Zdjęcie kobiety, która jest żywym obrazem depresji

Obraz depresji

Napisano przez w Psychologia06 listopada 2015 Brak komentarzy.

Jesień to z mojego doświadczenia czas, kiedy pojawia się zdecydowanie większa liczba pacjentów w gabinecie. Po letnim urlopie, wracamy naładowani energią i pomysłami na zmiany w naszym życiu, przychodzi zacząć realizować plany. I tu pojawiają się schody.

Osoby, które do mnie trafiają w ok. 70% zgłaszają się, ponieważ uważają, że „mają” depresję i dlatego „nic im nie idzie”, „czują kierat” i „cały świat się sprzysiągł, aby im dokuczyć”. Świadomość w naszym społeczeństwie istnienia i trudności jakie niosą za sobą choroby psychiczne wzrasta i to bardzo dobrze. Ale nie każde wahanie nastroju, melancholia są podstawą do rozpoznania depresji.

Obraz depresji

O depresji możemy mówić kiedy występuję pięć lub więcej objawów obecnych w ciągu tego samego, dwutygodniowego okresu  i stanowią zmianę do wcześniejszego zachowania, a przynajmniej jednym z objawów jest nastrój depresyjny lub utrata zainteresowań lub przyjemności. A objawy składające się na obraz depresji to: nastrój depresyjny przez większość dnia, niemal codziennie; znacznie zmniejszone zainteresowanie lub przyjemność z prawie wszystkich aktywności przez większą część dnia, pojawiające się  niemal codziennie; znacząca zmiana wagi bez stosowania diety (ok. 5% w skali miesiąca); bezsenność lub nadmierna senność w ciągu dnia; pobudzenie lub spowolnienie psychomotoryczne; zmęczenie lub utrata energii, uczucie bezwartościowości albo nadmierne, nieadekwatne poczucie winy; zmniejszona zdolność koncentracji albo niezdecydowanie; powtarzające się myśli o samobójstwie.

Oczywiście powyższe objawy nie mogą być wynikiem stanu fizjologicznego np. nadużyciem leków lub narkotyków ani ogólnym stanem medycznym np. niedoczynności tarczycy.
Osoby, które mają aż taki wachlarz objawów zwykle wymagają skoordynowanego leczenia psychoterapeutycznego i farmakologicznego. I nie ma drogi na skróty. Trzeba stanąć wobec choroby i wychodzić ku pełni życia. Wygląda to tak, jak sinusoida, jest lepiej, a fala pojawia się coraz rzadziej i jest coraz bardziej płaska. Pacjent wie kiedy się pojawi, jak sobie z nią poradzić, jakie zastosować najbardziej skuteczne narzędzia.

Metody

Aby do tego nie dopuścić dobrze jest zwracać uwagę na swoje gorsze chwile i z nimi zacząć pracować. Problem polega na tym, że dotąd, dopóki człowiek uważa, że może poradzić sobie sam, to sobie radzi jak może, tylko potem bywa za późno. I nie chodzi o to, że „mądry psychoterapeuta wie i coś poradzi”. Rola psychoterapeuty polega na uruchomieniu wewnętrznej siły pacjenta do radzenia sobie „ze zmową całego świata”, ta siła jest w każdym z nas, zamknięta w twardym jądrze – pierwotnej wiedzy odczuwanej na poziomie głęboko nieświadomym, wręcz na poziomie sensorycznym.

Ta „twardość” kształtuje się bardzo wcześnie, czasem nawet już w trakcie rozwoju płodowego, a na pewno w okresie prewerbalnym. Można ją odnaleźć na poziomach bardzo głębokich, nieświadomych. W małym dziecku, dla którego rodzice są emocjonalnie niedostępni (śmierć rodzica, rodzic zapracowany, chory, uzależniony, emocjonalnie daleki) pojawia się idea, że skoro rodzic się nim nie interesuje, to coś z nim (dzieckiem) jest nie tak. W ten sposób kształtuje się głębokie przekonanie, że jest skazane na samotność i  żeby zyskać zainteresowanie rodziców musi być lepszy, osiągnąć sukces, walczyć i wygrywać. Taka osoba w dorosłym życiu ceni siebie kiedy wygrywa, a deprecjonuje kiedy przegrywa. Bodźcem uruchamiającym pojawienie się depresji jest utrata, przez którą rozumie się porażkę, rozczarowanie, nieosiągnięcie.

Tak więc do klinicznej depresji pojawiającym się pacjentom zwykle daleko, ale „smutki”, „porażki” kierują do tego twardego jądra, które pragnie doświadczyć miłości, być kochane bez zasługiwania. Żeby do tego dotrzeć potrzebna jest życzliwa obecność drugiego człowieka, który z szacunkiem będzie towarzyszył ponownemu rodzeniu się. I przy którym będzie można na nowo rozpoznać siebie. To bardzo głębokie i poruszające doświadczenia. Stanowią siłę, której już potem nikt nie pozwoli sobie odebrać.

Mając dostęp do „własnej istoty” nikt już nie będzie potrzebował terapeuty. I tak naprawdę wspomniane na początku 70% pacjentów trafia właśnie z potrzebą dotarcia do samych siebie.

O autorze