, terapii par z problemem uzależnienia, prowadzę s...

Zobacz pełen opis


Opinie od pacjentów

5

Ogólna ocena
1 opinia

  • Punktualność
  • Zaangażowanie
  • Gabinet
O
Użytkownik zweryfikowany
Lokalizacja: W innym miejscu terapia uzależnień

Polecam bardzo dobry terapeuta od uzależnień z dużym bagażem doświadczenia. Terapia z nim to sama przyjemność.


Usługi i ceny

Psychoterapia indywidualna

120 zł


Erwina Kruka 39/412, Olsztyn

120 zł

Gabinet psychoterapeutyczny


Psychoterapia uzależnień

od 100 zł


Erwina Kruka 39/412, Olsztyn

od 100 zł

Gabinet psychoterapeutyczny


Psychoterapia par

od 150 zł


Erwina Kruka 39/412, Olsztyn

od 150 zł

Gabinet psychoterapeutyczny

Opinie od pacjentów

5

Ogólna ocena
1 opinia

  • Punktualność
  • Zaangażowanie
  • Gabinet
O
Użytkownik zweryfikowany
Lokalizacja: W innym miejscu terapia uzależnień

Polecam bardzo dobry terapeuta od uzależnień z dużym bagażem doświadczenia. Terapia z nim to sama przyjemność.


Wystąpił błąd, spróbuj jeszcze raz

Odpowiedzi na pytania

1 odpowiedzi udzielonych przez lekarza na pytania pacjentów na ZnanyLekarz.pl


  • Witam,
    Jestem 28-letnią kobietą będącą od dwóch i pół roku w związku z mężczyzną starszym o 28 lat.
    W skrócie: on (jak pewnie łatwo się domyślić) jest po przejściach. Był w długim, nieformalnym związku z którego ma dwoje dorosłych już dzieci; był też żonaty, ogólnie przerobił wiele związków mniej lub bardziej poważnych.
    Ja, zanim go poznałam, nie byłam w żadnej dłuższej, poważniejszej relacji.
    Znaliśmy się krótko i właściwie tylko z widzenia, jednak z jakichś powodów zaczęliśmy się spotykać. Miałam początkowo obawy czy pozwalać sobie na taki związek, jednak uznałam, że nie będę przejmować się opinią innych. I kiedy już sobie pozwoliłam, wszystko rozwinęło się bardzo szybko.
    Po 3-4 miesiącach już u niego mieszkałam. A po pół roku zaczęłam zastanawiać się co z przyszłością... Bardzo go pokochałam, wiedziałam, że on mnie również. Wiedziałam też, że związałam się z człowiekiem dużo starszym; wiedziałam, że może się nagle rozchorować; że czas będzie naszym wrogiem; że nie mogę snuć standardowych marzeń o wspólnej starości i wspólnym cieszeniu się wnukami.
    Jednak "od zawsze" marzyłam o dziecku, a bycie w związku w którym czułam się tak kochana i bezpieczna, sprawiło, że zaczęłam tego pragnąć całą sobą...
    Po wielu bitwach z własnymi myślami, poruszyłam temat.
    Niestety, dowiedziałam się, że on już raczej nie chce mieć dzieci. I tak zaczął się mój dramat.
    Wiem, że powinnam była się wycofać. Ale nie chciałam, nie potrafiłam.
    Z biegiem czasu stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Oboje byliśmy zdziwieni, że pomimo tak przepastnej różnicy wieku, jesteśmy tak zgraną parą.
    Gdyby tylko nie ta jedna "sprawa"...
    Przechodziliśmy różne fazy. Drążenie przeze mnie tematu. Jego tłumaczenia. Moje prośby i błagania. Udawanie, że tematu nie ma. Moją frustrację, "fochy" o byle drobnostkę...
    Po ponad roku spróbowałam odejść... Jednak wróciłam, z jego inicjatywy. Zaczął mówić, że się pospieszyłam z odejściem, że przecież w końcu by mi ustąpił, że pomyślimy, że potrzebuje czasu, że to trudna dezycja... Chwyciłam się tego jak tonący brzytwy. Jednak kiedy po jakimś czasie oczekiwałam konkretów, jakichś terminów, sam przeznał, że zwodził mnie, bo tak bardzo nie chciał mnie stracić.
    To był cios w samo serce... Po prawie dwóch latach bycia razem, wyprowadziłam się drugi raz.
    Jednak nie dałam rady, jakkolwiek to brzmi, czułam, że bez niego się duszę; miałam ataki paniki; myśl, że mam go stracić była nie do zniesienia. Po dwóch tygodniach wróciłam zapłakana... Tym razem mówił, że mnie kocha i też mu bardzo ciężko, ale że to zły pomysł, że temat będzie wracał, że powinnam zostać matką ale niestety nie z nim. Też to wszystko już wiedziałam. Ale życie bez niego mnie nie interesowało.
    Od tej pory żyjemy jak na huśtawce: najpierw oboje udajemy, że nie ma tematu; potem ja robię podchody, on udaje, że nie wie o co chodzi; następnie ja nie wytrzymuję i wymuszam kolejną trudną rozmowę, podczas której słyszę, że on wie że powinnam mieć dziecko ale on już nie chce zostać ojcem; ja histeryzuję, jednak nie decyduję się na odejście i po jakimś czasie wracamy do udawania, że tematu nie ma...
    I tak w kółko.
    Nie potrafimy już o tym rozmawiać, ja od razu płaczę, on się irytuje.
    Moje pytanie brzmi: Czy w takim wypadku terapia partnerska ma sens? Czy jest szansa, że w jakimś stopniu nam pomoże?

    terapia partnerska zawsze ma sens, można lepiej zrozumieć swojego partnera. Terapia nie wpływa na realizacje Pani oczekiwań lecz może pomóc w osiągnięciu kompromisu i lepszej komunikacji w związku, pozdrawiam

    mgr Marek Ogonowski

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.

Moje doświadczenie

O mnie

Specjalizuje się w psychoterapii uzależnień , leczeniu uzależnienia od alkoholu, hazardu, narkotyków, terapii par z problemem uzależnienia, prowadzę s...

Zobacz pełen opis


Specjalizacje

  • Psychoterapia
  • Psychoterapia uzależnień
  • Terapia uzależnień
Zobacz więcej