Piszę z dość zawiłą sprawą. W roku 2015 urodziłam dziecko. Skurcze regularne co 10 minut od godz. 3

Piszę z dość zawiłą sprawą. W roku 2015 urodziłam dziecko. Skurcze regularne co 10 minut od godz. 3:00 rano. Dziecko urodzone o godz 14:20. Zostałam przyjęta do szpitala z pretensji, że nie wyglądam jakbym rodziła. Podczas badania Pani doktor bez zgody zrobiła masaż szyjki. Powiedziała tylko, że pomaga mi szybciej urodzić. Po masażu skurcze od razu zaczęły być co 5 minut. Później przeszłam na trakt porodowy. Bardzo cierpiałam, a skurcze na ktg wychodziły nieduże. Miałam skurcze krzyżowe. Około godziny 12:00 dostałam znieczulenie zewnatrzoponowe. Była to bardzo duża dawka, gdyż lekarz anestezjolog pytając mnie czy dalej czuję ból i słysząc odpowiedź, że tak, podał mi największą dawkę jaką mógł. Uznał to za stosowne. Zaniepokoilo mnie jednak, że przychodził co chwilę do mnie, ściskał za stopy i pytał, czy na pewno je czuję. Po znieczuleniu całkiem ustały skurcze. Położne zaczęły mieć pretensje, że gdyby nie to znieczulenie to już bym urodziła. Podano mi wtedy oksytocyne. Ona znów przyspieszyła akcję, ale nie czułam w ogóle skurczy partych. Położna zapytała, czy nie czuję potrzeby parcia i kiedy powiedziałam, że nie to kazała położyć mi się na fotelu (łóżku) i przeć. Nie wiedziałam, czy prę. Po 1 próbie i trzech parciach urodziłam córkę. Podeszła do mnie wtedy Pani doktor mówiąc tylko "Nie wierzę". Po urodzeniu łożyska podeszła Pani, która zaczęła mnie szyć. Zapytałam, czy pękła to odpowiedziała że nie ale zrobili cięcie. Nie pytali mnie o zgodę. Dodam, że podczas porodu straciłam bardzo dużo krwi. Dziecka nie dostałam na ręce nawet na sekundę, dopiero po jakichś 3 godzinach. Nie zapytano, czy chce żeby mąż przecinał pępowinę i nie dali mu tego zrobić, mimo że był cały czas ze mną. Plan porodu dostałam do wypełnienia w czasie dwugodzinnego leżenia po porodzie, w którym musiałam zaznaczyć rzeczy już nie istotne, bo było po fakcie. 2 tygodnie po porodzie wylądowałam na oddziale z białkiem w moczu, w krwi, z jakimś płynem w zatoce Douglasa, upławy miałam galaretowate i żółte o nieprzyjemnym zapachu. Na oddziale przebywałam z dzieckiem, które karmiłam piersią. Dostałam antybiotyk, który jak się dowiedziałam nie był dozwolony przy karmieniu. Codziennie wpychano mi grubą strzykawkę głęboko w pochwę i tak czyszczono te upławy. W dodatku wstrzykiwano mi coś codzień bardzo krótką strzykawką i jak lekarz przyszedł na obchód to zapytał mnie po co mi to dają i nie wiedziałam. Raz nawet pielęgniarka tez mnie o to zapytała. Po tym strasznie bolała ręka. Po wyjściu ze szpitala znów zaczęłam krwawić i tak przez 5 miesięcy. Codziennie po troszku, niedużo ale dzień w dzień. Lekarz, który mnie leczył powiedział, że miałam źle przeprowadzony poród a w szpitalu później zostałam niedoleczona. On też powiedział, że bardzo dużo krwi straciłam podczas porodu i że nie powinnam dostać tamtego antybiotyku. Z powodu tych powikłań straciłam dużo czasu, pieniędzy, zdrowia i zostałam zmuszona do zaprzestania karmienia piersią córki. Lekarz wyleczyl mi krwawienie ale moja macica była w opłakanym stanie, na usg usłyszałam, że wyglądam jak przed menopauzą. Miałam 20 lat. Po wszystkim, kiedy wróciła mi miesiączka to za każdym razem miałam uczucie wypadania macicy. Jestem teraz w 37 tygodniu drugiej ciąży i po przejściach panicznie boję się porodu i powikłań. Czy to wszystko mogło być winą mojego słabego organizmu, czy raczej wina lekarzy? Niedługo będę rodzić, mam w domu 3 letnią córkę i jeśli powtórzy się ta historia, to nie dam rady.

2 odpowiedzi


i pytanie? pzdr artur mazur kalisz ;-)

Uzyskaj odpowiedź dzięki konsultacji online

Potrzebujesz porady specjalisty? Zarezerwuj konsultację online: otrzymasz odpowiedzi bez wychodzenia z domu.


sprawa prawna; moim zdaniem należy się rzetelne rozpatrzenie

Wszystkie treści, w szczególności pytania i odpowiedzi, dotyczące tematyki medycznej mają charakter informacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić diagnozy medycznej.